Maria Fraszewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/maria-fraszewska/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Wed, 30 Oct 2024 12:16:40 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Maria Fraszewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/maria-fraszewska/ 32 32 Obcowanie z delikatnością (Maria Fraszewska, W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy) https://prolibris.net.pl/obcowanie-z-delikatnoscia-maria-fraszewska-w-sidlach-namietnosci-wirtualni-ulicznicy/ Wed, 30 Oct 2024 12:13:10 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=14812 Marcin Mielcarek

The post Obcowanie z delikatnością (Maria Fraszewska, W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy) appeared first on Pro Libris.

]]>

Obcowanie z delikatnością

Maria Fraszewska, W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy, Wydawnictwo Magia Słów, Warszawa 2024, 236 s.

Książka Fraszewskiej jest czymś na rynku zdecydowanie nietypowym i wydaje mi się, że niewielu czytelników mogło spodziewać się tego, co znajdą w środku, oceniając ją przy pierwszym kontakcie, czyli oceniając po okładce. Bo wbrew pozorom nie jest to pozycja z nurtu erotyki, który jakiś czas temu wyznaczono przy pomocy E.L. James z tym swoim bijącym kobiety przystojniakiem-milionerem – zapomnijmy o Kancie czy nawet Jeremym Benthamie i uznajmy, że wyznacznikiem moralności jest po prostu kasa – tylko poważna powieść osadzona w gatunku jakoś tak bliskim erotyce w swojej formie, bliskim w treści, ale w przekazie już zdecydowanie nie. Oczywiście W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy zawiera całkiem sporo seksu, a właściwie to nie seksu, ale rozmów o nim, ale przecież ta powieść nie jest o całym tym przewałkowanym w kulturze seksie, tylko o czymś zgoła innym.

Cofamy się do roku 2003, kiedy to pewnie wszystko było dużo prostsze, a internet nie był przesycony tym całym mikroplastikiem w ekspresowym tempie zatruwającym nasze dusze. Lata popularności wszelkich niezależnych forów, stron tematycznych i pierwszych komunikatorów, czyli na przykład zaznaczonym w powieści Gadu-Gadu, o którym już pewnie nikt dziś nie pamięta. Sieć była – oczywiście nadal jest – 

– pewnym szeroko otwartym oknem, a związana z nią anonimowość pozwala na wiele, na przykład na samorealizację i mówię teraz o bardzo różnych sferach tej samorealizacji – jak w powieści Fraszewskiej chodzi też o próby urzeczywistnienia swoich skrytych seksualnych fantazji, a przynajmniej tych dotyczących gorących rozmów. No tak, ja znowu o kopulacji, a przecież to nie jest książka o marzeniach związanych z seksem.

No więc o czym i czym jest ta powieść? Wydaje mi się, że Fraszewska stara się powiedzieć nam w specyficzny sposób – narracja przybiera różne stany, czyli dostajemy wgląd do rozmów telefonicznych, chatów, maili, a pod koniec przeradza się nam całość niemal w filozoficzny traktat – o próbie zrozumienia siebie i swoich potrzeb, swoich skrytych pragnień – z których zwierzają się poza narratorką mężczyźni, często (cholerka) żonaci. Oczywiście Fraszewska mówi też o miłości, mówi o niej pięknie, kwieciście, filozoficznie, ale o miłości, która nie ma prawa zaistnieć w realnym świecie.

To nie jest powieść łatwa, oczywiście tematyka wydaje się być zwiewna, ale sposób, w jaki podeszła do tematu autorka, robi z tak prozaicznej sprawy, jaką są stosunki mężczyzn i kobiet, ich intymne rozmowy z pozycji anonimowych użytkowników sieci coś, co zmusza do refleksji. Przeczytanie jednym tchem, w jeden wieczór tej powieści – krótkie, konkretne dialogi na to pozwolą – to duży błąd. Każdy rozdział godny jest dłuższej kontemplacji, są zdania, które na pewno trafią do mózgu i do serca. Należy powieść sobie dozować, brać po kawałku, nie spieszyć się – chyba tak samo jak w przypadku chociażby seksu, racja? Fraszewska bawi się językiem, bawi się połączeniem poezji i prozy, widać, że jest poetką przede wszystkim, ale sam nie określiłbym tej prozy poetycką. Oczywiście autorka serwuje nam ciekawe, zgrabne porównania, ładne metafory, zmysłowy erotyzm w słowach i nie udaje przy tym, że jest to książka dla każdego, bo czytelnikowi bez podstawowej chociaż znajomości filozofii ciężko momentami będzie zrozumieć, o czym Fraszewska do niego pisze.

Ci, którzy znają trochę moją pisaninę, na pewno wiedzą, że sam nie stronię od podobnej tematyki. Różnica jest jednak taka, że ja w tych sferach poruszam się zgrabnie, a nawet bardzo zgrabnie, czyli niczym wóz z węglem. Czytając powieść Fraszewskiej, obcujemy z delikatnością łabędzia lądującego z gracją na tafli ciemnego jeziora w księżycową noc.

Jeżeli o mnie chodzi, to brakuje mi w tym wszystkim jednej rzeczy do kompletu. Autografu w swoim egzemplarzu.

 

Marcin Mielcarek

 

The post Obcowanie z delikatnością (Maria Fraszewska, W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy) appeared first on Pro Libris.

]]>
Maria Fraszewska, W rocznicę napaści Rosji na Ukrainę upamiętniające MURKI (24 lutego 2022 – 24 lutego 2023) https://prolibris.net.pl/fraszewska-murki/ Tue, 21 Feb 2023 15:14:04 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7089 Maria Fraszewska

The post Maria Fraszewska, W rocznicę napaści Rosji na Ukrainę upamiętniające MURKI (24 lutego 2022 – 24 lutego 2023) appeared first on Pro Libris.

]]>

Maria Fraszewska

W rocznicę napaści Rosji na Ukrainę
upamiętniające MURKI
(24 lutego 2022 – 24 lutego 2023)

 

***

        Ukrainie

w końcu zasnęłam

oni nie spali ginęli

ja piłam kawę rano

telewizor walczył z internetem

rankiem oni rany boskie

 

– miniaturka poetycka napisana drugiego dnia napaści na Ukrainę 25 lutego 2022 i wyświetlona na fasadzie kamienicy w Krakowie.

Inwazja na Ukrainę trwa. Wojna. Zniewolenie, zbrojne zawłaszczanie ziemi, ludu, kraju, zniszczenie tożsamości narodowej, mordowanie ludzi, zagłada. Taka myśl przychodzi do głowy od razu, a chwilę potem, że współczesna forma trzeciej wojny światowej jednak się toczy i wciąż trwa w oparciu o ekonomię, manipulacje, bitwę w grupach społecznych i politycznych, o przynależność do konkretnej grupy wyznawców jakiegoś bądź czyjegoś poparcia.           

Jednak nie o istotę i swobodę życia ludzkiego w granicach wolności. Nie o dobro dla ludzi. Wolność nie jest jednaka, wolność od i wolność do, kładzie się wciąż znakiem zapytania wobec wyborów demokratycznego sposobu życia. Bowiem życie ludzkie nie jest obecnie, a to właśnie obserwujemy i doznajemy na własnej skórze, podstawową wartością dla ustalonej polityki państwowej i co najsmutniejsze, nie jest wyznacznikiem wartości dla zwykłych ludzi.

