Robert Rudiak Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/robert-rudiak/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 12 Jul 2024 08:02:07 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Robert Rudiak Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/robert-rudiak/ 32 32 Już czas na Krakowiaka, czyli nadzieja i wiara w poezji (Konrad Krakowiak, Już czas) https://prolibris.net.pl/juz-czas-na-krakowiaka-czyli-nadzieja-i-wiara-w-poezji/ Thu, 04 Jul 2024 08:26:01 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13874 Robert Rudiak

The post Już czas na Krakowiaka, czyli nadzieja i wiara w poezji (Konrad Krakowiak, Już czas) appeared first on Pro Libris.

]]>

Już czas na Krakowiaka, czyli nadzieja i wiara w poezji

Konrad Krakowiak, Już czas, Wydawnictwo Pro Libris, Zielona Góra 2023, 66 s.

Konrad Krakowiak to znany głównie z telewizji publicznej dziennikarz i prezenter. Ukończył studia filozoficzne na zielonogórskim uniwersytecie, ale z zamiłowania pisze wiersze i teksty piosenek. Pochodzi z Lubska, od wielu lat mieszka z rodziną w Warszawie, jednak nie zerwał związków z regionem lubuskim. Zadebiutował, mając 22 lata, w antologii Wszędzie jest środek świata wydanej w 2001 roku przez Zielonogórski Ośrodek Kultury i miesięcznik „Lubuskie Nadodrze” pod redakcją Czesława Sobkowiaka. Pierwszy tom poetycki Krakowiaka zatytułowany Warto wyszedł w 2012 roku, a trzy lata później drugi – Lewa strona bytu. Oba zostały wydane przez oficynę zielonogórskiej książnicy Pro Libris, która w 2023 roku po raz trzeci opublikowała zbiór wierszy Krakowiaka pt. Już czas, tym razem nominowany do nagrody głównej Lubuskiego Wawrzynu Literackiego w dziedzinie poezji.

W najnowszej książce autor zaprezentował 50 utworów, głównie o tematyce osobistej, podróżniczej i religijnej, często w formie filozoficznych rozważań i lirycznych dyskursów czy komentarzy. Duży wpływ na tematykę poezji Konrada Krakowiaka mają jego liczne wyjazdy na misje humanitarne do Afryki organizowane przez fundacje kościelne oraz telewizyjne i radiowe przekazy informacyjne, głównie z miejsc, gdzie wojna nie oszczędzała bezbronnych i niewinnych, zwłaszcza dzieci. W rozpoczynającym książkę wierszu Dokąd? opisywane są ślady zniszczeń po bombardowaniu, gruzy, ruiny i pył. Podmiot pyta, gdzie bawią się dzieci z przebitą piersią, mówi, że należy uciekać, ale też zarazem zastanawia się dokąd i tonuje nadzieję na przetrwanie, bowiem z miejsca dotkniętego nalotem, gdzie brak schronów, nie można uciec. Roztrząsa też koszmar psychicznych pozostałości po czasie wojny, który będzie odtąd stale towarzyszył człowiekowi.

Ale współczesnych obrazów wojennych Krakowiak rysuje więcej, nawet jeśli nie wprost, tętnią one w tle opisywanych wydarzeń. Nawiązują do nich utwory Ambulans, Muzeum tortur, Paruzja czy Teoria heliocentryczna. Akcja zwykle osadzona jest w najbliższych realiach i choć nie dotyka ona 

bezpośrednio podmiotu, to porusza jego sumienie i wrażliwość, nie pozostając obojętną. Tak dzieje się na przykład w utworze o znamiennym tytule Program telewizyjny, w którym autor opisuje wieczorny komunikat o emisji dwutlenku węgla, który truje ludzi i będzie to niejako czynił na nowo, w każdej antenowej powtórce programu. Z kolei w wierszu Anatomia dziejów autor opisuje kontrowersyjnego profesora anatomii Eduarda Pernkopfa, rektora Uniwersytetu Wiedeńskiego w okresie drugiej wojny światowej, który zasłynął publikacją pierwszego na świecie kilkutomowego atlasu anatomicznego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby Pernkopf nie był nazistą, dzięki czemu otrzymywał do swoich badań zwłoki zgilotynowanych więźniów politycznych i Żydów. Ciał zamordowanych było co najmniej 1400. Atlas anatomiczny człowieka wzięty przez badaczy pod lupę dopiero w połowie lat 90. ubiegłego wieku wykazał, że jest on pełen ukrytych symboli nazistowskich. Podmiot mówi zatem:

Z jego arcydzieła korzystają współcześni chirurdzy

Pod zdartą z człowieka skórą
widzę nieludzką złożoność dziejów

Obok opisów wojennych wiele miejsca poświęca Krakowiak także obserwacjom ludzi chorych, a jego zapisy bliskie są dziennikarskim reportażom, chłodnym, lakonicznym, bezstronnym, acz wymownym. Poeta nie chce przejść obok tragedii czy cierpienia, ale nie chce też nim epatować odbiorcę, raczej zmusić go swoim opisem do zastanowienia. Dzieje się tak w przejmujących utworach jak Ola, Bagaż czy Terapia. Podmiot w utworze Ola opowiada o chorej psychicznie dziewczynce, która w szpitalu psychiatrycznym jest uzależniona od niesienia pomocy innym chorym. W wierszu Bagaż opisuje z kolei Stasia i jego ulubioną zabawkę, mówiąc, że:

Chłopiec jest w Ośrodku Interwencji
Chociaż się nie oddala

już biegnie z latawcem pod wiatr
i toczy kulę słońca.

Gdy odnaleziono go na ulicy
ogrzewała mu dłonie.

To ulubiona zabawka Stasia.
Z nią najtrudniej w życiu będzie się rozstać.

Ale duża część wierszy z tomu Już czas to utwory o tematyce religijnej, mówiące w filozoficzny sposób o nadziei, łasce, odkupieniu win i przebaczeniu, to wewnętrzny dialog z Bogiem lub z ojcami Kościoła, jak np. ze świętym Tomaszem z Akwinu. To własny dyskurs w poszukiwaniu sensu wiary i chrześcijańskiej tożsamości. W liryku Mniemanie podmiot wyznaje:

Według Tomasza z Akwinu
bez założenia istoty Boga
nie ma istnienia świata.

Prawdopodobnie to co wiemy,
musimy brać na
wiarę

Z kolei w lirycznym obrazie pt. W braku świadomości poeta wdaje się w polemikę z Czesławem Miłoszem i jego wierszem Degradacje, aby autorsko dopowiedzieć, że „W świadomości braku świadomości/ rodzi się wiara”.

We wstrząsającym wręcz wierszu Paruzja dotyczącym ponownego nadejścia Jezusa, podmiot w przeraźliwy sposób opisuje przygotowanie ofiary i samego rodzaju ludzkiego do tej zbawiennej chwili:

Już wszystko gotowe.
Zabita kura, baran, sąsiad.

Odarliśmy ze skóry królika,
Żyda, Araba.

Jest zupa na kościach
i półmiski pełne ludziny.

Wszystko stygnie.
Ciebie nie ma.

Poeta wadzi się z Bogiem, droczy i przekomarza, wypomina, a czasem oskarża, nie szczędzi mu razów, głównie za jego milczenie lub nicnierobienie, za obojętność i sprawczą niemoc. To nasuwa rozczarowania i liczne zwątpienia widoczne choćby w utworach traktujących o rozmachu kosmosu czy samego nieba nad Ziemią, jak Droga Mleczna, Pożegnanie, Koniec czy Zmartwychwstanie. Swój prywatny spór z niebem i Wszechmocnym konstruuje poeta za pomocą paradoksów i antynomii, sprzeczności i antytez. Dlatego rozpaczliwie poszukuje autor nadziei lub prosi o miłosierdzie, skarżąc się zarazem, że współczesnemu człowiekowi brak czasu na modlitwę i duchowy kontakt z Najwyższym. W tekście Obcowanie świętych podmiot zwierza się, że:

Marny ze mnie pustelnik i filantrop
żaden kaznodzieja, asceta.

Nie wiem, na ile jestem człowiekiem łaski,
na ile człowiekiem woli. […]

Jeśli obcowanie świętych
jest wymianą darów między niebem a ziemią,

weźcie wszystko,
co trzymam w pustych dłoniach.

Z kolei w liryku Akt pokuty podmiot wtrącony do egzystencjalnej celi, co potęguje jego rozgoryczenie, mówi wprost:

Definicję grzechu zapisuję ołówkiem.
Poprawiam ją, gdy popędy świata
górują nad duchem.

Staram się pogodzić w sobie
wierność i zwątpienie,
życie przed i po.

Jednak każda spowiedź przed sobą samym
kończy się brakiem rozgrzeszenia.

Podobnych wierszy utrzymanych w nurcie religijno-filozoficznym w tomie Już czas znajdziemy więcej, jak choćby Odkupienie, W kaplicy, Tą samą drogą, Pożegnanie czy tekst zaczynający się od incipitu „Zawiesić konflikty zbrojne…”. Niektóre z nich dedykowane są osobom duchownym. Wiara katolicka jest nader często manifestowana przez Krakowiaka, ale nie czyni tego natrętnie ani nachalnie, raczej podsuwa subtelnie, w sposób delikatny lub zawoalowany. Katarzyna Krysińska, autorka załączonego do zbiorku posłowia zatytułowanego „Huśtawka na tęczy” – nadzieja nad przepaścią w wierszach Konrada Krakowiaka, zauważa, że „W klasycznej liryce Krakowiaka wiara zajmuje ważne miejsce […] lecz nie tylko ona nadaje sens istnieniu i ludzkiej drodze. Tym, co ocala od przepaści, w jakiś sposób pozwala uciec przed końcem, jest też zwyczajne… życie i smakowanie go, spokojna afirmacja i zaangażowanie, wdzięczność i doświadczenie”.

Poetyka Konrada Krakowiaka z pewnością wypływa z jego bogatego doświadczenia życiowego i zawodowego oraz z aktywizacji, ze społecznej i wolontariackiej pracy na rzecz chorych, biednych i utrapionych koszmarami wojennymi. Jest wnikliwy w swoich opisach i bystry w komentarzach, częstokroć odwołuje się do dzieł filozoficznych, literackich i malarskich, do sztuki sakralnej i religijności pojmowanej w niewyszukany, pospolity sposób. To sprawia, że jego przekaz brzmi autentycznie, jest wolny od napuszenia i patosu, raczej skupiony na grze emocjami i uczuciami, które za każdym razem mają skłonić czytelnika do refleksji i sprowokować go do poszukiwana swojej odpowiedzi, do osobistego zastanowienia i odnajdywania własnej drogi i sensu istnienia. Na tym polega emanacja i osobliwa siła poetyckiego obrazowania Krakowiaka.

Robert Rudiak

 

The post Już czas na Krakowiaka, czyli nadzieja i wiara w poezji (Konrad Krakowiak, Już czas) appeared first on Pro Libris.

]]>
Dedykacje dla Andrzeja K. Waśkiewicza (Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza), spisała i ułożyła Anna Sobecka) https://prolibris.net.pl/dedykacje-dla-andrzeja-k-waskiewicza/ Thu, 04 Jul 2024 08:12:42 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13859 Robert Rudiak

The post Dedykacje dla Andrzeja K. Waśkiewicza (Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza), spisała i ułożyła Anna Sobecka) appeared first on Pro Libris.

]]>

Dedykacje dla Andrzeja K. Waśkiewicza

Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza), spisała i ułożyła Anna Sobecka, Wyd. Fundacja Światło Literatury, Gdańsk 2023, 380 s.

W listopadzie 2023 roku w trakcie dorocznej Gali Literackiej w Zielonej Górze redaktor Anna Sobecka promowała najnowszą książkę zatytułowaną Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza), w której zamieściła ponad dwa tysiące wpisów zadedykowanych ikonie polskiej literatury. Autorka jest wdową po znamienitym krytyku i poecie, przez blisko 40 lat była dziennikarką Polskiego Radia w rozgłośniach w Zielonej Górze i Gdańsku, zajmuje się ponadto publicystyką i przekładami literatury białoruskiej oraz sprawami mniejszości narodowych w Polsce, którym poświęciła cykl audycji radiowych i książkę dokumentalną Kalejdoskop, a także zbiór wspomnień dziennikarskich Radio gra i… mówi wydany z okazji 60-lecia Radia Gdańsk. Jest laureatką nagród Bursztynowy Mikrofon, a także otrzymała Pomorskie Pióro Tolerancji.

Po śmierci męża w 2012 roku A. Sobecka zajmuje się głównie jego biografią. Najpierw wydała zbiór wspomnień o pisarzu Andrzej. Andrzej K. Waśkiewicz we wspomnieniach (2017), a następnie opracowała obszerny tom biobibliograficzny Andrzej K. Waśkiewicz wydany przez zielonogórski Oddział Związku Literatów Polskich w 2019 roku. Teraz przyszła kolej na dedykacje poświęcone znanemu redaktorowi i edytorowi. Waśkiewicz to legendarna już postać znana w całym kraju, zwłaszcza pokoleniom urodzonym w latach 50., 60. i 70., gdyż przedstawicieli tych generacji promował wspólnie z Jerzym Leszinem-Koperskim w seriach „Generacje” i „Pokolenie, które wstępuje”, a także w antologiach „Debiuty poetyckie”. Waśkiewicz rozpoczynał karierę pisarską jako dziennikarz w redakcjach „Gazety Chłopskiej”, a później „Nadodrza”, gdzie zajmował się działem poezji. Uchodził za „łowcę talentów”, wypromował wielu znanych dziś poetów lubuskich. Ale po opuszczeniu Zielonej Góry i zamieszkaniu w Gdańsku w 1978 roku, życie jego toczyło się na osi trzech miast: Gdańska, Warszawy i Zielonej Góry, gdyż nigdy nie zerwał związków ze środowiskiem lubuskich literatów. Na Ziemi Lubuskiej spędził 38 lat, uczył się, pracował i mieszkał w Zagórzu, Lubsku, Kożuchowie i Zielonej Górze, gdzie pracował początkowo w bibliotece. Tam – jako pierwszy z miejscowego środowiska – zajął się recenzowaniem twórczości regionalnych pisarzy, a zaczął od analizy i omówienia lubuskich legend i baśni pisanych przez Izabellę Koniusz i Helenę Rutkowską, które zamieścił w „Tygodniku Kulturalnym” w 1963 roku. Jako pierwszy na Ziemi Lubuskiej wydał też Waśkiewicz leksykon pisarski Lubuskie środowisko literackie w 1970 roku oraz opracował pierwszą antologię młodej poezji lubuskiej Moment wejścia w 1976 roku.

