Omówienia Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/category/omowienia/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 19 Jun 2026 10:37:27 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Omówienia Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/category/omowienia/ 32 32 Sposób ujęcia przestrzeni w powieści Pomiędzy. W świetle latarni Zofii Mąkosy https://prolibris.net.pl/sposob-ujecia-przestrzeni-w-powiesci-pomiedzy-w-swietle-latarni-zofii-makosy/ Fri, 19 Jun 2026 10:28:49 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17701 Paulina Węglowska

The post Sposób ujęcia przestrzeni w powieści Pomiędzy. W świetle latarni Zofii Mąkosy appeared first on Pro Libris.

]]>

Sposób ujęcia przestrzeni w powieści Pomiędzy. W świetle latarni Zofii Mąkosy

 

W świetle latarni – powieść obyczajowa Zofii Mąkosy – to literackie odbicie wielkopolskich realiów lat 20. XX wieku, gdy Polska dopiero budowała swoją niepodległość, a społeczeństwo zmagało się ze zmianami politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi. W centrum powieści znajdują się losy bohaterów, które odzwierciedlają wyzwania i dylematy tamtego okresu. Rodzina Wieczorków stawia czoła trudnym warunkom życia codziennego, próbując przetrwać w niesprzyjających okolicznościach, podczas gdy Joanna Podbielska, młoda wdowa, mierzy się z samotnością, wspomnieniami i koniecznością odnalezienia nowego sensu rzeczywistości, której przyszłość jest owiana tajemnicą.

Przestrzeń w powieści Mąkosy można rozpatrywać wielorako – biorąc pod uwagę realistycznie przedstawioną topografię, znaczenia symboliczne przedstawień przestrzennych, a także ukazany w powieści porządek społeczno-kulturowy, który determinuje losy bohaterów. Sposób istnienia przestrzeni nie jest ograniczony do opisu miejsc, w których dzieją się powieściowe wydarzenia; stanowi ona raczej nadrzędną płaszczyznę, decydującą o sposobie istnienia pozostałych elementów utworu[1]. Miejscem akcji, tj. wycinkiem przestrzeni, w którym została osadzona fabuła, są tu Trzciel i Poznań. Celem niniejszego artykułu jest omówienie sposobu ukazania tych miast w powieści Mąkosy.

Trzciel

Trzciel to nie tylko prowincja tętniąca życiem ze względu na swoje umiejscowienie na pograniczu polsko-niemieckim, ale także miejscowość odgrywająca istotną rolę jako miejsce spotkań osób różnych narodowości, religii i tradycji. To wielkopolskie miasteczko przecięto granicą w wyniku powojennych ustaleń, wskutek czego zostało ono rozbite na dwie części – Stary i Nowy Trzciel.

Trzcielska przestrzeń ma charakter przede wszystkim lokalny, odzwierciedlający złożoność relacji między polską i niemiecką społecznością. Most na Obrze, bezpośrednio oddzielający Stary i Nowy Trzciel, jest nie tylko przedmiotem, ale i metaforą podziałów kulturowych i politycznych, a komisja delimitacyjna w szkole katolickiej – znakiem politycznej niepewności. Topografię Trzciela wyznaczają zróżnicowane kręgi przestrzeni: od pałacu rodziny Fischer von Mollard, otoczonego płotem z kutego żelaza i ozdobionego wielkim gazonem, przez ruchliwy rynek Nowego Trzciela, aż po ciche brzegi Jeziora Wielkiego, nad którym mieszkańcy spędzali upalne dni. W mieście znajdują się takie budynki, jak piekarnia Paula Raschke, sklep kolonialny Abrahama Gersona, apteka Pod Orłem, ratusz, zakład drukarski czy sklep Margarete Meinchold, które stanowią przestrzenie codziennych interakcji mieszkańców. W okresie karnawałowym mieszkańcy dzielą się na tych, którzy bawią się w hotelu Prinz Albrecht von Preußen, i na tych mniej zamożnych, którzy wybierają gospody, takie jak np. Gospoda Deckerta, która była także areną napięć na tle politycznym. To rozróżnienie przestrzeni podkreśla podziały zarówno społeczne, jak i ekonomiczne w miasteczku.

Natomiast północne obrzeża miasta, gdzie mieszkała rodzina Wieczorków, kontrastowały z południowymi krańcami, gdzie zabudowania miały bardziej rozproszony i wiejski charakter. Dom tejże rodziny odzwierciedla trudności codziennego życia w Trzcielu. Skromny wystrój i gospodarcze podwórko są świadectwem niełatwej codzienności, w której każdy obiekt ma swoje konkretne przeznaczenie użytkowe. Przed domem znajduje się ławka pod orzechem z przedwojennych czasów, a drewniany płot oddzielający posesję od sąsiedniego podwórka rozpada się. Przestrzeń, wzbogacona o aspekt historyczny, ekonomiczny i obyczajowy, stanowi szeroko rozbudowane tło zdarzeń, dzięki czemu także sylwetki i losy bohaterów nabierają głębi, stają się wielowymiarowe[2].

Nie sposób zapomnieć o religijnej i etnicznej różnorodności Trzciela, dochodzącej do głosu na poziomie scenerii. Teren „Pomiędzy” – dawny żydowski rejon miasta, nazwany tak przez poetę Bena Rychwalskiego – jest metaforą straconej nadziei mieszkańców. Obszar ten rozciągał się pomiędzy lewym brzegiem rzeki Obry a rozwijającym się miastem, co na mapie wyglądało jak przestrzeń ulokowana pomiędzy dwoma różnymi światami. W przeszłości było to miejsce tętniące życiem, stanowiące centrum żydowskiej społeczności, która wzniosła tam synagogę i liczne domy mieszkalne. Z czasem, w wyniku zmian politycznych, takich jak wzrost antysemityzmu i migracje ludności, wielu Żydów opuściło Trzciel. Synagoga została zamknięta, a szkołę zamieniono w przytułek. Równocześnie w miejscowości znajdują się wciąż funkcjonujący kościół ewangelicki i katolicka szkoła, w której uczą się polskie i niemieckie dzieci. Neutralnym miejscem był natomiast odcinek graniczny, przebiegający przez brukowaną drogę wzdłuż torów kolejowych, zakończony z obu stron posterunkami polskiej i niemieckiej Straży Granicznej. Taki sposób prezentacji Trzciela pozwala ukazać nie tylko materialny i fizyczny wymiar życia jego mieszkańców, ale też wydobyć relacje i napięcia istniejące między różnymi grupami miejskiej społeczności. Zarazem ten złożony mikroświat odzwierciedla szersze procesy historyczno-społeczne.

