Anna Tokarska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/anna-tokarska/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Wed, 01 Mar 2023 19:28:57 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Anna Tokarska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/anna-tokarska/ 32 32 Anna Tokarska zapamiętana https://prolibris.net.pl/anna-tokarska-zapamietana/ Mon, 20 Feb 2023 21:14:32 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7061 Ewa Mielczarek

The post Anna Tokarska zapamiętana appeared first on Pro Libris.

]]>

Ewa Mielczarek

Anna Tokarska zapamiętana

Dzięki zamysłowi dr. Andrzeja Bucka, a następnie działaniom logistycznym i organizacyjnym Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, na fasadzie budynku mieszczącego się na placu Słowiańskim 7 w Zielonej Górze, zamontowana została tablica upamiętniająca Annę Tokarską. Właśnie tutaj, w lokalu pod numerem 6. przez kilkadziesiąt lat mieszkała poetka, o której pamięć jest wciąż żywa, nie tylko w zielonogórskim środowisku kultury.

Przypomnijmy parę faktów z życia tej ważnej poetki, autorki kilku tomików wierszy i animatorki życia kulturalnego w Zielonej Górze. Urodziła się w 1936 roku w Łodzi. Ukończyła polonistykę na zielonogórskiej WSP. Anna Tokarska pracowała w Teatrze Lubuskim jako sekretarz literacki, była też sekretarzem rektora ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Jej wiersze drukowało „Nadodrze”. Wydała zbiory wierszy (Portret z ptakiem, Monologi niepamięci, Zapis wędrowny, Ból pozornie za duży czy W białym mieszka anioł),  należała do Związków Literatów Polskich. 

Od niemal dekady Anny Tokarskiej nie ma z nami, lecz wszystko, czym się zajmowała, jaką osobą była, a przede wszystkim jak ważny ślad w postaci poezji zostawiła po sobie, trwa w pamięci. Poetka stała się inspiracją dla wielu działań twórczych, które mamy sposobność przeżywać jako animatorzy i równocześnie odbiorcy kultury. Jej talent, mądrość, dobro, chęć wspierania potrzebujących, mimo upływu lat, są powszechnie pamiętane i do dzisiaj szeroko wspominane. Dodajmy, że przez wszystkie te lata wiele zrobiono, aby upamiętnić jej twórcze życie. Wydano książkę z poezją artystki (Anna Tokarska, Wiersze wybrane, w oprac. Andrzeja Bucka, Pro Libris, Zielona Góra 2014),

publikację z poezją, prozą, wywiadami, tekstami krytycznoliterackimi i wierszami jej dedykowanymi (Anna Tokarska, Utwory zebrane, zebrał Andrzej Buck, Pro Libris, Zielona Góra 2020), czy tomik poetycki inspirowany jej życiem i twórczością (Mirosława Szott, Anna, Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica”, Zielona Góra 2015), także czasopismo „Pro Libris” dedykowane zmarłej poetce (numer specjalny 4(45)/2013). Ponadto corocznie organizowany jest przez zielonogórską książnicę Festiwal Literacki pn. Proza Poetów im. Anny Tokarskiej. W ten sposób poetka patronuje wielu niepowtarzalnym wydarzeniom, spotkaniom, odkryciom literackim, wzbogacając życie kulturalne miasta i jego mieszkańców (m.in. Zielonogórski Salon Poezji poświęcony Tokarskiej czy Konkurs na interpretację wierszy Anny Tokarskiej, o którym piszemy w numerze). W podzięce za dar pięknego słowa i inspirację dla nowych poetyckich przygód cześć Jej pamięci!

Tablica upamiętniająca Annę Tokarską. Na górze znajduje się zdjęcie, pod spodem informacje o poetce.

The post Anna Tokarska zapamiętana appeared first on Pro Libris.

]]>
Noc https://prolibris.net.pl/noc/ Mon, 20 Feb 2023 20:10:44 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=7006 Anna Radka

The post Noc appeared first on Pro Libris.

]]>

Anna Radka

Noc

Wiersz Anny Tokarskiej Noc stanowi interesujący przykład liryki wyznania. Wskazanie przez autorkę w tytule tej pory nadaje utworowi niezwykle intymny charakter. Kiedy ludzie szykują się do snu, a ze wszystkich stron otacza ich cisza i ciemność, zdejmują maski, które za dnia kryją ich najgłębiej skrywane myśli i uczucia. Jeśli przyjąć, że życie to teatr, jak śpiewał Edward Stachura, to nocą opada kurtyna i kończy się gra.

Podmiot liryczny wskazuje dwóch adresatów swojej wypowiedzi, jednak czyni to w sposób tajemniczy i pozostawiający wiele wyobraźni czytelnika. Pierwszy – zbiorowy – to słowa. Wykorzystanie uosobienia pozwala sądzić, że wypowiedź jest monologiem. Tym samym język traci w utworze jedną ze swoich funkcji. Nie stanowi narzędzia – mostu umożliwiającego komunikację pomiędzy dwoma osobami. Oznacza to, że drugi z adresatów, mężczyzna, skryty za pojedynczym zaimkiem, nie pozna przemyśleń podmiotu. Potwierdzają to wersy, które się do niego odnoszą: „piękniejszy o odległość”, „powtarzać cię z pamięci”. Pierwsze wyrażenie zdradza uczucia osoby mówiącej. Noc, gdy nie ma kontaktu z mężczyzną, jest dla niego porą odpoczynku. Wskazanie świtu jako cezury stanu spokoju sygnalizuje, że wraz z dniem powróci on i podmiot będzie znów zmuszony do ukrywania swoich emocji. Pierwsze wersy ukazują, jak bardzo męczący jest ten cykl. Noc pozwala „wysypać niepotrzebne słowa”. Użyty czasownik przywołuje obraz szczelnie zamkniętego pojemnika lub worka, gdzie duszone są zdania, które z jakiegoś powodu nie mogą zostać usłyszane. Znamienne wydaje się wskazanie właściwości spojrzeń, które są kierowane w stronę podmiotu za dnia. Są one nieproszone i kobieta pozbywa się ich niczym makijażu po ciężkim dniu, pozwalając skórze oddychać.

Wiersz biały odpowiada sytuacji, w której znajduje się podmiot. Ma poszarpane krawędzie i nie próbuje zyskać dźwięczności przez użycie rymów czy przez regularność budowy. Obce są strofy, które wprowadzałyby porządek i ramy dla fragmentów wypowiedzi. Wyznanie podmiotu jest bardziej realistyczne, gdy nie przypomina starannie ułożonej mowy.

Podmiot mówi w sposób bezpośredni, jednak najwięcej o jego emocjach mówi czytelnikowi wpływ, który „piękniejszy o odległość” na niego wywiera. Nie wiadomo, jakie łączą ich relacje i jaki sekret kryje się za niewybrzmiałymi słowami. Może być to żal lub nieodwzajemniona miłość. Trudno jednak powiedzieć, która strona byłaby nieodwzajemniającą. Pomimo negatywnych emocji, które ta osoba budzi w podmiocie, nadal jest ona dla niego ważna. Warkocz Bereniki symbolizuje poświęcenie dla ukochanego i siłę miłości. Metafora zaplatania i rozplatania może znaczyć, że kobieta szykuje się do wyznania swoich uczuć, lecz wycofuje się z tego pomysłu, by po chwili zacząć od nowa. Możliwe jest także, że przygotowuje się do rozmowy z osobą jej drogą, lecz odległą z powodu kłótni. Tkwi w niekończącym się cyklu, który nie przynosi rezultatów. Wysiłki te przypominają losy Syzyfa, którego Camus nazwał człowiekiem absurdalnym i wskazywał, że jego los staje się tragiczny za każdym razem, gdy zdaje on sobie sprawę z bezcelowości swoich starań.