Człowiek pozostaje w pustce obojętności losowej sam na całe teraźniejsze życie. Okazuje się, a w zasadzie „ukazuje się” nam, ponieważ na naszych oczach dzieje się faktycznie to, że ani społeczeństwo, ani prawo, ani państwowość nie stanowi autorytetu dla wartości, które nakazują szacunek dla życia ludzkiego, przetrwania i dobrobytu jakości.

***

leżała skulona pod ścianą

ściana chwiała się po uderzeniu

bomby obok w leju fragment

dłoni ludzkiej chciała ją ująć

i podtrzymać siebie na duchu

 

A cóż może prawo, skoro ta dziedzina nauki nie stworzyła jak dotąd jednolitej definicji prawa. Śmierć Sokratesa możemy zinterpretować jako obronę ustanowionego w tamtym czasie prawa. Nie życie ludzkie jest najwyższą wartością, o tym niech poświadczy moja śmierć człowiecza, sobą przemówił wielki filozof. A więc i człowiek, i filozofia, która poszukuje wyjaśnień, giną pod gilotyną… czego? W mojej głowie, kobiety, Polki, socjolożki, poetki, natychmiast rodzi się bunt. Polak wychowywany jest już w latach szkolnych na polskim romantyzmie. „Tyś Konrad! Przebóg! Spełnione wyroki. Ty masz być mistrzem, abyś ich zabijał”. Do zwycięstwa prowadzą dwie drogi stosowanych metod: lwa i lisa, dzielność i podstęp. Tak rzecze Adam Mickiewicz, konstruując dzieło „ku pokrzepieniu serc”.

Leon Petrażycki, polski prawnik działający w… Rosji, stworzył psychospołeczną teorię prawa mówiącą, że podstawą polityki prawa: „powinno być jak najpełniejsze poznanie przyczynowego działania różnych gatunków i elementów prawa tj. skutków psychospołecznych, jakie działanie prawa wywołuje w dziejach społeczeństwa”. A więc podejmując jakiegokolwiek decyzje, winniśmy zastanowić się nad skutkami wynikającymi z tych decyzji i dokonać wyboru jednej, tej przynoszącej najwięcej korzyści społeczeństwu.

 

***

kto stoi

za tym

drzewem

którego cienia

już nie ma

 

W Encyklopedii socjologii (Warszawa 2000) przeczytamy, że: „naczelnym celem polityki prawa jest osiągnięcie stanu określonego przez ideał wszechludzkiej miłości”. Współcześnie działające prawo daleko odeszło od założeń praw psychologiczno-socjologiczno-etycznych. Praworządność oparta jest o przestrzeganie prawa, jednak jeśli już na drodze ustalenia, czym jest owo prawo, istnieje niezgoda, to jak ruszać dalej w świat i życie?

Według zasad Machiavellego władca państwa powinien kierować się dobrem państwa, ma obowiązek kierować się skutecznością, a nie względami moralnymi. To rozwój nowożytnego społeczeństwa tworzy podwaliny pod rozwój nowożytnego państwa, a nie odwrotnie. Państwo putina [sic!], jak głosi on sam, kieruje się dobrem państwa, w co zdaje się wierzyć spora część rosyjskiego społeczeństwa.

My dziwimy się, poszukując powodów takiegoż stanu. Z punktu widzenia psychologii społecznej ludzie, wybierając określony typ zachowania, idą na tzw. skróty myślowe, czyli nie mają czasu na to, aby za każdym razem dokonywać osądu konkretnej sytuacji. Po prostu ślepo wierzą i idą za kurą, która ma przynosić złote jajka, bo to obiecuje. I to wystarczy. Najgorszym w tym całym systemie państwowym jest fakt, że najwyższa władza jest odpersonalizowana czyli, że człowiek występuje w „roli”, w roli społecznej, do której przypisany jest system oczekiwań społecznych, zasady, obowiązki i prawa. Człowiek jest „schowany” w tzw. roli społecznej.

 

***

niebo pojemnik w kolorze

niebieskim zbieram kule

wygrzebane z człowieka

do recyklingu

pojemnik w kolorze żółtym

 

Gdy 24 lutego 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, natychmiast zaczęły docierać do mnie okrucieństwo i bezlitosna zaborczość tego ataku oraz konsekwencje wynikające dla nas. Słowa uwięzły w gardle i tliły się jak popioły. Wtedy właśnie natychmiast musiałam dać wyraz temu, co przeżywam, dać ujście ogarniającym mnie emocjom. W ten sposób zadziałała moja osobista ochrona przed tym, aby nie zwariować, aby jakoś przetrwać i przetrzymać dziejące się wokół zło i niewyobrażalne cierpienie.

Od dziesięciu lat biorę udział we wspaniałej inicjatywie Emultipoetry, portalu poetyckiego utworzonego przez poetę Michała Zabłockiego. Poeci nie mogli nie zareagować od razu na toczące się wydarzenia. Tak powstały „Wiersze dla Ukrainy” na MURZE w Krakowie. Obok zwykłych MURKÓW pojawiły się i te z przesłaniem dla zaatakowanego kraju leżącego tuż przy naszej granicy, dla Ukrainy, która historycznie zawsze była związana z nami, wspólnie tworząc rodzinę, społeczeństwo słowiańskie.

 

***

wznoszę ręce do nieba

tupię nogami do piekła

nie wiem

kto wysłucha

mojej prośby

 

Niewyobrażalne, a jednak możliwe i realnie wydarzające się w naszym współczesnym świecie, nieszczęśliwie podzielonym na lepsze i gorsze, na wyższe i niższe, na bogatsze i biedniejsze. Na białe, czarne, kolorowe i bezbarwne. Na obecnie aktywnie modne obyczajowo, a przecież puste i pozbawione głębszych wartości, na wszystko dookoła, co stało się piętnem rozkapryszenia i komercji współczesnego społecznego świata.

Na papierowe konstrukcje komiksowych nieżyciowych projektów, które zakłamują i przeinaczają obiektywność, subiektywność, poprawność i dobro społeczne, naszą ludzką życiową rzeczywistość. Papier przyjmie wszystko, nawet powiedzonka, które rodziły się z ironii i w bólach bezradności. Bo właśnie teraz marionetkowe postaci z kreskówek i komiksów urealniają się w swej bezduszności i bezwzględności. Jednak wcale nie stają się żywymi, nie ożywają, powstają od razu martwe.

Takie jest okrucieństwo obrazów wojennych w mediach, które wpływają na kształt naszych uczuć i myśli. W jaki sposób bronić się przed zalewem i przed utopieniem w tej zatrutej wodzie przekazu?

W świecie równoległym złożonym w ofierze, złożonym z bólu, cierpienia, okaleczeń i nagłej śmierci, złożonym tak bardzo, że żaden jak na razie rzucony kłębek nici nie jest w stanie wydobyć życia z ciemności współczesnego Tartaru, jak żyć?

