Lubuskie Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/lubuskie/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Fri, 19 Jul 2024 07:17:29 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Lubuskie Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/lubuskie/ 32 32 Sztuka Basi Bańdy https://prolibris.net.pl/sztuka-basi-bandy/ Wed, 03 Jul 2024 09:45:15 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13724 Wojciech Kozłowski

The post Sztuka Basi Bańdy appeared first on Pro Libris.

]]>

Wojciech Kozłowski

Sztuka Basi Bańdy

Twórczość Basi Bańdy, po wielokroć opisywana, wymyka się jednak prostym opisom i podsumowaniom. Przez ponad 15 lat obecności w sztuce artystka idzie swoją drogą, nie zwracając uwagi na doraźności i trendy, uwodząc introwertyczną opowieścią, która wydaje się jednak uniwersalnie czytelna.

Jest to bowiem malarstwo (a także rysunek, kolaż, obiekt, fotografia) od samego początku będące jednocześnie koncepcją i emocją, wolnością i pełną kontrolą, przypadkiem i perfekcyjnym założeniem. Bardzo osobiste, a jednocześnie głęboko zanurzone w historii sztuki. Bańda przyzwyczaiła nas, że w jej twórczości nic nie jest na stałe. Pierwsze prace, dzięki którym stała się rozpoznawalna, szybko zostały zakwalifikowane do obszaru „sztuki kobiecej”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Artystka bardzo mocno akcentowała w nich swoje relacje z ciałem, własnym, ale też męskim, czyniąc głównym przedmiotem obrazowania swoje własne strachy, obsesje, relacje; używając ubrań, zasłon, fragmentów tkanin – i fizjologicznie, i delikatnie.

Można było odnieść wrażenie, że Bańda nie uznaje tabu, żadnych ograniczeń w opowiadaniu o swoim oglądzie świata. A potem pojawiły się kolejne cykle, w których cielesność ciągle odgrywała ważną rolę, ale dotyczyła bardziej hybrydalnych form roślinno-ludzko-zwierzęcych. W innych odnosiła się do licznych podróży, dając nam wgląd w ich przebieg enigmatycznymi, czasem prawie że fotograficznymi scenami. A jeszcze później nastąpiło odejście od realizmu – nawet jeśli fantastycznego – w stronę abstrakcji, będącej reakcją na literaturę „grozy i niesamowitości”.

Najnowsze prace stanowią połączenie miękkich, rozlewających się form z precyzyjnie namalowanymi figurami geometrycznymi. Ten krótki, pobieżny przecież opis ma być tylko wprowadzeniem do tej sztuki, jednocześnie dekoracyjnej, ale głęboko przemyślanej i czasem wprost, czasem w bardzo zawoalowany sposób odnoszącej się do przeszłości malarstwa. Dającej przyjemność w percepcji, jednocześnie wielowarstwowej i niejednoznacznej.

Tak naprawdę, znając twórczość Basi Bańdy prawie że od samego jej początku, nie mam pojęcia, co będzie dalej; wiem tylko, że artystka nie oszczędzi nam kolejnych zwrotów akcji w jej świecie, w którym życie i sztuka zawiązują się w nierozerwalny splot.

Akwarela na obniżenie ciśnienia 182, 30x40 cm, akwarela na papierze, 2020 Kompozycja uspokajająca 3, 2022, akwarela, akryl na papierze, 34x52 cm

The post Sztuka Basi Bańdy appeared first on Pro Libris.

]]>
Po obu stronach Odry https://prolibris.net.pl/po-obu-stronach-odry/ Tue, 02 Jul 2024 12:12:31 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13631 Henryk Warszawski

The post Po obu stronach Odry appeared first on Pro Libris.

]]>

Henryk Warszawski

Po obu stronach Odry

Wszystko zaczęło się od Odry. Niemal 70 lat temu urodziłem się w Krośnie Odrzańskim. Moje dzieciństwo, lata szkolne, sportowe rozbieganie to wioska Laski, też Odrzańskie.

Niejako z nurtem tej rzeki – od źródeł w morawskim Kozlov – spływam latami – po Bałtyk. Miejscem urodzenia czuję się duchowo spokrewniony z Klabundem*, którego twórczość fascynuje mnie do dzisiaj. Szukam jego śladów w Crossen an der Oder.

Tak chciał los, że znalazłem moje miejsce w życiu po zachodniej stronie Odry. Trudne lata stanu wojennego, niezgoda z politycznym klimatem partyjnego kraju, praca w militarnej szkole sprawiły, że podjąłem decyzję o opuszczeniu Polski. Emigracja, exodus, ucieczka, pomówienie o zdradę ojczyzny, to trudne do zdefiniowania stany mojego odważnego kroku na Zachód. Dziś przyznaję, że najbardziej męczyła mnie komunistyczna miernota, przemądrzałość, brak tolerancji, hałas, wrzask.

Te stany potęgują się przerażająco w obecnym zgiełku. Ojczyzna? Trudno mi się opowiedzieć. Nazywam ją emocjonalnie po europejsku – Odrzańskie.

Tomik poetycki brata, Mieczysława Warszawskiego nosi ten właśnie tytuł Odrzańskie. Zainspirowany był moim bieganiem nad Odrą. Po jednym z treningów podpowiedziałem mu ten tytuł.

Lubię poruszać się po zarośniętych ścieżkach, krętych, niewygodnych, pełnych rozstajów. W tym poszukuję wartości, bliżej wyciszenia, piękna, zachwytu. Wędrowaniem, biegiem, zatrzymaną chwilą podążam w kierunku świata, który mnie wartościowo wabi.

O każdej porze roku odwiedzam ukochaną rzekę. Ubiegłorocznym latem przekraczałem promem Odrę z Güstebieser Loose do Gozdowic. Tam znajduje się dominujący wśród łąk nadodrzańskich, pomnikowy metaloplastykon Boga Odry – Viadrusa.

Żyję niejako w rozkroku granicznym, intensywnie chłonąc kulturę sąsiednich narodów. Pomaga mi w tym otwarcie na literaturę, muzykę, sztukę, przyrodnicze piękno.

Dobrze mi też z tym, gdy czytam, piszę, myślę, żyję codziennością – w języku niemieckim.

W moich przygodach czytelniczych przeżywam często podwójną radość analizowania tej samej książki w dwóch językach.

Zajmujące mnie od lat książki Miłosza, Szymborskiej, Tokarczuk, Szczypiorskiego odbieram z dwujęzyczną barwą intelektualnej intensywności.

Bliżej Odry – twórczość Sobkowiaka, Koniusza, Warszawskiego, Morawskiego.

Także „an der Oder”, kiedy czytam Kleista, Fontane’a, Klabunda, Bierbauma, Eicha – w tłumaczeniach polskich.

To bycie w drodze, ta wędrówka, podróże do miejsc, gdzie nic nie ma, wyostrzają moją wrażliwość, uwagę obserwacji, dostrzeganie piękna obrazu, miejsca, chwili.

Znajduję wyciszenie i spokój myśli w zatrzymaniu.

Najtrafniej moje płynięcie Odrą oddają słowa Klabunda: „…gdzie czas wpływa do wieczności…” („…wo die Zeit mundet in der Ewigkeit…”).

I tak podążam – po obu stronach Odry – w kierunku bliskiej Wieczności: Pełen emocji i wiary, na dalsze – kiedyś – podróżnicze spotkania z tymi, którzy już po tamtej stronie.

A sił dodaje mi moja medytacyjna modlitwa, zawierająca cztery słowa: Hygge – Sisu – Mut – Pasja.

Pokłon Viadrusowi – bo Odrzańskie.

 

The post Po obu stronach Odry appeared first on Pro Libris.

]]>
Narrator i bohater w powieści „Aktoreczka” Barbary Wysoczańskiej https://prolibris.net.pl/narrator-i-bohater-w-powiesci-aktoreczka-barbary-wysoczanskiej/ Tue, 02 Jul 2024 11:26:23 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13582 Izabela Jabłońska

The post Narrator i bohater w powieści „Aktoreczka” Barbary Wysoczańskiej appeared first on Pro Libris.

]]>

Izabela Jabłońska

Narrator i bohater w powieści Aktoreczka Barbary Wysoczańskiej

Czy przeszłość jest ważną częścią nas samych i czy pamięć o niej nas niszczy, nie pozwalając na szczęśliwe życie? Czy będzie nam łatwiej przetrwać każdy kolejny dzień, jeśli zagłuszymy bolesne wspomnienia? Jaka jest cena sławy i czy warto ją płacić? Do czego może doprowadzić zazdrość i nienawiść? Kogo zemsta niszczy najbardziej? Te i wiele innych pytań może zadawać sobie czytelnik podczas lektury książki Barbary Wysoczańskiej. Aktoreczka to powieść, której akcja dzieje się w Nowym Jorku pięć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Przedstawia ona losy Lauren Evans, pięknej aktorki, będącej u szczytu sławy i Konrada Rogowskiego, emigranta z Polski i fotografa. Los stawia ich na swojej drodze i przynosi im wiele niespodzianek, m.in. niespodziewane uczucie.

