Łukasz Maciejewski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/lukasz-maciejewski/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 19 Jun 2026 10:54:12 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Łukasz Maciejewski Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/lukasz-maciejewski/ 32 32 Skóra na dłoni – czytając Mróz Thomasa Bernharda [z cyklu „Ultima Thule”] https://prolibris.net.pl/skora-na-dloni-czytajac-mroz-thomasa-bernharda-z-cyklu-ultima-thule/ Fri, 19 Jun 2026 10:41:57 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=17714 Łukasz Maciejewski

The post Skóra na dłoni – czytając Mróz Thomasa Bernharda [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>

Łukasz Maciejewski

Skóra na dłoni – czytając Mróz Thomasa Bernharda

Czesław Miłosz w Piesku przydrożnym wyodrębnił dział „Tematy do odstąpienia” („jestem za stary i nie będę mógł ich sam wykorzystać”), jednym z takich tematów była historia czyichś dłoni odbitych w skale przed tysiącami lat. Miłosz pytał: kto tam był na pustkowiu, kto to zrobił?

Mróz Thomasa Bernharda w tłumaczeniu Sławomira Błauta to są właśnie dłonie odbite w skale. To są emocje odbijające emocje. To jest mróz.

Podkreśliłem długopisem w tekście określenie „człowiek udany”. Bernhard kpi, ale nie nęka ludzi nieudanych, bo wie, że tego mu robić nie wolno, że to męka, męka bez końca.

Monstrualny monolog malarza, bohatera Mrozu. Monolog, który trwa. Nie kończy się. Słowa, zdania, uwięzienie w słowach, w zdaniach, w dłoniach jakichś innych dłoni, odbitych we wnętrzu.

Ale czym jest wnętrze? Co to jest? W tej prozie niewiele znaków zapytania. Żeby pytać, trzeba wiedzieć, a „człowiek udany” Bernharda, który właśnie udany nie jest, jest człowiekiem drenującym niepewność, jest człowiekiem zmuszonym do mówienia, nie może przestać mówić, a jeżeli nie ma do kogo, nie ma interlokutora, mówi do siebie. Gada, w końcu skrzeczy, zaklina milczenie, które jest wielkim zagrożeniem. Ale też nie wie, dlaczego nim jest, co w tym jest groźne, kiedyś wiedział, ale zapomniał. A może nie wiedział nigdy?

Dłoń odbija się już nie we wnętrzu bohatera Bernharda, ale w jego jelitach, w najbardziej nikczemnych fizjologicznych sferach, których finałem jest wydalanie.

 

Nie przynosi to ulgi, nic nie przynosi ulgi, gadanie, od którego jest się uzależnionym, ale i gadanie wewnętrzne, to tylko wypełniacz pomagający przetrwać, chwilowo, na czas remisji, na czas wyrzutów sumienia, że mogło być inaczej, że za dużo było myślenia, które przecież nie było myśleniem, było złorzeczeniem myśleniu, złorzeczeniem dedukcji.

W Mrozie jest malarz, były malarz, który dawno temu zaprzestał malowania. Jest młody mężczyzna, student, wysłany na przeszpiegi, mający opisać stan zdrowia malarza i sprzedać raporty bratu malarza, lekarzowi. Jest gospoda, w której mieszkają. Brudnawa, zatłuszczona, zimna, z wyziewami nieszczelnych okien. Jest właścicielka denuncjująca własnego męża. Teraz ten mąż siedzi w kryminale, a ona chętnie ściąga barchany, ściąga buty, ściąga gorset. Ona jest lubieżna. I świat jest lubieżny. Chłopiec, z perspektywy którego zamieszkujemy w tym świecie, odkrywa, że gospodyni gotuje psy, że te psy przynosi jej rakarz, kochanek, jeden z kochanków gospodyni. Niechlujne twarze, przetarta bielizna i świat, który umorusał się i wyświnił, ale nie zamierza się wcale myć, nie zamierza wycierać, nawet rękawem.

Słowa, szpile, jak one brzmią: rakarz, pilarz, szlachtuz.

Dłoń z Miłosza przyczepiona jest do tyłka, tam dyryguje, tam dywaguje.

