Agnieszka Ginko Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/agnieszka-ginko/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Mon, 24 Nov 2025 09:47:07 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Agnieszka Ginko Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/agnieszka-ginko/ 32 32 Wiersze [Czarownice z Grünbergu – historie prawdziwe] https://prolibris.net.pl/wiersze-czarownice-z-grunbergu-historie-prawdziwe/ Mon, 24 Nov 2025 09:28:41 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16417 Agnieszka Ginko

The post Wiersze [Czarownice z Grünbergu – historie prawdziwe] appeared first on Pro Libris.

]]>

Agnieszka Ginko

 

Czarownice z Grünbergu – historie prawdziwe[1]

 

1640 – rozpalanie stosów

„Femina est animal deficiens”[2]
Kobieta to zwierzę niedoskonałe

Co za dziwne i brzydkie stworzenia,
nie są z tej ziemi, nie są z naszej ziemi.
Żona wachmistrza i żołnierzy żony
będą sądzone.
Bo rzucały uroki i rządzić się chciały
te brzydule z rudymi włosami,
bo z diabłem nierząd uprawiały,
te pyskate i kłótliwe stworzenia.
I patrzcie, patrzcie, co po kieszeniach miały:
nie grzebyki ani pomadki,
tylko łuski jaszczurki.
Co za dziwne i brzydkie stworzenia,
tak niepodobne do istot z tej ziemi.
Bo włosy miały rozczochrane
i pudrować się nie chciały.
I patrzcie, patrzcie,
jak źle wyglądały.
Mają brzydkie usta, pazury i nos,
na stos z nimi, na stos.

 

 

 

 

 

Anna Hasucka

„Ująwszy gromnice,
palił burmistrz z ławnikiem
na rynku czarownice”.
Ignacy Krasicki, Pochwała wieku, Satyry

Anna Hasucka,
która w Zawadzie i Polsce mieszkała,
dobrowolnie podczas tortur
maść czarodziejską wskazała:
z masła, słoniny i ludzkiego tłuszczu.
Sprzedałam cię, ziemio, łąko, lesie.
Sprzedałam was zioła:
Kolendro, ruto,
szałwio, mięto,
i ciebie, tymianku.
Chciałoby się, chciało schować w ciało,
ale ból wchodził do kości, po szpik.
Noc była mokra i czarna od krzyków.
I śmierdziało strachem.
Zabierz mnie, ziemio do swej miękkiej tkanki, otul.
4 listopada 1663 nad ranem
Anna Hasucka zmarła w więzieniu
przez diabła uduszona.
Kolendro i ruto,
szałwio i tymianku,
do was.

 

 

 

 

 Anna Stach z Przylepu

„Kobiety są jak diablice, porywają serca głupców.”
                                           Anonim

 Tak, to prawda, że diabeł mówił:
Pozdrawiam cię, Anno,
gdy się z nim w sposób przeciwny naturze łączyła.
Tak, ma ciało czarną maścią cuchnące,
którą zły duch smarował jej piersi.
I kiedy zgolono jej wszystkie włosy z ciała,
znaleźliśmy bliznę na udzie,
którą zrobił jej zły duch na swój znak.
Tak, to prawda, że na rozkaz diabła
chętnie się obnażała
i diabeł przy tym sikał.
Tak, to prawda, ma ciało pulchne i świecące
od tańców z czarnym diabłem w czarnym ubraniu
i przez nią ucierpiało zboże.
A na Łysej Górze spotkała wielce szanowane:
Elżbietę Grasse, Dorotę Jeutche i Elżbietę Apelt.

 

 

 

 

 

Ostatnia – Elżbieta Grasse z Nietkowic

„Większość książek o czarach podaje, że czarownice pracują nago.
Zapewne dlatego, że autorami tych dzieł są mężczyźni”.
                                   Terry Pratchett, Dobry omen

Słońce paliło mnie w skronie, w suche usta,
kiedy biegłem, biegłem do niej.
Była taka drobna, że mogła wślizgnąć się pod ramię.
Czułem jej kruche, ciepłe kości,
kiedy krzyczała: Precz!
Mogła mierzwić mi włosy.
Jej odporność na ból wprawia mnie w zdumienie.
Ma taką gładką szyję i nie drży.
6 lutego 1665 Elżbieta Grasse, lat 52,
spalona została.
„Żonie mojej mogą przypisać wszystko,
co miłe, dobre i kochane”[3].

