A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji prof. Dutki i…

Maria Fraszewska

A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji, prof. Dutki i…

Historia, czyli przeszłość odtworzona w obecnej rzeczywistej chwili, staje się wartościowsza poprzez wiedzę o danej osobie dziś. Dwie poniższe rozmowy przeprowadziłam podczas spotkań poetyckich organizowanych przez Uniwersytet Poezji, który powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów działającego w Zielonej Górze w latach 1995-98. Rektorem Uniwersytetu Poezji był prof. dr hab. Czesław Dutka, wielki miłośnik pięknego słowa, filolog specjalizujący się w historii i teorii literatury, metodologii badań literackich i socjologii literatury. Rzeczywisty Rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, ponieważ przed powstaniem Uniwersytetu Zielonogórskiego takowa właśnie funkcjonowała na terenie Zielonej Góry.

 

Połączenie poezji i socjologii i mnie nie jest obce, a wręcz bardzo bliskie. Socjologia literatury jest dziedziną wiedzy łączącą socjologię, filozofię i literaturoznawstwo. Uniwersytet Poezji był przestrzenią, w której spotkać się mogły różne szkoły pisarskie i różne środowiska literackie. Inicjatywa nie przetrwała długo, jednak sądzę, że była pozytywnym przejawem formy otwartej mogącej spowodować rozwój różnorodności form poetycko-literackich.

Bardzo ciepło wspominam pana Profesora Czesława Dutkę, a i on zwracał się do mnie z wielką atencją, używając słów: „nasza poetessa”. Profesor w sposób szczególnie dystyngowany pojawiał się na spotkaniach, prowadząc rozmowy z zaproszonymi wykładowcami i poetami. Tak właśnie wryła mi się w pamięć postać Profesora. Osobowość z wiedzą i wrażliwością socjologiczną, człowiek mający świadomość, że znać twórczość pisarską należy w połączeniu z osobistym poznaniem tych piszących. Bowiem, aby poznać sens dzieła, istotne jest poznanie biografii twórcy. A komunikacja wynikająca z bezpośredniego kontaktu dodaje specyficznego kolorytu w trakcie czytania.

Profesor Czesław Dutka siedzi oparty w garniturze. Obok niego ubrana na czarno Maria Fraszewska. Zdjęcie jest czarno-białe.

Starszy pan z białą głową owianą bujną czupryną, bo jego siwizna miała odcień biały, z szacunkiem odnoszący się do rozmówców, zainteresowany działaniami i ludźmi kultury naszego środowiska. Wtedy, kiedy rozmawiałam z Profesorem, byłam młodą i nieopierzoną poetką w trakcie twórczego rozwoju. Teraz nie mam już możliwości dogadania wielu tematów. Pamiętam jednak, że Profesor bardzo ubolewał nad faktem, że ówcześni młodzi ludzie nie znają nawet tych istotniejszych tytułów czasopism artystyczno-poetyckich. „Wyganił” ich więc z sali wykładowej wprost do biblioteki, żeby pomyszkowali.

 

Spotkania Uniwersytetu Poezji odbywały się z reguły w godzinach okołopołudniowych i trwały do późnych godzin wieczornych w soboty i bywało, że także w niedzielne przedpołudnia. Oprócz wystąpień poetów w formie wieczorków poetyckich, odbywały się także wykłady z zakresu literatury pięknej, które prowadzone były przez znanych krytyków ówczesnych czasów. Można było również zakupić tomiki poezji czy pozycje krytyczno-literacko-naukowe, napisanych przez zaproszonych gości. Przez kilka lat działalności Uniwersytetu Poezji przewinęło się wielu znanych poetów, pisarzy, literaturoznawców czy wykładowców uczelnianych.

Jan Styczeń, Prof. Czesław Dutka i Urszula Benka pozują do zdjęcia.

Zajęcia Uniwersytetu Poezji odbywały się głównie w trzech zaprzyjaźnionych miejscach: w salach na urokliwym pięterku Zielonogórskiego Domu Kultury, obecnego RCAK przy ul. Sienkiewicza – Poddasze Poetów; w klubokawiarni Kawon oraz w dużej sali biblioteki wojewódzkiej, obecnie Sali im. Janusza Koniusza.

 

Wśród cenionych i lubianych poetów znaleźli się również Urszula Benka oraz Janusz Styczeń. Ich twórczość do szpiku kości, czyli słów, nawiązuje do tajemnic nieprzebranych i nieokiełznanych jasnym rozumem. Stwarza świat poezji pełen tajemnic i pierwotności czarownych.

Wśród cenionych i lubianych poetów znaleźli się również Urszula Benka oraz Janusz Styczeń. Ich twórczość do szpiku kości, czyli słów, nawiązuje do tajemnic nieprzebranych i nieokiełznanych jasnym rozumem. Stwarza świat poezji pełen tajemnic i pierwotności czarownych.