Jedną z cech opisu miasta jest uwzględnienie licznych detali, takich jak brukowane ulice, wysoka wieżyczka kościoła ewangelickiego, malowniczy gmach ratusza czy drewniany mostek na Czarnej Wodzie. Dzięki nim przestrzeń Trzciela zostaje wiernie odmalowana i staje się niejako żywym obrazem. Autorka uwzględnia również przestrzenną dynamikę – właściwości chwilowe świata przedstawionego, wynikające z pory dnia, zmian pogodowych i cykliczności pór roku. Trzcielskie deszczowe dni, kiedy błoto zalewało ulice, oraz zimowe wieczory, podczas których mieszkańcy zbierali się w gospodach, lub poznańska zima, przywołująca ponurą atmosferę i deszcz mieszający się z błotem oraz wonią węgla i wilgoci – to dodatkowo typ sensorycznych deskrypcji przestrzeni, współtworzący warstwę obrazowania pośredniego utworu. Zastosowanie całej tej gamy przestrzennych zabiegów literackich sprawiło, że autorka nie tylko niezwykle realistycznie wykreowała świat przedstawiony, ale też pozwoliła, by odbiorca niemal cieleśnie go doświadczył.

Poznań

Poznań, będący drugim ważnym miejscem akcji, to głównie przestrzeń nowoczesności i rozwiniętej infrastruktury miejskiej, na którą składają się wodociągi i kanalizacja, gaz, tramwaje czy przestronne parki, które stanowiły oazę spokoju w chaosie miejskiego życia. Miasto oferuje także liczne miejsca spotkań towarzyskich i kulturalnych, wśród nich – ogród botaniczny i ogród zoologiczny czy restauracje przy Placu Marcinkowskiego. Zarazem autorka ukazuje zderzenie nowoczesności z powojennym kryzysem. Poznań ma bowiem także swe mroczne oblicze, które artykułuje się trudną sytuacją mieszkaniową i ekonomiczną, strajkami robotniczymi, a także zbrojnymi zamieszkami i niebezpiecznymi incydentami na tle politycznym. Można powiedzieć, że bieda splata się tu z luksusem. Na poznańskim Łazarzu jest wiele pięknych kamienic – przypominających pałace, z witrażami i bogatymi zdobieniami, fantazyjnymi schodami oraz podłogą z kolorowych płytek. Miasto w centralnych punktach obrasta zielenią, funkcjonuje w nim wiele ekskluzywnych lokali oraz restauracji z muzyką na żywo i tańcami, dostarczających zamożniejszym mieszkańcom chwil wytchnienia i radości. Ale równocześnie istnieją tu miejsca, w których panuje niewyobrażalne ubóstwo. Nie ma wystarczającej liczby noclegowni dla bezdomnych oraz jadłodajni, która zaspokoiłaby ich potrzeby. Te kontrasty przywodzą na myśl kręgi akcji w Lalce Bolesława Prusa: warszawskie centra arystokracji zestawione z Powiślem.

Pomiędzy powieściowymi miastami, Trzcielem i Poznaniem, zachodzi relacja oparta na paralelizmie, której celem jest uwypuklenie kontrastu między tymi dwoma ośrodkami akcji. Zestawienie obiektów przestrzennych powiązanych z Trzcielem oraz z Poznaniem pozwala wydobyć opozycje – nie tylko biedy i luksusu, ale również poziomu rozwoju. Służy temu skontrastowanie przeciwstawnych elementów, np. wiejskiej chaty i kamienic, gospody i ekskluzywnych lokali z orkiestrą, miejsc pracy fizycznej i pracy biurowej.

Konstruując topografię Poznania, autorka skupiła się na ulicy Wodnej, przy której mieszka główna poznańska bohaterka, Joanna Podbielska. Jej mieszkanie zostało ukazane jako niewielkie, wilgotne i ciasne. Jego stan odzwierciedla trudną sytuację życiową bohaterki, ale nie tylko – jest ono bowiem również obrazem powojennej alienacji i braku stabilności. Z kolei inne przestrzenie, takie jak archiwum, będące miejscem pracy Joanny czy tymczasowe mieszkanie w oficynie na poznańskim Łazarzu służą wyeksponowaniu cech usposobienia postaci i dopełniają charakterystykę bohaterki. Jednocześnie pomimo przytłaczającego charakteru Poznań stwarza możliwości rozwoju i jest ukazany jako patriotyczna kolebka Polaków.

*

Przedstawione omówienie pokazuje, jak ważnym elementem w konstytuowaniu dzieła literackiego jest przestrzeń. W powieści Zofii Mąkosy ma ona nie tylko wymiar geometryczno-fizykalny; jest zarówno tłem wydarzeń, jak i nośnikiem treści symbolicznych i emocjonalnych. Pozwala przy tym wpisywać indywidualne losy bohaterów w szerszy kontekst historyczny i za sprawą scenerii naznacza je piętnem epoki. Dlatego mikroświaty Joanny Podbielskiej i rodziny Wieczorków, żyjących na polsko-niemieckiej granicy, są elementem wielkiej historii i dowodzą, że to, co lokalne, może z powodzeniem odzwierciedlać procesy zachodzące w szerszej skali.

Paulina Węglowska

 


[1]  J. Sławiński, Przestrzeń w literaturze: elementarne rozróżnienia i wstępne oczywistości, [w:] Przestrzeń i literatura, pod red. M. Głowińskiego i A. Okopień-Sławińskiej, Wrocław 1978, s. 13-15.

[2]  Por. M. Głowiński, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Zarys teorii literatury, Warszawa 1986, s. 368.

 

The post Sposób ujęcia przestrzeni w powieści Pomiędzy. W świetle latarni Zofii Mąkosy appeared first on Pro Libris.

]]>
Z perspektywy zwykłych ludzi https://prolibris.net.pl/z-perspektywy-zwyklych-ludzi/ Fri, 19 Jun 2026 10:22:59 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17692 Jakub Sammler

The post Z perspektywy zwykłych ludzi appeared first on Pro Libris.

]]>

Z perspektywy zwykłych ludzi

 

Pomiędzy. W świetle latarni to pierwszy tom nowej serii powieściowej autorstwa Zofii Mąkosy, która debiutowała w 2017 roku książką pt. Cierpkie grona z cyklu Wendyjska Winnica. Akcja Cierpkich gron toczyła się w pierwszej połowie XX wieku i obejmowała okres poprzedzający drugą wojnę światową. W takich samych ramach czasowych została osadzona akcja książki inicjującej nowy cykl autorki.

Powieść W świetle latarni w przejmujący sposób przedstawia świat dwudziestolecia międzywojennego i losy ludzi bezlitośnie uwikłanych w historię. Skończyła się najbardziej krwawa wojna, jaką widział świat. Pozostało jeszcze zawrzeć traktaty, podpisać stosowne dokumenty i wyznaczyć nowe granice. Problem w tym, że owe granice nikogo nie zadowalają. Wielkopolski Trzciel zostaje przecięty linią graniczną na pół i ta decyzja zmienia nieodwracalnie życie jego mieszkańców.