A malarz, który tkwi tam równie dobrze od wieków, co od paru sezonów, czuje te przytwierdzone dłonie do szyi, wędrują z tyłka aż do szyi, zaciskają się na grdyce.

I dlatego mówi, i dlatego myśli, i dlatego jego szaleństwo (Bernhard zapisałby owo szaleństwo kursywą) jest tak chwilami precyzyjne, elokwentne, logiczne.

Dłoń naciska, człowiek udany ucieka. Ucieka dlatego, że nie ma gdzie uciec. Zostanie w mrozie, w zimie, ze szlachtuzami, z rakarzami, z pilarzami, z wypinającą tyłek gospodynią, z gotowanymi psami, i z pogrzebami, które są tutaj jedyną atrakcją, i tylko wtedy można się najeść lepszego mięsa.

Malarz tam zostanie, bo dłoń z litej skały, dłoń promieniująca od tyłka do grdyki, jest psychicznym wędzidłem. Ta dłoń trzyma, nie puszcza.

Nie jego dłoń. Dłoń Austrii, dłoń cywilizacji, dłoń rozpaczy.

The post Skóra na dłoni – czytając Mróz Thomasa Bernharda [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>
Sny pełne Globisza [z cyklu „Ultima Thule”] https://prolibris.net.pl/sny-pelne-globisza-z-cyklu-ultima-thule/ Wed, 26 Nov 2025 12:49:53 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16891 Łukasz Maciejewski

The post Sny pełne Globisza [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>

Łukasz Maciejewski

Sny pełne Globisza

 

Sny pełne dymu, reż. Dorota Kędzierzawska

 

Tegoroczny laureat Grand Prix na „Kozzi Film Festivalu” – Sny pełne dymu to film pełen dumy, nie tylko dymu.

Wspólny film Doroty Kędzierzawskiej, jednej z najciekawszych rodzimych autorek filmowych, z główną rolą Krzysztofa Globisza, jednego z tych aktorów, którego zawsze, w każdych okolicznościach, chce się oglądać.

Sny pełne dymu są eksperymentem, również jeśli chodzi o przyzwyczajenia widza. Trochę chaplinowskim slapstickiem, trochę bajką, trochę moralitetem. Zafascynowana Globiszem (i z nim zaprzyjaźniona) reżyserka postanowiła napisać scenariusz dla ulubionego aktora. Jak na Kędzierzawską, latami przygotowującą kolejne filmy, sprawy potoczyły się szybko. Zdjęcia do Snów pełnych dymu realizowane były w ścisłej pandemii.

Postcovidowa atmosfera udziela się również oglądającemu. Film jest zamknięty, duszny, klaustrofobiczny. Albo wchodzi się w podobne rejestry, albo się z nich rezygnuje. Pod względem filmowej formy to chyba najbardziej radykalny tytuł w dorobku autorki Wron.

Fabuła jest pretekstowa. Był sobie mężczyzna w sile wieku – nazywany w filmie Starym Lisem (w tej roli oczywiście Krzysztof Globisz) i była sobie dziewczyna, Panna Crazy (fascynująco wyjęta jak gdyby z filmu noir Żaneta Łabudzka). Dziewczyna usiłowała popełnić samobójstwo, mężczyzna temu zapobiegł, a uprowadzając młodą kobietę do swojego oddalonego siedliska, dał jej schronienie.

Pomiędzy tą dwójką rozgrywa się seans milczenia, zwierzeń, monologów, papierosowego dymu i śpiewu, co i raz przetykanych, na wzór kina niemego, planszami rekapitulującymi wszystkie zdarzenia (plansze są autorstwa Krzysztofa Globisza).

„Scenariusz Snów pisałam z myślą o dwójce wyjątkowych aktorów – wybitnym artyście i wspaniałym człowieku, Krzysztofie Globiszu (Stary Lis) oraz młodej, nikomu nieznanej Żanecie Łabudzkiej (Crazy)” – mówiła Dorota Kędzierzawska. – „Napisy i rysunki, jakie towarzyszą filmowi, są autorstwa Krzysztofa, który kilka lat temu, nieoczekiwanie dla siebie odkrył nowy rodzaj ekspresji. W większości powstały specjalnie dla filmu, pełnią w nim specjalną rolę i są ważnym elementem mojej filmowej opowieści”.