 

***

usiadłam na walizce

w dłoniach gorąca herbata

moja nowa wyspa

tropikalna w centrum

wojennego wulkanu

 

Współczesne segregacje, podziały i rozdzielenia degradują nasze ludzkie życie.

W obecnej cywilizacji i kulturze zabrakło empatii ludzkiej, społecznej, relacyjnej, grupowej, bo pomimo, iż osobista wciąż istnieje w pojedynczych ludziach, to ginie gdzieś na stroni i uboczu. Pojedyncza śmierć ginie samoistnie, a liczna śmierć stała się dopuszczalna, gdy nas nie dotyczy. Stała się wprost medialna, stała się produktem sprzedażowym współczesności.

Jakże łatwo przychodzi ludziom mądrowanie się, narcystyczne ujawnianie i pokazywanie wszystkiego tego, co dawniej, jeszcze za czasów mojej młodości, nazwalibyśmy ze wstydem brakiem poszanowania godności człowieka i brakiem moralności.

Rzeczywistość świata, który stał się taki, a nie inny, niezależnie od woli społecznej, czyli większości ludzi, nie jest w moim pojęciu możliwy do zaakceptowania. Ludzie pragną żyć w spokoju z poczuciem bezpieczeństwa. Skąd więc biorą się wojny i nieprawości?

Na początku 2022 roku zajrzałam ponownie do tomików poezji Anny Świrszczyńskiej, pisząc esej związany z jej twórczością i życiem. Wzięłam w ręce poetyckie arcydzieło: tomik Budowałam barykadę. Czytałam i przeżywałam „wiersze małomówne”, jakby kierowała mną jakaś podskórna intuicja i… w tym momencie wybuchła wojna.

Rosja napadła na Ukrainę i „wiersze małomówne” stały się obecną teraźniejszością, ogarnęły opisem przeżyć wszystko to, co aktualnie się wydarza. Dogłębność opisu i przeżyć bezpośrednio wkroczyła w chwilę drapieżności wojennej. Stała się zbyt bliską, bowiem wszystko się zmienia, jednak człowiek pozostaje niezmienny w swych odczuciach, emocjach i przeżyciach.

Anna Świrszczyńska w 1974 roku o śmierci i cierpieniu ludzi podczas Powstania Warszawskiego, w którym uczestniczyła, napisała tak:

 

Jej śmierć ma szesnaście lat

Konając we krwi na bruku

skąd ma wiedzieć, że kona.

Jest tak szczelnie wypełniona młodością,

że nawet jej konanie jest młode.

Nie umie umierać. Umiera przecież

pierwszy raz.

 

Krótki opis i natychmiast pojawiająca się emocja. Czy czytając powyższe słowa, mamy wrażenie, że są nieaktualne? Nie. Te słowa są i będą wiecznie aktualne, dopóki będą istnieli ludzie.

Tak, to jest prawdziwa wiedza o człowieku. Tacy jesteśmy. Wiedzę tę trudno jest zaakceptować, ponieważ od wieków staramy się jako ludzie pokazać z tej lepszej, etycznej i kulturowej, strony. Jednak jak każda moneta (obol), mamy dwie strony. Pojawia się pytanie: na którą stronę zamierzamy przepłynąć? Co spotka nas wszystkich w niedługiej przyszłości? Za miesiąc, za pół roku, w przyszłym roku?

W ten właśnie sposób powstały MURKI DLA UKRAINY 2022, bezpośrednie relacje, aby pamięć o tych przerażających wydarzeniach żyła w nas ku przestrodze.

I płynęła jak krew. Dla jednych święta, dla innych ludzka i czerwona, dla innych błękitna czy niebiesko-żółta.

Potrzebujemy krwi w naszych żyłach, aby mogła poruszać nasze ciała.

Tym leżącym na polu chwały potrzebne jest już tylko zapewnienie płynące ze słów: „nic dwa razy się nie zdarza…” (Wisława Szymborska).

Dlatego szanujmy życie ludzkie, życie w ogóle.

 

Cytowane „murki” pochodzą z tomiku Posypana wiatrem (wydawnictwo Organon, 2022).

The post Maria Fraszewska, W rocznicę napaści Rosji na Ukrainę upamiętniające MURKI (24 lutego 2022 – 24 lutego 2023) appeared first on Pro Libris.

]]>
Żywia pod własną obserwacją. O sylwetce twórczej Marii Fraszewskiej https://prolibris.net.pl/kuleba-o-fraszewskiej/ Tue, 21 Feb 2023 15:00:06 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7077 Mirosław Kuleba

The post Żywia pod własną obserwacją. O sylwetce twórczej Marii Fraszewskiej appeared first on Pro Libris.

]]>

Mirosław Kuleba

Żywia
pod własną obserwacją

O sylwetce twórczej Marii Fraszewskiej

– Forma to objaw jedynie zewnętrzności – mówi.

– Cóż więc jest poezją? – pytam.

– Ja jestem poezją – odpowiada z uśmiechem.

– A kim jest Żywia? – dociekam.

– To ja.

– Żywia obnaża kamień w embrionie – i to ty? A więc jest tylko śmierć?

– Och, to straszny wiersz… Bardzo okrutny.

– Po co?

– To wyraz mojej wiedzy o życiu.

Nasze pierwsze spotkanie przed laty. Zgromadzenie lokalnych poetów i zwykłych literatów, w miejskiej książnicy. Profesor Jan Kurowicki, liryczny szyderca, który tam ozdabiał głowy wybranych wawrzynem, sprawiedliwie rozdzielając zaszczyty i litościwe recenzje, jej przyznał laur poza konkurencją. „Co tam poezja, patrzcie” – powiedział, kiedy do nas podchodziła. Później niczego nie mówił, lecz widziałem, że stracił swój święty spokój, który nagle zaczął z nim igrać.

Poezja przybrała postać cielesną, ukrytą pod brązowym golfem o grubym splocie i stosowną resztą. Lecz była tam domyślnie i każdy z nas, poetów i literatów, i profesor-poeta (który chwilowo jakby wypadł z gry w oddalane zbliżenia), intensywnie się jej domyślał. A ona, Poezja, patrzyła na nas pacierzami bławatków i uśmiechała się zagadkowo, tasując własne wawrzyny.

A kiedy rozdała je niesprawiedliwie, poskramiając na chwilę modliszki w głowie, dociekałem Poezji źródeł. Była szczodra, otworzyła zdroje, które wzbierały w wazonie, i ubrała niebo w obłoki. Roje słów w nie brała, więc szybko straciłem nadzieję na poznanie istoty rzeczy, kiedy oznajmiła:

jestem tak niezrozumiała że cały czas

poświęcam na zrozumienie

siebie

Żywiorys: Żywia jest blisko nieba

Kiedyś sporządziła eksplikację swego żywiorysu, którą nazwała rozwinięciem prywatnym tematu w hołdzie epoce baroku i ku chwale kontrowersyjnym działaniom w układzie interakcjonizmu symbolicznego. Ekscerpt z dni i nocy kobiety subtelnej i lingwistycznie złożonej został podzielony na akty (bez podtekstów), pierwszy zaś akt opowiadał o tym, jak odkryła ukryte wartości „słowa pisanego”.