 

 


[1]  Cykl powstał w oparciu o autentyczne wydarzenia: znanych jest większość imion i nazwisk kobiet sądzonych o czary i pozbawionych życia w dawnym Grünbergu (Zielona Góra). Posiadamy jednak podstawowe lub szczątkowe informacje na temat przebiegu procesów. Opisane historie zostały poetycko odtworzone i rozwinięte.

[2]  Cytat z Młota na czarownice (łac. Malleus Maleficarum) dominikańskich inkwizytorów, Heinricha Kramera i Jacoba Sprengera (1487) – podręcznika w procesach czarownic od XV do XVII wieku.

[3]  Z pisma Krzysztofa Grasse do sędziów w obronie żony (Extract protocolli Judycij Grunbergensis ex actis Inquisitionalibus et Procesu criminali contra Malefacias de Annie 1663, 1664, 1665). Pisma w obronie kolejnych oskarżonych mieszczanek zostały przesłane na dwór cesarski w Wiedniu, co poskutkowało odebraniem sądom zielonogórskim prawa do procesów czarownic.

 

The post Wiersze [Czarownice z Grünbergu – historie prawdziwe] appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersz [Za’atar زَعْتَر] https://prolibris.net.pl/wiersz-zaatar-%d8%b2%d9%8e%d8%b9%d9%92%d8%aa%d9%8e%d8%b1/ Thu, 14 Mar 2024 13:05:13 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=12210 Agnieszka Ginko

The post Wiersz [Za’atar زَعْتَر] appeared first on Pro Libris.

]]>

Agnieszka Ginko

 

Za’atar   زَعْتَر

Tęsknię do leniwego czasu nad kunafą ze słodkim syropem i pistacjami,
tęsknię do kawiarni Meow Cat, prowadzonej w Gazie przez Nehmę,
popijając kawę, można bawić się z gromadką kociąt.
Dzisiaj znowu ostrzał, spadło siedem pocisków.
W ziemi siedem dziur pełnych zabitych ludzi.
300 izraelskich lekarzy podpisało apel,
żeby bombardować szpitale,
jeżeli chronią się tam terroryści.
Ramallah,
Nazmija
Alwan,
Mariam
wyszły z domów tylko na chwilę.
Powtarzam dzieciom:
Umrzemy razem, to będzie jedno uderzenie, nic nie poczujemy.
Może to głupie, ale tęsknię za zapachem morza
i za kafejkami z ciepłą msabbahą z całych ziaren cieciorki.
Dzisiaj znowu ostrzał, spadło siedem pocisków.
W ziemi siedem dziur.
A ja myślę o mamie, jak posypywała wszystko za’atar,
mieszanką przypraw z majerankiem, tymiankiem,
I prażonym sezamem.

The post Wiersz [Za’atar زَعْتَر] appeared first on Pro Libris.

]]>
Gloryfikacja codzienności (Agnieszka Ginko, Aż tyle) https://prolibris.net.pl/az-tyle/ Wed, 17 Jan 2024 19:32:38 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11798 Anna Wiwiana Szewczuk

The post Gloryfikacja codzienności (Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>

Gloryfikacja codzienności

Agnieszka Ginko, Aż tyle, Pro Libris, Zielona Góra 2022, 36 s.

Aż tyle to kolejny, trzeci już tomik poetycki w dorobku poetki oraz bajkopisarki Agnieszki Ginko. Na pierwszy rzut oka cechuje go powściągliwość tematyczna i językowa, zarówno w nadanym tomikowi tytule, jak i  zawartości poszczególnych utworów. Tomik jest bardzo osobisty. Poetka w formie wierszy przekazuje czytelnikowi swój punkt widzenia świata. Próżno w nich szukać filozoficznych dywagacji targających zazwyczaj duszą poety. Mimo tego książka wciąga nas i zachęca do zanurzenia się w jej lekturę.

