Marcin Radwański Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/marcin-radwanski/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Tue, 28 Feb 2023 05:25:49 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Marcin Radwański Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/marcin-radwanski/ 32 32 Leila. Jestem uchodźcą (fragment powieści) https://prolibris.net.pl/leila/ Sun, 19 Feb 2023 18:49:11 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=6667 Marcin Radwański

The post Leila. Jestem uchodźcą (fragment powieści) appeared first on Pro Libris.

]]>

Marcin Radwański

Leila. Jestem uchodźcą

(fragment powieści)

 

Z nieba siąpił jesienny deszcz. Miała przemoczone ubranie, które kleiło się do ciała. Jej letnie sandały tak przesiąkły wodą, że czuła się, jakby szła na bosaka. Nie wiedziała, jak daleką drogę ma przed sobą. Nie mogła o to zapytać, bo nie znała języka. Wcześniej tłumaczka z urzędu mówiła jej, że to od przystanku autobusowego zaledwie kawałek drogi.

Kawałek to ile? Kilometr, dwa, a może jeszcze więcej? Czy dam radę tam dojść? Już nie mam sił – myślała z zaciśniętymi z bezradności ustami.

Przed sobą widziała tylko skręcającą co chwilę jezdnię i rosnące wzdłuż niej drzewa. Poruszała się wąskim poboczem, zwracając uwagę na jadące z szaloną prędkością samochody. Na ramieniu miała przewieszoną sportową torbę ze swoimi rzeczami. Jej cały dobytek to zaledwie kilka ubrań i sto euro, schowane w majtkach. Zdawała sobie sprawę, że to niewiele, ale przecież była uchodźcą w obcym kraju.

Po godzinie wędrówki na horyzoncie pojawiły się niskie zabudowania. Czuła, że jest blisko celu. Na ten widok przyspieszyła kroku, choć już opadała z sił. Kilkaset metrów dalej ujrzała płot i napis w języku angielskim. Wiedziała, że jest już na miejscu.

Z dyżurki wyjrzał wąsaty portier. Wstał i wyszedł ze swojej budki. Stanął jej na drodze.

– Dzień dobry, poproszę o dokumenty – odezwał się po polsku, podnosząc rękę do góry na znak, aby się zatrzymała.

Nie zrozumiała, ale domyślała się, co powiedział. Wyciągnęła z bocznej kieszeni torby zwitek kartek, które dostała w urzędzie. Podała mężczyźnie, który starannie je przejrzał. Następnie zamruczał i wskazał ręką na oddalony od dyżurki budynek z napisem „Rejestracja”.

– Zgłoś się do rejestracji. To ten budynek – mówił przyjaźnie, oddając jej dokumenty.

Pokiwała głową ze zrozumieniem i ruszyła w tym kierunku. Po chwili znalazła się w ciasnym pomieszczeniu, ze ścianami pomalowanymi na zielono. Przy dużym, drewnianym biurku siedziała dojrzała, otyła kobieta, która miała na sobie wielobarwny szal.

– Witaj, rozumiesz angielski? – odezwała się, wstając z miejsca, gdy tylko ją spostrzegła.

Leila przytaknęła głową. Znała trochę słówek i kilka zwrotów, więc myślała, że to na razie wystarczy.

Rejestratorka wzięła od niej papiery otrzymane z warszawskiego urzędu, przeczytała je dość pobieżnie, po czym zaczęła przygotowywać formularze, które trzeba było wypełnić.

Leila odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że większość z nich jest przetłumaczona na język arabski. Wzięła do ręki długopis i zaczęła skrupulatnie je wypełniać. Chciała zrobić to jak najszybciej, ponieważ marzyła jej się ciepła kąpiel i łóżko. Nie wiedziała, jakie warunki panują w ośrodku, ale było już jej wszystko jedno. Chcę tylko położyć się w ciepłym łóżku i zasnąć – myślała, skreślając kolejne punkty formularza.

Formalności trwały przeszło godzinę. Później pojawiła się kolejna kobieta, kierowniczka ośrodka, która zwracała się do niej po imieniu. Ta energiczna, szczupła kobieta trochę znała arabski.

– Mam na imię Ewa i tak do mnie mów – powiedziała bez ogródek. – Jeśli będziesz miała jakiś problem, od razu zwróć się do mnie – powtarzała.

Leila słuchała tego z uwagą i wciąż przytakiwała ze zrozumieniem.