Jako dziecko długo nie mogła zrozumieć, dlaczego ludzie mówią sobie: dzień dobry, ale nie przywiązują wagi do tego, aby był dobry, tym bardziej że właśnie jest wieczór. Odnajdywała rzeczywistość zawartą w zdewaluowanym słowie – życzeniu. Teraz, po latach, już wie, że według teorii Simmela treść słowa została włożona w formę. Ta forma stała się schematem. „Pierwotny przekaz – treść, zmienił znaczenie, ale nadal pełni rolę symboliczną, w procesach więzi społecznych przełamuje bowiem pierwszą barierę obcości” – zanotowała w swoim żywiorysie.

To wtedy uwierzyła, że w literach mieszkają bajki. Wpatrywała się w druk. Szukała w wyrazach podobnych znaczków i rozdzielała litery, wsłuchując się w ich brzmienie. Pierwszym słowem, które rozszyfrowała, był wyraz „stoi”, który napisała w wersji łączonej: „100-i”.

Był to czas dzieciństwa, kiedy przy sięgała gwiazd, najbliżej nieba. A może jednak bardziej

                na ziemi

                w zbliżeniu

Żywiorys: Żywia garściami rwie strumienie

W akcie drugim opisała swoją metafizyczną śmierć kliniczną, czyli związek małżeński. Z podtytułem: „Jak z niczego otrzymałam nic”. Miejscem akcji była granica wsi i lasu, leśniczówka pod Zieloną Górą. „Skrót akcji: rozkład organiczny z wykluciem – zarodkiem nowego pokolenia”.

W akcji aktu drugiego swoje role grały:

– stara służbowa leśniczówka, z pierwszym przygłuchym sąsiadem mieszkającym na dziesięć rzutów kamieniem, wszystko za cenę odejścia z miasta i złudnego poczucia wolności („a to był pierwszy krok ku śmierci”);

– dach nad głową, do ciągłego inwestowania;

– meble kuchenne za pożyczkę dla młodych małżeństw;

– meble do pokoju (samochód dostawczy zawraca spod sklepu, wyładunek loco leśniczówka);

– ziemia uprawna dzierżawiona od państwa plus sprzęt z PGR (od państwa, ale na czarno);

– przedpłata na „malucha” i utrata miesięcznie 1/3 zarobków jedynego żywiciela rodziny.

Scenopis:

– hodowanie drobiu jako forma dożywiania lisów i zdziczałych kotów;

– hodowanie świni jako forma znęcania się nad zwierzęciem;

– hodowanie królików, czyli uciążliwe zrywanie trawy i buraków pastewnych, aby się przekonać, że królika zjeść nie można (chyba że jest się służbowym jamnikiem);

– hodowanie baranów na kożuch i kilogramy wełny, aby dziergać do starości;

– uprawa przydomowego ogródka jako forma przepędzania czasu do przyszłości.

W finale akcji scenicznej ofiara leśniczego spektaklu zaczyna zadawać pytania. Rwać strumienie miast włosów na głowie.

Żywiorys: Żywia zrywa wiatr z ziemi

Nadszedł zatem czas na akt trzeci, który jeszcze nie był kulminacją, chociaż Poezja uwolniła wtedy obrazy uwięzione w szybach. W sferze lingwistycznej i personalnej. Akt o tytule „Granice graniczności, wahania i niekonsekwencje, aż…”, był czasem dojrzewania wyfruwających nasion płomieni. Odkryła, że

         ktoś kiedyś rozwiał wiatr

         na wieczną tułaczkę

Zrozumiała, że wiatr jest tym drżeniem, które przenika jej ciało, kruszy skały i wietrzy zło. I zdecydowała:

                wizerunek wiatru

                na kształt i podobieństwo twoje

                uwieszę u szyi

Żywiorys: Żywia ściąga klątwę na wodę

Nastało „Nowe Życie Na Granicy Transcendencji, Wielki Rok 1990”. Wszystko wielkimi literami. Akt czwarty, o treści: wybuch twórczości poetyckiej. Niewątpliwie kulminacja sztuki scenicznej pisanej przez męczennicę tęskną, rozpiętą na tęczowych kolorach ros łąki. Radosny wylot ku niebu, ciała składającego się z niebytu. W rejony, gdzie mogło się może ucieleśnić.

W scenie pierwszej znajdowała swoje miejsce, które nie ma brzegów ani kształtów, za to istnieje samo w sobie i w przestrzeni. Była to lingwistyka. Z rozmysłem rozbijała słowa na dźwięki.

Następna odsłona była poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: czy możliwe jest, aby świat skończył się w momencie powrotu do swojego punktu wyjścia? Kiedy tak się dzieje? Jeżeli na świecie rośnie obszar nieświadomości, to następuje proces regresji, powrót do mitologicznego chaosu. Metaforycznie: powrót świata do punktu wyjścia. W pierwotnym chaosie tylko chaos jest bytem, innych nie ma. Nie ma Poezji, która staje się zupełnie rozwiana.

Scena trzecia to zapis erupcji komunikacji alternatywnej. Przyjaźń z Totartem, który wydaje w śladowym nakładzie Rozmowy mruczącej kotki z mrukliwym kotem. W „Metafizyce Społecznej”, alternatywnym dodatku do „Tygodnika Literackiego” redagowanym przez Totart, drukuje swoje poezje z tomiku, którego pierwotny tytuł miał brzmieć wzburzająco „puszcza dziewicza bańki nosem”. We fragmentach emituje go Radio Zachód, jako Obwarzanków marzące wianki. Drukuje w zrodzonym w podziemiu awangardowym „brulionie”. W zielonogórskim wydawnictwie AND wydaje tomik o tytule połowicznie skomercjalizowanym Wio w snach, ktorego treść zostaje wyróżniona nominacją do Lubuskiego Wawrzynu. Tak, to właśnie wtedy profesor Kurowicki dostrzegł w niej dziewczynkę, która jeszcze nie zdziczała w dorosłość.

A przecież patrzył na to samo, co ja – bukorodzicę o leniwych ruchach kotki, w której usta wlewało się światło.

Na samotną amazonkę, którą zobaczył poeta zielonego eteru, Czesław Markiewicz, jak przemierza jędrność semantycznych wertepów.

Żywiorys: Żywia dotyka kamienia do żywego

Opis sytuacji w akcie piątym, nie ostatnim: wzniosła desperacja, poczucie swobody i realizowanie się w wolności wyborów, brak mieszkania, pracy, meldunku w mieście Zielona Góra, brak kogokolwiek bliskiego i brak możliwości powrotu do… Cel: zdobyć meldunek, pracę i mieszkanie, dać poczucie bezpieczeństwa swojemu dziecku.

Rozwój sytuacji: jest ktoś bliski i jest jego artystyczny alkoholizm, czyli z deszczu pod rynnę; jak niemoc zmienić w moc; na dnie – grupa wsparcia – punkt odbicia – w górę – oddech i na wierzchu. Praca w firmie wysyłkowej (oszukiwanie, dla chleba: wielokrotne wpisywanie tych samych danych do bazy adresowej oraz stosowanie nadmiaru znaków, kropek, spacji; przy okazji praca na czarno, czyli wpisywanie adresów korzystając z komputera oszukiwanej już firmy). Dziennikarstwo, współpraca z lokalnymi tygodnikami i komputerową agencją prasową, zarobkowanie do określonych kwot, aby ominąć PIT-y, przy jednoczesnym zarejestrowaniu w urzędzie pracy jako bezrobotna (korzyści: ubezpieczenie zdrowotne i przedłużona wypłata zasiłku na dziecko). Literatura. Stała praca. Mieszkanie.