Zadebiutował Waśkiewicz wierszem Odejście na łamach „Zarzewia” w 1961 roku, będąc wówczas członkiem Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Gorzowie Wielkopolskim, a następnie Klubu Literackiego Lubuskiego Towarzystwa Kultury w Zielonej Górze. Członkiem zielonogórskiego Oddziału ZLP został w 1968 roku, potem był prezesem oddziału gdańskiego. Przez wiele lat był przewodniczącym Komisji Kwalifikacyjnej przy Zarządzie Głównym ZLP w Warszawie, a przez ostatnie dwa lata życia pełnił funkcję wiceprezesa ZLP.

Pracował dla wielu pism literackich, m.in. „Orientacji”, „Integracji”, „Punktu” i „Autografu”, którego był redaktorem naczelnym, 

ale także do wielu gazet i czasopism, m.in. „Młodej Sztuki”, „Gazety Gdańskiej”, „Głosu Wybrzeża” i „Zielonogórskiej Gazety Nowej”. Ale Waśkiewicz to także znany poeta i biograf, krytyk literacki i historyk literatury, wydał ponad 30 tomików wierszy i szkiców krytycznoliterackich poświęconych m.in. Julianowi Przybosiowi, Krzysztofowi K. Baczyńskiemu, Józefowi Czechowiczowi, Mironowi Białoszewskiemu, Mili Elin, Władysławowi Broniewskiemu oraz Tadeuszowi Peiperowi, awangardzie krakowskiej i futurystom. Wiele jego tekstów badawczych dotyczyło również dziejów najnowszej literatury, skupiał się zwłaszcza na ruchu młodoliterackim i nowych pokoleniach pisarskich, na grupach i klubach studenckich i ich manifestach, na czasopismach studenckich, instytucjach literackich i współczesnych modelach poetyckich. Sam był twórcą formulizmu w poezji, który propagował w ramach Orientacji Poetyckiej Hybrydy, do której należał w latach 1960-1971.

Nie dziwi zatem fakt, że Waśkiewicz znał życie literackie od podszewki, poznawał nie tylko wytwory pisarskie, ale także samych twórców – poetów, prozaików, krytyków, dziennikarzy, naukowców czy działaczy społeczno-kulturalnych i posiadał ogromne zbiory biblioteczne w swoim gdańskim mieszkaniu. Stąd w najnowszej publikacji autorka wynotowała i przytoczyła aż 2039 dedykacji, wpisów i autografów zamieszczonych w ofiarowanych mężowi książkach. „Zapisane przede wszystkim na tomach i tomikach poezji, ale też na dziełach krytycznoliterackich, powieściach (w większości zaprzyjaźnionych pisarzy), reportażach. Do tego dodać trzeba pokaźny zbiór dedykowanych nadbitek z prac zbiorowych, periodyków (takich jak »Ruch Literacki« czy »Pamiętnik Literacki«) i zeszytów naukowych poszczególnych uczelni. – napisała we wprowadzeniu Anna Sobecka – W kilku wypadkach nie ma dedykacji, są jedynie autografy pisarzy, czasem datowane. Uznałam za słuszne włączenie ich tu ze względu na rangę autorów (jak np. Tadeusz Różewicz czy Czesław Miłosz)”.

Wpisy są uporządkowane chronologicznie, a zaczynają się od roku 1961, czyli momentu debiutu prasowego Waśkiewicza. Przepastny zbiór otwierają pozdrowienia od Jana Brzękowskiego z Paryża w grudniu tegoż roku, który przesłał je w tomie Poezje wybrane wydane w londyńskiej Oficynie Poetów i Malarzy rok wcześniej. Oczywistym jest, że nie sposób wymienić wszystkich autorów wpisów do książek podarowanych Waśkiewiczowi, ale warto zatrzymać się na tych znamienitszych autorach. Obok wspomnianych, Miłosza i Różewicza, spotkać możemy dedykacje od nieżyjących już pisarzy: Andrzeja Babińskiego, Stanisława Barańczaka, Jana Błońskiego, Nikosa Chadinikolau, Jana Czopika-Leżachowskiego, Bohdana Drozdowskiego, Krzysztofa Gąsiorowskiego, Stanisława Grochowiaka, Marii Janion, Tadeusza Karpowicza, Piotra Kuncewicza, Jalu Kurka, Janusza Leppka, Jacka Łukasiewicza, Ryszarda Milczewskiego-Bruna, Stanisława Nyczaja, Longina J. Okonia, ks. Janusza Pasierba, Jana Rybowicza, Aleksandra Rymkiewicza, Stanisława Stabry, Janusza Stycznia, Tadeusza Śliwiaka, Bohdana Urbankowskiego, Wiktora Woroszylskiego, Janusza Żernickiego, Leszka Żulińskiego, Wojciecha Żukrowskiego czy Jerzego Koperskiego, z którym Waśkiewicz utrzymywał towarzysko-rodzinne relacje.

Odnaleźć też można wiele wpisów od autorów, którzy dziś stanowią trzon literacko-krytycznego panteonu, jak: Józef Baran, Edward Balcerzan, Urszula M. Benka, Stefan Chwin, Zbigniew Jerzyna, Krzysztof Karasek, Ignacy St. Fiut, Marian Kisiel, Krystyna Konecka, Paweł Soroka, Eugeniusz Kupper, Tadeusz Mocarski, Janusz Drzewucki, Daniel Odija, Antoni Pawlak, Bohdan Zadura, Sergiusz Sterna-Wachowiak, Marek Wawrzkiewicz i Andrzej Zaniewski.

Nie sposób też pominąć długiej listy pisarzy, żurnalistów, artystów i naukowców lubuskich, z którym znał się Waśkiewicz, pracował i których promował, z którymi utrzymywał żywy kontakt i recenzował ich publikacje. Należy tu najpierw wspomnieć tych, którzy już odeszli, jak: Henryk Ankiewicz, Jerzy Chłodnicki, Klem Felchnerowski, Kazimierz Furman, Jan Gross, Tadeusz Jasiński, Tadeusz Kajan, Waldemar Kajzer, Janusz Koniusz, Jacek Kotlica, Zygmunt Kowalczuk, Bohdan J. Kunicki, Jan Kurowicki, Gustaw A. Łapszyński, Zenon Łukaszewicz, Czesław Łuniewicz, Maria Przybylak, Aleksander Rozenfeld, Zbigniew Ryndak, Bolesław Soliński, Andrzej Syrokomla-Bułhak, Ireneusz K. Szmidt, Henryk Szylkin, Anna Tokarska, Zygmunt Trziszka, Stefan Wachnowski, Mieczysław J. Warszawski, Janusz Werstler i Irena Zielińska – gorzowska poetka zmarła w 2023 roku.

Dużą grupę stanowią też literaci i badacze lubuscy, którzy nadawali lub nadają obecnie ton rozwojowy życiu literackiemu lub naukowemu na Ziemi Lubuskiej, jak: Andrzej Buck, Teresa Borkowska, Krystyna Caban, Wojciech Czerniawski, Edward Derylak, Łucja Fice, Ferdynand Głodzik, Roman Habdas, Wiesław Hładkiewicz, Zbigniew M. Jelinek, Beata P. Klary-Stachowiak, Eugeniusz M. Konieczny, Krzysztof Koziołek, Marian Krzyżostaniak, Czesław Markiewicz, Małgorzata Mikołajczak, Dorota Muszyńska (Kozanowska), Wiesław Nodzyński, Jolanta Pytel, Alfred Siatecki, Czesław Sobkowiak, Wojciech Z. Śmigielski, Barbara Trawińska, Adam B. Wierzbicki, Marek Lobo Wojciechowski, Ryszard Zaradny oraz Eugeniusz Kurzawa, z którym łączyła Waśkiewicza długoletnia przyjaźń. To właśnie Kurzawa zapoczątkował krótko po śmierci autora Mirbadu 7. upamiętnianie jego dokonań literackich i wydawanie książek biograficzno-wspomnieniowych poświęconych przyjacielowi. W 2012 roku wyszła książka E. Kurzawy Andrzej K. Waśkiewicz – miejsca opuszczone, a w 2014 roku zebrał recenzje i szkice Waśkiewicza, które wydał pt. Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1963-2012. Z kolei w 2016 roku Kurzawa zredagował i ogłosił kolejny zbiór Waśkiewicza pt. O literaturze lubuskiej. Szkice, recenzje i inne teksty. W roku 2017 nakładem zielonogórskiego Oddziału ZLP wyszła też broszura Jedzenie jest niezdrowe… Ale przyjemne, gdzie znalazły się przepisy kulinarne, które publikował Waśkiewicz w prasie, m.in. słynna zupa drwala.

Z inicjatywy Kurzawy w 2012 roku nakręcony został film dokumentalny z udziałem samego A. K. Waśkiewicza, który zrealizowała Justyna Dzienis, natomiast dwa lata po śmierci pisarza Lubuską Nagrodę Literacką przemianowano na Nagrodę Literacką im. A. K. Waśkiewicza. Również jednej z sal w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. C. Norwida w Zielonej Górze patronuje autor Zapisu z nieobecności. Można rzec, że prawdziwe waśkiewicziana zapoczątkowane przez Eugeniusza Kurzawę rozkręciły się na skalę ogólnopolską, bowiem w 2014 roku Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki ogłosiło konkurs imienia Waśkiewicza, rok później ukazała się wydana na Uniwersytecie Warszawskim praca zbiorowa Andrzej K. Waśkiewicz – miejsca odwiedzane, w 2017 roku książka Piotra Smolińskiego – dyrektora biblioteki w Kartuzach pt. Relacje: Warszawa – Zielona Góra, Gdańsk. Jerzy Leszin-Koperski, Andrzej K. Waśkiewicz. Korespondencja, autobiografia, dzieła, natomiast w 2019 roku nakładem zielonogórskiego Oddziału wydano wspomniany wcześniej blisko 500-stronicowy zeszyt bibliograficzny nr 3 poświęcony autorowi Wstępowania w opracowaniu A. Sobeckiej oraz zrealizowano kolejny film dokumentalny o życiu i twórczości pisarza To, co zostaje.

Warto jeszcze wspomnieć o grupie autorów pochodzących czy związanych jakiś czas z Ziemią Lubuską, którzy wyjechali z regionu lub z kraju, ale których poznał Waśkiewicz i otrzymał od nich noty dedykacyjne, jak: Beata Ananiewicz-Szmidt, Teresa Ferenc, Jerzy Fryckowski, Sławomir Gowin, Bogusław Kierc, Anna Kwapisiewicz, Wojciech I. Strugała, Eugeniusz Wachowiak, Andrzej Weber, Marek Zgaiński, Jerzy B. Zimny, Joanna Ziembińska-Kurek oraz Mirosława Kużel – pierwsza żona Waśkiewicza, poetka, autorka trzech zbiorów wierszy i sonetów, mieszkająca obecnie w Hiszpanii.

Ostatnie pamiątkowe wpisy dokonane przez twórców słowa pisanego pochodzą z marca 2012 roku, a ich autorami byli m.in. Paweł Majerski, Michał Piotrowski, Andrzej Mestwin, Jerzy Bandera, Jerzy Koperski i Stefan Jurkowski.

Komemoratywne kompendium opracowane przez Annę Sobecką poprzedza wstęp gdańskiego pisarza i wykładowcy Władysława Zawistowskiego zatytułowany Trudna sztuka (otrzymywania) dedykacji, w którym napisał, że „Andrzej Krzysztof Waśkiewicz podchodził do dedykacji – zarówno tych, które sam wpisywał, jak i tych, które otrzymywał – z podobnym pietyzmem, z jakim podchodził do literatury w ogóle, a poezji w szczególe, i to wszelkiej poezji – od dzieł Mistrzów po palcówki początkujących czeladników pióra. Z czasem ta miłość do słowa odręcznie pisanego pieczętującego to drukowane, przeszła w rodzaj pasji (nałogu?), polegającego na skrzętnym zabieganiu o kolejne dedykacje i kolekcjonowaniu książek z wpisami już otrzymanymi. […] Andrzej Waśkiewicz wszystkie te książki skrzętnie i starannie przechowywał, zamieniając powoli swoje mieszkanie na gdańskiej Morenie w wielką bibliotekę poezji współczesnej”.

Warte jest też podkreślenia, że Dedykacje spisane i ułożone przez redaktor Sobecką są niezwykle przemyślane, uporządkowane i przejrzyste mimo ponad dwóch tysięcy wpisów, zawierają bowiem obszerny indeks nazwisk autorów dedykacji, a wszystkie wpisy są ponumerowane, opatrzone datą dokonania wpisu, zawierają autora i tytuł książki oraz miejsce i rok jej wydania. Zachowana jest kolejność dokonywanych wpisów w obrębie każdego roku. Całość zamyka Aneks. Upominki z 20 dodatkowymi wpisami, podchodzącymi głównie od rodziny i przyjaciół zapisanych na książkach podarowanych pisarzowi z okazji urodzin, świąt czy innych rocznic. Co również istotne, książka opatrzona jest w wiele reprodukcji kart z dedykacjami – czarno-białych wewnątrz, a kolorowych na kredowym papierze na końcu opracowania, co czyni ją edytorsko znacznie ciekawszą i bogatszą.

Robert Rudiak

 

The post Dedykacje dla Andrzeja K. Waśkiewicza (Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza), spisała i ułożyła Anna Sobecka) appeared first on Pro Libris.

]]>
Słowa i przemilczenia Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) https://prolibris.net.pl/slowa-i-przemilczenia/ Wed, 17 Jan 2024 19:09:19 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11775 Robert Rudiak

The post Słowa i przemilczenia Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) appeared first on Pro Libris.

