Odszedł Henryk Szylkin, piewca Kresów

Ewa Mielczarek

 

Odszedł Henryk Szylkin, piewca Kresów

 

 

Z przykrością przyjęłam informację o śmierci nestora poetów lubuskich Henryka Szylkina. Odszedł 16 stycznia 2022 roku. Był bardzo popularny w środowisku literackim, przez lata mieszkał i tworzył w Zielonej Górze. Urodził się 1 listopada 1928 roku w zaścianku Santoka koło Wilna i to właśnie Wileńszczyzna była ukochaną krainą, opiewaną w twórczości. Szylkin pochodził z rodziny o długim patriotycznym rodowodzie. Uczęszczał do szkoły w Rymkach i Nowo Święcianach. Po repatriacji zamieszkał w Nowej Soli, gdzie ukończył liceum ogólnokształcące dla pracujących. W latach 1952-1958 studiował polonistykę, najpierw w Wyższej Szkole Pedagogicznej we Wrocławiu, później na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez szereg lat był nauczycielem języka polskiego w ogólnokształcących szkołach średnich w Zielonej Górze. Pierwsze próby pisarskie podejmował jeszcze na studiach, a jako poeta debiutował na łamach tygodnika „WTK” w 1954 roku. Był poetą, prozaikiem, członkiem Pisarzy Polskich w Poznaniu. W latach 60. ubiegłego wieku przystąpił do oddziału lubuskiego Związku Literatów Polskich. Na poetyckim koncie Henryka Szylkina znajduje się kilkadziesiąt tomików poetyckich. Realizował się również jako redaktor i wydawca (poetycka seria polskich poetów zamieszkałych na Wileńszczyźnie, współautor kilkudziesięciu antologii poezji i prozy wydanych w kraju i za granicą). Był laureatem prestiżowych nagród (m.in. Lubuska Nagroda Kulturalna 1979, dwukrotnie pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim w Świdwinie 2004, 2006). Wielokrotnie współpracował z zielonogórską książnicą, wydając książki i organizując spotkania literackie. W 2008 roku, sumptem Biblioteki Norwida, ukazała się Księga Jubileuszowa Henryka Szylkina w 80. rocznicę urodzin i 50. rocznicę pracy twórczej poety pt. Jesienna księga losu. W 2016 roku poeta został uhonorowany dyplomem honorowym Lubuskiego Wawrzynu Literackiego za całokształt twórczości. Jego wiersze były tłumaczone na język białoruski, litewski, łotewski, niemiecki, rosyjski i ukraiński.

 

U schyłku ubiegłego wieku, po przeprowadzce z Dolnego Śląska lokowałam się dosłownie i mentalnie w nowym miejscu na ziemi, w niewielkiej wiosce pod Zieloną Górą. Nie podejrzewałam wtedy, że przyjdzie mi ściśle współpracować z ludźmi, którzy zostali przeniesieni z Kresów Wschodnich, pioniersko zasiedlając Ziemię Lubuską. Wśród tych osób niepoślednią rolę zajmował Henryk Szylkin. Poznałam Go, pracując w RCAK w Zielonej Górze, w Dziale Informacyjno-Wydawniczym. Nieświadoma w owym czasie Jego popularności w środowisku Kresowiaków podjęłam wydawniczą rozmowę, w trakcie której usłyszałam barwną epicką historię o życiu, zaawansowanym wieku mojego rozmówcy, korzeniach kresowych, o uwielbieniu Santoki, z której się wywodził i czerpaniu inspiracji twórczej z okresu dzieciństwa. Ten, wówczas, siedemdziesięcioparolatek wyglądał bardzo stylowo. Był dość wysoki, schludnie przyodziany w nieco staroświecki garnitur, w eleganckim kapeluszu, z nieodłączną laseczką w dłoni. Pan Henryk wyciągnął ze sfatygowanej siatki rękopis książki poetyckiej, którą zamierzał opublikować. Starannie skreślonym, choć już lekko rozedrganym charakterem pisma napisał kilkadziesiąt stron wierszy, który po przepisaniu i zredagowaniu wydaliśmy sumptem RCAK w tomiku zatytułowanym Sosny i kamienie. Miało to miejsce w 2001 roku. Doskonale pamiętam słowa Pana Henryka, który stwierdził, że to prawdopodobnie jego ostatnia książka i powiedział, jak bardzo zależy Mu na tej publikacji. Z niepokojem opowiadał o swoim pogarszającym się stanie zdrowia, także o problemach z pozyskaniem potencjalnych sponsorów, chętnych do sfinansowania Jego poezji. Sądziłam, że to literacki finisz działań santockiego barda. Tymczasem…

