Grosik młodości, Hanna Bilińska-Stecyszyn, Grosik szczęścia

Grosik młodości

Hanna Bilińska-Stecyszyn, Grosik szczęścia, Oficyna Wydawnicza Silver, Warszawa 2025, 424 s.

Hanna Bilińska-Stecyszyn to autorka w naszym regionie dobrze rozpoznawalna. Podczas gali Lubuskich Wawrzynów w roku 2023 roku została wyróżniona dyplomem honorowym za całokształt twórczości. Wcześniej, w 2019 roku, jej opowieść biograficzna o matce pt. Pelunia (wyd. Związek Literatów Polskich, Oddział w Zielonej Górze, 2019) została nominowana do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego.

Dwa lata później przyszedł czas na debiut powieściowy. Książka Wbrew pozorom okazała się początkiem pomyślnie rozwijającej się kariery pisarskiej Hanny Bilińskiej-Stecyszyn. Autorka zdobywa sobie sympatię coraz szerszego kręgu czytelniczek i czytelników, a popularność jej utworów obyczajowych wykracza poza lokalne granice. Wydany w 2025 roku Grosik szczęścia to już czwarta jej powieść.

Główną bohaterkę, Ewę, poznajemy w Wigilię Bożego Narodzenia 2023. To czas szczególnie sprzyjający wspomnieniom. Zwłaszcza jeśli, tak jak Ewa, jest się osobą samotną, której przeszłość była naznaczona bolesnymi przeżyciami i dojmującym poczuciem straty. Ale nie budzi to w niej zgorzknienia, raczej poczucie nostalgii i chęć zrozumienia, co naprawdę się wydarzyło.

Grosik szczęścia toczy się w dwóch perspektywach czasowych. Są nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa Ewy, które przypadało na lata 50. XX wieku. „Kotwicą” w jej życiu była ukochana babcia, poświęcająca wnuczce większość swojego czasu. Kobiety w tej rodzinie zawsze były silne. Nie mogło być inaczej; babcia została mężatką już w wieku szesnastu lat, niewiele później – również matką. Wywiozła z Kresów Wschodnich pamięć o pewnej rodzinnej tragedii i samotnie wychowała dwoje dzieci. Osiedliła się w niewielkim miasteczku na Ziemiach Zachodnich. To historia, jakich na Ziemi Lubuskiej można usłyszeć dużo. Równie wiele było zetknięć nowo przybyłych z poniemieckością – w powieści mamy o tym wzruszające wzmianki. Wspomniany jest na przykład dawny niemiecki cmentarz, na którym „z każdym rokiem pali się […] coraz więcej światełek. Symboli pojednania po latach…” (s. 21).

Autorce bardzo dobrze udało się przedstawić w tle fabuły niepowtarzalny koloryt minionych dekad. W okresie młodości Ewy w radiu lub z płyt rozbrzmiewały bigbitowe przeboje, dziewczyny czytały „Filipinkę”, a wiodącą marką mody było pismo „Burda”, skąd odwzorowywano wykroje ubrań do uszycia we własnym zakresie. Był kiosk, w którym kupowano wszystkie potrzebne drobiazgi, a gazety i czasopisma nabywano w systemie teczek, przypominającym abonament. Wyraźnie w powieści widać, jak miasteczko przechodzi przez kolejne lata typowe zmiany: młodzi odpływają do większych ośrodków, po 1989 roku pojawiają się markety i dyskonty. Symbolem zmian jest budynek restauracji. Kiedyś lokal tętniący życiem i zabawami, a obecnie, w XXI wieku niszczejące, nieczynne miejsce, na które nikt nie ma pomysłu. Życie toczy się już dzisiaj zupełnie gdzie indziej. Echa tamtych czasów można dzisiaj jeszcze usłyszeć na przykład w sanatorium, gdzie na kartach książki przenosimy się z Ewą.

Ale Grosik szczęścia to nie panorama przemian ustrojowych, ale przede wszystkim powieść o dojrzewaniu, dosyć mocno akcentująca kwestie feministyczne. Świetnie tu widać, ile na przestrzeni dekad się zmieniło, jeśli chodzi o postrzeganie kobiet, ich problemów i miejsca w społeczeństwie. Hanna Bilińska-Stecyszyn konfrontuje nas z dylematami nastolatki zachodzącej w ciążę. Dziś niemal nie do wiary, że uczennica w odmiennym stanie była dawniej z reguły relegowana ze szkoły. Traktowano ją jako „zgorszenie publiczne” w myśl zasady, że uczennica szkoły socjalistycznej nie może dawać złego przykładu koleżankom. Ciekawe, że nikt jakoś nie upominał się w tym kontekście o przedstawicieli płci męskiej?