]]>

Słowa i przemilczenia Joanny Marcinkowskiej

Joanna Marcinkowska, Przemilczenia, Wyd. Ridero 2023, 82 s.

Joanna Marcinkowska to wszechstronna artystka urodzona pod Jelenią Górą w Górach Izerskich. Obok  zajmuje się też fotografiką, muzyką i teatrem. Uwielbia fotografować góry, a wystawa jej zdjęć miała miejsce w 2021 roku w zielonogórskiej mediatece. Gra też na gitarze i komponuje muzykę oraz zajmuje się prowadzeniem grup teatralnych. Na Uniwersytecie Zielonogórskim ukończyła studia licencjackie z polonistyki, a następnie magisterskie z teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Związała się z Krakowem na 11 lat, ale ostatnie dwa ponownie spędziła w „Winnym Grodzie”, gdzie pracuje w Lubuskim Teatrze. Również w 2021 roku debiutowała tomem wierszy Czarne motyle. Teraz, w zielonogórskiej książnicy, poetka promowała drugi zbiór swoich liryków zatytułowany Przemilczenia. Zamieściła w nim 60 utworów pogrupowanych w dwóch częściach – Biała miłość i Doskonały świat, a całość uzupełnia i zamyka zarazem tryptyk o Jeleniej Górze.

Jaki jest zatem świat poetycki kreowany i… „przemilczany” przez Joannę Marcinkowską? Jak sama przyznaje – tworzy wyłącznie, kiedy dopadają ją emocje, dodajmy, zwykle negatywne – gniew, złość, niemoc, rozdarcie, ból, przygnębienie. Ale towarzyszy temu melancholia, refleksja, zastanowienie się nad własnym losem, życiem drugiej osoby, otoczeniem. Bliskie jej emocjom są wówczas zawieszenia frazy  przemilczenia, a ważniejsze zdaje się to, co jest „pomiędzy”, czyli słowami. Podmiot liryczny w tekście Porozumienie wypowiada swoją prawdę, która brzmi niczym autorskie credo:

przecież słowa nie znaczą
ale to
co pomiędzy nimi

Słowo i przestrzeń, którą ono wypełnia i werbalizuje, w której pobrzmiewa przez moment, wypełniając echem pamięci swój byt, to obszar, który zwłaszcza interesuje poetkę, gdyż znajduje w nim miejsce na towarzyszące mowie i zapisom emocje. Penetruje go więc na różne sposoby:

słowa wędrują do gwiazd

odbijają się od nich
opadają na nas delikatnie
(Czułość)

Słowa i przeciwstawne im wymowne milczenie lub cisza to kolejne, poboczne warianty eksploracji poetyckiej, a to, co rozgrywa się między nimi, stanowić może albo ukojenie, albo życiowy dramat. Artykułowanie i nazywanie stanów psychicznych staje się niemal obsesją, mającą zagłuszyć emocje i przynieść otuchę, równowagę duchową oraz mentalny błogostan:

ciągle mówisz do mnie
boję się odpowiedzieć

życie stawia ultimatum
udaję że o tym nie wiem (Demony)

W liryku Zmysłowość autorka nadmienia, że:

spalamy się
dostajemy gorączki
kiedy o tym milczysz
smakuję tę ciszę

A w innym utworze pt. Tak sobie dopowiada:

jak gdyby nigdy nic
wyłączasz uczucia

będę do ciebie mówić
aż zabraknie mi słów

W wierszu Płatki śniegu poetka mówi, że „milczenie przewierca kości”, przyrówna je do codziennej śmierci, a w utworze Likaon stawia pytania „wyrzucając z siebie słowa”, ale najbardziej dobitnie brzmi w liryku Słowa, który najlepiej obrazuje myśl i słowo oraz otoczenie i dystans panujący między nimi, uwidaczniający się właśnie w zawieszeniach opisów, emocji i skrótów poetyckiej wyobraźni:

materia czasu
zniewala nas i przeraża

natura jest cicha
żyje swoim życiem

wszystko jest tak
jak powinno być

mówisz do odbicia w lustrze
próbując uspokoić oddech

Właśnie owe skróty myślowe stanowią pewnego rodzaju kwintesencję w poezjowaniu Marcinkowskiej, kiedy między pierwszą a ostatnią strofą buduje olbrzymie, rozległe pole imaginacyjno-semantyczne, w którym werbalizuje uczucia, emocje, wyobrażenia i pragnienia. Stąd musi między nimi budować odpowiedni pomost, aby w lapidarny sposób wyrazić maksimum pojęć na określenie przeżyć i stanów ekscytacji. A to niełatwe zadanie. Trzeba świetnie operować skrótowością przekazu, jego formą znaczeniową, odpowiednio dobranym leksemem, a poetka jest przy tym wyjątkowo oszczędna w słowach. Zwykle jej utwór to od trzech do sześciu strof, dwu- lub trzywersowych. Stąd jeden jej wiersz składa się z 20 30 słów i zawrzeć w nich opis wielu stanów psychiczno-emocjonalnych nie jest proste. Potrzeba do tego i erudycji, i dobrego przygotowania warsztatowego, ale przede wszystkim też wysublimowanej poetyckiej wyobraźni. Na tym gruncie poeta czuje się jednak świetnie. W wierszu Trwanie filozoficznie oznajmi, że „pochłaniamy czas/ niegotowi na szybkość rzeczy”, w Spojrzeniach doda, że „na języku/ wciąż czujemy smak/ polizanego raju”, a w tytułowym liryku Przemilczenia dopowie: „jeśli dziś łykam światło/ ciągle zapominam/ że jutra może nie być”.

W utworze Wyzwanie, który również zawiera życiową dewizę i łagodne sentencje poetki, czytamy:

cieszy mnie
każde słowo
spojrzenie w oczy

proste rzeczy
hibernowane latami
chce się żyć

jak ze snu
wynurzamy się z siebie woła nas ciepło i światło

W wielu lirykach skonstruowanych właśnie na bazie abrewiacji racjonalnopsychologicznych poetka opisuje swój świat afektywnych i eterycznych doznań, sięgając często do ulubionego przez nią zasobu ekspresyjnej terminologii. Często zatem pojawiają się w wierszach Joanny Marcinkowskiej krew, ból, strzęp oraz narządy i części ciała, jak serce, oczy, język, oczy i źrenice, dłonie i palce. Metodą organoleptyczną poznaje, bada i przetwarza swoje światy – immanentny i dookolny. W wierszu Chrust podmiot mówi:

każdy wieczór i poranek
ulepiony z bólu serca
utkany z krwi z nosa

Częstym motywem jest także światło, barwne refleksy, błyski czy odbicia. Ich synonimem mogą być wschody słońca, jasne i ciepłe poranki, promienie słoneczne, ogień, żar, blask, iskry, ale też żarzące się lub szkliste źrenice czy lustro. W utworze Żywot, gdzie występuje nagromadzenie rekwizytów, poetka stwierdza:

zmielone słońce
naszymi źrenicami […]

jesteśmy grudką ziemi
drobiną dnia
ostatnim promieniem
zachodzącego wiecznie słońca

A w tekście Bez tchu dodaje:

światło zbiera się w oczach
wydłubujemy je nocą
bezwiednie

Podobnie czas i sen, często te dwa wątki znaczeniowe kontrastują ze sobą, potrafią inspirować, a częściej zmuszać do refleksji i zastanowienia nad przemijalnością życia, z którego pozostają tylko strzępy, odpryski czy okruchy, wyłącznie ich egzystencjalne drobiny i mgliste, fragmentaryczne ułamki. Dobitnie to widać w utworze Zmęczenie:

opiłki chwil
wciąż plączą się w czasie

sen albo śmierć
wspomnienia wykańczają
albo koją […]

na zakrwawione serce
przyklejasz plastry z każdej strony

W świecie poetyckim Joanny Marcinkowskiej dochodzi do głosu też specyficzny, acz subtelny i zmysłowy dialog miłosny między kobietą a ukochanym. Niekiedy poetka zamienia podmiot liryczny w rodzaj męski, ale to nie zmienia samej narracji i psychologicznego dyskursu prowadzonego między bohaterami. Patrzy na kobietę i jej uczucia oczami mężczyzny, co tylko pozwala głębiej wniknąć w sferę psychiki piszącego. Czego zatem obawia się podmiot? Boi się rozstań, gdyż te postrzega jako próżnię, boi się niezrozumieni, gdyż to oznacza samotność w związku, boi się odrzucenia, gdyż to oznacza osobisty upadek i uczuciową klęskę. Dlatego podmiot jej wiersza Porozumienie wypowiada znamienne słowa: „wzruszam się/ na myśl o twoich dłoniach/ bądź przy mnie”, w utworze Czułość mówi z kolei: „chodź ze mną/ skąd nie wrócimy nigdy”. Adoracyjna polemika w pełni pobrzmiewa również w lirykach Opiekun i Huba. W pierwszym tekście podmiot zwierza się:

we śnie
podchodzisz
przytulasz mnie mocno
uspokajam się

już nigdy
nie chcę się obudzić

A w drugim utworze odnajdujemy wyznanie:

chciałem dobrze
i chciałem to zrozumieć […]

nauczyłem się
nie zwracać uwagi na to
że zaplątałaś się we mnie

mam w duszy supeł
który z roku na rok
się rozrasta

Miniatury poetyckie Marcinkowskiej posiadają formę intelektualnego zapisu wewnętrznej, duchowej i psychologicznej rozmowy poetki z sobą, własną złożonością psychiki, doznaniami i emocjami. Jej świat i jego obrazowanie potrafią zarazem wchłonąć i zauroczyć.

Okładka książki

Książka zasługuje także na uwagę ze względów ilustracyjnych i edytorskich. Okładkę i wnętrze jej urozmaiciły grafiki Biosme x Brocki, współczesnego, awangardowego artysty z Karkonoszy, malującego obrazy akrylem i sprayem oraz tworzącego przestrzenne formy ilustracyjne, graffiti i murale. Barwne, często niepokojące w swojej wymowie, ryciny korelują z tekstami autorskimi, w których z kolei dominują zagadkowość, lakoniczność i abstrakt. Sam zbiór wierszy wydany został w inteligentnym systemie wydawniczo-księgarskim Ridero, który jest serwisem internetowym pozwalającym samodzielnie przygotować książkę do druku, publikacji elektronicznej i jej dystrybucji bez udziału pośredników. Platforma ta przeznaczona jest dla autorów niezależnych, którzy w krótkim czasie mogą bezpłatnie przetworzyć swoje teksty w formę książkową i rozpocząć jej sprzedaż w księgarniach internetowych. Edytorsko Przemilczenia wydane w twardej oprawie zadowolą gust estetyczny chyba każdego czytelnika, a zawarte w nich wiersze, niosące głębokie przesłanie, z pewnością zaintrygują nawet najwybredniejszych.

Robert Rudiak

The post Słowa i przemilczenia Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) appeared first on Pro Libris.

]]>
Przebudzenie poezji po długoletniej drzemce (Grażyna Rozwadowska-Bar, Obudzone wiersze) https://prolibris.net.pl/rudiak-rozwadowska/ Wed, 15 Nov 2023 12:57:32 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10796 Robert Rudiak

The post Przebudzenie poezji po długoletniej drzemce (Grażyna Rozwadowska-Bar, Obudzone wiersze) appeared first on Pro Libris.

]]>

Przebudzenie poezji po długoletniej drzemce

Grażyna Rozwadowska-Bar, Obudziłam wiersze, Pro Libris, Zielona Góra 2023, 52 s.

Pochodząca z Żar poetka Grażyna Rozwadowska-Bar wydała właśnie swój trzeci zbiór poetycki zatytułowany Obudziłam wiersze, który ukazał się po… 23 latach milczenia. I mimo że poetka debiutowała w prasie wierszem w wieku 20 lat, to na debiut książkowy zdecydowała się dość późno, bo w wieku 38 lat. Wówczas ukazał się jej tomik Zapraszam do domu (Wyd. AND Zielona Góra – Wrocław 1999), a trzy lata później drugi – Nie lubię zegarów (Wyd. Pro Libris, Zielona Góra 2000). Przed ukazaniem się tych książek poetyckich autorka należała do żarskiej Grupy Literackiej „Dziewin-Młodzi”, a po ich wydaniu została członkinią Związku Literatów Polskich, zamieszczała wiersze w prasie oraz w antologiach poetyckich. Przez pięć lat była również przewodniczącą Klubu Literackiego ZLP w Żarach, powołanego z ramienia zielonogórskiego Oddziału.

Cóż zatem się stało, że aktywna poetka zamilkła wydawniczo na ponad dwie dekady? Wiersze, które znalazły się w najnowszym zbiorku, a jest ich 24, podzielone zostały na trzy cykle – Stare fotografie, W drodze i Lubię powroty. I mimo że autorka nie stosuje przy swoich tekstach datacji, wiele z nich pochodzi właśnie z okresu jej wieloletniego „zamilczenia”. Można zatem by rzec, że budząc do życia nowe, przebudza stare i to w kontekście całościowym, gdyż nie idzie tu tylko o materię wiersza, ale o retrospektywną tematykę. Rozwadowska-Bar powraca bowiem do wspomnień, do lat dzieciństwa, do historii, rozpamiętuje dawność i ocala własną przeszłość. Ale po kolei, choć zacznę od… końca, bowiem ostatnim, zamykającym tomik wierszem, jest właśnie ten, z którego zaczerpnięto tytuł zbioru, a sam – co ciekawe – jest bez tytułu. W nim to podmiot wyznaje, dlaczego dokonał przebudzenia swojej twórczości:

Szkic przedstawiający twarz kobiety za roślinami.