– Tutaj jest kuchnia, możesz ugotować coś sobie, jeśli nie chcesz jeść na stołówce, tam są łazienki i stołówka – mówiła Ewa, wskazując miejsca rękoma. Oprowadziła Leilę po całym budynku, pomijając część dla mężczyzn.

W końcu zatrzymały się przy niewielkim pokoju, z którego dochodziły odgłosy bawiących się dzieci.

– Mamy zbyt mało miejsca, więc na razie musisz spać tutaj – oznajmiła Ewa, pokazując jej otwarte drzwi do pomieszczenia.

Leila westchnęła głęboko. Nie tego się spodziewała. Chciała odetchnąć w spokoju choćby kilka godzin, ale we wspólnym pokoju z gromadką dzieci na to się nie zapowiadało. Mimo wszystko podziękowała Ewie.

Weszła do pomieszczenia, a dzieci na jej widok uspokoiły się, zwracając na nią uwagę. W kącie pomieszczenia zauważyła młodą kobietę, która przy stoliku piła herbatę. Po obu stronach pokoju stały piętrowe łóżka. Jedno z nich było wolne.

– Jestem Leila i jestem strasznie zmęczona. Muszę iść spać – oznajmiła, po czym nie zdejmując ubrania, położyła się i zamknęła oczy. Usnęła w ciągu kilku chwil, nie zdając sobie sprawy, co dzieje się w jej nowym pokoju.

Śniła o Syrii, swoim nieżyjącym mężu i dzieciach, które zginęły w zamachu bombowym. To tam był jej dom i wspomnienia. Co czekało ją teraz, w tym obcym kraju? Te sny nie były spokojne.

Obudziła się w nocy. Spojrzała przez okno, gdzie panowały ciemności, ale dokładnie nie wiedziała, która była godzina. Zresztą, nie miało to znaczenia.

Poczuła ból kręgosłupa, którego przyczyną była niewygodna pozycja spania. Powoli podniosła się i usiadła. Czuła ciężkość swego zmęczonego fizycznie i psychicznie ciała. Spuściła głowę i zamknęła oczy. Szybko wróciły do niej obrazy wojny.

– Nie, nie, tylko nie to – zamruczała i otworzyła oczy.

Wiedziała, że musi się teraz przebudzić i spróbować zasnąć. Poczuła suchość w gardle i postanowiła poszukać wody. Wstała, ale nie mogła znaleźć swoich sandałów, które wypadły jej w łóżku. Wyszła więc na korytarz boso, zachowując ciszę. Próbowała przypomnieć sobie, które drzwi prowadzą do łazienki. Rozglądała się uważnie, aż doszła do końca korytarza. Tak, to na pewno tutaj – pomyślała, choć na drzwiach widniał jedynie napis po polsku.

Weszła do środka i włączyła oświetlenie. Z jaskrawych świetlówek wydobyło się światło, które w pierwszym momencie ją oślepiło. Przymknęła oczy i podparła się ręką o ścianę. Trwała tak dłuższą chwilę.

Spojrzała w lustro zawieszone nad umywalkami. Była przerażona widokiem. Jej włosy wyglądały jak strąki, czoło i policzki pokrywał brud, a ubranie zwisało z wychudzonego ciała.

Odkręciła wodę i przemyła twarz. Pomyślała, że mogłaby wziąć prysznic, ale musiała wrócić do pokoju po ubranie. Zrobiła to szybko, nie budząc nikogo. Cały budynek zatopiony był we śnie, słychać było tylko oddechy leżących w łóżkach ludzi.

Pod kojącym strumieniem ciepłej wody spędziła ponad kwadrans. Była teraz zupełnie innym człowiekiem. Stać ją było nawet na uśmiech do swego odbicia. Włożyła ciepłe leginsy i skarpety z zamiarem powrotu do łóżka. Przemknęła się do pokoju niczym cień. Nakryła się kołdrą, wtuliła w poduszkę i starała myśleć o samych pozytywnych rzeczach. Jest mi ciepło, jutro na pewno dostanę ciepłe śniadanie, wszystko będzie dobrze – powtarzała sobie w myślach.

Przebudziła się kolejny raz, gdy dotarł do niej odgłos wrzeszczących po arabsku dzieci. Otworzyła oczy, po czym podniosła głowę. Miała ochotę je skarcić, ale zabrakło jej odwagi. Zresztą kilka sekund później pobiegły bawić się na korytarzu.

