Elżbieta Dybalska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/elzbieta-dybalska/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Thu, 16 Nov 2023 15:09:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Elżbieta Dybalska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/elzbieta-dybalska/ 32 32 Wiersze [Brama, Promień] https://prolibris.net.pl/dybalska-wiersze-2/ Mon, 13 Nov 2023 14:04:47 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10503 Elżbieta Dybalska

The post Wiersze [Brama, Promień] appeared first on Pro Libris.

]]>

Elżbieta Dybalska

 

Brama

zaprasza
stajesz przed nią
spoglądasz
cegły bieleją
zieleń staje się drapieżna
pokonuje mur
ty bezradnie stoisz
pocieszasz się
szukasz drogi

 

 

Promień

wejście
gruby mur
ogranicza widzenie
struga światła wyprowadza się
kładzie welonem
w twoją stronę
czujesz ciepło
delikatnie muska twoje włosy
promieniejesz radością
stajesz w świetle
na styku
w zamkniętej panoramie
tu i teraz

The post Wiersze [Brama, Promień] appeared first on Pro Libris.

]]>
Pomimo – galeria obrazów o przemijaniu (Elżbieta Dybalska, Pomimo) https://prolibris.net.pl/nawrocka-pomimo/ Wed, 22 Feb 2023 19:24:53 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7685 Weronika Nawrocka

The post Pomimo – galeria obrazów o przemijaniu (Elżbieta Dybalska, Pomimo) appeared first on Pro Libris.

]]>

Pomimo – galeria obrazów o przemijaniu

Elżbieta Dybalska, Pomimo, Organon, Zielona Góra 2022, 71 s.

Elżbieta Dybalska, zielonogórska poetka, niedawno wydała kolejny tomik poezji. Autorka opublikowała już trzy książki: Ślady miłości (2008), Bruzdy (2015) oraz Biały (2019). Oprócz tego, teksty Dybalskiej ukazują się w wielu publikacjach zbiorowych i antologiach, a ona sama jest członkinią zielonogórskiego Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów. Jej nowy tomik, zatytułowany Pomimo, to zbiór tekstów połączonych zmianą. Ten wątek spaja je, konstytuuje w świadomości odbiorcy, ale w przeciwieństwie do wielu tego typu zbiorów nie zalewa go nią, ponieważ w utworach autorki zmiana, a więc i strata, nierozerwalnie związana jest z przetrwaniem.

Wszystkie teksty, a zwłaszcza ostatni, składają się na apel o życie na przekór, pomimo wszystko. Autorka po raz kolejny wyciąga swoją liryczną dłoń do każdego, oferując pomoc i przebycie z nim poprzez lirykę wszystkich etapów żałoby. Jej celem zdaje się świadome unaocznienie pogrążonemu w smutku, że nawet w takich okresach świat wciąż pokazuje swoje piękno. Odbiorca ma tu do czynienia z opisami miejsc i uczuć zawartych w formie niezwykle barwnych obrazów, doskonale operujących kontrastem. Świetnie obrazuje to fragment wiersza Mamo!, w którym podmiot liryczny przeciwstawia czerwień szminki z łatwo blaknącą pamięcią: „Byś mi nie wyblakła jak pamięć / zostawiam ślad czerwonej szminki / na szybce”. Dzięki takiemu ujęciu tematu czytelnik nie tylko odnajduje się w nich, ale również zostaje porwany przez nastrój tekstów, ich ostrość i wymowność.