Dogłębnie gnębiące lata transformacji na kapitalizm. A wokół szklił szczaw traw, a w głowie, oprócz modliszki, miłowiosna w lilosnach.

Krajobraz wewnętrzny

Jest wytrawnym analitykiem swej wrażliwości, rozpiętej w nieogarnionej przestrzeni słowa. Sama powiedziałaby: analityczką. Zawsze z naciskiem na żeńską formę. Jest socjolożką i psycholożką, i pedagożką-moralizatorką (ja wolałbym analityka, gdyż, jeśli miałbym na chwilę pójść jej ścieżką, jaki widok znajdę po rozbiorze analityczki na części?).

Cały czas jest pod swoją obserwacją. „Świadomość samej siebie zapewnia mi intensywność przeżyć. Moje tu i teraz jest rozległe. Moja przestrzeń życiowa jest zależna ode mnie, od mojej świadomości tej przestrzeni. Jestem tu i teraz skutkiem przeszłości, a bramą ku przyszłości, progiem, który wciąż się przekracza. Najpierw bowiem przekraczamy granice w sobie. Pragniemy, a więc aby pragnienie zaspokoić, zakreślamy własną drogę prowadzącą do celu. Tego rodzaju rozumienie jest według mnie schematem – ruchomym. Z samego znaczenia semantycznego pojęcia schemat wynika, że jest to fotografia, czas i przestrzeń zatrzymane.

Schemat ten realizuje się w byciu – w przeżywaniu i działaniu tu i teraz z odniesieniem w jutro i z wiedzą przeszłości. To, co pozostawiam, jest przeszłością.

Istnieje zależność pomiędzy poczuciem wolności, świadomością i wyborami decyzyjnymi (moje JA jako wyznawca interakcjonizmu symbolicznego). Budowanie własnej tożsamości trzeba zacząć od stwierdzenia własnego języka, aby podać swoją definicję bycia w świecie. Człowiek stworzył z marzeń, z wyobraźni, z chęci polepszenia, udogodnienia życia, wdarcia się w los – systemy językowe, nowe wzory zachowań powstały na tej właśnie bazie. Język tworzy środowisko, ale też odrębny świat.

Widzenie życia, odbieranie i przekaz, jego interpretacja, możliwość zrozumienia, a więc też odnalezienie, potwierdzenie własnego życia (czyli proces samoświadomości) staje się możliwe poprzez mówienie. Opowiedziałam więc swoją historię. Stworzyłam też swój świat, opisałam go i przedstawiłam, wyciągnęłam z mroków podświadomości (lub nieświadomości) na światło dzienne. Tak naprawdę nie wiem, czy jestem twórcza, czy tylko odtwórcza, gdyż jeśli formy mam już w sobie, to jedynie wyciągam je z siebie i układam na swoje »potrafienie« (wobec takiego rozumowania szala przechyla się na: twórcza), na swoje możliwości, określone przez granice intelektu i emocjonalności, i na teraz, czyli w tym momencie, który zresztą już przestał istnieć.

To właśnie jest nasze ludzkie wieczne »wio w snach«. Sam tytuł zawiera informację o istnieniu. Wiosna, ruch i sen, przemijanie jako twórcza wartość życia. Co nas gna ku życiu? Nieświadomość? Wewnętrzny pęd, wieczne odradzanie, zieleń, odpoczynek, działanie, istota sensu jednostkowego? Zagłębiam się w czymś, do czego nie ma już szans powrotu, żyjąc tworzę kolejną odległość, która mnie oddala od początku. Mojego początku życia – ale to wciąż może być początek czegoś innego, innego życia, nowego dnia. Oddalamy się, ale i szukamy własnych korzeni, brniemy do początku. Ja znajduję go na drodze kształtowania się języka.

Żywi-ja

– Możesz to powiedzieć jeszcze raz? Jak do przyjaciela, nie ucznia?

– Mogę:

         żyję

         pod sklepieniem

         się w sobie

         żywię uczucia

         żywię się

         zajadam

         żywię psa i ogród

         żywi się mną

         żywioł

         oddycham chmurami

– Ale nawet jeśli opisuję słowem swoje uczucie, to nie zamykam się w swoich granicach – dodaje zaraz, jakby się bała, że ten wiersz będzie dla niej zbyt ciasnym mieszkaniem.

Wiolonczela twoich warg

Znalazłem jej wiersz, w którym wiolonczel grad cmentarzy drewno niewieścich warg.

– Tak naprawdę został tu opisany stan emocjonalny – wyjaśniła.

– Dosyć nieprzyjemna wizja. Sepulkralna. Drewno niewieścich warg… – protestuję.

– Najbardziej dominującym uczuciem związanym z bytem jest lęk. U podłoża każdego zachowania jest lęk, uświadomiony czy też nie. Ciemność prze. Prze konanie.

– Piszesz wiersze ze strachu?

– Piszę, bo się boję, że zostanę przemilczana. Że prze milczę, nie doznana. Nabieram ważności dopiero wtedy, kiedy mnie dostrzeżesz. Zaspokajam swoją potrzebę bliskości, gdy powierzam ci moją samotność.

– Podając mi wiersz? To wystarczy?

– Sprawna żonglerka słowem jest często początkiem drogi do osiągnięcia celu – uśmiecha się. – A służy ona do rozpoznania problemu. Jest narzędziem, lustrzanym odbiciem, parafrazą, jest początkiem wyjścia z chaosu, toruje drogę myśli, jest manewrowaniem.

– A ja pod tą nawałą, bezbronny…

– Każde użycie słowa już jest manipulacją. Wpływam na twoje emocje. Reagujesz.

– Czytając, mam podążać za tobą, czy do ciebie? – pytam, bo to ciągle niejasne.

Odpowiada:

                wyrzuć na brzeg

                palce aby ukołysały dłonie

Zasypia

Czuje, jak horyzont leży przytulony jednym policzkiem do ziemi. Uchem słucha jej tętna. Czas, wielki jak zając, czyni skoki w przestrzeni. „Nigdy” jest dla niej uroczym słowem, oznacza, że istnieje coś takiego jak „zawsze”. Ona nie jest z kamienia, nie może obruszyć się i osypać jak piasek. Zaledwie może urodzić śmierć i wiarę w słowa.

Pisze, że ziemia potrzebuje snu. Jedynie horyzont dba o ziemię, układa ziemię do snu. Tuli… tuli i ściska. Jak podejrzewa, może się okazać, że ziemi jest za ciasno w jednym miejscu. Horyzont ją tak opina, że brak jej tchu do kolejnych skrętów i okrętów. Gdyż okrętami ziemia płynie w kierunku snu. Chwiejnie masztem zaglądając do nieba.

