Tradycja nigdy nie znika

Beata Czuba

Tradycja nigdy nie znika

 

O tradycji zwykliśmy myśleć jak o czymś, co wydarzyło się dawno temu i dziś bywa przywoływane jedynie od czasu do czasu. Takie myślenie zakłada, że coś było, lecz odeszło do lamusa. Przechowalnia, czyli przysłowiowy lamus, to przecież graciarnia rzeczy i zjawisk wyciąganych od święta. Współczesność wypycha dawne zwyczaje, rutyny i artefakty codzienności do magazynu rzeczy nieużywanych: zbyt powolnych, niemodnych, pracochłonnych lub nieopłacalnych. Teraźniejszość proponuje rzeczy nowe, szybkie, funkcjonalne, tańsze i – jak się sugeruje – lepsze. Ta „lepszość” bywa jednak kwestionowana. Sprzęty codziennego użytku, choć inteligentne, okazują się nienaprawialne. Weźmy meble. Meblościanka z czasów PRL-u wciąż stoi w mieszkaniu babci, podczas gdy jej wnuki wymieniają w swoich mieszkaniach kolejne kanapy, stoły, szafki i krzesła. To, co miało zniknąć, trwa. To, co nowe, szybko się starzeje.

Może więc tradycja wcale nie odchodzi, lecz zmienia miejsce i sposób obecności?

Tradycja sprzedawana

Jednym z takich nowych sposobów istnienia tradycji jest jej komercjalizacja. Tradycja bywa traktowana instrumentalnie – można na niej zarobić. Pierogi, wędliny, pączki według tradycyjnej receptury. Najlepiej zapakowane w szary papier, obowiązkowo przewiązane sznurkiem. Rodzaj czcionki na etykiecie ma znaczenie – najlepiej, gdy imituje odręczne pismo, tak jak dawniej podpisywano słoiki z przetworami. „Tradycyjny” dobrze łączy się z takimi określeniami jak: wiejski, naturalny, swojski, zdrowy, bez konserwantów, ręcznie wyrabiany. „Tradycyjne, wiejskie ziemniaczki” – choć przecież ziemniaki nie rosną w miastach. Podkreślenie ich wiejskiej proweniencji działa jednak na wyobraźnię klientów.

Skoro tradycję można sprzedać, to znaczy, że wciąż ma wartość. Nawet jeśli występuje w formie estetycznego znaku, nostalgicznej (naiwnej) stylizacji, nadal jest rozpoznawalna i pożądana.

Tradycja ukryta w języku

Istnieje jednak forma tradycji, której sprzedać się nie da – język. Wiele osób obawia się, że globalizacja doprowadzi do zaniku lokalnych i narodowych tradycji. To lęk przed tym, że nowe i obce zastąpi swojskie, znane, nasze, odrębne i niepowtarzalne. Zachowanie polskiej czy lokalnej tradycji staje się więc deklarowanym celem różnych środowisk. W rodzinach staramy się powtarzać rytuały przodków, bo powtarzalność, przypominanie, odtwarzanie są sposobami trwania tego, co było. Najbardziej oczywistym przykładem takiej nieustannej kontynuacji jest język ojczysty. Tradycja zaklęta jest w języku. On również się zmienia, lecz nie na tyle, byśmy nasze dzieci uczyli innego języka niż ten, którym mówili nasi dziadowie i prababki. Tradycyjnie zatem mówimy po polsku. Używanie języka to nie tylko komunikacja – to także myślenie przy pomocy słów. To narracje, dyskursy, całe światy znaczeń. Język jest narzędziem twórców, ale zarazem czymś domyślnie używanym przez wszystkich. Zarówno przez tych, którzy obawiają się zaniku tradycji, jak i przez tych, którzy nie poświęcają temu zagadnieniu ani chwili refleksji. Poprzez język tradycja pozostaje obecna, niczym osnowa tkaniny, stanowi podstawę codzienności.

Tradycja i bliskość

Rozważania o tradycji nie mogą pominąć sfery relacji międzyludzkich. Tradycyjne spotkania twarzą w twarz, ręka w rękę, ramię w ramię – konfrontacje „w realu” – coraz częściej wywołują lęk. Rozmowa z drugim człowiekiem bywa wyzwaniem, emocjonalnie wyczerpującą sytuacją, której można uniknąć dzięki aplikacji randkowej. Technologia pozwala ominąć osoby, które się nie podobają, zakończyć kontakt bez większych konsekwencji, wycofać się w sposób nieznany dawnemu światu tradycyjnych randek. A jednak nie zniknęła tęsknota za bliskością i trwałą, szczerą relacją. Dotyczy ona nie tylko związków miłosnych, ale także przyjaźni, koleżeństwa, sąsiedztwa.

Tradycyjnie tęsknimy za bliskimi więziami, choć w sposób daleki od tradycji próbujemy te potrzeby realizować. Forma się zmienia, potrzeba pozostaje.

Tradycja głębsza niż kultura

Być może najgłębszy wymiar tradycji nie dotyczy ani przedmiotów, ani opakowań, ani nawet języka. Carl Gustaw Jung, tworząc koncepcję archetypów jako elementów zbiorowej nieświadomości, zwracał uwagę na coś bardziej fundamentalnego. Archetypy są wytworem wspólnych doświadczeń gatunku ludzkiego. Niezależnie od miejsca na globie, ludzie przeżywają pewne doświadczenia w podobny sposób. Archetypy Matki, Ojca, Mędrca, Dziecka czy Wojownika odzwierciedlają powtarzalne struktury przeżywania świata. Są schematami poznawczymi umożliwiającymi postrzeganie i interpretowanie rzeczywistości, podobnie jak czynili to nasi przodkowie. W tym sensie tradycja, czyli to, co myśleli i przeżywali ludzie tysiące lat temu, ma wspólne elementy ze współczesnością. Nie jest to tradycja narodowa czy lokalna, lecz ponadnarodowa. Niezależnie od koloru skóry, religii czy miejsca zamieszkania, ludzie żyją w rodzinach, mają matki i ojców, tworzą hierarchie, wyłaniają liderów i autorytety. To także tradycja – zapisana głęboko w strukturach naszego postrzegania świata.

Tradycja zatem nie znika. Bywa wypierana, sprzedawana, idealizowana, stylizowana, przekształcana. Jest przedmiotem lęku lub nostalgii. Ale trwa – w przedmiotach, w języku, w relacjach, a być może przede wszystkim w sposobie, w jaki rozumiemy świat i siebie nawzajem.