Czasopismo literackie Pro Libris Lubuskie czasopismo literackie literatura opowiadania poezja Zielona Góra Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/czasopismo-literackie-pro-libris-lubuskie-czasopismo-literackie-literatura-opowiadania-poezja-zielona-gora/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 24 Jan 2025 08:41:59 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Czasopismo literackie Pro Libris Lubuskie czasopismo literackie literatura opowiadania poezja Zielona Góra Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/czasopismo-literackie-pro-libris-lubuskie-czasopismo-literackie-literatura-opowiadania-poezja-zielona-gora/ 32 32 W poszukiwaniu siebie. O Dramatiwkach Iwony Kusiak https://prolibris.net.pl/w-poszukiwaniu-siebie-o-dramatiwkach-iwony-kusiak/ Fri, 24 Jan 2025 07:58:41 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=15271 Miłosz Markiewicz

The post W poszukiwaniu siebie. O Dramatiwkach Iwony Kusiak appeared first on Pro Libris.

]]>

Miłosz Markiewicz

W poszukiwaniu siebie

O Dramatiwkach Iwony Kusiak

Zdobywca Nagrody Literackiej Nike 2021 za reportaż o Górnym Śląsku, Zbigniew Rokita, przygląda się w swojej ostatniej książce próbom konstruowania tożsamości miejsca, jakim są tzw. Ziemie Odzyskane. Jednym z obszarów geograficznych, który stara się zrozumieć, jest ziemia lubuska. I choć autor po mistrzowsku zagłębia się w skomplikowane losy ludzkie, co pokazują kolejne jego publikacje, ostatecznie nie potrafi odpowiedzieć na wiele pytań, które pojawiają się podczas jego podróży po krainie nazwanej przezeń Odrzanią. Książka kończy się licznymi znakami zapytania i uczciwym postawieniem sprawy przez autora, który ostatecznie przyznaje, że zbyt wiele jeszcze jest kwestii, których nie zrozumiał albo tematów, o których nie wie 

wystarczająco wiele, by poukładać je na mapie swoich rozważań. Wspomina na przykład, iż nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, „jakie konsekwencje ma życie na ziemi, […] która nigdy nie mogła się wypłakać, nigdy nie została do końca wysłuchana. Może nie ma to żadnych konsekwencji, a może ma ich wiele”[1].

Tym bardziej szkoda więc, że antologia dramatów Iwony Kusiak, opracowana przez Andrzeja Bucka, wydana nakładem Pro Libris – Wydawnictwa WiMBP im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, ukazuje się dopiero pod koniec 2024 roku. Rokita mógłby się bowiem od autorki wiele nauczyć, a już na pewno lektura jej utworów pozwoliłaby mu lepiej zrozumieć delikatną i poszarpaną materię lubuskiej tożsamości, jaką w swoich teatralnych tekstach ukazuje dramatopisarka (nawet jeśli nie wszystkie jej dramaty są lokalnie umiejscowione). Wspomniana książka to solidnie opracowany zbiór 13 utworów, częściowo wcześniej publikowanych w antologiach zbiorowych, częściowo wystawianych, ale nigdy wcześniej jeszcze nie zebranych w monograficznej książce.

I choć cztery z nich przeznaczone są dla najmłodszej publiczności, nie sposób ukryć, że interesująca Kusiak tematyka jest wyraziście obecna również w nich.

Dorobek artystyczny i zawodowy autorki jest niezwykle bogaty oraz różnorodny. Obejmuje zarówno sztuki wieloobsadowe, jak i monodramy (grane z powodzeniem również poza granicami kraju), utwory dla dorosłych, dzieci czy nawet tzw. naj-najów, a więc publiczności od pierwszego roku życia. A warto wspomnieć, że jej Baju, baju mój najnaju, zrealizowany na gorzowskiej scenie w 2009 roku to pierwszy spektakl dla takich widzów w województwie lubuskim. Nie dziwi więc, że po zakończeniu etatowej współpracy z Teatrem im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim – gdzie w latach 2006-11 pełniła funkcję kierowniczki literackiej – i powrocie do rodzinnej Zielonej Góry, jeszcze wielokrotnie odnajdywała tam swoje miejsce już jako realizatorka.