Zwątpienie i rezygnacja wydają się dominującymi emocjami w utworze. Rządzą w nocy i dyktują stosunek podmiotu do dnia, który nie jest wyczekiwany i nie zwiastuje nowego początku. Jest to wizja przykra i budząca współczucie, a jednocześnie przestroga przed zbytnim ukrywaniem własnych myśli i uczuć. Ucieczka w noc, w głąb siebie nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

 

The post Noc appeared first on Pro Libris.

]]>
Rytuał Nocy https://prolibris.net.pl/rytual-nocy/ Mon, 20 Feb 2023 20:03:50 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=6994 Monika Gstettenhofer

The post Rytuał Nocy appeared first on Pro Libris.

]]>

Monika Gstettenhofer

Rytuał Nocy

Gdy zapada noc, to, co krzykliwie barwne i powierzchowne, powoli znika. Kontury rozmazują się, kształty zlewają ze sobą. W nocy wyostrzają się zmysły i to, co subtelne i niewidoczne w świetle, zaczyna być dostrzegalne. Podczas gdy dniem rządzi pierwiastek męski, porządek i analityczny rozum, noc jest domeną kobiet, uczuć i nieskrępowanej intuicji. Czasem, w którym dokonywane są magiczne obrzędy.

Opisem takiego sekretnego rytuału jest utwór Noc Anny Tokarskiej. Budowa wiersza, z pozoru wolna, zawiera w sobie wyraźny, stworzony przez powtórzenia, rytm, który uwydatnia medytacyjny, obrzędowy nastrój utworu. Forma ta podkreśla uniwersalny charakter pokazanych obrazów, gestów i emocji.

Pierwsze sześć wersów opisuje akt oczyszczenia. Spojrzenia i słowa, te ułomne sposoby poznania, prześlizgują się po powierzchni spraw i nie są w stanie dotrzeć do prawdy, ukrytej wewnątrz. Dlatego jako „miałkie”, „nieproszone” i „niepotrzebne”, jako brud codzienności, zostają w rytualnych gestach starte i odrzucone.

Tak przygotowana kapłanka gotowa jest, by wkroczyć do strefy sacrum. W przestrzeni tej bariera czasu i miejsca zanika, a śmiertelnicy mogą komunikować się z bogami. Jedynie blask gwiazd oświetla tę scenę. Na niebie świeci gwiazdozbiór, który jest symbolem tęsknoty i wiernej miłości małżeńskiej. Berenika, żona egipskiego króla Ptolemeusza III, zgodnie z uczynioną bogom obietnicą, ścięła swój warkocz i poświęciła go Afrodycie, aby podziękować jej za szczęśliwy powrót męża. Bogini, zadowolona z daru, umieściła go na niebie. Teraz, rozplatając i splatając gwiezdny warkocz, podmiot liryczny wkracza w ponadczasową przestrzeń mitu, staje się Bereniką, dzieli jej przeznaczenie i nadzieję. Los indywidualny odbija się w archetypicznym lustrze i staje się uniwersalnym losem wszystkich kobiet. A obrzęd „powtarzania z pamięci” obrazu ukochanego jest zarazem heroiczną walką każdego człowieka ze śmiercią wspomnień i wszechobecną entropią.

Mimo że uczucie celebrowane jest w oderwaniu od jego obiektu, na darmo byłoby szukać tej nocy wyrazów cierpienia, samotności i desperackiej tęsknoty. Miłość tu przedstawiona żywi się sama sobą, nie potrzebuje obecności kochanka. Jego prawdziwe rysy straciły już wyrazistość, a wizerunek, stworzony ze wspomnień, jest wyidealizowany i piękniejszy od rzeczywistości. Nocny rytuał jest cyklem zataczającym kręgi, który zawiera w sobie wszystko, co istotne, spełnionym w samym swoim akcie. Kochankowie nie są już realni, stali się ideałem, którego życie nie jest w stanie zabrudzić i zniszczyć. Tak wyidealizowana miłość jest zadowolona z samej siebie i odporna na rozczarowania. Czy jest jednak możliwa? Czy obrzęd ten nie jest tylko aktem cichej desperacji, ucieczką od rzeczywistości, objawem szaleństwa?

Do odbiorcy wiersza należy odpowiedź na to pytanie i dopisanie ostatnich wersów. Jak skończy się ta noc? Czy bogowie spojrzą przychylnie na ofiarę i połączą kochanków? Czy też ta nocna enklawa nadziei zostanie pochłonięta przez nieubłagalną potęgę codzienności, entropii i czasu?

The post Rytuał Nocy appeared first on Pro Libris.

]]>
Nocne wtajemniczenie https://prolibris.net.pl/nocne-wtajemniczenie/ Mon, 20 Feb 2023 19:37:31 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=6985 Czesław Sobkowiak

The post Nocne wtajemniczenie appeared first on Pro Libris.

]]>

Czesław Sobkowiak

Nocne wtajemniczenie

Poezja Anny Tokarskiej zaprzecza potocznemu twierdzeniu, że wraz ze śmiercią ustaje zainteresowanie dziełem autora. Dowodem na to jest pośmiertne wydanie jej wierszy oraz inne lokalne fakty literackie. Dla zrozumienia tej poezji warto poddać analizie jej wiersz Noc, którym poetka debiutowała w „Nadodrzu” w 1964 roku. Taki zabieg da odpowiedź, co było na początku.

Przede wszystkim imponuje ten utwór prostotą, która sygnalizuje dojrzałość duchową i artystyczną. Nie trąci przy tym debiutanckim wielosłowiem, jakimś naiwnym i sentymentalnym lub jeszcze nieuporządkowanym stylem. Zauważmy, że bardzo lekka jest jego forma, nie ma żadnego nadmiaru leksykalnego, przymiotnikowego, żadnego natłoku metaforycznego. I co też jest nie bez znaczenia – jego treść ma wykładnię wertykalną. Ten wiersz jest obrazem wysokich emocji kobiety, która by ocalić miłość lub jej dostąpić, zmaga się z samą sobą i ze światem. Wyznacza pole podmiotowej realności, identyfikuje różne sprawy, a także określa sferę swojego ideału duchowego. Potwierdzeniem tegoż może być także biografia.

Cóż się dzieje? W realnej nocy poetka dokonuje ważnego rozrachunku z samą sobą, szczerze i odważnie, i uczciwie spojrzenie kieruje w lustro, czyli w siebie. Tego domaga się miłość.

Sprawy osobiste widać wtedy po prostu jaśniej – w nocy, w samotności, w miłości. W wierszu Noc od pierwszej linijki ten trop zostaje wyznaczony. Czytamy zaskakujące, mocne słowa: „Wysypuję was”. Są odważne i uzasadnione. To jest czyn. Bo stawka jest wysoka. Można byłoby spodziewać się użycia tkliwej retoryki i sensu tkliwego, a jest inaczej. Chodzi o czyn, który da zgodę z samą sobą i nie zaprzeczy temu, co tkwi we wnętrzu jako fundamentalne pragnienie.