Wiersze stanowią pewnego rodzaju klisze obrazów – plastyczne opisy z fotograficzną dokładnością pokazują nie tylko możliwe do odnalezienia miejsca, ale też uczucia i znane, dobrze osadzone w pamięci obrazy. To właśnie te ostatnie poetyckie fotografie dopełniające stylistykę tomiku są wyjątkowo utylitarne, właśnie przez to, że pobieżnie wydają się zogniskowane na miejscach bliskich autorce, ale przez to, że są to miejsca codzienne, takie jak: ogród, trzypokojowe mieszkanie, pociąg, stają się bliskie każdemu odbiorcy. Nie brakuje w nich personalnych artefaktów, jednak te też należą do kategorii mocno powszechnych, tak częstych, że wpisują się w stereotypowy obraz miejsca. Pióro autorki nadaje jednak tym często irytującym elementom krajobrazu, jak ruchy pociągu, słoiki nie do wzięcia czy mrówki, cechy dopełniające urok doświadczenia. Dzięki temu artefakty stanowią dodatkowy realistyczny element pozwalający docenić podsunięty odbiorcy polaroidowy obrazek. Jednak w tym przypadku nie można mówić wyłącznie o fotorelacji, ponieważ oko „fotografa” nawykłe jest do poszukiwania piękna, więc nawet obrazy smutne mają w sobie elementy zachwytu, które skupiają ogniskową. Czytelnik tomiku jest niejako światłomierzem poprzez krótkość wyrazu – brak tu bowiem tekstów panoramicznych, stanowiących pełen obraz danego uczucia. Taki obraz pojawia się tylko w tekście Trzy pokoje. Czytelnik zostaje zmuszony do własnej aranżacji i określenia punktu skupienia. Autorka powoduje u odbiorcy poczucie wytrącenia z rzeczywistości, na moment zmieniając jego percepcję rzeczywistości. Mimo że tematem wiersza może wydawać się przestrzeń, to nie ona jest najważniejsza. Przestrzeń w tym wierszu przywołuje obrazy emocji i zapachów, ponieważ od opisu pomieszczeń autorka zgrabnie przechodzi do wspominania jej wewnętrznych przeżyć:

Drzwi z mosiężnymi klamkami

i dziurkami na klucze

przez nie jak przez judasza

podgapiało się życie

Przed świętami pamiętam

dużą misę pełną pączków

Teksty bez tytułów stanowią zapis myśli, idealnie wpasowujących się w tę obrazową wystawę, dając w ten sposób wrażenie nie tyle tomiku poetyckiego, co wycieczki po galerii fotograficznej, poświęconej jednemu artyście. Choć tematyka jest tu mocno zróżnicowana, to jednak możliwe jest wychwycenie osobistego stylu kadrowania, solaryzacji czy operowania przysłoną. W tomiku odnaleźć można zwyczajowe dla tej autorki motywy – światła, kamieni i ptaków, jednak otrzymują one głębsze niż dotychczas role, jak w wierszu Koperta z okienkiem. Tutaj autorka nadaje kamieniom wieloznaczność. Są tym, co jednocześnie trzyma rzeczywistość w miejscu i przytłacza ją – „łzy co sklejają zawsze za wcześnie / kamień dociska jej zawartość” – oraz świadectwem zmiany, która mogłaby się wydarzyć, nawet jeśli nie byłaby wyczekiwana – „Bruk głaskany historią / zmienia kamień w łagodność”. Same jaskółki pełnią w tomiku dodatkową funkcję, ponieważ ich rysunki przecinają niejako lotem koszącym poszczególne zbiory wierszy, zwiastując deszcz oczyszczających łez. Dodatkowo potęgują nasilone wrażenie obcowania z naturą w każdym tekście Dybalskiej, a ich symbolizm nasila przekaz utworów zawartych w tomiku.

Weronika Nawrocka

The post Pomimo – galeria obrazów o przemijaniu (Elżbieta Dybalska, Pomimo) appeared first on Pro Libris.

]]>
Podmiotowe wiersze (Elżbieta Dybalska, Pomimo) https://prolibris.net.pl/sobkowiak-pomimo/ Wed, 22 Feb 2023 19:12:10 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7669 Czesław Sobkowiak

The post Podmiotowe wiersze (Elżbieta Dybalska, Pomimo) appeared first on Pro Libris.

]]>

Podmiotowe wiersze

Elżbieta Dybalska, Pomimo, Organon, Zielona Góra 2022, 71 s.