Podniosła się wolno i ociężale. Za oknem było już jasno. Nie miała pojęcia, jak długo pogrążona była we śnie. Czuła się jednak dość dobrze.

Odnalazła swoje klapki i nasunęła je na stopy. Miała zamiar odnaleźć Ewę i poprosić o coś do jedzenia.

– Przyniosłam ci jedzenie – usłyszała nagle zdanie, które dotarło do niej z ciemnego zakątka pokoju.

Spojrzała w tym kierunku, gdzie na niewielkim stołku siedziała ubrana w hidżab kobieta. Zdała sobie dopiero teraz sprawę, że nie jest tutaj sama. Ostrożnie zrobiła kilka kroków w stronę kobiety.

– Jestem Fatima. To jedzenie jest dla ciebie. Ewa na to zezwoliła – mówiła osłonięta postać, wyciągając do niej talerz z chlebem.

Leila sięgnęła po niego, po czym z powrotem usiadła na swoim łóżku. Była tak głodna, że miała ochotę pochłonąć śniadanie natychmiast. Powstrzymała się tylko ze względu na tę kobietę.

– Mam na imię Leila – wymamrotała. Cieszyła się w duchu, że Ewa przydzieliła ją do pokoju, gdzie mogła porozumieć się po arabsku. Nie miała jednak ochoty od razu o sobie opowiadać. Była nieufna i ostrożna wobec obcych.

– Jedz spokojnie, pewnie jesteś głodna – odezwała się Fatima, po czym odwróciła wzrok w stronę okna, gdzie konary drzew uginały się pod naporem silnego wiatru.

Leila szybko i chciwie połykała chleb z wędliną. Nie zaznała sytości, a w brzuchu nadal czuła głód. Chciało jej się pić, ale nie zamierzała o to pytać współlokatorkę. Wzięła talerz i wyszła na korytarz, gdzie przechadzało się mnóstwo dzieci i dorosłych. Skierowała się do łazienki, gdzie umyła naczynie i napiła się wody. Muszę odnaleźć Ewę i z nią porozmawiać – pomyślała, wychodząc z pomieszczenia.

Miała zamiar udać się do stołówki i zapytać, w jakich godzinach podawane są posiłki, aby nie spóźnić się na obiad. Schodziła ostrożnie ze schodów, trzymając się poręczy, gdy wyrosła przed nią postać Ewy.

– Leila, właśnie cię szukałam. Nie było cię na śniadaniu. Jadłaś już coś? – odezwała się kobieta, zatrzymując się.

– Jadłam, Fatima zostawiła mi kanapki. W jakich godzinach są wydawane posiłki? Nie chciałabym się ponownie spóźnić.

Ewa zachowywała kamienną twarz. Objęła spojrzeniem całą postać swojej podopiecznej, a następnie wyjaśniła, że śniadania wydawane są o siódmej, obiady o dwunastej, a kolacje o siedemnastej.

Leila starała się zapamiętać, bo w tym momencie wydawało się jej to najważniejsze. Stała przed Ewą, siląc się na uśmiech.

– Najlepiej, jakbyś zapisała się na naukę polskiego, to pomoże ci w komunikacji ze światem zewnętrznym i jest mile widziane przy udzielaniu statusu uchodźcy. Co ty na to? – spytała kierowniczka.

– Tak, chcę się zapisać – odezwała się niezbyt przekonująco.

Ewa wciąż się jej przyglądała, chcąc wyczuć, z kim właściwie ma do czynienia. Ta drobna kobieta wydawała się jej taka niewinna.

– W takim razie przyjdź jutro do sali 112 na pierwszym piętrze. Dzisiaj rozejrzyj się sama po ośrodku, wyśpij się i najedz, żebyś miała siły na naukę. Jeżeli czegoś będziesz potrzebowała, to zgłoś się do mnie bądź Romana. To ten wysoki, wąsaty mężczyzna, zna trochę arabski i jest miły, nie bój się go. Zrozumiałaś wszystko, co powiedziałam?

Leila przytaknęła, nie odzywając się słowem. Pożegnała się, po czym poszła poszukać stołówki, którą wczoraj pokazywała jej Ewa.

The post Leila. Jestem uchodźcą (fragment powieści) appeared first on Pro Libris.

]]>
Fatima https://prolibris.net.pl/fatima/ https://prolibris.net.pl/fatima/#comments Sun, 25 Sep 2022 11:20:07 +0000 http://prolibris.net.pl/?p=820 Marcin Radwański

The post Fatima appeared first on Pro Libris.