 

obudziłam wiersze
uśpione snem wielozimowym

drzemały na półkach
między książkami
wtulone w słowa

latami
szukałam swoich wierszy
po całym świecie mojego pokoju […]

wiersze
długo spały ukryte
między książkami

i długo ich szukałam

 

Poezja służy autorce „zbudzonych wierszy” do nazywania i opisywania, do zatrzymywania czasu, wspominania, zapamiętywania i przypominania tego, co zatarte. W części otwierającej zbiór Stare fotografie w sentymentalny sposób podmiot opowiada, często też gorzko i z bólem, ale też z rozrzewnieniem, o matce, babce, ojcu, którzy już odeszli. Przypomina przedmioty zapamiętane z dzieciństwa, które przywieźli po drugiej wojnie dziadkowie i rodzice z Kresów i Grodna, przypomina ich sylwetki, słowa, czyny oraz przejmująco opisuje śmierć rodziców:

 

W ostatniej minucie

trzymałam cię za rękę

 

ty pytałaś – co teraz będzie

 

nie wiem

mamo

                                         (Twój świat)

 

O ojcu zaś, któremu poetka poświęciła kilka liryków, napisze, że „cały świat/  zamykał się w tobie” (Portret z pamięci) i „szukałam twoich śladów/  świadków młodości” (*** „gdy nie było…”). To z ojcem autorka powróci w jego rodzinne strony w poszukiwaniu śladów jego dzieciństwa, o czym traktuje liryk (*** „zabrałeś mnie…”) i jemu towarzyszyć będzie aż do odejścia.

W cyklu W drodze Rozwadowska-Bar opisuje swoje liczne podróże i przemyślenia z nimi związane. Odwiedza Włochy, Francję, Holandię, Grecję i Bośnię, opisując zabytki, muzea, obrazy europejskich mistrzów pędzla, ale też zwykłych ludzi, np. sprzedawców – sardynek na Capri, owoców w Bośni czy pielgrzymów w drodze na górę Križevac nieopodal Medziugoria. A sielankę peregrynacji przerywa radiowy komunikat o wybuchu wojny na Ukrainie, który zakłóca odpoczynek przy kawiarnianym stoliku i wprowadza wewnętrzny niepokój. Ale nie opisywanie samych ekskursji po Europie jest istotne, tylko życiowa filozofia poetki, dla której wojaże i wędrówki są istotnym sposobem na poznawanie świata, a tym, co w nich najbardziej urzeka, są… powroty. Dla autorki Obudzonych wierszy powroty właśnie stanowią ważny element licznych wypraw, by nie rzec sedno wyjazdów, bowiem po nich można znów cieszyć się rodzinnym miastem, domem i otoczeniem, na nowo można rozpamiętywać to, co się zobaczyło, przeżyło, doświadczyło. Stąd podmiot stwierdzi, że: „oczy znów błyszczą światłem/  napełniają pamięcią” (*** „kefalońskie koty…”).

Podróże i powroty, niemal jak u mitycznego Odysa, pozwalają poznawać i podziwiać świat, zachwycać się jego pięknem, przyrodą i architekturą metropolii, nurtują i zmuszają do głębszych przemyśleń i poszukiwań sensu ziemskiego trwania. A rodzinny dom, niczym Itaka, przynosi ukojenie i spokój, pozwala na odpoczynek i wytchnienie, na retrospekcję, na beztroskie zagłębienie się w rozmyślania i rozpamiętywanie minionego. Dlatego w wierszu bez tytułu (*** „idę do ciebie…”) podmiot wyzna:

 

idę do ciebie miasto tam gdzie mój dom

idę przez kartki książek ciągle ciepłe

oddechem poetów umarłych

i tych jeszcze żywych

którzy jak ja zagubieni błądzą pytają

i dziwią się że odpowiedź

to kolejny znak zapytania

 

róże pachną wszędzie tak samo

jak dotyk

sens życia człowieka

 

Podmiot liryczny w utworach żarskiej poetki szuka i poznaje piękno w drobnych rzeczach, w zapachu róż, pomarańczy, macierzanki, leszczyny lub w smaku zielonych liści herbaty czy śliwek, które przypominają okres dzieciństwa, do którego z nostalgią chętnie powraca.

Ostatnia część tomu Lubię powroty najwięcej uwagi poświęca właśnie owym idyllicznym powrotom do domu, do ukochanego miasta, znajomych skwerów i ulic. To w wierszach tego cyklu uwidacznia się najlepiej istota i cel poetyckich wędrówek. Poetka powie wprost: „to z ciekawości/  biegam po ulicach świata” i wyjawi: „w podróży lubię powroty albo podróżując szukam prawdy”, a słowa te brzmią niczym autorskie credo. To właśnie w utworze bez tytułu (*** „w podróży lubię powroty…”) podmiot rozwinie tę myśl:

 

w podróży lubię powroty

 

zakurzone myśli

w zmęczonych walizkach

do domu zwożę

 

Radość i otuchę przynoszą także małe rzeczy, wspomniane zapachy i smaki, ale też cisza i gwar, cień i światło, dotyk i muśnięcia, ciepło i pogodna aura pór roku, krajobrazy i spacery. Podmiot więc przechadza się ulicami i parkami swojego miasta, najchętniej jesienią i latem lub też rankiem i wieczorami. W wierszu bez tytułu (*** „krajobraz który noszę w sobie…”) podmiot wyzna:

 

próbuję złapać

mijane obrazy

zamknąć w pamięci

oswoić nieznane

 

w krajobrazie który noszę w sobie

jest też moje dzieciństwo […]

 

przypadkowe obrazy

ważne i nieważne historie

i czas zostawiony za sobą

 

Podmiot liryczny autorki poprzedniego zbiorku, Zapraszam do domu był przede wszystkim domatorem. W najnowszej książce jest podobnie, znów najlepiej czuje się we własnym ognisku rodzinnym, dlatego wypowie znamienne słowa:

 

a ja udomowiona

najbardziej mieszkam

w moim pokoju

 

między komputerem

a półką z książkami

 

W posłowiu do zbioru wierszy Grażyny Rozwadowskiej-Bar, zatytułowanym Długo ich szukałam, dr Mirosława Szott słusznie zauważyła, że „W świecie bohaterki odbywają się równolegle dwie wyprawy: jedna prowadzi do dalekich miejsc, druga – to jej wewnętrzna peregrynacja. […] Etap podróży i poszukiwań tego, co poza domem, przyniósł najistotniejsze odkrycie – że warto jest wrócić”. I tym właściwie sposobem powróciliśmy do punktu wyjścia – czyli odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak długo trwał poetycki zastój autorki. Odpowiedź znajdujemy w jej ostatnim, zamykającym tom utworze (*** „obudziłam wiersze…”), gdy szczerze powie:

 

moje życie było niepełne

nie umiałam nazwać

radości ani smutku

nie rozumiałam łzy

ani kwiatów w wazonie

 

rozmowy prowadziłam

za pomocą ciszy

zapomniałam języka słów

 

przez ten czas

nic nie było

na swoim miejscu

 

jak dobrze że

obudziłam wiersze

 

To dzięki poezji można nazwać to, co było tylko przeczute i zrozumieć to, co było niejasne lub zgoła niepewne. Wiersze pozwalają przetrwać nawet najdłużej trwający marazm i zapełnić językową pustkę. Pomagają ocaleć i tak stało się w przypadku długoletniego zamilczenia Grażyny Rozwadowskiej-Bar.

Nie ma w zbiorze Obudziłam wiersze zawrotnej metaforyki, wydumanych konceptów poetyckich, zawiłej symboliki i abstraktów myślowych, nie ma też napuszonego słownictwa czy wirtuozerii językowej. Poetka nie sili się na takie chwyty, pisze prosto, od serca, tak jak czuje i myśli, bez ubierania słów w barwny i elegancki kostium poetycki. Jej wiersze skomponowane są w przyzwoitej formie warsztatowej i opisowej, stąd recepcja ich nie jest trudna, acz zdarzają się świetne, wręcz urocze perełki liryczne, np.: „najtrudniej zatrzymać człowieka/  tak szybko znika”; „wyjrzała nagość samotnych drzew/  porzuconych przez liście; kieliszek czerwonego wina/  nieśpiesznie kołysze myśli”; „o świcie czuć jak rośnie światło oraz twierdza uśpionego czasu”.

Najnowsze wiersze Grażyny Rozwadowskiej-Bar stanowią dojmującą z jednej i ujmującą z drugiej strony zwartą, logiczną poetykę emocji. Są to wiersze bardzo mądre, przemyślane i dojrzałe, poparte życiowym doświadczeniem i autentycznym przeżyciem. Wiersze bardzo osobiste, retrospektywne, często sentymentalne i nostalgiczne, a przy tym bardzo kobiece i ciepłe. „U żarskiej poetki kobiecość uwidacznia się na pewno poprzez bliską relację z tekstem, brak jakiegoś kamuflażu, zdystansowania – wyjaśnia w posłowiu wspomniana Mirosława Szott. – W końcu są to wiersze w dużym stopniu autobiograficzne”. I wiele w tych słowach prawdy, gdyż poezja przefiltrowana przez własne doznania jest do bólu szczera, nad wyraz realna, niewymuszona, żywa i naturalna, a przez to własna i oryginalna. Zbiór „przebudzonych wierszy” ozdabia i zarazem uzupełnia czarno-biała ikonografia żarskiego artysty plastyka i pedagoga Ryszarda Tomczaka, co sprawia, że edytorsko i artystycznie prezentuje się on bardzo przyzwoicie i intrygująco.

Robert Rudiak

The post Przebudzenie poezji po długoletniej drzemce (Grażyna Rozwadowska-Bar, Obudzone wiersze) appeared first on Pro Libris.

]]>
Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) https://prolibris.net.pl/dzwonek-na-przerwe/ Thu, 29 Jun 2023 17:46:07 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9841 Robert Rudiak

The post Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) appeared first on Pro Libris.

]]>

Szkoła od wewnątrz,
czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak

Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę, [bez wydawcy], Zielona Góra 2022, 66 s.

Daria Walusiak jest uczennicą pierwszej klasy I Liceum Ogólnokształcącego im. E. Dembowskiego w Zielonej Górze, ma dopiero 15 lat, a już jest autorką wydanego w 2023 roku zbiorku opowiadań Dzwonek na przerwę. Za otrzymane rok wcześniej stypendium twórcze, przyznane przez Urząd Miasta Zielona Góra, Daria postanowiła wydać debiutancką książkę. Wcześniej była laureatką kilku konkursów literackich dla młodzieży, a ostatnio humorystyczną opowieścią Po prostu idealnie wygrała również konkurs zorganizowany w jej szkole. Zachwyciła jurorów dojrzałością językową i warsztatową nadesłanego tekstu, rozbudowaną warstwą dialogową i psychologiczną bohaterów. Podjęła tematykę niebanalną, opisując szkolną rzeczywistość i stres spowodowany nauką, czyli istotną na tym etapie życia młodego człowieka. W utworze przedstawiała zabawne scenki, a zarazem podjęła ważny problem wyboru moralnego, dotyczącego więzi sympatii i rodzącej się przyjaźni między szkolnymi koleżankami.

W zbiorze Dzwonek na przerwę autorka przedstawiła siedem opowiadań, głównie autobiograficznych, detalicznie opisując swój świat przeżyć i dookolnych obserwacji, dokonując niekiedy groteskowej wręcz analizy jej najbliższej rzeczywistości: domu, szkoły, spotkań z rówieśnikami, pierwszych zachwytów, osobistych doznań, drobnych sukcesów i porażek. Aby jednak dojść do takiego poziomu pisarskiego, autorka wiele czasu poświęcała na spotkania warsztatowe prowadzone przez dr Mirosławę Szott, współinicjatorkę pomysłu wydania tekstów Darii w formie publikacji książkowej, do której napisała posłowie zatytułowane Od kuchni. Zauważyła w nim, że „Daria pokazuje środowisko uczniowskie od wewnątrz. To chyba klucz do jej przekazu – rekonstruować rzeczywistość, ale z bardzo konkretnego punktu, który reprezentuje. Robi to z poczuciem humoru i rozbawiającym napięciem. Stawia czasem swoich bohaterów w skomplikowanych dla nich sytuacjach. […] Daria podejmuje swego rodzaju grę z czytelnikiem, wiedząc, że jest on skłonny do poszukiwania »autentyzmu«. Zwłaszcza, że opowiadania dotyczą współczesnej szkoły i realnych problemów. […] Tytułowy dzwonek, który pojawia się w dwóch opowiadaniach, jest z jednej strony wyczekiwanym sygnałem po wielu pandemicznych miesiącach (Gra w nieskończoność), a z drugiej – czymś organizującym szkolne życie i mogącym wpływać na bieg zdarzeń (Dzwonek na przerwę). Jest w jakimś sensie momentem nieważkości, symboliczną chwilą”. Warto także wspomnieć, że książkę plastycznie ozdobiły intrygujące symbolicznym i tajemnym przekazem, kolorowe rysunki Aleksandry Tofil, która jest także współautorką projektu okładki.

W połowie kwietnia br. w szkolnej świetlicy I LO odbyło się spotkanie autorskie Darii Walusiak, w trakcie którego promowała swoją książkę. Promocję moderowała dr Mirosława Szott, która po spotkaniu poprowadziła warsztaty kreatywnego pisania dla młodzieży parającej się twórczością literacką. Drugie tego typu warsztaty odbyły się ponownie w maju w bibliotece szkoły.

Okładka książki

Daria Walusiak, jak przystało na prawdziwą humanistkę i idealistkę, postanowiła cały dochód uzyskany ze sprzedaży swojej debiutanckiej książki przeznaczyć na szczytny cel, czyli na leczenie i rehabilitację Kuby – syna nauczycielki w I Liceum.

Należy również podkreślić, że Daria Walusiak to osoba niezwykle uzdolniona artystycznie i twórczo kreatywna, o bogatym wnętrzu i wrażliwej osobowości, świetna obserwatorka i analityczka życia, która stale się rozwija, udoskonala swoje umiejętności i w inteligentny sposób szuka swojego miejsca na ziemi, własnego wyrazu, osobistej koncepcji oglądu rzeczywistości i oryginalnej wizji świata.

Autorka Dzwonka na przerwę, poza pisaniem i nauką, zajmuje się jeszcze grą na gitarze i pianinie, a w wolnych chwilach bardzo lubi śpiewać, wyrabiać biżuterię, malować, grać w badmintona, słuchać muzyki i… spać do południa. Brat bliźniak Darii.

