Archiwalia z kolekcji Eugeniusza Kurzawy Z Eugeniuszem Kurzawą rozmawia

Archiwalia z kolekcji Eugeniusza Kurzawy

Z Eugeniuszem Kurzawą rozmawia Ewa Mielczarek

Ewa Mielczarek: Gienku, jak nazwałbyś potrzebę zbierania, archiwizowania, gromadzenia, która głęboko w tobie tkwi? Czy to świadome, twórcze działanie na rzecz przyszłych pokoleń? A może chęć zatrzymania przeszłości? Niektórzy powiedzieliby natręctwo, nieszkodliwa mania…

Eugeniusz Kurzawa: Wszystko razem. Z pewnością od najwcześniejszych lat było to działanie intuicyjne, spontaniczne, a potem się zracjonalizowało. Mam do dziś kilka swoich zeszytów od polskiego z pierwszej klasy podstawówki z zapisanymi ołówkiem literami; było to w 1961 roku, 65 lat temu. Można zadać pytanie: w jakim celu odłożyłem te zeszyty? Albo kalendarze ojca z 1961, 1962, 1963? Zachowałem też powielaczowe gazetki robione w szkole średniej. Jednak owe zeszyty, gazetki i inne papiery trudno nazwać początkiem archiwum. Odkładałem te rzeczy raczej odruchowo, traktując je jako drobne pamiątki. Od 1967 roku gromadziłem też listy. Wszystkie listy pisane do mnie! Uzbierało się ich przez lata tysiące. Niedawno rocznik „Filologia Polska” (11/2025) opublikował artykuł o tej korespondencji i wielu 

znakomitych korespondentach, tzw. wielkich nazwiskach, jak Ochman, Wajda, Strumiłło, Kwaśniewski, Passent, Pisarek, Toeplitz, Zemła. Gdy urodziła się córka, specjalnie dla dokumentacji kupiliśmy kamerę w Berlinie Zachodnim. Zachowała się cała szuflada filmów wideo, także parę albumów zdjęć. Archiwum na serio zacząłem gromadzić wraz z podjęciem w 1980 roku pracy zawodowej jako dziennikarz, czyli od przybycia do Suwałk. Wtedy właśnie, już świadomie, uzbierałem tony materiałów.

Minęło wiele lat, zbiorów przybywało. Nadszedł moment, w którym uznałeś, że pora pożegnać się z domowym archiwum. Stwierdziłeś, że już nie ma miejsca na tak bogate zbiory? A może jest problem z zachowaniem porządku w tak obszernej kolekcji?

Miejsce miałem, na wsi – gdzie mieszkam – nie ma z tym problemu. Wydzieliłem sobie specjalne pomieszczenie w budynku gospodarczym. Natomiast katalizatorem decyzji o pozbyciu się archiwaliów stały się, niespodziewane dla mnie, cztery z rzędu pobyty na Oddziale Kardiologii w 2024 roku. Uznałem, że wszystkie zbiory dokumentów w razie mojej nagłej śmierci „spadną na głowę” żony lub córki, które nie będą wiedziały, co z tymi „papierami” zrobić. To były bowiem dość specyficzne zbiory, o zawartości których nie miały pojęcia, zresztą sam wiele rzeczy odkrywałem powtórnie, otwierając w 2024 roku zakurzone teczki i pudła. Na przykład zbierałem od lat 90. ubiegłego wieku pierwsze numery wydawanych w Polsce różnych gazet i czasopism. Po co? Zabij, nie powiem…

Zacząłeś przekazywać zbiory różnorodnym instytucjom. Z pewnością poprzedzałeś te działania wcześniejszymi rozmowami, uzgodnieniami…

Przekazywałem tam, gdzie wcześniej – mówiąc górnolotnie – zaznaczyłem jakiś ślad. Tuż po studiach zamieszkałem w Suwałkach, potem w Białymstoku, dojeżdżałem też do pracy w Warszawie. Wreszcie wróciłem do Zielonej Góry. Organizowałem w tych miastach wydarzenia, zakładałem stowarzyszenia i czasopisma. Pisma często efemeryczne, przez co ciekawe do badań naukowych, prasoznawczych. Na przykład „Herold – bis” – biuletyn stowarzyszenia ziemian. Lub „Goniec Kresowy” – wychodzący do dziś, podobnie „Zbąszynianin” oraz „Komunikaty” i „Komunikaty 2” – dwa zielonogórskie periodyki kulturalne, przy czym ten drugi był zupełnie prywatny, drukowany za własne pieniądze, w nakładzie 45 egz. Ale ogólnopolski, rzekłbym z dumą. Skontaktowałem się zatem z kilkoma bibliotekami (Uniwersytecką i Książnicą Podlaską w Białymstoku), Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach, oferując unikatowe maszynopisy lub rękopisy, np. z okresu tworzenia oddziału ZLP w Białymstoku (do czego walnie się przyczyniłem), powołania Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna i innych działań.

Żyjemy w czasach, które sprzyjają miniaturyzacji, cyfryzacji, digitalizacji posiadanych dokumentów. Czy spotykasz się z tego rodzaju interpretacją i odmową przyjęcia oryginalnych materiałów archiwalnych?