Elżbieta Dybalska debiutowała późno, bo w 2008 roku tomikiem Ślady miłości. Dosyć regularnie w kilkuletnich odstępach pojawiały się następne tomiki. I niedawno kolejny pt. Pomimo. O wszystkich można powiedzieć, że istotnie cechuje je podmiotowość. Uwaga poetycka skupiona zostaje na sferze prywatnych przeżyć, myśli, obserwacji i doświadczeń, spraw rodzinnych, osobistych, które są jej światem, wartym opisywania i rozpoznawania, i odnajdowania się w nim. Nie wykłada niczego wprost, a zwłaszcza nie decyduje się na wyznania liryczne o proweniencji powierzchownej, które cechowałaby lekkość i jak to często bywa – koloryzacja codzienności. Wręcz przeciwnie. Poetka zmaga się z sobą, ze swoim wewnętrznym skomplikowaniem duchowym, z kręgiem najbliższej realności: „czuję się jak zeschły liść”. Jej powszedniość niekoniecznie jest nasycona ostrymi tonacjami barw: „Coraz częściej / kolor czarny […] w szarość go zmieniam”. Nie chodzi jednak o jednorodną „paletę kolorów”. Na to się nie godzi. Stara się dokładnie przedstawić wszystkie swojego życia trudy, jak i to, co po prostu jest podmiotowo ważne. Ponieważ jest ważne, to nie cechuje tych wyznań banał. Liryzm Elżbiety Dybalskiej sięga głębiej. Tam, gdzie daje o sobie znać niewiadoma ludzkiego losu tudzież tajemnica jej podmiotu. I jest jakieś zawikłanie. Jego przejawy i znaczenia stara się odczytywać i przedstawiać. A znaczy to ni mniej ni więcej tylko chęć wypowiedzenia możliwej, maksymalnej pełni podmiotowej prywatności, chęć bycia „nową / bez maski” i bycia zarazem „nagą”. Tam, gdzie daje o sobie znać niewiadoma ludzkiego losu tudzież tajemnica jej podmiotu. I jest jakieś zawikłanie. Jego przejawy i znaczenia stara się odczytywać i przedstawiać. A znaczy to ni mniej ni więcej tylko chęć wypowiedzenia możliwej, maksymalnej pełni podmiotowej prywatności, chęć bycia „nową / bez maski” i bycia zarazem „nagą”. I ta myśl odnosi się do klimatu wszystkich wierszy Elżbiety Dybalskiej. W podobnie wzruszającym klimacie czytelnik znajdzie tu wiele utworów, choćby List do męża, Mamo. Jest w nich pamięć czyjegoś życia, wspólnych domowych spraw, ale i pragnienie przeniknięcia tajemnicy metafizycznej.

Okładka książki. Przedstawia las odbity w kałuży. Po prawej widnieje poziomo napis Pompeje, na dole imię i nazwisko autorki Elżbieta Dybalska

Oczywiście to nie wszystko. Są też wiersze-opisania Zielonej Góry, jej miejsc, ulic i tradycji, wiersze dla poetów: Janusza Stycznia, Anny Tokarskiej. Także powtarza się motyw różańca. On oplata różne myśli, włącza się w życie, nie natarczywie. Może być zrobiony nawet z owoców jarzębiny (Krwawy różaniec). Chcę zauważyć, że prawdziwe uczuciowo są to wiersze. Podoba mi się ich rezygnacyjna, niekiedy smutna, tonacja, zarazem refleksyjna i spokojna: „belka krzyża / chce uskrzydlić / jego pion” (jakże to celne i piękne). Jeszcze by należało dodać słowo o rytmie wersyfikacji, bo ona jest ze wszystkimi treściami związana. Oszczędna, cyzelowana, która spaja przedstawiony świat. I świadczy o emocjonalnej równowadze „pomimo” wszystko.

Czesław Sobkowiak

The post Podmiotowe wiersze (Elżbieta Dybalska, Pomimo) appeared first on Pro Libris.

]]>
Tym razem poetycko w Cafe Noir https://prolibris.net.pl/tym-razem-poetycko-w-cafe-noir/ Sat, 10 Dec 2022 11:45:38 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=5332 Anna Madaj

The post Tym razem poetycko w Cafe Noir appeared first on Pro Libris.

