Kutno – miasto wczesnej młodości Anny Tokarskiej

Mirosława Szott

Kutno – miasto wczesnej młodości Anny Tokarskiej

 

Postanowiłam jechać do Kutna właściwie z jednego powodu: nie byłam pewna daty śmierci Anny Tokarskiej ani tego, czy została rzeczywiście pochowana na cmentarzu w Kutnie. Grobonet o jej obecności na Cmentarzu Parafii św. Wawrzyńca w Kutnie milczy, choć są tam pochowani jej rodzice (Elżbieta i Roman Goździalscy) i prawdopodobnie babcia (Stanisława Goździalska). Minęło 12 lat od śmierci poetki i trudno uwierzyć, że nikt tego wcześniej nie zweryfikował. Autorka Portretu z ptakiem stała się po śmierci patronką Festiwalu Literackiego „Proza Poetów”, a jej twórczość jest odczytywana ciągle na nowo.

Nieprecyzyjne daty rzadko zdarzają się w XXI wieku. Zwłaszcza kiedy ktoś nie jest anonimowy. Jednak Zielona Góra o śmierci Tokarskiej została poinformowana przez jej syna po kilku dniach od odejścia. Nikt z jej przyjaciół nie miał szansy być na pogrzebie. Wszelkie źródła internetowe podają więc błędną datę 28 października; na moją prośbę dodano w Wikipedii prawidłową datę śmierci (obok drugiego wariantu).

*

Wybieram na tę czterogodzinną podróż pociągiem zimny, kwietniowy dzień. Na tyle zimny, że jadę w najcieplejszej kurtce. Na dworcu łapię taksówkę, pan z podbitym okiem nie wzbudza zaufania, ale szybko przełamuje dystans i pyta, po co przyjechałam. Najpierw mówię mu, że chciałam sprawdzić, co miał na myśli Tuwim, pisząc w wierszu „Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu/ Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu”. A to nie wszystko – dorzuca pan – „O Kutno! O Kutno!/ wyprałoś mnie z uczuć jak płótno”. Zna pani? To Jeremi Przybora – dodaje, widząc w lusterku mój niepewny wzrok. W końcu wyjaśniam mu powód. Kierowca żywo interesuje się wątkiem zielonogórsko-kutnowskiej poetki. Wybieram adres „Warszawskie Przedmieście 22”, bo to jedyny ślad, który znalazłam w filmie dokumentalnym z 2018 roku Nieparzysta. Opowieść o Annie Tokarskiej *. Wysiadam z taksówki i zupełnie bez mapy rozglądam się po ulicy. Zaczyna padać śnieg. Jedna pani nie wpuszcza mnie, bo wyglądam, jakbym coś sprzedawała albo zbierała na chore dzieci. Dzwonię znowu, aż otwiera okno i pozwala mi dokończyć pytanie; Goździalscy nigdy tu nie mieszkali – słyszę. Trafiam na podwórko bardzo starej kamienicy z czerwonej cegły (to przecież był pruski zabór). Nie ma w okolicy nic, co wyglądałoby na starsze. Na podwórku dwóch panów 60+ rąbie drewno. Jeden z nich mówi, że żona wróci niedługo z zakupów i może ona będzie coś wiedzieć. Ojciec Tokarskiej zmarł w 1983 roku, więc jest szansa, że będzie pamiętać. Kręcę się po pobliskich uliczkach, śnieg zamienia się w deszcz. Po pół godzinie wracam i zastaję kobietę, która jednak nie kojarzy nazwiska „Goździalscy”. Mnóstwo kamienic zostało wyburzonych, ale też zmianie uległa numeracja domów – tłumaczy. To ważna dla mnie informacja. Dopiero teraz, wychodząc z podwórka kamienicy, widzę po drugiej stronie ulicy niebieską kapliczkę z Matką Boską.