– Mateusz chodzi również do I LO i także zajmuje się pisaniem opowiadań, a w ostatnim konkursie szkolnym otrzymał wyróżnienie. Jego proza jest jednak utrzymana w zupełnie innej konwencji literackiej i podejmuje zgoła odmienną tematykę.

Robert Rudiak

The post Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) appeared first on Pro Libris.

]]>
Od redakcji https://prolibris.net.pl/od-redakcji-84/ Mon, 26 Jun 2023 19:02:20 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9021 Żyjemy w świecie kultu młodości. Kojarzy się nam ona z tym, co najbardziej pożądane – ze zdrowiem, urodą, sukcesem, witalnością...

The post Od redakcji appeared first on Pro Libris.

]]>

Od redakcji

Żyjemy w świecie kultu młodości. Kojarzy się nam ona z tym, co najbardziej pożądane – ze zdrowiem, urodą, sukcesem, witalnością. Jest też jednym z ważniejszych etapów w życiu człowieka. To wówczas kształtuje się charakter, psychika, rodzą się zamiłowania. To także czas nauki, nie tylko instytucjonalnej, ale także proces odkrywania siebie i rozpoznawania, jaki jest świat, jakimi prawami się rządzi. Często poznawaniu otaczającej rzeczywistości towarzyszy odkrywanie własnych pasji, predyspozycji, które bywają zabawą, chwilową fascynacją, często zaś są zapowiedzią przyszłej życiowej drogi.

Redakcja „Pro Libris” od początku istnienia ma szczęście współpracować z młodymi twórcami. Niektórzy z nich, wraz z Pismem, nabrali dojrzałości twórczej (m.in. Krzysztof Koziołek, Mirosława Szott, Przemysław Grzesiński, Andriej Kotin, Karol Graczyk, Marcin Mielcarek, Konrad Krakowiak). Jedni są z nami do dziś, inni poszli swoją drogą. Są też tacy, którzy debiutując w naszym kwartalniku, zajęli się profesjonalną działalnością krytycznoliteracką, by dzisiaj współtworzyć z nami „Pro Libris”.

Numer POSZUKIWANIA tworzą ludzie młodzi, także bardzo młodzi, począwszy od uczennicy szkoły podstawowej, poprzez licealistów, studentów, a skończywszy na badaczach literatury czy osobach już pracujących, a parających się pisaniem. Zgodnie z założeniem redakcyjnym tym razem publikujemy teksty twórców, którzy bądź to dopiero wkraczają w świat literatury, bądź też mają osiągnięcia, które warto promować i upowszechniać.

Do współpracy zaprosiliśmy znanego w kraju poetę, krytyka i animatora kultury Rafała Gawina, który w szkicu Wraca temat, ironia się tępi omawia najnowsze trendy w polskiej poezji. Mirosława Szott natomiast przygląda się autorkom i autorom z regionu lubuskiego, wskazując na ważne zjawiska w ich tworzeniu, także na aktywność literacką młodych. Z kolei Joanna Wawryk dokonała przeglądu dorobku wydawniczego środowiska studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Wśród autorów znajdują się poeci i prozaicy wyłonieni w regionalnych i ogólnopolskich konkursach, w tym w Konkursie na Debiut „Pro Libris”. Prace Patrycji Mierzejewskiej, Barbary Wauben-Czekalskiej, Ewy Franków, Barbary Czyżewskiej, Emilii Ćwik i Anny Cichej, najwyżej ocenione przez jurorów wspomnianego Konkursu, publikujemy w numerze. Łamy Pisma wypełniają ponadto utwory poetyckie Julii Kruszakin i Zofii Ścigaj, które znakomicie zaprezentowały się podczas finału 53. edycji Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Są także z nami młodzi autorzy, którzy kilkakrotnie publikowali w „Pro Libris”, a których rozwój obserwujemy z życzliwością i z podziwem: Marcin Mielcarek, Dorota Grzesiak, Julia Gwóźdź, Piotr Gulewski, Natalia Haczek, Joanna Nawlicka, Weronika Nawrocka, Joanna Marcinkowska i in. Warto ponadto sięgnąć do działu RECENZJE I OMÓWIENIA, w którym m.in. ocenie została poddana książka Jolanty Fainstein, debiutującej dramaturżki. Z kolei wytrawni krytycy starszego pokolenia – Czesław Sobkowiak i Robert Rudiak – zrecenzowali tym razem twórczość młodych autorek – Darii Walusiak i Joanny Marcinkowskiej.

Aby idei przewodniej tego numeru stało się zadość, do współpracy zaproszeni zostali uczniowie Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zielonej Górze, których rysunki, obrazy i rzeźby zapewniły oprawę graficzną numeru.

Nie wszyscy twórcy zostali wymienieni z nazwiska, ale wszyscy stanowią nasz potencjał, który – mamy nadzieję – również Państwo docenią.

The post Od redakcji appeared first on Pro Libris.

]]>
Zmyślone miasto i prawdziwi ludzie w poezji Katarzyny Jarosz-Rabiej (Katarzyna Jarosz-Rabiej, Zmyślone miasto) https://prolibris.net.pl/zmyslone-miasto/ Wed, 22 Feb 2023 19:32:12 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7697 Robert Rudiak

The post Zmyślone miasto i prawdziwi ludzie w poezji Katarzyny Jarosz-Rabiej (Katarzyna Jarosz-Rabiej, Zmyślone miasto) appeared first on Pro Libris.

]]>

Zmyślone miasto i prawdziwi ludzie w poezji
Katarzyny Jarosz-Rabiej

Katarzyna Jarosz-Rabiej, Zmyślone miasto, wyd. Organon, Zielona Góra 2022, 66 s.

Z końcem października 2022 roku wyszła książka poetycka lubuskiej pisarki Katarzyny Jarosz-Rabiej, której promocja zgromadziła wiele osób w zielonogórskiej bibliotece im. Norwida. Najnowszy zbiorek wierszy zatytułowany Zmyślone miasto to już ósmy tom poetycki w dorobku pisarki, a dziesiąta książka w karierze 76-letniej autorki, wciąż jednak młodej duchem i aktywnej twórczo. Pisarka bowiem obok działalności w zielonogórskim oddziale Związku Literatów Polskich i w Stowarzyszeniu Jeszcze Żywych Poetów udziela się artystycznie w kabarecie „Monte Verde” i w amatorskim teatrze „Czego Nigdy” działających przy Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku.

Na zbiór liryków Zmyślone miasto złożyło się 49 tekstów, w większości opatrzonych dedykacjami członkom rodziny – matce, trzech synom i trzem siostrom, wnukom oraz wielu przyjaciołom i znajomym aktorom, literatom czy wydawcom. Znalazło się także kilka utworów poświęconych zmarłym osobom, bliskim i ważnym w życiu poetki, jak aktor Zdzisław Grudzień, historyk i germanista dr hab. Jerzy Piotr Majchrzak i poeta Mieczysław J. Warszawski.

Nowy tom zielonogórskiej poetki utrzymany jest w konwencji wspomnieniowej i melancholijno-refleksyjnej, w realistycznym obrazowaniu, w ciepłym tonie, w przyjacielskiej czy nawet rodzinnej atmosferze. W klimacie familijno-towarzyskim, w którym poetka czuje się najlepiej i lubi najbardziej, stąd, zachwycona widokiem bliskich jej sercu czytelników, nie mogła powitać ich inaczej, jak głębokim westchnieniem: „Boże, jak ja kocham ludzi!”

Książkę otwiera wiersz poświęcony matce, w którym autorka opisuje jej urodę i pracowitość, spolegliwość i cichą, spokojną kobiecą naturę. Kolejne liryki Dom, Ulica, Dawna Zielona Góra czy Dawno w Zielonej Górze nawiązują do wspomnień z okresu dzieciństwa i młodości, do lat szkolnych i czasu beztroski spędzonego na ulicy Jeleniej w Zielonej Górze, gdzie poetka się wychowała i dorastała. W wierszu Dom czytamy:

Chałupa na Jeleniej pod trzynastką

Mieściła w sobie niedostatki

Tamtych lat

[…]

Okno z widokiem

Na przydomowy ogródek

W którym ojciec hodował króliki

Często zachodziło parą

Szmer, gwar miejskich ulic i jeżdżących dorożek oraz liczne rekwizyty w postaci szafy, stołu, łoża, ławeczki, kanapy, garnków, pieca, gąsiora z winem, kotła do prania, przydomowego ogródka, hodowlanych zwierząt i wysokich drzew – orzechów i topoli wypełniają karty poetyckie Katarzyny Jarosz-Rabiej. Poetka pisze:

Pamiętam plumkające w gąsiorze wino

Wielkie łóżko ze śpiącą w nim szóstką dzieci

Szafę na ubrania i okrągły stół

Przy którym odrabiałam lekcje

Słyszę jeszcze stukot końskich kopyt

Wspominam dorożki z kimającymi na koźle

Dorożkarzami wożącymi do chrztu moje siostry i braci

Krzątającą się wokół chałupy matkę

(wiersz Dom)

Powroty do dzieciństwa i okresu lat szkolnych, wspomnienia domu, rodziców i rodzeństwa, to częsty motyw w wierszach zielonogórskiej poetki. W utworze Dawno w Zielonej Górze mówi:

Dzieciństwo beztroskie

Zawdzięczamy tobie Matko

Jeszcze na Jeleniej pod trzynastym

Po nocach ślęczałaś dłubiąc igłą

[…]

Opowiadałaś bajki na dobranoc

Klęczałaś przed świętym obrazkiem

Mówiliśmy na głos „Ojcze nasz…”

Mieliśmy spokojne sny

[…]

Byliśmy ubodzy ale z zasadami

W HONOR AMBICJĘ SKROMNOŚĆ

Wyposażył nas ojciec

Rodzinny gród Bachusa poetka wspomina jako „małe, poniemieckie miasteczko” pełne winnic i ogrodów, uliczek i podwórek. Jawi się on jej jako miejsce idylliczne, bajeczne i natchnione. Swoją Itakę w wierszu Dawna Zielona Góra wspomina następująco:

Miasto winnic

Domków wrośniętych w ziemię

Ogrodów

Uliczek i ulic po których turkotały dorożki

Podwórek

Ludzi z różnych stron kraju i świata

Kościołów sklepików sąsiadów zwierząt

W tym cudownym miejscu zaraz po wojnie

Osiedlili się moi rodzice

Ukochane, winniczne miasto to przeważnie kilka ulic, gdzie toczyło się młodzieńcze życie poetki, jak Jelenia, Krakusa, Lisia, Zamkowa, Srebrna Góra, Chopin, Aleja Niepodległości, plac Słowiański i miejsca tak bliskie jej sercu, jak deptak, winnice, stary rynek wokół ratusza. Ale miasto to nie tylko jego magiczna urbanistyka i położenie, świąteczny nastrój Winobrania, ale przede wszystkim ludzie, którzy je przez lata tworzyli, wpływając twórczo na jego klimat, rozwój i kulturę. Stąd tak wiele znanych osób przewija się przez karty poetyckie tomu Zmyślone miasto. Odnaleźć tu można wielu wybitnych i ongiś cenionych zielonogórzan, jak malarzy Klema Felchnerowskiego, Hilarego Gwizdałę i Stefana Słockiego, redaktorów miejscowej gazety Henryka Ankiewicza i Halinę Ańską, poetkę Annę Tokarską, pisarza Janusza Koniusza, muzealnika Jana Muszyńskiego, redaktora radiowego Tomasza Florkowskiego, reżysera operowego Ryszarda Peryta, proboszcza Kazimierza Michalskiego, fotografa i reżysera Wiesława Hudona, szambelana i publicystę Zdzisława Piotrowskiego czy wspomnianych wcześniej – literata Mieczysława Warszawskiego i aktora Lubuskiego Teatru Zdzisława Grudnia.

Ludzi kultury autorka wspomina, wracając pamięcią do miejsc z nimi kojarzonych, np. deptaka wokół ratusza, baru Niger czy budynku muzeum, gdzie ich często spotykała. W wierszu W jesiennej zadumie osamotniony podmiot żali się na ich brak i uskarża, że już odeszli do wieczności:

Teraz idą za mną oba za nogą

Przez ulice Zielonej Góry…

Mijamy deptak

Wleczemy się przez Podgórną

Nie wiem tylko dlaczego

Robi mi się coraz smutniej

A tusz z rzęs

Rozmazuje mi się pod oczami

Funeralno-wspomnieniowy ton pobrzmiewa jeszcze w wielu miejsca poezji Katarzyny Jarosz-Rabiej, która przywołuje pamięć babci, ojca, matki, braci czy zmarłych przyjaciół. Motyw przemijania i odchodzenia ludzi i rzeczy w niepamięć poetka chce zatrzymać jak najdłużej, stąd w jej wierszach pojawia się mnóstwo retrospektywnych wątków i reminiscencji z przeszłości. Ewokacja czasu minionego, komemoracja, wskrzeszanie zdarzeń utkwionych w pamięci wybrzmiewają echem melancholii i sentymentu, i jeśli nie mówią wprost, to zwykle są podszyte niemal w każdym tekście Zmyślonego miasta.

