Maria Jolanta Fraszewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/maria-jolanta-fraszewska/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Thu, 11 Jun 2026 08:00:32 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Maria Jolanta Fraszewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/maria-jolanta-fraszewska/ 32 32 Wiersze [Oto mgiełka, Mgieł obłok, Mgiełka, Sen o ciszy] https://prolibris.net.pl/wiersze-oto-mgielka-mgiel-oblok-mgielka-sen-o-ciszy/ Thu, 11 Jun 2026 07:50:40 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17202 Maria Jolanta Fraszewska

The post Wiersze [Oto mgiełka, Mgieł obłok, Mgiełka, Sen o ciszy] appeared first on Pro Libris.

]]>

Maria Jolanta Fraszewska

 

Oto mgiełka

oko mgieł łka
nawleka nitkę
osnutą nutą
mgieł łka otoczenie

oto mgieł łka oko
nawleka nitkę nutą
po woli wolno
osnutą

tulę przykrywam otulam
obejmuję ukrywam w ramionach
horyzont rozumie i czuje
pochłania mnie z tobą
w zachwycie

 

 

 

Mgieł obłok

nabyłam
kawałek morza
oddechem

wiatr
krótkie słowo

wydęte usta
nic się nie dzieje
cisza

a potem liście
plądrują niebo

łaskoczą
obłok
mgła
kładzie skroń
na dłoni

delikatnie
tak jak lubię

nabyłam
kawałek morza
oddechem

usta wschodzą
czerwienią
łaskoczą obłok

śmieją się
razem w ramie
obrazka płomiennego

 

 

 

 Mgiełka

czas w ramionach mgieł
łza i jej rosa
okiennice poranka
w zieleni szarości
stokrotnie się rozbiela
wyłania jak łania
kwiat koniczyny
rozwichrzony

 

 

  

Sen o ciszy

przyjeżdżam nad Odrę po ciszę
w szkle pianie koguta
zbyt wiele jest słów
które milczą gdy
potrzeba słońca
staje się promykiem

wyprany z dnia białego sen
łyka przewodnią falę
i wodzi na pokuszenie

przyjeżdżam aby potrzymać za dłoń
przepływającą wodę
i szeptać do ucha niecodzienności

 

Wiersze z przygotowywanego tomiku poetyckiego pod roboczym tytułem Oko mgieł łka.

 

 

The post Wiersze [Oto mgiełka, Mgieł obłok, Mgiełka, Sen o ciszy] appeared first on Pro Libris.

]]>
Przekładaniec z kolorem fioletu i wzruszenia (Roksana Bach, Śliwki w czekoladzie) https://prolibris.net.pl/przekladaniec-z-kolorem-fioletu-i-wzruszenia-roksana-bach-sliwki-w-czekoladzie/ Wed, 30 Oct 2024 11:43:43 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=14806 Maria Jolanta Fraszewska

The post Przekładaniec z kolorem fioletu i wzruszenia (Roksana Bach, Śliwki w czekoladzie) appeared first on Pro Libris.

]]>

Przekładaniec z kolorem fioletu i wzruszenia

Roksana Bach, Śliwki w czekoladzie, Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry WINNICA, Zielona Góra 2023, 64 s.

Czytając, czyli wchodząc w treści zawarte w tomiku Śliwki w czekoladzie, szczerze się wzruszyłam. Być może z pobudek egoistyczno-egocentrycznych, bo przecież słowa wypowiada młoda osoba, odnosząc się do lęku, który towarzyszył oczywistości momentu odchodzenia z naszego wspólnego świata – jej babci. Teoretycznie – to mogłabym być ja, bądź mogłaby to być moja mama, a powodem takowego myślenia jest właśnie mój podniosły już wiek.

Czy gdybym otrzymała pierwsze fioletowe fiołki z rąk mojej wnuczki, to poczułabym rozczulenie? Na pewno. A fioletowe wrzosy, a fioletowe jagody? I fioletowy język umorusany podobnie jak dłonie, które je zrywały. Nie należy zrywać, niech rosną, tak jak natura to stworzyła czy „na chwałę Pana Boga”. Tak też mawiała moja nieżyjąca już babcia. Roksana Bach pisze:

siadam nad pustą kartką
żeby wypełnić ją
inną pustką

bo:
łatwiej jest deklarować wojnę, niż wyznać uczucia.

Fiolet to szczególna barwa zarezerwowana dla przestrzennej materii i niebytu, jaką jest kosmos. Od wieków kojarzył się z duchowością, tajemniczością i magią. Właśnie z magią 

związany był śliwkowy odcień fioletu. A ten coraz bardziej ciemniejszy – z powagą i śmiercią. Fiolet jest mieszanką koloru czerwonego i niebieskiego. Zapewne wszyscy pamiętamy lekcje spędzone z pędzelkiem w ręku, przedszkolne czy szkolne zajęcia plastyczne. Pierwsze próby mieszania podstawowych kolorów i odkrywanie, co z tej czy innej mieszanki barw powstanie. Bawiliśmy się, nie wiedząc, że poszukujemy i odkrywamy tajemnice malarstwa Leonarda da Vinci, który używał fioletu dla okazania głębi uczuć, podkreślenia pasji i duchowości. Dawniej fiolet przysługiwał wyłącznie monarchom i tylko ludzie bogaci i u władzy mogli przyodziewać szaty barwy fioletowej. Od razu wiedziało się, że jest to dostojnik kościelny i należało przed nim z atencją uklęknąć. W chrześcijaństwie kolor fioletowy symbolizuje mękę i cierpienie. Dlatego też stał się kolorem noszonym przez kapłanów podczas mszy żałobnych.

W psychologii rozdziela się jego znaczenia zależnie od nasycenia. Ten ciemniejszy odcień wiąże się z kreatywnością, jaśniejszy ma nas uspakajać i relaksować. Dlatego też fiolet używany jest w leczeniu zaburzeń nerwowych. Promuje duchową harmonię, jednocześnie inspirując do myślenia poza schematami. Skłania do rozwoju i samodoskonalenia. Nadaje mu się również znaczenie uzdrawiania i regeneracji sił.

Bo mistyczności należy zawierzyć, aby nie zwątpić, że przekraczając niewidzialne granice i wchodząc w świat mgieł niebiańskich, nie rozstajemy się z bliskimi osobami. Być może świadomość ludzi odchodzących tegoż faktu nie odnotowuje, jednak ci, których się osieroca, szukają sposobu, aby ukochana osoba nie zniknęła bezpowrotnie. Gdy wchodzi się w niebieskie bramy, czerwoną ludzką krew pozostawiamy na ziemi. Zmieszani jak kolor niebieski i czerwony rodzimy fioletową jaźń ducha pamięci.

w przedsionku
już nikogo

bo w sercu i w pamięci zapisane jest miejsce osuwiskiem wspomnień.

Jesteś na zdjęciu taka, jaką chcę cię pamiętać
lekko zwichrzone włosy, małe znamię, rzęsa
mrużysz lekko powieki, chyba razi cię słońce
mimo to widzę twoje oczy, są takie kojące
rzeczywistość może nas na co dzień zniechęcać,
ale jesteś na zdjęciu taka, jaką chcę cię pamiętać

Zwyczajnie ludzkie słowa, choć brzmią mistycznie, gdy czytamy dalej:

widzę cię w słabym świetle […]
kruchy liść kołysze się na ciemnym pomniku
[…]
chyba się pomyliłam, bo nie mam twojego zdjęcia

Zastanawiam się, ile lat liczy sobie autorka tomiku wierszy i poetyckiej łagodnej prozy, autorka niewielkiej książeczki Śliwki w czekoladzie, pierwszej w jej, mam nadzieję, rozwijającej się w przyszłości karierze literackiej.

Za czasów mojej młodości cukierki owinięte szeleszczącym papierkiem z takim samym napisem „śliwki w czekoladzie” zazwyczaj leżały w każdym domu wyłożone na publiczny, czyli sąsiedzki widok, w kryształowych misach czy talerzach. Rarytas. Bo i zdobyć go było trudno, a i poczęstować gości należało nie byle czym. A potem rozkoszować się ich smakiem, który rozpływał się w ustach, choć też należało uważać ze względu na spirytus, w którym namaczano śliwki przed zanurzeniem w czekoladzie. A więc pokoje w PRL-u wyposażone były w meblościanki na wysoki połysk i połyskujący stół. A na środku stołu pokrytego koronkowym obrusem wykonanym własnoręcznie tkwił egzemplarz wygrawerowanego szkła, czyli kryształu. Przez wiele lat obraz powyższy kojarzył mi się z brakiem odpowiedniej estetyki i dobrego smaku. Ale teraz wspomnienie to rozrzewnia, a i moda przyszła na dekoracje tegoż rodzaju. No i wpadłam jak śliwka w kompot. Wyciągam z dna szafki kryształową paterę i lecę do Biedronki po śliwki w czekoladzie.