Mamy do czynienia z nocnym rozpoznaniem i wtajemniczeniem. Co „miałkie / niepotrzebne” zostaje decyzją poetki odrzucone, skutecznie wyzbyte, by wyższej miary sens uchronić przed degradacją. „Miałkie” nie ma mocy zanurzenia się w głębię np. psychiki podmiotu, „miałkie” samo w sobie niczego nie zawiera. Jest więc „niepotrzebne”. Są więc odrzucone takie słowa jako zbędne, przeszkadzające treściom osobistego wyznania, ale i zbędne w budowaniu poetyckiego świata.

Kolejne odrzucenie, obecne w następnych linijkach, też jest bardzo ważne. Już nie dotyczy determinant rozpoznanych i tożsamych z „miałkością” werbalną bądź pozornością realności, ale immanentnie odnosi się do samej poetki. Podmiot wiersza, tak to określę, w gruncie rzeczy poetka, musi się uporać z psychicznym balastem.

Tenże po prostu przykleja się do twarzy. Naznacza. Uwiera jak maska. I zostawia na twarzy swoje znaki i ślady, czyli „ślady spojrzeń”. Cały wiersz jest napisany przeciw tej masce i „śladom”. Ich obecność jest dokuczliwa i rodzi dyskomfort. „Ślady spojrzeń” są „nieproszonymi” czyimiś ingerencjami. Wywierają presję, wnikają do wnętrza podmiotu i stale o sobie negatywnie przypominają. W miłości nie może być dla nich miejsca.

Co w tej sytuacji czyni poetka? Czyni to, co poniekąd każdy człowiek, pragnący odnowienia i oczyszczenia. Pragnący autentyczności. Obmywa się, myje twarz z degradujących ją myśli i urazów, z tego, co obce i cudze. Noc to umożliwia i sprawdza.

Wyznaje: „ścieram z twarzy”. W jaki sposób, tego do końca nie wiemy. W każdym razie zapisuje, że zostały usunięte. Zniknęły. Są skutecznie odrzucone, też „wysypane”. Dokonała tego tak naprawdę miłość, tajemna moc, czyniąca cuda.

Teraz dopiero można mówić i można zauważyć, że otwiera się przed podmiotem czysta przestrzeń, wolność duchowa i poetyckie piękno. Konsekwencją tego dokonania, tego osiągnięcia, jest swoista błogość, odetchnienie psychiczne i mentalne, które pozwala po dwakroć w kolejnych linijkach wiersza Noc sformułować potwierdzającą się pewność: „teraz mogę”, „teraz mogę”. Nikt i nic już niczego nie zabroni. Jest w tym powtórzeniu obecny znak osiągniętej radości, że po przejściu różnorakich trudów i zapłaceniu tylko sobie znanej ceny psychicznej i życiowej w zasięgu podmiotu znalazła się miłość.

Nie definiuje Anna Tokarska w debiutanckim wierszu tejże miłości, nie mówi łatwego „kocham”, ale zwyczajnie zaznacza, że teraz może „rozplatać i splatać / warkocz Bereniki”. To ma jakby magicznie zapewnić powrót wędrującego gdzieś daleko, jak w micie o Berenice, bliskiego jej sercu mężczyzny.

Podmiot z daleka sprawuje swoistą opiekę, chroni go swoją miłością.

Czyni to „z pamięci”, czyli z całej siebie. Ta pamięć jest piękna, niesamowicie piękna, nie tylko poetycko, ale i po ludzku. W jej blasku mężczyzna, ukochany, też jest piękny, idealizowany, a więc „piękniejszy o odległość”.

Można rzec, że zadanie poetycko-ludzkie zostaje wypełnione, przeszkody i trudy są pokonane. Przestrzeń uczucia wolna jest od zakłóceń. Drzwi do arkadii zostały otwarte. Można pokusić się o konkluzję, że zarówno pisanie poezji, jak i zachowanie miłości wymaga spełnienia pewnych ważnych warunków.

Taki oto wiersz skomplikowany emocjonalnie, choć od strony formy bardzo prosty, był pierwszym krokiem na poetyckiej drodze Anny Tokarskiej. Możemy powiedzieć, że w jego obszarze uobecniona została wykładnia liryczno-tematyczna i zarysowany krąg rzeczywistości, który we wszystkich późniejszych dokonaniach stale o sobie dawał znać.

The post Nocne wtajemniczenie appeared first on Pro Libris.

]]>
Warkocz Bereniki… Słów kilka o wierszu Anny Tokarskiej Noc https://prolibris.net.pl/warkocz-bereniki/ Mon, 20 Feb 2023 19:29:15 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=6969 Olga Piotrowska

The post Warkocz Bereniki… Słów kilka o wierszu Anny Tokarskiej Noc appeared first on Pro Libris.

]]>

Olga Piotrowska

Warkocz Bereniki…
Słów kilka o wierszu Anny Tokarskiej Noc

Miarą poety i jego dzieł, oprócz wartości uczuć ukazywanych w jego tekstach, jest także rozpoznawalność. Specyficzna forma graficzna wiersza poetki z pewnością przynależy do ostatniej z  wymienionych cech. Utwór został zapisany jakby  jednym ciągiem zdaniowym, rozbijającym struktury składniowe na drobniejsze cząstki. Można je czytać z subiektywnymi pauzami podkreślającymi ich konfesyjny charakter. Zwięzłość i lapidarność, świadome operowanie słowem wprowadzają do utworu wieloznaczność interpretacyjną. Przy surowej selekcji każde wyrażenie nabiera szczególnego znaczenia. Zaletą okazuje się również brak interpunkcji, który umożliwia czytelnikowi odczytanie sensów poprzez dwie lub trzy cząstki znaczeniowe.

Istotny wydaje się krótki tytuł, który autorka ogranicza do jednego określenia: „noc”. Jest on kluczem do zrozumienia wiersza, ale i pułapką interpretacyjną. Noc to pora zakochanych, czas miłosnych uniesień, marzeń. Pozornie wprowadzają one motyw tęsknoty za znajdującym się gdzieś daleko ukochanym. Niech nas jednak nie zwiedzie wypominana „odległość” czy metaforyczny „warkocz Bereniki”. I chociaż autorka przywołuje echa legendy o pięknej żonie Ptolemeusza III, bohaterką wiersza nie jest kobieta czekająca na powrót męża lub kochanka. Archetypiczna postać władczyni i konotacje związane z poświęceniem słynnego warkocza to niekompletny trop interpretacyjny. Jakże prawdopodobną wydaje się teza nadająca tytułowej „nocy” nieco szerszego znaczenia. Pozwala stwierdzić, że stwarza ona również okazję do obserwacji nocnego nieba, a wtedy gwiazdozbiór, nazwany na cześć pięknych włosów królowej, staje się ekwiwalentem wielu symbolicznych treści. I tu poezja zaczyna wymagać od nas poszerzenia wiedzy… z astronomii.

