Recenzje Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/recenzje/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Thu, 08 Feb 2024 11:05:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Recenzje Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/recenzje/ 32 32 Pierwsza książka (Enna Weiss, Wiara i ufność) https://prolibris.net.pl/sobkowiak-weiss/ Wed, 17 Jan 2024 17:32:24 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11698 Czesław Sobkowiak

The post Pierwsza książka (Enna Weiss, Wiara i ufność) appeared first on Pro Libris.

]]>

Pierwsza książka

Enna Weiss, Wiara i ufność, Wydawnictwo Pro Libris, Zielona Góra 2023, 74 s.

Szósta edycja konkursu na literacki „Debiut Pro Libris” dobrze zaowocowała – zbiorem wierszy dojrzałej autorki Patrycji Mierzejewskiej Wchłanianie żelaza i tomem prozy nie za dużym objętościowo, sygnowany pseudonimem Enna Weiss Wiara i ufność. Autorka, czyli Barbara Czyżewska, 16 listopada miała swój pierwszy w życiu prawdziwy wieczór autorski na scenie Sali im. Janusza Koniusza w Bibliotece Norwida. Rewelacją tego wydarzenia było to, że jest autentycznie bardzo młodą osobą, bowiem zaledwie zaczęła uczęszczać do pierwszej klasy liceum ogólnokształcącego w Sulechowie. Wstępuje więc bardzo wcześnie do literatury. I o tworzeniu – jak widzę – ma sporą wiedzę. A zwłaszcza duże plany. Czytam w nocie biograficznej: „Rozpoczęłam pracę nad kilkoma książkami”. Zadziwiające. Okazuje się jednak, że pisaniem prozy zajmowała się od dawna. Można rzec, że mamy do czynienia z talentem twórczym, literackim. Jednak w tym momencie nie przesądzałbym, jaka będzie dalsza jej droga. Wszystko się przecież kształtuje, droga życiowa jest niewiadoma. Może będzie to droga muzyczna, może literacka lub jeszcze inne przeznaczenie okaże się tym prawdziwym. Barbara Czyżewska ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu, gdy mieszkała z rodzicami we Lwowie. Lubi grać muzykę romantyczną Chopina, Liszta. Teraz uczy się gry na organach. Ma wiele zainteresowań. Podczas promocji autorskiej powiedziała, że jest szczęśliwa, gdyż tą publikacją spełniło się jej duże marzenie. Prezentowała się pięknie i uroczyście. Jej odpowiedzi na pytania prowadzącej spotkanie miały logiczny i przemyślany charakter. Dawała sobie po prostu radę. A książka. Książka jest ładnie wydana, wysmakowują ją wkomponowane w tekst zdjęcia Lwowa. Ich atmosfera, uchwycony klimat nieco tajemniczy, wpisuje się w prozatorskie treści. Po prostu zwraca uwagę ich atmosfera, której nie da się opisać słowami. Stąd zrodziła się skłonność do szczegółowego opisywania. W swojej prozie Czyżewska snuje wizję tyleż współczesnego świata, co towarzyszącego mu, jak to się dzisiaj modnie określa – świata równoległego. Na poły ma więc jej utwór (Część pierwsza) wymiar fantastyczny, magiczny. Nie powiedziałbym więc, że wartość i świadectwo talentu 

Okładka książki

młodej autorki zawarte jest w umiejętności wiązania samej fabuły, wszystkich jej detali i treści epizodów. Oczywiście może to być nawet ekscytujące. Dla mnie jednak to, w czym jestem w stanie rozsmakowywać się, to naprawdę ciekawa, nie powierzchowna narracja. Dobre opisy i analizy duchowych nastrojów psychicznych głównej bohaterki Ester, osadzone w psychologicznej realności i opisy literacko uruchomionej rzeczywistości. Konkretność i bogactwo szczegółów, wyglądów różnych rzeczy, przedmiotów i postaci, przedstawień sytuacji naprawdę zajmuje uwagę. Enna Weiss (Barbara Czyżewska) ten pisarski styl już należycie wypracowała. Przedstawienia są wnikliwe, jak u doświadczonego twórcy. Zapewne tę zdobycz zawdzięcza też lekturom dobrej, wysokiej literatury. Ta cecha może zapowiadać pisarską drogę. To, co tu będzie decydujące, to rozwój, a więc i praca. Od samego początku dobrze się czyta Wiarę i ufność: „Dziewczynę ogarnęła fala melancholijnych uczuć i przyłapała się na myśli, że liście walczące z wiatrem nie chcą latać, jak on sobie życzy ani mieszać się z kurzem jesiennej ulicy. Obserwowała, jak jasna plama słońca gubiła się w szarości nieba”. I tak dalej.

Czesław Sobkowiak

The post Pierwsza książka (Enna Weiss, Wiara i ufność) appeared first on Pro Libris.

]]>
W pogoni za marzeniami https://prolibris.net.pl/w-pogoni-za-marzeniami/ Mon, 15 Jan 2024 17:16:34 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11481 Martyna Pawlak

The post W pogoni za marzeniami appeared first on Pro Libris.

]]>

STUDENCKIE
RECENZJE TEATRALNE

Martyna Pawlak

W pogoni za marzeniami
Kamienie w kieszeni, reż. Alicja Stasiewicz; Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Kamienie w kieszeniach to wyjątkowo interesujący spektakl w niecodziennej formie, wystawiany przez Lubuski Teatr. Od pierwszych minut widzowie spotykają się z nieocenioną grą aktorską Aleksandra Stasiewicza i Radosława Walendy. Aktorzy przenoszą nas na plan ekipy filmowej z Hollywood, stacjonującej aktualnie w sielankowej irlandzkiej wiosce. Ta prowincja to idealne miejsce na kolejny wysokobudżetowy film ze znaną w show-biznesie obsadą. Mieszkający w malowniczej wiosce ludzie dostają pracę jako bezimienni
statyści, mogący w ten sposób zetknąć się z prawdziwymi gwiazdami i stanąć w blasku ich sławy. Spektakl pokazuje dwa opozycyjne światy, które do samego końca nie przenikają się. Pierwszy, przybyły prosto z Ameryki, kojarzy się z wielkimi szansami, realizacją marzeń i pozornie lepszym życiem. Ten drugi jest prowincjonalny, przepełniony oczekiwaniami, pragnieniami i jednoczesną świadomością braku jakiegokolwiek wpływu. Oba światy prezentują też inne wartości, bo tylko jeden z nich jest autentyczny i pozbawiony fałszu.

Przedstawienie przybliża nam losy i pragnienia Jaka Quinna i Charliego Conlona. Tych dwóch pozornie zwykłych statystów marzy o sukcesie i szansie na lepsze życie. Charlie jawi się jako typowy marzyciel, noszący zawsze przy sobie, w kieszeni spodni autorski scenariusz, licząc, że uda mu się go zaprezentować komuś wpływowemu. Jednak ta optymistyczna postać skrywa znacznie dramatyczniejszą przeszłość, niż moglibyśmy się spodziewać. Charli przybywa ze stolicy na prowincję, gdzie na planie poznaje Jaka. On z kolei jest większym realistą, który rozczarowany wrócił z USA do rodzinnej wsi. W miarę upływu akcji przyglądamy się przebiegowi dni statystów na planie filmowym, poczynając od długich nagrań, poleceń wydawanych przez asystentów planu, reżyserów, po znajomość z Caroline, piękną aktorką, grającą główną rolę w filmie, kończąc na przyjaźni oraz wieczorach spędzonych w lokalnym hałaśliwym pubie.

