Piotr Gulewski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/piotr-gulewski/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 28 Nov 2025 07:10:42 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Piotr Gulewski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/piotr-gulewski/ 32 32 Poezja Eugeniusza Kolanki. Jerzy Jarowiecki, Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator https://prolibris.net.pl/poezja-eugeniusza-kolanki-jerzy-jarowiecki-eugeniusz-kolanko-bard-poeta-i-konspirator/ Thu, 27 Nov 2025 14:00:04 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17039 Piotr Gulewski

The post Poezja Eugeniusza Kolanki. Jerzy Jarowiecki, Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator appeared first on Pro Libris.

]]>

Poezja Eugeniusza Kolanki

Jerzy Jarowiecki, Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator, Pro Libris – Wydawnictwo Naukowe i Edukacyjne SBP, Zielona Góra – Warszawa 2025, 250 s.

Z perspektywy mieszkańca okolic Zielonej Góry działalność pomniejszych oddziałów krakowskiego podziemia okresu niemieckiej okupacji wydaje się tematem dyskusji wąskiego grona pasjonatów. Dla historycznego laika konspiracja okresu II wojny światowej kojarzy się przede wszystkim z Powstaniem Warszawskim oraz innymi bohaterskimi postawami polskich żołnierzy, harcerzy i zwykłych obywateli, których opór przeciw najeźdźcy stanowił fundament przetrwania Polski. Jeśli chodzi o literacką część podziemia, słyszy się wtedy najczęściej takie nazwiska jak Baczyński, Borowski czy Gajcy. Kim natomiast był Eugeniusz Kolanko? Może oprócz uczniów i absolwentów Szkoły Podstawowej nr 4 w Krośnie, której ów autor jest patronem, raczej mało kto potrafiłby udzielić konkretnej odpowiedzi.

Publikacja profesora Jerzego Jarowieckiego pod tytułem Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator trafiła do mnie w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Gdyby nie to zrządzenie losu, prawdopodobnie nigdy nie usłyszałbym o poecie, jakim był Eugeniusz Kolanko (pseudonim „Bard”) i tragicznej historii jego krótkiego życia. „Bard”, choć nie zasłynął nigdy szerzej jak jego wyżej wymienieni rówieśnicy, jest niemniej autorem wartym uwagi – współpracującym zarówno z licznymi konspiracyjnymi czasopismami, jak i bardziej aktywnym ramieniem Armii Krajowej. Jednym z jego najbardziej znanych utworów jest akrostych Rym, w którym pod pretekstem żartobliwego wierszyka uderzającego w domorosłych poetów, przemycił do tzw. prasy „gadzinowej” wiadomość „Polacy Sikorski działa”, szerząc nadzieję wśród polskich czytelników.

Opracowanie Jarowieckiego w przystępny i profesjonalny sposób przybliża sylwetkę Eugeniusza Kolanki, osadzając „Barda” w odpowiednim kontekście środowisk, w których funkcjonował oraz działaczy podziemia, z którymi miał styczność, ułatwiając czytelnikowi bez uprzedniej wiedzy w temacie zrozumienie roli, jaką poeta odegrał z pejzażu konspiracyjnym Krakowa, jednocześnie odwołując się do szerokiej bibliografii dla bardziej zaawansowanego odbiorcy. Eugeniusz Kolanko 

(„Bard”), poeta i konspirator jest dziełem wielu lat, a nawet dekad, jakie Jerzy Jarowiecki włożył w badanie zagadnienia – rozmów z rodzinami i świadkami, poszukiwaniem pamiątek, listów i innych dokumentów pozostałych po Kolance, na których podstawie autorowi udało się do tego stopnia odbudować biografię poety. Świadczą o tym poprzednie publikacje autora w tym temacie, względem których wiedza o poecie jest poszerzana, jak na przykład, wydany w 1999 roku Eugeniusz Kolanko „Bard”. Bez tych starań wspomnienie „Barda” zostałoby dzisiaj niewątpliwie zatracone. Oprócz części biograficznej publikacja zawiera opracowanie wierszy Eugeniusza Kolanki. W jego skład wchodzą zarówno utwory, które ukazywały się jeszcze w prasie podziemnej i tomikach poezji współtworzonych przez Kolankę, te, które Jerzy Jarowiecki uprzednio wydał w Zakonspirowany pejzaż: wiersze wybrane (1973) oraz niepublikowane dotąd wiersze, odzyskane z różnych źródeł dzięki staraniom prof. Jarowieckiego. Każdy z tych wierszy został opatrzony przez autora komentarzem o okolicznościach powstania oraz sposobie, w jaki trafił do tego wydania.

Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator jest pozycją godną polecenia nie tylko ze względu na wartość historyczną oraz literacką. Historia Eugeniusza Kolanki, którego talentom nie było dane w pełni rozkwitnąć za sprawą brutalności hitlerowskiego okupanta, niesie za sobą ważne świadectwo dla każdej osoby aspirującej do podążania pisarską ścieżką. Świadectwo niestrudzonej motywacji do pracy oraz odwagi w stawaniu za tym, co słuszne. W dzisiejszych czasach pokoju te wartości może nie niosą ze sobą takiego ryzyka, jakie każdego dnia towarzyszyło „Bardowi”, jednakże pozostają równie godne kultywowania. Natomiast postacie takie jak Eugeniusz Kolanko są warte pamięci. Właśnie dzięki patriotom jego pokroju polska kultura mogła przetrwać mrok II wojny światowej.

Piotr Gulewski

The post Poezja Eugeniusza Kolanki. Jerzy Jarowiecki, Eugeniusz Kolanko („Bard”), poeta i konspirator appeared first on Pro Libris.

]]>
Tajemnica https://prolibris.net.pl/tajemnica/ Wed, 22 Jan 2025 13:27:05 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=15199 Piotr Gulewski

The post Tajemnica appeared first on Pro Libris.

]]>

Piotr Gulewski

Tajemnica

 

Podmuch zimowego wiatru wpadł przez otwarte na szerokość okno, rozsypując z kominka niedopalone resztki listów. Na pożółkłych i pozwijanych fragmentach papieru były widoczne eleganckie litery – stawiane zamaszystymi ruchami – pełne gracji i pasji, lecz zarazem smutku. Nawet w obecnym stanie tej wiadomości były wyraźne rozmazane plamy atramentu. Nie wynikały z niedbalstwa – sprawiały wrażenie kropel. Łzy? Nadawcy czy odbiorcy – to miało już pozostać wieczną tajemnicą.

Wnętrze pokoju znajdowało się w całkowitym nieładzie. Stół leżał przewrócony, jedna z jego drewnianych nóg odłamana. Na pierwszy rzut oka można byłoby pomyśleć, że został obalony z premedytacją, w akcie niemej złości, jednak prowadzący do niego szlak zniszczenia sugerował alternatywę. Wyłamane z zawiasów drzwi, przewrócona garderoba – z jej wnętrza wysypały się wyśmienite dworskie stroje – teraz rozdeptane po kamiennej posadzce, ze śladami błota i czarnego prochu. Padł strzał? Jeden na pewno. Ofiarą – wiszący na ścianie obraz. Kula trafiła prosto w czoło wizerunku mężczyzny w szkarłatnej tunice. Czy po nim nastąpiły kolejne? Ta zagadka również pozostanie bez odpowiedzi.

Z najgłębszego rogu komnaty, ledwo co widocznego z wejścia, wychylała się krawędź łóżka – szerokiego jak dla dwóch osób – obecnie zajętego wyłącznie przez jedną. Na bieli pościeli wydawała się pogrążona w głębokim śnie, lecz jej pierś nie poruszała się. Jedną ręką kurczowo przyciskała do serca oderwany kawałek papieru, druga zwisała bezwładnie poza łoże. Tuż przy opadającymi na podłogę palcami leżała szklana fiolka. Po jej zawartości nie pozostała już choćby kropla – całą historię opowiadały jednak odciśnięte u jej szczytu usta. Z palca zmarłej ześlizgnął się złoty pierścień – obrączka. Nie do końca, więc stąd pytanie – celowo bądź przypadkiem? Nie sposób już dłużej ocenić.

Największa z tajemnic wychodzi jednak poza pokój. Kropla krwi na parapecie, po zewnętrznej stronie druga. Spojrzawszy zza okna w dół, rzuca się w oko odciśnięty ślad w zaspie śniegowej. Zupełnie jakby z wysokości wpadł w nią człowiek. A od niej odchodzą kroki…

 

The post Tajemnica appeared first on Pro Libris.

]]>
Ostatni kurs https://prolibris.net.pl/ostatni-kurs/ Fri, 15 Mar 2024 13:39:54 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=12241 Piotr Gulewski

The post Ostatni kurs appeared first on Pro Libris.