Jednak domowe śliwki w czekoladzie, ich wykonanie i obdarowanie to wyraz szczególnej miłości. Sprawia się je własnoręcznie i wręcza komuś, kogo się szczególnie wyróżnia, lubi czy kocha.

boję się nie pisać o naszych spojrzeniach
bo czasem myślę, że wtedy umieram
że lada moment już nic nie zostanie
prócz lepkich łez w fioletowych papierkach

To nie tylko wiersz o żałości, to wiersz o sprawczości, o sile przypominania sobie wspólnie wykonywanych czynności, które gloryfikowały wzajemną miłość, troskę i życzliwość. Fotografie mogą przybierać różną postać, nie tylko tę materialną. Pamięta się bowiem rozmowy, ich wydźwięk, wspólnie spędzony czas i obawy, że ich krótkotrwałość nie jest zależna od nas. Jakże trudno rozstać się z przedmiotami, którym kochana babcia nadawała istotność i żywotność, sens. Gdy odeszła ona, to odeszły też przedmioty, jakby dusza i z nich zeszła, a resztę dokonają już ludzie.

nie zostawiłaś kartki w drzwiach, że zaraz wrócisz
i żeby wstawić ziemniaki, bo się będą długo gotować

A w innym wierszu poetka kontynuuje:

na początku było osiem krzeseł
wzięłam sześć
kilka zdjęć
teczkę świadectw
rozebrałam stojak na kwiaty
które tak lojalnie więdły za tobą
[…]
przestawiłam każdą myśl i filiżankę
nic i tak nie jest już na swoim miejscu

Padają szczere słowa autorki, szczery żal, płacz po ukochanej i bardzo bliskiej jej sercu babci. I pozazdrościłam tej babci umiejętności pozostawienia po sobie tak pięknej pamięci w tak pięknej postaci.

Nie jest łatwo pochylić się nad oczywistością losu ludzkiego, a to właśnie uczyniła Roksana Bach, pisząc, a w zasadzie opisując, jak „wielkieś mi uczyniłaś pustki w domu moim […] tym zniknieniem swoim …”, chciałoby się dodać za wieszczem Janem Kochanowskim.

Ile więc liczy sobie młoda osóbka, kobieta, która tak troskliwie otacza opieką dni wypełnione obecnością babci, przeciwstawiając się w delikatny i bardzo wrażliwy, jasno fioletowy sposób ogarniającej ją bezradności wobec wiedzy, że:

kiedy odwiedzę cię po raz ostatni
nie będę wiedzieć, że to już ta chwila
i ty chyba też nie
wszystko będzie po staremu

Zmieniające się i wymieniające się pokolenia. Taki los, takie życie, ogarnia mnie sentyment i refleksyjność, gdy przemierzam wraz z Roksaną świat przeżyć. Uderza mnie ciepło i wrażliwość spostrzegania codzienności, zwykłości, której urok autorka dostrzega w sposób prosty i bezpośredni. Zamienia w słowa obrazujące konieczność przemijania i tęsknotę do niepozornego, a wiecznego trwania.

W naszej polskiej, europejskiej, chrześcijańskiej kulturze przewijamy dni wsparte o określone wartości i zasady, które wyznaczają poprawność moralną, zasady etyczne, dobra i sprawiedliwości, jak kochać i nie krzywdzić, jak kochać i troszczyć się, jak wzajemnie obdarzać życzliwością, wsparciem i pomocą. Jak żyć we wspólnocie, w gronach owocujących trwałymi więziami grupowo-społecznymi. Szanować siebie i innych, nie wadzić nikomu i wierzyć w odwzajemnienie dobra.

Szczególny to tomik, utkany z delikatności, wrażliwości, szczerości i prawdy. Słów płynących prosto z serca, czyli przeżywanych emocji opatrzonych refleksją młodego życia wierzącego w przetrwanie.

A na zakończenie zapytałam autorkę Śliwek w czekoladzie, dlaczego tomik nosi ten tytuł? I Roksana odpowiedziała mi: „jestem słaba w wymyślaniu tytułów, co widać po wierszach, i nie było łatwo też z tytułem dla tomiku – miałam kilka pomysłów, ale żaden nie pasował mi do końca. A jak pojawiły się śliwki, to nabrałam pewności. Te śliwki w czekoladzie pojawiają się w jednym wierszu, który myślę, że spina całość”.

 

Maria Jolanta Fraszewska

 

The post Przekładaniec z kolorem fioletu i wzruszenia (Roksana Bach, Śliwki w czekoladzie) appeared first on Pro Libris.

]]>
Kobiecy podmiot (Maria Jolanta Fraszewska, Prze konanie) https://prolibris.net.pl/kobiecy-podmiot-maria-jolanta-fraszewska-prze-konanie/ Wed, 03 Apr 2024 10:49:51 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=12748 Czesław Sobkowiak

The post Kobiecy podmiot (Maria Jolanta Fraszewska, Prze konanie) appeared first on Pro Libris.

]]>

Kobiecy podmiot

Maria Jolanta Fraszewska, Prze konanie, Organon, Zielona Góra 2023, s. 86.

Jolanta Maria Fraszewska wydała od debiutu poetyckiego w 1990 roku cztery tomiki wierszy, które były zauważane. Najnowszy Prze konania jest piąty w jej dorobku. I wydaje się najciekawszy, najdonioślejszy, gdy idzie o treści i ich obrazowanie. Jego siły upatruję nie w refleksji jako takiej, ale w silnie zaznaczającej się dozie ciemnych odniesień rodzinnych, rozważań o śmierci, ale i w wierszach poświęconych wyzwoleniu duchowemu, pożądaniu i miłości. Można rzec, że każdy wers wynika z jej osobistego doświadczenia. Bardzo często dramatycznego, zapośredniczającego zarazem samotność i przemijanie. Poetka mówi pełnym głosem o swoim świecie i doznaniach życia w ogóle. Eskaluje i wyostrza ich znaczenie. Ukazuje je zawsze jako nadzwyczajne. Nie ma dla niej żadnego tabu. Jej poezję bez wątpienia cechuje swoboda i bogactwo wyrazu. Potrafi poruszyć szeroką gamę spraw i je ze sobą łączyć. Wiele wierszy, które w zbiorze stanowią główny nurt, niezwykle osobisty, wnikliwy, dotyczy uczuć, ale nie sentymentalnych. Ujmuje treści życia raczej, jak sama pisze – „niepoetycko”. Nigdy nie wyizolowuje swojego podmiotu. Kobiecość swoją sytuuje w szeroko prezentowanej egzystencji i pośród natury: „zielona trawa pośród kłosów my dwoje/ płomienne łąki”. W takim „laboratorium” urodziła się i wie, że nie tylko ona jest uczestnikiem istnienia, 

ale i „wokół mojej głowy wszędzie patrzą oczy/ ptaków much żab korzeni”. Sama swoim ciałem wpisuje się w ten rytm nie bezwolnie. Przede wszystkim pisze „różne opowieści” o sobie. Opowieści prawdziwe, które osadzone są w sferze symbolicznej, ale i w jej życiowej codzienności.