W obliczu sielanki, marzeń o karierze i obcowaniu ze sławą dostajemy także wątek potknięcia się na drodze do celu. Jesteśmy świadkami losów młodego mieszkańca wioski, który również marzył o grze w filmie. Jednak od dłuższego czasu był uzależniony od narkotyków. Przez swój stan został wyrzucony z planu filmowego, a także później z miejscowego pubu, w którym doświadczył nieprzyjemnej sytuacji z aktorką, Caroline. Gdy wioskę obiega informacja, że umarł, poznajemy więcej szczegółów z jego życia. W obliczu tej tragedii można zauważyć silne zintegrowanie i poczucie wspólnoty wśród mieszkańców, którzy obowiązkowo pojawiają się na pogrzebie. Postać młodego chłopaka pomoże bohaterom w walce o swoje marzenia oraz wzmocnieniu wiary we własne siły. Młodzieniec stanie się też inspiracją do filmu.

Najważniejszym elementem całego przedstawienia jest jednak sposób prezentowania bohaterów oparty na pomyśle, by we wszystkie wspomniane wcześniej postacie wcielali się tylko ci dwaj główni aktorzy. Poprzez zasygnalizowany obrót przez ramię przemieniają się w kogoś innego. Mierzą się z przechodzeniem w różne osobowości, a także płcie, a to wszystko przy użyciu niewielkiej liczby rekwizytów lub po prostu charakterystycznych gestów. Aktorzy bez zwątpienia bardzo mocno pracują mową ciała i tonem głosu. To dzięki temu bez problemu można rozpoznać, kim aktualnie są, nie gubiąc przy tym całego wątku. 

Bardzo wyraźnie widać w tym spektaklu trud pracy aktora. Przedstawienie jest całościowo bardzo spójne, a akcja dynamiczna i wciągająca. Spektakl jest wystawiany na
Scenie Kameralnej, bliskość z aktorami pozwala mocno wczuć się w tok wydarzeń.

Istotną rolę odgrywa także minimalistyczna, ale przemyślana scenografia. Nie ma problemu ze zinterpretowaniem okoliczności, w jakich postacie się znajdują. Do tego dochodzi intensywna gra światłem niczym na prawdziwym planie filmowym oraz subtelna muzyka, zwłaszcza na początku przedstawienia dająca poczucie obecności na spokojnej wsi, którą nagle zagłusza przybycie ekipy.

Czas spędzony na widowni teatralnej podczas tego przedstawienia z pewnością nie będzie zmarnowany. Interesująca fabuła oraz wyjątkowa gra aktorska gwarantują świetnie spędzone chwile. Równocześnie dają refleksję dotyczącą pogoni za marzeniami i zaczynaniem ich realizacji dokładnie od tego miejsca, w którym się jest. Wystarczy wiara w siebie i autentyczność.

Ludzie na widowni

The post W pogoni za marzeniami appeared first on Pro Libris.

]]>
Masz ci los, Polski marny żywot… Byle przez okno wyglądał dumnie! https://prolibris.net.pl/gabriela-bogucka/ Mon, 15 Jan 2024 16:52:11 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=11447 Gabriela Bogucka

The post Masz ci los, Polski marny żywot… Byle przez okno wyglądał dumnie! appeared first on Pro Libris.

]]>

STUDENCKIE
RECENZJE TEATRALNE

Gabriela Bogucka

Masz ci los, Polski marny żywot… Byle przez okno wyglądał dumnie!
Balkon Ordona, reż. Paweł Wolak, Katarzyna Dworak-Wolak; Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Spektakl Balkon Ordona w niezwykle realistyczny i bliski odbiorcy sposób kreuje obraz polskiego domostwa – jak można stwierdzić po scenografii autorstwa Piotra i Ewy Tetlaków – z czasów PRL-u. Do tego okresu nawiązują również kostiumy, tzw. domowe łachy, które narzuca się na siebie po powrocie z pracy czy zakupów. Już od pierwszych minut w głowach widzów budzą się różnorakie skojarzenia. Postacie przedstawione w sztuce oddają polską rzeczywistość na tyle dokładnie, że większość odbiorców może powiązać danego bohatera ze znaną mu osobą. Może to być członek rodziny albo, przykładowo, sąsiad z klatki obok. Nagromadzenie ikonicznych charakterów wprowadza widownię w ten szary, pełen niedomówień i rodzinnych konfliktów świat.

Poznając kolejnych bohaterów, dostajemy jak na talerzu gotowy zbiór cech, które nie ulegną już zmianie, przez co na scenie pojawia się pewnego rodzaju monotonia. Piotrek (Jakub Mikołajczak) to typowy, niezadowolony ze swojej egzystencji młody człowiek bez perspektyw i chęci do pracy nad sobą. Jego niedojrzałość emocjonalna sprawia, że nie jest on w stanie wstawić się za swoją ciężarną dziewczyną Kasią (Małgorzata Polak), której teściowie (Anna Stasiak i Paweł Wolak) na każdym kroku przypominają, jaką łaską ją obdarowali, przyjmując z brzuchem pod swój dach. Dziewczyna, choć nie jest członkinią rodziny, z czasem sama zostaje owładnięta domową paranoją. Paranoja to celne określenie, oddające stan psychiczny Matki, która krząta się po kuchni i salonie, przestawiając w kółko talerze czy poprawiając zasłony. Natomiast Ojciec to rodzinny dyktator. To typ człowieka, który będzie pouczał wszystkich dookoła i przedstawiał z dumą swoje „świetne” pomysły. Kolejną postacią jest Babcia (Tatiana Kołodziejska) – staruszka poruszająca się na wózku, którą rodzina przestawia z kąta w kąt lub wystawia na balkon. Powodem tego są jej nieustające opowieści o przeszłości, którymi żyje, a od których reszcie domowników puchną uszy.

Ludzie na widowni

Cała ta wesoła ferajna oczekuje powrotu Jarka (Aleksander Stasiewicz) – starszego brata Piotrka. Rodzice wyobrażają sobie, jak to ich wspaniały syn podbił świat. Wyczekując jego przyjazdu, liczą na wyszukane podarunki i nową cudowną synową. Ku ich zaskoczeniu, Jarek wraca z Anglii bez prezentów, ale za to z Inną. Nie, nie z inną rzeczą, lecz Inną – swoją narzeczoną (Ewa Dobrucka), której odmienności nie są w stanie pojąć. Jedyną osobą, która czule ją wita, jest Kasia, traktowana przez Ojca i Matkę niczym wyrzutek, obca jednostka. Teraz zarówno Piotr, jak i Jarek stają się nieudacznikami w oczach Ojca, który ewidentnie cierpi na kompleks wyższości, będący w gruncie rzeczy obroną przed głębszym poczuciem niższości. Przez to, że nie odbył w młodości wymarzonej podróży po świecie, pokładał wszelkie nadzieje w synach, którzy również zawiedli. Cóż teraz poradzić? No cóż by innego, jak udawać, że wszystko jest dobrze, a nawet lepiej! Przecież wszystko można racjonalnie wytłumaczyć. Jarek obdarował oczekujących herbatą, którą można kogoś poczęstować, Inna jest jego służącą, a domownicy są wręcz zachwyceni opowieściami o dobrobycie, w którym żyje na Wyspach, gdzie miał zabrać również brata i bratową, by poszerzyć ich horyzonty i otworzyć nowe możliwości. Wystarczy tylko uśmiechać się, stojąc na balkonie czy przy oknie, by pokazać sąsiadom, jak wspaniale dogaduje się kochająca rodzina.

Problematyka spektaklu opiera się na micie, jaki został utrwalony w polskim społeczeństwie. Zamiast pracować nad swoim wizerunkiem, często czekamy na bohatera, który wyrwie nas z szarej rzeczywistości. Zamiast pokazywać otoczeniu, w jak złym położeniu się znajdujemy, chowamy w szafie wszystko, co społeczeństwo może odebrać krytycznie. Zasłaniamy okna, kiedy w domu źle się dzieje, a gdy je odsłaniamy, sztucznie uśmiechając się, chwalimy się nie swoimi dokonaniami, byle tylko pokazać swoją wyższość.