Obrachunek z przeszłością, tęsknota za czasem minionym, szkolną ławką i podwórkiem to również moment na przywołanie znajomych, koleżanek i kolegów z jednej klasy, ze szkoły, ze wspólnej ulicy, jak jazzowej śpiewaczki Urszuli Dudziak czy cyganologa i etnografa Adama Bartosza oraz tych, co już nie żyją – zasłużonych dla polskiej kultury artystów: Peryta i Hudona. Ale to też czas na zatrzymanie się, zastanowienie, na spojrzenie wstecz, ale i we własną przyszłość, coraz bliższą ziemskiego kresu. A sprzyjają temu nastrojowe, poetyckie obrazy nadchodzącego wieczoru, deszczu, jesiennej zadumy, zimowego spaceru, które kreśli poetka. W utworze Czwartki lubuskie poetka przywołuje literackie spotkania i pisarzy, snując żałosną myśl:

Jakoś mi smutno w ten czwartek…

Czuję przejmującą samotność

Wyczekując tych

Którzy nigdy tutaj nie przyjdą

Miejsce w którym było nam dobrze

W wierszu Pod wieczór podmiot wyznaje:

Zanim ułożę się do snu

Zmówię „zdrowaśkę” za tych

Których już nie spotkam

Na schodach

Ani w żadnym miejscu Zielonej Góry

Którą tak kocham…

Z kolei w tekście zatytułowanym Angielskie wyjście rozpamiętuje przyjaciół, z którymi razem się bawiła, śmiała, cieszyła, a teraz co kilka lat żegna kogoś, towarzysząc mu w ostatniej drodze, wyrażając zarazem nadzieję na ich „odnalezienie w lepszym świecie”. Poetka konstatuje:

Marzę by żyć jak najdłużej

Wracając z pogrzebów

Bliskich

Będę lepsza – powtarzam w duchu

Czasem się spełniają przyrzeczenia

Czasem…

Życie toczy się

Świat zaczyna się co dzień

Od nowa…

W zamykającym tom wierszu Kiedyś autorka, przeczuwając własny koniec ziemskiej peregrynacji, opisuje swoją teraźniejszość wypełnioną rozpaczliwą pustką po zmarłych, przekornie zastanawia się nad śmiercią, która nieuchronnie, lecz wcale nie złowieszczo, zbliża się co dnia:

 

Kiedyś może nawet niedługo

Będę musiała stąd odejść

Z tych ulic zielonych

Opuścić winne wzgórza

W niepamięć posłać

Dawnych ukochanych

Smutek znienacka

Osacza mój pokój

Pusty

Choć cały od wspomnień

[…]

Po mnie też kiedyś może

Niebo się rozpłacze

 

Okładka książki zmyślone miasto autorstwa Katarzyny Jarosz-Rabiej. Przedstawia ciąg kamienic oraz deszcz ludzi ubranych na czarno.

Ostatni zbiorek liryków Katarzyny Jarosz-Rabiej czyta się płynnie, poprzez nagromadzoną retrospekcję spaceruje się wraz z poetką po ulicach jej rodzinnego miasta i odszukuje bliskich jej osób lub miejsc. Język poetycki nie jest wyszukany, nie ma tu mgławic metafor, epitetów, przenośni czy niedwuznacznych symboli i odwołań. Poetka pisze dosłownie, serdecznie, od serca, realistycznie, nazywa rzeczy po imieniu. W swoim poetyckim obrazowaniu jest do bólu szczera, ale i łagodna, co zaświadcza o prawdziwości jej uczuć i intencji.

Robert Rudiak

                                                                Obrazek książki. Narysowany ołówkiem. Jest otwarta mniej-więcej na środku. Czarnobiały

The post Zmyślone miasto i prawdziwi ludzie w poezji Katarzyny Jarosz-Rabiej (Katarzyna Jarosz-Rabiej, Zmyślone miasto) appeared first on Pro Libris.

]]>
Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) https://prolibris.net.pl/konfesyjna-poetka/ Wed, 22 Feb 2023 17:40:20 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7582 Robert Rudiak

The post Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>

Konfesyjna poetyka Agnieszki Ginko

Agnieszka Ginko, Aż tyle, Wyd. Pro Libris, Zielona Góra 2022, 36 s.

Agnieszka Ginko, zielonogórska poetka i autorka książek dla dzieci, wydała właśnie trzeci zbiór wierszy, zatytułowany Aż tyle, firmowany przez Instytut Literatury, który wsparł wydanie jej wierszy w ramach Tarczy dla Literatów.

Nowy tom liczy 29 utworów, niezwykle osobistych, intymnych, mających formę wyznania czy spowiedzi, co charakterem wplata się w nurt poezji konfesyjnej, zapoczątkowany w połowie XX wieku przez amerykańskich liryków, jak Sylvia Plath, Anne Sexton czy John Berryman. Ale poezja Ginko w odróżnieniu od pisarzy amerykańskich nie rejestruje upadku psychicznego człowieka spowodowanego stanem zagrożenia istnienia czy utraty tożsamości. Absolutnie nie łączy egzystencji ludzkiej ze sprawami społecznymi, politycznymi i ekonomicznymi, które determinują jej los i wpływają na samoświadomość. U Ginko jest odwrotnie, poetka daje świadectwo wszechstronnej akceptacji świata, jego pełnej afirmacji i całkowitej, bezwarunkowej adoracji, która przejawia się w… miłości, dodajmy w miłości do wszystkiego, a nade wszystko do rodziny, dzieci, domu, miasta, natury, ciała, do poezji i do życia w każdej formie i w każdym czasie… Od miłości bowiem wszystko się zaczyna i na niej kończy, i tak też widzi ją poetka, rozpoczynając swój zbiorek od słów: „tak, pomimo wszystko, to jest miłość / jak ogórek zjadany po plasterku”.

Bordowa okładka książki z napisem Aż tyle na środku i Agnieszka Ginko na górze.

Poetka odbiera rzeczywistość niezwykle osobliwie, zarówno somatycznie, jak i podświadomie, sensorycznie i instynktownie. Kobieca intuicyjność wybrzmiewa w każdym wierszu, podobnie jak poetycka duchowość, gdyż podmiot jej utworów jest niezwykle delikatny, kobieco ciepły i kruchy; to w istocie kobieca dusza wrażliwa na słowa, szepty, bełkoty oraz niewieście, nadwrażliwe ciało czułe na dotyk, pieszczotę, muśnięcie, umysł wyczulony na przeróżne bodźce i doznania, na smaki, zapachy czy na impulsywne dźwięki – krzyk, śmiech, niekiedy ciszę. Właśnie opisy cielesnych przeobrażeń powodowanych przez upływający czas znajdujemy w takich wierszach, jak Viva la vie, Podpora, Wiersz urodzinowy dla siebie, Pauza i Cieleśnie. W tym ostatnim tekście, pełnym zmienności nastrojów, podmiot wyznaje:

 

raz krwawi, raz nie krwawi

nie powinno już rodzić,

skracają mu się cykle […]

chce próbować wszystkiego.

kiedy jak nie teraz?

grzeszy i nie grzeszy we śnie.

budzi się zawsze spragnione. […]

często rośnie, puchnie jak ciasto drożdżowe,

oblizuje łyżki.

i nic go już nie zmiecie,

nie zwali z nóg

tylko śmierć.

 

Stąd podmiot rozmawia ze swoim ciałem, traktuje je jak powiernika i sprzymierzeńca, a czasem nawet racjonalnie upomina, przywołuje do porządku i hamuje jego popędy. Tak dzieje się w lirycznym przekazie pt. Pauza:

 

już się zaczęła.

ani strużki, ani kropelki.

nikogo już nie urodzisz, ciało,

lecz wyluzuj. […]

wyluzuj, ciało, bo już nic nie musisz udowadniać.

 

Przejmująca polemika z ciałem, z jego fizycznością i przemijalnością pojawia się też w tekście Rodowód, w którym podmiot poszukuje swojej organicznej genezy i cielesnej tożsamości:

 

wywodzę się z czasu, który nie jest rzeką,

ale jeziorem bez dna otaczającym brzeg.

z mułu bez smaku i kształtu. […]

wywodzę się z ciała, w którym drzemie lawina.

z włosów rozebranych na satynie, puchu, aksamicie.

z czerwonych włókien wyobraźni.

z wody, która się mieni.

wywodzę się z gardła

i zdradliwego wodospadu języka.

 

Ciało dla autorki Aż tyle to doskonały punkt obserwacji przepływającego przez nie czasu i zmian na nim zachodzących, dlatego chętnie relacjonuje wypieki, łzy, pot, położenie włosów, pojawiające się napięcia, zmarszczki, bóle, rany i krew czy zmiany zachodzące pod wpływem dotyku. W wierszach Ginko jej podmiot zdaje się być zauroczony ferią doznań i emocji, rozkoszuje się i zachwyca cudownością natury, w której wszystko ma dla jej kobiecego odczuwania wielorakie i również symboliczne znaczenie, zarówno kształty, kolory, ruch, oddech, dźwięk, światło, bliskość drugiego człowieka, jak i złożoność przyrody. Poznaje zatem dookolny świat wszystkimi zmysłami, synestezyjnie i atawistycznie zarazem, stąd tak wiele pojawia się alegorycznych motywów i paralelizmów. Jednym z najczęściej spotykanych jest motyw akwatyczny, gdyż woda występuje pod każdą postacią ciekłą i stałą, jako ocean, morze, rzeka, jezioro, fala, wodospad, śnieg, lód, zaspa czy lawina, a niekiedy konotacje sięgają dalej, gdyż pod postacią wody i piasku (błoto, muł, dno), a jej atrybuty mogą stanowić np. przystań, brzeg, ląd, świat podwodny, ryby, ślimaki, a nawet wiadro i pralka. Woda ma w tym przypadku istotne znaczenie, to źródło oczyszczenia, niemal rytualna ablucja i duchowe katharsis, nadające zbawienną moc. Podobnie jest z kolorem białym, ukazanym na przykład w postaci zimy czy śniegu, bieli kojarzonej często z niewinnością i czystością, posiadającej również ożywczą siłę odkupienia, życiowej energii i optymizmu. Innym, nie mniej istotnym motywem w poetyce Ginko jest leśna natura z przypisaną jej scenerią drzew, świerków, gałęzi, liści, kory, grzybów, pokrzyw i ostów oraz sztafażem w postaci różnorodnego ptactwa. Las to miejsce wyciszenia i psychicznego odpoczynku, szczęśliwy czas spędzany rodzinnie na rekreacji i podpatrywaniu przyrody. Kontemplacja, pojednanie ze światem i pogodzenie z nieuchronnym biegiem biologicznego zegara w poezji Agnieszki Ginko przyjmuje również postać pożegnania z najbliższymi i z mijającym czasem, z umierającą matką, dorastającym synem, z odchodzącym przyjacielem. Stąd radość z chwili obcowania z nimi w sytuacji i czasie, w którym jeszcze tkwią i są przy podmiocie, jak w lirykach: Wiersz dla niej, Wiersz do przyjaciela, Ostatnie pranie i Koszulka. W Wierszu dla niej poświęconemu matce, podmiot wyznaje:

 

dzisiaj ma urodziny.

jeszcze zdążę złożyć jej życzenia.

pojadę do szpitala

popatrzeć, jak śpi,

jak oddycha pod tlenem.

jeszcze zdążę dotknąć jej dłoni.

 

W najnowszym tomie zielonogórskiej poetki można również odnaleźć kilka istotnych dla niej autotematycznych utworów, w których zwraca się do własnej twórczości, rozmawia ze swoimi wierszami, a tak dzieje się w Wierszu do wiersza i Po śladach, gdzie podmiot mówi:

 

wrócę do ciebie, wierszu,

ale jeszcze nie teraz

najpierw popatrzę na puste miejsce przy stole […]

 

Albo w wierszu bez tytułu (inc. „trudno jest kochać i nie kochać…”), w którym expressis verbis poetka stwierdza, że wiersz ocala od zapomnienia, zatrzymuje to, co przeminąć musi, jest niejako pomostem między teraźniejszością a nadchodzącą chwilą, kronikarskim zapisem tego, co wydarza się tu i teraz, i zarazem cenną pamiątką na przyszłe lata:

 

ocal niespieszne poranki rozmów z dziećmi.

spraw, by język najadł się śmiechem. […]

żeby można było się witać i ściskać,

przysunąć, by zamienić słówko

w bliskości dosłownej.

 

Poetka dobiegająca półwiecza ma silne poczucie przemijalności czasu, wie, że dziecko podrośnie i odejdzie z domu, że beztroski czas młodości się skończy, że bliscy i przyjaciele poumierają, a ciało się zestarzeje, stąd całą nadzieję pokłada w słowie pisanym. Pozostaje jej więc tylko poezja, ale zarazem ma świadomość, że ona nie uleczy, ale tylko ukoi. Poezja daje jej siłę, sprawia, że ciągle jest ciekawa świata, ale świat ten też wartościuje i dzieli; świat przedmiotów na ważne i nieistotne, świat natury na trwały i przelotny… A mowa i słowa dla poetki to kakofoniczne podszepty i szumy, są one dla niej mało ważne, odbiera je jako zawiłe i poplątane, zdające się być dla niej tylko pulsowaniem światła i ciemności. W utworze Podszept podmiot konstatuje:

 

szukam cię, kiedy wierzę

i kiedy nie wierzę w to światło,

które wpada do pokoju zawsze inne. […]

ale jesteś w tym ze mną.

i jesteś – podszept do ucha.

niby nic, a jest bliskość.

 

Wiersze Agnieszki Ginko w jej ostatnim zbiorze są niebywale familiarne i specyficznie konfidencjonalne, poetka szczerze dzieli się z czytelnikiem swoją prywatnością, czy też nawet niekiedy się przed nim spowiada ze swoich słabości, wyznaje lęki, obawy i niepokoje. Są to wiersze bardzo autentyczne, emocjonalne i uczuciowe, napisane językiem potocznym, prosto od serca, niekiedy wręcz celowo trącające o infantylizm, bo też poetka podszyta jest dzieckiem; dziecięctwo wciąż w niej jest, budzi się i drzemie, świat dziecka odradza się w niej nieskończenie, gaśnie i wybucha na nowo. Jej konfirmacyjne wiersze niewątpliwie stanowią dokument ugody ze światem teraźniejszym, są dowodem jej akceptacji czasu minionego oraz zawartym kompromisem z własnym losem i adaptacją nadchodzącej przyszłości. Remedium na pogodzenie ze światem i otoczeniem stanowi miłość, która w lirykach Ginko jest wszechobecna, jest sensem jej istnienia duchowego i cielesnego, niemal w każdym utworze czuć jej rotację, wibrowanie, falowanie, ujawnia się w jej patrzeniu na dookolną przestrzeń i w jej podejściu do bliskich czy natury. Dlatego w jej utworach można odnaleźć kilka refleksyjnych, urokliwych, pouczających perełek, typu: „ten, kto szuka, znajdzie / ten, kto kocha, nie krzyczy” (Małej).

Autorka – co też warto zasygnalizować – nie stroni w wierszach od neologizmów, młodzieżowego slangu i nowomowy, przywołuje na kartach swojej twórczości marki topowej odzieży, telewizyjne platformy filmowe i programy rozrywkowe, różne postacie znane z ekranu czy też produkty codziennego użytku, co nadaje jej pewien wymiar realnej nowoczesności i ekscentrycznej oryginalności.