W swoich rozważaniach przyjrzę się powieści lubuskiej autorki, skupiając się na wybranych elementach konstrukcyjnych. Zacznę od charakterystyki narratora. Jest on trzecioosobowy i wszechwiedzący, jednak dozuje informacje, często podaje szczątkowe wiadomości czytelnikowi, który przez całą książkę zbiera je, by na końcu ułożyć z nich całą historię. Nie mówi o pewnych rzeczach od razu, ale pozostawia osobę czytającą w niepewności, zdaną na domysły, które będzie mogła potwierdzić dopiero dalsza lektura. Sprawia to, że zostajemy pozostawieni jakby w pół kroku do poznania losów bohatera i nie możemy oderwać się od książki. Narracja jest tu allotropiczna, ukierunkowana na bohaterów – obecność osoby mówiącej odkrywamy więc przez pewne szczegóły, takie jak np. wybór postaci, z perspektywy których się wypowiada czy dozowanie uwagi poświęconej poszczególnym osobom. Choć narrator nie formułuje bezpośrednio swoich sądów, możemy się ich domyślać. Wkłada on w usta bohaterów opinie na różne tematy i kieruje losami postaci tak, że pośrednio odsłania swoje stanowisko. Nie zmusza jednak czytelnika do współdzielenia z nim sposobu patrzenia na pewne sprawy, raczej zostawia mu pole do własnej refleksji. Narrator nie należy do świata przedstawionego utworu, nie jest ani uczestnikiem, ani świadkiem zdarzeń, znajduje się poza obrębem rzeczywistości utworu. Możemy tu zatem mówić również o narracji transcendentnej w utworze[1]. Co ciekawe, narrator opowiada historię z różnych punktów widzenia, wchodzi niejako w rolę wybranego bohatera i patrzy na świat przedstawiony jego oczami, zgłębia jego psychikę i myśli. Mamy więc w utworze do czynienia z mediatyzacją. Nie ogranicza się ona do jednej postaci, najczęściej poznajemy perspektywę Lauren i Konrada. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnikowi łatwiej jest zrozumieć motywacje postaci, może lepiej pojąć, dlaczego bohaterowie różnie patrzą na jakieś sprawy, prześledzić ich przemianę, doświadczać wraz z nimi rozterek. W ten sposób odbiorca otrzymuje też możliwość spojrzenia na świat przedstawiony z różnych stron, wie więcej niż postacie z powieści, bo nie ogranicza go sposób patrzenia na rzeczywistość tylko jednej osoby.

Bohaterowie są drugim istotnym elementem składowym książki. Stanowią oni siłę napędową fabuły i występują jako postacie główne, uboczne i epizodyczne. Jest ich bardzo dużo i dzięki temu, a także dzięki ich kulturowemu i charakterologicznemu zróżnicowaniu, wnoszą oni do opowieści bogactwo i różnorodność, stanowią również tło wydarzeń. Już tytuł pokazuje nam, na jakiej postaci będzie skupiała się fabuła. Lauren Evans, bo to o niej mowa, jest gwiazdą Hollywood. Wiele osób nazywa ją aktoreczką i nie jest to bynajmniej zdrobnienie nacechowane pozytywnie – świadczy o pogardzie, nienawiści i zazdrości żywionych wobec bohaterki. Lauren wie, że jest piękna, potrafi podkreślać swoją urodę, przykuwać uwagę, ma świadomość swoich zalet. Jednak nie każdy widzi w niej odważną kobietę, która zna swą wartość. Ludzie uważają ją za bogatą femme fatale, piękną, ale pustą i utożsamiają ją z postacią z filmu albo widzą w niej „laleczkę”, którą można sterować w odpowiedni sposób. Nikt nie dostrzega, że tak naprawdę jest to krucha i rozpaczliwie samotna kobieta, pod maską uśmiechu kryjąca wiele tajemnic i bolesną przeszłość, o której bezskutecznie stara się zapomnieć. Lauren jest postacią dynamiczną, pod wpływem różnych osób i wydarzeń stara się zmienić swoje życie, uczynić je szczęśliwszym.

Druga główna postać to Konrad Rogowski. Na jego życie bezpośredni wpływ mają wydarzenia historyczne. To podczas drugiej wojny światowej zginęła jego żona, a córka straciła wzrok. Aby dać szansę na lepsze życie swojej rodzinie, bohater uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdyż w powojennej Polsce zajętej przez komunistów nie miał takiej możliwości. Konrad również jest bohaterem dynamicznym, zdaje sobie sprawę, że w przeszłości popełnił wiele błędów i stara się je naprawić. Dlatego troskliwie opiekuje się córką i zbiera pieniądze na jej operację, szuka także zabójcy swojej żony. Poznanie Lauren diametralnie zmienia jego życie, choć miało być tylko drogą do ujęcia poszukiwanego mordercy. Dzięki kobiecie Konrad zaczyna widzieć rzeczy, których wcześniej nie dostrzegał i zdaje sobie sprawę, że sam niesłusznie odbiera sobie prawo do szczęścia i zarazem unieszczęśliwia ludzi, których kocha.

Postacią niezwykle interesującą, choć drugoplanową, jest Helena – szwagierka Konrada. Wojna zabrała jej wiele osób, które kochała, a ona nie potrafi zapomnieć o bólu, jaki jej przyniosła. Uważa, że nikt nie może zrozumieć tak wielkiego cierpienia, nie dopuszcza do siebie myśli, że inni też przeżywają w swoim życiu prawdziwe dramaty. Całkowicie oddaje się obowiązkom domowym i zapomina o własnym szczęściu. Pragnienie miłości przysłania jej właściwy ogląd rzeczywistości, a zazdrość popycha ją do zemsty. „Ta bezmiłość, która dotknęła jej w kwiecie wieku, uczyniła z niej kobietę […] mściwą i zawistną, która bez mrugnięcia okiem sprzedała intymne informacje o innej kobiecie, by ją upokorzyć”[2] – mówi o niej narrator. Helena dopiero później uświadamia sobie, że dała się wykorzystać dziennikarzowi, z którym miała romans i że zemsta wcale nie przyniosła jej satysfakcji. Jej losy doskonale pokazują, jak bardzo złe emocje niszczą człowieka.

Nawet epizodyczni bohaterowie są ważni w tej powieści. Na przykład jedna z klientek kawiarni Heleny, Daisy O’Neill jest doskonałą obserwatorką, mądrą kobietą, która niejako wyraża przez swoje wypowiedzi pewne zasady moralne, podsumowuje zachowania bohaterów, daje dobre rady i dostrzega rzeczy, których inni nie widzą. Bohaterowie epizodyczni dodają tej książce kolorytu, sprawiają, że powieść zbliża się bardziej do życia, w którym człowiek spotyka na swojej drodze wielu ludzi, choć nie wszyscy odgrywają w nim taką samą rolę.

Aktoreczka to powieść, w której kreacja świata przedstawionego uwzględnia bogaty kontekst kulturowy. Czytelnik poznaje tu świat hollywoodzkich gwiazd i Nowy Jork – miasto powszechnie uważane za miejsce, w którym można zacząć wszystko od początku, zbudować swoje życie od nowa, zapomnieć o przeszłości i spełnić marzenia. Wydaje się, że w tym mieście wszystko jest możliwe. Czy jednak taka jest rzeczywistość? Autorka pokazuje nam, że niekoniecznie. Być może patrzymy na te kwestie przez pryzmat stereotypów i nie dostrzegamy, że prawda jest o wiele bardziej skomplikowana. Świadczy o tym choćby wypowiedź Lauren, która wyznaje: „Wiesz, że większość Amerykanów myśli, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie? Że mam wszystko, czego dusza zapragnie, a aplauz publiki to tylko dopełnienie mojego idealnego życia? Bo świat tak postrzega ludzi, którzy odnieśli sukces”[3]. Książka nie pomija też trudnych tematów, takich jak: nadużywanie alkoholu, problemy psychiczne, przemoc czy choroby. Pojawiają się tu też konteksty kulturowe, charakterystyczne dla naszych czasów, m.in feministyczne, etniczne, rasowe[4]. W powieści ścierają się m.in. stanowiska dotyczące roli kobiet, ich praw, możliwości rozwoju itd. Najważniejszą postacią obrazującą tę kwestię jest oczywiście Lauren, gdyż często widzimy świat przedstawiony z jej perspektywy. To właśnie ta bohaterka swoim działaniem pokazuje, że kobiety nie powinny być podporządkowane mężczyznom, że mogą być niezależne, wolne, piękne, doceniane i kochane, nieograniczane żadnymi konwenansami, a przede wszystkim że mogą robić to, co naprawdę sprawia im radość. Ale w powieści ukazane są także kobiety, które mają inne zdanie na ten temat. Pani Pansy, pracownica cukierni, twierdzi na przykład, że każda przedstawicielka tej płci powinna znaleźć sobie męża. Natomiast Lizzy, mężatka i przyjaciółka Lauren, która wydaje się szczęśliwa, zajmując się domem, boi się opinii teściowej i obwinia siebie za to, że nie może zajść w ciążę (nie dopuszcza do siebie myśli, że przyczyna może leżeć po stronie jej męża). Z kolei dla Heleny, szwagierki Konrada ubieranie się w niektóre stroje przez kobiety jest nieodpowiednie, wręcz nie do pomyślenia. Jej zdaniem, „Amerykanki, niby wzorowe panie domu, […] w rzeczywistości bezwstydnie eksponowały swoje wdzięki, emanując wyuzdanym seksapilem”[5]. Pisarka pokazuje także, w jaki sposób kobiety są postrzegane przez mężczyzn i tu również mamy różne stanowiska. Wśród męskich bohaterów powieści są również tacy, którzy stosują przemoc i podkreślają swoją wyższość. Z kolei inni zdają się nieporadni życiowo. „Nie znam mężczyzny, który sam parzyłby sobie kawę”[6] – mówi jedna z bohaterek. W książce dostrzegamy zatem pewne odchodzenie od stereotypu, kształtowanie się nowej świadomości. Bohaterki coraz lepiej sobie radzą, o czym może świadczyć zakładanie przez nie własnych firm, takich jak cukiernia czy szkoła tańca. Są to jednak dopiero początki, gdyż trudno jest wyrwać się ze schematu, który wyznacza kobiecie rolę polegającą na zajmowaniu się domem i na podporządkowaniu się mężowi.