Już od pierwszych stron powieści budowane jest napięcie związane z atmosferą panującą po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Wszyscy czekają, co postanowią zwycięzcy i na ile zgodzą się przegrani. Trzciel zamieszkują Polacy, Niemcy oraz Żydzi – można się domyślać, że o pole do konfliktów nietrudno. Niemcy rozpaczają nad klęską cesarstwa, winiąc niekompetentnych oficerów. Polakom zależy na odzyskaniu jak największych części dawnych ziem, a Żydzi martwią się o przebieg granicy ze względu na prowadzone interesy. Bez względu na decyzję komisji wszystkich zadowolić się nie da. Owo niezadowolenie rośnie wraz z rozwijającą się fabułą. Mijają kolejne miesiące, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Zmieniają się pory roku, zmieniają się ludzie, zmienia się świat. Zatargi między sąsiadami zaostrzają się, granice coraz trudniej jest w sposób legalny przekroczyć. Kwitnie przemyt, a wartość pieniądza spada. Obserwujemy to z perspektywy samych mieszkańców, a przede wszystkim trzcielskiej rodziny Polaków: Leona Wieczorka oraz jego dzieci – Józka, Weroniki i Neli. Głowa rodziny razem z synem starają się o jakąkolwiek pracę, która umożliwiłaby im zarobek. Weronika po śmierci matki przyjęła na siebie niełatwe obowiązki gospodyni, a Nela musi szybko dorosnąć, by choć trochę odciążyć siostrę. Młode serce Weroniki nie chce się pogodzić z losem – chce marzyć i kochać. Niestety, miłość przychodzi w złej godzinie.

Równolegle akcja powieści toczy się w Poznaniu i dzięki temu świat oglądamy również z innej strony – oczyma mieszczan niepokojących się o losy kraju. Joanna Podbielska, wdowa pracująca jako asystentka modystki w jednym ze skromniejszych poznańskich sklepów, dostaje nieoczekiwaną propozycję współpracy. W charakterze oczu i uszu wysoko postawionego urzędnika, Stanisława Błońskiego, ma pojechać do Trzciela i zdać sprawozdanie z sytuacji na granicy. Kobieta, która pragnie poprawić swoje warunki bytowe, zgadza się, przyjmując rolę swoistego pośrednika między Poznaniem a Trzcielem.

Tym, co urzekło mnie od pierwszych stron książki, była zwyczajność ukazanych w niej losów i trudów życia codziennego, z którymi muszą się zmierzyć bohaterowie: obowiązki w gospodarstwie, praca dorosłych na polu i w tartaku, obowiązki domowe… Autorka przedstawiła tę codzienność realistycznie i przekonująco. Śledząc losy bohaterów, można odnieść wrażenie, że wszystko, o czym tu mowa, wydarzyło się naprawdę. Także powieściowe postaci, osadzone w historycznych realiach, są bardzo wiarygodne, a ich język, podobnie jak język narracji, świetnie oddaje ducha tamtych czasów. Inną zaletą powieści jest uchwycenie zmiany dokonującej się w Polsce i za granicą w latach 20. i 30. XX wieku. Mąkosie udało się pokazać nową sytuację społeczno-polityczną, towarzyszącą jej ewolucję postawy bohaterów i – głównie na przykładzie Weroniki – przemianę, która dokonuje się w ich postrzeganiu rzeczywistości. Pomimo że niektóre wątki, opisy i dialogi wydają się nazbyt rozbudowane, a pewnym kwestiom poświęcono tu, moim zdaniem, więcej uwagi, niż na to zasługiwały, książka otwierająca nowy cykl powieściowy lubuskiej pisarki jest bezsprzecznie warta polecenia – można ją czytać jako pasjonującą powieść historyczną, w której wielkie wydarzenia zostały ukazane z perspektywy zwykłych ludzi.

Jakub Sammler

 

The post Z perspektywy zwykłych ludzi appeared first on Pro Libris.

]]>
Odkrywanie lokalności https://prolibris.net.pl/odkrywanie-lokalnosci/ Fri, 19 Jun 2026 10:15:37 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17683 Małgorzata Mikołajczak

The post Odkrywanie lokalności appeared first on Pro Libris.

]]>

Małgorzata Mikołajczak

Odkrywanie lokalności

Na literacki fenomen Zofii Mąkosy można patrzeć pod różnym kątem, na przykład zwracając uwagę na sprawnie poprowadzoną fabułę, interesujące wątki obyczajowe czy wiernie odtworzone tło historyczne. Studenci, którzy zdecydowali się przyjrzeć powieści pod tytułem Pomiędzy. W świetle latarni[1], przyjęli inną jeszcze perspektywę. Paulina Węglowska, wykorzystując wiedzę zdobytą na zajęciach ze wstępu do nauki o literaturze, postanowiła sprawdzić, jak przedstawia się powieściowa przestrzeń; natomiast Jakub Sammler, wprawiając się podczas warsztatów krytyczno-publicystycznych w umiejętnościach krytyka, zdecydował się wystąpić w roli recenzenta. Owoce ich prób literaturoznawczych prezentujemy poniżej.

Czytając obie wypowiedzi, warto zwrócić uwagę na to, że zarówno w nocie recenzyjnej, jak i w omówieniu powieściowej przestrzeni na plan pierwszy wysuwa się lokalność. Młodzi czytelnicy zwracają uwagę na jej geopolityczne uwarunkowania, a ich uwagę przykuwa między innymi powiązanie tego, co wydarza się na poziomie lokalnym, z wielką historią oraz – co się z tym łączy – zakorzenienie sfery jednostkowej i prywatnej w obszarze spraw dotyczących szerszej zbiorowości. Być może głównie na tym polega wyżej wspomniany fenomen prozy lubuskiej pisarki? Ukazana przez Mąkosę lokalna antroposfera nie jest tylko tłem czy dodatkiem – jest ważna sama w sobie, a ponadto pozwala zrozumieć istotne zjawiska polityczne i społeczne, nie tylko te o charakterze lokalnym.

Tom Lutz, amerykański literaturoznawca, zauważa, że literaturę regionalną wyróżnia jej zaangażowanie w dialog, dotyczący relacji części do całości, centrum do peryferii, lokalnego do globalnego; wartość regionalizmu, jak twierdzi, leży właśnie w jego zdolności do podtrzymywania i ożywiania dyskusji na temat współzależności[2]. Z kolei Iwona Sagan, polska socjolożka, pisze, że wraz z narastaniem i rozwojem mechanizmów wykorzeniających, gdy nasilają się dylematy związane z poczuciem podmiotowej tożsamości, „lokalne kultury stają się kluczem do wyjaśnienia problemów o skali narodowej czy wręcz globalnej”[3]. Takie wnioski można też wysnuć po lekturze poniższych tekstów.

 

 


[1]   Mąkosa, Pomiędzy. W świetle latarni, Poznań 2024

[2]  Zob. T. Lutz, Cosmopolitan Vistas. American Regionalism and Literary Value, Ithaca and London 2004.

[3]  I. Sagan, Współczesne studia regionalne – teoria i metodologia, a także praktyka, [w:] Socjologia regionu i społeczności lokalnych. Antologia, wybór, wprowadzenie i opracowanie M. S. Szczepań, A. Śliz, R. Geisler, B. Cymbrowski, Opole 2011, s. 40.