Poetka nie stroni też od przeprowadzenia rozrachunku, w którym rozpatruje całość podmiotowego doświadczenia. Nie cechuje więc jej wąska tematyka. Interesuje raczej oddanie żywiołu rzeczywistości aniżeli statyczna przedmiotowość. Mamy do czynienia z podmiotem bardzo aktywnym, od pierwszej do ostatniej strofy: „głośno odczytuję wiersz […] ściskam sok życia łapiąc jak deszczówkę”. Chce więc nadążać i na ile się tylko da wyrazić swój świat, uwzględniając wszystkie zależności, pokrewieństwa, podobieństwa swojej cielesności do cielesności natury. Czytelnik to wszystko dostrzeże, jeśli zechce się zanurzyć w dyskurs poetycki Jolanty Fraszewskiej. I jej liryce pozwoli się prowadzić po wielu obszarach rzeczywistości – pięknych lub zatrważających, bo często ostatecznych. Razem z poetką może doświadczyć „wędrownego życia”. Autorka odsłania siebie, prezentuje, ale nie epatuje prywatną biografią, nie cenzuruje siebie ani erotyzmu („nie wstydzę się”, „ćwiczę się w rozkoszy”), nie wprowadza jakichś ograniczeń, albowiem dąży do ukazania podmiotowej prawdy życiowej i drogi, którą przeszła. Pisze gęsto, miejscami nieco skomplikowanie, odnieść można wrażenie natłoku. Dlatego, że chce powiedzieć dużo. Tylko w krótkich, drobnych wierszach mamy klarowność liryczną. Dowiadujemy się o tym, co było dla poetki pozytywem, szczęściem, uniesieniem, co było bólem, ciężarem, zaznawanym zwłaszcza w domurodzinnym (wstrząsający Kocioł i inne) i istotą konfliktowych napięć pomiędzy nią a matką. Od tych trudnych spraw w żywiole poezji zapewne się wyzwala. I deklaruje, że szuka możliwości porozumienia i wybaczenia krzywd, które w niej tkwią. Pisze Poetka: „czekam na początek mojej miłości do matki”. I to w sytuacji, gdy są przecież mocno pamiętane doznania, w swojej istocie drastyczne i traumatyczne. I oczywiście nie ma tu miejsca na ubarwianie czegokolwiek, raczej jest turpizm: „kobieta umarła leżąc na tapczanie/ w zagłębieniu wygniecionym latami/ w samotnym kotle pościeli/ podług obyczaju podle/ czasami ktoś do niej zajrzał/ sprawdzić czy jeszcze oddycha”. Ukazała w wierszu jedną ze stron życia – tę bardzo ciemną, pełną cierpienia i samotności. Ostatecznego przemijania. Tytułowego „konania”. Ta wrażliwość i umiejętność odczuwania różnych spraw jest w tym zbiorku bardzo ważna. Cenna. To już nie tylko fascynacja żywiołem doznań, ale ostre zderzenie dwóch sfer, jasnej i ciemnej. Ustala się jednak pomiędzy nimi równowaga.

Gdy idzie o stronę jasną, to owszem, jest przywoływana i obrazowana, zwłaszcza uroda przyrody i bycie w niej, zanurzanie się całą sobą, smakowanie wszystkimi zmysłami zapachów, barw pola, łąki itd., ale jest ten świat przywoływany już w formie wspomnienia, z pamięci. Jeśli tworzy pieśń poetycką o wspaniałości i wielkości jej osobistego świata, to jednak jest to już „pieśń pożegnalna”. Można rzec, że Fraszewska dba, by o swoim życiu, o codzienności mówić prawdę. Nie omieszkuje odnieść się do spraw czasu: „grabarze/ życia codziennego/ wyruszyli w świat/ piewcy życia” zamilkli. To są obrazy ciemne, myśli gorzkie, ciężkie. Wnikliwość poetycka decyduje o tym, że są zauważane. Poetka dużo wie o życiu, o swoich pragnieniach, o miłości i nie ucieka w ton sielski, lecz, cytuję: „patrzę sobie prosto w oczy”, bez złudzeń, bez ubarwiania, świadomie „zbudowałam siebie na miarę rzeczy”. Uformowała siebie. Oznacza to zarazem, że nie chce uprawiać poetyckiego cierpiętnictwa. Myśli straceńcze nie imają się jej. Szybko się z nich otrząsa. Tego, co było kiedyś piękne, dobre, lekkie nie sposób przecież zasłonić, albowiem to oznaczałoby też zakłamywanie świata. Z pewnej odległości, po czasie, trzeba mieć odwagę rzec, że „ochroniliśmy gwiazdę która nie spadła […] promyk słońca ogrzewał nam dłonie”. W tym zbiorku oczywiście (raczej) piękno i brzydota, radość i rozpacz, krzywda i szczęście przeplatają się. Tytuł Prze konanie dobrze oddaje jego istotę. Z jednej strony, oznacza siłę biologicznego parcia, rodzenie dziecka przez kobietę, związane z wysiłkiem i determinacją życia, ale z drugiej strony, mamy do czynienia z ruchem przeciwnym, zwiastującym śmierć, rozkład, czyli z konaniem. Też będącym parciem, tyle że innego rodzaju. Paradoksalnie „konanie” wywiera presję na życie. Realne jest przecież konanie ludzi, ich zdrowia, konanie uczuć, więzi ludzkich. Jest poetycko obserwowane, ale z pewnym dystansem. Dochodzimy w tym miejscu do jakby filozoficznego uogólnienia. Jedno i drugie (owo „prze konanie”) stanowi metaforyczną „pępowinę/ z pokolenia na pokolenie”. Wypada docenić, iż poetka prezentując wiele różnorodnych obrazów życia i istnienia, potrafiła zdobyć się na tego rodzaju uniwersalną refleksję. O fundamencie decyduje „siła trwania”.

I na koniec. Potrafi Maria Fraszewska wykorzystać grę słowną, eksperymenty leksykalne, jak to ma miejsce w poetyce lingwistycznej szkoły Tymoteusza Karpowicza, którego duży fragment, przytoczony na początku tej książki, stanowi motto patronujące całemu jej zbiorowi. Myślę jednak, że tej metodzie stylistycznej nie dała się jednak pochłonąć, więc jest ta poezja głównie jej głosem, nacechowanym indywidualnością myśli i wrażliwości, i skojarzeń. I jeszcze. Zbiór zamyka wnikliwe posłowie Joanny Wawryk Ciało i słowo kobiety, z którym warto się zapoznać.

Czesław Sobkowiak

The post Kobiecy podmiot (Maria Jolanta Fraszewska, Prze konanie) appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersze [Przedwiośnie nad Odrą, ***pokój w którym mieszkam…] https://prolibris.net.pl/wiersze-przedwiosnie-nad-odra-pokoj-w-ktorym-mieszkam/ Tue, 19 Mar 2024 13:28:33 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=12320 Maria Jolanta Fraszewska

The post Wiersze [Przedwiośnie nad Odrą, ***pokój w którym mieszkam…] appeared first on Pro Libris.

]]>

Maria Jolanta Fraszewska

 

Przedwiośnie nad Odrą

cisza usnęła otulona
gdzie mieszka taka cisza
spokojna na obrzeżach
zaborcza w chwilowej niszy

wsi spokojnej ziemi rozłoga
zielona czarna słomiana mnoga
rozległa z nagła bezruchem spełniona

czasami przerywana
ruchem skrzydeł nadlatujących ptaków
bezwolnie odnawiana jak wiatr
modlitwy sennej dźwiękiem bezmiaru
jak ciiiiiiii jak szaaaaaaaaa
szara myszka rozlanej ziemi
przerywana rzędami czasu
upływa płynie przepływa przez palce
schronione przed upałem wypełnienia
ruchoma cisza wśród szperających w sitowiu
kolorowych łódeczek kaczek
i bocianów osiadających obok
na zielonych nabrzmiałych polach
u progu przesuwającego się horyzontu
za śladem słońca smakującego obłok
białe nieruchome kulki
jak owoce śnieguliczki przyciągające
drogi i błądzące ścieżki
wśród nadgryzionych wierzb
w dziuplach schowana przyszłość
powiewem pszczelej zachłanności
wzrokiem odprowadzana
aż zniknie z pola widzenia

 

***

pokój w którym mieszkam od lat
zestarzał się i nie ma już wspomnień
niewiele też widzi osłonięty ścianami
on jeden zna tajemnice mojej nagości
zwisająca skóra tapet klei się do świtu
obraz piersi drżących od dotyku
nieco się przekrzywił w ramach ramion
w kącikach ust mały haczyk
wciąż do połknięcia
motyle wyfrunęły z brzucha
a w otwartych oknach
zielone twarze kameleonów
z zasłon garściami rozsypały się papierowe ptaki
zagarniając przestrzeń
i wypuszczając korzenie na wolność

The post Wiersze [Przedwiośnie nad Odrą, ***pokój w którym mieszkam…] appeared first on Pro Libris.

]]>
W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy (fragment powieści) https://prolibris.net.pl/fraszewska-powiesc/ Sun, 12 Nov 2023 17:19:33 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10236 Maria Jolanta Fraszewska

The post W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy (fragment powieści) appeared first on Pro Libris.