]]>

Marcin Radwański

Fatima

Tego roku szybko przyszła jesień. Liście drzew mieniły się kolorami złota, a na niebie często gościły chmury. To ją przytłaczało.

Od rana stała nad kuchenką, we wspólnej kuchni, mieszczącej się na parterze ośrodka. Na śniadanie przygotowała płatki owsiane, a teraz gotowała makaron. Tu wszyscy jedli go wraz z sosem z torebki. Nie miała wyjścia, musiała czymś nakarmić swoje dzieci.

W ośrodku w Polsce przebywała od ponad trzech miesięcy. Uciekła wraz z dziećmi z Syrii, gdy zabito jej męża, a jej grożono śmiercią. Spakowała się jak na dwutygodniowe wczasy i ruszyła, pozostawiając dom, swoich braci i wspomnienia.

Teraz, mieszkając w Polsce, starała się o status uchodźcy, ale nie było to takie łatwe. Marzyło jej się uciec do Niemiec bądź Francji, gdzie – jak słyszała – taki ludziom jak oni żyje się znacznie łatwiej.

Mieszała makaron i rozpuściła w wodzie sos. Wiedziała, że dzieci będą narzekać, że jedzą wciąż to samo. Makaron, ryż albo kasza. Cokolwiek, aby tanio zapełnić żołądek.

Pomimo wszystko lubiła krzątać się w kuchni i przygotowywać te proste posiłki. Czuła się wtedy odrobinę jak w domu, który opuściła i do którego nie było już powrotu. Przypominało jej to prace domowe i odgłos bawiących się w domu dzieci, ich zapach, a także oczekiwanie na przyjście męża. To już minęło, nie myśl o tym, bo to nic nie zmieni – powtarzała sobie czasami rozczulona, ze łzami w oczach.

Kierownik administracyjny w ośrodku o imieniu Bogdan czasami zabierał ją na targ i do hurtowi spożywczej. Raz w tygodniu jechali oboje kilka kilometrów, aby zakupić ziemniaki, warzywa i inne podstawowe produkty. Podobało jej się to. Czuła się wyróżniona i starała się doradzać, jak mogła najlepiej. Czasami nieuważnie dotykała dłoni tego mężczyzny, ale ani on, ani ona nic sobie z tego nie robili. Rozmyślając wieczorami, przyznawała się przed sobą, że Bogdan jej się podoba, choć były to tylko jej sny na jawie.

– Fatima, twoje obiady pachną wyśmienicie – zagadywał ją czasami, przechadzając się po korytarzu, pachnący ostrą wodą kolońską.

Spuszczała wtedy głowę i uśmiechała się do siebie.

– Gotuję to, co wszyscy – powtarzała głośno łamanym językiem polskim, którego wciąż się z trudem uczyła.

Zapisała się na wszystkie kursy, które jej zaproponowano. Nie wiedziała, co może jej się przydać w nowym kraju. Miała więc zapełniony czas i nie nudziła się, jak większość przebywających w ośrodku uchodźców. Starała się, aby wytrwać i wydostać do normalnego życia.

Gdy nadszedł kolejny czwartek, Bogdan po śniadaniu znów zaproponował jej wyjazd. Zgodziła się z ochotą. Odstawiła dzieci na kurs polskiego, ubrała się ciepło i o umówionej godzinie stawiła w biurze.

Bogdan spoglądał na nią ukradkiem, siedząc przy biurku i przeglądając jakieś dokumenty. Długo nie zwracał na nią uwagi.

– Już jesteś. Zaraz ruszamy – powiedział w końcu, zamykając jeden ze skoroszytów.

Opuścili budynek, wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę. Podczas jazdy prawie w ogóle nie odzywali się do siebie. Gdy byli już na miejscu, Roman uśmiechnął się do niej, po czym złapał za rękę.

– Dziękuję – powiedział cicho.

Fatima speszyła się. Spuściła wzrok, po czym ruszyła w stronę straganów. Roman pozwolił kupić więcej warzyw, o których braku mówili wszyscy w ośrodku. Zapakowali kartony z żywnością i wsiedli do auta.

– Jesteś cudowną kobietą, Fatima – oznajmił jej, gdy ruszyli.

Czuła, że to komplement, choć nie do końca rozumiała. Sprawdzi później w słowniku, zawsze schowanym pod poduszką. Tego dnia na kolację przyrządziła kalafior, który posmarowała niewielką ilością masła. Nie tylko jej dzieci były z tego powodu szczęśliwe.