*

Autorskie kino rządzi się swoimi prawami. To truizm, ale wart przypomnienia. Autorskie kino Doroty Kędzierzawskiej to twórczość, w której forma często dominuje nad treścią, a każda scena, ba, każde ujęcie, wydaje się częścią wysublimowanej konstrukcji bez mała architektonicznej.

Kędzierzawska w Snach pełnych dymu opracowała pełną koncepcję wizualną, była także montażystką. Kino autorskie tout court. Są plusy i minusy takiej drogi. Film ogląda się niczym świadomie ożywiony obraz, ruchome rysunki – wielokrotnie używany obiektyw ze zmienną osią ostrości, spowolnienia i przyspieszenia, skupienie na detalu: na kieliszkach pełnych wina, lustrach, powiewającej firanie i innych częściach wyposażenia Pałacu w Rząsinach, gdzie film był kręcony, sprawiają wrażenie przemyślanej, ekstrawaganckiej konstrukcji, która z wolna przestaje mieć wiele wspólnego z realizmem.

Realny jest za to Globisz. Wspaniały także i w tym filmie. Operujący zmarszczką na czole, spojrzeniem, uśmiechem i słowami, kalekimi słowami, niepełnymi słowami, które w przypadku Starego Lisa są naturalną potrzebą kontaktu. To bohater ambiwalentny, samotnik nie tylko z wyboru.

Żaneta Łabudzka ma charakterystyczny tembr głosu, ekranową siłę, jest aktorsko konsekwentnie poprowadzona.

Wierzę, że jak zawsze w przypadku Doroty Kędzierzawskiej, również i Sny… odnajdą swojego wiernego widza.

Zielona Góra nie mogła wybrać lepiej.

The post Sny pełne Globisza [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>
Panie Profesorze, mam już teatr. Paweł Gabor [z cyklu „Ultima Thule”] https://prolibris.net.pl/panie-profesorze-mam-juz-teatr-pawel-gabor-z-cyklu-ultima-thule/ Wed, 04 Jun 2025 11:03:38 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16058 Łukasz Maciejewski

The post Panie Profesorze, mam już teatr. Paweł Gabor [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>

Łukasz Maciejewski

Panie Profesorze, mam już teatr

Paweł Gabor

 

 

Cykl moich felietonów dla „Pro Libris” nazwałem „Ultima Thule”. Określenie to, użyte po raz pierwszy przez Wergiliusza i oznaczające mityczną krainę położoną na północy i wyznaczającą kraniec świata, stało się synonimem końca świata. Żyjemy trochę w takiej rzeczywistości. Co gorsze, przyzwyczajamy się do tego, a może już się przyzwyczailiśmy. Problemy globalne sprzed paru czy parunastu lat wydają się dzisiaj igraszką. Zamykając kolejny rok, wydaje się, że nie może być już gorzej, a jest gorzej, coraz gorzej.

 

W pierwszej z moich opowieści chciałbym uciec jednak od tematów uniwersalnych, żeby opowiedzieć o tragedii zupełnie indywidualnej, o odejściu jednego człowieka, młodego aktora, Pawła Gabora, pracującego do niedawna w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. Chcę pisać o Pawle nie z perspektywy krytyka teatralnego, nie kolegi z pracy, lecz jego profesora, wykładowcy. A to szczególny rodzaj więzi.

W Szkole Filmowej w Łodzi od dwunastu lat prowadzę zajęcia na Wydziale Aktorskim. To specyficzny rodzaj kontaktu z wchodzącymi do zawodu artystami. Nie usiłuję nauczać, pouczać, na pewno nie daję aktorskich uwag, to nie jest moja specjalizacja. Na trwających przez cztery semestry zajęciach staram się natomiast – poprzez kontakt z praktykami, rozmowy o praktycznej stronie zawodu – dawać młodym aktorom wskazówki przydatne na trudne lata po skończeniu studiów.