Aktoreczka Barbary Wysoczańskiej to książka, która porusza wiele istotnych kwestii i oferuje nie tylko wciągającą historię miłosną, ale także, a może przede wszystkim, opowieść o różnych ludziach, ich planach i marzeniach, o dążeniu do szczęścia i dostrzeganiu, że nie wszystko jest takie, jakie nam się na początku wydaje. Ktoś kiedyś zauważył, że książka jest dobra wówczas, gdy sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad naszym życiem, gdy skłania nas do myślenia i dostrzegania tego, na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Ta powieść z pewnością jest tego przykładem.

 


[1]  H. Markiewicz, Autor i narrator, [w:] tegoż, Wymiary dzieła literackiego, Kraków 1984, s. 89-110.
[2]  B. Wysoczańska, Aktoreczka, Poznań 2023, s. 446-447.
[3]  Tamże, s. 249.
[4]  Por. A. Burzyńska, Kulturowy zwrot teorii, [w:] Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2002, s. 41-87.
[5]  B. Wysoczańska, dz. cyt., s. 167.
[6]  Tamże, s. 260.

 

The post Narrator i bohater w powieści „Aktoreczka” Barbary Wysoczańskiej appeared first on Pro Libris.

]]>
Przezwyciężyć przeszłość O „Aktoreczce” Barbary Wysoczańskiej https://prolibris.net.pl/przezwyciezyc-przeszlosc-o-aktoreczce-barbary-wysoczanskiej/ Tue, 02 Jul 2024 11:19:06 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13569 Bogusława Kaźmierczak

The post Przezwyciężyć przeszłość O „Aktoreczce” Barbary Wysoczańskiej appeared first on Pro Libris.

]]>

Bogusława Kaźmierczak

Przezwyciężyć przeszłość

O Aktoreczce Barbary Wysoczańskiej

 

Wysokie wieżowce, klaksony charakterystycznych taksówek, tysiące billboardów, różnorodnych języków i wszędzie spieszący się ludzie – z tym wszystkim kojarzy nam się Nowy Jork. Dynamiczne i pełne życia miasto przyciąga tłumy tych, którzy pragną (lub muszą) zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Taki obraz Wielkiego Jabłka wyłania się z powieści Barbary Wysoczańskiej pt. Aktoreczka. I właśnie w taki sposób wyobrażam sobie to miasto. Ogromne, bogate w różne wydarzenia, zamieszkałe przez ludzi, którzy tworzą jego klimat.

Gęsty tłum może przypominać zbitą masę, ale nie możemy zapominać, że składa się on z osób, które kochają, pracują, mają swoich najbliższych lub miejsca, do których wracają po ciężkim dniu. To właśnie miejsce i czas akcji sprawiły, że z ciekawością sięgnęłam po Aktoreczkę. A gdy dowiedziałam się, że autorka ma wykształcenie historyczne, a na koncie kilka powieści historycznych, moje wymagania wzrosły. Z nadzieją na odczucie klimatu lat 50., które z jednej strony kojarzą się z tańcem i jazzem, a z drugiej – z ciągle obecną traumą niedawno zakończonej wojny, zaczęłam lekturę.

W Aktoreczce autorka splata losy dwóch osób, które raczej nie powinny się spotkać, na pozór nie mają bowiem ze sobą za wiele wspólnego. Konrad Rogowski, Polak, który po drugiej wojnie światowej przybył do Ameryki wraz z niewidomą córką Emilką i szwagierką Heleną, ma jeden cel: za pomocą zdjęć wykonanych podczas wojny pokazać światu okrucieństwo, jakiego doznali mieszkańcy Warszawy. Uparty, mimo przeciwieństw losu, kieruje się pragnieniem odnalezienia sprawiedliwości i odkupienia swoich win. Z tą postacią kontrastuje sylwetka aktorki Lauren Evans, która odniosła ogromny sukces w Hollywood i stała się jedną z najpopularniejszych osób w świecie filmu. Mogłaby się wydawać, że Konrad jest głównym bohaterem, jednak z biegiem czasu, okazuje się, że to Lauren jest protagonistką. Z zewnątrz jest to kobieta idealna, nienagannie ubrana i pomalowana, prezentująca się z jak najlepszej strony. Jednak sława ma także swoje mroczne strony, które sprawiają, że podziwiana gwiazda filmowa jest osobą zmagającą się z wieloma problemami – zaczynając od mściwego menadżera, kończąc na własnej przeszłości.

Tytuł powieści sugeruje, że główna bohaterka jest marną aktorką, która błyszczy wyłącznie swoim pięknem na srebrnym ekranie. A jednak Lauren okazuje się kobietą silną, która się nie poddaje przeciwnościom. Zdecydowanie należy ona do bohaterów aktywnych, których decyzje wyznaczają kierunek rozwoju fabuły. Ta postać przekonująco dowodzi, że życie w wielkim amerykańskim mieście na oczach paparazzi i milionów fanów nie należy do najłatwiejszych.

Natomiast o tym, że Nowy Jork to metropolia, zróżnicowana pod względem kulturowym i ekonomicznym, przekonuje kreacja postaci drugoplanowych (np. mieszkańców „kotła kultur”) i epizodycznych (np. osób należących do bogatszej części społeczeństwa). To właśnie rozbudowana galeria bohaterów, w której osoby fikcyjne występują obok historycznych (głównie gwiazd złotej ery Hollywood, takich jak np. Clark Gable czy Louis Armstrong), wysuwa się na plan pierwszy tej powieści. Autorka przekonująco oddaje różne charaktery i emocje, realistycznie ukazuje cechy negatywne, w tym zawiść i przewrotność.

Akcja powieści toczy się w roku 1950, czyli tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, która – w różnym stopniu i w różny sposób – na każdym odcisnęła piętno. Amerykanie, którzy dołączyli do konfliktu dopiero w grudniu 1941 roku, a w związku z tym tak silnie nie odczuli konsekwencji wojny, nie do końca rozumieją podejście Polaków. Ci drudzy podczas wojny stracili wszystko: swoich najbliższych i majątki, a ich psychika została nieodwracalnie zmieniona, tak jak w przypadku Konrada. Zarówno on, jak i Lauren to postaci typowe dla okresu powojennego. Są tacy jak ludzie tej epoki, przy czym ich poglądy i postawy życiowe pokazują istnienie dwóch różnych światów. Autorka zamieszcza rozbudowane opisy uczuć i przeżyć postaci, udaje się przy tym wydobyć kontrast między bogatą aktorką i mało zamożnym Rogowskim, który pracuje w warsztacie samochodowym i dorabia jako fotograf. Mamy tu z jednej strony opis drogich ubrań od znanych projektantów, z drugiej – skromny ubiór emigranta, którego nie interesuje moda; ogromne apartamenty i domy, wystawne przyjęcia i pełne przepychu gale i skromne mieszkanie ludzi, którzy starają się ułożyć sobie na nowo życie w obcym kraju. Czytając powieść, towarzyszymy im w tym, poznajemy też nękające ich demony przeszłości.

Ci, którzy uznają, że powieść Aktoreczka jest częściowo romansem, literaturą kobiecą, mają poniekąd rację, ale w takiej kwalifikacji nie ma nic deprecjonującego. Książka Wysoczańskiej jest jedną z wielu powieści o silnych kobietach, które zmagają się z przeciwnościami i których losy splatają się z losami mężczyzn pozornie niemających z nimi nic wspólnego. Fabuła toczy się tu dynamicznie, obfitując w mniej lub bardziej dramatyczne wydarzenia, zakończenie jest dość przewidywalne, ale nie nużące. Styl powieści – nieskomplikowany i łatwy – sprawia, że choć opowiada ona o bardzo poważnych tematach, czyta się ją lekko i przyjemnie. Bardzo ciekawe są tu dialogi, ukazujące podejście bohaterów do świata, ich charakter i relacje z innymi ludźmi. To właśnie one są dopełnieniem przeżyć wewnętrznych postaci i pozwalają stworzyć pełny portret psychologiczny. Interesująca jest również okładka, na której widnieje kobieta ubrana w wieczorową suknię, mająca fryzurę pasującą do mody panującej w latach 50. Stoi ona na balkonie i obserwuje Nowy Jork – jej ukochane miasto i miejsce akcji powieści. Tak zaprojektowana okładka przypomina plakat filmowy, stanowiąc nawiązanie do zawodu i największej pasji Lauren; jej kolorystyka ma barwy zachodzącego słońca, co może kojarzyć się z zapowiedzią nocy, czyli czasu, kiedy takie miasto jak Wielkie Jabłko tak naprawdę budzi się do życia. To wtedy rozpoczynają się premiery, bankiety i wystawne przyjęcia, na których gwiazdy szaleją do białego rana, a które niedostępne są dla zwykłych zjadaczy chleba.