Nadmierna obawa i dbałość o opinię sąsiadów powodują, że rodzina zamiast rozwiązywać konflikty, maskuje je, żyje w swoim wyobrażeniu o dobrobycie i nie potrafi się między sobą dogadać. Każdy w mieszkaniu żyje jak odrębna jednostka, doświadczająca jedynie przykrości od pozostałych. Ten żałosny obraz opisuje w ostatnim, wyjątkowym monologu Babcia, która wyznaje, że jest jej niezmiernie wstyd, że zawiodła się na rodzinie i społeczeństwie, że nie o taką przyszłość walczyła. Ten przełomowy moment wzbudza w widowni przemyślenia o tematyce egzystencjonalnej oraz przerywa monotonię przypisanych postaciom cech.

Warto poświęcić niespełna półtorej godziny na obejrzenie spektaklu, który pozwala odbiorcom wejść w rolę obserwatorów życia codziennego niepotrafiącej się scalić polskiej rodziny. Trzeba jednak być przygotowanym na śmiech, za którym skrywać się będą cienie przykrej prawdy o naszym społeczeństwie i o nas samych.

The post Masz ci los, Polski marny żywot… Byle przez okno wyglądał dumnie! appeared first on Pro Libris.

]]>
Cień współczesności (Jarosław Barańczak, Bruzdy wyryte rydwanem) https://prolibris.net.pl/sobkowiak-baranski/ Wed, 15 Nov 2023 11:56:40 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10744 Czesław Sobkowiak

The post Cień współczesności (Jarosław Barańczak, Bruzdy wyryte rydwanem) appeared first on Pro Libris.

]]>

Cień współczesności

Jarosław Barańczak, Bruzdy wyryte rydwanem, Mamiko, Nowa Ruda 2023, 40 s.

Lektura drugiego zbiorku poezji Jarosława Barańczaka, pt. Bruzdy wyryte rydwanem potwierdza, że jest on wnikliwym obserwatorem świata bliższego i dalszego. Tej epoki, w której przychodzi mu i nam żyć. W obrębie podmiotowej biografii rejestruje niepokój, poczucie niepewności, niemożność ustalenia racjonalnej logiki zdarzeń, docieczenia szerokiego sensu. Zjawiska nacechowane są dziwnością, jakąś obcością i skutkują zwątpieniem. Odnajdujemy przypomnienia sytuacji i zdarzeń biograficznych, które zajmują poetycką wyobraźnię i kształtują świadomość, rzekłbym, dotyczącą cywilizacyjnej sytuacji. W zdecydowanej większości mamy do czynienia z relacją wprost uczestniczącego w nich podmiotu, ale nie zawsze. Mam na myśli np. wiersz otwierający zbiorek Głucha pamięć, przywołujący słynne zdjęcie nagiej, wietnamskiej dziewczynki, która biegnie pustą drogą spod napalmu. Świat to zobaczył. Ten ciemny po „zwęglonej Hiroszimie” znak, oczywiście, pamiętany, ale o tym ciągle „jest ślepa głucha pamięć”. W tych słowach zawarte wszystko. Nie uczymy się człowieczeństwa. Tragedia dzieje się nadal, powtarza się „w śpiącym Irpieniu/  ojca już nie ma nas nie ma/  tylko doły pełne mokre od krwi”. Przykłady można byłoby mnożyć. To zły znak dla cywilizacji, dla ludzkości, której wartości są łamane. 

Okładka książki. przedstawia korzenie.

Zbudowanie tedy jasnej wizji przyszłości wydaje się być wątpliwie możliwe. Wiele już przeminęło, choć z wysoka „płynęły iskrzące niegdyś idee. Dziś/  błyszczą ledwie chwilę, zaraz gasną”. Dlaczego? – słusznie jest pytać. Przecież, argumentuje poeta: „Wieczorem, jak zawsze, gwar rozpycha/  wąskie uliczki, na ciasnych placach siedzą/  przy fontannach chłopcy z dziewczynami”. I czy to życie, to piękno dnia jest ułudne? Raczej, jak widać, zostaliśmy zarażeni śmiercią. Żyjemy w jej cieniu. W ogóle nie wiadomo, co ma być, jaką obrać drogę, jakie czynności są słuszne i pożyteczne po prostu. Poeta zna ten kłopot: „Czasem nie wiem co jest ważniejsze/  iść szybko przed siebie czy długo gapić się/  na mrówkę z igłą sosnową na plecach”. Brakuje motywacji dla określonych postaw i działań. Stała się śmierć i staje nieustannie codziennością, z której wykreśla radość. Nie mamy na nią sił, nie czujemy, że jest uzasadniona. Bo w imię czego? Blokuje ją strach. Ale żyjemy. Już wiemy, że to bardzo ryzykowne. Widać to na twarzach. Oczywiście poeta Jarosław Barańczak wrażliwie przytacza też obrazy, które można uznać za dowody normalnego trwania i dziania się rzeczywistości, jak w wierszu Przecinek: „szybowiec kołysze niebo/  rzeka sunie wzdłuż/  miasto drzemie widać/  pełznące strugi tramwajów poranna barka dźwiga/  rzekę nie milknie telefon”. Chciałoby się nawet dać upust zachwytowi. To bowiem obraz wręcz idylliczny, sielski, który kiedyś, dawno temu jednak, mógłby namalować dobry malarz, nawet Rafael Santi, ale czujemy, że na to piękno i dobro istnienia pada cień. Kartka jest pusta. Treści słów jałowe. Mózgi zmącone. W cieniu czujemy siebie, swój i cudzy los. Nieustannie coś ginie. Narracja poetycka tego zbiorku też o tym świadczy. Rytmikę wersyfikacji, poetyckich zdań zakłócają przerzutnie. To, co mogłoby jawić się jako klarownie, prawdziwie proste, przejrzyście usytuowane, bywa zawieszane przez tę poetykę, która rozmywa kontury rzeczywistości lub nawet to wszystko, co podmiot zobaczył, w czym uczestniczył i co przeżył. Linia biegu życia i spraw osobistych poplątała się. Sens zatarł się, mimo wielości faktów, doznań i myśli, wizji społecznych, które życie miały czymś ważnym naznaczać. Tylko zostały, oczywiście, „sterty nieważnych gazet/  o dawno odbytych turniejach, bilety do muzeów,/  w których zastygła samotność/  poplątane nuty” (Klucz). Niczego one nie otwierają. Tylko pozwalają stwierdzić skład i stan śmietnika, który jest nikomu niepotrzebny. Ale zajmujemy się nim właśnie, uczestniczymy, mamy nawet taki obowiązek być za jego kształt odpowiedzialnymi. Duchowo jesteśmy samotni. „Tak to trwa”. Mamy do czynienia z zawieszeniem i zaciemnieniem sensu, który jest krańcowo zubożony. Wyboru nie ma. Trudno bowiem nawet w najśmielszych rojeniach zgodzić się, że remedium na wszystkie kłopoty epoki może być „strajk generalny, do którego nawoływał” pewien poeta (Wiersz ważny). Przejmujący pod tym względem w tym zbiorku, nie za dużym objętościowo, jest wiersz Ecce homo. Wymowny. W nim zwykłe czekanie w poczekalni do lekarza przybiera formę metafory współczesności, w której prawdziwie zraniony człowiek „z tą raną w dłoni” nie znajduje żadnej pomocy. Siedzący egotycznie udają, że ich nie dotyczy ani obchodzi jego problem. Jakaś wina spada jednak na każdego z obecnych. Mimo to każdego człowieka dotyczy duchowa powinność, jak ta, o której jest mowa, ważna mowa, w wierszu Trąbka. Jej melodię trzeba usłyszeć w chaosie, w milczeniu. Być otwartym na jej głos. Ma ona zadanie fundamentalne – przypominać o duchowej stronie człowieczej egzystencji. Choć nie jest „jasne, gdzie się podziewa”, podobnie jak muzyka sfer. Muzyka to o tęsknocie, o współczuciu, wrażliwości, odwadze, godności. Tego ma strzec i o to się upominać. Tymi dyskretnymi intencjami, nie zawsze tu wprost wyrażanymi, bo przecież wiersz nie może być „jak suchy wiersz moralisty”, jest ten zbiorek wypełniony. Stanowi poetycką summę spraw świata. Sugeruje czytanie-rozmyślanie. Nawet, gdy w nim napotykamy różne niedomówienia i niejasności, nierealności. Na ledwie zaznaczające się dobro i piękno nie można być obojętnym. Do tego rodzaju myśli i konstatacji przez poetę tu opowiedzianych historii, wcale gładkich, chropowatych, zachęcam wracać, choćby do świetnych wierszy: Klucze czy Brzeg innego świata.