The post Odkrywanie lokalności appeared first on Pro Libris.

]]>
Lubuski Wawrzyn Naukowy 2025 dla Małgorzaty Mikołajczak za książkę Tropy topografii – w kręgu literatury osadniczej i postosadniczej https://prolibris.net.pl/lubuski-wawrzyn-naukowy-2025-dla-malgorzaty-mikolajczak-za-ksiazke-tropy-topografii-w-kregu-literatury-osadniczej-i-postosadniczej/ Thu, 18 Jun 2026 12:11:14 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17590 Justyna Patalas-Maliszewska

The post Lubuski Wawrzyn Naukowy 2025 dla Małgorzaty Mikołajczak za książkę Tropy topografii – w kręgu literatury osadniczej i postosadniczej appeared first on Pro Libris.

]]>

Justyna Patalas-Maliszewska

Lubuski Wawrzyn Naukowy 2025 dla Małgorzaty Mikołajczak za książkę Tropy topografii – w kręgu literatury osadniczej i postosadniczej

 

Badania naukowe koncentrują się wokół literackiego regionalizmu i literatury osadniczej, rozpatrywanych w kontekście nowych orientacji badawczych. Podejmowana tematyka pokazuje silny związek z Ziemią Lubuską: „bada tropy topografii konstytuujące lubuski mit założycielski, […] związek mitu arkadyjskiego z polityką miejsca czy obszar przestrzeni kulturowej polsko-niemieckiego pogranicza”. Książka ta ukazuje obraz literatury dotyczącej powojennego osadnictwa.

Pani Profesor Małgorzata Mikołajczak jest autorką kilku monografii naukowych, redaktorką i współredaktorką kilkunastu książek naukowych i dwóch antologii poezji, a także autorką ponad 150 artykułów, publikowanych m.in. w „Pamiętniku Literackim”, „Ruchu Literackim”, „Zagadnieniach Rodzajów Literackich”, „Tekstach Drugich”, „Ethosie”, „Twórczości”, „Odrze”, „Kwartalniku Artystycznym”. Współtworzyła lubuskie pismo literacko-kulturalne „Pro Libris”, pełniąc (w latach 2000-2001) funkcję jego redaktora naczelnego.

Obecnie pełni funkcję kierowniczki Zakładu Literaturoznawstwa oraz Pracowni Teorii Literatury i Badań Kulturowych w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego, członkini Prezydium Komitetu Nauk o Literaturze PAN i Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych, prezeski Lubuskiego Towarzystwa Naukowego, członkini Rady Uczelni UZ i Senatu UZ, członkini Rady Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych i Społecznych UZ, przewodniczącej komitetów okręgowych Olimpiady Literatury i Języka Polskiego oraz Olimpiady Literatury i Języka Polskiego dla Szkół Podstawowych, członkini rad naukowych czasopism i serii wydawniczych.

Autorka podjęła się trudu dyskusji nad tropami topografii, ukazując specyfikę tej twórczości, prezentując obraz literatury dotyczącej powojennego osadnictwa. Otrzymujemy „porcelanową celebrację” oraz „możliwość zniesienia dystansu przestrzennego i czasowego”. Taki proces badawczy, wymagający czasu i determinacji, pozwolił na uzyskanie doskonałych wyników naukowych i na opracowanie tego oryginalnego dzieła.

Zatem Laureatką 21. Lubuskiego Wawrzynu Naukowego 2025 zostaje Pani Profesor Małgorzata Mikołajczak za dzieło Tropy topografii – w kręgu literatury osadniczej i postosadniczej.

The post Lubuski Wawrzyn Naukowy 2025 dla Małgorzaty Mikołajczak za książkę Tropy topografii – w kręgu literatury osadniczej i postosadniczej appeared first on Pro Libris.

]]>
Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „proza” dla Katarzyny Jarosz-Rabiej za książkę Ulica pachnąca lipami https://prolibris.net.pl/lubuski-wawrzyn-literacki-2025-w-kategorii-proza-dla-katarzyny-jarosz-rabiej-za-ksiazke-ulica-pachnaca-lipami/ Thu, 18 Jun 2026 09:17:54 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17540 Bernadetta Darska

The post Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „proza” dla Katarzyny Jarosz-Rabiej za książkę Ulica pachnąca lipami appeared first on Pro Libris.

]]>

Bernadetta Darska

Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „proza” dla Katarzyny Jarosz-Rabiej za książkę Ulica pachnąca lipami

To proza, która nie musi upominać się o niczyją uwagę. Po prostu jest, a swojego istnienia nie uzasadnia, nie tłumaczy, nie wyjaśnia. Czy sama obecność bez dopowiedzeń i przypisów wystarczy? Czy może we współczesnej rzeczywistości literackiej, tak mocno podporządkowanej autopromocji i konieczności szukania zainteresowania u czytelnika, to jednak za mało? Tak – to odpowiedź na pierwsze pytanie. Na szczęście nie – tak trzeba zareagować na pytanie drugie. Katarzyna Jarosz-Rabiej dobitnie pokazuje, że pisarz nie musi i nie powinien mizdrzyć się do odbiorcy, że bycie autentycznym jest ważniejsze od przemijających mód, że uczciwość w literackim podejściu do opisywanej materii znaczy najwięcej. Dlaczego? Ano dlatego, że potwierdza wagę tego, co może się wydarzyć w procesie lektury, kiedy twórca i czytelnik doświadcza porozumienia dzięki rzeczywistości opowiedzianej w książce. Katarzyna Jarosz-Rabiej świetnie rozgrywa kontrasty wynikające z przeczucia i niedopowiedzenia oraz tego, co właśnie ma miejsce i tylko pozornie jest zwyczajne. Okazuje się uważną i wrażliwą obserwatorką momentów, które choć przynoszą katharsis i wydają się jedynym potwierdzeniem zaistniałej pewności, to jednocześnie mijają tak szybko i tak łatwo zarazem, że można je przeoczyć. Widzi więcej, potrafi czytać między słowami i tam, gdzie słów w ogóle nie ma – ma odwagę nazywać emocje, momenty, mikrochwile, w których dzieją się rzeczy najważniejsze, choć tak naprawdę ich istotność opiera się w dużej mierze na przeczuciu, intuicji, nagłym i niespodziewanym olśnieniu. Katarzyna Jarosz-Rabiej pokazuje w swoich krótkich prozach, że momentem zwrotnym w życiu może okazać się to, co pozostanie w sferze prawdopodobieństwa. Potencjalność bowiem w uchwyconych przez nią relacjach międzyludzkich staje się podstawą tego, co buduje fundamenty pamięci. Patrzeć w przeszłość to w tym przypadku umieć wejrzeć w głąb siebie i przyznać się do tego, co porzuciliśmy, czego się wyrzekliśmy, od czego zupełnie niepotrzebnie odwróciliśmy się, co odtrąciliśmy w imię spokoju i stabilizacji. Katarzyna Jarosz-Rabiej unika sentymentalizmu, choć nie ucieka od wzruszeń. Stawia na szczerość, bo woli widzieć to, co prawdziwe, zamiast tego wszystkiego, co sztucznie wykreowane. Nie nadużywa słów – ani tych wielkich, ani w ogóle. Ma chyba świadomość, że nie zawsze potrzebne jest uszczegółowienie, zwrócenie się ku konkretowi, nacisk na oddanie wszystkiego, co jest częścią opowiadanej historii. Woli sugestywnie oddać atmosferę, emocje i to, co wydaje się wyjątkowo niełatwe do opisania i nazwania, bo choć jest ważne, a niekiedy najważniejsze, bywa niewyrażalne. Ulica pachnąca lipami Katarzyny Jarosz-Rabiej to książka składająca się z fragmentów, migawek z życia, tych scen, które przynależą do codzienności, choć są niecodzienne. Te migawki okazują się jednak dziwnie mocno zbliżać do pełni – nie do końca zdefiniowanej, ale jednak składającej się z tego, co warto, trzeba i chce się ze swojego istnienia zapamiętać. I właśnie za tę umiejętność – umiejętność schwytania na chwilę całości tam, gdzie na pewno całości nie ma – Kapituła postanawia Autorkę nagrodzić Lubuskim Wawrzynem Literackim w kategorii „proza”. Katarzynie Jarosz-Rabiej w imieniu swoim i pozostałych członków Kapituły serdecznie gratuluję.