Do takich właśnie ludzi, zwyczajnych czytelników adresowana jest ta książka – idealna do pochłonięcia w kilka jesiennych wieczorów przy kubku gorącej herbaty. Aktoreczka niewątpliwie zainteresuje czytelnika zafascynowanego historią i srebrnym ekranem, lubiącego śledzić losy silnych postaci, które dzielnie walczą z przeciwnościami i własnymi demonami. I chociaż powieść Wysoczańskiej nie zawiera doniosłego przesłania, może skłonić do refleksji na temat własnej przeszłości: czy żyjemy tu i teraz, czy utknęliśmy w minionych wydarzeniach i wciąż nie umiemy się od nich uwolnić?

 

The post Przezwyciężyć przeszłość O „Aktoreczce” Barbary Wysoczańskiej appeared first on Pro Libris.

]]>
Książki Wydawnictwa Pro Libris dostrzeżone podczas Lubuskich Wawrzynów 2023 https://prolibris.net.pl/ksiazki-wydawnictwa-pro-libris-dostrzezone-podczas-lubuskich-wawrzynow-2023/ Tue, 02 Jul 2024 09:08:33 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13535 Książki Wydawnictwa Pro Libris dostrzeżone podczas Lubuskich Wawrzynów 2023 Lubuskie Wawrzyny 2023 przyniosły sporo emocji i wiele nieoczekiwanych werdyktów. Impreza doczekała się wielu podsumowań, jednak tym razem chcieliśmy zwrócić uwagę na trzy wyróżnione publikacje wydane w wydawnictwie zielonogórskiej książnicy (nie pomijając oczywiście głównych nagród). Laureatem Lubuskiego Wawrzynu Literackiego został Konrad Wojtyła za tomik Scherzofrenia (kategoria […]

The post Książki Wydawnictwa Pro Libris dostrzeżone podczas Lubuskich Wawrzynów 2023 appeared first on Pro Libris.

]]>

Książki Wydawnictwa Pro Libris dostrzeżone podczas Lubuskich Wawrzynów 2023

Lubuskie Wawrzyny 2023 przyniosły sporo emocji i wiele nieoczekiwanych werdyktów. Impreza doczekała się wielu podsumowań, jednak tym razem chcieliśmy zwrócić uwagę na trzy wyróżnione publikacje wydane w wydawnictwie zielonogórskiej książnicy (nie pomijając oczywiście głównych nagród). Laureatem Lubuskiego Wawrzynu Literackiego został Konrad Wojtyła za tomik Scherzofrenia (kategoria „poezja”) oraz Mariusz Wilk za książkę Procidana (kategoria „proza”). Ale wśród nominowanych do głównej nagrody znalazł się także Konrad Krakowiak z tomikiem Już czas wydanym w Wydawnictwie Pro Libris (to już trzecia książka, którą Konrad konsekwentnie wydaje u nas). Tomik jasny, mocno przeniknięty wiarą w głęboki sens ludzkiego życia, nawiązujący niektórymi rozwiązaniami do poezji Wisławy Szymborskiej.

Ponadto ważne wyróżnienie (Nagrodę Rektora Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim: Srebrne Sokole Pióro) otrzymała Patrycja Mierzejewska za swój debiut wchłanianie żelaza wydany w naszej oficynie jako pokłosie Konkursu Debiut Pro Libris. Jej publikacja została pozytywnie zrecenzowana m.in. przez Rafała Gawina i Czesława Sobkowiaka. A Karol Maliszewski napisał w blurbie na okładce: „Gorzkie i zwarzone komunikaty, wypełnione fantomowym bólem urazów i utrat, chwilami niecierpliwe i dosadne”. Warto odnotować, że za całokształt twórczości nagrodzeni zostali: Hanna Bilińska-Stecyszyn, Iwona Małgorzata Żytkowiak, Edward Derylak i Zygmunt Marek Piechocki.

Z kolei Lubuski Wawrzyn Naukowy otrzymała Gabriela Augustyniak-Żmuda za książkę Biografie językowe przesiedleńców ze wschodnich województw II Rzeczypospolitej mieszkających w regionie lubuskim. Nagroda Rektora UAM w Poznaniu za najlepszą książkę popularnonaukową 2023 Małe Srebrne Pióro przypadła Ryszardowi Łomskiemu, który w Wydawnictwie Pro Libris wydał Zielonogórski big-beat i film (zespoły gitarowe i Lubuski Klub Filmowy). Już wcześniejsze spotkanie autorskie pokazało, jak ważna i interesująca jest tematyka, którą podjął mieszkający obecnie w Finlandii Łomski. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że warto czasem zaryzykować w wyborze tematu publikacji.

W Lubuskim Wawrzynie Dziennikarskim główny laur powędrował do Elżbiety Wozowczyk-Leszko, a Mateusz Kasperczyk uhonorowany został jako wyróżniający się młody dziennikarz. Dyplom za całokształt twórczości odebrał Marek Staniszewski. Za walory edytorskie wyróżniono książki: Zygmunta Marka Piechockiego Listy po czasie oraz Igora Myszkiewicza O czarownicy i potworze: zielonogórskie procesy o czary/ About the Witch and the Monster: witchcraft trials in Zielona Góra (Wydawnictwo Forum Art). Natomiast w plebiscycie online Nagroda Czytelników najwięcej głosów otrzymał Ryszard Jasiński za książkę Król Błot. Tuplickie opowieści.

Wyróżnienie trzech „naszych” książek podczas Lubuskich Wawrzynów 2023 odbieramy z wielką satysfakcją jako sukces twórców oraz całego zespołu, który nad nimi pracował od strony redakcyjnej, technicznej i promocyjnej. Dziękujemy autorkom i autorom za zaufanie.

The post Książki Wydawnictwa Pro Libris dostrzeżone podczas Lubuskich Wawrzynów 2023 appeared first on Pro Libris.

]]>
Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „proza” dla Mariusza Wilka za książkę „Procidana” https://prolibris.net.pl/lubuski-warzyn-literacki-2023-w-kategorii-proza-dla-mariusza-wilka-za-ksiazke-procidana/ Tue, 02 Jul 2024 08:52:42 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13514 Wojciech Browarny

The post Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „proza” dla Mariusza Wilka za książkę „Procidana” appeared first on Pro Libris.

]]>

Wojciech Browarny

Lubuski Wawrzyn Literacki 2023 w kategorii „proza” dla Mariusza Wilka za książkę Procidana

(laudacja)

Są pisarze i pisarki, dla których kraj, kontynent, a nawet świat jest domem. Są również tacy, dla których dom, miejsce urodzenia lub zamieszkania, słowem: domowina jest ich całym światem. Autor tej książki nie musi wybierać. Jest mocno związany z konkretnymi, rzeczywistymi miejscami, ale poprzez biografię, lektury lub rozmowy, które prowadzi w swojej prozie z filozofami i artystami, sięga ku dalekim horyzontom w czasie i przestrzeni. Rozpina sieć wrażeń, dociekań i faktów od lubuszczyzny, przez ziemię kłodzką, rosyjską głubinkę, po Zatokę Neapolitańską.

Czym jest ta proza? Dla mnie – opowieścią o tym, jak być intensywnie tu i teraz, a jednocześnie nie stać się więźniem ciasnej „wyspy”, którą bywa codzienność, rutyna myślowa, taka albo inna wspólnota, do której należymy lub aspirujemy. Tej książki nie można jednak zamknąć w prostej formule. Meandryczna i porwana opowieść swobodnie przekracza granice kultur narodowych, poprawności politycznej, literackiego gatunku. Intelektualny przewodnik? Szkicownik pisarza? 

Autobiograficzna sylwa? Listy do bliskich? Autor wciąga czytelnika w wir dyskusji, odsłania historyczne warstwy krajobrazu, ujmuje rozległością spojrzenia i rytmem zdania. Posłuchajcie. „[W] dole ciemnobrunatna plaża, oblizywana białymi jęzorami fal, po prawej tufowy obryw z wypłowiałoróżową willą i dwiema piniami na skraju, po lewej port rybacki, za nim Terra Murata, zza której wyłania się czub Capo Miseno, skąd Pliniusz Młodszy przypatrywał się słynnej erupcji Wezuwiusza (opisał ją w liście do Tacyta), na horyzoncie przy dobrej widoczności bieleje Parco Virgiliano (miejsce pochówku autora Eneidy?), a jeśli dobrze się wpatrzyć, można dostrzec w jej cieniu niewielką Nisidę, gdzie w willi Brutusa zawiązał się spisek na życie Cezara. Nade wszystkim króluje Wezuwiusz oraz pasmo Gór Sorrentyńskich w sinoperłowej mgle. Zimą przychodzę o świcie na Belvedere Morante podziwiać wschód słońca, które wolno wypełza zza wulkanu, jakby ten wybuchał światłem” (s. 32).

Kapituła w składzie: Jerzy Madejski, Karol Maliszewski i Wojciech Browarny (przewodniczący) po zapoznaniu się z książkami zgłoszonymi na konkurs i dyskusji przyznała nagrodę Lubuskiego Wawrzynu Literackiego w kategorii prozy za rok 2023 Mariuszowi Wilkowi za książkę Procidana (Wyd. Bogusław Mykietów, Pyrzany 2023).

The post Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „proza” dla Mariusza Wilka za książkę „Procidana” appeared first on Pro Libris.