 

Czesław Sobkowiak

The post Cień współczesności (Jarosław Barańczak, Bruzdy wyryte rydwanem) appeared first on Pro Libris.

]]>
Życie stawia ultimatum (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) https://prolibris.net.pl/przemilczenia/ Thu, 29 Jun 2023 19:49:29 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9947 Czesław Sobkowiak

The post Życie stawia ultimatum (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) appeared first on Pro Libris.

]]>

Życie stawia ultimatum

Joanna Marcinkowska, Przemilczenia, Wydawnictwo Ridero, [brak miejsca], 2023, 82 s.

W każdy wiersz, w poezję, wpisana jest zagadka bądź tajemnica. Poezja to nie jest przecież wyłożenie wszystkich spraw do końca przy pomocy słów i zdań. W gruncie rzeczy chodzi o język symboliczny, więc niedosłownie informacyjny. Poezja jest szyfrem. I niedomówieniem. Gdy mamy do czynienia z poezją ukształtowaną i poniekąd dojrzałą, to jej sekrety, czyli cele i źródła daje się odczytać skuteczniej i pełniej. Inaczej ma się rzecz z poetą kształtującym swój świat, dopiero jego meandry wyjawiającym. Dysponujemy wtedy tylko po części tym, co w jego duszy gra. Całość poetyckiego świata wstępnie się wyjawia. Tak właśnie ma się rzecz z wierszami Joanny Marcinkowskiej w zbiorze Przemilczenia, drugim w jej dorobku. Powiedziałbym, że cechuje go żywioł podmiotowych doznań, bowiem są to erotyki. Zarazem jest to poetyka dialogu, w nim się bowiem wszystko, co żywiołem nazywam, rozgrywa. I poza ten osobisty krąg tematyczny poetka raczej nie wychodzi. Mam wrażenie, że podmiot jest mocno uwikłany, zaangażowany w doznania płynące z relacji z drugą osobą. W wierszach mają miejsce nawroty, wręcz obsesyjnych sytuacji („rozległa samotność”) i przeżyć. Ich natarczywość i pragnienie odczuwania zmysłowego, koniecznego, wręcz zdumiewa. 

Nie są to jednak wiersze tkliwe ani łagodne, ale jest w nich umiejscowiona wspólna dla dwojga rzeczywistość. Nie łatwa ani prosta do objęcia. I „słowa nie znaczą / ale to / co pomiędzy nami”. Są „wzruszenia”. Nie znajdujemy zwrotów w stylu zwykłej fascynacji. Jest konieczność i żarliwość. Racje uczuć, które poetka przywołuje, rozgrywają się zdecydowanie, zarysowane ostrymi liniami. Można odnieść wrażenie, że dla sfery wspólnych spraw nie ma żadnej alternatywy. Nie ma innego świata, który mógłby się wydać równie ważny. Już pierwsze słowa, pierwszego wiersza brzmią tak: „każdy wieczór i poranek / ulepiony z bólu serca / utkany z krwi”. Podmiot akcentuje swoją wyjątkowość.  Musimy sobie wyobrazić skalę tego permanentnie trwającego stanu. Odległość pomiędzy ja i ty została w jej wierszach maksymalnie zminimalizowana. Nieobecność drugiej osoby rodzi krańcowy ból i zarazem skutkuje niemocą pojedynczego istnienia podmiotu. Pojawiają się obrazy krwi, czyli cierpienia. Poetka napisała i ułożyła tomik z wyznań bardzo mocnych, ostrych i obsesyjnie powtarzających się, dopominających się o obecność bliskiej osoby. Jej podmiotową przestrzeń wypełnia dyskomfort niespełnienia. Nie znajdzie tu czytelnik uwznioślających porównań i adoracji, albowiem celem nie jest egzaltacja. A realność „ekstremalnego” bycia. To jest często mocno odczuwany brak.  Poetka wtedy nie znajduje oparcia dla swoich emocji. Funkcjonuje w ciągłym kryzysowym napięciu, które potrafi przybierać również straceńczy wyraz.  Pojawia się obraz „czarnych chmur”, którymi podmiot „pluje”. Obecności pośrednich stanów uczuciowych tu jest raczej niewiele. Ulgę może przynieść jedynie sen, sen „O spokojnej krainie / przez którą szłam bez lęku”. Takie jest przeżywanie poetyckiego podmiotu. Osobność bycia, nie we wspólnocie z kimś bliskim, unicestwia więc możliwość funkcjonowania. Wtedy nawet światło „oślepia”, a muzyka „ogłusza”. Na normalną percepcję zwyczajnego świata pełnego różnorodnych tonacji raczej nie ma tu miejsca. Dlatego powiedziałbym, że jest to tomik dramatyczny. Nawet bardzo. Napisany jakby na jednej linii i w jednej tonacji. Istnienie podmiotu sprowadzone zostaje do obecności słowa i spojrzenia w oczy. Krańcowość uczuciowa przenika te wiersze. Nic tu nie może być umiarkowane, ale wręcz kategoryczne i ostatecznie straceńcze. Poniekąd chodzi o to, żeby „płakać tak / jak byś miał wypłakać życie”. Chodzi o to, by „mówić / aż zabraknie mi słów”. To natężenie i eskalacja cechuje szczególnie mocno część pierwszą zbiorku Joanny Marcinkowskiej. Poniekąd wynikł z sięgania do głębi swojego wnętrza i odczuwania każdego przeżycia jako niezwykle ważnego egzystencjalnie. Druga część zbiorku tymi ostrymi napięciami nie jest już tak silnie naznaczona. Mamy raczej do czynienia z uwolnieniem. Zapewne jest to efekt złagodnienia stanów uczuciowych. Dyskurs liryczny przybiera postać uproszczonej deklaratywności, więc już mniej krańcowo ważnej. Miejscami nawet jest schematyczny. Poetka daje wyraz swoim poglądom aniżeli wyrazistym nastrojom. Jeśli czytelnik może współczuć w pierwszej części poetyckiemu podmiotowi, to w drugiej będzie się zastanawiał nad trafnością poetyckich określeń i sprawnością warsztatową. Ten zbiorek stanowi dowód (nasuwa mi się taka refleksja), że waga opisywanych przeżyć dopiero wtedy uzyskuje swą literacką moc, gdy towarzyszy jej wysoki poziom artyzmu literackiego. Jest tak, że „życie stawia ultimatum” artyście. Książka ładnie wydana, co jest też ważne.

Czesław Sobkowiak

The post Życie stawia ultimatum (Joanna Marcinkowska, Przemilczenia) appeared first on Pro Libris.