Nie pamięta, która chwila składa się ze snu, a który sen z chwili? „Zmyślam, więc jestem. Konfabuluję, mogę pofrunąć daleko, a mogę też przysiąść na najbliższej gałęzi rozłożystego drzewa. Tak na wszelki wypadek. Gdybym się tak kiedyś rozgałęziła, wydłużyła i przeniknęła gdzieś w nieznane przestrzenie, na wszelki wypadek, zależny od przypadku…”

Rankiem znów może wyjść na ulicę. Biegiem na ulice! Dzień wstał, niezależny i piękny. Zaskoczenie rozchyla swą nagłość. Rozpina skrzydła namiotu chwili. Chwila brnie w chwilę. I za chwilę przeminie. Dzień tańczy przed nią, ponętnie kołysząc biodrami.

„Nie, nie, zacznę od skradania się. Będę szła powolutku i wszyscy ludzie będą patrzeć na mnie. Wszyscy ludzie. Nawet tam, w tłoku, wśród obcych i nieznanych mi ludzi nie ukryję swej samotności. Uczucie to zostanie tam wzmożone. Najprościej jest zabrać w drogę sam oddech.

Nie istnieje nic. Istnieje wszystko. Ale tylko to, co jest w tobie”.

Pieśń dla Mirona

– Kochany Mironie, męczysz się, masz swoje… – zaczyna z czułością, acz niepewnie.

Ja słucham. To muzyka dla Mirona. Tom Waits tonie w szklance whisky.

– Kochany Mironie… Kołyszę ku tobie moje mylne wzruszenia.

Muzyka, muzyka, Tom Waits charczy na szubienicy.

– Taki traf ci się. Zagubiłam się do ciebie.

Umarł. Nowa szklanka: żyje.

– Uciekłaś.

– Wiedziałam, że to jeszcze nie jest ten czas.

– Ciągle uciekasz.

– To czas ucieka. Kiedy mówię „jestem”, już byłam. Ale też kiedy mówię „jestem”, to dopiero będę.

– Która z nich jest teraz ze mną?

– Ta, której dotykasz. Dotknij mnie. Do tykaj…

* * *

– Kim więc jest Żywia? – pytam, bo nigdy nie wiem, czy mówi do mnie wierszem, czy sobą.

– Żywia jest obłokiem.

– A może zejść na ziemię?

– Żywia jest mną w obłokach, jeśli jesteś ze mną.

The post Żywia pod własną obserwacją. O sylwetce twórczej Marii Fraszewskiej appeared first on Pro Libris.

]]>
A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji prof. Dutki i… https://prolibris.net.pl/a-to-juz-historia-sprzed-prawie-trzydziestu-lat-wspomnienie-uniwersytetu-poezji-prof-dutki-i/ Sat, 10 Dec 2022 09:29:05 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=5240 Maria Fraszewska

The post A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji prof. Dutki i… appeared first on Pro Libris.

]]>

Maria Fraszewska

A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji, prof. Dutki i…

Historia, czyli przeszłość odtworzona w obecnej rzeczywistej chwili, staje się wartościowsza poprzez wiedzę o danej osobie dziś. Dwie poniższe rozmowy przeprowadziłam podczas spotkań poetyckich organizowanych przez Uniwersytet Poezji, który powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów działającego w Zielonej Górze w latach 1995-98. Rektorem Uniwersytetu Poezji był prof. dr hab. Czesław Dutka, wielki miłośnik pięknego słowa, filolog specjalizujący się w historii i teorii literatury, metodologii badań literackich i socjologii literatury. Rzeczywisty Rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, ponieważ przed powstaniem Uniwersytetu Zielonogórskiego takowa właśnie funkcjonowała na terenie Zielonej Góry.

Połączenie poezji i socjologii i mnie nie jest obce, a wręcz bardzo bliskie. Socjologia literatury jest dziedziną wiedzy łączącą socjologię, filozofię i literaturoznawstwo. Uniwersytet Poezji był przestrzenią, w której spotkać się mogły różne szkoły pisarskie i różne środowiska literackie. Inicjatywa nie przetrwała długo, jednak sądzę, że była pozytywnym przejawem formy otwartej mogącej spowodować rozwój różnorodności form poetycko-literackich.

Bardzo ciepło wspominam pana Profesora Czesława Dutkę, a i on zwracał się do mnie z wielką atencją, używając słów: „nasza poetessa”. Profesor w sposób szczególnie dystyngowany pojawiał się na spotkaniach, prowadząc rozmowy z zaproszonymi wykładowcami i poetami. Tak właśnie wryła mi się w pamięć postać Profesora. Osobowość z wiedzą i wrażliwością socjologiczną, człowiek mający świadomość, że znać twórczość pisarską należy w połączeniu z osobistym poznaniem tych piszących. Bowiem, aby poznać sens dzieła, istotne jest poznanie biografii twórcy. A komunikacja wynikająca z bezpośredniego kontaktu dodaje specyficznego kolorytu w trakcie czytania.

Profesor Czesław Dutka siedzi oparty w garniturze. Obok niego ubrana na czarno Maria Fraszewska. Zdjęcie jest czarno-białe.

Starszy pan z białą głową owianą bujną czupryną, bo jego siwizna miała odcień biały, z szacunkiem odnoszący się do rozmówców, zainteresowany działaniami i ludźmi kultury naszego środowiska. Wtedy, kiedy rozmawiałam z Profesorem, byłam młodą i nieopierzoną poetką w trakcie twórczego rozwoju. Teraz nie mam już możliwości dogadania wielu tematów. Pamiętam jednak, że Profesor bardzo ubolewał nad faktem, że ówcześni młodzi ludzie nie znają nawet tych istotniejszych tytułów czasopism artystyczno-poetyckich. „Wyganił” ich więc z sali wykładowej wprost do biblioteki, żeby pomyszkowali.

Spotkania Uniwersytetu Poezji odbywały się z reguły w godzinach okołopołudniowych i trwały do późnych godzin wieczornych w soboty i bywało, że także w niedzielne przedpołudnia. Oprócz wystąpień poetów w formie wieczorków poetyckich, odbywały się także wykłady z zakresu literatury pięknej, które prowadzone były przez znanych krytyków ówczesnych czasów. Można było również zakupić tomiki poezji czy pozycje krytyczno-literacko-naukowe, napisanych przez zaproszonych gości. Przez kilka lat działalności Uniwersytetu Poezji przewinęło się wielu znanych poetów, pisarzy, literaturoznawców czy wykładowców uczelnianych.

Jan Styczeń, Prof. Czesław Dutka i Urszula Benka pozują do zdjęcia.

Zajęcia Uniwersytetu Poezji odbywały się głównie w trzech zaprzyjaźnionych miejscach: w salach na urokliwym pięterku Zielonogórskiego Domu Kultury, obecnego RCAK przy ul. Sienkiewicza – Poddasze Poetów; w klubokawiarni Kawon oraz w dużej sali biblioteki wojewódzkiej, obecnie Sali im. Janusza Koniusza.

Wśród cenionych i lubianych poetów znaleźli się również Urszula Benka oraz Janusz Styczeń. Ich twórczość do szpiku kości, czyli słów, nawiązuje do tajemnic nieprzebranych i nieokiełznanych jasnym rozumem. Stwarza świat poezji pełen tajemnic i pierwotności czarownych.