]]>

Piotr Gulewski

Ostatni kurs

Tap, tap… Krople deszczu raz po razie uderzały w mój parasol. Wystukiwały regularny rytm, który działał na mnie hipnotyzująco. Poza tym niewiele było słychać – jedynie odległe hałasy sporadycznie przejeżdżających główną drogą samochodów, czy inne takie, ale nie było w tym nic dziwnego. Nastała już noc, a to był kraniec przedmieść.
Czekałem na ostatni autobus do domu. Byłem zbyt zmęczony by nawet myśleć, co by się stało, gdyby nie przyjechał, więc po prostu nie zakładałem takiej ewentualności. Tak, wszystko będzie w porządku. Tylko ten deszcz… Na całe szczęście wziąłem ze sobą ten parasol, bo przystanek znajdował się po środku niczego. Nie miał żadnego daszku czy choćby drzewa, pod którym dałoby się radę ukryć. Tap, tap… Tak, zdecydowanie dobrze wyszło, że go zabrałem. Inaczej przesiąkłbym do granic możliwości.
Przystanek był opustoszały, ale nie czekałem na nim jako jedyny. Była tu jeszcze jakaś dziewczyna. Dyskretnie obejrzałem się w jej stronę. Młoda – na oko dałbym jej może z dwadzieścia lat, a do tego całkiem ładna. Jej ciemne włosy, zapewne zazwyczaj lśniące, obecnie opadały do ramion niczym mokry mop. Mimo to nic sobie z tego nie robiła. Podobnie jak ze stanu swoich ubrań. Jak nic będzie potem chora. No, ale to już nie mój problem.
Tap, tap.
Może jednak powinienem zaprosić ją pod swój parasol? Było pod nim wystarczająco dużo miejsca dla dwójki. Niby to niezbyt komfortowe stać tak z obcym facetem, w szczególności o tej porze dnia, ale chyba wciąż lepsze niż dalsze moknięcie w narastającej ulewie, prawda? Już otworzyłem usta, lecz w porę ugryzłem się w język. Za późno na takie akty wspaniałomyślności. Ile tak razem stoimy? Z dobry kwadrans? Łaskawy pan nareszcie wysilił się na gest! W tym momencie raczej żadna jej różnica czy ma osłonę, czy nie. Pogodziła się ze swoim losem i nic mi do tego – przypomniałem sobie.
Tap, tap.
Sennie przechyliłem głowę. Czas zdawał się wydłużać w nieskończoność. Kiedy przyjedzie ten cholerny bus, bo od tego stukania zaraz zwariuję?
Tap, tap.
Ostatnio często trafiałem na ostatni autobus. Równie często też lało. Zawsze na tym samym przystanku. Zawsze tylko ja i ona i zawsze tylko ja miałem parasol. Nie nauczyła się, że lepiej w końcu zabrać swój? A może właśnie czekała na mój pierwszy krok. Łudziła się, że pewnego dnia ten pajac, który zawsze stoi obok, nareszcie podzieli się z nią. Bzdura. Takie rzeczy działy się co najwyżej w filmach. Jednak jeśli jakimś cudem o tym marzyła, działało to na mnie jak płachta na byka. Chcesz zagrać w grę, malutka? To zagramy. Udowodnię ci, że nigdy tego nie zrobię, cokolwiek by się nie działo, ile razy więcej byśmy się nie mieli spotkać w takich okolicznościach. Stało się to dla mnie kwestią dumy.
Tap, tap.
Kolejna noc, kolejny deszcz, kolejny pojedynek woli. Dzielnie tkwiłem w swoim postanowieniu i ignorowałem towarzyszkę oczekiwań. Oboje właściwie nie ruszyliśmy się choćby o milimetr. Co więcej, miałem wrażenie, że za każdym spotkaniem było identycznie. Oboje mieliśmy swoje stałe pozycje, precyzyjnie odmierzone, tak samo jak dystans między nami. W ogóle wszystko sprawiało wrażenie niezmiennego do tego stopnia, że zacząłem podejrzewać się o utratę zmysłów. Uszczypnąłem się w policzek, jednak ona nie zniknęła. Dobrze, chociaż wiedziałem, że to nie halucynacja. Spisek mogłem z góry przekreślić, bo kto i po co miałby targać się na zdrowie psychiczne tak przeciętnej osoby jak ja? Zostawała jeszcze jedna alternatywa.
Wstrzymałem oddech. Spróbowałem przypomnieć sobie, czy kiedyś słyszałem o śmierci na przystanku w okolicy. Chwila, chyba coś takiego wyda… Stop! Nie miałem pewności. Właściwie mogłem to sobie teraz uroić, więc nie powinienem dalej pobudzać wyobraźni. Najpewniejszym sposobem sprawdzenia byłoby zbliżyć się i ją dotknąć, lecz tak czy siak to nie miałoby szczęśliwego zakończenia. Nie miałem pojęcia, który potencjalny rezultat był gorszy – ona okazuje się duchem, czy ja trafiam za kratki za molestowanie?
Tap, tap.
Na swój sposób zacząłem doceniać nasze nieme randki. Pomimo tego, że nie znałem jej imienia, polubiłem ją. Stała się poniekąd stałą częścią mojego życia, pewną tak samo jak to, że znowu nie będzie śniegu na Boże Narodzenie, ale za to w połowie stycznia nadejdą mrozy. Nie miałem pojęcia, co bym zrobił, gdyby któregoś razu, podczas deszczowego wieczoru nie zjawiłaby się na przystanku. To byłoby jak kres epoki. Nie odnalazłbym się potem w życiu. Więc na co czekasz? Zagadaj do niej wreszcie! Przyznaj przed sobą, że ci się podoba i zaproś ją w ciekawsze miejsce niż zatopiony przystanek na odludziu.
Niech będzie.
Zebrałem całą swoją odwagę i skoczyłem do boju.
– Przepraszam…?
Tap, tap.
Zdziwiłem się, bo ten głos nie należał do mnie. Był niższy i należał do kogoś wyraźnie ode mnie starszego.
– Wchodzi pan, czy nie?
Znikąd pojawił się autobus i przez otwarte drzwi przemawiał do mnie kierowca.
– Tak, tak… – potwierdziłem posłusznie i wspiąłem się po schodkach.
Płacąc za bilet, zauważyłem, że oprócz mnie jedynym pasażerem była przemoczona dziewczyna. Siedziała daleko – straciłem moją szansę. Zrezygnowany, osunąłem się więc na pierwszy lepszy fotel i wyciągnąłem telefon. To, co zobaczyłem na jego wyświetlaczu, wstrząsnęło mną.
Nadal był ten sam dzień, a do tego minęło zaledwie pięć minut, odkąd po raz ostatni sprawdzałem godzinę. Te wszystkie dni wydarzyły się wyłącznie w mojej głowie. Zamknąwszy oczy, ze wstydu zapadłem się w siedzisku. Dochodziły mnie jedynie dźwięk silnika i symfonia uderzającego o szybę deszczu. Tap, tap, tap. Jakby nawet on wyśmiewał ilość mentalnej gimnastyki, którą wybrałem zamiast po prostu się odezwać.