Otwierający książkę utwór nosi tytuł aż tyle i tylko tyle. Jego fragment:

[…] tak pomimo wszystko, to jest miłość,
jak ogórek zjadany po plasterku,
podobno kocham, śpię i wtapiam się w poduszkę,
podobno wierzę […]

Poetka zmaga się z lękami, niepewnością, zagubieniem: „…ze światła z i lęku/ piszę w języku
rozbłysku…”.

W kolejnych natomiast utworach zauważamy akcenty dosadnej zmysłowości, np. w wierszu osobiste pranie:

Z włókien, z trzewi, z jąder, z łydek, z mięśni,
z ramion
wystrzeliłeś w górę
jak młode pędy świerku…

Tak więc o przewadze dylematów związanych z codziennością (nad filozoficznymi rozstrzygnięciami) świadczą już choćby tytuły wierszy: koszulka, małej. W wierszu małej poetka jakby skarży się, pisząc:

mama, dzieci
tata w pracy
na innym drzewie,
role obsadzone, pełne…

Można więc podejrzewać, że czegoś jej brakuje, proza życia nie wystarcza. W utworze wiersz urodzinowy dla siebie zauważa: „… wszystkiego dobrego,/ masz pięćdziesiąt lat na karku/ i te swoje przypływy i odpływy…”. „…trudno jest kochać i nie kochać…”, pisze dalej, jakby zwierzając się z życiowych rozterek. Pointuje: „…niby nic, a jest bliskość…” (wiersz podszept).

W zamykającym tomik wierszu bez tytułu poetka chce wierzyć w sens pisania, przelewania na papier swoich emocji: „…nie nie kończymy jeszcze, ciało/ jeszcze urodzimy wiersz o miłości…”.

Podsumowując, trzydzieści trzy utwory składające się na tomik Aż tyle dają obraz poetki, która udowadnia, że warto pisać, że codzienność ujęta poetycko też ma znaczenie.

Co ciekawe, poetka łamie konwenanse stylistyczne, tytuły pisane są małą literą, a po kropce również nie stawia dużych liter.

Okładka książki

Myślę więc, że dla czytelników zmęczonych trudniejszą tematyką tomik jest dobrym sposobem na przywołanie zwykłych i zarazem niezwykłych przeżyć literackich. Co do zawartości zbioru, podkreślę raz jeszcze, zawiera on niewielką ilość tekstów. Utwory są monotonne, mało zaskakujące. Rozgoryczenie „ja literackiego” wskazuje na osobisty pesymizm, marazm, brak satysfakcji życiowej. W wierszu pod włos autorka pisze: „…dałam ci wszystko coś i nic/ a z tego nic/ niczego nie było…”.

Jeśli chodzi o szatę graficzną tomiku, Agnieszka Ginko znalazła skromne rozwiązanie, zamieszczając na okładce tylko imię i nazwisko oraz tytuł książki. Również notka biograficzna jest mało czytelna, umieszczona na ciemnym tle.

Reasumując, tomik nie budzi w czytelniku pozytywnych emocji, wręcz przeciwnie – zaraża bowiem brakiem wiary w sens życia, odczuwa się w nim zmęczenie codziennymi obowiązkami i – jak wspomniałam – pesymizmem, wynikającym być może z osobistych doświadczeń autorki.

Anna Wiwiana Szewczuk

The post Gloryfikacja codzienności (Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersze [W środku, Beksa-lala, Jagody] https://prolibris.net.pl/ginko-wiersze-3/ Mon, 13 Nov 2023 08:59:29 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10352 Agnieszka Ginko

The post Wiersze [W środku, Beksa-lala, Jagody] appeared first on Pro Libris.

]]>

Agnieszka Ginko

 

 

W środku

 

Zimno, zimniutko,
a my tu sobie pobiegamy w snach.
Tam spojrzyj, Adelina,
w okno (fereastră),
w to malutkie niebo,
w gałąź (ramură).
Za nami i przed nami otwiera się czas.
Cicho, cichutko.
Tylko pięć lat w celi,
bo nic nie znaleźli.
Tak zarządził, powiedzmy to głośno w myślach,
Ceauşescu.
Kiedy wyjdziemy,
obejmiemy twoją korę, drzewo,
pijane od powietrza.
Kolana, konary, mech, mrówki.
Rowy poziomkowe, chaszcze malinowe.
Narwali, natargali,
najedli się, naspali.
Ziemia twarda, ciepła,
a my na bosaka,
zostaniemy tam, Adelina,
na drugie życie.