Antologia sztuk teatralnych Dramatiwki pod redakcją i z przedmową Andrzeja Bucka zawiera utwory Iwony Kusiak pisane na przestrzeni kilkunastu lat – od Czekaj z 2007 roku, aż po najnowszy Marsz, marsz, który znalazł się na tzw. długiej liście dramatów nominowanych w 2024 roku do Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Te szerokie ramy czasowe pozwalają dostrzec przyjętą w zasadzie od samego początku autorskiej twórczości konsekwencję, z jaką dramatopisarka podchodzi do swoich postaci oraz podejmowanych tematów. Z pomieszczonych w publikacji tekstów wyłaniają się przede wszystkim trzy przestrzenie, stanowiące główne obszary zainteresowania Kusiak, bez względu na to, czy mówimy o utworach przeznaczonych dla dorosłej, czy młodszej publiczności. Są to więc: dramat rodzinny, silne kobiety oraz poszukiwania tożsamościowe. Nie oznacza to oczywiście, że wspomniane zakresy da się wyodrębnić i przypisać jednoznacznie do konkretnych utworów – wręcz przeciwnie, w każdym z nich wzajemnie się one przenikają. Dlatego też, choć postaram się je poniżej przybliżyć, należy mieć na uwadze, że zaproponowany podział ma jedynie charakter symboliczny, a jego celem jest pomoc w nawigacji przez złożoną twórczość autorki.

Dramaty rodzinne

Zielonogórska dramatopisarka doskonale odnajduje się w jednym z najważniejszych nurtów pisarstwa teatralnego, praktykowanym w zasadzie od samych początków istnienia gatunku. Opowieści o skomplikowanych losach rodzin, których członkowie nie potrafią się ze sobą porozumieć, a różniące ich systemy wartości prowadzą ostatecznie do tragicznych zdarzeń, znane były już w antycznej Grecji. W epoce nowoczesnej utwory o takiej tematyce zostały najpełniej rozwinięte przez autorów skandynawskich, takich jak Henrik Ibsen, czy rosyjskich, jak Anton Czechow. To właśnie z tego dziedzictwa umiejętnie czerpie Iwona Kusiak, osadzając przykładowo akcje swoich dramatów w zamkniętych wnętrzach domów/mieszkań już stojących (Beauty 3.0, Czekaj) czy nawet dopiero się budujących (Wiedźmy). Za każdym razem nie są to jednak przestrzenie przyjazne, do których wraca się z ulgą – wręcz przeciwnie, łatwiej z nich uciec i szukać swojego szczęścia gdzie indziej. W miejscu, które nie jest obciążone rodzinnymi traumami, niedopowiedzianymi historiami czy trudnymi relacjami. Bohaterki i bohaterowie (chociaż tych pierwszych jest zdecydowanie więcej) zamieszkujący w dramatach Kusiak tkwią w rodzinnych sytuacjach, które powinno się określać wprost jako toksyczne. Choć wiele jest w nich sentymentu, a nawet nostalgicznych opowieści o dobrych czasach czy wręcz prób naprawy – zarówno symbolicznej, jak i fizycznej, jak w przypadku Wioli, bohaterki utworu Beauty 3.0 – to jednak brak porozumienia pomiędzy poszczególnymi postaciami prowadzi je ostatecznie do zadawania sobie wzajemnie krzywdy.

Jest to sztuka niezwykle trudna i udaje się zaledwie nielicznym: zawrzeć w dialogach brak dialogu. Iwona Kusiak doskonale radzi sobie z tym wyzwaniem, czego najlepszym przykładem jest chyba Wege-nacja, a więc opowieść o braku porozumienia nie tylko na poziomie międzypokoleniowym, ale także (jeśli nie przede wszystkim) we własnym gronie rówieśniczym. Co warto zauważyć, tego rodzaju doświadczenia nie są obce nawet bohaterom i bohaterkom dramatów dla młodszej publiczności – doskonale wie o tym chociażby Begonia, główna postać utworu Owca odważna, która nie potrafi odnaleźć w rodzinie zrozumienia, gdy stwierdza: „Nie chcę być taka, jak wszyscy” (s. 334)[2].