Tomasz Daiksler, Portret Marysi Kożewnikow, olej płótno

The post Ostatni kurs appeared first on Pro Libris.

]]>
Nieperfekcyjny ideał (Yi Sang, Kości dziecka) https://prolibris.net.pl/yi-sang/ Wed, 17 Jan 2024 20:04:07 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11822 Piotr Gulewski

The post Nieperfekcyjny ideał (Yi Sang, Kości dziecka) appeared first on Pro Libris.

]]>

Nieperfekcyjny ideał

Yi Sang, Kości dziecka, przeł. E. Rynarzewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, 160 s.

Yi Sang jest wyjątkową postacią literatury koreańskiej, jednym z najbardziej zasłużonych pisarzy początków modernizmu tego kraju. Okres działalności autora upłynął pod znakiem ciężkiej okupacji japońskiej oraz gruźlicy, z którą zmagał się przez ostatnie lata życia i na którą zmarł w 1937 roku, w wieku 27 lat, pozostawiając po sobie rewolucyjne i kontrowersyjne dla jemu współczesnych, zarazem formą, jak i treścią, dzieła, głównie poezję. Jego najsłynniejszymi dziełami są: antologia wierszy Crow’s Eye View (Oczami wrony) oraz zbiór opowiadań Kości dziecka.

W skład Kości dziecka wchodzi pięć opowiadań. Są to kolejno: Skrzydła, Spotkania i rozstania, Fantazmaty, Kości dziecka oraz Ostatnie godziny. Są one utrzymane w tonie autofikcji, w której dzięki mistrzowskiemu użyciu strumienia świadomości oraz wplątaniu wątków i postaci z życia autora, granica między biografią a fikcją zdaje się zanikać. Yi Sang udziela głównym bohaterom własnej tożsamości – czasem w domyśle, czasem bezpośrednio, nadając im swoje imię (jak np. w Spotkaniach i rozstaniach czy Ostatnich godzinach). Każdy z tych Yi Sangów cierpi, tak jak ten prawdziwy, z powodu niesprawiedliwości świata, choroby oraz nieszczęśliwych relacji z kobietami. Jest złamanym geniuszem, balansującym na krawędzi rozpaczy, lecz pomimo okoliczności, skrycie marzącym o zaznaniu choćby odrobiny szczęścia. Ton, w jakim utrzymane są te historie, wywołuje w czytelniku wrażenie, jakby pisane były nie słowami, lecz czystym bólem.