Warkoczem Bereniki nazwano nieduży gwiazdozbiór, który w wierszu Anny Tokarskiej jawi się jako równorzędna bohaterka, a może nawet alter ego podmiotu lirycznego. Jesień i zima, kiedy jest najlepiej widoczny, kojarzy się z okresem zamierania przyrody. Tak jak młodą kobietę z wiersza, docenia się go za wyjątkowe walory dopiero przy bliższym „oglądzie” – poznaniu. „Niewidzialna” bohaterka tekstu, subtelna w swej urodzie, podobnie jak wspomniana konstelacja, błyszczy delikatnym blaskiem w oczekiwaniu na… „odkrycie” przez czułego konesera. To właśnie ona, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, obserwuje „warkocz Bereniki”. Czeka. „Rozplatanie i zaplatanie warkocza” dotyczy zarówno czasu, jak i czynności. Ciekawe, że opozycję tych słów umieszcza autorka w jednym wersie, rozdzielając, a w zasadzie łącząc oba czasowniki spójnikiem „i”. Podkreśla w ten sposób równoczesność obu czynności. Bardzo kobiecych zresztą. Włosy uznaje się przecież za wyjątkowo atrakcyjny atrybut. Ich czesanie staje się nośnikiem subtelnie zasygnalizowanej sensualności.

Wiersz Anny Tokarskiej podkreśla nie tylko nieśmiałość bohaterki lirycznej, ale także jej nieuświadomione wątpliwości. Stan „zawieszenia” między oczekiwaniem a iluzorycznym stawaniem się. Szczególny, wprowadzony bowiem przez potencjalną możliwość. Poetka pisze „teraz mogę”, ale mimo tych zapewnień wszystkim swoim „czynnościom” odbiera daną moc sprawczą. Może „rozplatać i zaplatać warkocz” całą noc. Kusić, ale kogo, gdy ukochany jest obecny „o odległość”– a więc jest stricte nieobecny?

Noc trwa, a poetka, którą najprawdopodobniej można utożsamiać z podmiotem lirycznym, czeka. Nadaremno. Ten, który jest jej miły, chociaż znajduje się blisko, nie zwraca na nią uwagi. Staje się obiektem marzeń. Im bardziej odległym (dosłownie i w przenośni), niemożliwym do zdobycia, tym „piękniejszym”. Idealizowanym aż do granic nierzeczywistości. Taka interpretacja może okazać się jednak kolejnym uproszczeniem. Musimy bowiem pamiętać, że autorka bardzo oszczędnie, ale też wieloznacznie, dobiera słowa. Warto zwrócić uwagę na wspomniane już wyrażenie przyimkowe „o odległość”. Nie: „na odległość”, co sugerowałoby rozstanie pary zakochanych lub nieobecność, tylko „fizyczną”, mężczyzny. Jego formalne istnienie ujawnia przecież autorka pod koniec wiersza, co pozwala nazwać tekst przykładem liryki zwrotu do adresata. Jest nim bliżej niedookreślony ukochany: „teraz mogę powtarzać Cię”. Ma on wysłuchać owego wyjątkowego wyznania, które nie padło w ciągu dnia, kiedy bohaterowie mogli spotkać się w niezobowiązujących sytuacjach, np. zawodowych. Nie jest więc całkiem „nieobecny”. Znajduje się „o odległość” – obecny i nieobecny równocześnie. Ale też znany i nieznany „o odległość”. Podmiot liryczny doskonale zdaje sobie sprawę z dokonywanego zabiegu idealizacji. Pisze o ukochanym, że staje się „piękniejszy”. Analizuje przyczyny tego zabiegu. Winna jest „odległość” – niedostępność. Wie, że nie zna jego zachowań w sytuacjach intymnych, w relacjach miłosnych, a jednak hiperbolizuje ten wizerunek. To powoduje, że z konkretnego mężczyzny, który rozbudził jej uczucia, staje się on wyobrażeniem.

The post Warkocz Bereniki… Słów kilka o wierszu Anny Tokarskiej Noc appeared first on Pro Libris.

]]>
„Zawsze była wśród tylu książek, programów, afiszy…”  https://prolibris.net.pl/polus-tokarska/ Tue, 27 Sep 2022 05:44:05 +0000 http://prolibris.net.pl/?p=1473 Anna Polus

The post „Zawsze była wśród tylu książek, programów, afiszy…”  appeared first on Pro Libris.

]]>

„Zawsze była wśród tylu książek, programów, afiszy…”

O Annie Tokarskiej z Waldemarem Matuszewskim, dyrektorem Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze (1991-1996), rozmawia Anna Polus
 
Jak zapamiętał pan Annę Tokarską? Pracowaliście razem pięć lat w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, w czasie pana dyrektorskiej kadencji w tej instytucji.

Spotkałem panią Anię Tokarską w roku 91. ubiegłego wieku, oczywiście w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze, gdzie rozpocząłem, w duecie z dyrektorem Tomaszewiczem, pięcioletni okres dyrekcyjny.

Chodzi o pana Jana Tomaszewicza, który był pana zastępcą w kadencji 1991-1995?

Tak. Pani Ania w tym Teatrze była już od lat. I była, i pozostawała dobrym jego duchem. Była sekretarzem literackim, w wielu materiałach z tamtego czasu figuruje właśnie pod takim mianem. Czyli można powiedzieć, że była panią od literatury, od pięknej polszczyzny, od słowa. I przed reżyserią, mnie, z wykształcenia polonistę, połączyła właśnie z panią Anią polonistyka, literatura. To był nasz wspólny konik.

Pani Ania miała swój pokój, literacki, piętro wyżej, nad gabinetem dyrektorskim, ale właściwie codziennie kontaktowaliśmy się w różnych sprawach. Oczywiście podstawową sprawą było redagowanie ulotek reklamowych do spektakli, programów. Szliśmy rytmem premier. Naszą największą wspólną radością była część programu zatytułowana „Kronika TL” – w niej drobiazgowo uwiecznialiśmy wszystkie wydarzenia z życia Teatru; ten ówczesny zapis teraz – po latach – ma przeogromną wartość! Ale też pani Ania pomagała mi, kiedy pisaliśmy jakieś pisma okazjonalne, gratulacje, ważną korespondencję, zawsze służyła słowem. Lubiłem, jak pani Ania sprawdziła tekst od strony językowej, wtedy już byłem spokojny.

A więc pani Ania jako „Pani Profesor”?

Aaaaa, więc pani to wie… Powiem tak, śmiesznie się tytułowaliśmy z panią Anią. Pani Ania zwracała się do mnie per „Dyrekcjo”, ale było w tym dużo i żartu, i zabawy, i serdeczności, a ja tytułowałem panią Anię „Pani Profesor”, dlaczego? Bo jak przychodziłem do pokoju literackiego pani Ani, to ona zawsze była wśród tylu książek, programów, afiszy… A tam panowała taka specyficzna atmosfera – skupiona, trochę naukowa, badawcza. No i to czuwanie nad polszczyzną – pani Ania nie przepuściła w pismach wychodzących z Teatru, a tym bardziej w naszych drukach, jakiejkolwiek niezgrabności językowej, w tych sprawach była dla mnie wyrocznią. Stąd „Pani Profesor”. Pani Ania doskonale też znała historię Teatru Lubuskiego, dzięki temu nie gubiłem się w naszym kronikarstwie.