]]>

Maria Jolanta Fraszewska

W sidłach namiętności.
Wirtualni ulicznicy

(fragment powieści)

 

Przez pół dnia oddawałam się rozkoszy nieistnienia. Jak to się robi, gdy nic się nie robi? Nie wiem. Leży się.

I nagle telefon przerwał tok przestrzennej pustki.

– Co robisz? – usłyszałam męsko brzmiący głos w słuchawce.

– Czekam na zmiłowanie boskie – odparłam, jakby to był atak. – Czekam na wybaczenie – ciągnęłam nędznie. Jak już raz wejdzie się w niespełniony nastrój, tak od razu z niego się nie wyskakuje.

– Nie zwracaj na mnie uwagi – pogrążałam się dalej.

– Telefonuję do ciebie nie po to, aby prowadzić monolog – głos uderzał mnie po membranie ucha. Jakby błędne ognie mnie opętały. Czas najwyższy, aby mu się odegrać.

– Brum, brum, brum – zawyłam chyboczącym głosem.

– Jezu! Zdurniałaś.

– Prawie.

Nie, nic więcej nie mów. Nie mów, bo szkoda słów. Słowa będą opadały, niżej i niżej, a ty wraz z nimi jak płonące po raz ostatni liście. I wylądujesz gdzieś w nieznanym miejscu. Zanim zorientujesz się gdzie, będzie już po wszystkim. Ponownie znajdziesz się w pustce. Samotność jest wtedy, gdy nikt do ciebie nie telefonuje. Nabywasz aparat telefoniczny, instalujesz go, wydajesz pieniądze i czekasz. Siadasz przed aparatem i lustrujesz go wzrokiem. Ładny, estetyczny, w twoim typie. I co jeszcze przychodzi ci do głowy? Że w twoim typie, estetyczny i ładny. Sama go wybierałaś, a on milczy jak mężczyzna. Przestań już milczeć! Przecież mówię do ciebie!

– Nie wierzę ci.

– Nie wierzysz?

– Nie. Znowu będzie tak jak poprzednio.

– Jak?

– Tak jak poprzednio…

Odłożyłam słuchawkę. Bezwzględne telefony. Odbierają spokój w każdym momencie, w każdej chwili. Wiem, że przegram, bo przyzwyczaiłam się do przegranej. Rozkosz jest chwilą, może tylko wyobrażeniem. Zaskoczenie rozchyla swą nagłość. Rozpina skrzydła namiotu chwili. Chwila brnie w chwilę. I za chwilę przeminie. Za chwilę oddajesz siebie. Potem szukasz powrotu. Nie możesz znaleźć, gdyż nie ma tej samej drogi odwrotu. Powrót nie istnieje. Powrót jest takim samym odkrywaniem jak przyszłość. Wciąż idziesz do siebie przed siebie. Czym różnią się powroty od odwrotów? Powrócić do ciebie mogę, ale odwrócić ciebie już nie mogę. Nie mogę odwrócić się od ciebie. Moje pożądanie odwraca się od ciebie i powraca do ciebie. Mknę i gnam do ciebie. Ilekroć się zatrzymuję – tracę oddech. Ilekroć tracę oddech, odwracam się od ciebie. A powrotu już nie ma…

2.

– Czemu milczysz? Czemu znowu milczysz!?

– Milczę… Słucham twego oddechu. Nie chcę przerywać jego rytmu, gdyż jestem w twym rytmie oddechu. Poszukuję tam siebie. Nasłuchuję, jak gubisz mnie za skałami, jak usilnie odcinasz się od mojego echa…

– Jesteś moim echem, cieniem i światłem.

– Jestem światłością, gdy leżę przy tobie. Płonę i błyszczę, gdy odchodzisz, tlę się zaledwie.

– Przecież jestem.

– Jesteś w słuchawce telefonicznej. Tam zamieszkałeś.

– Nie! Jestem przy tobie i zawsze będę!

– Będziesz tylko to mówił. Mówił do słuchawki telefonicznej. To ona czuje twój oddech. To na niej skrapla się tlen i wodór. To ona chłonie wodę, ślinę z twych ust. To ona pije twoje usta. To wszystko ma ona. Nie ja. To ona teraz zagląda ci w oczy. To ją teraz trzymasz w objęciach, parzysz ją swoimi dłońmi. Ja jestem daleko… daleko.

Gdzie jestem? Czy jestem w odwrocie? Stałam się odwrotna. Stoję do góry nogami. Podglądam go. Jaki on zabawny. Ściska słuchawkę w ręku i milczy. Zagryza wargi. Wyciąga brodę, naciąga skórę szyi. Wyglądałby całkiem dostojnie, gdyby nie te zęby.

Nie chcę twoich telefonów. Nie chcę! Dlatego odłożyłam słuchawkę, dlatego odłączyłam aparat od sieci. Nie będę na linii. Nie będę jak linoskoczek chybotała w powietrzu. Ja potrzebuję przestrzeni.

3.

– Uwiązałeś mnie.

– Przecież wiesz, w jakiej jestem sytuacji.

– Jesteś zaplątany w sytuację.

– Nie ukrywałem tego. Wiesz od samego początku. Wiesz wszystko.

– Wiem, że musisz być uwiązany, zaplątany, zasupłany, pogrążony. Musisz się wyplątywać, wyszarpywać, wciąż mobilizować energię.

– Nie przesadzaj.

– Myślisz, że przesadzam?

– Tak. Telefonuję do ciebie w każdej wolnej chwili, kiedy tylko mogę.

– Właśnie. Telefonujesz do mnie w chwili wyżebranej z… chwili wyrwanej.

Chwila z odzysku, z odwrotu. Ułatwia ją wyjście z psem lub z dzieckiem na spacer. Chwila w chwili. Chwila złożona z przypadku. W przypadkowej chwili powinnam być w domu, aby móc usłyszeć jego głos.

– To ja będę telefonował. To ja mam interes w tym, aby cię zastać.

– Masz interes w tym, aby mnie zastać… Ja takiego interesu nie mam?

Ty rządzisz i panujesz, ty się liczysz… ze sobą. I rozliczasz. Ja przyjmuję i odbieram telefony.

Telefony są bezgłośne. Krzyczą tak, że ich nie słychać. Potrafią milczeć. Ich życie wyznacza jeden terkot na chwilę. Jeden krzyk rozpaczy. Jeden donośny krzyk.

– Tak? Jestem. Jestem i czekam.

– Mówiłem ci, nie czekaj. Żyj tak, jak żyłaś. Żyj tak dalej.

Dalej? Czy istnieje jeszcze jakieś dalej? Czy jest coś bardziej odległego niż głos w słuchawce telefonicznej?! Tocz się dalej jak twoje życie. Tocz się dalej z górki i pod górkę jak odwroty i powroty. Może się zdarzyć, że nie zdążysz uskoczyć, gdy natrafisz na kamień. Dzień jest bardzo krótki, bo złożony z chwil. Dopiero odwrotnie, w mrokach nocy zaczniesz spadać w sen. Pobiegniesz odwrotnie i na zapas zawiśniesz z nogą uwiązaną w linie bungee.

4.

Nie pamiętam, która chwila składa się ze snu, a który sen z chwili?

Nie pamiętam chwil składających się na moje życie. Wiele nie pamiętam. I nie chcę odzyskać pamięci.

Czy jest ktoś, kto zapyta, czego chcę? Czy będę miała szansę jeszcze raz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcę odzyskać pamięć?

Chcę odzyskać pamięć, chcę pamiętać. Chcę żyć i zapadać w sen. Śnić z poczuciem rozkoszy jego trwania. Chcę, aby dzień istniał, ale niekoniecznie muszę pamiętać, że kiedyś należałoby się obudzić.

Czy do obudzenia się potrzebna jest mi pamięć?

Nie jest mi potrzebna pamięć do tego, abyś pamiętał o mnie. A więc nie jest mi pamięć potrzebna. Powinnam obyć się bez pamięci. Powinnam wiele rzeczy zrobić w życiu. Powinnam też spać. Powinnam zasnąć. Moją powinnością jest sen. Głęboki i stabilny. Sen.

Będę śnić. Dlatego nie zasnę. Będę przyglądać się z uwagą, z jaką prędkością mkną chwile. Jak wydłużają się i zapadają w siebie. Gdy nastąpi już tylko taki moment, że chwila pozostanie już tylko jedną chwilą, zasnę, nie wiedząc nawet o tym.