]]>

Anna Madaj

Tym razem poetycko w Cafe Noir

Powiadają czasami, że jeżeli jest się wystarczająco uważnym, to można ich dostrzec. Czają się w wąskich uliczkach i rozmawiają półgłosem. Inni, bardziej odważni przesiadują w kawiarniach, na ławeczkach czy w parkach albo też na ławeczkach w parkach. Tak, jeszcze istnieją, choć wielu w to nie wierzy, bo poezja to bardzo niepraktyczne zajęcie jak na współczesne czasy. Oni jednak trwają – poeci. Mam nadzieję, że nikt nie wystraszył się górnolotnego wstępu z przymrużeniem oka, bo mam ochotę opowiedzieć o ciekawym spotkaniu, które odbyło się w czerwcu tego roku z inicjatywy dwojga poetów.

Tuż za fontanną, obok placu Bohaterów znajduje się nie do końca kawiarnia i nie do końca bar. Trudne jest to do określenia. W środku jasne ściany, lekko zadraśnięte czasem. Są obrazy i oszklony taras. Miejsce wyjęte z przestrzeni. W sam raz dla poetów. Równo o 19:00 do Cafe Noir przybyli ci z uliczek i ci z kawiarni. Weszła całkiem pokaźna grupa. Zasiedli na starych krzesłach, a na środku stała scena. Oświetlona i obita w czerń. Katarzyna Zagożdżon zapowiedziała gości. A byli to: Joanna Marcinkowska i Bartosz Konopnicki. Młodzi i uśmiechnięci, wcale nie wyglądali na poetów (ale jak powinien wyglądać poeta?), jednak gdy wybrzmiały ich wiersze, to nikt już nie miał wątpliwości. Dla Joanny był to debiut, zatytułowany Czarne motyle. Bartosz z kolei, posiadając już nieco większe doświadczenie, śmiało mógł się pochwalić czterema wydaniami, z czego najnowsze nosi tytuł Jak te manekiny. Jego twórczość często ukazuje się w przestrzeni internetowej czy w antologiach poetyckich. Oboje są absolwentami Uniwersytetu Zielonogórskiego i łączy ich wspólna pasja, jaką są fotografia i góry.

Teksty czytała Magda Faron, modulując głos i „skacząc” pomiędzy wersami, odpowiednio zniżając ton, gdy wymagał tego nastrój. W przerwach myśli mogły wędrować i kontemplować znaczenie słów. Wszyscy słuchali w ciszy, nikt nawet nie zakaszlał, no bo jak można zepsuć tak doniosłą atmosferę. Na koniec rozległy się oklaski, które zwiastowały kolejny punkt programu.

Mirosława Szott zaczęła spotkanie autorskie. Oczywiście nie zabrakło pytań o twórczość, pojawiły się też takie dotyczące samych gości. Poeci interpretowali bogate opisy, wyjaśniali niezwykłe inspiracje czy zainteresowania. Potem przyszła kolej na widownię. Co zaskakujące i niecodzienne – zwykle zlękniona widownia tym razem zamieniła się w las rąk. Jeszcze poeci nie zdążyli odpowiedzieć na jedno pytanie, a padały już trzy kolejne. Gdy każdy doczekał się swojej szansy i zaspokoił ciekawość, miał okazję na swoje pięć minut z autorami. Kupowano tomiki, a śmiech i rozmowy wypełniły salę do tego stopnia, że zamknięto drzwi, a atmosfera stała się jeszcze bardziej dyskretna.

