Bernadetta Darska
Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „proza” dla Katarzyny Jarosz-Rabiej za książkę Ulica pachnąca lipami
To proza, która nie musi upominać się o niczyją uwagę. Po prostu jest, a swojego istnienia nie uzasadnia, nie tłumaczy, nie wyjaśnia. Czy sama obecność bez dopowiedzeń i przypisów wystarczy? Czy może we współczesnej rzeczywistości literackiej, tak mocno podporządkowanej autopromocji i konieczności szukania zainteresowania u czytelnika, to jednak za mało? Tak – to odpowiedź na pierwsze pytanie. Na szczęście nie – tak trzeba zareagować na pytanie drugie. Katarzyna Jarosz-Rabiej dobitnie pokazuje, że pisarz nie musi i nie powinien mizdrzyć się do odbiorcy, że bycie autentycznym jest ważniejsze od przemijających mód, że uczciwość w literackim podejściu do opisywanej materii znaczy najwięcej. Dlaczego? Ano dlatego, że potwierdza wagę tego, co może się wydarzyć w procesie lektury, kiedy twórca i czytelnik doświadcza porozumienia dzięki rzeczywistości opowiedzianej w książce. Katarzyna Jarosz-Rabiej świetnie rozgrywa kontrasty wynikające z przeczucia i niedopowiedzenia oraz tego, co właśnie ma miejsce i tylko pozornie jest zwyczajne. Okazuje się uważną i wrażliwą obserwatorką momentów, które choć przynoszą katharsis i wydają się jedynym potwierdzeniem zaistniałej pewności, to jednocześnie mijają tak szybko i tak łatwo zarazem, że można je przeoczyć. Widzi więcej, potrafi czytać między słowami i tam, gdzie słów w ogóle nie ma – ma odwagę nazywać emocje, momenty, mikrochwile, w których dzieją się rzeczy najważniejsze, choć tak naprawdę ich istotność opiera się w dużej mierze na przeczuciu, intuicji, nagłym i niespodziewanym olśnieniu. Katarzyna Jarosz-Rabiej pokazuje w swoich krótkich prozach, że momentem zwrotnym w życiu może okazać się to, co pozostanie w sferze prawdopodobieństwa. Potencjalność bowiem w uchwyconych przez nią relacjach międzyludzkich staje się podstawą tego, co buduje fundamenty pamięci. Patrzeć w przeszłość to w tym przypadku umieć wejrzeć w głąb siebie i przyznać się do tego, co porzuciliśmy, czego się wyrzekliśmy, od czego zupełnie niepotrzebnie odwróciliśmy się, co odtrąciliśmy w imię spokoju i stabilizacji. Katarzyna Jarosz-Rabiej unika sentymentalizmu, choć nie ucieka od wzruszeń. Stawia na szczerość, bo woli widzieć to, co prawdziwe, zamiast tego wszystkiego, co sztucznie wykreowane. Nie nadużywa słów – ani tych wielkich, ani w ogóle. Ma chyba świadomość, że nie zawsze potrzebne jest uszczegółowienie, zwrócenie się ku konkretowi, nacisk na oddanie wszystkiego, co jest częścią opowiadanej historii. Woli sugestywnie oddać atmosferę, emocje i to, co wydaje się wyjątkowo niełatwe do opisania i nazwania, bo choć jest ważne, a niekiedy najważniejsze, bywa niewyrażalne. Ulica pachnąca lipami Katarzyny Jarosz-Rabiej to książka składająca się z fragmentów, migawek z życia, tych scen, które przynależą do codzienności, choć są niecodzienne. Te migawki okazują się jednak dziwnie mocno zbliżać do pełni – nie do końca zdefiniowanej, ale jednak składającej się z tego, co warto, trzeba i chce się ze swojego istnienia zapamiętać. I właśnie za tę umiejętność – umiejętność schwytania na chwilę całości tam, gdzie na pewno całości nie ma – Kapituła postanawia Autorkę nagrodzić Lubuskim Wawrzynem Literackim w kategorii „proza”. Katarzynie Jarosz-Rabiej w imieniu swoim i pozostałych członków Kapituły serdecznie gratuluję.