5.

Mogę znowu wyjść na ulicę. Biegiem na ulice! Dzień wstał, niezależny i piękny.

Nie, nie, zacznę od skradania się. Będę szła powolutku i wszyscy ludzie będą patrzeć na mnie. Wszyscy ludzie. Nawet tam, w tłoku, wśród obcych i nieznanych mi ludzi nie ukryję swej samotności. Uczucie to zostanie tam wzmożone. Poczucie samotności paraliżuje mnie do tego stopnia, że czuję się drętwa. Sztywna. Nie bój się, nikt cię nie zobaczy, jesteś nikim, taką samą przezroczystą szatą przyodziana jak inni. Po nikim wzrok przebiega nieustanie, ale też niezauważalnie.

Ulica. Ruch. Oczy. Szkliste bezdenne monitory. Nawet ich powieki są przezroczyste, nieistniejące, nie przykrywają światła. Wyzywają je na szermierkę. Słowo na słowo. Pierwsze zdanie i odwrót.

Świat staje się bardzo ruchomy i chwieje się w nieprzewidywalnych momentach.

Wydaje się, że nikt cię nie zna, aż nagle słyszysz:

– Cześć, jak tam? Dawno cię nie widziałam.

– Co za spotkanie…

– No to lecę, śpieszę się, wiesz, jak to jest.

Wiem, jak to jest. Wychodzę i wracam w to samo miejsce. Jestem wśród ludzi, jestem otoczona ludźmi. Wszędzie ich pełno, cała masa, zalewające potoki ludzi…

Ludzie chodzący wokół siebie, dookoła, wte i we wte, mieszają się ze sobą. Cześć. Uśmiech. Zażenowanie. Powodzenia. Dzień dobry, co słychać. I już mnie nie ma. Witaj i znikaj. Co dalej?

Pełno ludzi, nie ma wolnego miejsca, swobodnego, brakuje słów do wypełnienia wolnej przestrzeni. Słowa i wyrazy. Uwyraźnij się. Pokaż, co potrafisz. Pokaż siebie, tylko siebie, swoje życie. Przecież jesteś, przecież żyjesz.

Włączam komputer. Jest droższy od telefonu. Cenniejszy. Wchodzę na ulicę wirtualną. Nikt mnie nie widzi. Widzą tylko to, co chcę, aby widzieli. Widzą mój nick, moje pseudo-imię. I ja ich widzę. Czy na pewno? Kogo tam widzę? Co to jest tam?

Tam to jest mrok, który tętni iluzją.

6.

Światło przedziera się zaułkami ulicznymi krętych schodów nocy. Przeciska się niepostrzeżenie dla ciebie. Uderza w ekran. Otwiera się krawędź przestrzeni. Wystarczy ją schwycić, kliknąć, pociągnąć. Jest. Niewielka klamka współczesnego świata. Naciskasz, delikatnie muskając palcami obłość wirtualnej myszy. Doskonale dopasowana do dłoni, tak byś ją czuł w objęciach chłodu materii.

Nie istnieje nic, a jednak istnieje wszystko. Przeglądasz się w monitorze jak w lustrze. Przeglądasz się w przestrzeni, która nie istnieje w rzeczywistości twego realnego życia. Wybierasz się po omacku na spacer. Zaglądasz z zaciekawieniem.

Tak! Jesteś odkrywcą!

Dzień tańczy przed tobą, ponętnie wierzgając biodrami.

Wchodzisz w tłum. Szary, bezbarwny, nieistniejący. Nieistniejący?

– Cze, masz chwilę?

– Mam.

– To fajnie.

– Fajnie.

– Poklikamy?

– Poklikamy.

– Skąd jesteś?

– Stąd.

– Skąd?!

– Z drugiej strony.

– Co z drugiej strony? A gdzie masz pierwszą?

– Po pierwsze, mam chwilę i ją trzymam.

– Jesteś nawalona?

Nie zdążyłam się nad tym zastanowić, gdy wskoczyło kolejne okienko. Okienko apletu.

– Może seks?

– Gdzie?

– Może być u ciebie.

Jezu, o co tu chodzi? Jestem chyba kompletnie durna. Ale powoli, powolutku…

– Jesteś tam?

– Zastanawiam się.

– To gdzie mieszkasz?

– A to moja sprawa.

Oczywiście moje zastanawianie się nad całą tą nietypową dla mnie sytuacją rozmówca przyjął jako zastanawianie się nad owym nieskomplikowanym przecież wyborem miejsca dokonania owej możliwości.

– Hej, jesteś zainteresowana seksem wirtualnym?

– Hej, to znaczy jakim?

– Przez telefon, chcesz? Daj numer.

– Chyba nie tym razem. – Spojrzałam na swój nick. Zakręcona. I co się tu dziwić poszukiwaczom przygód.

– Sorry, pa, malutka.

– Pa.

Maleńka karuzela, następnym razem obejdzie się bez mdłości. Nie wsiada się do pojazdu, nie zapinając pasów bezpieczeństwa, tym bardziej, gdy nie da się przewidzieć prędkości poruszania.

7.

Tu nieskończoność ogranicza się do jednej szklanej tafli monitora komputerowego. Bo tu przecież panuje królestwo innej świadomości. Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie wielkości ziemi ani tego, że horyzont się załamuje. Skąd wiesz, że nasz ludzki świat już nie jest wirtualny. Może świat jest wirtualny, nie jest rzeczywisty…

W monitorze jest świat wirtualny, a przed monitorem jest świat rzeczywisty, tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Mój mózg jednak tego nie czuje, a moje ciało nie czuje, że to, co widzę, jest nieprawdą. Widzę obrazy i szukać ich mogę w nieskończoność, szukać obrazów, których nie jestem w stanie sobie teraz, ani nie byłam w stanie przedtem, wyobrazić. Ciało jest opakowaniem duszy, mojej energii.

My, ludzie, dopuszczamy do świadomości sferę duchową. Nasz organizm nosi energię, jesteśmy ubrankiem dla energii. Nie mam wątpliwości, że żyjemy tak szybko jak przemijające chwile. Czas płynie wartkim nurtem i jak rwąca rzeka porywa nas w życie. Tylko gdzie jest to życie? Czy to ja tworzę życie? Z komputerowych procesorów wypływają potoki, wysyłają dwie wartości. On i ona. Ona i on. Jest prąd i nie ma prądu. Są razem i już nie są. Tu jesteśmy my, ludzie. A tam to jest matematyka kantowska. Pełny elementarz granic rzeczywistości.

Bo przecież nie mogę usłyszeć płynącego oddechu. Nie usłyszę też, jak odbija się w tle pogłosu realnych ścian pokoju echo mego głosu wypowiadające twoje imię. Bez telefonu nie usłyszę brzmienia swego głosu wpadającego do twego ucha. Bez obrazu nie zobaczysz moich ust wypiętych brzmieniem tonu wypowiadania twego imienia.

Na zegarze moich ust wypisana jest tęsknota. Wargi wypowiadają oczekiwanie. Nie interesuje cię, kiedy pragnienia wypłyną w słowach. Tylko ja wiem, że gdy je napiszę, w słowie zawrę świadomość. Ty tego wiedzieć nie będziesz. Nie zobaczysz moich ust wydętych dźwiękami złożonych z liter brzmiących imieniem, symbolem tak sprzęgniętym z tobą.

8.

– Cze. Pogadasz? – W okienku pojawił się Darek, nie w całości, zaledwie imię.

– Cze. Skąd jesteś? – Zerknęłam w moje okienko. Zalogowałam się w dwóch pokojach. Zawsze zmieniam nicki. I w pokojach, i w ciągu dnia, i w trakcie zwykłego zalogowania. Nie chcę być rozpoznawana. Nigdy nic nie wiadomo, mój nick tymczasowy: Daria.

– Skąd jesteś?

– Hahaha.

– Co w tym pytaniu jest zabawnego? – Może to jakiś świr albo zalany. Bez różnicy i tak na jedno wychodzi.

– Napisaliśmy je razem. Ty mi, a ja tobie.

– Wspólna ciekawość.

– (Emotikon: uśmiech) nio. Więc skąd jesteś?

– (Emotikon: uśmiech) zg.

– Ha.

– Aha – poprawił się.

– Czy to twoje prawdziwe imię? – Skoro ja się ukrywam…

– Tak, dlaczego…

– Różnie to bywa…

– A twoje?

