Wpisani w Zieloną Górę, Halina Grochowska, Marcowy strych

Wpisani w Zieloną Górę

Halina Grochowska, Marcowy strych, Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2024, 272 s.

Halina Grochowska wydała czwartą już, obszerną książkę prozatorską, której istnienia w dorobku autorki wywodzącej się z Zielonej Góry nie wypadałoby przemilczeć. Wręcz przeciwnie – warto wspomnieć o wszystkich jej dziełach, choćby dlatego, że stanowią barwny i bogaty w szczegóły opis życia zwykłych ludzi w latach PRL-u. Przybyli oni tutaj z różnych stron i mimo wielu trudów starali się radzić sobie z codziennością. Grochowska jest wyczulona na ten powszedni bieg spraw i sytuacje międzyludzkie, nawet krotochwilne.

Umie sugestywnie oddać niepowtarzalny koloryt życia mieszkańców lokali komunalnych oraz problemy obyczajowe i społeczne, które na swój sposób oceniali i przeżywali. Zaciekawiać mogą ich zwyczajne osobowości, ukazane bez zbędnego wnikania w psychologiczne meandry. Te literackie ujęcia można uznać za dokumenty minionego czasu.

Marcowym strychu wszystkie narracje skupione są wokół dwóch postaci, które mocno zaznaczyły się w historii Zielonej Góry, a mianowicie: wokół charyzmatycznego księdza Kazimierza Michalskiego, mającego obecnie swój pomnik w sąsiedztwie kościoła pw. świętej Jadwigi i Zbigniewa Czarnucha, który dał się poznać nie tylko jako nauczyciel historii i dyrektor Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Chopina, ale i – jak czytam – „fenomenalny pedagog, druh Zbigniew Czarnuch, który znajdował i rozwijał” w młodzieży postawy pracy, realizowania się według szlachetnych postaw i ideałów oraz gromadził ją w legendarnym harcerskim szczepie Makusynów. Jemu zresztą poświęcona jest znaczącą część tej prozy. Z kolei ksiądz Michalski mocno zapisał się w pamięci swoją postawą religijną i tym, że skupiał wokół siebie ludzi wiary, zwłaszcza tzw. podwórkowych, ale głównie w związku z tzw. Wydarzeniami Zielonogórskimi 30 maja 1960 roku, które dotyczyły Domu Katolickiego. Wtedy pięć tysięcy Zielonogórzan wyszło na ulice, by zaprotestować przeciw decyzji ówczesnej władzy komunistycznej, która odbierała ten budynek Kościołowi. Wydarzenia te nazwane Wydarzeniami Zielonogórskimi przybrały formę walki. Były dostrzeżone nawet przez „Wolną Europę”. Z powodu tego sprzeciwu wiele osób spotkały potem ciężkie represje. Nieco zdawkowo i lekko pisarka potraktowała ten temat. Niemniej to wszystko w książce jest. Ujęte z uwzględnieniem perspektywy ludzi różnego autoramentu, ale i tych bardzo młodych jeszcze, czyli w wieku szkolnym – Mariusza, Piotrka i Krzysia. Halina Grochowska oddała temperaturę i horyzont politycznego

konfliktu. Najwięcej jednak jest o Zbigniewie Czarnuchu, Cudakach i Makusynach. I podlotkach wchodzących w dorosłe życie. Czyli na ówczesną zielonogórską rzeczywistość autorka spojrzała jakby z dwóch stron. I można odnieść wrażenie, że przy okazji opowiada się raczej po jednej z nich, o czym może czytelnik się przekonać.

Czesław Sobkowiak