Kobieta walcząca

Doświadczenie Begonii znane jest również innym bohaterkom twórczości dramatycznej Iwony Kusiak. Zarówno w tekstach oznaczonych w publikacji jako te dla dorosłych, jak i w tych dla dzieci większość postaci stanowią kobiety (nawet jeśli, jak to ma miejsce w przypadku dramatu Noso-rożek, same nie zdają sobie z tego sprawy). Wszystkie one borykają się z licznymi oczekiwaniami, jakie stawia przed nimi społeczeństwo, ale przede wszystkim nie poddają się – podejmują wyzwania, nawet jeśli od początku wiadomo, że będą skazane na porażkę. Pojawiające się na kartach kolejnych utworów kobiety są postaciami silnymi, nawet jeśli ich pozorny obraz zbudowany jest przede wszystkim na kruchości i bolesnych doświadczeniach. Znoszą je jednak, wierząc w siłę podejmowanych przez siebie działań, nawet gdy inni tę wiarę już stracili. Zazwyczaj poznajemy je w momencie, gdy zaczynają mierzyć się z konsekwencjami źle podjętych decyzji, które mogą mieć wpływ na kształt całego ich dalszego życia (Beauty 3.0, Wiedźmy czy No make up). To współczesne Antygony, które – zgodnie z tym, jak Søren Kierkegaard definiował współczesny tragizm – upadają pod ciężarem własnych czynów, ale są tego świadome. Dlatego też nie obwiniają za swoją sytuację żadnego fatum, a szukają przyczyn w sobie i próbują się z nimi mierzyć.

Poszukiwania te prowadzą je często do autokrytycznych refleksji, z których najbardziej poruszające są te wypowiadane przez bohaterki monodramu Nadbagaż:

Nie zostałam odpowiednio ukierunkowana, nikt mi nie powiedział, co mam robić, kim mam być. To nie do pomyślenia. Taka trauma, trauma na całe życie. Nie wybrali mi przyszłości. Nie pokładali we mnie nadziei, że zostanę prawnikiem, lekarzem, nauczycielem, księgową albo dentystką. Niczego mnie o mnie nie nauczyli. Co powinnam lubić, gdzie iść, czego się uczyć, do czego dążyć. Musiałam sama się tego dowiedzieć. Patologia w najczystszej postaci (s. 115);

oraz sztuki Wege-nacja:

Jestem niezadowoleniem z siebie. Niespełnieniem marzeń o sobie. Niezrealizowaniem. Bujaniem w obłokach. Wyobrażeniem o kimś innym. Nijakością bezproduktywną, bez właściwości, struktury i polotu. Bylejakością wtórną i pospolitością wrodzoną, nieuleczalną, niewyrastalną, niepodważalną. Zwyczajnością nagminną i brakiem oryginalności. Przeciętnością tak tragiczną, że już nic nie da się zrobić. Niewidzialnością. Nieodpowiedzialnością. Niezdecydowaniem. Wątpieniem. Przemijaniem. Marzeniem. Brakiem. Jedynakiem. I wrakiem (s. 157).

A jednak walczą. A jednak jest w nich nadzieja na lepsze jutro, nawet jeśli wiąże się ona z pogodzeniem z własnymi słabościami – tak jak w przypadku Agatki Piratki, bohaterki sztuki Noso-rożek, która nawet gdy dostała nowe okulary, „woli patrzeć na świat przez te potłuczone” (s. 326). Silne bohaterki, które kreuje w swoich tekstach Kusiak, odnajdują swoją siłę właśnie w tym, że potrafią z odwagą spojrzeć w lustro (jak postaci z Beauty 3.0), a ze swojej niedoskonałości uczynić broń przeciwko opresyjnej rzeczywistości. Doskonale podsumowuje to bohaterka monodramu No make up, gdy stwierdza w końcu, że „trzeba tylko przestać musieć. Przestać mówić: powinnam. Nie jesteś nic nikomu winna. Ani ja, ani ty, ani ty. Serio. Jesteś OK. Nawet w dresie, bez kawy na wynos, sztucznych rzęs i konta na insta. Bez faceta, psa do torebki i karnetu do siłowni. Poproszę wersję no make up od dzisiaj” (s. 148).