A jaka była w codzienności? Wyobcowana, zamknięta, jak często bywa u poetów, czy serdeczna, otwarta, radosna. A może po trosze i taka, i taka?

Między nami powstała taka serdeczna nić, związana właśnie z uwielbieniem literatury, języka polskiego. I było w tym trochę zabawy. Dlaczego zabawy? Dlatego, że pani Ania była duszą artystyczną. A artysta jest „dzieckiem podszyty”, więc zabawa to była jedna z cech pani Ani.

Na przykład mówiłem: „Pani Aniu, pamięta pani z Marcela Prousta taką piękną opowieść…” – w nawiązaniu do tego, że w naszej teatralnej pracy były różne dni, były lepsze, gorsze; czasami nam ta współpraca szła bardzo szybko, gładko, a czasami było gorzej – „o dniach górzystych i dniach spadzistych”? „Słucham?” „Proust mówi, że dni górzyste to takie, kiedy wszystko idzie jak z kamienia, nic się nie układa, i miewamy takie dni, i ten dzień się dłuży w nieskończoność. Ale bywają dni, kiedy wszystko idzie jak po maśle, jak z płatka i wtedy ten czas tak ucieka, jak szybko ucieka dziecku, które zjeżdża z góry na sankach”. Pani Ani ogromnie się to podobało: „dni górzyste” i „dni spadziste”. I mieliśmy takich wspólnych haseł kilka.

Zdjęcie Anny Tokarskiej. Spogląda w ziemię.

Na pewno stwierdzenie, że „artysta jest dzieckiem podszyty”, to też funkcjonowało między nami. I było dobrze, kiedy kogoś, jakiegoś realizatora czy aktora określaliśmy tym mianem, że jest „dzieckiem podszyty”, co nie było jego krytyką, ale wręcz wartością, znaczyło, że jest nasz.

Tę wrażliwość niewątpliwie dało się dostrzec przy pracy z tekstem literackim.

I pani Ania była szczególnie uwrażliwiona na to, kiedy w repertuarze pojawiała się dobra literatura. Pierwszą rzeczą, jaką robiliśmy, jedną z pierwszych, do której przygotowaliśmy program, był Romeo i Julia – Szekspir w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. I kochaliśmy oboje tego Barańczaka, to było wtedy novum, bo te tłumaczenia były nowiutkie, prościutkie i mądre zarazem, no i poetyckie, to była czysta poezja. Bardzo nam się podobały. Na przykład, kiedy Julia biegnie na spotkanie z Romeem, u zakonnika, mówi: „Biegnę ku szczęściu, nikt mnie nie zatrzyma”. No więc ta fraza też weszła do naszego języka. I takich powiedzeń mieliśmy więcej, to był nasz wspólny, tajemny język.

Po Barańczaku była Antygona w tłumaczeniu Stanisława Hebanowskiego, wieloletniego kierownika literackiego Teatru Lubuskiego za czasów dyrekcji Marka Okopińskiego. Tutaj pani Ania szczególnie ukochała sobie chóry, tłumaczone przez Hebanowskiego, bardzo poetyckie, bardzo czułe i bardzo mądre zarazem; lubiliśmy te chóry czytać na głos, np. chór ostatni – kiedy wszystko się stało:

Mądrości, jedyne źródło szczęścia,
Ludzie, zuchwali w swej dumie,
chcieliby dorównać nieśmiertelnym.
Za późno los otwiera im oczy.
Za późno, u schyłku swoich dni,
poznają ciebie, mądrości, jedyne źródło szczęścia.

Umiłowanie słowa, literatury pięknej… Jednak nie samą poezją człowiek żyje…

Ale pani Ania nie tylko literaturą się interesowała w teatrze, żyła oczywiście spektaklami. I kiedy na przykład Tatiana Kołodziejska grała Antygonę w ruinach na dziedzińcu Teatru Lubuskiego, o północy, a była burza – taka dziwna, bez deszczu, natomiast z piorunami – i Antygona szła w tych ruinach, wśród piorunów nad naszymi głowami, po belce stropowej jakiejś dawnej konstrukcji, drżeliśmy z panią Anią, że Tatiana, która miała związane ręce, jako więzień idący na śmierć, spadnie stamtąd. I to były nasze niezapomniane teatralne chwile. Pani Ania była też zakochana w wystawieniu wspomnianego Romea i Julii na dziedzińcu zamku w Łagowie, majową nocą, wśród jaśminów. Tam rosną jaśminy, które kwitły i pięknie pachniały; pani Ania była w siódmym niebie. Bo wtedy wszystko się idealnie łączyło: poezja z teatrem, z nastrojem, sama ta sytuacja była już wierszem. To były niezapomniane chwile.

A więc nawet na co dzień ogromna wrażliwość, delikatność i czułość, wręcz eteryczność.

Mam tu piękną opowieść o tej cudownej wrażliwości, czy wręcz nadwrażliwości pani Ani. Wielką rzeczą było przygotowanie Hamleta, no i programu do spektaklu – ten tytuł to zawsze wielkie wyzwanie dla teatru. Przy każdym przedstawieniu staraliśmy się, żeby program trafiał w koncepcję reżysera. Tutaj akurat ja byłem reżyserem Hamleta w tłumaczeniu Barańczaka, Stanisława Barańczaka.

Pani Ania bardzo zachwycała się przejrzystością, lapidarnością i poetyckością tego tłumaczenia. Przyniosłem taki szczególny tekst do programu Hamleta. Pani Ania, okazuje się, tego tekstu akurat nie znała i stał się on krokiem milowym w naszej znajomości. Tekst o nadwrażliwości, która nie zawsze znajduje  zrozumienie, doskonale opisywał Hamleta w naszym ujęciu. Autorem tego niezwykłego tekstu, skierowanego do psychoneurotyków, jest profesor Kazimierz Dąbrowski, psychiatra. Tekst zachwycił panią Anię już wtedy. Ale po latach, jak teraz patrzę na to, co się wydarzyło, to stanowi on doskonałą dewizę, definicję, charakterystykę nadwrażliwości samej pani Ani. I dlatego, jeżeli można, to chciałbym odczytać ten tekst. Nie jest długi, dla pani Ani był niezmiernie ważny. Raz, że budził jej zachwyt, ale chyba dotykał jej jeszcze głębiej. I brzmi tak:

Bądźcie pozdrowieni, psychoneurotycy! Za to, że macie czułość w nieczułości świata, niepewność w pewności. Za to, że tak często odczuwacie innych jak siebie samych, za to, że czujecie niepokój świata, jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie. Za wasze fobie mycia rąk z nieczystości świata, za wasze lęki przed zamknięciem ograniczonością świata, za wasz lęk przed bezsensem istnienia. Za delikatność niemówienia innym tego, co w nich widzicie. Za waszą niezaradność praktyczną i praktyczność w nieznanym, za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, za waszą wyłączność i trwogę przed stratą bliskich, za waszą twórczość i ekstazę, za wasze nieprzystosowanie do tego, co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno, za wasze wielkie uzdolnienia, często nigdy nie wykorzystywane. Za to, że niewczesne poznanie się na waszej wielkości nie pozwala na poznanie się na wielkościach takich samych, które przyjdą po was. Za to, że jesteście leczeni, zamiast leczyć innych, za to, że wasza siła niebiańska jest zawsze spychana przez siłę brutalną; za to, co w was przeczuwane, niedopowiedziane, nieogarnione. Za samotność i dziwaczność waszych dróg. Bądźcie pozdrowieni!*

Kiedy pani Ania przeczytała ten tekst po raz pierwszy, aż klasnęła w dłonie z zachwytu i mówi: „Dyrekcjo, kocham pana za ten fragment mówiący o myciu rąk – za wasze fobie mycia rąk z nieczystości świata”. To ją wtedy zachwyciło najbardziej – bo miała czystą, piękną duszę.