 

 

Beksa-lala

 

Beksa-lala pojechała do szpitala,
a w szpitalu powiedzieli:
większej beksy nie widzieli.
– Niech przestanie już histeryzować
– usłyszała po 20 godzinach bólu
i braku pełnego rozwarcia.
Położne jak owady przy łóżku,
kolejne kroplówki na skurcze.
Przyszedł lekarz,
czuła na sobie jego głodny wzrok,
kiedy ją badał.
Pani jest taka ciasna, wyszeptał,
taka ciasna.
Wpatrywał się jak szpak w czereśnię.
Nie będzie cesarki, będzie pani rodzić.
Stała się zwierzęciem w klatce,
coś krzyczała.
Nie pamięta, jak i kiedy urodziła.
Nie, nie postradała zmysłów,
chciała się uwolnić od swojego ciała,
które obrzydło jej od bólu i do bólu.
Beksa-lala pojechała do szpitala,
a w szpitalu było mokro,
wyrzucili ją przez okno.
Na podwórku były dzieci,
wyrzuciły ją do śmieci…

 

  

Jagody


Tata od zawsze bił ją po obiedzie
jakby chciał zdążyć do wieczornych libacji.
Za słowa wylatujące z jej ust.
Na ciele plamy jak grzyby, sine kapelusze.
Chciała uciec do lasu, ale zawsze był szybszy.
Kiedy mama dostała rozwód,
zamieszkały w bloku robaczywym jak jabłko,
gdzie nie było koronkowego mchu za rogiem,
tylko bandy chłopaków.
Chciała zanurzyć się w noc i nie wstać.
Było to lepsze niż deser i kompot,
i słodkie jagody.
Nie było jej.
Nie było też psychiatrów, tak mówiła mama,
terminy za rok.
Ona jeszcze oddycha, ma młode ciało,
miękkie jak wilgotne igły jodły.
Jeszcze nie połknęła wszystkich tabletek na sen
słodki jak jagody.

The post Wiersze [W środku, Beksa-lala, Jagody] appeared first on Pro Libris.

]]>
Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) https://prolibris.net.pl/konfesyjna-poetka/ Wed, 22 Feb 2023 17:40:20 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7582 Robert Rudiak

The post Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>

Konfesyjna poetyka Agnieszki Ginko

Agnieszka Ginko, Aż tyle, Wyd. Pro Libris, Zielona Góra 2022, 36 s.

Agnieszka Ginko, zielonogórska poetka i autorka książek dla dzieci, wydała właśnie trzeci zbiór wierszy, zatytułowany Aż tyle, firmowany przez Instytut Literatury, który wsparł wydanie jej wierszy w ramach Tarczy dla Literatów.

Nowy tom liczy 29 utworów, niezwykle osobistych, intymnych, mających formę wyznania czy spowiedzi, co charakterem wplata się w nurt poezji konfesyjnej, zapoczątkowany w połowie XX wieku przez amerykańskich liryków, jak Sylvia Plath, Anne Sexton czy John Berryman. Ale poezja Ginko w odróżnieniu od pisarzy amerykańskich nie rejestruje upadku psychicznego człowieka spowodowanego stanem zagrożenia istnienia czy utraty tożsamości. Absolutnie nie łączy egzystencji ludzkiej ze sprawami społecznymi, politycznymi i ekonomicznymi, które determinują jej los i wpływają na samoświadomość. U Ginko jest odwrotnie, poetka daje świadectwo wszechstronnej akceptacji świata, jego pełnej afirmacji i całkowitej, bezwarunkowej adoracji, która przejawia się w… miłości, dodajmy w miłości do wszystkiego, a nade wszystko do rodziny, dzieci, domu, miasta, natury, ciała, do poezji i do życia w każdej formie i w każdym czasie… Od miłości bowiem wszystko się zaczyna i na niej kończy, i tak też widzi ją poetka, rozpoczynając swój zbiorek od słów: „tak, pomimo wszystko, to jest miłość / jak ogórek zjadany po plasterku”.