]]>
Przyzwoitym być, ale jeszcze nie dziś (Maurycy Dudek, Przyzwoici ludzie) https://prolibris.net.pl/przyzwoici-ludzie/ Thu, 29 Jun 2023 19:28:45 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9935 Anna Błaszczak

The post Przyzwoitym być, ale jeszcze nie dziś (Maurycy Dudek, Przyzwoici ludzie) appeared first on Pro Libris.

]]>

Przyzwoitym być, ale jeszcze nie dziś

Maurycy Dudek, Przyzwoici ludzie, Mamiko, Nowa Ruda 2022, 180 s.

Przyzwoity mamy dzisiaj świat. Niezbyt skomplikowany, wyposażony w instrukcje do wszystkiego i do wszystkich. Łatwy do szybkiej oceny i wyrobienia pierwszej „najważniejszej” opinii, która prześladuje nas często aż do końca. Dostosowujemy świat do nas i nas do świata. Żyjemy wielkimi marzeniami i marzymy małym życiem. Może po prostu jesteśmy? Czy  potrzeba nam czegoś więcej?

Maurycy Dudek to w rzeczywistości Monika Dziuba, która za pomocą męskiego pseudonimu chciała odejść od stereotypizacji płci w świecie literatury, jaka nawet i dziś ma miejsce. Zafascynowana podróżami i Bliskim Wschodem, których nietuzinkowość ukazuje w swojej twórczości, już swoją debiutancką powieścią Przyzwoici ludzie zachwyciła nie tylko czytelników, ale i jury konkursu Lubuskiego Wawrzynu w roku 2023. Pierwsze miejsce w kategorii „Debiut Literacki” i nagroda Srebrne Sokole Pióro, bez wątpienia słusznie przyznane, świadczy o wysokiej klasie artystycznej rozrywki. Autorka publikowała już wcześniej na łamach portalu internetowego cybermedium.pl. (także pod pseudonimem Maurycy Dudek). Sporą część tego dorobku zajmują artykuły poświęcone polskim Tatarom i wielokulturowemu Podlasiu, gdzie z upodobaniem obserwuje przeplatanie się różnych religii i kultur.

Pierwszy i ostatni rozdział Przyzwoitych ludzi może wydawać się oderwany od reszty. Możemy zapomnieć o chronologii opowiadanych historii, która ukazuje się w początkowych rozdziałach, a z czasem zostaje spleciona z indywidualnymi wspomnieniami bohaterów drugoplanowych. Oddaje się im pałeczkę na krótką chwilę, aby wyostrzyć zarys ich sylwetek i zrozumieć, co motywuje ich zachowanie. Właściwą opowieść rozpoczynamy od niejako towarzyszenia drugiej żonie podczas podróży z Europy na Bliski Wschód do rodziny męża. Poznajemy jej myśli i obawy o brak akceptacji i różnice kulturowe. Wydaje się, że odeszły w niepamięć podczas kolacji powitalnej, gdy podawane są regionalne potrawy. Druga żona niewiele je, bo nie wzięto pod uwagę, iż nie je mięsa, lecz mimo to uśmiecha się i spełnia oczekiwania nowej rodziny. Nawiązuje pierwsze nici porozumienia, ale też czuje zazdrość do młodszej siostry męża, która jest rozpieszczona i na której wybryki każdy przymyka oko. Mąż jest zaborczy w stosunku do drugiej żony, wydaje się pobłażliwy dla młodszej siostry, która łamie odgórne zasady. Obsypuje ją prezentami, równocześnie przyjmując z dezaprobatą prośby żony. Jednak nie tylko jej doskwiera taka niesprawiedliwość. Za chwilę poznajemy wcześniejsze losy młodszej siostry, tej pozornie beztroskiej dziewczyny. Widzimy młodą niewiastę o zgrabnej figurze, gęstych włosach i wyjątkowej urodzie zakochanej w swym przyszłym mężu. Nie jest to jednak bajkowa miłość, gdyż oprócz zakochanych nikt nie podziela ich entuzjazmu. Bliscy młodszej siostry odradzają jej ślub z powodu złej reputacji rodziny jej ukochanego. Ostatecznie dochodzi do ślubu. Sielskość urywa się dość szybko i gwałtownie. Zapada decyzja o wyprowadzce i o rozwodzie. Nikt z rodziny jej nie współczuje. Po trudnych przejściach dziewczyna trafia do pracy, nabiera pewności siebie i odwagi do flirtowania z mężczyznami. Jednak nikt z jej rodziny nie spogląda na jej działania ze szczerą aprobatą.

Monika Dziuba zachwyca przyjemnym w odbiorze stylem pisania. Szczegółowo opisuje realia, pośród których rozgrywa się akcja wydarzeń, pozwala wręcz namacalnie poczuć upał, pył czy usłyszeć muchy latające wokół mięsa na targu. Opisując zawiłości akcji, rezygnuje z oceniających komentarzy czy nawet klasyfikujących określeń. Zostawia odbiorcy możliwość osądu bohaterów.

Przyzwoici ludzie to książka niepodobna do żadnej, które czytałam w przeszłości. W książce brak imion, dat czy konkretnych lokalizacji. Wspaniałe opisy miejsc tworzą malowniczy obraz, który pasuje do szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu. Architektura, barwy, jedzenie, ludzkie zachowania, ale i przyroda składają się na odmienne od naszej europejskiej codzienności tło. Poszczególne historie można czytać osobno, lecz tylko razem mogą ukazać głębszą całość. Ludzkie dylematy codzienności. Stawiane przez otoczenie, ale i przez samych bohaterów wyzwania. Trud czasów minionych, ale i obecnych. Głód, pieniądze, miłość szczęśliwa lub też nie. I dwa światy – europejski i arabski, które próbują się wzajemnie zharmonizować. Wszystkie historie łączy jedno, on – mąż. Choć sam nie jest jednym z głównych bohaterów/autorów przemyśleń, bierze w nich czynny udział. Książka jest nie tylko przedstawieniem zderzenia dwóch odmiennych kultur, ale i ukazania ludzkich rozterek, wyzwań dnia codziennego, marzeń czy chęci zaspokojenia pragnienia bycia kochanym, odnalezieniem upragnionego szczęścia oraz zderzenia z niekiedy bolesnymi realiami.

W mojej ocenie jest to pozycja warta uwagi. Czytajmy Przyzwoitych ludzi tak, jak spoglądamy na naszą codzienność, pełną rozterek, marzeń i nie zawsze łatwych decyzji. Spoglądajmy jak na nas samych, odzianych w naszą przyzwoitość. Na artystyczne lustro może nie aż tak odległej rzeczywistości.

Anna Błaszczak

The post Przyzwoitym być, ale jeszcze nie dziś (Maurycy Dudek, Przyzwoici ludzie) appeared first on Pro Libris.

]]>
Przemijanie (Paulina Korzeniewska, Mniej) https://prolibris.net.pl/korzeniewska-mniej/ Thu, 29 Jun 2023 19:06:47 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9902 Gabriela Matkowska

The post Przemijanie (Paulina Korzeniewska, Mniej) appeared first on Pro Libris.

]]>

Przemijanie

Paulina Korzeniewska, Mniej, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2022, 44 s.

Tomik Mniej autorstwa Pauliny Korzeniowskiej ukazał się nakładem Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu i jest czwartym zbiorem wydanym przez kilkukrotnie nagradzaną zielonogórską poetkę. Składa się z dwudziestu sześciu wierszy, podzielonych tematycznie na trzy części – liczących po dziewięć tekstów w pierwszej i ostatniej, a także osiem w środkowej. Nie jest to więc pozycja obszerna gabarytowo (gdyż w całokształcie liczy raptem czterdzieści stron), jednakże to nie ilość – a jakość – jest w niej kluczowa.