]]>
Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „poezja” dla Konrada Wojtyły za książkę „Scherzofrenia” https://prolibris.net.pl/lubuski-warzyn-literacki-2023-w-kategorii-poezja-dla-konrada-wojtyly-za-ksiazke-scherzofrenia/ Mon, 01 Jul 2024 12:27:59 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13492 Małgorzata Mikołajczak

The post Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „poezja” dla Konrada Wojtyły za książkę „Scherzofrenia” appeared first on Pro Libris.

]]>

Małgorzata Mikołajczak

Lubuski Wawrzyn Literacki 2023 w kategorii „poezja” dla Konrada Wojtyły za książkę Scherzofrenia

(laudacja)

„Nie znajdziesz tu nic dobrego” (Szukanie) – zapowiada poeta, nie można jednak brać na serio pierwszych słów tej książki. I nie należy się obawiać, że nas przytłoczy jej poważna tematyka – śmiertelnie poważna. „Umarła mi, bo nie wiedziałem, że jest to możliwe” (Fantazmat), „Jesień w tym roku taka piękna, a ty taka brzydko umarła” (Hidżra), „Gdybyś była mi umarła wcześniej, np. w słowie, dałoby się/ to jakoś znieść, nazwać, złożyć w epos…” (Bodźce nieistniejące).

Ile już słów i wierszy napisano o śmierci – śmierci matki, bo o niej tu mowa, a przecież, jak zauważa autor, „Wciąż trenujemy treny i budujemy dalej” (Z desek i pali). Także ów tom jest owocem takiego treningu. W jego tonach rozbrzmiewają echa znanych wierszy pożegnalnych, rezonują rozmaite tanatyczne wątki. Zatem jak to się dzieje, że rozmowa z umarłą nie staje się tu żałobnym lamentem, a wiersz o odejściu nie wpada w koleinę schematu? Najwyżej „trochę łez, co psują wiersz” (Letarg), „Kostki soli w rany, trochę scherza dla serca” (Burza).

Kluczowy jest język. „Kulka żalu toczy się i dotyka języka […] Ciało obraca się w proch. Pustka/ w psotkę” (Pustka po psotce). Stąd „blaskfemia” (Blaskfemia) i „spowieść” (Spowieść), „Nadto zbytki i apostazje, pęd kilku martwych słów, co zechcą zbiec poza słownik w niepisane liturgie znaczeń” (Zła godzenie). Niezwykłe rzeczy dzieją się tutaj z językiem. „Wszystko/ skrzypi, i szkli się, i iskrzy – szkwał słów” (Szkli się, iskrzy). „Skrzywiony skrzydłokwiat i skrzydłokist, co skisł./ I choroby liści, i planet – lecą na nas/ te wszystkie gwiazdy i gwizdy” (Dekapitacja). W tę śmierć wciągnięty został cały świat, kosmos i ciało, a ona i tak rozgrywa się w słowie, artykułuje się przez zaskakujące skojarzenia, nieoczekiwane zbitki, paronomazje, aliteracje i enumeracje, chiazmatyczne koncepty, barokowe paradoksy. Ostatecznie nie śmierć, ale słowo tworzy tu ramę interpretacyjną, wyznacza układ odniesienia: „Mogła żyć, a nie żyje – różnica jak między/ cyjankiem i cynamonem. Usta brudzą słowo,/ język brodzi pełen rozpaczy” (Szarża).

„Nie znajdziesz tu nic dobrego” (Szukanie), a jednak nie można było zrobić tego lepiej. Bo tylko tak, ożywiając konwencję, można wskrzeszać martwe, kruszyć skamielinę żalu i rozedrgać, rozkołysać, roztańczyć obolałe serce rytmem słów, który porywa i wciąga w funeralne frenetyczno scherzo – w „scherzofrenię”.

 

The post Lubuski Warzyn Literacki 2023 w kategorii „poezja” dla Konrada Wojtyły za książkę „Scherzofrenia” appeared first on Pro Libris.

]]>
Na tropach Hłaski https://prolibris.net.pl/na-tropach-hlaski/ Mon, 01 Jul 2024 12:09:18 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=13472 Paulina Potasińska

The post Na tropach Hłaski appeared first on Pro Libris.

]]>

Paulina Potasińska

Na tropach Hłaski

W 1935 roku Melchior Wańkowicz udał się wraz z najmłodszą córką w podróż po Prusach Wschodnich, by szukać śladów Smętka, czyli diabła znanego z kaszubskich i mazurskich legend. Ta podróż zaowocowała powieścią reportażową Na tropach Smętka (1936), do dziś uznawaną za jeden z najważniejszych utworów non-fiction powstałych w dwudziestoleciu międzywojennym. Nieco wcześniej, bo 14 stycznia 1934 roku, w Warszawie urodziła się inna legenda: prozaik i mitoman, „Hemingway z Koluszek” i „polski James Dean”, potomek szlacheckiej rodziny pieczętującej się herbem Leliwa[1] i samotny wilk z proletariackiego Marymontu, który – jak twierdziła Agnieszka Osiecka – „wymyślił sobie około stu różnych życiorysów i około tysiąca różnych scenariuszy, w których występował osobiście”[2]. Te życiorysy, scenariusze i odgrywane z przekonaniem role do dziś fascynują zarówno czytelniczki/czytelników Marka Hłaski, jak i badaczki/badaczy jego przyćmionej przez legendę biograficzną twórczości.

Czytelnik pamięta

Na swoją legendę Hłasko zaczął pracować już w dzieciństwie: najpierw jako kilkunastoletni chłopiec prowadzący pamiętniki[3], potem jako nastolatek, który o swoim robotniczym pochodzeniu opowiadał tak sugestywnie, że uwierzyli w nie literaci opiekujący się w Kole Młodych adeptami pióra. Nabrał nawet Igora Newerlego, który – podobnie jak obiecujący debiutant – mieszkał w sercu inteligenckiego Żoliborza, nieopodal pl. Wilsona. Hłasko zawdzięczał Newerlemu nie tylko stypendium, podczas którego powstało socrealistyczne opowiadanie Baza Sokołowska (opublikowane w „Sztandarze Młodych” w 1953 roku, a rok później przedrukowane w „Almanachu Literackim”), lecz także pierwszą maszynę do pisania. Marzył o niej syn pisarza – Jarosław Abramow-Newerly, ale podczas tworzenia tekstów do Studenckiego Teatru Satyryków musiał zadowolić się piórem i „kratkowanym papierem”, bo nie jemu ojciec zaproponował pożyczenie swojego starego Underwooda[4].

Kiedy w 1956 roku Hłaskę przyjmowano z pompą do Związku Literatów Polskich, jego pozycja była już ugruntowana. W dołączonym do ankiety członkowskiej życiorysie relacjonował: „Urodziłem się w 1934 roku w Warszawie. […] Do powstania uczyłem się w szkole powszechnej. Po powstaniu mieszkałem we Wrocławiu, gdzie skończyłem sz. Podst. Trzykrotnie usiłowałem skończyć IX kl. lecz za każdym razem bez powodzenia. Usunięto mnie wreszcie uważając za idiotę. Pracowałem potem jako pikolak, ładowacz, szofer, furman, monter itd. nie chce mi się wymieniać, bo i tak nikt nie uwierzy. Pisać zacząłem w 1951 roku”[5]. Swoją legendę budował konsekwentnie, uczestnicząc w życiu artystycznym stolicy, ale także konfabulując. W Pięknych dwudziestoletnich, czyli fabularyzowanym quasi-pamiętniku, wyznał: „Życie, które mi dano, jest tylko opowieścią; ale jak ja ją opowiem, to już moja sprawa”[6]. I opowiadał, mieszając prawdę z „prawdziwym zmyśleniem”.

Po tym, jak „wybrał wolność”[7] i poprosił o azyl polityczny w Berlinie, ton tej opowieści diametralnie się zmienił. Nic dziwnego, bo z uwielbianego przez rzesze Polek i Polaków prozaika stał się „loserem, czyli przegrywaczem”[8], któremu latami odmawiano powrotu do kraju, nawet po śmierci. Zmarł nagle 14 czerwca 1969 roku w niemieckim Wiesbaden na skutek połączenia dużej ilości środków nasennych z alkoholem. Nigdy nie dowiemy się, czy to było samobójstwo, czy nieszczęśliwy wypadek. Pochowano go w Niemczech i dopiero po 11 latach starań Marii Hłasko udało się sprowadzić do kraju prochy jedynaka i złożyć je na Starych Powązkach. Na warszawskim grobie „pięknego dwudziestoletniego” obok wieńców i zniczy można zwykle znaleźć papierosy i butelki po czymś mocniejszym, bo w młodości – jak podkreślał – „z entuzjazmem śledził pracę Polskiego Monopolu Spirytusowego”[9]. Czytelnik pamięta.

Hłasko upupiony

To, że Hłasko nadal ciekawi i inspiruje, nie ulega wątpliwości. Mam jednak wrażenie, że choć trwa, to raczej w legendzie niż w swoich utworach. Mimo licznych akcji społecznych, debat i petycji na liście lektur szkolnych nie ma ani opowiadań, ani wspomnień „pięknego dwudziestoletniego”. „Hłaskologia” kwitnie, o czym niedawno przekonywali organizatorzy i organizatorki konferencji „Marek Hłasko dzisiaj”[10]. Wznawia się jego dzieła, publikuje listy i niewydane wcześniej utwory (np. odnalezioną przez Radosława Młynarczyka młodzieńczą „powieść marymoncką” pt. Wilk). Powstają opracowania poświęcone twórczości Hłaski oraz jego biografie (pióra Andrzeja Czyżewskiego i Młynarczyka). Przeważnie te działania dostrzega jednak tylko wąskie grono osób i tak zainteresowanych fenomenem pisarza. Szerokie masy znają Hłaskę upupionego – przyszpilonego do T-shirtów, wymyślonego przez serialowych scenarzystów i strywializowanego przez raperów.