The post Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „proza” dla Katarzyny Jarosz-Rabiej za książkę Ulica pachnąca lipami appeared first on Pro Libris.

]]>
Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „poezja” dla Sławomira Gowina za książkę Łódź Dantego https://prolibris.net.pl/lubuski-wawrzyn-literacki-2025-w-kategorii-poezja-dla-slawomira-gowina-za-ksiazke-lodz-dantego/ Thu, 18 Jun 2026 09:07:46 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17529 Karol Maliszewski

The post Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „poezja” dla Sławomira Gowina za książkę Łódź Dantego appeared first on Pro Libris.

]]>

Karol Maliszewski

Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „poezja” dla Sławomira Gowina za książkę Łódź Dantego

 


Skoro Dante, to Boska Komedia i ta scena z Piekła (Pieśń VIII), w której poeta, wespół z Wergiliuszem, płynie przez Styks, mając umarłych za towarzyszy. Ten obraz patronuje lekturze książki Sławomira Gowina pt. Łódź Dantego. W Boskiej Komedii mowa o potępionych duszach krążących wokół płynącej łodzi, w tomie Gowina nikt nikogo nie potępia, a raczej – w onirycznej, nostalgicznej aurze – daje się szansę wszystkim, którzy przemknęli przez życie i głowę poety. Nie wiemy, czy będą zbawieni i co ich czeka w jakimś ostatecznym rozrachunku (jeśli jest coś takiego), wiemy, że zaistnieli i są wspominani ze zrozumieniem (tak jak się czyta ze zrozumieniem) i czułością. Często z nostalgią sąsiaduje rezygnacja. Tutaj jej nie spotkamy, bo Gowin żywi przekonanie, że wiersze jeszcze mają swoją moc, i to niekoniecznie ściśle wynikającą z przywoływanej myśli, że „nie ma nic poza tekstem”. Tu moc rozciąga się na obszar większy niż tekstowy. W czasie lektury przenosimy się z rytmem wierszy i ich śmiałym obrazowaniem w krainę własnych lęków i wzruszeń. To rzadka umiejętność: tak ożywić teksty, że w sumie zaprzeczają swojej wiodącej tekstowości, otwierając się na samo życie, na coś, co nazwałbym życiowością niepoddającą się złudzeniom. Te dojrzałe, pisane latami, wiersze otrząsają się ze złudzeń, głównie tych młodzieńczych i artystowskich. To z nimi dyskutuje poeta, im funduje gorzki rozrachunek. Zastanawiającym fenomenem tych wierszy jest to, że z goryczy porażki wysnuwa się tak wiele, przede wszystkim nadzieja na przyszłość, na przetrwanie tego, co ludzkie i kruche – może właśnie poezji jako symbolu ludzkiej słabości, która w ostateczności okazuje się siłą. Wspomniany fenomen opiera się na wiarygodności – bardzo prawdziwie brzmi ten opis podróży przez życie, przez własny Styks, do miejsca docelowego, niby wszystkim znanego, a za każdym razem, jeśli mamy do czynienia z prawdziwą sztuką, ukazywanego inaczej. W tym specyficznym przedstawieniu na egzystencjalną i filozoficzną podróż nałożyły się przejmujące, intensywne opisy podróży do Lwowa i Odessy, opowieści o spędzonych w Ukrainie latach. W tym kontekście Łódź Dantego jest osobistą i przekonującą wersją odpowiedzi na pytania Adorna i Różewicza, czy można pisać wiersze po Oświęcimiu. Gowin mimo wszystko pisze w cieniu wojny, w świadomości grozy kolejnego ludobójstwa, utrwala zachwyt i rozpacz, uważając, że bez głosu poetów świat byłby niemy i głuchy. Trzeba pisać po Oświęcimiu, trzeba pisać po Buczy, wciąż trzeba będzie pisać. Książkę kończy obraz dziewczyny z tomikiem Wasyla Stusa pod pachą. Podchodzi ufnie do pijących wódkę starych poetów z pytaniem, „czy łatwo napisać dobry erotyk”. Jak widać, życie toczy się dalej. Ileż nadziei jest w zdumieniu bohatera, że dziewczyna „wybiera się żyć w świecie, który nie umiał/ istnieć z nami w roli głównej”.

The post Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „poezja” dla Sławomira Gowina za książkę Łódź Dantego appeared first on Pro Libris.

]]>
Intymny dialog z przeszłością https://prolibris.net.pl/intymny-dialog-z-przeszloscia/ Wed, 26 Nov 2025 12:35:24 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16882 Aleksandra Piątkowska

The post Intymny dialog z przeszłością appeared first on Pro Libris.

]]>

Aleksandra Piątkowska

Intymny dialog z przeszłością

 

Roksana Bach to młoda zielonogórska autorka, która w swojej twórczości łączy świeżość spojrzenia z ironiczną refleksją nad codziennością. Jej poezja, balansująca między humorem a głębszym przesłaniem, wyróżnia się nietuzinkowym podejściem do tematów bliskich współczesnemu człowiekowi, takich jak relacje międzyludzkie, emocje czy zmagania z prozaiczną rzeczywistością. Taki charakter mają także wiersze z tomu Śliwki w czekoladzie. Ich autorka z dystansem i nieco przewrotnie ukazuje codzienne sytuacje i bawiąc się językiem, tworzy humorystyczne, a jednocześnie melancholijne obrazy, które skłaniają do głębszej refleksji.