Wśród cenionych i lubianych poetów znaleźli się również Urszula Benka oraz Janusz Styczeń. Ich twórczość do szpiku kości, czyli słów, nawiązuje do tajemnic nieprzebranych i nieokiełznanych jasnym rozumem. Stwarza świat poezji pełen tajemnic i pierwotności czarownych.

Z obojgiem przeprowadziłam rozmowę o ich twórczości, życiu i wydanych wówczas tomikach poezji. Był 1996 rok, może 1997… Rozmawialiśmy najprawdopodobniej w przytulnych okolicznościach pracowni tkackiej w dzisiejszym RCAK-u. Najprawdopodobniej, ponieważ pamięć jest zawodna. Na kartkach spisanego wywiadu nie pozostawiłam daty, jednak wiele sugeruje wydana przez poetkę Urszulę Benkę w 1995 roku książka poetycka, do której nawiązuje rozmowa. Przeglądając stronice z wywiadem, doszłam do wniosku, że nie stracił on w swej treści ani na aktualności, ani ważności. A nawet stanowi ponadczasową wartość polegającą na tym, że odkrywa pewne tajemnice związane z procesem twórczym. O czym myśli poeta podczas pisania
i o co chodzi w tym pisaniu. W wypowiedzi Janusza Stycznia zaglądamy w zakamarki pragnień męskich. Warto pamiętać, a żeby pamiętać, należy najpierw dowiedzieć się, jak to było przedtem, za czasów polskiej komuny i na przełomie prowadzącym do polskiej demokracji.

Z punktu widzenia socjologii rozmowy te stanowią dokument pewnego rąbka rzeczywistości społecznej i historycznej. Od jej przeprowadzenia minęło trzydzieści lat, a ocena myślenia polskiego nie wyszła poza kanon. Jesteśmy jako społeczeństwo tacy, jak byliśmy wtedy i zapewne przed wiekami i jeszcze przedtem.

Wywiady te nie były dotąd nigdzie publikowane.

J.Styczeń podczas uroczystości 30-lecia obchodów pracy twórczej

Rozpustna bogini życia i śmierci

Rozmowę z Urszulą Benką, poetką, dziennikarką, autorką tomików poetyckich (Chronomea, Dziwna rozkosz, Nic, Perwersyjne dziewczynki, Ta mała Tabu i w 1995 roku: Córka nocy), przeprowadziła Maria Fraszewska w 1996 roku, dostosowując się do tamtych okoliczności, wydarzeń i sytuacji.
Co było powodem twojego wyjazdu do Ameryki?

Wyszłam za mąż. Mieszkałam w Paryżu, tam się poznaliśmy. Mąż mieszkał w Stanach. Kusiło mnie zobaczenie Ameryki.

 

Tam wyrosła Córka nocy?

W Córce nocy jest parę wierszy z 1991 roku, pisanych przed wyjazdem. W Nowym Jorku prawie wcale nie pisałam wierszy.

 

Jak więc spędzałaś czas?

Prowadziłam dom, wychowywałam córkę, współpracowałam z polskimi pismami, z „Nowym Dziennikiem”, z „Kurierem”. Pisałam na zamówienie do „Akcentu” i wrocławskiego „Formatu”.

 

Czy po powrocie dość szybko przestawiłaś się na polski grunt? Co sprawiało ci trudność?

Ciężko było mi złapać kontakt z ludźmi. Dołożyły się moje kompleksy oraz nabyte na Zachodzie nowe nawyki, zachowania i spojrzenie na rzeczywistość.

 

Co najbardziej uderzało wówczas w Polsce?

Uderzająca była powszechna frustracja i brak porozumienia w najważniejszych sprawach.

 

Czy w twoim odczuciu Polska różni się bardzo od państw zachodnich?

Te różnice odczuwam do dzisiaj [1996 r. – dopisek MF]. W Stanach i we Francji jeśli jest dyskusja, to ogranicza się do ustalonych ram. Francuzi nie rozważają takich spraw jak miejsce kultury w kraju ani czy ostatnie 50 lat miało sens. Wiadomo, że miało. Dyskutuje się o sprawach ważnych dla granic, a nie o wyjściowych aksjomatach. Ustrój, model gospodarki, autorytet państwa, kultura nie są podważane. W Polsce uderzyło mnie to, że część ludzi z dużą słusznością podważała takie najbardziej elementarne pryncypia. I szkoda, że od razu na fali jakiegoś uniesienia wolnością nie doszło do jednoczesnych ustaleń. Kultura europejska, w moim odczuciu, czuła się bardzo zagubiona. W urynkowieniu i mechanizmach rynkowych upatrywano zrozumienia dla subtelnych potrzeb inteligencji, środowisk twórczych i szarego konsumenta.

 

Wygląda na to, że lubisz podróżować, bo teraz kuszą cię Himalaje.

Miał to być wyjazd do Indii. Zdecydowałam się jednak na Grecję. Nie muszę rozstawać się z córką, która ma siedem lat i lepiej ode mnie zna mitologię grecką. Zaproponowano mi centrum Indii, straciłam ochotę na podróż, gdyż nie lubię tropików. Zamiast w Himalaje pojadę do Grecji. Klimat śródziemnomorski dobrze mi robi. Mieszkałam jakiś czas pod Niceą. Tamtejszy klimat również w sensie metaforycznym bardzo mi sprzyja.

 
Wracając do teraźniejszości – czym dla ciebie jest wrażliwość kobieca?

Mężczyźni też ją mają. Świadomość męska obrazuje wszystkie przeciwieństwa i granice, natomiast żeńska – to jest nasza autonomia. Myślenie żeńskie zawiera męskie i coś jeszcze. Wrażliwość kobieca harmonizuje, łagodzi i tonuje. Zapytaj mężczyznę: co było najpierw: kura czy jajko? A zobaczysz, co z tego wyniknie.

 

Co może wyniknąć?

Odpowiedz, co było najpierw?

Ani jedno, ani drugie.

Mężczyzna odpowie, że albo jedno, albo drugie.

 

I gotów jest iść w bój, aby potwierdzić rozwiązanie problemu.

To skrajność mężczyzn.

 

Doktoryzowałaś się na Uniwersytecie Wrocławskim z Sienkiewicza. Nie zaskakuje mnie to, gdyż Ogniem i mieczem aż fosforyzuje magią, czarami i dziwami ziem błotnych.

Dużo w tym było przypadku. Ale też jest faktem, że odkąd pamiętam, wracam do Trylogii. To była książka mojego życia. Tam język ma wielką magię. W moim odczuciu jest to język liturgiczny i wyraża bardzo głęboko tkwiące przeświadczenie polskiej kultury. Tam właśnie język potrafił unieść w całym pięknie treści, na które ciągle nie jesteśmy intelektualnie gotowi i być może nie posiadamy do nich adekwatnych terminów. Moja praca doktorska najpierw miała się zająć wąskim zagadnieniem charyzmatyczności władzy św. Pawła w Quo vadis, w kontekście tego, co pisał Roger Caillois. Nagle zdałam sobie sprawę, że Trylogia jest o wiele wdzięczniejszym materiałem, gdzie Sienkiewicz niczego nie podporządkowuje jakiejś naukowej ideologii. Kniaź Jeremi gdzie tupnie, tam drwa lecą. To są struktury baśni. Śmierć przed nim biegnie i kosą dzwoni, to są struktury religijne.