Andrij Kotin gra na gitarze
Po lewej stronie, ubrany w koszulę w kratę siedzi Bartosz Konopnicki, po prawej Joanna Marcinkowska

O 20.35 wszem i wobec ogłoszono „Turniej Jednego Wiersza”. Zachęcano do udziału na wszystkie sposoby. Niektórzy byli przygotowani, inni naprędce rozsiadali się po barokawiarni i szukali inspiracji. Niektórzy tworzyli coś po raz pierwszy (oby nie ostatni), inni już wdrożeni w tę pradawną sztukę kreślili słowa na telefonach czy na kartkach. Zadawano mnóstwo pytań. Jak długi ma być ten wiersz? O czym? A czy to ja muszę go przeczytać? W tej atmosferze minęło 10 czy 15 minut. Uczestnicy byli podekscytowani i można powiedzieć, że nieco przestraszeni, bo wiersze miały być czytanie nie tylko przed publicznością, ale też przed komisją, w której zasiedli poeci i organizatorzy. W tym czasie na scenie pojawił się Andriej Kotin, znany zielonogórski tekściarz i pieśniarz. Grał i śpiewał w rytm oklasków publiczności.

Zaczęło się. Młodsi i starsi kolejno wchodzili na scenę. Ktoś napisał wiersz o obrazie, ktoś inny o braku pomysłu na wiersz. Dosyć oryginalny. Krótsze i dłuższe, te smutne i wesołe, wszystkie zostały nagrodzone brawami. Zwycięzca mógł być tylko jeden i została nim Julia Gwóźdź – studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Zielonogórskim. Skradła nie tylko serca jury, ale też publiczności. Werdykt podjęto za zamkniętymi drzwiami jednomyślnie. Następnie odbyło się uroczyste wręczenie nagród (których sponsorem byli: Studenckie Koło Literaturoznawców UZ, Lubuski Teatr oraz jeden z przybyłych gości), wraz z podziękowaniami i oklaskami. Poza nagrodzoną Julią, wyróżniono też Elżbietę Dybalską i Adriana Loksia. Wtedy na scenę ponownie wkroczył Andriej Kotin i w rytmie muzyki poeci rozeszli się do miejsc znanych tylko poetom. Nie wiadomo, czy znowu się spotkają i kiedy to będzie, wiadomo jednak, że czy w parkach, czy w teatrach istnieją ci, którzy bawią się słowem.

The post Tym razem poetycko w Cafe Noir appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersze [W klepsydrze, *** Jak pies, *** Widoki] https://prolibris.net.pl/dybalska-wiersze/ Sun, 25 Sep 2022 11:14:37 +0000 http://prolibris.net.pl/?p=808 Elżbieta Dybalska

The post Wiersze [W klepsydrze, *** Jak pies, *** Widoki] appeared first on Pro Libris.

]]>

Elżbieta Dybalska

 

 

W klepsydrze

 

Czeka na obrót

spraw kilka

na przewrót historii

dawkuje po ziarnku

zasypuje pustkę

piramidy tworzy

chowa słowa, uczynki i zaniedbania

odpływy i przypływy

kobieta z połkniętą perłą

 

 

Jak pies

 

W braku słońca

w braku deszczu

przychodzisz do mnie melodią

jak pies patrzysz na pana i czekasz.

Zdążył nadgryźć nogę od stołu

napił się wody

oparł pysk o łapy

liczy z zegarem

minuty, godziny, dni,

miesiące i lata

Przychodzisz nieobecnością

dopełniasz wszystko wszędzie

a może jesteś psem

 

 

* * *

 

Smakujesz kobietę

kobietę bez trójki dolnej

w miejscu po zębie

dom dla fajki pokoju

czasem cygaro zagnieździ

pet co iskrę chowa

dla kobiety bez dolnej trójki

Kobieta na zakręcie

przysiadła na krawędzi chodnika

w niej bezradność litery

brak słowa

2022

 

 

* * *

 

Widoki

nie do zdobycia

nie do przewędrowania

samotne stają się trapery

obok kocher rdzewieje

mnie czas ubiera

ogniska w niebie rozpalam

tak jest bezpieczniej

szukam kluczy

zdjęcia ze świata

dekorują czas rozstania

namiętność zmieniają w obojętność

pamięć i zaćma

nie domaga się horyzontu

co styk ziemi i nieba pokaże

są lustra w nich

nikt i nic

The post Wiersze [W klepsydrze, *** Jak pies, *** Widoki] appeared first on Pro Libris.

]]>