Kim jestem?

Ten typ świadomej postawy jest niezbędny w mierzeniu się z najważniejszym wyzwaniem, przed jakim stawia swoich bohaterów i bohaterki Iwona Kusiak – poszukiwaniem własnej tożsamości. W swojej relacji z podróży po tzw. Ziemiach Odzyskanych Rokita pisał: „Spotykałem […] ludzi, którzy wahali się, czy są już stąd, czy jeszcze znikąd”[3]. Takie poczucie braku, wyobcowania, a także próby oswojenia pustej przestrzeni (zarówno tej fizycznej, jak i społecznej) pojawiają się w dramatach zielonogórskiej autorki niejednokrotnie. Jej postaci nie wiedzą, gdzie są, kim i dlaczego. „Rodziców przywieźli do Polski po wojnie i kazali zostać. Ja się gdzieś w drodze urodziłam” – powie Halina z Wiedźm (s. 191). Nosorożec zaś, bohater(ka) utworu Noso-rożek, nie dość, że od samego początku nie wie, kim jest (s. 314), to jeszcze na końcu stwierdza: „nie wiem, skąd pochodzę. Muszę poszukać swojego miejsca na ziemi” (s. 327).

Owo poczucie zagubienia – tak tożsamościowego, jak i przestrzennego – najlepiej widać w dramacie Marsz, marsz, którego głównym bohaterem jest tłum, składający się jednak z poszczególnych jednostek, które bardzo chciałyby zaakcentować swoją autonomiczność. Chciałyby, ale nie potrafią. Porwane przez ponadczasowy ludzki prąd pozostają bezwolne, a końca ich wędrówki nie widać. „Celu nie ma, celu brak” (s. 84), „Po prostu marsz, marsz. Trzeba iść” (s. 106), „Idę z braku wyboru. Idę przypadkiem” (s. 107) – będą o sobie mówić. Zarówno tutaj, jak i w innych dramatach Kusiak nikt nie może się ostatecznie odnaleźć. Pozostaje jedynie poczucie niedokończenia, niedomknięcia. Nawet jeśli uczą się świata, nawet jeśli walczą o swoją przyszłość, to jednak pozostają w toksycznych relacjach, których nie potrafią zdefiniować, gdyż są one dla nich niewidoczne. Tożsamościowa pustka nie pozwala w pełni zapanować nad własnym losem.

*

Co ciekawe, w ostatecznym rozrachunku o wiele lepiej niż ludzie radzą sobie z powyższymi wyzwaniami zwierzęcy bohaterowie i bohaterki sztuk dla dzieci (Inne kaczątko, Noso-rożek, Owca odważna). Chcę więc wierzyć, że umieszczenie właśnie tych utworów na końcu antologii dramatów Iwony Kusiak ma znaczenie symboliczne, niemal ezopowe. Tkwimy w światach, które przecież sami dla siebie stwarzamy, a teatr jest od tego, żeby nam je pokazywać. Jeśli najmłodsza publiczność – a mocno wierzę, że tak właśnie jest – potrafi dostrzec stojące przed nią wyzwania, a jednocześnie znaleźć w tekstach autorki propozycje radzenia sobie z nimi, to być może uda im się uniknąć losu, który spotkał postaci ze sztuk dla dorosłych. W końcu, jak stwierdził Zbigniew Rokita podczas swoich podróży po Odrzanii: „Krainy istnieją bardziej lub mniej w zależności od tego, ile osób w nie wierzy”[4].

 


[1]  Z. Rokita, Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych, Kraków 2023, s. 37.
[2]  Ten i kolejne cytaty z dramatów Iwony Kusiak według wydania: I. Kusiak, Dramatiwki. Antologia sztuk teatralnych, Teksty wybrał, zredagował, przedmową i notą biograficzną opatrzył Andrzej Buck, Pro Libris – Wydawnictwo WiMBP im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, Zielona Góra 2024.
[3]  Tamże, s. 10.
[4]  Tamże, s. 240.