Robert Rudiak

The post Konfesyjna poetyka (Agnieszki Ginko Agnieszka Ginko, Aż tyle) appeared first on Pro Libris.

]]>
Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formynad treścią https://prolibris.net.pl/murki-czyli-niekoniecznie-wyzszosc-poetyckiej-formynad-trescia/ Sun, 11 Dec 2022 12:53:45 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=5841 Robert Rudiak

The post Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy<br>nad treścią appeared first on Pro Libris.

]]>

Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy
nad treścią

Maria Jolanta Fraszewska, Płonące języczki/Tongues in fire, tłum. Marek Marciniak, posł. Donata Wolska, Wydawnictwo Organon, Zielona Góra 2021, 103 s.

Z końcem 2021 roku ukazał się dziewiąty zbiorek wierszy Marii Jolanty Fraszewskiej, pierwszej i bodaj jedynej poetyki lingwistycznej na Ziemi Lubuskiej. Najnowsze, dwujęzyczne dzieło nosi tytuł Płonące języczki, czyli po angielsku Tongues in fire. Znalazło się w nim 79 utworów wybranych sponad 850 jej tekstów zamieszczonych na portalu eMULTIpoetry prowadzonym od 2008 roku przez Fundację Poemat Michała Zabłockiego. W ramach europejskiego projektu Grundtvig teksty autorów biorących w nim udział były tłumaczone na język angielski i w latach 2013-2019 wyświetlane na murach kamienicy przy ul. Brackiej w Krakowie, stąd ich ogólna nazwa – „Wall”, czyli polskie „Murki”. Jednak, aby wiersze mogły trafić na fasadę, musiały spełnić formalny wymóg wersyfikacyjny – składać się z pięciu wersów, a więc posiadać krótką formę liryczną.

Teksty mają więc formę „nietypową” – pisze w Słowie wstępnym autorka, gdyż „to właśnie forma narzuca regułę”, a „Murki to krótkie wiersze związane z konkretną formą. Wiersz musi składać się z pięciu wersów, a w każdym może być co najwyżej trzydzieści znaków. […] Być może ze względu na innowacyjną formę ten krótki wiersz, złapie wiatr w skrzydła…” – dodaje poetka.

Utwory w zbiorze Fraszewskiej są zatem niekonwencjonalne – nie mają tytułów, lecz numery, każdy posiada swoją wersję w tłumaczeniu angielskim, pod każdym znajduje się data powstania i są one ułożone nie tematycznie, ale właśnie chronologicznie, od najstarszego z 2013 po ostatnie z 2019 roku. Czym są więc owe niecodzienne wiersze? We wstępie autorka już napisała, że nie są to japońskie haiku. Nie są to też fraszki, epigramaty czy aforyzmy. Czym więc są? Z pewnością murki to pentastychy lub kwintyle, wiersze stychiczne, mocno zbliżone do limeryku powstałego w XVIII wieku w Irlandii, czyli miniaturki lirycznej o skodyfikowanej strukturze.

Jak zatem zbudowane są murki-miniaturki Marii Fraszewskiej? Najprościej i bez przekłamania można powiedzieć, że różnorodnie, choć zwykle pierwszy wers stanowi tezę (aksjomat), drugi jest jej rozwinięciem, trzeci i czwarty mają charakter opisowo-refleksyjny, a piąty stanowi podsumowanie, czyli konkluzję (puentę). Inauguracyjny tekst rozpoczyna stwierdzenie: „wszystko jest Tobą”, co raczej należy odnosić do Stwórcy, bowiem w alchemiczny sposób poetka w części refleksyjnej dopowiada, a w ostatnim wersie kategorycznie stwierdza:

 

każdy kamień składa się

z piasku każda ziemia tworzy

słońce w zachodach i wschodach

Wiele utworów Fraszewskiej posiada ten właśnie wersyfikacyjny typ budowy, tak jest np. w utworze oznaczonym numerem 9, gdzie wers otwierający to słowo-teza (i niejako tytuł wiersza), wersy środkowe (2-4) stanowią formę opisową, po której następuje ostro zarysowana puenta w ostatnim wersie:

 

Horyzont

Most, który zwodzi ludzi.

Zawiesza marzenia

na szklanym sznurku.

Tylko brzaski brzęczą.

Podobny układ kompozycyjny posiada np. wiersz numer 10, w którym, zazwyczaj bezosobowy, podmiot oznajmia:

 

cicho dojrzewa las

wiatr namalowany

na ścianie deszczu

przytula niebo do ziemi

deszcz tylko słucha

Ale zdarzają się w tych „murkach” odmienne koncepty, w których teza jest jak zawsze na początku, ale wersy 2-3 stanowią opis, a wersy 4-5 refleksję podsumowującą utwór, jak w wierszu nr 4:

 

pomyśl do przodu

spójrz jak świat

jest pięknie urządzony

siedzi spokojnie

na kanapie w twoim umyśle

Lub odwrotnie, gdzie trzy pierwsze wersy są objaśnieniem (relacją, fabułą), a dwa ostatnie kontemplacją i wnioskiem niejako:

słońce podnosi się

z brzegu horyzontu

trwa słoneczny blask

wiatr wygania na ulice

samotnych żebraków spojrzenia

A także w wierszu nr 7, gdzie spotykamy jeszcze inną konstrukcję, bowiem cztery pierwsze wersy są syntetycznym obrazowaniem natury, a ostatni jest konstatacją:

 

wizerunek wiatru

na kształt

i podobieństwo twoje

uwieszę u szyi

jabłka wyniosę na targ

W Posłowiu do tomu Fraszewskiej autorstwa Donaty Wolskiej czytelnik może znaleźć wiele pomocnych objaśnień i wniosków. Wolska nazywa wiersze zawarte w zbiorze Płonące języczki miniaturowymi lub wręcz ascetycznymi formami poetyckimi, które „mimo oszczędności wyrazu są skarbnicą emocji, refleksji i wrażliwości” poetki, która „zagłębia się w otaczającą ją rzeczywistość, podkreśla silną więź z przyrodą, z którą obcuje w mistyczny wręcz sposób”, bowiem liryka Fraszewskiej „odzwierciedla jej nieco przekorną, kobiecą naturę”. Wiele racji ma Donata Wolska, twierdząc, że liryki zielonogórskiej poetki „przepojone są delikatną zmysłowością”, że instynktownie opisuje ona „kruchość oraz nieuchronność przemijania”, że wiersze jej łączy „wspólna myśl przewodnia, którą jest antropocentryzm” i przede wszystkim, że poetka „atrybutom przyrody nadaje ludzki wymiar”. Dlatego też w poezji Fraszewskiej częstymi motywami są zwykle ulotne atrybuty i siły natury, jak: wiatr, deszcz, krople, kałuża, upał lub żar, blask słoneczny, promienie, światło, chmury lub obłoki, bądź jesienne liście. Przeciwieństwem ich będą z kolei stabilne czy statyczne obrazy w postaci horyzontu, krajobrazu, drzew, lasu, mostu lub ciemności i ciszy, na tle których podmiot snuje liryczną opowieść.

Poetka często stosuje różne figury retoryczne od personifikacji, antropomorfizacji, animizacji po hiperbolę, synekdochę, metonimię i oksymoron, a nawet akrostych. W tej grze figur stylistycznych, metafor, wyszukanych porównań i epitetów poetka czuje się doskonale. W końcu lingwizm i zabawa słowem to jej ulubiony żywioł. W najnowszym zbiorku Fraszewskiej nie znajdziemy jednak zbyt wiele typowo lingwistycznych łamigłówek czy werbalnych szarad, prawdopodobnie z uwagi na ograniczenia strukturalne wierszy, których musiała kategorycznie przestrzegać. Do typowych utworów, w których poetka zastosowała wariant zabawy językowej i słowotwórczej, można zaliczyć ten o numerze 12:

 

piękna Helena

się

jak

może

troi

Lub w tekście nr 22, gdzie podmiot oznajmia:

 

[…] dreszcze deszczy

zalewają potoki

chórzy się

Jak też w utworze nr 63:

 

drzewa rosną powoli

do woli chłoną powietrze

po wietrze ociera się ptak […]

W – co trzeba przyznać – eksperymentalnych utworach lubuskiej liryczki znaleźć można też wiele ciekawych, bowiem intrygujących i warsztatowo całkiem udanych i zgrabnych maksym, zawartych zwykle w jednym lub dwóch wersach, np.: „kobieta przymknęła oczy / świat zawirował” (utwór nr 5), „wobec mężczyzn jestem bezradna / jak wobec kranów” (nr 13), „kobieta w czułości pięknieje” (nr 27), „kłamstwo krótkie ma poranki” (nr 29), „zapałka wskrzeszająca słońce” (nr 39) i „mężczyzna nadciąga jak chmura” (nr 55). W kilku miniaturach widać także wyraźne odwołania do poezji Anny Świrszczyńskiej, która dla zielonogórskiej poetki stanowi guru. Tak dzieje się w tekstach numer 32, 46, 56 i 73. W tekście nr 46 podmiot liryczny opisuje sytuację:

od lat byli parą

stali i rozmawiali

wiatr wiał im

prosto w oczy

Jednak obok poważnych tekstualnie wierszy, niekiedy filozoficznych, alegorycznych i melancholijnych w wymowie (nr 23, 34, 42, 59) oraz utworów czysto lingwistycznych (nr 21, 22, 40, 43, 63, 65, 71, 76), trafiają się teksty pełne zadziwienia i oczarowania dookolnym światem obserwowanym oczami dziewczynki (nr 8, 19, 24), miniatury bardzo ekspresyjne i emocjonalne, by nie rzec egzystencjalne, w których z kolei wybrzmiewa głos dojrzałej, doświadczonej życiem kobiety (nr 2, 5, 13, 18, 25, 27, 40, 49, 66, 75), formy sentymentalno-retrospekcyjne (nr 69 i 71), teksty quasi-patriotyczne (nr 52 i 61) czy wreszcie liryki pełne ironii, humoru i słownego dowcipu (nr 30, 44, 56, 58, 64, 72). Dowodem tego jest żartobliwa scenka z pięciowersu nr 72:

 

pan komputer

bardzo chory

pod pachę go biorę

i do serwisu prowadzę

w poczekalni kolejka androidów

A także satyryczny obrazek nr 64, w którym:

 

coraz bardziej rozczarowane

wiedźmy i czarownice

wkładają latające talerze

do zmywarek

Bogaty wachlarz tematyczny oraz istny konglomerat motywów i środków artystycznych zawartych w miniaturach Marii Fraszewskiej odbierać należy jako świetne przygotowanie warsztatowe poetki, doskonałą umiejętność operowania słowem i nade wszystko posiadanie nieprzeciętnej wyobraźni poetyckiej. Świadczy o tym choćby tekst nr 21:

w kącie ziemi

wystraszony człowiek

przybija morze

gwoździami

do brzegu

Myślę, że Maria Jolanta Fraszewska właśnie poprzez „murki”, rzucające poetom wersyfikacyjne (formalne) wymogi i ograniczenia w swobodzie literackiego przekazu, poprzez swój kunszt wykazała, że można pokonać owe bariery i wykazać się pełnią treści, czyli wypowiedzieć do końca, spełnić w poetyckiej relacji i ukazać w przekazie lirycznym własną wizję świata. Dodajmy – świata z jego smutkami, troskami i radościami, z jego delikatnością i brutalnością, naturalnością i odmiennością, mistycyzmem i realnością, przemijalnością i trwałością, przeznaczeniem i wiecznością… I co przede wszystkim ważne, udało się poetce dogłębnie wypowiedzieć zwłaszcza w kontekście kobiecym, a więc poprzez pryzmat transcendentnego i intuicyjnego odczuwania rzeczywistości, w której związek natury i człowieka jest nierozerwalny i ponadczasowy.

Robert Rudiak

The post Murki, czyli niekoniecznie wyższość poetyckiej formy<br>nad treścią appeared first on Pro Libris.

]]>
Dziesiąta muza w regionie lubuskim i dolnośląskim (Radosław Domke, Jacek Szymala, Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, Księgarnia Akademicka, Zielona Góra – Wrocław – Kraków 2020, 264 s.) https://prolibris.net.pl/rudiak-domke-szymala/ Thu, 27 Oct 2022 19:46:30 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=3794 Robert Rudiak

The post Dziesiąta muza w regionie lubuskim i dolnośląskim (Radosław Domke, Jacek Szymala, Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, Księgarnia Akademicka, Zielona Góra – Wrocław – Kraków 2020, 264 s.) appeared first on Pro Libris.

]]>

Dziesiąta muza w regionie lubuskim i dolnośląskim

Radosław Domke, Jacek Szymala, Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, Księgarnia Akademicka, Zielona Góra – Wrocław – Kraków 2020, 264 s.

Najnowsza, wspólnie napisana książka naukowa Radosława Domkego i Jacka Szymali zatytułowana Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, wydana w ramach serii wydawniczej „Historia w Mediach”, to istne kompendium z dziedziny współczesnej kinematografii tych regionów. Nie było wcześniej na tych i o tych terenach pozycji, która dokonałaby tak głębokiej eksploracji historycznej filmów nakręconych o zachodnich „Ziemiach Odzyskanych”, czy też przedstawiła narodziny filmoteki lubuskiej, czyli obrazów ruchomych powstałych na Środkowym Nadodrzu i stworzonych przez miejscowych reżyserów.

Już w 1957 roku, czyli krótko po przełomie październikowym, w Zielonej Górze powstał Amatorski Klub Filmowy „Kamera” przy Okręgowym Zarządzie Kin, złożony ze studentów łódzkiej szkoły filmowej, którzy na taśmie 35 mm nakręcili pierwszy dokument I znów minął rok. Rok później klub przeszedł pod skrzydła Lubuskiego Towarzystwa Kultury i przemianowany został na Lubuski Klub Filmowy im. Érica Rohmera. Klub realizował produkcje dokumentalne na potrzeby dziennika telewizyjnego i central filmowych w kraju, ukazując przyrodę lubuską i jej walory turystyczne, jak też pracę robotników największych kombinatów produkcyjnych. Pierwszy był więc film propagandowy z 1958 roku pt. Była i jest nasza o piastowskich korzeniach Ziemi Lubuskiej.