– Nie.

– A twoje jakie jest?

– Uwierzysz, jeśli podam?

– Tak.

– Nie podam.

9.

Kim jestem dziś? ONA-zg. I wszystko jasne, choć nie do końca. Na szklany monitor wskoczyło okienko. Pojawiła się nazwa nic mi nie mówiąca: Tongs.

– Cze. Ile masz lat?

– 35 – Na dzisiaj to fakt, co się będę szczypać. Na zbędne pisanie nie mam czasu. – A ty, ile masz lat?

– Jak powiem, że mam mniej, nie będziesz chciała pewnie klikać.

– Nie wiem. To zależy.

– Od czego?

– Oczywiście od… wieku. Więc ile masz lat?

– 23. No i?

– Niezły wiek.

– Do czego?

– Do wielu rzeczy.

– O czym poklikamy?

– Powiedz coś o sobie.

– Wygląd czy charakter?

– Jedno i drugie.

– Wysoki, szczupły, włosy blond. 180, może troszkę więcej. Ponoć zdolny, inteligentny, ale leniwy.

– Studiujesz?

– Matmę. Dalej?

– Tak.

– Bywam czasami wredny, raczej niewiele mówię.

– Niewiele teraz słyszę.

– Bo niewiele mówię.

– Zgrabne.

– Teraz ty.

– Co?

– Wygląd, charakter, czy jesteś mężatką…

– Nie za wiele naraz?

– Napiszesz coś o sobie?

– Dziś nie mam ochoty.

– A na co masz?

– Na delikatność.

– Czy coś się stało? Bo zabrzmiało tak, jakbyś miała nieciekawy dzień. Szkoda, że przez monitor nie można przytulić.

– Trafiłeś.

– I szkoda, że nie jestem z Zielonej Góry. Ale w tygodniu będę w Zielonej i jeśli ci się humor nie poprawi…

– Chyba jesteś sympatyczny.

– Może jednak będziesz miała ochotę na spotkanie?

– Jesteś bardzo młody.

– No i co?

– Co: no i co?

– Że jestem młody?

– To, że jestem starsza.

– Tak bardzo ci to przeszkadza???????

– Troszkę, a tobie?

– Chciałbym cię poznać.

– Czemu?

– Zaintrygowałaś mnie.

– Nie było czym.

– A jednak.

– Przekonaj mnie.

– W tym chyba nie jestem najlepszy.

– Trudno. Pa.

– Zaczekaj.

– ?

– Jak masz na imię?

– ?

– Po prostu, kobieta na tyle szalona, żeby rozważać chociaż możliwość umówienia się z chłopakiem o ładnych kilka lat młodszym musi być niezwykle interesująca.

– Aga.

– Marek. Miło mi (emotikon: uśmiech).

– Prawie mnie przekonałeś.

– No i?

– Co cię interesuje w kobietach?

– Kobieta musi mieć w sobie jakiś ogień. Nie chodzi o to, że to musi być jakaś laska, musi mieć w sobie urok, zaciekawić tak, żeby patrzeć w jej oczy i móc się zatracić.

– Marku, czego poszukujesz na czacie?

– Szczerze?

– Tak.

– Siedzę tu, bo się nudzę.

– Nudzisz się, gdyż jesteś normalnym człowiekiem. Zazdroszczę ci.

– A przy okazji poznaję ludzi. Pewnie już cię nieźle zanudziłem.

– Lubisz poznawać ludzi?

– Tak.

– Masz przyjaciela?

– Zrozumiałaś chociaż część z tego, co napisałem…?

– Co miałabym zrozumieć albo i nie?

– A o co pytałaś?

– Teraz o przyjaciela. Czyli o to, czy jesteś dla kogoś wartościowy, bez skojarzeń partnerskich, tylko ogólnoludzkich.

– Mam i 3mamy się od podstawówki. Każdy za pozostałego dałby się pociąć.

– Po co?

– To taka przenośnia.

– Wiem, ironizuję.

– (Emotikon: uśmiech) Będę w środę w zg. Masz ochotę się spotkać? Odpowiesz?

– Nie umawiam się z tak młodymi facetami.

– Przyzwyczajenia można zmienić.

– A ty, czy umawiałeś się ze starszymi kobietami?

– Jeszcze nie.

– A o czym chcesz ze mną rozmawiać podczas spotkania?

– Wyjdzie z czasem.

Słusznie. Wszystko wychodzi z czasem. Nie ma innego wyjścia. Chciałam skrócić czas jak wstążkę wplątaną w wieczność obaw? Bo przecież głupszego pytania raczej zadać nie mogłam. Tak prosto w oczy powiedzieć: o czym taki młody facet może rozmawiać ze starszą kobietą? Skoro wiek jest bez znaczenia…

The post W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy (fragment powieści) appeared first on Pro Libris.

]]>
Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) https://prolibris.net.pl/posypana-wiatrem-2/ Wed, 22 Feb 2023 18:50:17 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7631 Donata Wolska

The post Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>

Bolesne piętno

Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem / Dusted with wind. Murki dla Ukrainy 2022 i inne wiersze, Wyd. Organon, Zielona Góra 2022, 124 s.

Po Płonących języczkach, wyróżnionych nominacją do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2021, Maria Fraszewska ofiarowuje do rąk czytelników kolejny tomik poezji. Tym samym wzbogaca swoje poetyckie archiwum o następne wiersze zwane „murkami”, gdyż codziennie wyświetlane są na murach kamienicy przy ulicy Brackiej 1 w Krakowie. Od zmierzchu aż do drugiej w nocy trafiały do serca tych, którzy tamtędy przechodzili i schwytali szansę, by pochylić się nad ulotnością tej wyjątkowej poezji. Poetka podzieliła tomik na dwie części. W pierwszej z nich umieściła przywołane murki, a w drugiej – przesiąknięte wojenną rzeczywistością – wiersze. Obecny zbiór wierszy poetka opatrzyła tytułem Posypana wiatrem. Myślę, że nieprzypadkowo Maria Fraszewska posłużyła się słowem „wiatr” jako metaforą. Zdarza się wiatr delikatny i łagodny. Czasami – jednak – staje się żywiołem, niszczącym wszystko wokół, a na dodatek symbolem nieuniknionych zmian. Przecież wszystko przemija, wiatr – ostatecznie – traci swoją energię, pozostawiając trwałe ślady wichrzycielskiej siły.  Taka też jest wojna tocząca się w sercu i duszy poetki: „świat się wali w piersi / serce uderza w dzwon / w naszych oczach ból / świat się kończy / na naszych oczach”. Wiadomość o napaści Rosji na suwerenną Ukrainę wywołała silne emocje u Marii Fraszewskiej. Tym razem poetka stworzyła „murki” oraz wiersze pełne dramatyzmu i napięcia. 

Plakat przedstawiający premierę książki Posypana wiatrem. Po prawej stronie znajduje się książka, po lewej informacje o spotkaniu.

W literackiej przestrzeni funkcjonuje przekaz, iż poezja powinna być delikatna i liryczna. W rzeczywistości tragiczne wydarzenia inspirują twórców do uwolnienia kłębiących się myśli i odczuć. W przeciwieństwie do murków z tomiku Płonące języczki w wierszach wyraźnie widać impet wyrazu. Poetka kierując się empatią i współczuciem dla ofiar wojny rosyjsko-ukraińskiej, w zdecydowany sposób wyraża swój sprzeciw i niezgodę na wstrząsające wydarzenia. W subtelny – jednak – sposób próbuje walczyć z wrogiem, posługując się piórem: „schodzę do piwnicy / po słoik z kompotem / będę strzelać pestkami / wiśni i czereśni koktajle / mołotowa obok po babci”.

Poetce niezmiernie trudno pogodzić się z cierpieniem ofiar wojny, dlatego w jej poezji odnaleźć można wartości uniwersalne: empatię, próbę przygarnięcia cudzego bólu i czułość. Maria Fraszewska dziwi się, iż świat odziera ją z nadziei, pozbawiając nawet złudzeń: „istnieje też krajobraz który znika na naszych oczach / indolencja naszych rządów / doprowadzi nas wszystkich / do zagłady i śmierci / kto z nas zmieści się / do arki noego?”.