Ale po kolei. Ikony lat 50. lubiły stylizacje, rekwizyty, znaki szczególne. Kalina Jędrusik łączyła duży dekolt z maryjnym medalikiem, Zbyszek Cybulski chował się za ciemnymi okularami, a Hłaski prawie nie widywano bez papierosa zwisającego w kąciku ust. Młynarczyk określił jego wygląd jako „skrzyżowanie Humphreya Bogarta z przodownikiem pracy”[11]. Ta stylizacja podobała się dziewczynom ponad pół wieku temu, a i dziś na niektórych robi wrażenie. Można to zresztą sprawdzić, bo z okazji 80. rocznicy urodzin pisarza firma Bytom zaprojektowała kolekcję inspirowaną jego stylem: ponad 20 modeli ubrań i dodatków, w tym koszulki z cytatami i zdjęciami Hłaski[12]. Oczywiście na wszystkich pali – w charakterystyczny dla siebie sposób – papierosa. To jego differentia specifica, o czym przekonał się Andrzej Stasiuk, bo kiedy – jak relacjonuje Krzysztof Varga – „ukazała się książka […] Przez rzekę, na której okładce autor prezentował się z metafizyczną miną i szlugiem w ustach, to Stasiuka oskarżono, że na Hłaskę pozuje”[13].

O pozach Hłaski i na Hłaskę zrobiło się znowu głośno w 2020 roku po emisji serialu biograficznego Osiecka w reżyserii Michała Rosy i Roberta Glińskiego[14]. Nie mogło w nim zabraknąć wątku panny Czaczkes i Fernanda, zwłaszcza że ich historia prawie zakończyła się ślubem. Osiecka nazwała swojego niedoszłego męża „proletariackim księciem z bajki, którego zazdrościły [jej – P.P.] koleżanki”[15]. Tak scenarzyści wymyślili tę postać. Grany przez Jędrzeja Hycnara Hłasko to wydmuszka – pusta w środku, a z zewnątrz oklejona frazesami, grymasami i pozami, ubrana w ciuchy rodem z bazaru Różyckiego, emocjonalnie niedostępna, awanturująca się, niemal mieszkająca w SPATiF-ie i Kameralnej, ciągle pijana. To nie Hłasko. To gęba.

Owszem, autor Sonaty marymonckiej jest jednym „z najbardziej »kultowych« pisarzy warszawiaków współtworzących knajpiano-towarzyską atmosferę stolicy”[16] – jak we wstępie do monografii Sto metrów asfaltu. Warszawa Marka Hłaski tłumaczyli Agnieszka Karpowicz i Piotr Kubkowski, ale to tylko jedno z jego wcieleń. Do tego wcielenia sprowadzili go także reprezentanci stołecznej sceny hip-hopowej Pezet i Sokół (na marginesie dodam – prawnuk Stanisława Wyspiańskiego). „Piękny dwudziestoletni” to według nich outsider, birbant i flâneur, choć swoje przekonania ubierają w inne słowa. „Kiedy znowu wychodzimy na miasto/ To wchodzimy tam, gdzie wchodzisz na hasło/ I nieważne, kto by wygrał ten mecz/ Bo chodzimy po ulicach, tak jak Tyrmand i Hłasko” – powtarzają w refrenie utworu Tyrmand i Hłasko.

A może w roku, którego literackim patronem jest „piękny dwudziestoletni”, warto zajrzeć do jego książek i sprawdzić, co ma do zaoferowania Hłasko nieupupiony?

[1]  Zob. A. Czyżewski, Piękny dwudziestoletni, Warszawa 2012, s. 11.
[2]  A. Osiecka, Listy Agnieszki do Hani, [w:] H. Bakuła, Ostatni bal. Listy do Agnieszki Osieckiej, Warszawa 2001, s. 232.
[3]  Pamiętniki 11- i 12-letniego Hłaski antycypują elementy ważne w jego późniejszej autokreacji. Zob. Z. Kwiecińska, Opowiem Wam o Marku, Wrocław 1991, s. 108-151.
[4]  J. Abramow-Newerly, Lwy STS-u, Warszawa 2005, s. 136-137.
[5]  A. Czyżewski, dz. cyt., s. 190.
[6]  M. Hłasko, Piękni dwudziestoletni, Warszawa 2014, s. 10.
[7]  Tamże, s. 79.
[8]  Tamże, s. 89.
[9]  Tamże, s. 32.
[10] Tym określeniem posłużyli się organizatorki/organizatorzy konferencji „Marek Hłasko dzisiaj”, która odbyła się w Żydowskim Instytucie Historycznym w stycznie 2024 roku; https://www.jhi.pl/wydarzenia/konferencja–marek-hlasko-dzisiaj,2172 [dostęp: 8.05.2024].
[11] R. Młynarczyk, Hłasko. Proletariacki książę, Wołowiec 2020, s. 113.
[12] https://bytom.com.pl/bytom-ikony [dostęp: 8.05.2024].
[13] K. Varga, Hłasko socrealistyczny, czyli legenda zagrożona, „Gazeta Wyborcza – Duży Format” 2015, nr 229, s. 3. Chodzi o artykuł Mariusza Cieślika. Zob. tenże, Czy Stasiuk zastygnie w pozie Hłaski? Alkohol i ból egzystencji, „Polityka” 1997, nr 8, s. 52.
[14] https://vod.tvp.pl/seriale,18/osiecka-odcinki,312726 [dostęp: 8.05.2024].
[15] A. Osiecka, Lubię farbować wróble (z rozmów stworzyła Violetta Ozminkowski), Warszawa 2016, s. 44.
[16] A. Karpowicz, P. Kubkowski, Topo-Grafie III. Literatura i ruch, [w:] Sto metrów asfaltu. Warszawa Marka Hłaski, red. A. Karpowicz i in., Warszawa 2016, s. 10.

The post Na tropach Hłaski appeared first on Pro Libris.

]]>
Walory krajoznawcze Doliny Lubszy od Lubska do Gębic. Część II https://prolibris.net.pl/dolina-lubszy/ Thu, 29 Jun 2023 15:34:25 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=9688 Anna Polak

The post Walory krajoznawcze Doliny Lubszy od Lubska do Gębic. Część II appeared first on Pro Libris.

]]>

Anna Polak

Walory krajoznawcze Doliny Lubszy
od Lubska do Gębic

Część II (część I)

Czas letni sprzyja wędrówkom, dlatego też warto poznawać okolicę. Przypatrując się wschodnim Dolnym Łużycom, nie można się oprzeć wrażeniu, że na wskazanym terenie znajdują się godne uwagi zabytki i piękna przyroda. Wrażenie to, po osobistym zapoznaniu się z dziejami miast oraz wsi, a także pamiątkami przeszłości, staje się rzeczywistym obrazem, który zaczyna rozbudzać wyobraźnię i coraz mocniej wciągać.

Niniejszy artykuł stanowi drugi z cyklu materiałów poświęconych podróży wzdłuż rzeki Lubszy, która bez wątpienia została nieco zapomniana, a w świadomości wielu mieszkańców funkcjonuje jako element codzienności. Warto zatem przybliżyć jej niezwykłość, przedstawiając walory istniejące nieopodal jej biegu.

Lubsza jest prawym dopływem Nysy Łużyckiej o długości 67 kilometrów. Jej dorzecze zajmuje powierzchnię 914 kilometrów kwadratowych i leży w głównej mierze na terenie powiatu żarskiego, częściowo krośnieńskiego oraz zielonogórskiego. Rzeka zaczyna swój bieg w bezpośrednim sąsiedztwie wsi Olbrachtów (gmina Żary) – kończy w Gubinie. Przepływa przez 13 miejscowości, a liczy podobno milion lat. Zasilana dwunastoma dopływami jest najważniejszą rzeką na obszarze wielu dużych gmin, takich jak na przykład Żary czy Lubsko.

W pierwszej części, jako ostatni leżący na „trasie” Lubszy, przedstawiony został Jasień. Następna miejscowość, dla której ta rzeka jest bardzo istotna, to Lubsko. Wspomniany ośrodek otrzymał magdeburskie prawo miejskie od margrabiego Miśni Henryka Dostojnego w 1283 roku. Andrzej Czarkowski podaje w swoim artykule, że osada, która dała podwaliny późniejszej sformalizowanej jednostce osadniczej, istniała już w XII wieku. Warto podkreślić, że miasto związane było przez większą część swojej historii z Brandenburgią. Posiadali je margrabiowie łużyccy, niemiecki ród Wittelsbachów, a od 1367 roku królowie czescy. W 1476 roku ośrodek przejął Jan II Żagański, a następnie, w 1482 roku, włodarze Brandenburgii – margrabiowie von Hohenzollern. Zdarzało się, że władza zwierzchnia przekazywała Lubsko możnym rodom. Tak oto w jego posiadanie weszły rodziny von Pack i von Kottwitz. Powróciło ono ponownie w posiadanie Hohenzollernów, ale po niedługim czasie uzyskała je rodzina Beerfelde. Po nich aż do wybuchu II wojny światowej należało do państwa pruskiego.