 

Z obojgiem przeprowadziłam rozmowę o ich twórczości, życiu i wydanych wówczas tomikach poezji. Był 1996 rok, może 1997… Rozmawialiśmy najprawdopodobniej w przytulnych okolicznościach pracowni tkackiej w dzisiejszym RCAK-u. Najprawdopodobniej, ponieważ pamięć jest zawodna. Na kartkach spisanego wywiadu nie pozostawiłam daty, jednak wiele sugeruje wydana przez poetkę Urszulę Benkę w 1995 roku książka poetycka, do której nawiązuje rozmowa. Przeglądając stronice z wywiadem, doszłam do wniosku, że nie stracił on w swej treści ani na aktualności, ani ważności. A nawet stanowi ponadczasową wartość polegającą na tym, że odkrywa pewne tajemnice związane z procesem twórczym. O czym myśli poeta podczas pisania
i o co chodzi w tym pisaniu. W wypowiedzi Janusza Stycznia zaglądamy w zakamarki pragnień męskich. Warto pamiętać, a żeby pamiętać, należy najpierw dowiedzieć się, jak to było przedtem, za czasów polskiej komuny i na przełomie prowadzącym do polskiej demokracji.

Z punktu widzenia socjologii rozmowy te stanowią dokument pewnego rąbka rzeczywistości społecznej i historycznej. Od jej przeprowadzenia minęło trzydzieści lat, a ocena myślenia polskiego nie wyszła poza kanon. Jesteśmy jako społeczeństwo tacy, jak byliśmy wtedy i zapewne przed wiekami i jeszcze przedtem.

 

 

 

Wywiady te nie były dotąd nigdzie publikowane.

J.Styczeń podczas uroczystości 30-lecia obchodów pracy twórczej

Rozpustna bogini życia i śmierci

Rozmowę z Urszulą Benką, poetką, dziennikarką, autorką tomików poetyckich (Chronomea, Dziwna rozkosz, Nic, Perwersyjne dziewczynki, Ta mała Tabu i w 1995 roku: Córka nocy), przeprowadziła Maria Fraszewska w 1996 roku, dostosowując się do tamtych okoliczności, wydarzeń i sytuacji.

 

Co było powodem twojego wyjazdu do Ameryki?

Wyszłam za mąż. Mieszkałam w Paryżu, tam się poznaliśmy. Mąż mieszkał w Stanach. Kusiło mnie zobaczenie Ameryki.

 

Tam wyrosła Córka nocy?

Córce nocy jest parę wierszy z 1991 roku, pisanych przed wyjazdem. W Nowym Jorku prawie wcale nie pisałam wierszy.

 

Jak więc spędzałaś czas?

Prowadziłam dom, wychowywałam córkę, współpracowałam z polskimi pismami, z „Nowym Dziennikiem”, z „Kurierem”. Pisałam na zamówienie do „Akcentu” i wrocławskiego „Formatu”.

 

Czy po powrocie dość szybko przestawiłaś się na polski grunt? Co sprawiało ci trudność?

Ciężko było mi złapać kontakt z ludźmi. Dołożyły się moje kompleksy oraz nabyte na Zachodzie nowe nawyki, zachowania i spojrzenie na rzeczywistość.

 

Co najbardziej uderzało wówczas w Polsce?

Uderzająca była powszechna frustracja i brak porozumienia w najważniejszych sprawach.

 

Czy w twoim odczuciu Polska różni się bardzo od państw zachodnich?

Te różnice odczuwam do dzisiaj [1996 r. – dopisek MF]. W Stanach i we Francji jeśli jest dyskusja, to ogranicza się do ustalonych ram. Francuzi nie rozważają takich spraw jak miejsce kultury w kraju ani czy ostatnie 50 lat miało sens. Wiadomo, że miało. Dyskutuje się o sprawach ważnych dla granic, a nie o wyjściowych aksjomatach. Ustrój, model gospodarki, autorytet państwa, kultura nie są podważane. W Polsce uderzyło mnie to, że część ludzi z dużą słusznością podważała takie najbardziej elementarne pryncypia. I szkoda, że od razu na fali jakiegoś uniesienia wolnością nie doszło do jednoczesnych ustaleń. Kultura europejska, w moim odczuciu, czuła się bardzo zagubiona. W urynkowieniu i mechanizmach rynkowych upatrywano zrozumienia dla subtelnych potrzeb inteligencji, środowisk twórczych i szarego konsumenta.

 

Wygląda na to, że lubisz podróżować, bo teraz kuszą cię Himalaje.