W Starym Testamencie wspomina się o posypywaniu głowy popiołem na znak żalu i żałoby. Pełna miłosierdzia poetka „posypuje głowę wiatrem”. Nie używa popiołu, zastępuje go wiatrem, bo wie, iż ten jest alegorią przemijania. Wśród murków wyrażających beznadziejność i dezaprobatę wobec dziejących się wydarzeń, zdarzają się i takie, które umieściłabym w kolekcji Złotych Myśli: „w drodze przez życie / przyglądaj się mijanym ludziom / znikają zbyt szybko / długo przyglądaj się drzewom / aby one zapamiętały ciebie”.

Doświadczenie wojny wywarło bolesne piętno na twórczości poetki. Tomik wierszy Posypana wiatrem stanie się z upływem lat poetyckim zapisem dramatycznych wydarzeń dziejących się na naszych oczach, z którymi trudno jest się pogodzić. To uczuciowy manifest sprzeciwu wobec brutalnej rzeczywistości. Poetka pragnie złagodzić dosadny wydźwięk wierszy: „zestrzeliłam / pilotem / telewizor / ze / ściany”. Tym samym ujawnia kobiecy, nieco przekorny sposób spostrzegania rzeczywistości. Maria Fraszewska zadaje pytanie, na które trudno jest znaleźć odpowiedź: „czy za tą / krzyżówką / wciąż są / ukrzyżowane / drogi?”. To ponadczasowy dylemat wrażliwych poetów.

Donata Wolska

The post Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>
Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) https://prolibris.net.pl/posypana-wiatrem/ Wed, 22 Feb 2023 18:17:24 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7618 Czesław Sobkowiak

The post Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>

Dramatyczne świadectwo

Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem / Dusted with wind. Murki dla Ukrainy 2022 i inne wiersze, Wyd. Organon, Zielona Góra 2022, 124 s.

Czytałem niedawno (z przyjemnością) dwa wywiady Marii Jolanty Fraszewskiej z wrocławską poetką i poetą – Urszulą Małgorzatą Benką i Januszem Styczniem. Ale nie o tym chcę. Zwróciłem bowiem uwagę na wydany zbiorek wierszy jej autorstwa pt. Posypana wiatrem (czy to nie nawiązanie do popielcowego sypania głowy popiołem?), którego wiodącym tematem czy raczej obsesyjnie osobistym, bardzo mocno przeżywanym, problemem jest bezgraniczne okrucieństwo wojenne zadawane nieustannie wszelkimi sposobami Ukrainie jako państwu i cywilnej ludności ukraińskiej przez Rosję. O bezliku nieszczęść (braku światła, wody, ciepła, domu) dowiadujemy się codziennie. Docierały i docierają do nas, do Europy, także fale uciekinierów z Mariupola, Mikołajewa, Buczy, Ługańska, Doniecka, Kijowa, Lwowa, Odessy i innych miejscowości („Borodzianka zrównana z ziemią”). Tomik Fraszewskiej jest obszerny, wiersze są bardzo krótkie, rzeczowe, przypominają faktograficzne notatki, opowiedziane epizody, zdarzenia, pojedyncze refleksje, relacje także dotyczące samej autorki: „oni nie spali ginęli / ja piłam kawę rano” (s. 21). Poetka nie popisuje się rozwlekłymi narracjami lirycznymi (poza wyjątkami poematowymi na końcu zbiorku) i te lapidarne ujęcia czyta się szczególnie dramatycznie. Podmiot mentalnie ciągle jest na styku z tą wojną. W kilku linijkach pokazana zostaje gehenna ludzkiego losu, ale i podmiotowa reakcja. Współczucie, gniew, przerażenie i osobisty wyrzut sumienia, że jest się bezradnym i w innym miejscu. Te reakcje poetyckie są dowodem na wrażliwość, nieobojętność i ludzką niezgodę na to, co ciągle dzieje się tuż obok Polski. Ale i w duszy podmiotu. Widzimy, jak wnikają różne epizody w poetycką i prywatną przestrzeń, fakty odarte nawet z komentarza: „było tak strasznie / że wojsko / nie zabierało / nawet swych trupów”.

Trwa konfrontacja podmiotowego życia ze śmiercią innych. Z jednej strony: „wyłączam / telewizor / włączam serce / moje / jeszcze bije”, ale nawiedza poetkę też depresyjny wręcz ciąg niepewności o każdy dzień, bo przecież wojna została wypowiedziana całemu światu, więc rodzi się też z drugiej strony „strach że i ja zniknę / i moja rodzina i znajomi / i pies i ziemia której / już nie zobaczę”. Takie ciemne myśli i troski o przyszłość są powszechne. Taki jest duch i znak tego czasu, tej współczesności naznaczonej globalną walką, można rzec, dobra ze złem, ale i naznaczonej pytaniami niepozbawionymi pesymizmu, bo przecież możliwe jest wszystko. Utwory z tego zbiorku przetłumaczone zostały na język angielski przez Krystynę Woronin i Marka Marciniaka z myślą o czytelniku nie tylko polskim.

Czesław Sobkowiak
Okładka książki. Obrazek przedstawia posąg kobiety, któa zmaga się z materiałem. Pod spodem jest tytuł Posypana wiatrem

The post Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>
Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formynad treścią https://prolibris.net.pl/murki-czyli-niekoniecznie-wyzszosc-poetyckiej-formynad-trescia/ Sun, 11 Dec 2022 12:53:45 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=5841 Robert Rudiak

The post Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy<br>nad treścią appeared first on Pro Libris.

]]>

Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy
nad treścią

Maria Jolanta Fraszewska, Płonące języczki/Tongues in fire, tłum. Marek Marciniak, posł. Donata Wolska, Wydawnictwo Organon, Zielona Góra 2021, 103 s.

Z końcem 2021 roku ukazał się dziewiąty zbiorek wierszy Marii Jolanty Fraszewskiej, pierwszej i bodaj jedynej poetyki lingwistycznej na Ziemi Lubuskiej. Najnowsze, dwujęzyczne dzieło nosi tytuł Płonące języczki, czyli po angielsku Tongues in fire. Znalazło się w nim 79 utworów wybranych sponad 850 jej tekstów zamieszczonych na portalu eMULTIpoetry prowadzonym od 2008 roku przez Fundację Poemat Michała Zabłockiego. W ramach europejskiego projektu Grundtvig teksty autorów biorących w nim udział były tłumaczone na język angielski i w latach 2013-2019 wyświetlane na murach kamienicy przy ul. Brackiej w Krakowie, stąd ich ogólna nazwa – „Wall”, czyli polskie „Murki”. Jednak, aby wiersze mogły trafić na fasadę, musiały spełnić formalny wymóg wersyfikacyjny – składać się z pięciu wersów, a więc posiadać krótką formę liryczną.

Teksty mają więc formę „nietypową” – pisze w Słowie wstępnym autorka, gdyż „to właśnie forma narzuca regułę”, a „Murki to krótkie wiersze związane z konkretną formą. Wiersz musi składać się z pięciu wersów, a w każdym może być co najwyżej trzydzieści znaków. […] Być może ze względu na innowacyjną formę ten krótki wiersz, złapie wiatr w skrzydła…” – dodaje poetka.

Utwory w zbiorze Fraszewskiej są zatem niekonwencjonalne – nie mają tytułów, lecz numery, każdy posiada swoją wersję w tłumaczeniu angielskim, pod każdym znajduje się data powstania i są one ułożone nie tematycznie, ale właśnie chronologicznie, od najstarszego z 2013 po ostatnie z 2019 roku. Czym są więc owe niecodzienne wiersze? We wstępie autorka już napisała, że nie są to japońskie haiku. Nie są to też fraszki, epigramaty czy aforyzmy. Czym więc są? Z pewnością murki to pentastychy lub kwintyle, wiersze stychiczne, mocno zbliżone do limeryku powstałego w XVIII wieku w Irlandii, czyli miniaturki lirycznej o skodyfikowanej strukturze.

Jak zatem zbudowane są murki-miniaturki Marii Fraszewskiej? Najprościej i bez przekłamania można powiedzieć, że różnorodnie, choć zwykle pierwszy wers stanowi tezę (aksjomat), drugi jest jej rozwinięciem, trzeci i czwarty mają charakter opisowo-refleksyjny, a piąty stanowi podsumowanie, czyli konkluzję (puentę). Inauguracyjny tekst rozpoczyna stwierdzenie: „wszystko jest Tobą”, co raczej należy odnosić do Stwórcy, bowiem w alchemiczny sposób poetka w części refleksyjnej dopowiada, a w ostatnim wersie kategorycznie stwierdza:

 

każdy kamień składa się

z piasku każda ziemia tworzy

słońce w zachodach i wschodach

Wiele utworów Fraszewskiej posiada ten właśnie wersyfikacyjny typ budowy, tak jest np. w utworze oznaczonym numerem 9, gdzie wers otwierający to słowo-teza (i niejako tytuł wiersza), wersy środkowe (2-4) stanowią formę opisową, po której następuje ostro zarysowana puenta w ostatnim wersie:

 

Horyzont

Most, który zwodzi ludzi.