A potem… oczywiście ten tekst znalazł się na ulotce, znalazł się też w programie. Teraz po latach mogę powiedzieć, że ten tekst bardzo dużo mówi o wrażliwości samej pani Ani. Oczywiście on miał charakteryzować Hamleta, osobę nadwrażliwą. Ale taką właśnie nadwrażliwą osobą była przecież sama pani Ania Tokarska.

I to mi najbardziej utkwiło – ta spontaniczna, żywiołowa reakcja pani Ani na tekst profesora Dąbrowskiego.

Pani Ania we wspomnieniach tych, którzy ją znali bliżej, jest zawsze naturalna, szczera, opiekuńcza, bardziej nakierowana na innych niż na siebie.

Właśnie w czasie prób Hamleta wydarzyło się jeszcze coś, co jest też bardzo związane z panią Anią i co ją też bardzo charakteryzuje. Otóż w Teatrze Lubuskim, w pokoju gościnnym, na poddaszu, mieszkał rezydent, staruszek, dawny inspicjent, który czasami grywał epizody – pan Hieronim Mikołajczak. Pani Ania troskliwie opiekowała się panem Hieronimem, doglądała go. I kiedyś: odbywa się właśnie próba Hamleta, czytamy akurat fragment, w którym główny bohater mówi o śmierci (Hamlet czyni to raz po raz) i pani Ania przekazuje wiadomość, że pan Hieronim nie żyje. Pan Hieronim, jako człowiek teatru, spełnił pewnie swoje marzenie, żeby umrzeć na scenie, albo w teatrze.

I po tej śmierci starego inspicjenta znowu oczywiście na pierwszy plan wyszła literatura. Pan Hieronim Mikołajczak przygotowywał się do roli Firsta w Wiśniowym sadzie Czechowa, którego ostatecznie, ze względów zdrowotnych, nie mógł zagrać. Zastanawialiśmy się z panią Anią, co napisać na nagrobku tego Człowieka Teatru, który całe życie poświęcił teatrowi, a większość scenie teatralnej w Zielonej Górze.

Mówię: pani Aniu, a co by było, jakbyśmy kwestię Firsta, ostatnią kwestię w Wiśniowym sadzie wypisali na grobie pana Hieronima: „Wyjechali. A o mnie zapomnieli…” Przejmujące to słowa… Pan Hieronim spoczywa na cmentarzu zielonogórskim. Ten napis jest wyryty na jego płycie nagrobnej, ale to motto narodziło się w rozmowie z panią Anią, która była Aniołem Stróżem tego samotnego człowieka. Taka była pani Ania. To znaczy: wszystko wychodziło od literatury, ale do literatury też musiało wrócić. Nawet napis nagrobny.

Dziś, kiedy poza wspomnieniami pozostały piękne wiersze pani Ani, możemy powiedzieć, że cała była poezją…

A jeżeli chodzi o panią Anię jako poetkę, co się dawało zresztą odczuć na każdym kroku, myślę, że jednym z najpiękniejszych wierszy pani Ani był jej syn Jarosław. Najlepiej napisany wiersz. Dlaczego? Widziałem to, kiedy pan Jarosław odwiedzał panią Anię w Teatrze Lubuskim, bo czasem przychodził do niej, do matki. Pani Ani wtedy rosła, wtedy była dumna jak paw i szczyciła się swoim synem. Pan Jarosław był zawsze bardzo obecny w jej życiu. Jak mówię, być może to był jeden z najpiękniejszych wierszy pani Ani.

Wyobrażam sobie, że codzienne obcowanie z panią Anią było cudownym doznaniem. Zresztą cały czas, wspominając ją, uśmiecha się pan. Od razu widać, jak serdeczna to była relacja i jak miłe są to wspomnienia.

Pani Ania była właśnie taką duszą z profesora Dąbrowskiego, taką, która nie chce zajmować za dużo miejsca, zabierać nikomu przestrzeni, a jednocześnie wychodzi naprzeciw innym ze swoją wrażliwością; jeżeli widzi, że ma do czynienia z kimś, kto tej wrażliwości nie chce, albo nie rozumie, wycofuje się. Pani Ania raczej była osobą właśnie wycofaną, ale za tym wycofaniem kryło się wielkie bogactwo i wielkie dziecko.

Dwie starsze kobiety stoją na przeciwko siebie. Jedna wręcza kwiaty drugiej. W tle stoją ludzie.
Czy chciałby pan coś jeszcze dodać do waszej teatralnej współpracy?

Jeszcze jedną rzecz warto powiedzieć – że właśnie nam, pani Ani i mnie, urodził się pomysł, że skoro życie teatru jest tak strasznie ulotne, to postanowiliśmy, odnotowywać wszystkie ważne fakty: premiery, festiwale, ale też i wydarzenia zwyczajne, albo spektakle wyjazdowe, bo dużo w tym czasie jeździliśmy. I w każdym programie pojawiała się kronika Teatru Lubuskiego. To był nasz wspólny pomysł i wykonanie pani Ani Tokarskiej. Teatr Lubuski w latach 1991-1995 zawdzięcza pani Ani wiele odnotowanych wydarzeń, które jak teatr – są ulotne, właśnie. Potem te „Kroniki Teatru Lubuskiego” przerodziły się w „Almanach Teatru Lubuskiego”. Każdy sezon kończył się wydaniem Almanachu, który zawierał wszystkie te wydarzenia. Ale po drodze te wydarzenia wyłapywała i spisywała pani Ania.

Zresztą w tych kronikach widać rękę pani Ani, jej duszę. Bo na przykład gramy gdzieś w plenerze, w maju Antygonę, powiedzmy 18-19 maja gramy w plenerze, a pani Ania pisze w nawiasie: „Przecież to wiosna” i to są te takie pani Ani znaczki…

Anna Tokarska. Ma ciemne przerzedzone włosy i okulary na twarzy pokrytej zmarszczkami.. Nie uśmiecha się. Wygląda na smutną. Na szyi ma szalik. Jest ubrana na czarną.
Może jeszcze jakieś ciepłe wspomnienie na koniec tej miłej rozmowy?

Pani Ania była bardzo skromną osobą. Nigdy nie pchała się na plan pierwszy, w ogóle to słowo jest jej zaprzeczeniem. Opowiadała mi pewna pani pracująca w Teatrze, tuż przed moim przyjściem do Teatru Lubuskiego, za czasów dyrektora Kozłowskiego, piękną historię doskonale oddającą duszę dziecka w pani Ani. Pani Ania współpracowała z dyrektorem bardzo pięknie, tak jak właśnie z każdym dyrektorem, znam to.

