Ryszard Łomski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/ryszard-lomski/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Wed, 30 Oct 2024 12:58:05 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Ryszard Łomski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/ryszard-lomski/ 32 32 Fenomen zielonogórskiego ruchu big-beatowego (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film) https://prolibris.net.pl/fenomen-zielonogorskiego-ruchu-big-beatowego-ryszard-lomski-zielonogorski-big-beat-i-film/ Wed, 30 Oct 2024 12:53:45 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=14861 Zbigniew Adamczak

The post Fenomen zielonogórskiego ruchu big-beatowego (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film) appeared first on Pro Libris.

]]>

Fenomen zielonogórskiego ruchu big-beatowego

Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy), Pro Libris, Zielona Góra 2023, 220 s.

Walentynki A.D. 2024 miałem przyjemność spędzić w zielonogórskiej Bibliotece, gdzie odbyła się promocja książki Ryszarda Łomskiego pt. Zielonogórski big-beat i film. Książka nie pretenduje do miana dzieła literackiego, jest raczej dokumentem, który żarliwie i emocjonalnie opisuje czas, kiedy coś ważnego się zdarzyło. A była to muzyka tworzona przez młodych mieszkańców Zielonej Góry w oparciu o wzorce, które docierały do nas zza żelaznej kurtyny. Słuchaliśmy jej z eteru „Rozgłośni Harcerskiej” i głównie dzięki „Radiu Luxembourg” oraz czarnym krążkom przywożonym przez osoby wracające z Zachodu. A że życie nie znosi próżni, to pojawiły się tzw. płyty pocztówkowe, które były przykładem działań określanych dzisiaj jako pirackie, ale pozwalały na szczegółową analizę formy, harmonii czy elementów melodycznych. Był to czas, kiedy obowiązkowym językiem obcym był język rosyjskim i niewiele osób posługiwało się językiem angielskim, co znacznie utrudniało zrozumienie tekstów anglojęzycznych utworów. Był zatem problem z wykonywaniem piosenek zespołów brytyjskich czy amerykańskich. Dlatego pierwszy kontakt z muzyką zza żelaznej kurtyny dotyczył głównie gitarowej muzyki 

instrumentalnej. Obowiązkową umiejętnością gry na gitarze było wykonanie utworu Apache zespołu The Shadows, obowiązkowa była też znajomość funkcji harmonicznych Domu wschodzącego słońca Animalsów. Może dlatego w latach 60. i na początku lat 70. ub. wieku powstawały zespoły, które tworzyły własną muzykę i własne teksty.

Nie ma w tej książce o tym wielu szczegółów, ponieważ Ryszard skupił się na trzech wybranych przez siebie tematach. Pierwszy to własna rodzina – rodzice i rodzeństwo. I to naturalne, że opisał to z dużą żarliwością, a nawet z miłością. Drugim omówionym tematem były szkoła i pierwsze muzyczne fascynacje. Ryszard opisał ten czas na tyle wiernie, że wszystkie miejsca i sytuacje były dla mnie czytelne i jakby tylko przypomnieniem. A nie było nam wtedy łatwo, bo ówczesna władza nie była dla nas, szarpidrutów – jak nas wtedy pogardliwie nazywano – łaskawa. I takich osób, jak znakomity dyrektor Czarnuch, który kochał młodzież i jak nikt rozumiał jej fascynacje, nie było wielu.

Autor, opisując ten czas, przypomniał też osobę swojego brata Janusza, który ze swoją żarliwością i zaangażowaniem stworzył pierwszy klub filmowy z prawdziwego zdarzenia. A kolejne rozdziały to opis i przypomnienie historii zespołów i ludzi, którzy te zespoły tworzyli. Tu autor wykazał się niesamowitą cierpliwością i dociekliwością. Dotarł chyba do wszystkich, którzy jeszcze żyją i pamiętają tamte czasy, aby uzyskać potrzebne informacje. Zebrał też pokaźną dokumentację fotograficzną. Podstawą opisu tego czasu jest jego własna droga artystyczna od czasu szkolnych Świstaków, aż do wyjazdu do Finlandii i rozpoczęcia kolejnego etapu życia. Z Ryszardem poznałem się chyba w czasie, kiedy stworzył z kolegami zespół Jolanie i właściwie wspólnie nie graliśmy (nie licząc okazjonalnych grań, np. na studniówce mojej klasy, kiedy pracowałem jako nauczyciel i wychowawca klasy maturalnej). Ale zawsze byliśmy ze sobą w miarę blisko, bo wraz z innymi kolegami tworzyliśmy muzyczne środowisko, gdzie każdy się znał z każdym. Jest jeszcze kilka cennych słów w tej książce. To wspomnienie o osobach, bez których ten zielonogórski big-beat byłby niemożliwy. To akustycy, wśród których wymienię szczególnie mi bliskiego Piotra Banacha czy wielce dobrodusznego lutnika Mieczysława Solskiego, do którego lgnęła big-bitowa młodzież, czy Wacława Góreckiego – producenta gitarowych wzmacniaczy, które swoim wyglądem przypominały rasowe VOX-y czy Fendery, dodając stylowości i zawodowego wyglądu zespołom na scenie.