Poszukując początku Lubszy w Lubsku, należy udać się do parku. Obszar ten to miejsce wyjątkowe z kilku względów. Od XIX wieku zaczęto prowadzić prace, mające na celu dostosowanie wspomnianego terenu do celów rekreacyjnych. Architektura parkowa powstała po 1918 roku. Ponadto funkcjonował tam system urządzeń melioracyjnych, który chronił go przed zabagnieniem.

Bezsprzecznie największym skarbem opisywanego obszaru są niezwykle rzadkie śnieżyce wiosenne. Występują one w Polsce sporadycznie, dlatego też, ze względu na istotne walory przyrodnicze, tereny na wschód od Lubska stanowią obszar chroniony „Lubski Łęg Śnieżycowy”, który należy do sieci Natura 2000. Śnieżyce wiosenne kwitną bardzo wczesną wiosną – od lutego do kwietnia.

Unikatowy teren leśny kryje jeszcze inne ciekawostki. Przy znacznej wielkości dębie, niestety uszkodzonym podczas występujących w ostatnich latach wichur, zauważyć można duży kamień z napisem „Hindenburg Eiche 1866”. Paul von Hindenburg (były prezydent Republiki Weimarskiej i III Rzeszy) w 1866 roku mieszkał w Lubsku, czyli ówczesnym Sommerfeld przy obecnej ulicy Chrobrego (dawniej Morgenstrasse). Głaz, na którym do dnia dzisiejszego widoczna jest inskrypcja, stanowi pamiątkę jego obecności, wskazując, że posadzone obok drzewo nosi imię uhonorowanego.

Będąc w parku, warto odwiedzić położone nieopodal kąpielisko – Zalew Nowiniec (zbiornik retencyjny Białków-Stara), który powstał w latach 2003-2004. Obok tego, który jest widoczny i stanowi raj dla wędkarzy oraz turystów, istnieje jeszcze zbiornik suchy. Mają one chronić miasto przed podtopieniami spowodowanymi wezbraniami na rzekach Lubsza i Ług. Przy zalewie powstała rozbudowana infrastruktura rekreacyjna i plaża. Tuż przy zbiorniku istnieje tak zwany Kanał Młyński. Jest to budowla hydrologiczna, która liczy sobie ponad sto lat.

Po opuszczeniu parku, w samym mieście podziwiać można wiele zabytków. Na centralnym miejscu znajduje się oczywiście siedziba władz miejskich. Nie jest to pierwszy tego typu obiekt w Lubsku, ponieważ wiadomo, że wspominany źródłowo w 1456 roku ratusz uległ zniszczeniu w czasie wielkiego pożaru w 1496 roku. Obecny został wzniesiony w latach 1580-1582, a swój renesansowy styl ma zawdzięczać pochodzącemu z regionu, który jest kolebką odrodzenia, włoskiemu architektowi wymienianemu jako Antonio Alberti. Co godne odnotowania, zachowały się drzwi do sali posiedzeń, wykonane z drewna i kutego żelaza, zawierające herb miasta z inskrypcją datacyjną 1582.

Tuż obok siedziby władz miejskich znajduje się kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.

Śnieżyce wiosenne w lubskim parku
Śnieżyce wiosenne w lubskim parku
Zdjęcie drzewa
Głaz z inskrypcją upamiętniającą pobyt w Lubsku Paula von Hindenburg

 Ten monumentalny obiekt wzniesiono około połowy XIII wieku. Na przestrzeni stuleci uległ licznym przekształceniom. Zmian dokonano już w XIV wieku, a następnie po ogromnym pożarze w 1496 roku. Wskutek przebudowy, z pierwotnej budowli zachowała się jedynie dolna część wieży z uskokowym portalem oraz fragment ściany nawy południowej. Przetrwały natomiast renesansowe elementy wyposażenia kościoła, takie jak ołtarz główny, chrzcielnica czy ambona – wszystkie z XVI wieku. Jako ciekawostkę należy podać, że posadzka w obiekcie jest niższa o 1,5 metra od nawierzchni Starego Miasta, ponieważ ta zakryła powstające już od średniowiecza poziomy użytkowe.

Kolejnym godnym uwagi zabytkiem w Lubsku jest zamek. Jego dzieje sięgają średniowiecza, a sam wygląd został poddany licznym przeobrażeniom na przestrzeni wieków.

Pierwsza wzmianka o budowli pojawia się stosunkowo późno, ponieważ w 1588 roku, w czasie, gdy jej właścicielami stała się rodzina Kottwitz. Dużych zmian dokonał około 1740 roku Friedrch Siegsmund von Bredow, wprowadzając elementy barokowe. Kolejne przebudowy nastąpiły w XIX i XX wieku. Po wojnie zamek pełnił funkcję szpitala dla wojsk radzieckich, następnie znajdował się tam dom dziecka, a obecnie w budynku funkcjonuje Dom Pomocy Społecznej. Warto zwrócić uwagę na założenie parkowe oraz pochodzący z okresu renesansu budynek bramny.

Miasto posiadało także rozbudowane fortyfikacje. Powstawały one etapami, a ich początek dały konstrukcje drewniano-ziemne. Zachowana do dziś Baszta Pachołków – wieża Bramy Żarskiej stanowiła istotną część systemu budowli obronnych. Tworzyły go mury, bramy Żarska i Gubińska oraz 16 baszt. Bramę Żarską w XV wieku wzbogacono o basztę. W XVII stuleciu, po wojnie trzydziestoletniej, obwarowania stały się bezużyteczne i popadły w ruinę. Stopniowo następowała ich rozbiórka, przy okazji czego zasypano fosę, a ostatecznie w 1842 roku zlikwidowano bramy. Pozostała jedynie wspomniana baszta Bramy Żarskiej, która sąsiaduje z budynkiem wzniesionym w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

Unikatowy teren leśny kryje jeszcze inne ciekawostki. Przy znacznej wielkości dębie, niestety uszkodzonym podczas występujących w ostatnich latach wichur, zauważyć można duży kamień z napisem „Hindenburg Eiche 1866”. Paul von Hindenburg (były prezydent Republiki Weimarskiej i III Rzeszy) w 1866 roku mieszkał w Lubsku, czyli ówczesnym Sommerfeld przy obecnej ulicy Chrobrego (dawniej Morgenstrasse). Głaz, na którym do dnia dzisiejszego widoczna jest inskrypcja, stanowi pamiątkę jego obecności, wskazując, że posadzone obok drzewo nosi imię uhonorowanego.

Będąc w parku, warto odwiedzić położone nieopodal kąpielisko – Zalew Nowiniec (zbiornik retencyjny Białków-Stara), który powstał w latach 2003-2004. Obok tego, który jest widoczny i stanowi raj dla wędkarzy oraz turystów, istnieje jeszcze zbiornik suchy. Mają one chronić miasto przed podtopieniami spowodowanymi wezbraniami na rzekach Lubsza i Ług. Przy zalewie powstała rozbudowana infrastruktura rekreacyjna i plaża. Tuż przy zbiorniku istnieje tak zwany Kanał Młyński. Jest to budowla hydrologiczna, która liczy sobie ponad sto lat.

Po opuszczeniu parku, w samym mieście podziwiać można wiele zabytków. Na centralnym miejscu znajduje się oczywiście siedziba władz miejskich. Nie jest to pierwszy tego typu obiekt w Lubsku, ponieważ wiadomo, że wspominany źródłowo w 1456 roku ratusz uległ zniszczeniu w czasie wielkiego pożaru w 1496 roku. Obecny został wzniesiony w latach 1580-1582, a swój renesansowy styl ma zawdzięczać pochodzącemu z regionu, który jest kolebką odrodzenia, włoskiemu architektowi wymienianemu jako Antonio Alberti. Co godne odnotowania, zachowały się drzwi do sali posiedzeń, wykonane z drewna i kutego żelaza, zawierające herb miasta z inskrypcją datacyjną 1582.

Tuż obok siedziby władz miejskich znajduje się kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.

Zamek w Lubsku
Zamek w Lubsku
Baszta Bramy Żarskiej
Baszta Bramy Żarskiej
Ratusz w Lubsku
Ratusz w Lubsku
Kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lubsku
Kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lubsku
Rzeka Lubsza w Lubsku
Rzeka Lubsza w Lubsku

Kolejną miejscowością, przez którą Lubsza bezpośrednio nie przepływa, ale znajduje się ona niedaleko jej koryta, jest Biecz. Miejscowość posiada długi rodowód, ponieważ już w 1000 roku wymieniana była w dokumencie Ottona III. Biecz przez wieki związany był z rodziną von Wiedebach, która miała największy wpływ na kształt zachowanego do dziś pałacu. Wszystko zaczęło się od budowli, która nie przetrwała – średniowiecznego zamku. Następnie powstał renesansowy dwór. Zyskał on formę pałacu później – dzięki przebudowom wykonanym na przełomie XVIII i XIX wieku. Nieopodal pałacu odnaleźć można barokową oficynę z XVIII wieku (druga została rozebrana w latach 70. XX wieku) oraz bardzo ciekawy budynek bramny, także z XVIII wieku – przebudowany w 1802 roku. Ponadto cały kompleks wzbogaca rozległy park krajobrazowy.

Blisko opisanego powyżej założenia znajduje się kościół pod wezwaniem Matki Bożej

XVIII wieku. Budowlę zaprojektował Georg Bähr. Ten saksoński architekt stworzył między innymi niesamowity kościół Maryi Panny w Dreźnie – Frauenkirche. Wewnątrz znajduje się płyta, na której upamiętniony jest przedstawiony w stroju rycerza Zakonu Joannitów – Paul Friedrich von Wiedebach und Nostitz-Jaenckendorff (1848-1923).

