Skwer Poetów

Henryk Warszawski

Skwer Poetów

Już prawie cztery dziesięciolecia mieszkam po lewej stronie Odry, cokolwiek dalej na Zachód, w Metropole-Ruhr. O każdej porze roku popełniam te moje emocjonalne podróże nad Odrę, do Zielonej Góry, w Lubuskie. Tyle jest rzeczy niezwykłych do odkrycia, usłyszenia, wywołujących zdumienie w moich spacerach po mieście. Chociażby – słoneczny wymiar wiosny przed Biblioteką Norwida. Przysiąść na ławce Norwida w serdecznym powitaniu, by… zatrzymać się na chwilę, odetchnąć pięknem świata.

 

Od jesieni ubiegłego roku, niejako w 200. rocznicę urodzin Norwida, gości się także na Skwerze Poetów pięcioro twórców zielonogórskich. Te ławeczki zapraszają do zatrzymania, wyciszenia, refleksji. Usiadłem tu na dłużej. Wspomnień i refleksji literackich aż tyle… Książki, zdarzenia, spotkania – są mi bliskie. Jedynie rozminąłem się osobiście z Anną Tokarską, może dlatego też „posiwiałem” przez lata… Wraz z jej wierszami, opracowaniami literackimi, programami spektakli teatralnych.

 

Przy ławeczce Janusza Koniusza przychodzi refleksja: Czy ktoś przysiadł się, mając za sobą bieg maratoński? W moich 29. maratonach – niestety – nie dobiegłem do Aten. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku, w dawnym empiku poznałem Michała Kaziowa. Nieśmiało zapytałem, jak postrzega świat. Odpowiedź pisarza, krytyka słuchowisk radiowych była dla mnie wielkim przeżyciem. Kolor zielony to ciąg dalszy widzenia codzienności, tak mi odpowiedział Michał Kaziów. Twórczość wybitnego poety, krytyka literackiego Andrzeja K. Waśkiewicza przyjmowałem z pokorą, bo czytanie jego poezji, szkiców krytyczno-literackich wymagało ode mnie wielkiego wysiłku. Gdańskie pismo „Autograf” dawał mi zawsze do przeczytania mój brat Mieczysław.

Z twórczością Mieczysława J. Warszawskiego obcuję od zawsze. Począwszy od debiutanckiego wiersza Krzyż („Nadodrze”, 1967) po pośmiertne Nic ponad. Jestem do dzisiaj wiernym czytelnikiem poezji brata. Inaczej nie potrafię.

 

Czas ruszyć w popołudniowy spacer historycznymi barwami Grünbergu. Może spotkam Otto Juliusa Bierbauma, może Klabunda nad Odrą…

Pozdrowię ich od… gościa samego siebie.

 

PS. Lubuskie Pismo Literacko-Kulturalne „Pro Libris” cieszy mnie czytelniczo od pierwszego numeru.

Skwer poetów. Umiejscowiony pod biblioteką rząd ławek.

Spis treści