Jako ciekawostkę należy przytoczyć, że najstarszy festiwal filmowy w naszym kraju powstał właśnie w Lubuskiem, w Łagowie koło Świebodzina, leżącym w ówczesnym województwie zielonogórskim. Zainaugurował on swoją działalność już w 1969 roku jako Lubuskie Lato Filmowe, a jego organizatorami było Stowarzyszenie Filmowców Polskich oraz LTK. Nagroda główna festiwalu to Złote Grono, a pierwszym jej zdobywcą był Kazimierz Kutz. W latach późniejszych laureatami jej byli m.in. Andrzej Wajda, Sylwester Chęciński, Janusz Morgenstern, Krzysztof Zanussi, Feliks Falk czy Krzysztof Kieślowski. Lubuskie Lato Filmowe organizowane jest w Łagowie do dziś, a projekcje odbywają się w amfiteatrze lub w salach kinowych i zamkowych, którym zwykle towarzyszą dyskusje publiczności z twórcami, aktorami i krytykami filmowymi.

Autorzy regionalnej monografii filmowej to badacze historii z Uniwersytetu Zielonogórskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy w ciągu dwóch lat pracy przebadali blisko aż 500 filmów związanych z Ziemią Lubuską i Dolnym Śląskiem, bądź nawiązujących do tematyki tych ziem poniemieckich, które w filmotece polskiej zajmowały istotne miejsce, zwykle jako obrazy-świadectwa powojennego osadnictwa oraz dokumenty początków życia przesiedleńców i repatriantów w nowej dla nich rzeczywistości.

Okładka książki. Przedstawia mapę, na którą nałożony jest tytuł.

Pracę badawczą Domkego i Szymali rozpoczyna wstęp, w którym autorzy przedstawili ogólną charakterystykę książki i podjętego w niej tematu, przedstawili jej metodologię i kompozycję, zaprezentowali kryteria chronologiczne i geograficzne przedstawionych w publikacji obrazów filmowych, ukazali dotychczasowy stan badań w tej materii, a także
określili cel własnych analiz i poszukiwań oraz zawarli zarys historii kultury filmowej, jaki utrwalił się po drugiej wojnie światowej. Tutaj badacze napisali: „Monografia stanowi zbiór impresji, jest zestawem rozważań o filmach dokumentalnych i fabularnych, ułożonych na ogół chronologicznie i tematycznie. Efekt naszej pracy to raczej propozycja niż podręcznik, przyczynek, a nie hermetyczne studium. […] Film definiujemy szeroko jako widzialność obcowania człowieka z kamerą; nie było dla nas istotne rozróżnienie na produkcje kinowe i telewizyjne, za sprawę drugorzędną uznajemy także gatunek, o ile w ogóle współcześnie można mówić o kinie gatunków”.

Dotychczasowy zakres i poziom badań nad tematyką filmoznawczą wskazanych regionów zachodniej Polski nie jest obfity, stanowią go głównie branżowe czasopisma małego i dużego ekranu, prasa regionalna, przewodniki i periodyki turystyczne lub muzealne, niepublikowane prace dyplomowe studentów wrocławskiej uczelni oraz źródła internetowe, zwłaszcza znakomicie skatalogowana baza filmoteki polskiej na portalu filmu polskiego – serwisu stworzonego przez Szkołę Filmową w Łodzi. Odrębne, acz istotne źródło wiedzy stanowią zasoby Polskiej Kroniki Filmowej, zarówno w warstwie wizualnej, jak i lektorskiej (narracyjnej). Nadrzędnym celem powstania monografii było uporządkowanie narracji filmowych związanych z pasem południowo-zachodnim kraju, drugą zaś intencją było stworzenie przewodnika historycznego po filmach i zarazem regionalnej mapy filmowej z zaznaczeniem miejscowości lubuskich i dolnośląskich, w których kręcono produkcje filmowe lub choćby tylko poszczególne ujęcia.

Zasadniczy trzon monografii stanowią części pierwsza i druga – podejmujące i szeroko opisujące regiony lubuski i dolnośląski w filmach dokumentalnych i fabularnych. Obrazowi dokumentacyjnemu poświęcona jest część pierwsza, w której poddano analizie ponad 150 filmów krótkometrażowych, ponad 50 nagrań Polskiej Kroniki Filmowej oraz kilkadziesiąt programów telewizyjnych, głównie materiałów edukacyjnych, oświatowych, przyrodniczych etc. W części drugiej zajęto się studiami nad filmem pełnometrażowym, tutaj prześledzono ponad sto produkcji kinowych i telewizyjnych, zrealizowanych zarówno na Dolnym Śląsku, jak i Ziemi Lubuskiej lub też im poświęconych tematycznie, lecz których produkcja odbywała się już poza wymienionymi obszarami terytorialnymi.

Poszczególne rozdziały tej części odnoszą się do nadodrzańskiego przemysłu ciężkiego, omawiają kolejnictwo na Ziemiach Zachodnich, np. produkcję wagonów (Pafawag we Wrocławiu i Zastal w Zielonej Górze) oraz potrzebę budowy połączeń kolejowych i mostowych nad Odrą i Nysą Łużycką, a z czasem ich elektryfikację. Oddzielne passusy autorzy poświęcili ukazaniu Dolnego Śląska w filmach przyrodniczych Włodzimierza Puchalskiego czy dokumentalnych i historycznych Włodzimierza Kałkowskiego i Roberta Standy. Podobny temat regionu dolnośląskiego wykorzystano w filmach o tematyce krajoznawczej, zwłaszcza górskiej, dotyczącej Sudetów i Karkonoszy oraz jaskini niedźwiedziej w Kletnie koło Kłodzka. Osobne tematy przeznaczyli autorzy filmowej monografii wynalazkom i dziedzictwu kulturowemu, np. pracy nad pierwszym polskim komputerem Odra we wrocławskiej fabryce Elwro, wrocławskiemu Muzeum Poczty i Telekomunikacji, kulturze muzycznej i działalności ośrodków sanatoryjnych w Dusznikach Zdroju oraz reportażom historycznym Śladami Piastów Śląskich i Panoramie Racławickiej, a także materiałom filmowym o wydobyciu miedzi w regionie legnicko-głogowskim czy też torfowym preparacie leczniczym – wynalazku wrocławskiego uczonego Stanisława Tołpy.

W XXI wieku powstało też kilka dokumentów krajoznawczych i dokumentarno-historycznych nawiązujących do Ziemi Lubuskiej, jak film o Parku Mużakowskim w Łęknicy czy o wydarzeniach zielonogórskich 1960 roku związanych z obroną Domu Katolickiego, a także impresji filmowych ukazujących krajobrazy polskich Łużyc i Doliny Bobru.

Część drugą publikacji, prezentującą filmy fabularne zrealizowane na środkowo-południowym Nadodrzu, otwiera dramat wojenny Godziny nadziei z 1955 roku Jana Rybkowskiego nakręcony na zamku łagowskim oraz obraz psychologiczny z 1960 roku Nikt nie woła w reżyserii Kazimierza Kutza, zrealizowany w Bystrzycy Kłodzkiej, który przedstawia młodych migrantów trafiających na Ziemie Odzyskane. Pierwsze lata powojennego osadnictwa na „piastowskim Dzikim Zachodzie” świetnie obrazuje western z 1964 roku. Prawo i pięść Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego, z urokliwą balladą Krzysztofa Komedy, i choć film opowiada o losie napływowej ludności walczącej z szabrownictwem w poniemieckim miasteczku na zachodzie Polski, ujęcia do niego były kręcone w… Toruniu.

W dalszych rozdziałach książki autorzy dużo miejsca poświęcili omówieniu słynnych produkcji filmowych i ekranowych lat 60., powstałych na Środkowym Nadodrzu, np. Gdzie jest generał? nakręcony na zamku Czocha, Skąpani w ogniu – we Wleniu, Pierwszy dzień wolności – w Kłodzku i Bystrzycy, Pętla we Wrocławiu, zachodnioniemiecki obraz Bumerang, także kręcony we Wrocławiu, identycznie jak film kryminalny Morderca zostawia ślad, w którym widzowie ostatni raz ujrzeli Zbigniewa Cybulskiego.

Oddzielną analizę stanowi komediowa trylogia Sylwestra Chęcińskiego, który wszystkie części swojej realizacji poświęcił tematyce osiedleńczej i perypetiom aklimatyzacji kresowych przesiedleńców na Ziemiach Zachodnich. Również kilka odcinków przygodowego serialu dla młodzieży Czterej pancerni i pies kręconych było na poligonie w Żaganiu oraz we Wrocławiu, Trzebnicy i Kłodzku. Z innych znanych produkcji ekranowych, których problematyka dotyczy osadnictwa na terenach poniemieckich, wymienić można serial Dom czy też filmy pełnometrażowe, np.: Ewa chce spać, Baza ludzi umarłych, Raj na ziemi, Szklana góra, Zobaczymy się w niedzielę oraz Popiół i diament. Natomiast znane produkcje telewizyjne, opowiadające o czasach powojennych na ziemiach przywróconych do „Macierzy”, acz niezrealizowane na Środkowym Nadodrzu, to np. Rzeczpospolita babska, Jarzębina czerwona, Do widzenia, do jutra, Niewinni czarodzieje, Brylanty pani Zuzy, Znaki szczególne i Człowiek z marmuru.

Również w kolejnych rozdziałach poddano szerokiej analizie filmy powstałe w latach 70. i 80. ubiegłego wieku; tutaj autorzy monografii wyliczają liczne obrazy kinowe i telewizyjne, ekranizacje powieści, adaptacje i seriale, które fabułą łączyły się z terenami południowo-zachodniej Polski, opisując życie przybyłych tu osadników, jak młodzieżowy serial Gruby czy film dla dzieci Bułeczka, romans Anatomia miłości, obraz psychologiczny Zaraza, sensacyjny Złote Koło oraz w wielu innych produkcjach, jak: Uciec jak najbliżej, Mniejsze niebo, Długa noc poślubna, Grzech  Antoniego Grudy, Niespotykanie spokojny człowiek, Maratończyk, Nowy Jork, czwarta rano, Pociąg do Hollywood, Kocham kino, Tajemnicza twierdzy szyfrów, Wielki Szu, Droga na Zachód i Konsul, do których ujęcia kręcono przeważnie we Wrocławiu, Lubomierzu, Trzebnicy i Kotlinie Kłodzkiej, a także obyczajowy film Nie będę cię kochać w reżyserii Józefa Nasfetera, zrealizowany na zamku w Łagowie i plenerze w Gronowie. Natomiast spośród wielu obrazów scenicznych, w których akcja toczy się na Ziemiach Zachodnich, a jednak nie były one kręcone w miejscach, których dotyczy fabuła, należy wymienić np. Siekierezadę, Nikt nie woła i Penelopy.

Po upadku PRL tematyka Ziem Zachodnich, zwłaszcza ich przemian społeczno-gospodarczych po 1989 roku, była nadal inspirująca dla twórców filmowych. To w miastach Środkowego Nadodrza, m.in. w Krośnie Odrzańskim i Żaganiu, kręcono ujęcia do obrazu Yuma, czy do filmu o podobnej problematyce, podejmującego wątek zachodniego pogranicza w kontekście kontrabandy uprawianej przez młode pokolenie pt. Młode wilki. Z innych filmów nawiązujących tematycznie do Ziem Odzyskanych można wymienić: Komornik, Bez wstydu, Róża, 80 milionów, Sala samobójców, Pokot, Sztuka kochania, Amok, Ciemno, prawie noc, Fotograf, Zimna wojna i druga część serialu telewizyjnego Boża podszewka.

Także zagraniczne koncerny i wytwórnie filmowe wykorzystywały scenerię dolnośląską, a głównie plenery wrocławskie do stworzenia swoich słynnych produkcji kinowych, jak Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa, W cieniu, Ja, Olga Hepnarova oraz Julia wraca do domu w reżyserii Agnieszki Holland czy Most szpiegów z kreacją Toma Hanksa. Warto też nadmienić, że popularne seriale telewizyjne Świat według Kiepskich i Pierwsza miłość powstawały i nadal są kręcone w studiu wrocławskim, a za scenografię przestrzenną służą bulwary i obiekty architektoniczne stolicy Dolnego Śląska.

Dla kinomanów i filmoznawców przydatne mogą okazać się zestawienia tabelaryczne filmów, reportaży i dokumentów ekranowych realizowanych na potrzeby Polskiej Kroniki Filmowej czy nagrań widowisk telewizyjnych produkowanych przez telewizje publiczne i komercyjne, w których autorzy podają rok emisji, temat lub tytuł filmu bądź etiudy, fragmenty komentarzy do kronik lub narracji, opisy fabuły i repertuaru. Książkę zamyka obszerna bibliografia oraz trzy niezwykle przydatne indeksy: nazwisk twórców filmowych – wykonawców i reżyserów, geograficzny z miejscami, w których realizowano poszczególne obrazy, oraz indeks filmowy zawierający alfabetyczny spis tytułów omówionych filmów fabularnych, krótkometrażowych i serialowych.

Szkic monograficzny Radosława Domkego i Jacka Szymali Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, opracowany w iście benedyktyńskim stylu, to z pewnością praca bardzo interesująca zarówna dla historyków sztuki wizualnej, jak i fanów kina i filmu, także tego tworzonego w wymiarze regionalnym. Rzecz godna polecenia również każdemu, kto zajmuje się historią kinematografii i współczesną filmografią, czyli tworzeniem kadrów zarówno w profesjonalnym, jak i amatorskim wykonaniu, utrwalonych na taśmie celuloidowej w powojennym 75-leciu.

Robert Rudiak

The post Dziesiąta muza w regionie lubuskim i dolnośląskim (Radosław Domke, Jacek Szymala, Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska w filmach polskich po 1945 roku, Księgarnia Akademicka, Zielona Góra – Wrocław – Kraków 2020, 264 s.) appeared first on Pro Libris.

]]>