Wiersze [zderzenie w parku przedpołudniowym, wszystko]

Ryszard Jasiński

 

zderzenie w parku przedpołudniowym

brunetka weszła (ale nie od strony
powstańców) do parku, zobaczyła białego kota
(ale nie kocura), wyglądał jak bryła śniegu
(ale skradająca się), umyślił upolować
kosa (ale nie z żółtym dziobkiem),
przypomniała sobie (ale nie od razu),
że przyrzekła (ale bez entuzjazmu)
każdego ranka zostawiać jabłko
(ale nadgniłe) pod gruszą, aby kos
wydziobywał miąższ,
kot wystraszył się (ale nie wdrapał się na gruszę),
natomiast ptak dziobnął jabłko
(ale nie połknął miąższu), z którego wyfrunął
niebieski (ale zaraz pożółkniał) kłąb
(ale nie dymu), kłąb zwinął się w kłębek
(ale nie włóczki) i poszybował (ale nie pod niebo)
nad platanem, wyskoczył z niego żuczek
(ale zupełnie podobny do muchy),
fotograf zrobił zdjęcie
(ale nieostre)

 

 

 

wszystko

czarne na myśli pomieszane
żółte na słowa z plastiku
zielone na płonne spojrzenia
niebieskie na gesty z papieru
białe na mapy bez legendy

wory na ścieżki bez butów
paki na gruz z oczekiwań
skrzynie na bilety do zapowiedzi
beczki na ślady po wizytach
cysterny na spłukane kieszenie

pojemniki na zawiedzione mosty
na nice na których zamki na opak
stągwie na egzegezy jak je zwał
tak zwał kubły na kufry na pudy
kontenery na przemielone książki
wiekuiste

śmieciarki nudzą się na drodze
do spalarni

                      nic co człecze
nie jest im obce