Zaskakujące dla mnie były odmowy ze strony Biblioteki Uniwersytetu Zielonogórskiego. Proponowałem różne rarytasy, np. czasopisma studenckie, w tym chyba jedyną w Polsce kolekcję czasopism studenckich uczelni wojskowych z okresu Polski Ludowej, dokumenty życia literackiego w Zielonej Górze i inne związane z Wyższą Szkołą Pedagogiczną. Odmawiano przyjęcia, informując, że jest zbyt mało miejsca – a to przecież w zasadzie nowa placówka – lub że te publikacje są przecież w Bibliotece Norwida. Być może. Ale czy to znaczy, że powinna nam wystarczyć jedna biblioteka na całą Polskę? Rozumiem odmowę biblioteki Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie, która przeżyła pożar i „nie miała głowy” czy też miejsca dla darów…

Którą instytucję uczyniłeś głównym „spadkobiercą” swoich zasobów? Opowiedz pokrótce jaką strategię przyjąłeś, aby twój zbiór został odpowiednio przechowany i przeznaczony do udostępniania, bo – jak się domyślam – ta idea przede wszystkim ci przyświeca.

Swoje materiały prasowe, prasoznawcze, wycinki dotyczące mojej aktywności na różnych polach, szczególnie literatury oraz kultury studenckiej, przekazałem Archiwum Państwowemu w Zielonej Górze. Dokładnie jest tego na półkach 9,39 metra bieżącego (to typowa miara w archiwistyce). Inaczej licząc – 253 jednostki archiwalne. Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – że sobie zażartuję… Bardzo duży zbiór rarytasów poetyckich, mam na myśli nietypowe tomiki wierszy, rzadkie, bo wydawane przez domy kultury, organizacje młodzieżowe, kluby lekarzy, grupy poetyckie, wzięła ode mnie Biblioteka Kórnicka PAN; tych książek nie ma nawet w Bibliotece Narodowej czy Bibliotece Jagiellońskiej. Inne materiały literackie chętnie przejęła Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu. Natomiast rękopisy, pokreślone lub korektorskie maszynopisy wierszy i wydanych ongiś tomików i inne materiały związane z moją twórczością poetycką stale oddaję do zielonogórskiej Biblioteki Norwida, do Działu Zbiorów Specjalnych. Dodam, iż duże ilości czasopism przekazałem już kilka lat temu do obu wojewódzkich bibliotek, w Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim. Było tego wiele kartonów i w ten sposób oczyściłem niemal całkowicie prywatne „archiwum pod schodami”, jak je nazywam. Ostatnio pełne roczniki miesięcznika „Poezja” (1965-1990) i „Twórczość” (od 1946) oddałem prof. Małgorzacie Mikołajczak. Wszystko to przekazywałem z myślą, by w przyszłości może studenci albo doktoranci zechcieli podjąć się zbadania tych teczek i „dokopania się” do ciekawych spraw. A jest w nich naprawdę wiele interesujących tematów. Aż żal, że sam nie dam rady z tego skorzystać. Ostatnio siadłem do komputera i napisałem obszerny tekst o wspomnianym czasopiśmie „Poezja”, bo to jest naprawdę znakomity periodyk. Tylko kto z obecnej młodzieży, ba, podejrzewam, iż także z naukowców o tym wie? I komu chciałoby się przeglądać stare numery czasopism?

Czy są w twoim zbiorze archiwalne cymelia, z którymi nigdy się nie rozstaniesz?

W domu przechowuję cały księgozbiór, parę tysięcy książek z literaturą piękną. Stoją też oprawione przeze mnie roczniki czasopism, które ongiś założyłem, redagowałem i wydawałem. Jest też szafa tzw. zbąszynianów – materiałów dotyczących rodzinnego Zbąszynia, na które nie mam pomysłu. Chciałbym oddać je regionalnemu muzeum, ale mam obawy, że jako placówka samorządowa może łacno stać się pewnego dnia „bardzo potrzebnym” żłobkiem miejskim albo magazynem gminnym i zbiory te wylądują na strychu lub śmietniku. Trzymam także szyfonierkę pełną zdjęć, filmów, slajdów oraz cennych pamiątek rodzinnych. Sięgają czasów prapradziadków. Mam np. kantyczkę z podpisem „Franz Stroiński albo Stroiwąs”. Nie wiem, co z tym będzie…

Wykonywałeś w swoim życiu sporo zawodów, masz wiele pasji, talentów. Jesteś dziennikarzem, poetą, prozaikiem, redaktorem, animatorem kultury, prasoznawcą, propagatorem sztuki. Gdybyś miał możliwość cofnąć swój los, to czy wybrałbyś ścieżkę archiwisty?

Kto wie? Nie odrzucam takiej teoretycznej myśli. Zwłaszcza że siedząc w archiwum, miałbym pod ręką bardzo wiele ciekawych materiałów do wykorzystania. Cofniesz mój los?

Dla porządku na koniec podpowiem wszystkim chętnym, że zbiory, o których rozmawialiśmy, mieszczą się w Archiwum Państwowym w Zielonej Górze w zespole archiwalnym nr 89/2969 Kolekcja Eugeniusza Kurzawy. Ewidencja dostępna jest na stronie www.szukajwarchiwach.gov.pl po wpisaniu w wyszukiwarce nazwy zespołu archiwalnego.

Dziękuję za rozmowę.