Na szczególną uwagę zasługuje opowiadanie Skrzydła. Jego bohater jest pogrążony w letargu i zamieszkuje wraz z żoną w dwupokojowym mieszkaniu w ubogiej dzielnicy. Protagonista nie potrafi, bądź nie chce, nazwać zawodu małżonki, która późnymi wieczorami, kiedy on leży owinięty ciasno kołdrą w swoim pokoju, w drugim przyjmuje innych mężczyzn, płacących jej za te wizyty. Po każdym dniu pracy żona zostawia Yi Sangowi część zarobionych pieniędzy. Gromadząc je, bohater z czasem wyrabia w sobie zainteresowanie światem zewnętrznym i po długim czasie zamknięcia w czterech ścianach wyrusza w poszukiwaniu sposobu, w jaki może wydać swoje oszczędności. Tym samym rozpoczyna też podróż ku wyzwoleniu z więzień, którymi stały się dla niego nieszczęśliwe małżeństwo, mieszkanie oraz jego własny umysł, marząc, by pewnego dnia odzyskać utracone skrzydła i odlecieć na nich od otaczającego go zła.

Okładka książki

Jak zaznacza Ewa Rynarzewska – autorka polskiego przekładu Kości dziecka, tłumaczenie Yi Sanga jest trudnym zadaniem, gdyż, oprócz niejasności w interpretacji utworów, pisarz często łamie zasady gramatyki, wtrąca wyrażenia z innych języków oraz specjalistyczny żargon, nie stroniąc także od mniej konwencjonalnych interpretacji koreańskich znaków. Te zabiegi potęgują obraz ekscentrycznego, szokującego twórcy o wybitnym intelekcie, jaki Yi Sang kreował dla siebie zarówno literacko, jak i w życiu prywatnym. Charakter artysty doskonale oddaje nawet jego pseudonim, pochodzący od koreańskiego słowa „isang”, w swoim zasięgu znaczeniowym obejmującego od „odmienności” aż do „ideału”.

Biorąc pod uwagę brak nowego nakładu wydawniczego, twórczość Yi Sanga nie cieszy się w Polsce dużą popularnością – fizyczne kopie są dostępne jedynie na rynku książek używanych – zbiór Kości dziecka najłatwiej zdobyć więc w formie ebooka. Niemniej jednak jest to autor, któremu zdecydowanie warto dać szansę.

Piotr Gulewski

Szkic anioła

The post Nieperfekcyjny ideał (Yi Sang, Kości dziecka) appeared first on Pro Libris.

]]>
Deformator https://prolibris.net.pl/piotr-gulewski/ Wed, 28 Jun 2023 17:12:41 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9394 Piotr Gulewski

The post Deformator appeared first on Pro Libris.

]]>

Piotr Gulewski

Deformator

– I to wszystko na dziś – oznajmił Juzo, właściciel warsztatu, dokręcając ostatnią śrubkę na protezie ramienia klienta. – Proszę poleżeć jeszcze moment, żeby skończyła się kalibracja z układem nerwowym.

Pacjent podziękował uprzejmie. Nie była to jego pierwsza wizyta, ale Juzo wolał zawsze przypominać. Zwłaszcza odkąd mechaniczne modyfikacje ciała stały się popularne. Świadomi tego, że co by się im nie stało, zawsze będzie można to naprawić, ludzie zaczęli stawać się coraz bardziej lekkomyślni.

– Gdyby czegoś pan potrzebował, będę na zewnątrz. – Skinął głową w kierunku balkonu i odszedł.

Znalazłszy się na świeżym powietrzu, Juzo zapalił papierosa i oparłszy się o balustradę, spojrzał na ulicę. Obserwowanie przechodniów relaksowało go. Szukał wśród nich posiadaczy protez i innych zewnętrznych implantów. Jeszcze rok temu dostrzegał pojedyncze przypadki, lecz teraz, gdzie jego oczy by się nie zatrzymały, tam kogoś znajdował. Nawet jeśli te osoby nie były klientami jego warsztatu, Juzo odczuwał dumę. Technologia zdążyła już pomóc tak wielu… W tym jemu samemu. Dwadzieścia lat temu Juzo stracił w wypadku prawą nogę i dopiero przy pomocy mechanicznej protezy, którą sobie samodzielnie skonstruował, stanął w końcu na obu nogach, przy okazji odkrywając życiową pasję. Niespodziewana okoliczność wybiła go jednak szybko ze wspomnień.

Po przeciwnej stronie ulicy stała dwójka młodych ludzi ubranych w białe uniformy – chłopak i dziewczyna. Musieli być rodzeństwem, bo oboje mieli identyczne, krótkie bladoblond włosy i wydatne kości policzkowe. Dwójka rozpaczliwie próbowała zdobyć uwagę tłumu, wpychając wręcz na siłę ulotki. Cokolwiek reklamowali, skoro nikogo to nie obchodziło, Juzo stwierdził, że jego również nie powinno.

