Cezary Żarna
Być przez chwilę
widzianym, w tym małym miejscu,
gdzie kończy się kostka, zaczyna stopa. Widzieć
kształt stopy
wciśniętej w zbyt mały but, zrobić krok, pokraczny,
prawie marszowy, nie patrząc pod
nogi go zrobić. Zobaczyć kontur, nie prosić, poznać
ciebie (siebie?) z lepszej strony, bo znam
cię z lepszej strony. Nie o to tu chodzi – mówisz –
– chodź, lepiej
usiądźmy gdzieś razem i oprzyjmy
głowy.
Twoje ciało
To zjawia się nagle, jak zapalenie gardła lub
krtani, uderza mnie w twarz, złe myśli ustępują
ustom
wypowiadającym złe słowa. Ruiny na powrót
zostają odkryte, a ja myślę, że najlepsze
Twoje ciało jest o poranku – przeciągające się
leniwie, z przymrużonym szarym błękitem nieba
w oczach i wyciągniętymi
ramionami. Jeśli jest jakiś
dom, budzisz się w nim teraz, oplatasz mnie
ramieniem, niepostrzeżenie przegryzasz gardło,
wbijasz nóż w plecy.