Szczególnie trudnym i „zapalnym” tematem do dyskusji – chyba w każdej przestrzeni publicznej – jest aborcja. Należy się autorce uznanie, że ten temat znalazł się w książce w ujęciu z jednej strony dalekim od ideologizowania, a z drugiej – bez zaszczepiania przekonania, że zabieg ten jest tak banalny jak pójście do fryzjera. Wejście w wewnętrzny świat bohaterki mierzącej się z wyborem budzi wiele emocji. I jest ważnym przypomnieniem, że w tej kwestii nie można ferować pochopnych wyroków ani też wygłaszać opinii bez znajomości sytuacji w każdym konkretnym przypadku.

Pojawia się również w powieści wątek gwałtu. Czy kobieta mogła dawniej liczyć na pomoc i wsparcie ze strony stróżów prawa? Dowiadujemy się tutaj, jak wyglądało zgłoszenie takiego przestępstwa na (wtedy jeszcze) milicji. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja pokrzywdzonej kobiety pozostawiała wiele do życzenia i tak jest nawet jeszcze w naszych czasach. Nawet jeśli zmieniło się prawo, zmiany w powszechnym postrzeganiu tego problemu zachodzą raczej wolno, a ofiara często jest narażona na stygmatyzujące i pełne uprzedzeń traktowanie przy składaniu zawiadomienia. Nie wspominając już o tym, jak w ogóle trudno jest doprowadzić do prawomocnego skazania sprawców.

Główną osią powieściowej intrygi jest oczywiście przede wszystkim życie uczuciowe powieściowych postaci, o czym autorka potrafi opowiedzieć w tonie poważnym, ale i nie unikając miejscami lekko komediowego zabarwienia. Za słabszą stronę akcji uznaję to, że zbyt dużo jest w niej zbiegów okoliczności (czy świat rzeczywiście jest aż tak mały?), ale też do pewnego stopnia można to usprawiedliwić konwencją tego gatunku popularnej powieści.

Warto podkreślić natomiast niewątpliwą zaletę: stałym elementem w twórczości Hanny Bilińskiej-Stecyszyn jest przełamywanie tabu, jeśli chodzi o prawo do miłości osób „w trzecim wieku”. Te motywy znajdziemy również w Grosiku szczęścia. Uczucia potrafią w każdym wieku zaskoczyć, pojawiając się przed nami jak spod ziemi – i już trudno przejść obok. Albo też zdarza się, że dawne emocje mogą wrócić i natchnąć czyjeś życie głębią i dawno poszukiwanym sensem, nawet po trudnym okresie traumy i niepowodzeń.

Szczególnym elementem tej powieści jest jej muzyczne tło. W Grosiku szczęścia ważną rolę odgrywa pewien koncert dawnych przebojów, na który wybrała się Ewa. A na końcu książki czeka nas niespodzianka: lista ważnych dla fabuły (oraz, jak się dowiadujemy, dla samej autorki) hitów z dawnych lat. Do zeskanowania jest nawet kod QR, prowadzący prosto do specjalnie utworzonej „grosikowej” playlisty jednego z serwisów streamingowych. Tam utworów jest o wiele więcej niż w książce. To wirtualne zestawienie jest kolejnym świadectwem upływającego czasu. Muzyki słuchamy już niemal wyłącznie w internecie, a dawne płyty odeszły już do lamusa (choć może nie całkiem, bo nastał renesans winyli). Również mocno zmieniło się radio.

A co z tytułowym grosikiem? Autorka nawiązuje tu do wigilijnej tradycji – w jednym z pierogów umieszcza się go na szczęście. Los decyduje, do kogo trafi podczas wieczerzy i komu będzie zwiastował pomyślność. Od siebie dodam, że kiedyś też taki grosik wrzucało się do grającej szafy, by móc usłyszeć ulubiony przebój. Obecnie wystarczy tylko zeskanować kod QR, więc grosik nam zostaje. Zatrzymajmy go w dłoni, niech będzie dla nas grosikiem młodości. Muzyka budzi wspomnienia, przenosi w czasie, wywołuje dawno zapomniane sceny z życia, odnajduje nas takimi, jacy byliśmy dawniej – i wciąż przecież jesteśmy.

 

Joanna Kapica-Curzytek