Tematyka tomiku jest ściśle związana z przemijalnością i jej aspektami, mniej lub bardziej wpływającymi na codzienność osoby wypowiadającej się w wierszach. Ukazują pozorną stabilność, umożliwiającą codzienne funkcjonowanie, pomimo ciężaru wspomnień i stają się jasnym pretekstem do nawiązania z czytelnikiem dyskusji o istocie statusu quo. Autorka przedstawia między innymi sytuacje, w których kłujące poczucie pustki przypomina o sobie aż nazbyt często, co widać chociażby w tekście Dla tych pamiętanych aż za dobrze („a więc tak czuje się / upstrzona otarciami i bliznami / ręka / posypana solą”). Zaś w wierszu W głowie się nie mieści poruszane jest zagadnienie znieczulicy wobec dziejących się w świecie okrucieństw („czy czytelnik myśli o tym / że czyta / bo żyje / a tak wielu już nie?”) – a to wręcz Cogitowskie (zob. Pan Cogito czyta gazetę) podejście zmusza do refleksji nad tym, na jak niewiele spraw my, mali szarzy ludzie, tak naprawdę mamy wpływ.

Nie brak również nawiązywania do przeszłości, będącego zachętą do spojrzenia na miniony okres życia z pewnym dystansem, nabieranym przez każdego z nas do otaczającego świata oraz nie zawsze łatwej codzienności. 

Bo w tamtych czasach wiele spraw zdawało się zbyt błahych, by zwracać na nie uwagę i dopiero przeżyte lata pozwoliły w pełni do nich dojrzeć („czy moja mama zaczęła starzeć się tej nocy / czy to stało się nagle na krześle w poczekalni / gdy zobaczyłam że łaknie powietrza / jak ja łaknę żeby została”). W wierszach pojawia się także konfrontacja z nudną współczesnością i nieprzyjemnymi aspektami dorosłości: tak jak chociażby w przypadku tekstu Przyjaciółko 2.0 („pościnałyśmy warkoczyki / nie było innej rady / bliżej nam już do łysienia plackowatego”).

Język autorki jest lapidarny, prawie że pozbawiony skrajnej emocjonalności, jakiej można by spodziewać się po tekstach poruszających tego typu tematykę. Jednocześnie nie jest to tomik przygnębiający; w Mniej nie brakuje ironii i zabawy słowem, toteż całokształt wydaje się czytelnikowi nader bliski, dzięki wykorzystywaniu określeń pochodzących ze slangu, a także popkultury. Bowiem „to książka o miłości / spóźnionej albo pokracznej / ale miłości”, jak głosi autorka w ostatnim, dwudziestym szóstym wierszu (o jakże pasującym tytule 26). Wydźwięk tomiku jest więc pocieszający, gdyż nawet w bezczynnej apatii monotonnej codzienności odnajdzie się miejsce na moment czułej refleksji.

Gabriela Matkowska

The post Przemijanie (Paulina Korzeniewska, Mniej) appeared first on Pro Libris.

]]>
Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) https://prolibris.net.pl/dzwonek-na-przerwe/ Thu, 29 Jun 2023 17:46:07 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9841 Robert Rudiak

The post Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) appeared first on Pro Libris.

]]>

Szkoła od wewnątrz,
czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak

Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę, [bez wydawcy], Zielona Góra 2022, 66 s.

Daria Walusiak jest uczennicą pierwszej klasy I Liceum Ogólnokształcącego im. E. Dembowskiego w Zielonej Górze, ma dopiero 15 lat, a już jest autorką wydanego w 2023 roku zbiorku opowiadań Dzwonek na przerwę. Za otrzymane rok wcześniej stypendium twórcze, przyznane przez Urząd Miasta Zielona Góra, Daria postanowiła wydać debiutancką książkę. Wcześniej była laureatką kilku konkursów literackich dla młodzieży, a ostatnio humorystyczną opowieścią Po prostu idealnie wygrała również konkurs zorganizowany w jej szkole. Zachwyciła jurorów dojrzałością językową i warsztatową nadesłanego tekstu, rozbudowaną warstwą dialogową i psychologiczną bohaterów. Podjęła tematykę niebanalną, opisując szkolną rzeczywistość i stres spowodowany nauką, czyli istotną na tym etapie życia młodego człowieka. W utworze przedstawiała zabawne scenki, a zarazem podjęła ważny problem wyboru moralnego, dotyczącego więzi sympatii i rodzącej się przyjaźni między szkolnymi koleżankami.

W zbiorze Dzwonek na przerwę autorka przedstawiła siedem opowiadań, głównie autobiograficznych, detalicznie opisując swój świat przeżyć i dookolnych obserwacji, dokonując niekiedy groteskowej wręcz analizy jej najbliższej rzeczywistości: domu, szkoły, spotkań z rówieśnikami, pierwszych zachwytów, osobistych doznań, drobnych sukcesów i porażek. Aby jednak dojść do takiego poziomu pisarskiego, autorka wiele czasu poświęcała na spotkania warsztatowe prowadzone przez dr Mirosławę Szott, współinicjatorkę pomysłu wydania tekstów Darii w formie publikacji książkowej, do której napisała posłowie zatytułowane Od kuchni. Zauważyła w nim, że „Daria pokazuje środowisko uczniowskie od wewnątrz. To chyba klucz do jej przekazu – rekonstruować rzeczywistość, ale z bardzo konkretnego punktu, który reprezentuje. Robi to z poczuciem humoru i rozbawiającym napięciem. Stawia czasem swoich bohaterów w skomplikowanych dla nich sytuacjach. […] Daria podejmuje swego rodzaju grę z czytelnikiem, wiedząc, że jest on skłonny do poszukiwania »autentyzmu«. Zwłaszcza, że opowiadania dotyczą współczesnej szkoły i realnych problemów. […] Tytułowy dzwonek, który pojawia się w dwóch opowiadaniach, jest z jednej strony wyczekiwanym sygnałem po wielu pandemicznych miesiącach (Gra w nieskończoność), a z drugiej – czymś organizującym szkolne życie i mogącym wpływać na bieg zdarzeń (Dzwonek na przerwę). Jest w jakimś sensie momentem nieważkości, symboliczną chwilą”. Warto także wspomnieć, że książkę plastycznie ozdobiły intrygujące symbolicznym i tajemnym przekazem, kolorowe rysunki Aleksandry Tofil, która jest także współautorką projektu okładki.

W połowie kwietnia br. w szkolnej świetlicy I LO odbyło się spotkanie autorskie Darii Walusiak, w trakcie którego promowała swoją książkę. Promocję moderowała dr Mirosława Szott, która po spotkaniu poprowadziła warsztaty kreatywnego pisania dla młodzieży parającej się twórczością literacką. Drugie tego typu warsztaty odbyły się ponownie w maju w bibliotece szkoły.

Okładka książki

Daria Walusiak, jak przystało na prawdziwą humanistkę i idealistkę, postanowiła cały dochód uzyskany ze sprzedaży swojej debiutanckiej książki przeznaczyć na szczytny cel, czyli na leczenie i rehabilitację Kuby – syna nauczycielki w I Liceum.

Należy również podkreślić, że Daria Walusiak to osoba niezwykle uzdolniona artystycznie i twórczo kreatywna, o bogatym wnętrzu i wrażliwej osobowości, świetna obserwatorka i analityczka życia, która stale się rozwija, udoskonala swoje umiejętności i w inteligentny sposób szuka swojego miejsca na ziemi, własnego wyrazu, osobistej koncepcji oglądu rzeczywistości i oryginalnej wizji świata.