*

Minęły dwa tygodnie. Tego dnia Juzo miał umówioną wizytę pewnej kobiety, która potrzebowała implantu skóry twarzy. Było to dość niecodzienne zamówienie, po którym spodziewał się u pacjentki oparzeń czy innych widocznych obrażeń, lecz takowych wcale nie miała. Okazała się młoda i atrakcyjna, bez żadnych ściśle medycznych powodów do operacji. Juzo zapytał ją, dlaczego zgłosiła się do niego. Odparła:

– Wtedy nigdy nie przestanę być piękna.

Klient to klient. Wie, co dla niego najlepsze. Juzo przekonywał się przez całą operację. Mimo to, kiedy podał kobiecie lusterko, by mogła przyjrzeć się końcowym efektom, nie potrafił podzielić jej euforii. Zafascynowana swoim nowym wyglądem pacjentka nawet nie dostrzegła grymasu wątpliwości, jaki pojawił się na twarzy mistrza warsztatu. Pożegnawszy ją, Juzo udał się na balkon zapalić.

– Czy aby na pewno było to konieczne? – mruknął, przypatrując się obłokom wydmuchanego dymu.

Na drodze, tym razem trochę dalej od warsztatu, znowu stało rodzeństwo agitatorów. Ostatnio często tu bywali. Od czasu do czasu pojedyncza osoba nawet się zatrzymała, by ich chwilę posłuchać.

– Syn tamtego faceta musi być ich rówieśnikiem – zauważył.

W wypadku, w którym w młodości Juzo stracił nogę, uczestniczył drugi samochód. Jego kierowca zginął na miejscu. Dziecko jadące z tyłu miało więcej szczęścia. Juzo marzył, żeby odnaleźć i zadośćuczynić sierocie, lecz to było niemożliwe. Nikt nie podałby mu potrzebnych danych. Zwłaszcza, że nie był pewny, czy to był w ogóle chłopiec.

*

Miesiąc później. Juzo wciąż z trudem przyzwyczajał się do tego, że przez niedawno wprowadzone zarządzenia jego warsztat przemianowano na klinikę, a on sam zyskał tytuł doktora. „Ustawa antydyskryminacyjna”, bo tak nazywało się nowe prawo, sprawiła, że przychodnia Juzo wypełniła się po brzegi pacjentami, którzy nie byli ani trochę podobni do jego poprzedniej klienteli. Ich ciała miały w sobie już tyle metalu, że momentami zapominało się, że wciąż są ludźmi.

– Mimo wszystko, w środku nadal jesteśmy tacy sami. – Juzo westchnął, przykucając na balkonie.

Nie miał nawet nastroju na oglądanie przechodniów. Po prostu zamknął oczy i myślał. Zarówno o tym, co jest, jak i o tym, co było. Miał wtedy 18 lat. Wracał późną nocą pijany z imprezy. Prawo jazdy posiadał od paru tygodni, ale brawura wzięła górę. W pewnej chwili przysnął z nogą na gazie. Zniosło go w lewo. W najgorszym możliwym momencie. Prosto na czołówkę z nadjeżdżającym pojazdem. Prosto do życia pełnego wyrzutów, w którym nigdy nie znajdzie odkupienia, niezależnie ilu ludziom pomoże.

W tym czasie naprzeciw kliniki kilku policjantów, z których każdy miał wszystkie kończyny mechaniczne, rozganiało grupę gapiów, a jasnowłose rodzeństwo wymykało się w boczną uliczkę.

*

Kolejne tygodnie mijały. Juzo jakoś odnalazł się w fali drastycznych zmian, jakie wstrząsnęły społeczeństwem. Ludzie bez protez byli już mniejszością. Najwidoczniej tak musiało być. Wszystkie głosy wątpliwości, jakie przewijały się wokół, zdawały się zanikać. Wbrew obawom, które gdzieniegdzie się wcześniej pojawiały, posiadacze mechanicznych udoskonaleń wcale nie stawali się obywatelami pierwszej kategorii. Aż pewnego dnia Juzo stracił tego pewność…

Od samego poranka w poczekalni kliniki panowało nadzwyczajne poruszenie. Pacjenci w małych grupkach zażarcie dyskutowali o czymś półgłosem. Juzo nie potrafił stwierdzić, o co dokładnie chodziło, więc z ciekawości wyłonił się ze swojego gabinetu. Kiedy jednak został dostrzeżony, wszystkie rozmowy nagle wygasły. Zapanowała nienaturalna głucha cisza.

– Czy coś się stało? – spytał.

Nie otrzymał jakiejkolwiek odpowiedzi. Jedynie pogardliwe spojrzenia wbiły się w niego na moment, jakby popełnił niewybaczalne wykroczenie. Wobec tego wzruszył niepewnie ramionami i oświadczył:

– Następny, proszę.