Wieczorem, gdy kładła się już spać, sprawdziła w słowniku słowo „cudowny”. Po tym odkryciu zrobiło jej się gorąco. Zasnęła, myśląc o obcym mężczyźnie w obcym kraju.

Kolejne dni nie różniły się od siebie. Wciąż zajmowała się dziećmi, gotowała, chodziła na kursy. Bogdana spotykała najczęściej na korytarzu. Mijali się, witając się oficjalnie. Sądziła, że nie powinna, ale czekała na kolejny czwartek z niecierpliwością.

W środę wieczorem położyła się wcześniej. Dzieci były zmęczone i spokojne, więc miała trochę czasu dla siebie. Zamknęła oczy, ale nie spała. Przypominała sobie obrazy ze swojego kraju i domu, który opuściła. Wspominała chwile, w których była szczęśliwa, a przecież miała ich sporo, zanim rozpoczęła się ta okropna wojna.

Nie zauważyła, gdy ktoś stanął nad jej łóżkiem. Poczuła zapach ostrej wody kolońskiej. Powoli otworzyła oczy.

– Bogdan? Co ty tu robisz? – odezwała się zdziwiona, podnosząc z łóżka.

Mężczyzna usiadł na krześle, po czym zwrócił się do niej szeptem.

– Wiem, że niedługo otrzymacie status uchodźców i będziecie mogli opuścić ośrodek. Mam dla ciebie propozycję.

Fatima szybko nałożyła chustę na głowę, po czym usiadła na brzegu łóżka. Nie mogła uwierzyć w to, co mówił do niej ten mężczyzna.

– Jaką masz propozycję? – zapytała.

Bogdan przebiegł palcami po bujnej brodzie, bijąc się z wątpliwościami.

– Chcę, żebyście zamieszkali u mnie. Mam duży dom, mieszkam sam i jest mnóstwo miejsca. Nie będziecie musieli za nic płacić. Będzie wam dobrze – mówił spokojnie.

Syryjka chyba po raz pierwszy spojrzała mu prosto w oczy. Widziała w nich zakłopotanie i prawdziwą troskę.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł. Co powiedzą na to ludzie? Muzułmanka z dziećmi pod jednym dachem z obcym mężczyzną?

Mężczyzna pochylił głowę, odwracając od niej wzrok. Po chwili sięgnął i złapał ją za rękę.

– To nie jest Syria. To nic zakazanego. Po prostu chcę wam pomóc. Wiem, że jesteś dobrą kobietą. Jak znajdziesz pracę, to będziesz mogła zamieszkać, gdzie tylko zechcesz – powiedział.

Fatima nie odpowiedziała, tylko ściskała jego dłoń. Bogdan odszedł, a ona nie mogła zasnąć.

Kolejny wyjazd odbyli wspólnie, ale rozmawiali tylko na tematy związane z zakupami. Bogdan w ogóle jej nie dotykał, nie dopytywał też o nic.

Dwa tygodnie później została wezwana do biura, gdzie okazało się, że jej i dzieciom został przyznany status uchodźcy. Była rozpromieniona i szczęśliwa. Mogła teraz opuścić ośrodek, mieszkać gdziekolwiek i w końcu pracować. Tego dnia zadzwoniła do jednego z braci i podzieliła się tą nowiną.

Wieczorem w jej pokoju znów pojawił się Bogdan. Usiadł na krześle, uśmiechając się promiennie.

– A nie mówiłem? – zapytał radośnie.

Fatima miała ochotę go przytulić, ale przecież nie mogła tego zrobić.

– Miałeś rację, dziękuję – odparła.

Mężczyzna położył rękę na jej ramieniu. W pierwszym momencie chciała ją zrzucić, ale po chwili poczuła, że jest to miłe.

– Zamieszkacie u mnie? – zapytał z nadzieją w głosie.

Syryjka była szczęśliwa, ale nie umiała tego wyrazić. W końcu objęła rękoma głowę i rozpłakała się.

– Tak, tak, dziękuję ci za wszystko – powtarzała przez łzy.

Bogdan zabrał ją do siebie wraz z dziećmi kolejnego dnia. Mieli dla siebie cały parter domu, w tym dużą kuchnię, której tak brakowało Fatimie. Rozpoczął się kolejny etap jej życia w tym nowym, dziwnym kraju.

The post Fatima appeared first on Pro Libris.

]]>
https://prolibris.net.pl/fatima/feed/ 1