Osobisty charakter wielu zawartych w tej książce utworów pozwala utożsamić podmiot liryczny z autorką. Roksana Bach kreuje go na swoistego narratora codzienności, który spogląda na świat z mieszanką powagi, ironii i czułości. To głos dojrzały, ale jednocześnie pełen młodzieńczej świeżości. Z kolei rola bohatera lirycznego przypada tu babci autorki, będącej w centrum lirycznej narracji. Babcia została ukazana jako osoba bliska i pełna ciepła, jako uosobienie wartości rodzinnych i wspomnień z dzieciństwa. W jej postaci zawiera się mądrość starszego pokolenia, którą autorka przywołuje w kontekście codziennych sytuacji. Jej obraz staje się także symbolem przemijania, nośnikiem nostalgii.

Relacja między podmiotem a bohaterem lirycznym jest kluczowa – opiera się na czułości i wdzięczności, a towarzyszy jej refleksja nad rodzinnymi więzami. Podmiot z czułością wspomina chwile spędzone z babcią, przywołując obrazy codziennych sytuacji, takich jak wspólne rozmowy, wykonywane razem czynności czy drobne gesty, które wypełniają życie znaczeniem. Jednocześnie sięgając po ironię, pokazuje starszą kobietę nie jako idealizowaną figurę, ale jako osobę realną, „z krwi i kości”, uwikłaną w różne historie i mającą określone cechy charakteru. Mieszanka humoru i sentymentu, która towarzyszy tej kreacji, sprawia, że obraz bohaterki staje się wielowymiarowy, a relacja między nią a osobą mówiącą odzwierciedla zarówno osobisty charakter tomiku, jak i uniwersalność prezentowanych w nim doświadczeń rodzinnych.

Wiersze, które składają się na Śliwki w czekoladzie, są formalnie zróżnicowane, różnią się pod względem długości, stylu oraz struktury, co dynamizuje przekaz. Autorka rezygnuje z tradycyjnej rymowanej formy na rzecz wiersza wolnego, który lepiej oddaje naturalność i swobodę jej przemyśleń. Taki wybór podkreśla autentyczność wypowiedzi i pozwala na nawiązanie bezpośredniego dialogu z czytelnikiem. Język wierszy jest prosty, ale zarazem pełen finezji – Roksana Bach bawi się słowem, wplatając w tekst subtelne i błyskotliwe gry językowe. Charakterystycznym zabiegiem jest również wykorzystanie krótkich, zwięzłych fraz, które działają jak celne puenty, zaskakując czytelnika i skłaniając
do refleksji. Dzięki temu nawet najprostsze obrazy, a także wspomnienia z dzieciństwa czy codzienne sytuacje nabierają nowego, zaskakującego znaczenia.

Kolejnym wyróżnikiem formalnym tomiku jest rytmiczność. Mimo że autorka rzadko korzysta z tradycyjnych metrów i klasycznych rymów, jej wiersze posiadają specyficzny rytm wynikający z układu słów, powtórzeń czy paralelnej intonacji. Budowa utworów współgra z ich treścią, a lekkość i humor tematyki odzwierciedla swobodny, potoczny język. Z kolei utwory refleksyjne zwalniają, nabierają wagi i zachęcają, by zatrzymać się nad ich treścią, prowadząc czytelnika w stronę głębszych przemyśleń. Forma jest więc nie tylko środkiem wyrazu, ale także częścią przekazu – podkreśla ciepłe, a jednocześnie pełne ironii spojrzenie na codzienność. Śliwki w czekoladzie to tomik bardzo spójny w swej różnorodności – składające się nań teksty tworzą poetycką mozaikę, która angażuje zarówno intelekt, jak i emocje.

Spróbujmy przyjrzeć się bliżej dwóm wybranym utworom z tej książki. Pierwszy z nich nosi tytuł Kobieta w płaszczu pije herbatę, drugi nie ma tytułu, zaczyna się incipitem „ta szafa już tu była…”:

 

kobieta w płaszczu pije herbatę

stary okrągły stół, drewniany i twardy
na którym wylało się ze dwanaście herbat
przez ostatnie pięć lub sześć dekad

pomiędzy nogami wstydliwe miejsca
gdzie przyklejona różowa guma
jest twardsza niż kamienny parapet

chciałam się kiedyś pod nimi chować
wyglądać spod obrusu, jak spod spódnicy
i obserwować świat z poziomu kolan

w szczelinie utkwił drobny cukier
będzie tam czekał, aż stół rozłożymy
i z koła zrobimy elipsę na święta

skrzypi, kiedy go przesuwam
odbił w dywanie cztery kwadraty
a ja badam je jak ślady zwierząt

to przy tym stole, kole i kwadratach,
prostokątach, elipsach, szczelinach i liniach
pijesz czarną herbatę ze szklanki

ciecz przyjmuje kształt naczynia
z każdym spotkaniem wrastasz
w stary okrągły stół, drewniany i twardy

 

***

ta szafa już tu była nim zbudowano mieszkanie
wygląda starzej od ściany
i wytartego w dwóch miejscach dywanu
ma drzwiczki, głuche wnętrze i szeroką szufladę
w której zamiast trzymać skarpetki to ukrywasz zdjęcia

nikt nie wie, kiedy spłowiała po cichu
na górze schowek, gdzie wkładasz poszewki
w środku ubrania na baczność powieszone,
kilka apaszek, beret i torba z wyprawką do szpitala

mała dziewczynka chowała się w niej kiedyś
po cichu wchodziła pod spódnice i sukienki
zamykała drzwiczki ciągnąc za wąski pasek
pewnego razu nigdy już z niej nie wyszła

spośród kilku sukienek, o jednej wciąż mówisz
wyjmujesz z namaszczeniem, odkurzasz pokrowiec
jest szaroniebieska, za długa, jakby nie twoja
podszewka tylko do połowy, wiązanie przy dekolcie

na tym samym wieszaku wisi bielizna, rajstopy
I gołębiowe myśli, przytroczone do ramienia
o tej jednej sukience wciąż mi przypominasz
a ja o niej zapomnieć nie mam sumienia

 

Oba wiersze operują krótkimi obrazowymi zdaniami, które układają się we fragmenty wspomnień. Nieregularna struktura i brak interpunkcji podkreślają swobodny, strumieniowy sposób wypowiedzi podmiotu lirycznego. Taka struktura monologu lirycznego nadaje tekstom otwartość i sprawia, że czytelnik sam musi „porządkować” obrazy, co angażuje go w interpretację.

W Kobiecie w płaszczu… autorka koncentruje się na stole jako centralnym elemencie codzienności i życia rodzinnego, a także na otaczających go szczegółach. Opis stołu, jego kształtu, skrzypienia i śladów pozostawionych na dywanie staje się budulcem narracji o przemijaniu, pamięci i bliskości. Forma utworu oddaje chaotyczny, ale jednocześnie zorganizowany rytm życia, w którym detale (cukier w szczelinach, obrus) nabierają symbolicznego znaczenia.