To zdarzenie nie dawało Juzo spokoju. Gdy tylko nastał czas przerwy, zamknąwszy za sobą klinikę, udał się do pobliskiego sklepu kupić gazetę. Liczył, że naprowadzi go to na trop wcześniejszego zamieszania i miał rację. Już na pierwszej stronie znalazł się krzykliwy nagłówek: „Partia Postępu zakańcza ucisk syntetycznych”. Syntetycznymi nazywano obecnie osoby, u których ilość mechanicznych implantów w ciele przekraczała 50 procent. Mieli od teraz zyskać wiele przywilejów kosztem „organicznych”. Między innymi priorytet w kolejkach do lekarzy, osobną komunikację miejską, prawo do utworzenia przestrzeni z zakazem wstępu dla organicznych, a także sporo innych.

– To ktoś ich uciskał? – W zdziwieniu odłożył gazetę na półkę.

Wracając do siebie, Juzo zastał przed budynkiem sporej wielkości tłum. Nie byli to jednak pacjenci czekający na jego powrót. Przebiwszy się przez gąszcz ludzi, Juzo zobaczył, że zebrali się oni, by obejrzeć jego zdewastowaną klinikę. Wszystkie przednie szyby były rozbite, drzwi frontowe wyłamane, a nad całością górowało złowieszcze graffiti, które przedstawiało w połowie metaliczną czaszkę ze świecącym czerwienią okiem.

*

Uprzątnięcie zniszczeń zajęło Juzo cały wieczór. Musiał zająć się wszystkim osobiście, bo żadna firma remontowa nie była dostępna w tak krótkim czasie, a na domiar złego policja uznała jego zgłoszenie za mało istotne. Zamalował dzieło wandali, jakoś naprawił drzwi i zamówił nowe szyby. Szyby… Przeklęte szyby. Gdyby nie one, mógłby już jutro otworzyć się jak zwykle, a tak czekał go zastój. Wciąż rozmyślając o tym, jak jego krzywda została zlekceważona, Juzo położył się spać.

Obudził go dźwięk tłuczonego szkła. W pierwszej chwili Juzo uznał go za część snu, ale trzaskający szum, który potem nastąpił, zaniepokoił go. Zerwał się gwałtownie i zamarł. Jego mieszkanie płonęło. Zanim zdążył się ruszyć, kolejna zapalona butelka wleciała przez wybite okno i wybuchła tuż przy jego łóżku. W panice strzepnął z siebie kołdrę, która zajęła się ogniem. Dobiegły go okrzyki z zewnątrz, gdzie zebrały się nieprzebrane masy zamaskowanych ludzi. Z krzykiem rzucił się ku drzwiom.

Juzo musiał uciekać. Mieszkał na piętrze swojej kliniki, ale było z niej inne wyjście niż front, przed którym czekali napastnicy. Jeśli udałoby mu się do niego dotrzeć, będzie w stanie zawiadomić odpowiednie służby. Może tym razem posłuchają… Nie dane mu było jednak spełnić tego zamiaru.

Kiedy Juzo był już w połowie schodów, poczuł nagłe uderzenie w tył głowy. Poleciał do przodu i upadł boleśnie twarzą o podłogę. Jego ciało zdrętwiało. Metaliczny posmak wypełnił jego usta. Choć słyszał wszystko jak przez taflę wody, przebił się do niego stukot czyichś obcasów. Wkrótce został uniesiony do pozycji siedzącej.

– Witaj, deformatorze – przywitał go kobiecy głos.

W jej właścicielce Juzo rozpoznał agitującą w okolicy dziewczynę. Oprócz zwykłego białego stroju miała na sobie krwiście czerwoną pelerynę i trzymała w ręku okazałej wielkości młotek. Osobą, która trzymała Juzo, musiał być jej brat.

– Nie mogliśmy doczekać się spotkania z tobą. W końcu, po tych wszystkich latach… Dlatego właśnie wybraliśmy ciebie za pierwszy cel.

– Kim jesteście?! Czego chcecie? – Juzo zapytał nieprzytomnie.

Dziewczyna zaśmiała się. Emanowała niewyobrażalnym fanatyzmem.

– Oczyścić ten świat z plugastwa, jakim ty i tobie podobni go wypełniliście. By sprawić, że człowiek odzyska swoje człowieczeństwo i przestanie być mechaniczną karykaturą. A oprócz tego… – Zamachnęła się młotkiem. Cios był na tyle potężny, że proteza Juzo roztrzaskała się, a on zawył z bólu.

– Pomścić ojca, którego nam odebrałeś. Na naszych oczach – dokończył chłopak.

Gdy lina zaciskała się na jego szyi, Juzo pogodził się z losem. Demony przeszłości nareszcie go dogoniły. Zawiśnie w imię rewolucji, zapomniany przez większość, zapamiętany wyłącznie jako „deformator” przez tych, którzy nie mogli pogodzić się ze zmianami.