Z Pawłem Gaborem spotykałem się na zajęciach aż przez trzy lata. Powtarzał rok, bynajmniej nie ze względu na wyniki w nauce. Ciężko zachorował, a rekonwalescencja okazała się na tyle uciążliwa, że uniemożliwiła mu kontynuowanie studiów, był jednak ambitny i zdeterminowany, wciąż zmagając się z konsekwencjami tak zwanego „long covid” dokończył studia, wspaniale zagrał w dyplomie, sumiennie pisał prace. Wyróżniał się. Wśród indywidualistów, bo tylko tacy młodzi ludzie wybierają ten kierunek, wciąż się wyróżniał. Kontrastowy. Z jednej strony, nieśmiały i wycofany, z drugiej – zawsze na pierwszym planie, ironiczny. Stałym elementem naszych spotkań były wizyty gości, najczęściej znakomitych aktorów, na zajęcia z rokiem Pawła przyjeżdżali między innymi Kuba Gierszał, Tomasz Schuchardt, ale i Jan Holoubek. Paweł na tych zajęciach był dociekliwy, zawadiacki. Tak jakby chciał uzyskać odpowiedzi na pozornie naiwne, a tak naprawdę podstawowe pytania dotyczące szarej zawodowej strefy, kłopotów i zwątpień. Nie wstydził się trudnych pytań, nie peszył. To była druga strona jego osobowości, uwidaczniająca się także w pracach pisemnych.

Studentom pokazuję filmy, najczęściej klasykę, ale nie chcę, żeby pisali recenzje, zawsze ważny jest temat, z którym muszą się zmierzyć. Wypracowania Pawła zapamiętałem szczególnie, wcale nie dlatego, że tak świetnie były napisane. Nie, językowo nie były napisane po mistrzowsko, ale były prowokacyjne, jadowite, operowały językową dezynwolturą. Ogromnie mi się to podobało.

*

Sentencjonalne stwierdzenie: „odszedł zbyt wcześnie” w przypadku Pawła jest czystym tragizmem. I dla bliskich, i dla przyjaciół.

Jego pierwsze role zagrane w Lubuskim Teatrze (Sancho Pansa w Przygodach Don Kichota, w spektaklu dla dzieci Jestem Ziarnkiem Maku na scenie Teatru Lalek, a wreszcie Grabiec w Balladynie w reżyserii Roberta Czechowskiego), spektakle dyplomowe (myślę przede wszystkim o neurotycznym Andrzeju w Trzech siostrach Czechowa w reżyserii Franciszka Szumińskiego), pierwsze role filmowe (film Idź pod prąd, serial Komisarz Alex) pozwalały mieć nadzieję, że Paweł odnajdzie swoje miejsce w zawodzie. I że będzie to droga pełna satysfakcji, dobrej, solidnej i uczciwej pracy. Przez lata, przez dekady.

On również to czuł. W prywatnych wiadomościach (nie straciliśmy kontaktu po studiach) pisał do mnie, że jest zadowolony z pracy w Zielonej Górze, wszystko się stabilizuje, niepokoje mijają, w końcu może powiedzieć o sobie: Aktor. W lutym zeszłego roku napisał do mnie: „Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystko zaczyna się bardzo dobrze układać. Panie profesorze, mam już teatr”.

Tak, miał już teatr, był ciekawym aktorem, a z latami byłby na pewno coraz bardziej interesujący. Był także człowiekiem. Wrażliwym, niepewnym siebie, albo zbyt wiele od siebie wymagającym, i tego człowieka w Pawle Gaborze żal mi najbardziej. Żałuję, że nie zobaczę go więcej – ani na scenie, ani w życiu, nie usłyszę od niego zaskakujących pytań, nie wiedząc do końca, co naprawdę ma na myśli. Że z chłopca, młodego mężczyzny, nie wyrośnie ciekawy człowiek, bogaty wewnętrznie, błyskotliwy i wartościowy.

Po śmierci Pawła kilka osób wysłało do mnie wiadomości na Messengerze, to byli jego przyjaciele z czasów licealnych, z ostatnich lat. Zainspirowani moim postem na Facebooku, chcieli podzielić się ze mną własnym smutkiem. Dowiedziałem się, że pisał 

wiersze i piosenki. Nie wiedziałam, za czym tęsknił, jakie miał plany.

Większość tajemnic Paweł zabrał na zawsze ze sobą. I to jest zawsze największa tragedia.