Kiedyś ta pani, pracownik Teatru, wchodzi do gabinetu dyrektora, a na podłodze dyrektor, pani Ania i na siedząco składają z papieru jakieś ptaki, latawce – ewidentna dziecięca zabawa, która pewnie była zainspirowana jakimś spektaklem, albo jakiemuś spektaklowi miała służyć. Świadczyło to o takim szczególnym rodzaju porozumienia, jaki pani Ania nawiązywała z ludźmi. Jak mówię, to było wszystko „dzieckiem podszyte”.

Jaka piękna historia. A jest przecież taki wiersz pani Ani, jeszcze z lat 70., Papierowe ptaki. Może tamta sytuacja przypomniała coś z jego atmosfery…, a może po prostu obudziła w pani Ani dziecko…

…Pani Profesor Tokarska…

Dziękuję bardzo za tę szczególną rozmowę i piękne wspomnienie o pani Ani Tokarskiej.

Zielona Góra, 10 listopada 2018

The post „Zawsze była wśród tylu książek, programów, afiszy…”  appeared first on Pro Libris.

]]>
11. Festiwal Literacki im. Anny Tokarskiej Proza Poetów w fotoreporterskim skrócie https://prolibris.net.pl/11-proza-poetow/ Mon, 26 Sep 2022 15:57:51 +0000 http://prolibris.net.pl/?p=1243 Dorota Kaczmarek

The post 11. Festiwal Literacki im. Anny Tokarskiej Proza Poetów w fotoreporterskim skrócie appeared first on Pro Libris.

]]>

Dorota Kaczmarek

11. Festiwal Literacki im. Anny Tokarskiej Proza Poetów w fotoreporterskim skrócie

W listopadzie 2021 roku zorganizowany został jesienny cykl spotkań i wydarzeń kulturalnych w ramach Festiwalu Literackiego im. Anny Tokarskiej Proza Poetów, którego pomysłodawcą i kuratorem programowym jest dr Andrzej Buck. Warto zaznaczyć, że to jedna z największych w regionie inicjatyw promujących literaturę. Przeprowadzony został w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze oraz w Parku Książęcym w Zatoniu w wariancie hybrydowym (bezpośrednim i online).

Dyrektor Andrzej Buck przy mikrofonie i Pani Dyrektor Anna Polus obok. Obrócona plecami do obiektywu.

Na program tegorocznej Prozy Poetów złożyło się kilkanaście spotkań autorskich z uznanymi prozaikami i poetami, laureatami ogólnopolskich nagród literackich, autorami bestsellerów. Poniżej prezentuję gości Festiwalu z krótkimi o nich informacjami i osiągnięciami.

Imprezę zainaugurowano spotkaniem autorskim z Łukaszem Orbitowskim, pisarzem, publicystą i dziennikarzem, autorem opowiadań i powieści, m.in. Horror Show, Tracę ciepło, Święty Wrocław, Szczęśliwa ziemia. Jego powieści wielokrotnie były nominowane i wyróżniane w prestiżowych konkursach literackich. Jest laureatem Nagrody im. J. Zajdla, Paszportu „Polityki” za powieść Inna dusza (2016) oraz Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za powieść Kult (2020). Spotkanie przeprowadzone w Sali im. Janusza Koniusza Biblioteki Norwida moderował Roman Wojciechowski.

Zdjęcie. Mężczyzna siedzi przy stoliku. Rozmawia ze stojącą obok kobietą

W następnym dniu – 9 listopada zorganizowano spotkanie z Piotrem Łopuszańskim, filozofem, dziennikarzem, publicystą. Autor studiował historię sztuki i polonistykę. Od ponad 30 lat bada twórczość i życie Bolesława Leśmiana. Jest autorem pięciu książek o poecie: Leśmian (2000), Zofia i Bolesław Leśmianowie (2005), Bolesław Leśmian. Marzyciel nad przepaścią (2006), Bolesław Leśmian w Warszawie (2017), Bywalec zieleni. Bolesław Leśmian. Biografia (2021). Rozmowę z Piotrem Łopuszańskim prowadziła prof. Małgorzata Mikołajczak w siedzibie Biblioteki Norwida.

Mężczyzna siedzi w fotelu po lewej stronie na przeciwko kobiety siedzącej po prawej stronie. Mają mikrofony przy buzi. Uśmiechają się do siebie. Na środku stoi stolik z karafką z wodą.
Książka Bolesłąwa Prusa. Na okładce znajduje się autor.

Kolejnym gościem Festiwalu była Zofia Turowska, pisarka, dziennikarka i reportażystka, autorka bestselleru Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką, współautorka kultowego reportażu Kto tu wpuścił dziennikarzy? oraz biograficznej opowieści Beaty Tyszkiewicz Nie wszystko na sprzedaż. Napisała również opowieść o Zofii Nasierowskiej Fotobiografia, biografię Janusza Majewskiego Majewski. Film – kobieta jego życia oraz kolejny literacki portret polskiej poetki Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet (2020). Premiera jej najnowszej książki Gustaw. Opowieść o Holoubku miała miejsce w marcu 2021 roku. Spotkanie poprowadziła Katarzyna Meller-Rebelska w dniu 10 listopada.

Zofia Turowska stoi zwrócona lewym bokiem do obiektywu. Uśmiecha się. Ma kręcone włosy i okulary. Jest ubrana na czarno, w rękach trzyma białą torbę.

Ciekawym wydarzeniem cyklu Proza Poetów okazała się Noc z Norwidem, która odbyła się w Parku Książęcym w Zatoniu w nocy z 10 na 11 listopada 2021 roku. Gości powitali pomysłodawcy imprezy – dyrektor WiMBP dr Andrzej Buck i dr Jarosław Skorulski – gospodarz obiektu. Wydarzenie było okazją do obejrzenia oryginalnych rysunków Norwida, które w swoich zbiorach posiada zielonogórska książnica oraz możliwością odkrycia niezwykłej twórczości tego wybitnego artysty. O cennym zbiorze opowiadała Maria Radziszewska, kierownik Działu Zbiorów Specjalnych zielonogórskiej WiMBP. Ponadto wystąpili artyści (Magdalena Faron, Alicja Stasiewicz, Lech Mackiewicz) prezentujący twórczość Cypriana Norwida. Spotkanie trwało do późnych godzin nocnych.

Dwie kobiety rozmawiają przy szklanej gablocie z książkami. W tek stoją ludzie.
Ludzie siedzą na widowni.

Spotkanie autorskie z Radosławem Młynarczykiem, to kolejny punkt cyklu. 12 listopada publiczność miała okazję posłuchać rozmowy z absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Gdańskim, odkrywcą i edytorem młodzieńczej powieści Marka Hłaski Wilk, a także tomu juweniliów pisarza Najlepsze lata naszego życia. Autor uczestniczył w pracach nad wydaniem listów i pamiętnika Hłaski, a także serii jego utworów wybranych. Ponadto jest współzałożycielem działającej przy Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego pracowni naukowej „Literackie Trójmiasto. Pracownia badań nad literacką obecnością Gdańska, Gdyni i Sopotu od początku XX wieku do współczesności”, stypendystą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Stworzył biografię Hłasko. Proletariacki książę (2020). Spotkanie poprowadził Klaudiusz Mirek. Wydarzenie zostało szerzej omówione w numerze w artykule Darii Żytyńskiej pt. Hłasko, proletariacki książę. Wydarzenie 11. Festiwalu Literackiego im. Anny Tokarskiej Proza Poetów (s. 69).