Drugi wiersz rozwija podobną narrację, tym razem skupiając się na szafie jako metaforze czasu i ukrytych wspomnień. Szafa, pełna śladów życia (ubrania, apaszki, beret, wyprawka do szpitala), staje się przestrzenią przechowującą nie tylko rzeczy, ale i emocje. Rytm wiersza jest nieregularny, pełen pauz i przejść, co przypomina sposób wywoływania wspomnień – fragmentarycznych, ale pełnych znaczenia.

Stół i szafa – przedmioty, które zajmują miejsce centralne, mają znaczenie symboliczne. Stół symbolizuje życie codzienne, spotkania rodzinne, relacje i przemijanie. To miejsce, gdzie „przez ostatnie pięć lub sześć dekad” toczyło się życie, którego ślady – jak różowa guma pod blatem czy cukier w szczelinach – mówią o przeszłości. Opis stołu jako „okrągłego, drewnianego i twardego” podkreśla jego trwałość i odporność, ale także surowość – jakby był świadkiem wielu wydarzeń, wzrastania i przemijania. Szafa z kolei to metafora ukrywania i przechowywania wspomnień. Przechowuje zdjęcia, ubrania i historie – zarówno te opowiedziane, jak i zapomniane. Jej wnętrze jest „głuche”, jakby odzwierciedlało milczenie i przemijalność rzeczy. Obraz dziewczynki, która kiedyś chowała się w szafie, a „pewnego razu nigdy już z niej nie wyszła”, można odczytać jako nawiązanie do dziecięcej niewinności, która zostaje utracona wraz z dorastaniem. Szafę można też traktować jako nośnik pamięci o osobach, które odeszły, taki kierunek interpretacji wskazuje sukienka „za długa, jakby nie twoja”. Czas jest tu materializowany w przedmiotach, będących świadkami wydarzeń, o których ludzie już zapomnieli. Dlatego sukienka, którą bohaterka z namaszczeniem wyjmuje z szafy, symbolizuje nie tylko osobę, której już nie ma, ale także niemożność pogodzenia się z przemijaniem.

Kobieta w płaszczu pije herbatę i „Ta szafa już tu była…” ukazują relacje rodzinne w perspektywie wspomnień. Podmiot liryczny obserwuje świat przez pryzmat rzeczywistości minionej – zarówno stołu, przy którym „czarną herbatę” piją bliscy, jak i szafy, w której ukryte są zdjęcia, ubrania i myśli. W obu wierszach do głosu dochodzi tęsknota za bliskością oraz pragnienie utrwalenia więzi rodzinnych. Dominantą jest tu refleksja nad czasem, przemijaniem i pamięcią. Wspomnienia zaklęte w przedmiotach takich jak stół i szafa stają się wehikułami czasu, a równocześnie unaoczniają ulotność życia. Zwykłe codzienne przedmioty nabierają głębszego wymiaru – stają się pomostem między przeszłością a teraźniejszością, nośnikami wspomnień i refleksji nad ulotnością życia.

Analizowane wiersze pokazują, że codzienność może się stać źródłem uniwersalnych prawd. Poezja osadzona w zwyczajnych przestrzeniach odsłania wielowymiarową naturę ludzkich doświadczeń, pozornie prostych i prezentuje wachlarz emocji – od radości, jaką daje bliskość drugiej osoby, po melancholię przemijania. Dzięki połączeniu subtelnej ironii z głęboką czułością liryczna opowieść zarówno bawi, jak i wzrusza, zachęcając do odkrywania piękna w prozaicznych detalach i doceniania bliskich, póki są z nami. Ta poezja jest nie tylko osobistym pamiętnikiem, ale też uniwersalnym świadectwem zmagań człowieka z czasem. Minimalistyczna, ale pełna finezji forma wierszy angażuje odbiorcę, czyniąc zeń aktywnego uczestnika tego literackiego doświadczenia.

Można powiedzieć, że Śliwki w czekoladzie są nie tylko zbiorem wierszy, ale także intymnym dialogiem autorki z przeszłością, który unaocznia, że wystarczy odrobina uważności w obserwowaniu otaczających wydarzeń i szczerości w opowiadaniu o nich, gdyż, jak pokazuje Roksana Bach, duże opowieści mogą kryć się w krótkich historiach.

 

The post Intymny dialog z przeszłością appeared first on Pro Libris.

]]>
Lekkość pióra, ciężar straty https://prolibris.net.pl/lekkosc-piora-ciezar-straty/ Wed, 26 Nov 2025 12:29:50 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16873 Zuzanna Puls

The post Lekkość pióra, ciężar straty appeared first on Pro Libris.

]]>

Zuzanna Puls

Lekkość pióra, ciężar straty

 

Boję się nie pisać o naszych spojrzeniach
bo czasem myślę, że wtedy umieram
że lada moment już nic nie zostanie
prócz lepkich łez w fioletowych papierkach

Właśnie ten cytowany wyżej fragment sprawił, że sięgnęłam po Śliwki w czekoladzie – tomik poetycki zawierający wiele pięknych i wzruszających wersów. Jego autorką jest Roksana Bach, urodzona w 1992 roku, pochodząca z Żagania, absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Zielonogórskim. Tomik jest książkowym debiutem młodej poetki, ale jej teksty były już wcześniej publikowane w takich pismach, jak „Pro Libris” oraz „Pasje Literackie”. Jest ona również laureatką konkursów regionalnych i krajowych, m.in 12. Ogólnopolskiego Otwartego Turnieju Jednego Wiersza im. Pawła Greca i 6. Noworocznego Wierszowania organizowanego przez Wojewódzką i Miejska Bibliotekę Publiczną im. Cypriana Norwida w Zielonej Córze.

Tomik Śliwki w czekoladzie ukazał się w 2023 roku nakładem wydawnictwa Towarzystwa Miłośników Zielonej Góry „Winnica”. Składa się nań ponad pięćdziesiąt utworów, których główną bohaterką jest pewna starsza nieżyjąca już kobieta. Z wierszy dowiadujemy się, że była ona spokrewniona z autorką i choć nigdzie nie jest to powiedziane wprost, to czytelnik szybko się zorientuje, że chodzi o babcię poetki.

Dzieliło je sześćdziesiąt lat, „Liczba okrągła, przaśna i pękata. Syta swoją historią” – jak czytamy w jednym z wierszy. Łączyło znacznie więcej, w tym częste rozmowy telefoniczne. Autorka z czułością kreśli portret bliskiej osoby, a z jej wierszy wyłania się wyrazista postać babci, która nosiła biszkoptowy sweter i chodziła w płaszczu – w jego kieszeni zawsze były różaniec i materiałowa chusteczka. W szafie miała schowaną niebieską sukienkę, za małą, ale cenną, bo przywołującą minione zdarzenia. Cechowało ją poczucie humoru, ukazane w wierszu zaczynającym się incipitem „wiedziałaś, że tak…”:

[…]
nikt tak jak ty nie żartował o śmierci
o wyprawce do trumny i sądzie ostatecznym
o uwierających haftkach od stanika
przez wieczność
[…]

Wspominając babcię, autorka pokazuje przemijanie czasu, który bynajmniej nie uwalnia z żalu towarzyszącego stracie. Pisze prosto za pomocą wiersza wolnego, który dobrze oddaje bezpośredniość uczuć, a zwierzając się z emocjonalnego bólu, nie stosuje rozbudowanych metafor. Pomimo wagi (ciężaru!) tematu, jej pióro jest lekkie, zgrabnie przelewa emocje na papier – dzięki temu powstają utwory, które urzekają czytelnika. Roksana Bach to w moim przekonaniu poetka bardzo utalentowana. Z ciekawością będę wypatrywać jej kolejnych wierszy.