Bordowa okładka książki z napisem Aż tyle na środku i Agnieszka Ginko na górze.

Poetka odbiera rzeczywistość niezwykle osobliwie, zarówno somatycznie, jak i podświadomie, sensorycznie i instynktownie. Kobieca intuicyjność wybrzmiewa w każdym wierszu, podobnie jak poetycka duchowość, gdyż podmiot jej utworów jest niezwykle delikatny, kobieco ciepły i kruchy; to w istocie kobieca dusza wrażliwa na słowa, szepty, bełkoty oraz niewieście, nadwrażliwe ciało czułe na dotyk, pieszczotę, muśnięcie, umysł wyczulony na przeróżne bodźce i doznania, na smaki, zapachy czy na impulsywne dźwięki – krzyk, śmiech, niekiedy ciszę. Właśnie opisy cielesnych przeobrażeń powodowanych przez upływający czas znajdujemy w takich wierszach, jak Viva la vie, Podpora, Wiersz urodzinowy dla siebie, Pauza i Cieleśnie. W tym ostatnim tekście, pełnym zmienności nastrojów, podmiot wyznaje:

 

raz krwawi, raz nie krwawi

nie powinno już rodzić,

skracają mu się cykle […]

chce próbować wszystkiego.

kiedy jak nie teraz?

grzeszy i nie grzeszy we śnie.

budzi się zawsze spragnione. […]

często rośnie, puchnie jak ciasto drożdżowe,

oblizuje łyżki.

i nic go już nie zmiecie,

nie zwali z nóg

tylko śmierć.

 

Stąd podmiot rozmawia ze swoim ciałem, traktuje je jak powiernika i sprzymierzeńca, a czasem nawet racjonalnie upomina, przywołuje do porządku i hamuje jego popędy. Tak dzieje się w lirycznym przekazie pt. Pauza:

 

już się zaczęła.

ani strużki, ani kropelki.

nikogo już nie urodzisz, ciało,

lecz wyluzuj. […]

wyluzuj, ciało, bo już nic nie musisz udowadniać.

 

Przejmująca polemika z ciałem, z jego fizycznością i przemijalnością pojawia się też w tekście Rodowód, w którym podmiot poszukuje swojej organicznej genezy i cielesnej tożsamości:

 

wywodzę się z czasu, który nie jest rzeką,

ale jeziorem bez dna otaczającym brzeg.

z mułu bez smaku i kształtu. […]

wywodzę się z ciała, w którym drzemie lawina.

z włosów rozebranych na satynie, puchu, aksamicie.

z czerwonych włókien wyobraźni.

z wody, która się mieni.

wywodzę się z gardła

i zdradliwego wodospadu języka.

 

Ciało dla autorki Aż tyle to doskonały punkt obserwacji przepływającego przez nie czasu i zmian na nim zachodzących, dlatego chętnie relacjonuje wypieki, łzy, pot, położenie włosów, pojawiające się napięcia, zmarszczki, bóle, rany i krew czy zmiany zachodzące pod wpływem dotyku. W wierszach Ginko jej podmiot zdaje się być zauroczony ferią doznań i emocji, rozkoszuje się i zachwyca cudownością natury, w której wszystko ma dla jej kobiecego odczuwania wielorakie i również symboliczne znaczenie, zarówno kształty, kolory, ruch, oddech, dźwięk, światło, bliskość drugiego człowieka, jak i złożoność przyrody. Poznaje zatem dookolny świat wszystkimi zmysłami, synestezyjnie i atawistycznie zarazem, stąd tak wiele pojawia się alegorycznych motywów i paralelizmów. Jednym z najczęściej spotykanych jest motyw akwatyczny, gdyż woda występuje pod każdą postacią ciekłą i stałą, jako ocean, morze, rzeka, jezioro, fala, wodospad, śnieg, lód, zaspa czy lawina, a niekiedy konotacje sięgają dalej, gdyż pod postacią wody i piasku (błoto, muł, dno), a jej atrybuty mogą stanowić np. przystań, brzeg, ląd, świat podwodny, ryby, ślimaki, a nawet wiadro i pralka. Woda ma w tym przypadku istotne znaczenie, to źródło oczyszczenia, niemal rytualna ablucja i duchowe katharsis, nadające zbawienną moc. Podobnie jest z kolorem białym, ukazanym na przykład w postaci zimy czy śniegu, bieli kojarzonej często z niewinnością i czystością, posiadającej również ożywczą siłę odkupienia, życiowej energii i optymizmu. Innym, nie mniej istotnym motywem w poetyce Ginko jest leśna natura z przypisaną jej scenerią drzew, świerków, gałęzi, liści, kory, grzybów, pokrzyw i ostów oraz sztafażem w postaci różnorodnego ptactwa. Las to miejsce wyciszenia i psychicznego odpoczynku, szczęśliwy czas spędzany rodzinnie na rekreacji i podpatrywaniu przyrody. Kontemplacja, pojednanie ze światem i pogodzenie z nieuchronnym biegiem biologicznego zegara w poezji Agnieszki Ginko przyjmuje również postać pożegnania z najbliższymi i z mijającym czasem, z umierającą matką, dorastającym synem, z odchodzącym przyjacielem. Stąd radość z chwili obcowania z nimi w sytuacji i czasie, w którym jeszcze tkwią i są przy podmiocie, jak w lirykach: Wiersz dla niej, Wiersz do przyjaciela, Ostatnie pranie i Koszulka. W Wierszu dla niej poświęconemu matce, podmiot wyznaje:

 

dzisiaj ma urodziny.

jeszcze zdążę złożyć jej życzenia.

pojadę do szpitala

popatrzeć, jak śpi,

jak oddycha pod tlenem.

jeszcze zdążę dotknąć jej dłoni.

 

W najnowszym tomie zielonogórskiej poetki można również odnaleźć kilka istotnych dla niej autotematycznych utworów, w których zwraca się do własnej twórczości, rozmawia ze swoimi wierszami, a tak dzieje się w Wierszu do wiersza i Po śladach, gdzie podmiot mówi:

 

wrócę do ciebie, wierszu,

ale jeszcze nie teraz

najpierw popatrzę na puste miejsce przy stole […]

 

Albo w wierszu bez tytułu (inc. „trudno jest kochać i nie kochać…”), w którym expressis verbis poetka stwierdza, że wiersz ocala od zapomnienia, zatrzymuje to, co przeminąć musi, jest niejako pomostem między teraźniejszością a nadchodzącą chwilą, kronikarskim zapisem tego, co wydarza się tu i teraz, i zarazem cenną pamiątką na przyszłe lata:

 

ocal niespieszne poranki rozmów z dziećmi.

spraw, by język najadł się śmiechem. […]

żeby można było się witać i ściskać,

przysunąć, by zamienić słówko

w bliskości dosłownej.

 

Poetka dobiegająca półwiecza ma silne poczucie przemijalności czasu, wie, że dziecko podrośnie i odejdzie z domu, że beztroski czas młodości się skończy, że bliscy i przyjaciele poumierają, a ciało się zestarzeje, stąd całą nadzieję pokłada w słowie pisanym. Pozostaje jej więc tylko poezja, ale zarazem ma świadomość, że ona nie uleczy, ale tylko ukoi. Poezja daje jej siłę, sprawia, że ciągle jest ciekawa świata, ale świat ten też wartościuje i dzieli; świat przedmiotów na ważne i nieistotne, świat natury na trwały i przelotny… A mowa i słowa dla poetki to kakofoniczne podszepty i szumy, są one dla niej mało ważne, odbiera je jako zawiłe i poplątane, zdające się być dla niej tylko pulsowaniem światła i ciemności. W utworze Podszept podmiot konstatuje:

 

szukam cię, kiedy wierzę

i kiedy nie wierzę w to światło,

które wpada do pokoju zawsze inne. […]

ale jesteś w tym ze mną.

i jesteś – podszept do ucha.

niby nic, a jest bliskość.

