Start Recenzje i omówienia

Recenzje i omówienia

Niemcy o Polsce i Polakach

Moja Polska – moi Polacy. Eksploracje i obserwacje, red. D. Bingen, M. Hałub, M. Weber, tom wydany przez Deutsches Polen-Institut w Darmstadt we współpracy z Instytutem Filologii Germańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Instytutem Federalnym ds. Kultury i Historii Niemców w Europie Wschodniej w Oldenburgu; [przekład na język polski: zespół autorski pod kier. A. Małgorzewicza, T. Małyszka, J. Rzeszotnika], Wydawnictwo Akcent, Warszawa 2016, 344 s.

Książka jest antologią, zawierającą 44 felietony znanych niemieckich osobistości z różnych dziedzin życia Niemców na temat ich kontaktów z naszym krajem i jego mieszkańcami. Opracowana została przez Deutsches Polen-Institut w Darmstadt we współpracy z Instytutem Filologii Germańskiej Uniwersytetu we Wrocławiu.

Więcej…

 

Wspomnienia, które przychodzą i odchodzą

Eugeniusz Paukszta, Spowiedź Lucjana Skobiela, Replika, Zakrzewo 2010, 224 s.

Ta kameralna opowieść to nie tylko bilans życia starego człowieka i studium ojcowskiej miłości, ale także głębokie spojrzenie na trudne relacje polsko-niemieckie. Dzisiaj, po ponad pół wieku od publikacji, aktualność Spowiedzi Lucjana Skobiela Eugeniusza Paukszty jest miłym czytelniczym odkryciem.

Więcej…

 

Pisarka z Zielonej Góry

Halina Grochowska, Pokłon, Novae Res, Gdynia 2013, 224 s.
Halina Grochowska, Poklask, Novae Res, Gdynia 2015, 294 s.


Przed wielu laty, kiedy poznałem młodziutką uczennicę technikum elektrycznego, idącą aleją Niepodległości, niewysoką, czarnowłosą, nie mogło mi nawet przyjść na myśl, że ta dziewczyna, trochę wtedy nieśmiała, za jakiś czas, kiedy to w jej życiu sporo się zmieni, zajmie się pisaniem prozy. I tak właśnie się stało. Bardzo mnie to zaskoczyło, a zarazem uradowało, gdy mi niedawno swoją pisarską skłonność wyjawiła. Halina z domu Strykowska, a obecnie Grochowska, ma za sobą opublikowane już dwie pozycje prozatorskie: Pokłon (2013) i Poklask (2015). Trzecia pozycja ma się ukazać niebawem (opatrzona tytułem Podniesienie). Wiem to od samej autorki.

Więcej…

 

Konwencjonalna awangarda Katosa

Jacek Katos, Partes Corporis, Animae Fragmenta..., Pro Libris, Zielona Góra 2017, 134 s.

Oświadczam, że jestem przeciwko dada, ponieważ tylko w ten sposób mogę dada popierać.
Walter Arensberg

W Piekarni Cichej Kobiety robi się trochę nerwowo, bo od godziny 19.16 (to nawiązanie do narodzin dadaizmu w 1916 roku), czyli zaplanowanego rozpoczęcia, minęło kilka kwadransów. Każdy zdążył już wypalić trzy papierosy, porozmawiać o pogodzie z przypadkowymi współuczestnikami i... nic. Totalna ignorancja – można by pomyśleć. A tak naprawdę wszystko już dawno się zaczęło. Punktualnie została uruchomiona płyta z interpretacjami tekstów Jacka Katosa Katarzyńskiego, ale o tym dowiedziałam się dużo później, bo tego wieczoru słychać było raczej hałas niż muzykę. Staliśmy się zaangażowani, wytrąceni z obojętności widza i biernej konsumpcji. Przypomniało mi to teatr w teatrze Ludwiga Tiecka – gdzie w prologu Kota w butach – jedna z postaci siedzących na widowni nawołuje publiczność do tupania i wygwizdania sztuki. W performansie Katosa ta rola przypadła sugestywnemu Cezaremu Molendzie (w dalszej części wieczoru aktor stał się prawdziwym, czerwonym dziełem sztuki) z alternatywnego Teatru Terminus a Quo. To właśnie aktorki i aktorzy z nowosolskiego teatru podjęli się zaprezentowania m.in. poezji dźwiękowej, poezji symultanicznej (wiersze odczytywane równolegle), poezji poszarpanej oraz pewnego typu poezji deptanej (nawiązania do akcji grupy „Budowa II”, w której Katos działał w latach 80.). Ważną postacią był też „postdadaistyczny wodzirej urodzinowej stypy” – Ernest Nita, stemplujący każdego z przybyłych gości.