Następne punkty to: Muzeum Regionalne w Ratuszu, Biblioteka w Kutnie, Kutnowski Dom Kultury i na koniec Cmentarz Parafii św. Wawrzyńca. Na szczęście wszystko wydaje się blisko w tym 40-tysięcznym miasteczku. Idę pieszo, bo deszcz przestał padać (ale wiatr nie zwolnił), mijam mnóstwo lumpeksów. Po raz pierwszy też zauważam małe krzaczki róż. Nie jest to przypadek – Święto Róż organizowane jest we wrześniu w Kutnie od 50 lat.

Mimo dobrych chęci w Muzeum oraz Kutnowskim Domu Kultury nie znajduję podpowiedzi. Zostawiam tomik dla nieobecnej Oli Kołodziejek, z którą rozmawiam wieczorem przez telefon, a którą parę tygodni później poznaję bezpośrednio na Festiwalu Silesius we Wrocławiu. Trafiam jednak do miejsca szczególnego – Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Stefana Żeromskiego. Jedna z pań prowadzi mnie od razu do pana Andrzeja Olewnika, starszego kustosza, z którym natychmiast łapię kontakt przez kresowy temat – od 1996 roku jest członkiem Związku Sybiraków, a moja babcia była przesiedlona z okolic Wilna, co trochę słychać w melodii mojego głosu. Siedzimy i rozmawiamy dłużej niż godzinę. Opowiadam temu wnikliwemu regionaliście o najważniejszej zielonogórskiej poetce, która wiele lat spędziła w Kutnie (wyjechała dopiero na studia). Chyba nikt tu o niej nie słyszał, więc czuję głęboką satysfakcję, że zdradzam takie rewelacje. Daję panu Andrzejowi tomik Anny, zapisuję mu kilka faktów z jej życia na ostatniej stronie. Pan Andrzej obiecuje, że rozejrzy się po archiwach, parafialnych dokumentach. Ufam mu od razu, a w drodze powrotnej będę czytać w internecie jego biogram: nauczyciel, kronikarz parafialny, działacz Solidarności, kolporter podziemnych wydawnictw w latach 80. XX w., współredaktor podziemnego pisma. Nie mogłam trafić lepiej.

Zostaje mi ostatni i najważniejszy punkt wycieczki: cmentarz. Kupuję mały znicz i zapałki. Sektor 23, rząd 1, numer grobu 76. Trafiam bez problemu. Jest mała tabliczka z nazwiskiem Anna Tokarska. Data śmierci: 12.10.2013. Przedziwny to jest dla mnie moment. Jakiegoś wewnętrznego spokoju. Czyli tu jest pochowana Anna – jak zresztą zapewniał mnie Jarosław, jej syn (w co nie do końca wierzyłam). Zauważam, że pali się znicz, więc ktoś tu niedawno był. Pierwszą osobą, której wysyłam zdjęcie grobu, jest pan Andrzej. Po paru tygodniach odzywa się z nowymi informacjami o Annie. W esemesie wysyła zdjęcia akt z archiwum. Dzwonię do niego, proponuję mu, żeby ze mną napisał ten artykuł. I – wykorzystując jego otwartość – podsuwam jeszcze jeden interesujący trop: szkoły. W tym czasie zabieram stare drzwi od mieszkania Anny (zdeponowane w piwnicy Biblioteki Norwida). Odtąd leżą w moim garażu, bo mam na nie swój plan. Poniżej relacja pana Andrzeja.

 


*  Nieparzysta. Opowieść o Annie Tokarskiej [film], koordynator projektu Robert Rudiak, scenariusz Anna Klaudel i Maciej Klaudel, montaż Justyna Poniatowska, Lubuskie Stowarzyszenie Miłośników Działań Kulturalnych „Debiut”, Zielona Góra 2018.

Tablica nagrobna Anny Tokarskiej na Kutnowskim Cmentarzu Parafialnym, Fot. Andrzej Olewnik