Podążając wzdłuż Lubszy, napotkamy na swojej drodze także Starosiedle. Jest to miejscowość posiadająca średniowieczny rodowód i od tamtego okresu istniał także we wsi kościół. W jego miejscu, kilka stuleci później, powstał nowy. Obecna budowla sakralna, dziś pod wezwaniem świętego Jana od Krzyża, pochodzi z XVIII wieku. Z dawnej świątyni zachowano późnogotycką wieżę, która wyraźnie wyróżnia się na tle dużo młodszej bryły.

Kościół w Bieczu
Kościół w Bieczu
Kościół w Starosiedlu
Kościół w Starosiedlu
Budynek bramny w Bieczu
Budynek bramny w Bieczu
Lubsza w Starosiedlu
Lubsza w Starosiedlu

Po południowo-wschodniej stronie miejscowości, nieopodal dwóch rzek: Lubszy oraz Młynówki, znajduje się obszar, na którym ludność kultury łużyckiej w okresie halsztackim zbudowała niedużą osadę. Teren ten został po raz drugi zasiedlony, możliwe, że około połowy IX wieku. Należy podkreślić, że przepływająca na obrzeżach wsi Lubsza jest wyjątkowo urokliwa. Do jej koryta można dotrzeć, przemierzając niemal całe Starosiedle, dzięki czemu istnieje sposobność, aby przyjrzeć się interesującej zabudowie.

Następną miejscowością, na którą bezsprzecznie należy zwrócić uwagę, są Gębice. Tam też mieszają się wszelkie oblicza historii – trudne i piękne, niestety w dużej mierze skomplikowane. We wsi znajduje się wspaniały kościół z XV wieku, który w 1770 roku został przekształcony i zyskał cechy barokowe. Nieużytkowanie go po 1945 roku przyczyniło się do znacznego pogorszenia stanu budowli, na szczęście w 2016 roku świątynia przeszła zabezpieczający ją remont. Była ona miejscem ostatniego spoczynku przedstawicieli książęcego rodu, czyli członków rodziny von Schönaich, bardzo silnie związanej z Gębicami, a majątek pozostawał w ich posiadaniu aż do 1945 roku. Przekształcili oni rezydencję z XVI wieku, tworząc z niej wspaniały pałac, który wzbogacono o rozległy park. Niestety, obiekt nie przetrwał. W rozległym parku dostrzec można pozostałości dawnej siedziby, gdzieniegdzie inskrypcje oraz wiele niesamowitych drzew, które są pomnikami przyrody.

Tragicznym okresem w dziejach Gębic była II wojna światowa. W 1939 roku majątek na pół roku stał się siedzibą obozu jenieckiego Stalag III B Furstenberg – Filia Amtitz. Po przeniesieniu obóz zlokalizowano na polach znajdujących się na zachód od miejscowości. Przetrzymywano tam wielu więźniów, wśród nich był ojciec Maksymilian Kolbe, który w 1982 roku został kanonizowany przez papieża Jana Pawła II. Przy drodze wojewódzkiej numer 286 znajduje się pomnik ofiar obozu w Gębicach.

Kościół w Gębicach
Kościół w Gębicach
Jedna z inskrypcji zachowanych w Gębicach
Jedna z inskrypcji zachowanych w Gębicach
Bibliografia

Corpus inscriptionum Poloniae, t. X: Inskrypcje województwa lubuskiego, pod red. J. Zdrenki, Z. 12: Powiat żarski (do 1815 roku), zebrali i opracowali A. Górski, P. Karp, Toruń 2019.

Die Kunstdenkmäler der Provinz Brandenburg, Vol. 6: Teil 6, Kreis Crossen, hrsg. von E. Blunck, Berlin 1921.

Garbacz K., Przewodnik po zabytkach województwa lubuskiego, t. 2, Zielona Góra 2012.

Kowalski S., Zabytki architektury województwa lubuskiego, Zielona Góra 2010.

Polak A., Belzyt L.C., Łużyce nad Lubszą i Nysą. Historia, zabytki, natura, Ridero 2019.

Polak A., Wyprawy z dodatkiem tajemnic, Ridero 2019.

The post Walory krajoznawcze Doliny Lubszy od Lubska do Gębic. Część II appeared first on Pro Libris.

]]>
Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) https://prolibris.net.pl/posypana-wiatrem-2/ Wed, 22 Feb 2023 18:50:17 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7631 Donata Wolska

The post Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>

Bolesne piętno

Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem / Dusted with wind. Murki dla Ukrainy 2022 i inne wiersze, Wyd. Organon, Zielona Góra 2022, 124 s.

Po Płonących języczkach, wyróżnionych nominacją do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2021, Maria Fraszewska ofiarowuje do rąk czytelników kolejny tomik poezji. Tym samym wzbogaca swoje poetyckie archiwum o następne wiersze zwane „murkami”, gdyż codziennie wyświetlane są na murach kamienicy przy ulicy Brackiej 1 w Krakowie. Od zmierzchu aż do drugiej w nocy trafiały do serca tych, którzy tamtędy przechodzili i schwytali szansę, by pochylić się nad ulotnością tej wyjątkowej poezji. Poetka podzieliła tomik na dwie części. W pierwszej z nich umieściła przywołane murki, a w drugiej – przesiąknięte wojenną rzeczywistością – wiersze. Obecny zbiór wierszy poetka opatrzyła tytułem Posypana wiatrem. Myślę, że nieprzypadkowo Maria Fraszewska posłużyła się słowem „wiatr” jako metaforą. Zdarza się wiatr delikatny i łagodny. Czasami – jednak – staje się żywiołem, niszczącym wszystko wokół, a na dodatek symbolem nieuniknionych zmian. Przecież wszystko przemija, wiatr – ostatecznie – traci swoją energię, pozostawiając trwałe ślady wichrzycielskiej siły.  Taka też jest wojna tocząca się w sercu i duszy poetki: „świat się wali w piersi / serce uderza w dzwon / w naszych oczach ból / świat się kończy / na naszych oczach”. Wiadomość o napaści Rosji na suwerenną Ukrainę wywołała silne emocje u Marii Fraszewskiej. Tym razem poetka stworzyła „murki” oraz wiersze pełne dramatyzmu i napięcia. 

Plakat przedstawiający premierę książki Posypana wiatrem. Po prawej stronie znajduje się książka, po lewej informacje o spotkaniu.

W literackiej przestrzeni funkcjonuje przekaz, iż poezja powinna być delikatna i liryczna. W rzeczywistości tragiczne wydarzenia inspirują twórców do uwolnienia kłębiących się myśli i odczuć. W przeciwieństwie do murków z tomiku Płonące języczki w wierszach wyraźnie widać impet wyrazu. Poetka kierując się empatią i współczuciem dla ofiar wojny rosyjsko-ukraińskiej, w zdecydowany sposób wyraża swój sprzeciw i niezgodę na wstrząsające wydarzenia. W subtelny – jednak – sposób próbuje walczyć z wrogiem, posługując się piórem: „schodzę do piwnicy / po słoik z kompotem / będę strzelać pestkami / wiśni i czereśni koktajle / mołotowa obok po babci”.

Poetce niezmiernie trudno pogodzić się z cierpieniem ofiar wojny, dlatego w jej poezji odnaleźć można wartości uniwersalne: empatię, próbę przygarnięcia cudzego bólu i czułość. Maria Fraszewska dziwi się, iż świat odziera ją z nadziei, pozbawiając nawet złudzeń: „istnieje też krajobraz który znika na naszych oczach / indolencja naszych rządów / doprowadzi nas wszystkich / do zagłady i śmierci / kto z nas zmieści się / do arki noego?”.

W Starym Testamencie wspomina się o posypywaniu głowy popiołem na znak żalu i żałoby. Pełna miłosierdzia poetka „posypuje głowę wiatrem”. Nie używa popiołu, zastępuje go wiatrem, bo wie, iż ten jest alegorią przemijania. Wśród murków wyrażających beznadziejność i dezaprobatę wobec dziejących się wydarzeń, zdarzają się i takie, które umieściłabym w kolekcji Złotych Myśli: „w drodze przez życie / przyglądaj się mijanym ludziom / znikają zbyt szybko / długo przyglądaj się drzewom / aby one zapamiętały ciebie”.

Doświadczenie wojny wywarło bolesne piętno na twórczości poetki. Tomik wierszy Posypana wiatrem stanie się z upływem lat poetyckim zapisem dramatycznych wydarzeń dziejących się na naszych oczach, z którymi trudno jest się pogodzić. To uczuciowy manifest sprzeciwu wobec brutalnej rzeczywistości. Poetka pragnie złagodzić dosadny wydźwięk wierszy: „zestrzeliłam / pilotem / telewizor / ze / ściany”. Tym samym ujawnia kobiecy, nieco przekorny sposób spostrzegania rzeczywistości. Maria Fraszewska zadaje pytanie, na które trudno jest znaleźć odpowiedź: „czy za tą / krzyżówką / wciąż są / ukrzyżowane / drogi?”. To ponadczasowy dylemat wrażliwych poetów.

Donata Wolska

The post Bolesne piętno (Maria Jolanta Fraszewska, Posypana wiatrem) appeared first on Pro Libris.

]]>