 

The post W poszukiwaniu siebie. O Dramatiwkach Iwony Kusiak appeared first on Pro Libris.

]]>
Epizod https://prolibris.net.pl/epizod/ Fri, 28 Jun 2024 10:52:18 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13297 Halina Bohuta-Stąpel

The post Epizod appeared first on Pro Libris.

]]>

Halina Bohuta-Stąpel

Epizod

Najbliższą istotą dla człowieka staje się drugi człowiek w chwili, kiedy obaj zrzucają z siebie skorupę różniących ich wyznań i poglądów, kiedy obcują z sobą wyłącznie jako istoty o czysto ludzkich słabościach.

Szalom Asz, Mąż z Nazaretu, s. 37.

 

Nurt Narwi nie jest narowisty, Narew jest leniwa i obojętna na wszystko i na wszystkich. Wlecze się szarą wstęgą między łąkami i nic jej nie obchodzi, co wyprawiają dwunogie istoty tratujące trawę po jej obu brzegach swoimi bosymi stopami. Albo stopami uzbrojonymi w żołnierskie buciory. Albo stopami owiniętymi burą onucą.
Jeszcze podczas pierwszych dni tego lata młodzież wiejska i chmara dzieciaków mąciły nurt rzeki beztroską kąpielą i pluskaniem, za nic mając dochodzące od wschodu pomrukiwania dział i trwającą kolejne lato okupacyjną rzeczywistość. Ale ostatnie wieczory i ranki są inne, cisza przysiada nad brzegiem Narwi jak wiejska szeptucha i zda się zaklinać rzeczywistość. Ale spłoszona umyka jak bezradny wiejski znachor, który widzi, że nie zdoła rozprawić się z tym nawracającym choróbskiem, jakim zawsze była i jakim jest wojna.
Rosjanie przegonili Niemców na zachodni brzeg, a sami rozłożyli się na wschodnim. Obie strony respektują nocną ciszę, a i pobliska wioska też szykuje się do snu, płytkiego snu, nerwowego snu, mąconego troską o jutro.
Lipcowy dzień pachnie zbożem, a noc dławi się spóźnionym jaśminem i wczesną lipą, które także, jak i ta leniwa rzeka, za nic mają okupacyjną rzeczywistość i ich kwietna biel zda się nie dostrzegać bezsensu ludzkich poczynań. A ludzkie poczynania zawierają się w trzasku krótkich rozkazów – nie strzelać, czekać. Z zachodniego brzegu słychać: Jawohl! – a na wschodnim mówią: Tak, toczno.
Ludziska z wioski nie boją się ruskich, bo i mowa ich jakaś taka prawie swoja, choć i na Niemców nie narzekali, bo obyło się bez gwałtów i przemocy, tylko kwatery trzeba było im uszykować, no i zapewnić żarcie. Sońka musiała wyszykować najlepszą w chałupie izbę dla tego ich dowódcy, ale gorzej było z jedzeniem, bo to przednówek, zboże stoi w słońcu i pokornie czeka na sierpniową rzeź, a zapasy zeszłorocznej mąki kończą się, więc jedyne dostępne pożywienie to mleko albo maślanka. Bo taki Niemiec to ani spojrzy na zalewajkę na lebiodzie. Ten dowódca to przysłał najpierw swojego adiutanta, żeby obgadał wszystko, co i jak, choć ten adiutant to ma gębę taką jakąś jakby nie nordycką. Rozsiadł się na ławie i obserwuje krzątaninę obu kobiet.
Sońka do matki:
Mamu, a gdzie poszewki z bawełny, bo jak te lniane go w dupę pogryzą, to jeszcze nas gotowi rozwalić…
Olga zaciska usta i wyciąga ze skrzyni białą, bawełnianą pościel.
Na!
Sońka wymienia siano, kuksańcami upycha je równomiernie w brzuszysku siennika.
– A może będzie maślankę jadł? Czort jewo podieri… – ni to pyta, ni to głośno myśli.
– A bo ja wiem? Toż oni chyba nie nauczone kuszat’ takie nasze frykasy! Ale my tak sobie jak i im tylko kartoszki nagotujem, maślanką polejem – ot i wsio! – Olga ledwie tłumi irytację.