 

The post Lekkość pióra, ciężar straty appeared first on Pro Libris.

]]>
Mierzenie się ze stratą – dwa razy o Śliwkach w czekoladzie https://prolibris.net.pl/mierzenie-sie-ze-strata-dwa-razy-o-sliwkach-w-czekoladzie/ Wed, 26 Nov 2025 10:26:14 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16865 Małgorzata Mikołajczak

The post Mierzenie się ze stratą – dwa razy o Śliwkach w czekoladzie appeared first on Pro Libris.

]]>

Małgorzata Mikołajczak

Mierzenie się ze stratą –
dwa razy o Śliwkach w czekoladzie

Roksana Bach, Śliwki w czekoladzie, Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica”, Zielona Góra 2024, 64 s.

 

Niełatwo jest pisać o stracie, ale czy łatwiej interpretować mówiące o niej wiersze? Takiej interpretacji podjęły się studentki filologii polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego, które wzięły na warsztat tomik poetycki Roksany Bach zatytułowany Śliwki w czekoladzie. Zuzanna Puls w krótkiej nocie, Aleksandra Piątkowska w dłuższej analizie przedstawiły odczytanie książki, w centrum której znajduje się postać zmarłej babci. Czytając wypowiedzi, które prezentujemy poniżej, można sprawdzić, czy i na ile udało się im sprostać lekturowemu wyzwaniu.

Oba teksty powstały w ramach zajęć (warsztatów krytyczno-publicystycznych i wstępu do literaturoznawstwa) prowadzonych w roku akademickim 2024/2025 w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego.

The post Mierzenie się ze stratą – dwa razy o Śliwkach w czekoladzie appeared first on Pro Libris.

]]>
Podróż przez labirynt ludzkich pragnień https://prolibris.net.pl/podroz-przez-labirynt-ludzkich-pragnien/ Wed, 04 Jun 2025 12:20:13 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16122 Marta Bielawa

The post Podróż przez labirynt ludzkich pragnień appeared first on Pro Libris.

]]>

Marta Bielawa

Podróż przez labirynt ludzkich pragnień

Słowacki pisał o zbrodni, ambicji i o upadku, ale czy jego słowa mają jeszcze moc, by poruszyć współczesnego widza? To pytanie zadali sobie twórcy zielonogórskiej inscenizacji, przekształcając tę opowieść w podróż przez labirynt ludzkich pragnień, gdzie granice między rzeczywistością a snem zacierają się w mroku.

Gdy widzowie zajęli miejsca, z półmroku zaczęły wyłaniać się kontury sceny. Z lewej strony – wiejska chata, z prawej – dom Pustelnika, a w głębi monumentalna, metalowa konstrukcja, która pomimo swej upiorności mogła kojarzyć się także z axis mundi. Nagle salę spowija ciemność, słychać kroki, ale nie wiadomo skąd one pochodzą. Nie wiadomo też, dokąd będą zmierzać. Na scenie zjawiają się postaci, pełne namiętności i grozy, a widz przestaje być już tylko obserwatorem – staje się częścią tej mrocznej gry. Balladyna (Katarzyna Hołyńska), niczym marionetka w rękach swoich największych marzeń wkracza na ścieżkę, z której nie ma już powrotu.

Podczas jej powolnego pogrążania się w otchłań zła moją uwagę przyciągnęły kostiumy powołane do życia przez Adama Łuckiego. Fuzja barw, cekinów, frędzli oraz tiulu uczyniła spektakl prawdziwą ucztą dla oczu, a strój Kirkora (Kacper Zalewski) wyglądał, jakby został wręcz wyciągnięty z Pocałunku Gustava Klimta.

Wśród tych wszystkich elementów uwagę zwróciła korona Goplany (Marta Stalmierska) – wykonana z krucyfiksów. Korona z chrześcijańskimi elementami na głowie pogańskiej nimfy wodnej staje się symbolem jej wewnętrznego okrucieństwa – nosi ją jako znak grzechu, który na zawsze z nią pozostanie, przypominając o jej wyborach, niszczących życie innym. Bohaterka przestaje być kapryśną boginką, a staje się postacią bezwzględną – istotą, która, pomimo posiadanej władzy nad ludźmi, nie może uciec przed konsekwencjami przekroczenia wyższych zasad moralnych.

Czechowski przyznaje, że jego spektakl to bardziej impresja na temat Balladyny. Rzeczywiście – impresja ta unika dosłowności m.in. przez pozbawienie tytułowej bohaterki „kainowego znamienia”. Jest to cicha sugestia, że prawdziwa kara zawsze odbywać się będzie we wnętrzu człowieka, w zaciszu jego sumienia i osobistej moralności, a zło i jego konsekwencje są przede wszystkim częścią ludzkiej psychiki.

Odebranie Balladynie i Alinie (Małgorzata Polak) rekwizytów takich jak dzbanki czy maliny obdarło scenę zbierania owoców z konkretności i sprawiło, że przekaz spektaklu stał się otwarty na wyobraźnię widza. W ten sposób to właśnie my stajemy się niejako jego współtwórcami i decydujemy, co według każdego z nas oznaczają te przedmioty – pieniądze, władzę, sukces, a może uznanie? Zabieg ten przenosi sztukę na poziom metaforyczny, czyni ją bardziej abstrakcyjną, a zarazem zmusza widza do dialogu z własną wyobraźnią. To właśnie w tej przestrzeni, pełnej niedopowiedzeń, tkwi niezwykłość tego spektaklu, który zamiast dawać odpowiedzi, otwiera drzwi do nieskończonej liczby pytań.

Balladyna Roberta Czechowskiego to nie tylko odświeżenie klasyki – to ostrzeżenie i opowieść o tym, jak łatwo wpaść w sidła własnych pragnień i jak cienka granica może dzielić nas od upadku, po którym nie sposób się podnieść. Połączona z pełną pasji i zaangażowania grą aktorską, magią teatralnych świateł, muzyką autorstwa Daniela Grupy oraz nowoczesnymi środkami wyrazu „teatru w teatrze” wywołała dreszcz emocji, który pozostał we mnie długo po tym, gdy opadła kurtyna.

 

 

The post Podróż przez labirynt ludzkich pragnień appeared first on Pro Libris.

]]>