Książka ta jest pierwszym takim wydawnictwem opisującym życie grupy nastolatków, którzy ogarnięci pasją i miłością do swojej, jakże innej muzyki niż ta ówcześnie poprawna, żyli i tworzyli w tym mieście i byli częścią tego miasta. Jest jeszcze sporo białych plam z tamtego okresu zielonogórskiego big-beatu, które czekają na dokładniejszy opis – chociażby miejsca takie jak Relax, Hala Ludowa i kluby zakładowe. Proces wydawniczy tej książki miał rozpocząć się w czasie, kiedy Zielona Góra obchodziła swoje 800-700-lecie. Była to najlepsza okazja, aby pokazać też, jak wyglądało życie młodych ludzi w tym mieście w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Wydania tej książki podjęła się biblioteka wojewódzka, ale już w trakcie prac wydawniczych okazało się, że miasto nie da pieniędzy, aby to wydawnictwo sfinansować. Komentarz odnoszący się do tej decyzji ówczesnej władzy Zielonej Góry pominę, bo teraz to i tak nic nie zmieni. Ci wtedy młodzi zielonogórzanie, którzy nie przystawali do ówczesnego systemu, pomimo że są dzisiaj już emerytami, bądź odeszli z tego świata, mają dzisiaj w tym mieście swoje dzieci, a nawet wnuki. I temu kolejnemu pokoleniu zielonogórzan należy się ze strony władz miasta szacunek i pamięć o ich big-beatowych rodzicach i dziadkach.

Jednak mimo tych wszystkich trudności książka się ukazała, ponieważ Ryszard Łomski z kolegami z zespołu Jolanie – Emilem Czerniwczanem i Edmundem Witczakiem sami sfinansowali jej wydanie. Czyż to nie piękny hołd oddany rodzinnemu miastu? A billboardy wyborcze z napisem „Kocham Zieloną Górę” przy takiej postawie brzmią jakże fałszywie.

Nawiasem mówiąc dla tych, którzy chcą szerzej zapoznać się z obrazem ówczesnego ruchu muzycznego na świecie, polecam książkę The Beatles autorstwa Huntera Daviesa, dziennikarza, który spędził rok w trasie z Beatlesami i opisał początek drogi do kariery tego zespołu. Po przeczytaniu tej książki stwierdziłem, że takie zjawisko, jakim był ten zespół, nie miałoby szans zaistnieć w ówczesnej Polsce. Natomiast o początkach rock and rolla w Polsce można przeczytać m.in. w książce Tomasza Jaśkiewicza i Witolda Górki Byłem gitarzystą Niemena. To wywiad z Tomaszem Jaśkiewiczem, gitarzystą kilku zespołów Niemena. Książka Daviesa opisuje inaczej pionierskie czasy rock and rolla, niż jest to zawarte w książkach Jaśkiewicza i Łomskiego. My w Polsce mieliśmy wiele więcej ograniczeń, wynikających z problemów ideologicznych i postępu technicznego. Na koniec składam wyrazy szacunku dla wszystkich, którzy tworzyli historię zielonogórskiego big-beatu i autora Ryszarda Łomskiego oraz wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tej książki.

 

Zbigniew Adamczak

 

The post Fenomen zielonogórskiego ruchu big-beatowego (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film) appeared first on Pro Libris.

]]>
Muzyczna Zielona Góra lat 60. i 70. ubiegłego stulecia (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy)) https://prolibris.net.pl/muzyczna-zielona-gora-lat-60-i-70-ubieglego-stulecia/ Thu, 04 Jul 2024 09:06:43 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13885 Bogdan Springer

The post Muzyczna Zielona Góra lat 60. i 70. ubiegłego stulecia (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy)) appeared first on Pro Libris.

]]>

Muzyczna Zielona Góra lat 60. i 70. ubiegłego stulecia

Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy), Pro Libris, Zielona Góra 2023, 220 s.

Pragnę podzielić się kilkoma osobistymi refleksjami po lekturze tej – jakże ważnej dla środowiska muzycznego Zielonej Góry – książki. Piszę z naciskiem na refleksje subiektywne, gdyż – jako nastolatek – byłem mocno zaangażowany w młodzieżowy ruch big-beatowy opisywanego okresu. Między innymi z tego powodu, jeszcze w trakcie pisania książki, jej autor, Ryszard Łomski, kilkakrotnie dzwonił do mnie, konsultując zawartość dzieła, uściślając daty, fakty, nazwiska. Takich rozmów z wieloma żyjącymi do dziś muzykami autor przeprowadził nieskończoną ilość, co było sporym utrudnieniem dla człowieka, który od ponad pół wieku mieszka w Finlandii. Autorowi udało się dotrzeć do wielu z ówczesnych artystów, by zweryfikować własne wspomnienia z zapamiętanymi przez innych muzyków tego okresu.