Miał to być wyjazd do Indii. Zdecydowałam się jednak na Grecję. Nie muszę rozstawać się z córką, która ma siedem lat i lepiej ode mnie zna mitologię grecką. Zaproponowano mi centrum Indii, straciłam ochotę na podróż, gdyż nie lubię tropików. Zamiast w Himalaje pojadę do Grecji. Klimat śródziemnomorski dobrze mi robi. Mieszkałam jakiś czas pod Niceą. Tamtejszy klimat również w sensie metaforycznym bardzo mi sprzyja.

 
Wracając do teraźniejszości – czym dla ciebie jest wrażliwość kobieca?

Mężczyźni też ją mają. Świadomość męska obrazuje wszystkie przeciwieństwa i granice, natomiast żeńska – to jest nasza autonomia. Myślenie żeńskie zawiera męskie i coś jeszcze. Wrażliwość kobieca harmonizuje, łagodzi i tonuje. Zapytaj mężczyznę: co było najpierw: kura czy jajko? A zobaczysz, co z tego wyniknie.

 

Co może wyniknąć?

Odpowiedz, co było najpierw?

Ani jedno, ani drugie.

Mężczyzna odpowie, że albo jedno, albo drugie.

 

I gotów jest iść w bój, aby potwierdzić rozwiązanie problemu.

To skrajność mężczyzn.

 

Doktoryzowałaś się na Uniwersytecie Wrocławskim z Sienkiewicza. Nie zaskakuje mnie to, gdyż Ogniem i mieczem aż fosforyzuje magią, czarami i dziwami ziem błotnych.

Dużo w tym było przypadku. Ale też jest faktem, że odkąd pamiętam, wracam do Trylogii. To była książka mojego życia. Tam język ma wielką magię. W moim odczuciu jest to język liturgiczny i wyraża bardzo głęboko tkwiące przeświadczenie polskiej kultury. Tam właśnie język potrafił unieść w całym pięknie treści, na które ciągle nie jesteśmy intelektualnie gotowi i być może nie posiadamy do nich adekwatnych terminów. Moja praca doktorska najpierw miała się zająć wąskim zagadnieniem charyzmatyczności władzy św. Pawła w Quo vadis, w kontekście tego, co pisał Roger Caillois. Nagle zdałam sobie sprawę, że Trylogia jest o wiele wdzięczniejszym materiałem, gdzie Sienkiewicz niczego nie podporządkowuje jakiejś naukowej ideologii. Kniaź Jeremi gdzie tupnie, tam drwa lecą. To są struktury baśni. Śmierć przed nim biegnie i kosą dzwoni, to są struktury religijne.

 

Spoza doczesnego świata, jak rozumiem. A przecież i twoją poezję charakteryzuje się jako „spoza świata” i „demoniczną”, czyli: „rozpustną boginię życia i śmierci”. Ta bogini jest tobą czy Poezją?

Nie ma poezji beze mnie. Myślę, że każdy nią jest w jakiejś formie. Kiedyś religia ją sankcjonowała.

 

Na szczęście czarownic nie pali się już na stosach. Dziękuję za rozmowę.

 

U źródeł tajemnicy

Rozmowę z Januszem Styczniem, poetą, dramatopisarzem i prozaikiem, przeprowadziła Maria Fraszewska.

 

Uniwersytet Poezji świętuje dzisiaj 30-lecie twojej pracy twórczej.

Uroczystość wzruszyła mnie.

 

Jak to jest przez tyle lat pisać poezje?

Tworzyć poezję to wciąż szukać siebie. Dochodzić do istoty Tajemnicy, która jest nie do zgłębienia. Tajemnica jest we mnie i poza światem.

 

Jak to robisz?

Poprzez interpretację głębinową.

 

Od kiedy odkrywasz Tajemnicę?

W dzieciństwie chciałem być malarzem albo prozaikiem. Chciałem pisać powieści kryminalne. Pasja do malarstwa przeszła mi w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy musiałem malować temat zadany, jakiś wazon czy szafę. A ja malowałem to, co uważałem za stosowne. W szóstej klasie napisałem powieść przygodową. Moimi ulubionymi autorami byli Curwood, Verne i Cooper. Najbardziej spodobała mi się scena, w której bohaterzy powieści znaleźli w opuszczonej chacie dwa kościotrupy zwarte w walecznym uścisku. Jak się okazało, żywi właściciele walczyli o kawałek kory brzozowej, na której był tajemniczy szyfr. Uwielbiałem w dzieciństwie pismo „Świat Przygód”, póki nie zostało zlikwidowane jako eksperyment amerykańskiego imperializmu. Ale najbardziej ulubioną powieścią była Wyspa skarbów Stevensona. Mimo stalinizmu ta klasyka młodzieżowa była wtedy wydawana. Chociaż do szkoły przychodzili aktywiści i wygłaszali pogadanki, abyśmy nie czytali Curwooda, Londona, Stevensona i Coopera. Od dziecka wiedziałem, że na kilometry trzeba się trzymać od polityki. Dano nam do czytania lekturę Numer 16 produkuje. Nie skończyłem pierwszego rozdziału. Wolałem moich pisarzy zachodnich. Curwood i Stevenson nauczyli mnie poczucia tajemnicy. I poczucia dziwności istnienia. Wujek, ksiądz, dał mi do czytania Młodzieńca dobrze wychowanego. Przez to również nie mogłem przebrnąć.

