Dorota Czerwińska
wena
na jedenastym piętrze licząc od parteru
w trzecim wierszu od prawej a w ósmym od lewej
nikt nie zapalił światła pomimo że ciemno
jest już od wpół do czwartej
aż do ósmej rano
nikt nie zapalił
będąc w wierszu trzecim
od prawej licząc i na jedenastym piętrze
widnieje w czarnym oknie poświata księżyca
może tam mieszka luna i właśnie przygląda
się odbiciu własnemu w nieludzkim zachwycie
ale od dwóch tygodni cholera dlaczego
może warto podjechać zapukać rozważyć
wejście do domu luny w asyście policji
bo ona niczym bomba zegarowa tyka
parapet
tyle światła w przestrzeni
zajmuje jeden
wydziera
drugi zdziczały namolny
nie daje się zapchnąć wykluczyć
trzeci jeszcze nieznaczny
zapuszcza tężeje rozwija
przeciąg
selekcja
niepamięć
co będzie apokalipsą?
cug
zaczęło się od ziemi
nie wschodnie nie zachodnie
pragmatycznie przyziemne
gładziło najpierw trawy
i przydrożne kamienie
potem wlazło do dziupli
dzięciołów kun wiewiórek
a czarne bunkry rosły
spycharki profilowały
no i opustoszało
bo tak od nóg ciągnęło
ku lawie
przyziemnie
małe jest blisko ziemi
małe się nie uniesie
(chyba że w dłoniach ojca)
całkiem dobrze pozuje
może chce zostać pomnikiem
nie
małe chyba nie wie
ale wygląda na to
że nie jest mu za dobrze
w kruchości