Zawiesza marzenia

na szklanym sznurku.

Tylko brzaski brzęczą.

Podobny układ kompozycyjny posiada np. wiersz numer 10, w którym, zazwyczaj bezosobowy, podmiot oznajmia:

 

cicho dojrzewa las

wiatr namalowany

na ścianie deszczu

przytula niebo do ziemi

deszcz tylko słucha

Ale zdarzają się w tych „murkach” odmienne koncepty, w których teza jest jak zawsze na początku, ale wersy 2-3 stanowią opis, a wersy 4-5 refleksję podsumowującą utwór, jak w wierszu nr 4:

 

pomyśl do przodu

spójrz jak świat

jest pięknie urządzony

siedzi spokojnie

na kanapie w twoim umyśle

Lub odwrotnie, gdzie trzy pierwsze wersy są objaśnieniem (relacją, fabułą), a dwa ostatnie kontemplacją i wnioskiem niejako:

słońce podnosi się

z brzegu horyzontu

trwa słoneczny blask

wiatr wygania na ulice

samotnych żebraków spojrzenia

A także w wierszu nr 7, gdzie spotykamy jeszcze inną konstrukcję, bowiem cztery pierwsze wersy są syntetycznym obrazowaniem natury, a ostatni jest konstatacją:

 

wizerunek wiatru

na kształt

i podobieństwo twoje

uwieszę u szyi

jabłka wyniosę na targ

W Posłowiu do tomu Fraszewskiej autorstwa Donaty Wolskiej czytelnik może znaleźć wiele pomocnych objaśnień i wniosków. Wolska nazywa wiersze zawarte w zbiorze Płonące języczki miniaturowymi lub wręcz ascetycznymi formami poetyckimi, które „mimo oszczędności wyrazu są skarbnicą emocji, refleksji i wrażliwości” poetki, która „zagłębia się w otaczającą ją rzeczywistość, podkreśla silną więź z przyrodą, z którą obcuje w mistyczny wręcz sposób”, bowiem liryka Fraszewskiej „odzwierciedla jej nieco przekorną, kobiecą naturę”. Wiele racji ma Donata Wolska, twierdząc, że liryki zielonogórskiej poetki „przepojone są delikatną zmysłowością”, że instynktownie opisuje ona „kruchość oraz nieuchronność przemijania”, że wiersze jej łączy „wspólna myśl przewodnia, którą jest antropocentryzm” i przede wszystkim, że poetka „atrybutom przyrody nadaje ludzki wymiar”. Dlatego też w poezji Fraszewskiej częstymi motywami są zwykle ulotne atrybuty i siły natury, jak: wiatr, deszcz, krople, kałuża, upał lub żar, blask słoneczny, promienie, światło, chmury lub obłoki, bądź jesienne liście. Przeciwieństwem ich będą z kolei stabilne czy statyczne obrazy w postaci horyzontu, krajobrazu, drzew, lasu, mostu lub ciemności i ciszy, na tle których podmiot snuje liryczną opowieść.

Poetka często stosuje różne figury retoryczne od personifikacji, antropomorfizacji, animizacji po hiperbolę, synekdochę, metonimię i oksymoron, a nawet akrostych. W tej grze figur stylistycznych, metafor, wyszukanych porównań i epitetów poetka czuje się doskonale. W końcu lingwizm i zabawa słowem to jej ulubiony żywioł. W najnowszym zbiorku Fraszewskiej nie znajdziemy jednak zbyt wiele typowo lingwistycznych łamigłówek czy werbalnych szarad, prawdopodobnie z uwagi na ograniczenia strukturalne wierszy, których musiała kategorycznie przestrzegać. Do typowych utworów, w których poetka zastosowała wariant zabawy językowej i słowotwórczej, można zaliczyć ten o numerze 12:

 

piękna Helena

się

jak

może

troi

Lub w tekście nr 22, gdzie podmiot oznajmia:

 

[…] dreszcze deszczy

zalewają potoki

chórzy się

Jak też w utworze nr 63:

 

drzewa rosną powoli

do woli chłoną powietrze

po wietrze ociera się ptak […]

W – co trzeba przyznać – eksperymentalnych utworach lubuskiej liryczki znaleźć można też wiele ciekawych, bowiem intrygujących i warsztatowo całkiem udanych i zgrabnych maksym, zawartych zwykle w jednym lub dwóch wersach, np.: „kobieta przymknęła oczy / świat zawirował” (utwór nr 5), „wobec mężczyzn jestem bezradna / jak wobec kranów” (nr 13), „kobieta w czułości pięknieje” (nr 27), „kłamstwo krótkie ma poranki” (nr 29), „zapałka wskrzeszająca słońce” (nr 39) i „mężczyzna nadciąga jak chmura” (nr 55). W kilku miniaturach widać także wyraźne odwołania do poezji Anny Świrszczyńskiej, która dla zielonogórskiej poetki stanowi guru. Tak dzieje się w tekstach numer 32, 46, 56 i 73. W tekście nr 46 podmiot liryczny opisuje sytuację:

od lat byli parą

stali i rozmawiali

wiatr wiał im

prosto w oczy

Jednak obok poważnych tekstualnie wierszy, niekiedy filozoficznych, alegorycznych i melancholijnych w wymowie (nr 23, 34, 42, 59) oraz utworów czysto lingwistycznych (nr 21, 22, 40, 43, 63, 65, 71, 76), trafiają się teksty pełne zadziwienia i oczarowania dookolnym światem obserwowanym oczami dziewczynki (nr 8, 19, 24), miniatury bardzo ekspresyjne i emocjonalne, by nie rzec egzystencjalne, w których z kolei wybrzmiewa głos dojrzałej, doświadczonej życiem kobiety (nr 2, 5, 13, 18, 25, 27, 40, 49, 66, 75), formy sentymentalno-retrospekcyjne (nr 69 i 71), teksty quasi-patriotyczne (nr 52 i 61) czy wreszcie liryki pełne ironii, humoru i słownego dowcipu (nr 30, 44, 56, 58, 64, 72). Dowodem tego jest żartobliwa scenka z pięciowersu nr 72:

 

pan komputer

bardzo chory

pod pachę go biorę

i do serwisu prowadzę

w poczekalni kolejka androidów

A także satyryczny obrazek nr 64, w którym:

 

coraz bardziej rozczarowane

wiedźmy i czarownice

wkładają latające talerze

do zmywarek

Bogaty wachlarz tematyczny oraz istny konglomerat motywów i środków artystycznych zawartych w miniaturach Marii Fraszewskiej odbierać należy jako świetne przygotowanie warsztatowe poetki, doskonałą umiejętność operowania słowem i nade wszystko posiadanie nieprzeciętnej wyobraźni poetyckiej. Świadczy o tym choćby tekst nr 21:

w kącie ziemi

wystraszony człowiek

przybija morze

gwoździami

do brzegu

Myślę, że Maria Jolanta Fraszewska właśnie poprzez „murki”, rzucające poetom wersyfikacyjne (formalne) wymogi i ograniczenia w swobodzie literackiego przekazu, poprzez swój kunszt wykazała, że można pokonać owe bariery i wykazać się pełnią treści, czyli wypowiedzieć do końca, spełnić w poetyckiej relacji i ukazać w przekazie lirycznym własną wizję świata. Dodajmy – świata z jego smutkami, troskami i radościami, z jego delikatnością i brutalnością, naturalnością i odmiennością, mistycyzmem i realnością, przemijalnością i trwałością, przeznaczeniem i wiecznością… I co przede wszystkim ważne, udało się poetce dogłębnie wypowiedzieć zwłaszcza w kontekście kobiecym, a więc poprzez pryzmat transcendentnego i intuicyjnego odczuwania rzeczywistości, w której związek natury i człowieka jest nierozerwalny i ponadczasowy.

Robert Rudiak

The post Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy<br>nad treścią appeared first on Pro Libris.

]]>