The post Panie Profesorze, mam już teatr. Paweł Gabor [z cyklu „Ultima Thule”] appeared first on Pro Libris.

]]>
8. Kozzi Film Festiwal „Kozzi – Krafftówna – Łomnicki” https://prolibris.net.pl/8-kozzi-film-festiwalkozzi-krafftowna-lomnicki/ Sat, 10 Dec 2022 11:08:53 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=5312 Mirosława Szott

The post 8. Kozzi Film Festiwal „Kozzi – Krafftówna – Łomnicki” appeared first on Pro Libris.

]]>

Mirosława Szott

8. Kozzi Film Festiwal „Kozzi – Krafftówna – Łomnicki”

W dniach 10-14 czerwca 2022 roku odbyła się kolejna, ósma już edycja Kozzi Film Festiwal, której organizatorami były dwie instytucje: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze oraz Zielonogórski Uniwersytet Trzeciego Wieku, a partnerem – od 2012 roku FilmFestival Cottbus. Tym razem festiwalowe spotkania umiejscowione zostały w Zielonej Górze i Zatoniu. Impreza została objęta honorowym patronatem Prezydenta Miasta Zielona Góra oraz Marszałka Województwa Lubuskiego. Dyrektorem Festiwalu, kuratorem programowym i koordynatorem projektu był dr Andrzej Buck.

Maciej Kozłowski, wywodzący się z Kargowej, to postać niezmiennie patronująca uroczystościom festiwalowym. Wśród najważniejszych nazwisk znaleźli się także Barbara Krafftówna oraz Tadeusz Łomnicki. To oni stanowili inspirację tegorocznych uroczystości. Gościem specjalnym edycji został Jan Englert, wybitny aktor filmowy i teatralny, reżyser.

Po lewej stronie stroi Dyrektor Andrzej Buck, po środku Małgorzata Foremniak, a na prawo od niej Łukasz Maciejewski.

Wydarzenia czerwcowe poprzedzały trzy forpoczty. W marcu odbyło się spotkanie wokół filmu Sonata (reż. Bartosz Blaschke) z udziałem Małgorzaty Foremniak i Łukasza Maciejewskiego. Z kolei w maju miała miejsce w KINIE NORWID prezentacja filmu Żeby nie było śladów (reż. Jan P. Matuszyński), który otrzymał nagrodę za reżyserię podczas FilmFestival Cottbus 2021. Bezpośrednim wprowadzeniem do festiwalu było też spotkanie wokół tegorocznych patronów w przeddzień festiwalu.

Filmem otwarcia był Nosorożec w reżyserii ukraińskiego filmowca Olega Sencowa. Na program festiwalu złożyły się następujące cykle filmowe:

–    Kino Polskie. Filmy z lat 2021-2022 (Magdalena, reż. Filip Gieldon; Fucking Bornholm, reż. Anna Kazejak; Po miłość / Pour l’amour, reż. Andrzej Mańkowski; Bo we mnie jest seks, reż. Katarzyna Klimkiewicz; Wiarołom, reż. Piotr Złotorowicz),

–    Kino znad granicy (m.in. Jedenaste: znaj sąsiada swego [Nebenan], reż. Daniel Brühl; Nasiona [Die Saat], reż. Mia Maariel Meyer; Fabian albo świat schodzi na psy [Fabian oder der Gang vor die Hunde], reż. Dominik Graf; Wolni albo martwi [Stürm: Bis wir tot sind oder frei], reż. Oliver Rihs),

–    Kino akcji. Kozzi Gangsta Film (Lokatorka, reż. Michał Otłowski; Mój dług, reż. Denis Delić / Bogusław Job; Furioza, reż. Cyprian T. Olędzki),

–    Łukasz Maciejewski. Moje ulubione role drugoplanowe (m.in. Inni ludzie, reż. Aleksandra Terpińska; Jakoś to będzie, reż. Sylwester Jakimow),

–    Kino wg Andrzeja Draguły: Wiara i Wojna.