– A będzie taki jeden z drugim chciał to jeść? – W głosie Sońki nie brzmi troska, lecz ledwie skrywany strach.
No i wtedy odzywa się ten adiutant.
– Maszlanka i Kartoffeln to topsi, to baldzo, baldzo topsi! Tak jeść, jeść – a potem srać!
Sońka prycha śmiechem, Olga posyła jej grom karcącego spojrzenia, a ten Niemiec o wyglądzie młodego Yeti leci dalej:
– Ja byla ze Szlonsk, verstehen? Ja ze Szlonsk, moja Mutter byla polska!
I do Sońki:
– Ty moja Schwester, a ten Krieg to baldzo, baldzo żle…
Sońka aż poczerwieniała, ma ochotę przywalić mu rondlem w ten kanciasty łeb.
– A nasz sobaka jest twoja „szwester”, szkopie, a nie ja – mruczy pod nosem, ale tak, żeby to tylko Olga usłyszała, a nie ta szkopska małpa.
No a potem Niemcy poszli sobie za rzekę, a przyszli ruskie, a ci to nawet rosół z lebiody jedli i nie narzekali. No, może z tym „poszli” to trochę nie tak – Rosjanie katiuszami przegonili Niemców, ale wioskę wzięli bokiem, chałupy stoją nienaruszone, nawet odłamkami niedraśnięte.
A teraz jedni i drudzy siedzą po obu stronach rzeki już trzeci dzień. Jednych od drugich oddziela tylko sina wstęga Narwi i jak cisza wieczorna zapada, to ruskie słyszą brzęk niemieckich menażek. A kolację dla ruskich przynoszą w nosiółkach wioskowe dzieciaki. Sońka prowadzi ich całą chmarę i tylko palec do ust ściśniętych w ciup przykłada, nakazując ciszę, bo choć Niemcy podczas „gościny” w wiosce nikogo nie skrzywdzili, to jednak to wredne szkopy. A siedzą tak blisko, choć za rzeką, zaledwie na odległość strzału.
Ruskie chłepcą rosół z lebiody, zapijają maślanką. Ot, zakurit’ chocziet sia. Ale nie lzia, ogniki papierosów mogą sprowokować Niemców, choć to wieczór.
Bo tak dla zasady wiadomo, że jeśli ma coś być, to zawsze rano. Bo do ataku to zawsze rano, bo wtedy widoczność lepsza. No i wieczorem, przed porannym atakiem, dowódca zawsze rozdziela po ćwiartce wódki na łebka. Zawsze wieczorem, zawsze po kolacji, jakąkolwiek postną ta kolacja jest.
Sońka zbiera pospiesznie naczynia, bo tego wieczoru wóda idzie w obieg. Cieszą się nią tylko młodziki, co to prochu jeszcze nie wąchali, ci bardziej doświadczeni przez wojnę nalewają ją do musztardówek i piją z ciężkim westchnieniem, atmosfera zaczyna nasiąkać wonią podłego alkoholu, rozlewanego po stakanczikam. I wtedy zza rzeki, z jej zachodniego brzegu, dochodzi do ruskich zawołanie, wykrzyczane z twardym, obcym akcentem:
Wanka, Wanka, daj zakuryt!
Ruscy już sobie golnęli, Sońka wie, że lepiej jest teraz niepostrzeżenie się ulotnić, ale niemiecka zaczepka skierowana do Rosjan tak ją zaskakuje, że przygarnąwszy do siebie gromadkę dzieci, zatrzymuje się i ciekawie nadstawia ucha.
Szmerek i chichoty poszły po ruskich okopach.
No to teraz kolej na Rosjan.
Hans, Hans, bitte rauchen!
I tu rechot podchmielonych mężczyzn okopanych na wschodnim brzegu Narwi.
Mija kilka sekund i Sońka z przerażeniem dostrzega lecący w kierunku ruskich stanowisk niewielki przedmiot. Granat! – pierwsze, co jej przychodzi na myśl, więc instynktownie wtula głowę w ramiona i usiłuje objąć ramionami całą gromadkę zaskoczonych dzieciaków.
Ale to nie granat, Rosjanie rozpakowują „przesyłkę” – papierosy. W ładnym pudełku, pachnące, zawinięte w mocny papier, całość dociążona niewielkim polnym kamykiem. Rosjanie owijają papierem garść machorki i wraz z kamykiem przerzucają na zachodni brzeg, a potem śpiewają rzewnie na kilka głosów, zaciągając się „trofiejnymi” papierosami:

                         Wieczernij zwon, wiczernij zwon,
                         kak mnoga dum zawodit on…

A nad ranem rozpętało się piekło. Front walk przewalający się to na jedną, to na drugą stronę rzeki nie oszczędził wioski. Ludzie pochowali się do piwnic, ziemianek – gdzie kto mógł, a dźwięk moździerzy rżnął powietrze na strzępy, przy wtórze rechotu erkaemów.
Sońka i Olga razem z innymi babami uciekły do chałupy Bondarczuków, bo ta była podpiwniczona. I ta cudza piwnica zdawała się być bezpieczniejszym schronieniem przed świstem kul niż ich własny dom, czyli tak zwana piatistienka z klepiskiem.
Ludzie stłoczeni w piwnicy oświetlonej tylko nikłym ognikiem świeczki trwają w milczeniu, przerywanym tylko czasem westchnieniami: „Hospodi, pomiłuj” lub „Boże ty mój” w zależności od tego, czy ktoś chodzi do cerkwi, czy do kościoła.
A jak wreszcie wszystko ucichło, jak cisza znów podeszła pod próg i ludzie zaczęli przełazić przez umieszczony w podłodze właz z piwnicy do izby, oczom ich ukazał się dziwny widok. W izbie tej, w dwóch jej krańcach, pod ścianami, siedziało dwóch przerażonych chłopców, takich coś koło osiemnastki. Obaj byli ranni, bo krew nasączyła lewy rękaw jednego, a ten drugi podwinął pod brodę prawą nogę i ściskając ją, usiłował zatamować krwotok. Obaj mieli na sobie strzępy mundurów. Dwóch różnych mundurów. Dwóch wrogich sobie mundurów. I tylko te mundury ich różniły. Byli tej samej postury, obaj jasnowłosi, obaj niebieskoocy. Obaj dziecięco przerażeni.
– Ano, Sońka, ruskiego trzeba opatrzyć! – decyduje stary Bondarczuk.
Dziewczyna rozejrzawszy się pobieżnie dookoła i nie znalazłszy niczego, co mogłoby sprawdzić się jako bandaż, drze rąbek swojej kretonowej sukienki i opatruje ranę na ramieniu Rosjanina. Niemiec patrzy na nią błagalnie, ale stary Bondarczuk spluwa na podłogę:
– A szkopowi soli posypać na ranę, ot co!
Po ludziach wyłażących z piwnicy idzie szmerek, ale Sońka urywa drugi kawałek sukienki, podchodzi do Niemca i opatruje go tak samo dokładnie jak Rosjanina.
– Zabrać im giwery, nichaj idut k’jebieni matieri, do swoich. – Stary Bondarczuk podnosi z podłogi broń, odrzuconą na bok przez obu chłopaków.
– Ot, ty durak! – Olga puka się w czoło. – Toż jak oni wrócą do swoich bez broni, to czapa!
Bondarczuk marszczy brew, skrobie się w poorane zmarszczkami czoło, ale Olga już człapie do niego i nadstawia fartuch.
Anu, dawaj! – dyryguje głosem tak stanowczym, jak stanowczy jest charakter poleskich bab.
Bondarczuk opróżnia magazynek pepeszy i mausera, naboje sypią się na podołek Olgi niczym fasola, kobieta aż przysiada pod ich ciężarem.
Anu – paszli, czort was padieri! – warczy stary, rzucając broń pod nogi młodzików. Chłopcy łapią się każdy za swoją i na oślep, jak wypuszczone z klatki króliki, kuśtykają w zarośla za domem. Każdy w swoją stronę.