 

Wiersze Agnieszki Ginko w jej ostatnim zbiorze są niebywale familiarne i specyficznie konfidencjonalne, poetka szczerze dzieli się z czytelnikiem swoją prywatnością, czy też nawet niekiedy się przed nim spowiada ze swoich słabości, wyznaje lęki, obawy i niepokoje. Są to wiersze bardzo autentyczne, emocjonalne i uczuciowe, napisane językiem potocznym, prosto od serca, niekiedy wręcz celowo trącające o infantylizm, bo też poetka podszyta jest dzieckiem; dziecięctwo wciąż w niej jest, budzi się i drzemie, świat dziecka odradza się w niej nieskończenie, gaśnie i wybucha na nowo. Jej konfirmacyjne wiersze niewątpliwie stanowią dokument ugody ze światem teraźniejszym, są dowodem jej akceptacji czasu minionego oraz zawartym kompromisem z własnym losem i adaptacją nadchodzącej przyszłości. Remedium na pogodzenie ze światem i otoczeniem stanowi miłość, która w lirykach Ginko jest wszechobecna, jest sensem jej istnienia duchowego i cielesnego, niemal w każdym utworze czuć jej rotację, wibrowanie, falowanie, ujawnia się w jej patrzeniu na dookolną przestrzeń i w jej podejściu do bliskich czy natury. Dlatego w jej utworach można odnaleźć kilka refleksyjnych, urokliwych, pouczających perełek, typu: „ten, kto szuka, znajdzie / ten, kto kocha, nie krzyczy” (Małej).

Autorka – co też warto zasygnalizować – nie stroni w wierszach od neologizmów, młodzieżowego slangu i nowomowy, przywołuje na kartach swojej twórczości marki topowej odzieży, telewizyjne platformy filmowe i programy rozrywkowe, różne postacie znane z ekranu czy też produkty codziennego użytku, co nadaje jej pewien wymiar realnej nowoczesności i ekscentrycznej oryginalności.

Robert Rudiak

The post Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersze [Ukraińska noc, kamyk, od mamy, płotek] https://prolibris.net.pl/ginko-wiersze/ Tue, 06 Dec 2022 20:01:49 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=4946 Agnieszka Ginko

The post Wiersze [Ukraińska noc, kamyk, od mamy, płotek] appeared first on Pro Libris.

]]>

Agnieszka Ginko

Ukraińska noc
Українська ніч (Ukrayinska nicz)

Cicho, cichutko,
nie budźmy śpiącej wojny w kotlinie.
Jeszcze nocka, jeszcze śpi.
Na paluszkach skradnijmy jej
godziny beztroski,
bo jutro wystrzeli nam,
wystrzela nam mężczyzn.

Pomożecie?
Pomożemy.
Przyślemy Wam broń,
powiemy co i jak,
żebyście ginęli długo i mężnie.
Pokażemy Was na całym świecie,
Глобально (hlobalno),
opiszemy w podręcznikach historii,
przygarniemy żony i dzieci.

Cicho, cichutko,
skradnijmy ostatnie godziny,
nie budźmy jeszcze świtu
i odgłosu bomb.

kamyk

kopnięty kamyk spada.
zbliża się, zbliża szajba
i burza ognia.
brałem ją, brałem, aż krzyczała
i ja krzyczałem.
raz, dwa, trzy,
baba jaga patrzy.

baba jaga była naga
i jęczała, aż przestała.
раз два три (raz, dwa, tri).
zbliża się, zbliża szajba
i burza ognia.
dziewczynka płakała, jej matka płakała,
to je wyjebałem.
obie krzyczały, płakały,
więc uciekłem, uciekłem.
trzymałem ją w ramionach,
całowałem, a ona tuliła, tuliła.
natasza, natasza.
trzymałem ją w ramionach,
całowałem, a ona…

zbliża się, zbliża szajba
i burza ognia.
i taki chłop na schwał
niejedną brał, sukę.
раз два три (raz, dwa, tri).
baba jaga patrzy.
zbliża się, zbliża burza ognia.
kopnięty kamyk spada.

od mamy
от мамы (ot mamy)

uważaj na kałuże, wyciągają dusze,
uciekaj, jak strzelają,
jak przyśni się język albo mięso,
nie ruszaj się z miejsca
i uważaj, jasny synku, w ciemną noc.
jak dają jeść, to jedz,
nie wychylaj głowy,
poproszę popa, on się pomodli,
prześlę ci zdjęcie psa,
собака (sobaka) tak schudł
i uważaj, jasny synku, w ciemną noc.
wracaj prędko, быстpo (bystro)
do Murmańska, do Tomska, do Irkucka,
tu pachnie chlebem.
do Jakucka, do Kazania, do Norylska,
tu pachnie chlebem.
dlaczego nie piszesz?
почему ты не пишешь (pociemu ty nie piszesz)?

