Tym razem poetycko w Cafe Noir

Anna Madaj

Tym razem poetycko w Cafe Noir

Powiadają czasami, że jeżeli jest się wystarczająco uważnym, to można ich dostrzec. Czają się w wąskich uliczkach i rozmawiają półgłosem. Inni, bardziej odważni przesiadują w kawiarniach, na ławeczkach czy w parkach albo też na ławeczkach w parkach. Tak, jeszcze istnieją, choć wielu w to nie wierzy, bo poezja to bardzo niepraktyczne zajęcie jak na współczesne czasy. Oni jednak trwają – poeci. Mam nadzieję, że nikt nie wystraszył się górnolotnego wstępu z przymrużeniem oka, bo mam ochotę opowiedzieć o ciekawym spotkaniu, które odbyło się w czerwcu tego roku z inicjatywy dwojga poetów.

 

Tuż za fontanną, obok placu Bohaterów znajduje się nie do końca kawiarnia i nie do końca bar. Trudne jest to do określenia. W środku jasne ściany, lekko zadraśnięte czasem. Są obrazy i oszklony taras. Miejsce wyjęte z przestrzeni. W sam raz dla poetów. Równo o 19:00 do Cafe Noir przybyli ci z uliczek i ci z kawiarni. Weszła całkiem pokaźna grupa. Zasiedli na starych krzesłach, a na środku stała scena. Oświetlona i obita w czerń. Katarzyna Zagożdżon zapowiedziała gości. A byli to: Joanna Marcinkowska i Bartosz Konopnicki. Młodzi i uśmiechnięci, wcale nie wyglądali na poetów (ale jak powinien wyglądać poeta?), jednak gdy wybrzmiały ich wiersze, to nikt już nie miał wątpliwości. Dla Joanny był to debiut, zatytułowany Czarne motyle. Bartosz z kolei, posiadając już nieco większe doświadczenie, śmiało mógł się pochwalić czterema wydaniami, z czego najnowsze nosi tytuł Jak te manekiny. Jego twórczość często ukazuje się w przestrzeni internetowej czy w antologiach poetyckich. Oboje są absolwentami Uniwersytetu Zielonogórskiego i łączy ich wspólna pasja, jaką są fotografia i góry.

 

Teksty czytała Magda Faron, modulując głos i „skacząc” pomiędzy wersami, odpowiednio zniżając ton, gdy wymagał tego nastrój. W przerwach myśli mogły wędrować i kontemplować znaczenie słów. Wszyscy słuchali w ciszy, nikt nawet nie zakaszlał, no bo jak można zepsuć tak doniosłą atmosferę. Na koniec rozległy się oklaski, które zwiastowały kolejny punkt programu.

 

Mirosława Szott zaczęła spotkanie autorskie. Oczywiście nie zabrakło pytań o twórczość, pojawiły się też takie dotyczące samych gości. Poeci interpretowali bogate opisy, wyjaśniali niezwykłe inspiracje czy zainteresowania. Potem przyszła kolej na widownię. Co zaskakujące i niecodzienne – zwykle zlękniona widownia tym razem zamieniła się w las rąk. Jeszcze poeci nie zdążyli odpowiedzieć na jedno pytanie, a padały już trzy kolejne. Gdy każdy doczekał się swojej szansy i zaspokoił ciekawość, miał okazję na swoje pięć minut z autorami. Kupowano tomiki, a śmiech i rozmowy wypełniły salę do tego stopnia, że zamknięto drzwi, a atmosfera stała się jeszcze bardziej dyskretna.

Andrij Kotin gra na gitarze
Po lewej stronie, ubrany w koszulę w kratę siedzi Bartosz Konopnicki, po prawej Joanna Marcinkowska

O 20.35 wszem i wobec ogłoszono „Turniej Jednego Wiersza”. Zachęcano do udziału na wszystkie sposoby. Niektórzy byli przygotowani, inni naprędce rozsiadali się po barokawiarni i szukali inspiracji. Niektórzy tworzyli coś po raz pierwszy (oby nie ostatni), inni już wdrożeni w tę pradawną sztukę kreślili słowa na telefonach czy na kartkach. Zadawano mnóstwo pytań. Jak długi ma być ten wiersz? O czym? A czy to ja muszę go przeczytać? W tej atmosferze minęło 10 czy 15 minut. Uczestnicy byli podekscytowani i można powiedzieć, że nieco przestraszeni, bo wiersze miały być czytanie nie tylko przed publicznością, ale też przed komisją, w której zasiedli poeci i organizatorzy. W tym czasie na scenie pojawił się Andriej Kotin, znany zielonogórski tekściarz i pieśniarz. Grał i śpiewał w rytm oklasków publiczności.

 

Zaczęło się. Młodsi i starsi kolejno wchodzili na scenę. Ktoś napisał wiersz o obrazie, ktoś inny o braku pomysłu na wiersz. Dosyć oryginalny. Krótsze i dłuższe, te smutne i wesołe, wszystkie zostały nagrodzone brawami. Zwycięzca mógł być tylko jeden i została nim Julia Gwóźdź – studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Zielonogórskim. Skradła nie tylko serca jury, ale też publiczności. Werdykt podjęto za zamkniętymi drzwiami jednomyślnie. Następnie odbyło się uroczyste wręczenie nagród (których sponsorem byli: Studenckie Koło Literaturoznawców UZ, Lubuski Teatr oraz jeden z przybyłych gości), wraz z podziękowaniami i oklaskami. Poza nagrodzoną Julią, wyróżniono też Elżbietę Dybalską i Adriana Loksia. Wtedy na scenę ponownie wkroczył Andriej Kotin i w rytmie muzyki poeci rozeszli się do miejsc znanych tylko poetom. Nie wiadomo, czy znowu się spotkają i kiedy to będzie, wiadomo jednak, że czy w parkach, czy w teatrach istnieją ci, którzy bawią się słowem.

Spis treści