 

The post Epizod appeared first on Pro Libris.

]]>
Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) https://prolibris.net.pl/posypana-wiatrem/ Wed, 22 Feb 2023 18:17:24 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7618 Czesław Sobkowiak

The post Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>

Dramatyczne świadectwo

Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem / Dusted with wind. Murki dla Ukrainy 2022 i inne wiersze, Wyd. Organon, Zielona Góra 2022, 124 s.

Czytałem niedawno (z przyjemnością) dwa wywiady Marii Jolanty Fraszewskiej z wrocławską poetką i poetą – Urszulą Małgorzatą Benką i Januszem Styczniem. Ale nie o tym chcę. Zwróciłem bowiem uwagę na wydany zbiorek wierszy jej autorstwa pt. Posypana wiatrem (czy to nie nawiązanie do popielcowego sypania głowy popiołem?), którego wiodącym tematem czy raczej obsesyjnie osobistym, bardzo mocno przeżywanym, problemem jest bezgraniczne okrucieństwo wojenne zadawane nieustannie wszelkimi sposobami Ukrainie jako państwu i cywilnej ludności ukraińskiej przez Rosję. O bezliku nieszczęść (braku światła, wody, ciepła, domu) dowiadujemy się codziennie. Docierały i docierają do nas, do Europy, także fale uciekinierów z Mariupola, Mikołajewa, Buczy, Ługańska, Doniecka, Kijowa, Lwowa, Odessy i innych miejscowości („Borodzianka zrównana z ziemią”). Tomik Fraszewskiej jest obszerny, wiersze są bardzo krótkie, rzeczowe, przypominają faktograficzne notatki, opowiedziane epizody, zdarzenia, pojedyncze refleksje, relacje także dotyczące samej autorki: „oni nie spali ginęli / ja piłam kawę rano” (s. 21). Poetka nie popisuje się rozwlekłymi narracjami lirycznymi (poza wyjątkami poematowymi na końcu zbiorku) i te lapidarne ujęcia czyta się szczególnie dramatycznie. Podmiot mentalnie ciągle jest na styku z tą wojną. W kilku linijkach pokazana zostaje gehenna ludzkiego losu, ale i podmiotowa reakcja. Współczucie, gniew, przerażenie i osobisty wyrzut sumienia, że jest się bezradnym i w innym miejscu. Te reakcje poetyckie są dowodem na wrażliwość, nieobojętność i ludzką niezgodę na to, co ciągle dzieje się tuż obok Polski. Ale i w duszy podmiotu. Widzimy, jak wnikają różne epizody w poetycką i prywatną przestrzeń, fakty odarte nawet z komentarza: „było tak strasznie / że wojsko / nie zabierało / nawet swych trupów”.

Trwa konfrontacja podmiotowego życia ze śmiercią innych. Z jednej strony: „wyłączam / telewizor / włączam serce / moje / jeszcze bije”, ale nawiedza poetkę też depresyjny wręcz ciąg niepewności o każdy dzień, bo przecież wojna została wypowiedziana całemu światu, więc rodzi się też z drugiej strony „strach że i ja zniknę / i moja rodzina i znajomi / i pies i ziemia której / już nie zobaczę”. Takie ciemne myśli i troski o przyszłość są powszechne. Taki jest duch i znak tego czasu, tej współczesności naznaczonej globalną walką, można rzec, dobra ze złem, ale i naznaczonej pytaniami niepozbawionymi pesymizmu, bo przecież możliwe jest wszystko. Utwory z tego zbiorku przetłumaczone zostały na język angielski przez Krystynę Woronin i Marka Marciniaka z myślą o czytelniku nie tylko polskim.

Czesław Sobkowiak
Okładka książki. Obrazek przedstawia posąg kobiety, któa zmaga się z materiałem. Pod spodem jest tytuł Posypana wiatrem

The post Dramatyczne świadectwo (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>