Spoza doczesnego świata, jak rozumiem. A przecież i twoją poezję charakteryzuje się jako „spoza świata” i „demoniczną”, czyli: „rozpustną boginię życia i śmierci”. Ta bogini jest tobą czy Poezją?

Nie ma poezji beze mnie. Myślę, że każdy nią jest w jakiejś formie. Kiedyś religia ją sankcjonowała.

 

Na szczęście czarownic nie pali się już na stosach. Dziękuję za rozmowę.

U źródeł tajemnicy

Rozmowę z Januszem Styczniem, poetą, dramatopisarzem i prozaikiem, przeprowadziła Maria Fraszewska.
Uniwersytet Poezji świętuje dzisiaj 30-lecie twojej pracy twórczej.

Uroczystość wzruszyła mnie.

 

Jak to jest przez tyle lat pisać poezje?

Tworzyć poezję to wciąż szukać siebie. Dochodzić do istoty Tajemnicy, która jest nie do zgłębienia. Tajemnica jest we mnie i poza światem.

 

Jak to robisz?

Poprzez interpretację głębinową.

 

Od kiedy odkrywasz Tajemnicę?

W dzieciństwie chciałem być malarzem albo prozaikiem. Chciałem pisać powieści kryminalne. Pasja do malarstwa przeszła mi w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy musiałem malować temat zadany, jakiś wazon czy szafę. A ja malowałem to, co uważałem za stosowne. W szóstej klasie napisałem powieść przygodową. Moimi ulubionymi autorami byli Curwood, Verne i Cooper. Najbardziej spodobała mi się scena, w której bohaterzy powieści znaleźli w opuszczonej chacie dwa kościotrupy zwarte w walecznym uścisku. Jak się okazało, żywi właściciele walczyli o kawałek kory brzozowej, na której był tajemniczy szyfr. Uwielbiałem w dzieciństwie pismo „Świat Przygód”, póki nie zostało zlikwidowane jako eksperyment amerykańskiego imperializmu. Ale najbardziej ulubioną powieścią była Wyspa skarbów Stevensona. Mimo stalinizmu ta klasyka młodzieżowa była wtedy wydawana. Chociaż do szkoły przychodzili aktywiści i wygłaszali pogadanki, abyśmy nie czytali Curwooda, Londona, Stevensona i Coopera. Od dziecka wiedziałem, że na kilometry trzeba się trzymać od polityki. Dano nam do czytania lekturę Numer 16 produkuje. Nie skończyłem pierwszego rozdziału. Wolałem moich pisarzy zachodnich. Curwood i Stevenson nauczyli mnie poczucia tajemnicy. I poczucia dziwności istnienia. Wujek, ksiądz, dał mi do czytania Młodzieńca dobrze wychowanego. Przez to również nie mogłem przebrnąć.

 

W jaki sposób przetwarzasz prywatność w sztukę?

Prywatność przetwarzam w symbole i dzięki temu odnajduję Istotę. W moim poemacie Roztargniona profanacja, zamieszczonym w listopadowej „Odrze” [z 1995], mężczyzna usiłuje złapać kobietę na lasso i ją spętać. Jest to projekcja sytuacji mojego ojca pętającego moją matkę, co obserwowałem od dzieciństwa. Wyrażenie wprost tego tematu byłoby nieudolne. Nie spowodowałoby sięgnięcia do źródła takiej postawy. W Przyczynie jest wiersz Zabłocona bielizna. Mężczyzna usiłuje przenieść kobietę  przez kałuże błota. Ale to błoto dostaje się na bieliznę owej kobiety, bo zbyt mocno stąpnął na błoto.
Jest to projekcja sytuacji działań mężczyzny wobec kobiety, kiedy to mężczyzna jednocześnie pragnie zanurzyć kobietę w błoto i przenieść ją ponad tym błotem. Jeszcze – pragnienie erotyzmu z kobietą jak z ladacznicą, a jednocześnie pragnienia, żeby ta kobieta była ladacznicą tylko dla tego mężczyzny. Jest to stary archetyp mężczyzny oczekującego od kobiety ladacznicy dla siebie i dziewicy świętej dla innych. Wiersz ten powstał z moich doświadczeń.

 

Autentycznych kobiet?

Konkretnych kobiet.

Czy to znaczy, że najpierw kobieta rodzi się w wyobraźni mężczyzny?

Model kobiety jest przymierzany do takiego modelu kobiety, którą mężczyzna spotyka w życiu.

 

Co daje kobieta poecie?

Kobieta daje zmysłowość natchnienia.

 

Co w kobiecie działa na ciebie?

Włosy, głos, biust, zapach i jej aura.

 

Twoją poezję określa się jako surrealistyczną, a wymieniłeś rzeczy konkretne.

Etap surrealizmu zostawiłem już za sobą. Moje wiersze są teraz bardziej symboliczne. Kiedyś były bardziej znane i dostępne, teraz nie są w ogóle znane.

 

Czy uważasz się za badacza mrocznych zakamarków duszy ludzkiej?

Jak najbardziej. Interesowało mnie to od dziecka. Na wakacjach po drugiej klasie podstawowej przeczytałem Lillę Wenedę, czym wywołałem zachwyt mojej matki, wielbicielki Słowackiego. Przeżyłem szaleństwo i nienormalność tego dramatu. Myślałem, jak coś tak nienormalnego może być tematem autora będącego wieszczem? Wiedziałem, że będzie mnie fascynowała Sztuka tak nienormalna jak Lilla Weneda. A jednocześnie widziałem rozrzut między tekstami a autorami tych tekstów. Najbardziej szokował mnie św. Jan Gwalbert ukazany tu jako karykatura. Lilla Weneda zamknięta w pokrowcu harfy, to też było coś szokującego i nienormalnego. Lilla Weneda była dla mnie tak sensacyjna i kryminalna jak Curwood, London czy Cooper. Nosiłem ją w sobie przez lata. W szóstej klasie szkoły podstawowej przeczytałem Edgara Poe Żabi skoczek. Ojciec pożyczył tę książkę z biblioteki.

 

Cóż po poecie w marnych latach dziewięćdziesiątych?

To jest prawda. Nadal są żądania, żeby poeta był politykiem, co jest zabójstwem dla sztuki. Sztuka powinna być oparta na dziwaczności Istnienia. Nawet Mickiewicz i Słowacki są fascynujący w swoim wyobcowaniu i nienormalności, a nie z powodu swoich polityk, które to polityki prowadziły ich w ślepy zaułek. Mickiewicz wydawał komunistyczną „Trybunę Ludu” i spalił część swojej twórczości. Polityka jest zabójstwem dla sztuki.

Dziękuję za rozmowę.
Wykonany ołówkiem szkic kobiety. Stoi prawym bokiem, spogląda w prawo namiętnie. ma odsłoniętą prawą pierś.

The post A to już historia sprzed prawie… trzydziestu lat. Wspomnienie Uniwersytetu Poezji prof. Dutki i… appeared first on Pro Libris.

]]>