płotek

wlazł kotek na płotek,
lecz był na granicy,
zabili go strażnicy.
raz, dwa, trzy,
czarnuch na nas patrzy,
cztery, pięć, sześć,
chce nas wszystkich zjeść.
zgwałcą nam matki, żony,
przyjdą ich tu miliony,
a my wszyscy, bęc.
my tu pany nad panami,
poszczujemy czarnych psami.

ciemną nocą, w ciemnym lesie
matka dzieciom chlebek niesie.
temu dała na łyżeczce, temu dała na miseczce,
temu – by nie umarł z głodu, temu dała bez powodu.
a temu nic nie dała, bo śmierć go zabrała
i frrr, poleciała.

raz, dwa, trzy,
czarnuch na nas patrzy,
cztery, pięć, sześć,
chce nas wszystkich zjeść.
chodzi czarnuch koło drogi,
ciemne ręce, ciemne nogi,
wzrok ma dziki, brudne buty,
dasz takiemu talerz zupy?

temu dała na łyżeczce, temu dała na miseczce,
a temu już nic nie dała, bo siły nie miała,

do nieba, frrr, poleciała.

The post Wiersze [Ukraińska noc, kamyk, od mamy, płotek] appeared first on Pro Libris.

]]>
Wiersze [wiersz do przyjaciela, po śladach, wiersz do wiersza, w pestkach] https://prolibris.net.pl/ginko-wiersze-2/ Sun, 25 Sep 2022 09:02:33 +0000 http://prolibris.net.pl/?p=639 Agnieszka Ginko

The post Wiersze [wiersz do przyjaciela, po śladach, wiersz do wiersza, w pestkach] appeared first on Pro Libris.

]]>

Agnieszka Ginko

 

wiersz do przyjaciela

 

piszę do ciebie ten wiersz, przyjacielu,

bo lubię tę twoją kawę i papierosy

jak u Jima Jarmuscha.

i chce mi się z tobą kurzyć, chociaż nie palę.

i gadać, gadać, póki można.

piszę, bo wiem, że kiedyś cię zaciągnę

na vege burgery.

i będę wspominać twój niesmak i śmiech.

i seriale Netflixa.

to będzie życie.

dobrze, że jesteś,

jeszcze przez chwilę,

że jesteśmy.

 

 

po śladach

 

wrócę do ciebie, wierszu,

ale jeszcze nie teraz.

najpierw popatrzę na puste miejsce przy stole,

na talerz, który przepadł jak kamień.

na stół śniący o dotyku.

 

wyprowadzę na spacer kubek z kredensu,

kiedyś ciepły, z kawą.

jeszcze nie teraz.

 

 

wiersz do wiersza

 

piszę cię, żebyś wiedział,

o zakamarkach tej dziwnej ławicy

rozpierzchłej na wszystkie strony,

o niesfornych rybach, które płyną i płyną.

o ptactwie niebieskim na gałęzi w ogrodzie,

gdzie wszystko się dzieje.

 

piszę, kiedy chodzi się w szlafroku.

kiedy nie ma tu nic.

kiedy morze wyrzuca czarne ciała

oszukane przez ląd.

i kiedy w lesie nikt nie woła.

 

 

w pestkach

 

dotykaj mnie i nie dotykaj,

kiedy odrasta wspólne życie w kilku płatkach,

uważaj na osy, stada pokrzyw,

w pulsującym, nagrzanym miesiącu,

podwodnym, zapatrzonym w morze.

dotykaj i nie dotykaj

w szczątkach światła w błocie,

w pestkach i nagich badylach,

w zeschłej skórze liści,

w schwytanych dniach na legowisku

i kiedy ciało wstaje.

The post Wiersze [wiersz do przyjaciela, po śladach, wiersz do wiersza, w pestkach] appeared first on Pro Libris.

]]>