Autorka Dzwonka na przerwę, poza pisaniem i nauką, zajmuje się jeszcze grą na gitarze i pianinie, a w wolnych chwilach bardzo lubi śpiewać, wyrabiać biżuterię, malować, grać w badmintona, słuchać muzyki i… spać do południa. Brat bliźniak Darii.

– Mateusz chodzi również do I LO i także zajmuje się pisaniem opowiadań, a w ostatnim konkursie szkolnym otrzymał wyróżnienie. Jego proza jest jednak utrzymana w zupełnie innej konwencji literackiej i podejmuje zgoła odmienną tematykę.

Robert Rudiak

The post Szkoła od wewnątrz, czyli słów kilka o Dzwonku na przerwę Darii Walusiak (Daria Walusiak, Dzwonek na przerwę) appeared first on Pro Libris.

]]>
Przypomnij zapomniane (Judith Schalansky, Spis paru strat) https://prolibris.net.pl/spis-paru-strat/ Thu, 29 Jun 2023 17:31:28 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9817 Weronika Nawrocka

The post Przypomnij zapomniane (Judith Schalansky, Spis paru strat) appeared first on Pro Libris.

]]>

Przypomnij zapomniane

Judith Schalansky, Spis paru strat, przeł. K. Idzikowski, Ha!art., Kraków 2022, 253 s.

Nad istotą życia filozofowie zastanawiają się od wieków, bezskutecznie próbując odpowiedzieć na pytanie o jego sens, początek lub koniec. Życie trwa, dzieje się i mieni milionami barw – ale też kończy się niespodziewanie, urywa się i znika. Nie dotyczy to tylko życia człowieka, nieuchronnie kończy się istnienie każdej istoty, która kiedykolwiek miała swój początek. Fale codzienności mijają ją, opływając i może nawet pozostawiając po sobie ślad; ale istota, która zniknęła, nigdy nie będzie już sobą, będzie tym, co uczynił z niej wpływ czegoś innego.

Atrofia jest czymś, czego nie jest się w stanie pominąć, zignorować ani zapomnieć, czymś, na co nie ma żadnego wpływu. A jednak rzeczy znikając, często po prostu zmieniają rodzaj swojego istnienia, pokazując się z nowej perspektywy. Zmienione przez to, jak były postrzegane wcześniej, mimo że zapomniane, to nadal cenione i opisywane. I mimo że brzmi to jak oksymoron – to właśnie to zjawisko jest tematem książki Spis paru strat Judith Schalansky, niemieckiej pisarki, projektantki książek i redaktorki. Spis paru strat po raz pierwszy opublikowany został w Niemczech w 2018 roku, a w Polsce ukazał się na końcu 2022 nakładem wydawnictwa Korporacja Ha!art w tłumaczeniu Kamila Idzikowskiego.

Jest to książka niezwykła. Schalansky za jej temat obiera obiekty, ludzi bądź zwierzęta, które zniknęły, zostały zapomniane lub wymarły. Poetyckim językiem stara się zrekonstruować ich dzieje, próbuje wcielić się w ich pozycje i przypomnieć czytelnikowi o ich już niebyciu. Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy został opatrzony odpowiednią ilustracją i traktuje o zniknięciu konkretnej jednostki. Całość jest niezwykle spójna estetycznie, ilustracje są ciemne i wydrukowane na czarnych stronach, a treść została zamknięta w czarnej obwolucie zdobionej srebrnymi plamami.

Schalansky pisząc o rzeczach utraconych, nadaje im nowe życie, ale życie to stworzone jest z jej perspektywy. Gdy mówi o zaginionej taśmie filmowej, opowiada fragment z życia aktorki, której czas sławy przeminął; gdy pisze o wyginięciu tygrysa kaspijskiego, stara się zrekonstruować moment walki zwierząt w czasach starożytności; gdy przypomina zaginiony szkielet prawdopodobnie nigdy nieistniejącego zwierzęcia, przybliża czytelnikom historie swojej nieudanej próby klasyfikowania potworów. Pozornie historie nie mają nic wspólnego z ich faktycznym tematem – ale Schalansky ubiera je w tak doskonałe słowa, dobiera metafory tak misternie, że dzięki swoim zabiegom nadaje zaginionym przedmiotom nowe życie i przywraca im istnienie w innym wymiarze.

Książka została również opatrzona wstępem autorki, w którym mówi ona o genezie powstawania publikowanych tekstów. I już samo to wprowadzenie sprawia, że niemożliwym wydaje się zamknięcie tomu. Schalansky zastanawia się w nim, jak funkcjonuje istnienie i znikanie, co sprawia, że niektóre rzeczy, budowle lub ludzie trwają dłużej niż inne; mówi o książkach jako o najdoskonalszym nośniku informacji stworzonym przez ludzi. Zwraca uwagę na odwieczny niedosyt ludzki, który determinuje życie jako całość, mówi o pragnieniach, które mimo że nie mają prawa się ziścić, i tak prędzej czy później stają się prawdą, wypierając to, co wcześniej uznawane było za niepodważalny aksjomat.

Przypomina o tym, że życie nie ma racji bytu bez strat, bo to właśnie straty je kształtują i pokazują jego pełen obraz. Podsumowując, Schalansky kończy wstęp tymi słowami: „Ta książka, podobnie jak wszystkie inne, powstała z pragnienia, żeby umożliwić przetrwanie, przywołać przeszłość do teraźniejszości, przypomnieć rzeczy zapomniane, dopuścić do głosu to, co zamilkło, i opłakać straty. Pisanie nie przywraca niczego do życia, jednak pozwala wszystkiego doświadczyć. Niniejszy tom traktuje więc w równej mierze o poszukiwaniu, co o znajdywaniu, opowiada tyleż o traceniu, co o zdobywaniu, dając niejasne poczucie, że różnica między obecnością a nieobecnością może mieć marginalne znaczenie, dopóki istnieje pamięć”.

Niełatwo jest trafić na książkę, która potrafi sprowokować tyle myśli i ze sprzeczności stworzyć wspaniałą i spójną całość. Ponadto, jest napisana wyrafinowanym, poetyckim językiem, a jej treść osiąga dokładnie to, co było jej przeznaczeniem, a nawet jeszcze więcej – daje życie zapomnianemu, ale życie to jest nowe, rozwinięte, wzbogacone. Spis paru strat jest przykładem książki, która mimo że traktująca o trudnych tematach, w pewien sposób podnosi na duchu i mówi czytelnikowi, że nawet jeśli coś zniknie, może pojawić się na nowo, w innej odsłonie, dzięki czemuś innemu. Wspaniała symbioza życia i śmierci, utraconego z odzyskanym i zapomnianego z przypomnianym wylewa się ze stron Schalansky i gruntuje nowe perspektywy i postrzeganie rzeczywistości.

Weronika Nawrocka

The post Przypomnij zapomniane (Judith Schalansky, Spis paru strat) appeared first on Pro Libris.

]]>
My, dzieci bloków (Jolanta Fainstein, mama ma szorstkie ręce) https://prolibris.net.pl/my-dzieci-blokow/ Thu, 29 Jun 2023 17:14:07 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9796 Joanna Marcinkowska

The post My, dzieci bloków (Jolanta Fainstein, mama ma szorstkie ręce) appeared first on Pro Libris.

]]>
Obrazek przedstawia napis Recenzje i omówienia

My, dzieci bloków

Jolanta Fainstein, mama ma szorstkie ręce, Pro Libris, Zielona Góra 2023, 48 s.