Od początku popierałem ideę wydania książki o zielonogórskiej scenie muzycznej, wiedząc, jak ulotna jest pamięć ludzka, a rzecz utrwalona na papierze przetrwa długo. Autor sprowokował mnie swoim zamysłem do przypomnienia faktów sprzed 50 lat oraz do przeszukania albumów z archiwalnymi zdjęciami. Warto dodać, że właśnie w tamtych zamierzchłych czasach miałem zaszczyt tworzyć razem z Rysiem Łomskim, Tadziem Sroczyńskim, Włodkiem Żurawskim i Milem Czerniwczanem pierwszy skład zespołu muzycznego Jolanie. Nim do tego doszło, na początku drugiej połowy ubiegłego wieku, byliśmy karmieni muzyką i piosenkami PRL-u, w wykonaniu ówczesnych gwiazd piosenki, w tym Marii Koterbskiej, Reny Rolskiej, Marty Mirskiej czy Mieczysława Fogga. Nie było to złe, ale my, młodzi, słyszeliśmy już o modnych trendach muzycznych na Zachodzie. A tam już się działo! Dochodziły do Zielonej Góry informacje o czwórce z Liverpoolu – zespole The Beatles. Chodziliśmy wówczas do kina nie tylko na filmy, ale przede wszystkim na tzw. Kronikę Filmową wyświetlaną przed seansem. To ona właśnie dostarczała nam wiedzy o nieocenzurowanych światowych nowościach, także z koncertów Beatlesów, których twórczość nas zachwycała. Kupowaliśmy pocztówkowe płyty muzyczne, które później odtwarzaliśmy na adapterze Bambino, w kilku zielonogórskich prywatnych sklepikach zaopatrywaliśmy się w buty tzw. bitelsówki. Spełnialiśmy marzenie każdego młodego chłopaka, jakim było posiadanie gitary elektrycznej, najczęściej samodzielnie ją konstruując, później robili to profesjonaliści. Fakt samodzielnego wykonywania „instrumentów”, przystawek nawijanych na magnesiki i cewki z drutem z Lumelu, czy pierwszych wzmacniaczy lampowych został opisany przez Łomskiego w książce. Takie były początki muzykowania wielu z nas…

Książka jest interesująca nie tylko z powodu wyczerpującego opisania ruchu muzycznego zielonogórskich nastolatków. Jest także znakomitym materiałem dotyczącym miasta, w którym wzrastaliśmy. Autor przybliżył topografię Zielonej Góry poprzez opisy ulic, gdzie zamieszkiwaliśmy, szkół, do których uczęszczaliśmy i gdzie ćwiczyliśmy grę na instrumentach, klubów muzycznych, gdzie występowaliśmy. Książka jest także swoistą kroniką losów naszych rodzin, osób związanych z pasją grania, w tym m.in. Wacława Góreckiego – producenta wzmacniaczy gitarowych, Mieczysława Solskiego – lutnika-artystę, budowniczego naszych gitar czy Zbigniewa Czarnucha – pedagoga wspierający środowisko młodych muzyków, lidera kultowego szczepu harcerskiego Makusyny. Integralną częścią książki jest rozdział poświęcony rodzeniu się ruchu filmowego w naszym regionie. To ważny wątek opracowania dający wiedzę o Lubuskim Klubie Filmowym, którego aktywnym działaczem był Janusz Łomski, starszy brat autora. Równie ważnym atutem książki jest wykaz nazwisk artystów muzyków (225 nazwisk) biorących – w różnym stopniu zaangażowania – udział w tworzeniu się kultury muzycznej miasta. Całość dzieła opatrzona jest obszernym materiałem zdjęciowym, co wzbogaca równie cenny tekst. Warto dodać, że uroczysta 

promocja książki w gościnnych progach Biblioteki Norwida zgromadziła tłumy widzów.Nie obyło się bez wzruszeń osób, które spotkały się po kilkudziesięciu latach niewidzenia. Poza rozmową z autorem była okazja do wysłuchania kilku utworów w wykonaniu samego Ryszarda Łomskiego (gitara elektryczna), Zbigniewa Adamczaka (skrzypce elektryczne) oraz z moim udziałem (gitara klasyczna).

Bogdan Springer

 

The post Muzyczna Zielona Góra lat 60. i 70. ubiegłego stulecia (Ryszard Łomski, Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy)) appeared first on Pro Libris.

]]>