Ważnym elementem festiwalu były także przedsięwzięcia teatralne. Ostatniego dnia festiwalu w Sali CKK RCAK odbył się spektakl w ramach Lubuskich konotacji pt. Małe zbrodnie małżeńskie Erica-Emmanuela Schmitta w reżyserii Karola Wróblewskiego w wykonaniu Beaty Kawki i Mirosława Zbrojewicza. Do nieco innych spotkań z dramatem, których scenę tworzyły ruiny pałacu w Zatoniu, odbiorcy byli zaproszeni w cyklu Czytelnia Dramatu, której pomysłodawcą jest dr Andrzej Buck, a koordynatorem dr Janusz Łastowiecki. Przeczytane zostały dwa teksty: Nie chcę matki piękniejszej od mojej według powieści Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu (adaptacja Waldemara Matuszewskiego i Roberta de Quelen) oraz Jeszcze żywi Mirosławy Szott w reżyserii Andrzeja Nowaka. Wzięło w tym udział kilkunastu aktorów lubuskiej sceny teatralnej.

Dopełnieniem wydarzeń były także spotkania i rozmowy wokół książek. Prezentowano publikacje: Jestem jak motyl Andrzeja Grabowskiego, Krafftówna w krainie czarów Remigiusza Grzeli, Bez oklasków Jana Englerta i Kamili Dreckiej, a także książkę Jacka Głomba Życie niedokończone. Z Lechem Raczakiem rozmawia Jacek Głomb.

Ważnym miejscem festiwalu był też NAMIOT CAFÉ FILM, przyciągający młodszych odbiorców spektaklami, warsztatami, wspólnym czytaniem książek i zabawami. Jedną z atrakcji był spektakl W lesie na podstawie tekstu Małgorzaty Strzałkowskiej w wykonaniu „Teatrzyku Majaczek” połączony z warsztatami ekologicznymi. Także dzieci z zespołu „1-2-3 TEATR” miały możliwość zaprezentować swoje umiejętności w przedstawieniu Jak myszka została nietoperzem (na podstawie bajki Akaki Cereteli). W ostatnim dniu festiwalu odbyło się spotkanie online z Iwanem Andrusiakiem adresowane do dzieci pochodzących z Ukrainy.

Tegoroczne Jury Festiwalu, w którego skład wchodzili: Łukasz Maciejewski (przewodniczący), dr Andrzej Buck (dyrektor KFF), Małgorzata Grelak (sekretarz), przyznało następujące nagrody:

–    Grand Prix, czyli Klaps 2022 dla reżysera najlepszego polskiego filmu fabularnego dla Bartosza Blaschke za film Sonata,

–    Klaps 2022 za najlepszą kreację aktorską w polskim filmie fabularnym dla Magdaleny Żak za kreację w Magdalenie Filipa Gieldona,

–    Klaps 2022 za najlepszą drugoplanową kreację aktorską w polskim filmie fabularnym dla Lecha Dyblika za rolę Jurasa w Sonacie Bartosza Blaschke,

–    Klaps 2022 za wybitne osiągnięcia artystyczne w dziedzinie filmu dla Jana Englerta,

–    Klaps 2022 za kino akcji dla Lokatorki Michała Otłowskiego ze szczególnym względnieniem kreacji Sławomiry Łozińskiej.

Pierwszy raz w historii KFF własną nagrodę przyznało Młodzieżowe Jury w składzie: Lidia Compel, Karolina Gleń, Marzena Kapusta, Hanna Kuchta, Paweł Skrzypczak, Zofia Wajdzik (wszyscy z V LO w Zielonej Górze). Novum była także nagroda publiczności (plebiscyt online), którą otrzymał film Po miłość / Pour l’amour w reżyserii Andrzeja Mańkowskiego. Specjalna nagroda Kozzi Film Festiwal KLAPS 2022 trafiła do Łukasza Maciejewskiego, cenionego krytyka filmowego i teatralnego, który związany jest z imprezą od 2012 roku. Autorką statuetek jest Aneta Pabjańska-Moskwa, artystka z Żar. 

Dokładny opis poszczególnych wydarzeń festiwalowych
znajduje się na stronie http://www. festiwal.norwid.net.pl.

Jan Englert, Andrzej Grabowski, Beata Kawka, Sławomira Łozińska, Łukasz Maciejewski, Mirosław Zbrojewicz

The post 8. Kozzi Film Festiwal „Kozzi – Krafftówna – Łomnicki” appeared first on Pro Libris.

]]>