Nie ma chyba w Polsce miasta bez blokowiska. Kiedyś odbyłam na ten temat długą dyskusję z przyjacielem i doszliśmy do wniosku, że to jest najbardziej efektywny sposób na umieszczenie wielu ludzkich mikroświatów na jak najmniejszej przestrzeni. Tak jest do dziś. Niegdyś wieżowce były budowane dalej od siebie, ale ludziom było do siebie bliżej. Dzisiaj bloki stawiane są obok siebie na wymaganą prawem budowlanym odległość, ale ich mieszkańcy żyją paradoksalnie daleko od siebie. Ale czy na pewno? Takie refleksje nachodzą człowieka po lekturze dramatu Jolanty Fainstein mama ma szorstkie ręce, wydanego nakładem Pro Libris – Wydawnictwa Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze.

mama ma szorstkie ręce to opowieść, której akcja dzieje się najprawdopodobniej właśnie w bloku. Podczas lektury miałam skojarzenie z hip-hopowym klimatem. Słucham dużo tej muzyki i zauważyłam, że pewne motywy zawarte w tym utworze można odnaleźć w tekstach raperów. Na tekturowej oprawie w kolorze wyblakłego różu i zieleni widzimy napisany ołówkiem tytuł oraz nazwisko autorki. Wzór w tle przypomina tapetę, jaką można było zobaczyć kiedyś na ścianach w każdym mieszkaniu. Napis jest jakby stworzony ręką dziecka, które starannie napisało każdą literę. Od razu nasuwa to skojarzenie z tagami na murach – podpisami, jakie zostawiają grafficiarze. Z tym, że ten napis umieszczony jest wewnątrz pomieszczenia, a nie na zewnętrznej ścianie. Taki swoisty „tag” ma coś przypominać, uświadamiać, zwracać na coś uwagę: mówi o pewnym fakcie. Zaznacza też obecność osoby piszącej na danym terenie. Dodatkowo mówi też o pewnej swojskości – jak rapuje Oliver Olson (w utworze Dom ft. Dedis): „Bo najlepiej to się czuję, gdy podjeżdżam tu na blok/ Wychowany w tej kulturze: tagi, mury to mój schron”.

Fainstein w swoim tekście przedstawia  ojca jako osobę nieobecną lub niedostępną, wiecznie zmęczoną, której często brak przyjaznych uczuć w stosunku do dzieci: „SYNEK: dlaczego mama jest ciepła a tata zimny?”. To także znajdziemy we wspomnianym utworze Olsona: „Dobra, brak mi taty, dla kumatych bala/ Dobra, trzymaj łapy od mych braci z dala/ Co dnia muszę swoje sprawy poukładać/ Palę definicję słowa równowaga”. Opisane rozchwianie emocjonalne postaci widzimy też w dramacie: dzieci bardzo reagują na emocje dorosłych, zauważają je: „DZIECI: jesteśmy takie nie do kochania”. Wydaje się, że wystarczyłoby kilka prostych rzeczy: zauważenie, przytulenie.

Cały dramat przypomina mi film w reżyserii Anny i Wilhelma Sasnalów Z daleka widok jest piękny. To opowieść o tym, że idealny obraz wsi zmienia się, kiedy przyjrzymy się mu z bliska. Samo słowo „mama” kojarzy nam się w większości przypadków pozytywnie: z opieką, ciepłem, bezpieczeństwem. Jednak okazuje się, że ręce tej mamy są szorstkie, spracowane, wcale nie takie przyjemne w dotyku. Dotyk, który powinien być („z definicji”) delikatny, wcale nie musi sprawiać tyle przyjemności, ile mogłoby się wydawać, że powinien. Ten dom nie zawsze jest ostoją, o czym opowiada TAPETA: „[…] 

Okładka książki "Mama ma szorstkie ręce". Przedstawia schody biegnące w górę od prawej do lewej strony, a potem od lewej do prawej. W tle jest tapeta z napisanym tytułem.

czas wieczorem wydłużał się/ mama smutniała/ kłótnie odbywały się w nocy nad ranem kiedy ojciec wracał/ kłótnie ciche piekące jak bąble po oparzeniu”.

W dramacie Fainstein didaskalia są szczątkowe. Tak jakby autorka nie chciała niczego sugerować. Na wstępie mamy wymienione postaci, ale brak jest jakiegokolwiek ich scharakteryzowania. Wszystko mamy sobie dopowiedzieć i „dowyobrazić” sami. Nie ma nawet tak naprawdę określenia miejsca akcji, jednak skoro jednymi z postaci są Boazeria i Tapeta (niemi świadkowie wydarzeń, przesiąkający emocjami bohaterów) – można przypuszczać, że rzecz dzieje się właśnie w bloku. Szczególnie, że później są mniej więcej opisane takie pomieszczenia jak „jasna kuchnia”. Ale tak naprawdę, jak czytamy u Fainstein, „pomieszczenia zamieniały się w zależności/ od sytuacji”. Ludzie mieli do dyspozycji małą przestrzeń, która musiała wystarczyć i być w miarę możliwości mobilna.

Dodatkowo w dramacie jedną z postaci jest też Chór – komentujący wydarzenia jak w greckiej tragedii, powtarzający najważniejsze wnioski, np. „mama gotuje/ gościom smakuje”. Cały utwór można potraktować jak metaforę niezrozumienia, daremnych często starań ludzi wobec siebie. Mimo tego, że jest to dramat, to dialogi napisane są niemal w formie białych wierszy. Jest w nich dużo przestrzeni do interpretacji: brak znaków przestankowych, które sugerowałyby nawet podział na zdania. Można odnieść wrażenie, że jest w nich dużo „powietrza”, symboliki. Daje to duże pole do popisu twórcom, którzy zdecydowaliby się przenieść ten utwór na scenę.

Jako motto dramatu widnieje cytat z Kordiana Juliusza Słowackiego o człowieku-aniele. Jednym z bohaterów utworu Fainstein również jest Anioł. Jednak w jego wypowiedziach czuć opiekuńczość połączoną z pewną szaleńczą desperacją: „ANIOŁ: sprzątam dom niezauważenie/ w mym sercu błąka się cierpienie” czy „zdejmij dres załóż szpilki/ pofarbuj włosy na kolor debilki/ jesteś tego warta”. To samo odnajdujemy w tekście rapera Miuosha (w utworze Byliśmy z płyty Ulice bogów): „Matka mówiła mi »każdy ma anioła na straży«/ mojego jest mi żal/ dawno się otruł”. Sami możemy sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile ten anioł z dramatu jest postacią realną (może nawet człowiekiem?), a w jakim stopniu przemęczoną częścią psychiki naszej lub rodziców.

mama ma szorstkie ręce Jolanty Fainstein to współczesny dramat o dzieciach z bloków, których wychowują ludzie właściwie niemający o tym pojęcia. Nie ma na to rady ani metody: ze wszystkimi sytuacjami trzeba radzić sobie na bieżąco, a w tym wszystkim są jeszcze emocje, które wpływają na codzienne funkcjonowanie członków rodziny. Wypowiedzi Chóru często mają formę dziecięcych wyliczanek czy krótkich bajek. Na koniec całość Chór komentuje dosadnie: „była sobie raz rodzina/ miała chatkę z masła/ a w tej chatce same dziwy/ pst iskierka zgasła”. Historia opowiedziana w dramacie wcale nie wydaje się archaiczna ani odległa. Wręcz odwrotnie – można odnieść wrażenie, że niezależnie od czasów nic się nie zmieniło. Trudności w porozumieniu między pokoleniami oraz nagromadzenie trudnych emocji między członkami rodziny jest cały czas takie samo. W tym samym duchu kończy swój utwór „PLEU” (pochodzący z EP-ki Wolna Europa) raper Indeb: „Nasi rodzice żyli w PRL-u, my dzisiaj żyjemy w PL-EU/ Inny ustrój, ten sam kraj, więcej perspektyw, wcale nie mniej problemów”.

Joanna Marcinkowska

The post My, dzieci bloków (Jolanta Fainstein, mama ma szorstkie ręce) appeared first on Pro Libris.

]]>