 

W jaki sposób przetwarzasz prywatność w sztukę?

Prywatność przetwarzam w symbole i dzięki temu odnajduję Istotę. W moim poemacie Roztargniona profanacja, zamieszczonym w listopadowej „Odrze” [z 1995], mężczyzna usiłuje złapać kobietę na lasso i ją spętać. Jest to projekcja sytuacji mojego ojca pętającego moją matkę, co obserwowałem od dzieciństwa. Wyrażenie wprost tego tematu byłoby nieudolne. Nie spowodowałoby sięgnięcia do źródła takiej postawy. W Przyczynie jest wiersz Zabłocona bielizna. Mężczyzna usiłuje przenieść kobietę  przez kałuże błota. Ale to błoto dostaje się na bieliznę owej kobiety, bo zbyt mocno stąpnął na błoto.
Jest to projekcja sytuacji działań mężczyzny wobec kobiety, kiedy to mężczyzna jednocześnie pragnie zanurzyć kobietę w błoto i przenieść ją ponad tym błotem. Jeszcze – pragnienie erotyzmu z kobietą jak z ladacznicą, a jednocześnie pragnienia, żeby ta kobieta była ladacznicą tylko dla tego mężczyzny. Jest to stary archetyp mężczyzny oczekującego od kobiety ladacznicy dla siebie i dziewicy świętej dla innych. Wiersz ten powstał z moich doświadczeń.

 

Autentycznych kobiet?

Konkretnych kobiet.

Czy to znaczy, że najpierw kobieta rodzi się w wyobraźni mężczyzny?

Model kobiety jest przymierzany do takiego modelu kobiety, którą mężczyzna spotyka w życiu.

 

Co daje kobieta poecie?

Kobieta daje zmysłowość natchnienia.

 

Co w kobiecie działa na ciebie?

Włosy, głos, biust, zapach i jej aura.

 

Twoją poezję określa się jako surrealistyczną, a wymieniłeś rzeczy konkretne.

Etap surrealizmu zostawiłem już za sobą. Moje wiersze są teraz bardziej symboliczne. Kiedyś były bardziej znane i dostępne, teraz nie są w ogóle znane.

 

Czy uważasz się za badacza mrocznych zakamarków duszy ludzkiej?

Jak najbardziej. Interesowało mnie to od dziecka. Na wakacjach po drugiej klasie podstawowej przeczytałem Lillę Wenedę, czym wywołałem zachwyt mojej matki, wielbicielki Słowackiego. Przeżyłem szaleństwo i nienormalność tego dramatu. Myślałem, jak coś tak nienormalnego może być tematem autora będącego wieszczem? Wiedziałem, że będzie mnie fascynowała Sztuka tak nienormalna jak Lilla Weneda. A jednocześnie widziałem rozrzut między tekstami a autorami tych tekstów. Najbardziej szokował mnie św. Jan Gwalbert ukazany tu jako karykatura. Lilla Weneda zamknięta w pokrowcu harfy, to też było coś szokującego i nienormalnego. Lilla Weneda była dla mnie tak sensacyjna i kryminalna jak Curwood, London czy Cooper. Nosiłem ją w sobie przez lata. W szóstej klasie szkoły podstawowej przeczytałem Edgara Poe Żabi skoczek. Ojciec pożyczył tę książkę z biblioteki.

 

Cóż po poecie w marnych latach dziewięćdziesiątych?

To jest prawda. Nadal są żądania, żeby poeta był politykiem, co jest zabójstwem dla sztuki. Sztuka powinna być oparta na dziwaczności Istnienia. Nawet Mickiewicz i Słowacki są fascynujący w swoim wyobcowaniu i nienormalności, a nie z powodu swoich polityk, które to polityki prowadziły ich w ślepy zaułek. Mickiewicz wydawał komunistyczną „Trybunę Ludu” i spalił część swojej twórczości. Polityka jest zabójstwem dla sztuki.

Dziękuję za rozmowę.
Wykonany ołówkiem szkic kobiety. Stoi prawym bokiem, spogląda w prawo namiętnie. ma odsłoniętą prawą pierś.

Spis treści