Szkic oka

The post Deformator appeared first on Pro Libris.

]]>
Od redakcji https://prolibris.net.pl/od-redakcji-84/ Mon, 26 Jun 2023 19:02:20 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9021 Żyjemy w świecie kultu młodości. Kojarzy się nam ona z tym, co najbardziej pożądane – ze zdrowiem, urodą, sukcesem, witalnością...

The post Od redakcji appeared first on Pro Libris.

]]>

Od redakcji

Żyjemy w świecie kultu młodości. Kojarzy się nam ona z tym, co najbardziej pożądane – ze zdrowiem, urodą, sukcesem, witalnością. Jest też jednym z ważniejszych etapów w życiu człowieka. To wówczas kształtuje się charakter, psychika, rodzą się zamiłowania. To także czas nauki, nie tylko instytucjonalnej, ale także proces odkrywania siebie i rozpoznawania, jaki jest świat, jakimi prawami się rządzi. Często poznawaniu otaczającej rzeczywistości towarzyszy odkrywanie własnych pasji, predyspozycji, które bywają zabawą, chwilową fascynacją, często zaś są zapowiedzią przyszłej życiowej drogi.

Redakcja „Pro Libris” od początku istnienia ma szczęście współpracować z młodymi twórcami. Niektórzy z nich, wraz z Pismem, nabrali dojrzałości twórczej (m.in. Krzysztof Koziołek, Mirosława Szott, Przemysław Grzesiński, Andriej Kotin, Karol Graczyk, Marcin Mielcarek, Konrad Krakowiak). Jedni są z nami do dziś, inni poszli swoją drogą. Są też tacy, którzy debiutując w naszym kwartalniku, zajęli się profesjonalną działalnością krytycznoliteracką, by dzisiaj współtworzyć z nami „Pro Libris”.

Numer POSZUKIWANIA tworzą ludzie młodzi, także bardzo młodzi, począwszy od uczennicy szkoły podstawowej, poprzez licealistów, studentów, a skończywszy na badaczach literatury czy osobach już pracujących, a parających się pisaniem. Zgodnie z założeniem redakcyjnym tym razem publikujemy teksty twórców, którzy bądź to dopiero wkraczają w świat literatury, bądź też mają osiągnięcia, które warto promować i upowszechniać.

Do współpracy zaprosiliśmy znanego w kraju poetę, krytyka i animatora kultury Rafała Gawina, który w szkicu Wraca temat, ironia się tępi omawia najnowsze trendy w polskiej poezji. Mirosława Szott natomiast przygląda się autorkom i autorom z regionu lubuskiego, wskazując na ważne zjawiska w ich tworzeniu, także na aktywność literacką młodych. Z kolei Joanna Wawryk dokonała przeglądu dorobku wydawniczego środowiska studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Wśród autorów znajdują się poeci i prozaicy wyłonieni w regionalnych i ogólnopolskich konkursach, w tym w Konkursie na Debiut „Pro Libris”. Prace Patrycji Mierzejewskiej, Barbary Wauben-Czekalskiej, Ewy Franków, Barbary Czyżewskiej, Emilii Ćwik i Anny Cichej, najwyżej ocenione przez jurorów wspomnianego Konkursu, publikujemy w numerze. Łamy Pisma wypełniają ponadto utwory poetyckie Julii Kruszakin i Zofii Ścigaj, które znakomicie zaprezentowały się podczas finału 53. edycji Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Są także z nami młodzi autorzy, którzy kilkakrotnie publikowali w „Pro Libris”, a których rozwój obserwujemy z życzliwością i z podziwem: Marcin Mielcarek, Dorota Grzesiak, Julia Gwóźdź, Piotr Gulewski, Natalia Haczek, Joanna Nawlicka, Weronika Nawrocka, Joanna Marcinkowska i in. Warto ponadto sięgnąć do działu RECENZJE I OMÓWIENIA, w którym m.in. ocenie została poddana książka Jolanty Fainstein, debiutującej dramaturżki. Z kolei wytrawni krytycy starszego pokolenia – Czesław Sobkowiak i Robert Rudiak – zrecenzowali tym razem twórczość młodych autorek – Darii Walusiak i Joanny Marcinkowskiej.

Aby idei przewodniej tego numeru stało się zadość, do współpracy zaproszeni zostali uczniowie Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zielonej Górze, których rysunki, obrazy i rzeźby zapewniły oprawę graficzną numeru.

Nie wszyscy twórcy zostali wymienieni z nazwiska, ale wszyscy stanowią nasz potencjał, który – mamy nadzieję – również Państwo docenią.

The post Od redakcji appeared first on Pro Libris.

]]>