Dwóch mężczyzn siedzi w fotelach. Mają mikrofony przy twarzach. Rozmawiają ze sobą W tle stoi baner festiwalu literackiego.

Kolejny festiwalowy dzień – 15 listopada – i kolejny gość – ks. prof. Andrzej Draguła. Tym razem promowana była publikacja Posty A. Draguły, teologa i publicysty, stałego współpracownika „Tygodnika Powszechnego”, znawcy kultury popularnej, profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Szczecińskiego, pełniącego funkcję Przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Nauk Teologicznych. Spotkanie prowadziła dr Iwona Peryt-Gierasimczuk w Sali im. Janusza Koniusza WiMBP.

Kobieta i mężczyzna siedzą na przeciwko siebie w fotelach. Rozmawiają,

Wanda Michalak spotkała się z publicznością festiwalową 16 listopada 2021. Michalak jest autorką książki Literackie Noblistki. Piętnaście lasek dynamitu, wydanej przez Vis-a-Vis w 2020 roku. Promowana książka to oryginalny opis życia i dzieła 15 pisarek, które w latach 1909-2018 otrzymały za swoją twórczość najbardziej prestiżową nagrodę świata. Dlaczego właśnie one? I dlaczego jest ich tak mało, skoro aż 101 literackich Nagród Nobla trafiło w ręce mężczyzn? Na te i inne pytania odpowiadała Wanda Michalak na spotkaniu moderowanym przez dr Joannę Kapicę-Curzytek.

Wanda Michalak siedzi na sofie. Patrzy w prawo. Za nią baner festiwalu literackiego.

Dzień później odbyło się spotkanie autorskie z Anną Król, scenarzystką i reżyserką spektakli teatralnych i projektów audiowizualnych, wydawczynią, pomysłodawczynią i dyrektorką festiwalu literackiego – Big Book Festival, autorką książek: Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie, Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia oraz Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Spotkanie prowadziła Magdalena Faron.

Anna Król pozuje do zdjęcia na tle obrazów. W rękach trzyma tabliczkę z napisem #PocketBook.

18 listopada odbyło się zdalnie spotkanie autorskie z Justyną Sobolewską, krytyczką literacką, pisarką i dziennikarką związaną na stałe z tygodnikiem „Polityka”. Autorka zbioru esejów Książka o czytaniu, wyboru opowiadań Kornela Filipowicza Moja kochana, dumna prowincja i biografii Kornela Filipowicza Miron, Ilia, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu. Autorka jest laureatką PIK-owego Lauru przyznawanego przez Polską Izbę Książki za popularyzację czytelnictwa w kategorii mediów drukowanych. Zasiada w jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” oraz w kapitule Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy.

Dwie osoby na przedzielonym na pół ekranie, Odbywają spotkanie online.

Premiera powieści Szwindel w Grünbergu Alfreda Siateckiego, prozaika, dziennikarza, redaktora, publicysty, reportażysty, autora słuchowisk, odbyła się jako kolejne wydarzenie Prozy Poetów 19 listopada. Spotkanie autorskie poprowadził Andrzej Flügel.

Mężczyzna i kobieta siedzą na przeciwko siebie w fotelach. Mają mikrofony przy twarzy. Rozmawiają

23 listopada zorganizowano Turniej poetycki na interpretację wiersza Anny Tokarskiej, który poprowadziła Agnieszka Ginko-Humphries.

Podczas Turnieju odbyła się ponadto promocja czasopisma „Pro Libris” numeru 3-4 (76-77) 2021 zarekomendowanego przez sekretarza redakcji Ewę Mielczarek.

Ludzie siedzą na widowni. Na przeciwko nich stoi kobieta, która przemawia.

Dzień później, 24 listopada, zorganizowano CZYTELNIĘ DRAMATU w tonacji grozy – Warkocz Amelii Stefana Grabińskiego z muzyką Jakuba Kotowskiego. Koordynacją wydarzenia zajął się dr Janusz Łastowiecki, natomiast pomysłodawcą cyklu jest dr Andrzej Buck.

Kobieta i mężczyzna stoją przy mikrofonie.
Janusz Łastowiecki przemawia.

25 listopada odbyło się zdalne spotkanie z Kordianem Piwowarskim, reżyserem filmowym i scenarzystą, artystą sztuki video, kompozytorem muzyki elektronicznej. Zrealizowane przez artystę filmy to m.in. Miszmasz czyli Kogel Mogel 3, Baczyński, Jaskinia Filozofów. Za scenariusz do opartego na życiorysie Stanisława Przybyszewskiego filmu Żółty płaszcz K. Piwowarski otrzymał Nagrodę Fundacji im. Andrzeja Munka. Rozmowę o książce Nagie dusze (2021) moderowal dr Janusz Łastowiecki.

Janusz Łastowiecki i Kordian Piwowarczyk na przedzielonym na pół ekranie. Odbywają spotkanie online.

Koncert Galowy Prozy Poetów i Zielonogórskiego Salonu Poezji otworzył jego gospodarz, a zarazem prowadzący – dr Andrzej Buck, promując płytę Tequila i sól z udziałem duetu: Grzegorz Tomczak – poeta, kompozytor, autor tekstów piosenek, artysta estradowy oraz Iwona Loranc, śpiewająca aktorka związana z Teatrem Buffo i Teatrem Komedia. Koncert z wieloma bisami artystów miał miejsce 30 listopada w Sali im. Janusza Koniusza w Bibliotece Norwida.

Kobieta i mężczyzna uśmiechają się do obiektywu. Są elegancko ubrani.

Kolejną i już ostatnią atrakcją była premiera książki Umami. Opowieści i przepisy Joanny Brodzik, aktorki filmowej i telewizyjnej, który odbył się 2 grudnia jako Postscriptum Festiwalu.

Kobiety siedzą na scenie w fotelach. Rozmawiają ze sobą.

Cennym aranżacyjnym tłem towarzyszącym Festiwalowi była wystawa Krakowiak – malarstwo, rysunek, ceramika. Podczas Prozy Poetów zorganizowano wernisaż wystawy (4 listopada 2021) z okazji 80. urodzin znakomitego malarza, rysownika, pedagoga. Henryk Krakowiak studiował na Wydziale Malarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku (1961-1967) – malarstwo, ceramikę i pedagogikę. Dyplom uzyskał w pracowni prof. Krystyny Łady-Studnickiej i prof. Hanny Żuławskiej (1967). Od 1967 roku jest członkiem Zielonogórskiego Okręgu ZPAP. Wystawa czynna do końca listopada cieszyła się dużym zainteresowaniem licznie zgromadzonej publiczności.

Mężczyzna stoi na tle obrazów.

Organizatorzy: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, Dyskusyjne Kluby Książki oraz Fundacja Ogrody Kultury i Park Książęcy w Zatoniu.

Patronat Honorowy: Marszałek Województwa Lubuskiego Elżbieta Anna Polak.

The post 11. Festiwal Literacki im. Anny Tokarskiej Proza Poetów w fotoreporterskim skrócie appeared first on Pro Libris.

]]>