Poprawiony (wtorek, 24 kwietnia 2018 12:43)

Więcej…

 

Na Zachodzie wiele zmian...

Zofia Mąkosa, Wendyjska winnica. Cierpkie grona, Poznań 2017, 476 s.
Krzysztof Koziołek, Góra Synaj, Warszawa 2017, 302 s.
Marek Krajewski, Mock. Ludzkie zoo, Kraków 2017, 400 s.


Literatura odwołująca się do niemieckiej przeszłości tzw. Ziem Odzyskanych nadal ma się dobrze. Kwitnie i powieść obyczajowa, i monografia historyczna, powstają też kryminały retro. W tej pierwszej kategorii na szczególną uwagę w bieżącym roku zasługuje debiut Zofii Mąkosy. Pisarka urodziła się w Kargowej, a dzieciństwo spędziła w Chwalimiu.Jest emerytowaną nauczycielką historii i wiedzy o społeczeństwie. Jak sama mówi, czytanie książek to jej największa pasja. Jest szczęśliwą żoną, matką trójki dzieci oraz babcią małej Marysi i zupełnie malutkiego Ignasia. Powieść, a właściwie saga Z. Mąkosy Wendyjska winnica. Cierpkie grona, rozpoczyna się w roku 1938 w Chwalimiu (niem. Altreben), wsi położonej na pograniczu niemiecko-polskim. Na kartach książki autorka ożywiła ostatnich potomków Słowian pochodzących od Serbów Łużyckich – Wendów. Główną postacią w książce jest Marta Neuman. Całe jej życie właściwie wypełnia ciężka praca w gospodarstwie, w polu oraz na winnicy. W chwilach zwątpienia Marta jako gorliwa luteranka szuka pociechy w lekturze Pisma Świętego. Na swój wzór – dobrej gospodyni, żony i matki – próbuje wychować córkę Matyldę, która jednak z czasem daje się uwieść hitlerowskiej propagandzie i sens swojego życia odnajduje w służbie niemieckiej ojczyźnie, przeżywa też pierwsze zakochanie i coraz bardziej oddala się od matki. Kolejną bohaterką opowieści jest Janka Kaczmarek, Polka spokrewniona z rodziną Neumannów, osoba gorliwie wierząca i żyjąca według zasad wiary katolickiej. To właśnie polskość i dobroć stają się przyczyną problemów kobiety, która w wyniku ludzkiej niegodziwości trafia do obozu koncentracyjnego. Oprócz tych głównych wątków, autorka wplotła w kanwę narracji wiele historii i motywów pobocznych, które tworzą panoramę życia nie tylko w urokliwej wiosce, ale i w bombardowanym przez aliantów Berlinie. Jest to także kronika obyczajów, zasad i kultury wendyjskiej. Ostatecznie, dla mieszkańców Chwalimia wojna okazuje się sprawdzianem moralności, który zdają tylko nieliczni, a nazistowskie idee znajdują więcej zwolenników niż przeciwników. Wielkim plusem jest zachowany przez Z. Mąkosę obiektywizm oraz dbałość o detale, oparta na dokładnie przeprowadzonych badaniach historycznych. Pozostaje nadzieja, że kolejne tomy serii planowanej jako trylogia utrzymają poziom pierwszej części.

Więcej…

 

Kryminały z duszą

Elisabeth Herrmann, Wioska morderców, przeł. W. Łygaś, Prószyński Media, Warszawa 2016, 548 s.
Elisabeth Herrmann, Śnieżny wędrowiec, przeł. W. Łygaś, Prószyński Media, Warszawa 2016, 511 s.

Od kilku dni zerkały na mnie książki Elisabeth Herrmann, kusząc intrygującymi okładkami i tytułami wyczuwalnymi dotykowo. „Dlaczego współczesne kryminały są takie opasłe?” – westchnęłam, spoglądając na ponad 500-stronicowe Wioskę morderców i Śnieżnego wędrowca. Przyznaję, że nie przepadam za krwistymi jak befsztyk kryminałami, a na myśl, że krew będzie się lała przez tyle stron, przechodziły mnie ciarki… Tytuł Wioska morderców nie sugerował spokojnej lektury w przeciwieństwie do Śnieżnego wędrowca. A jednak sięgnęłam najpierw właśnie po książkę, w której mała podupadła wieś Wendisch Bruch w Brandenburgii od 20 lat skrywa swoje mroczne tajemnice…

Poprawiony (wtorek, 02 stycznia 2018 14:49)

Więcej…

 
Więcej artykułów…