 

Niespełna rok później zgłosił się z następnym materiałem, z którego zredagowałam Mu kolejny tomik. Tym razem były to wiersze zebrane w książce poetyckiej Krzyże i kurhany (Zielona Góra 2002). Podobnie, w 2003 roku, Pan Henryk, będąc wciąż w znakomitej formie psychofizycznej (choć twierdził zupełnie co innego), dostarczył teksty, które odnalazły swe miejsce w książeczce zatytułowanej Gniazda pamięci.

 

Później, w Pro Libris – Wydawnictwie Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze miałam kolejne twórcze spotkania z poetą Henrykiem Szylkinem. Tym razem, wraz z dr Dorotą Szagun opracował publikację pn. Polskie pióra znad Wilii. Bibliografia polskich współczesnych pisarzy Wileńszczyzny 1985-2005, wydanie drugie rozszerzone, Zielona Góra 2005. Miałam okazję współpracować z Poetą jeszcze kilkakrotnie. W 2005 roku wydałam Panu Henrykowi tomik poetycki Powroty krajobrazów, natomiast w 2008 opracowaliśmy Jesienną księgę losu. Księgę jubileuszową Henryka Szylkina, w ramach ważnego projektu, który wiązał się z 80. rocznicą urodzin oraz 50. rocznicą pracy twórczej Poety.

 

W tych rocznicowych okolicznościach miałam okazję jeszcze parokrotnie rozmawiać z autorem. Pan Henryk najczęściej wracał pamięcią do obrazów Wileńszczyzny, ukochanej przez siebie Santoki, rodowego gniazda. Wspominał. Były to słowa miłości i szacunku do rodzinnej ziemi, które – dzięki uzdolnieniom literackim – zawarł w bardzo obszernej twórczości.

 

Był aktywny, twórczy, niezwykle operatywny i przedsiębiorczy – niespokojny duch w lubuskim i ponadlokalnym środowisku kulturotwórczym. Wielokrotnie wyjeżdżał w rodzinne strony, organizował własne spotkania autorskie, ale również wspomagał i uczestniczył w imprezach autorskich pisarzy litewskich, także polskich tworzących na Litwie. Miałam też sposobność uczestniczyć w bardzo intymnej chwili, kiedy to Pan Henryk zwierzył się, że planuje już ostatnią podróż do Santoki, ponieważ wiek będzie mu wkrótce uniemożliwiał dalsze wyjazdy. Ku mojemu zaskoczeniu poprosił, abym towarzyszyła mu w tej sentymentalnej podróży jako kronikarz eskapady i kierowca. Byłam zaszczycona tą propozycją, jednak – z wielu przyczyn – nie doszło do jej realizacji. Ubolewam do dziś, że nie doszła do skutku.

 

Z bibliografii Henryka Szylkina wynika, że przez kilka następnych lat wydał jeszcze trzy tomy poetyckie: Wiersze rozproszone (2009), Listy szczerej pamięci (2010), Strzały pod Łuknem (2013). Łącznie Jego spuścizna zamyka się 53. publikacjami książkowymi, stawiając Poetę w gronie najczęściej wydawanych poetów lubuskich.

 

W ostatnich latach spotykaliśmy się zaledwie epizodycznie, m.in. podczas uroczystości nadania Poecie dyplomu honorowego Lubuskiego Wawrzynu Literackiego za całokształt twórczości w 2016 roku, czy coraz mniej licznych wydarzeniach kulturalnych z Jego udziałem. W ostatnich latach życia Poeta wycofał się z wszelkiej aktywności.