Karol Maliszewski
Lubuski Wawrzyn Literacki 2025 w kategorii „poezja” dla Sławomira Gowina za książkę Łódź Dantego
Skoro Dante, to Boska Komedia i ta scena z Piekła (Pieśń VIII), w której poeta, wespół z Wergiliuszem, płynie przez Styks, mając umarłych za towarzyszy. Ten obraz patronuje lekturze książki Sławomira Gowina pt. Łódź Dantego. W Boskiej Komedii mowa o potępionych duszach krążących wokół płynącej łodzi, w tomie Gowina nikt nikogo nie potępia, a raczej – w onirycznej, nostalgicznej aurze – daje się szansę wszystkim, którzy przemknęli przez życie i głowę poety. Nie wiemy, czy będą zbawieni i co ich czeka w jakimś ostatecznym rozrachunku (jeśli jest coś takiego), wiemy, że zaistnieli i są wspominani ze zrozumieniem (tak jak się czyta ze zrozumieniem) i czułością. Często z nostalgią sąsiaduje rezygnacja. Tutaj jej nie spotkamy, bo Gowin żywi przekonanie, że wiersze jeszcze mają swoją moc, i to niekoniecznie ściśle wynikającą z przywoływanej myśli, że „nie ma nic poza tekstem”. Tu moc rozciąga się na obszar większy niż tekstowy. W czasie lektury przenosimy się z rytmem wierszy i ich śmiałym obrazowaniem w krainę własnych lęków i wzruszeń. To rzadka umiejętność: tak ożywić teksty, że w sumie zaprzeczają swojej wiodącej tekstowości, otwierając się na samo życie, na coś, co nazwałbym życiowością niepoddającą się złudzeniom. Te dojrzałe, pisane latami, wiersze otrząsają się ze złudzeń, głównie tych młodzieńczych i artystowskich. To z nimi dyskutuje poeta, im funduje gorzki rozrachunek. Zastanawiającym fenomenem tych wierszy jest to, że z goryczy porażki wysnuwa się tak wiele, przede wszystkim nadzieja na przyszłość, na przetrwanie tego, co ludzkie i kruche – może właśnie poezji jako symbolu ludzkiej słabości, która w ostateczności okazuje się siłą. Wspomniany fenomen opiera się na wiarygodności – bardzo prawdziwie brzmi ten opis podróży przez życie, przez własny Styks, do miejsca docelowego, niby wszystkim znanego, a za każdym razem, jeśli mamy do czynienia z prawdziwą sztuką, ukazywanego inaczej. W tym specyficznym przedstawieniu na egzystencjalną i filozoficzną podróż nałożyły się przejmujące, intensywne opisy podróży do Lwowa i Odessy, opowieści o spędzonych w Ukrainie latach. W tym kontekście Łódź Dantego jest osobistą i przekonującą wersją odpowiedzi na pytania Adorna i Różewicza, czy można pisać wiersze po Oświęcimiu. Gowin mimo wszystko pisze w cieniu wojny, w świadomości grozy kolejnego ludobójstwa, utrwala zachwyt i rozpacz, uważając, że bez głosu poetów świat byłby niemy i głuchy. Trzeba pisać po Oświęcimiu, trzeba pisać po Buczy, wciąż trzeba będzie pisać. Książkę kończy obraz dziewczyny z tomikiem Wasyla Stusa pod pachą. Podchodzi ufnie do pijących wódkę starych poetów z pytaniem, „czy łatwo napisać dobry erotyk”. Jak widać, życie toczy się dalej. Ileż nadziei jest w zdumieniu bohatera, że dziewczyna „wybiera się żyć w świecie, który nie umiał/ istnieć z nami w roli głównej”.
