Agata Kostrzewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/agata-kostrzewska/ Lubuskie Czasopismo Literackie Pro Libris Thu, 27 Nov 2025 12:33:39 +0000 pl-PL hourly 1 https://prolibris.net.pl/wp-content/uploads/2022/09/cropped-ProLibris2-32x32.png Agata Kostrzewska Archives - Pro Libris https://prolibris.net.pl/tag/agata-kostrzewska/ 32 32 Igrekowe smętymęty. Karol Bosek, Pierwsza cytrynówka https://prolibris.net.pl/igrekowe-smetymety-karol-bosek-pierwsza-cytrynowka/ Thu, 27 Nov 2025 12:13:35 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16970 Agata Kostrzewska

The post Igrekowe smętymęty. Karol Bosek, Pierwsza cytrynówka appeared first on Pro Libris.

]]>

Igrekowe smętymęty

Karol Bosek, Pierwsza cytrynówka, Graf Media, Zielona Góra 2025, 72 s.

Dawno, dawno temu w odległej… Nie. Wcale nie tak dawno temu i w żadnej odległej galaktyce, a na początku XXI wieku w Polsce wchodził w dorosłość Y. A dokładniej – całe pokolenie o tej nazwie. Literę Y w alfabecie angielskim czytamy jako [waɪ], co jest homofonem wyrazu „why” (znaczy: dlaczego). Generacja, której myśli i przeżycia wyłaniają się z tomiku Pierwsza cytrynówka (urodzonego w 1987, a więc należącego do niej) Karola Boska, ma wiele powodów, żeby zadawać pytania zaczynające się od „dlaczego?”. Będąc aktualnie bliżej tak zwanego wieku średniego, ma przed sobą jeszcze sporo chwil, ale także wiele już za sobą. Rodzi to tak refleksje, jak i sentymenty. Lub smętymęty, jak woli nazywać je podmiot liryczny w pierwszym wersie utworu (Pomiędzy grawitacją).

Zacznijmy jednak od początku. Granatowa okładka (projekt autorstwa Macieja Staszaka), na niej żółty napis „pierwsza cytrynówka”, ponad nim zielono-żółty plasterek ze spływającą kroplą soku wycięty w charakterystyczny kształt ozdoby szklanek z drinkami. Po lewej białymi literami zapisano imię i nazwisko autora. Te kontrasty przyciągają wzrok i dobrze komponują się ze znajdującymi się we wnętrzu publikacji treściami. Przywołują skojarzenia z okładką płyty lub ulotką reklamującą bar z czasów końca lat 90. i początku 2000. – zapraszają do świata doświadczeń i wspomnień.

Tomik ten podzielony jest na trzy części: Podobno to tylko słowa, Wiersze rymowane i Wiersze szczenięce. Wbrew pozorom, nie różnią się one aż tak tematycznie. Ich główną różnicę stanowi forma zapisu. Wyłaniający się z nich, a zdający się być wspólnym mianownikiem, podmiot liryczny od pierwszych wersów porusza się bezbłędnie w popkulturze, z którą chętnie wchodzi w dialog. Dzieje się tak choćby w wierszu Dzieci, w którym trudno nie dostrzec nawiązania do treści ogranego przez każde radio hitu Elektrycznych Gitar Dzieci wybiegły. Jest doskonale zorientowany w aktualnych tematach i problemach – żongluje nimi, bawiąc się słowami (jak w wersie z Syren: „Był o samej wodzie, wpadł w cug bezalkoholowy”). Ostro rozprawia się także ze światem idoli, choć niektórych z nich, jak Roberta Brylewskiego w utworze Postacie fikcyjne, oszczędza. W tym samym utworze rozlicza za to bezlitośnie z powierzchownych deklaracji, za którymi nie idą żadne czyny lub, jeśli idą, stoją w absurdalnej sprzeczności z wyznawaną ideologią. Ma to miejsce w wersach: „Nie wiem, co stało się z ludźmi/ Widzę punka i anarchistę gotowego strzelać/ Świadomą społecznie homofobkę i rasistkę”. W wielu momentach stawia trafną i smutną diagnozę współczesnego świata, wskazując na kiepską kondycję próbującego odnaleźć się w nim człowieka. Najmocniej zdaje się to być słyszalne w ostatnich wersach dystopijnych Smutnych miasteczek: „Ludzie nie widzą cię, ale zauważają./ Nie zauważają, a myślą, że widzą./ Dzień dobry mówią jak »żegnaj«”, ale także w Relacjach, które „Grają pierwsze skrzypce, choć nie są mocną stroną/ Schematyzują się […]/ Kumpel powiedział kiedyś, że jesteśmy jak w Oz:/ bez rozumu, bez serca, odwagi/ A w rzeczywistości to nasze główne cechy”.

W moim odczuciu Syreny są najmocniejszym (choć cały tomik jest raczej równy pod względem warsztatowym) utworem diagnozującym współczesny świat. Będący w pewnym sensie poematem drogi, nieuchronnie prowadzi w kierunku podobieństw z historią Odyseusza (który – w przeciwieństwie do bohatera Boska – dzięki sprytowi nie uległ morskim nimfom), ale też piosenką Artura Rojka o tym samym tytule (zwłaszcza fraza „Chociaż jak syreny/ Budzą mnie o tobie sny”). Narracyjnie czasem przypomina również Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. Pozornie banalne omówienia spotkań z przedstawicielkami płci przeciwnej stanowią tak naprawdę zapis tego, w jakich realiach porusza się (i poruszał – gdyż nie brak tu nawiązań do przeszłości) podmiot liryczny. Jest to także historia, w której gra słów odzwierciedla chaos i komizm otaczającej go rzeczywistości. Czytamy tu między innymi takie frazy: „Najemca chciał wyrzucić moje rzeczy na polbruk/ (Bo w Polsce nie ma bruku, to nie zagranica)” czy „Wyprawiane kłopoty, sprawiane urodziny”. Te językowe zabiegi (stosowane także w innych lirykach) ściągają z dość gorzkiej w wydźwięku historii ciężar patosu, który mógłby ją przytłoczyć. Prowadzą także z czytelnikiem grę. Gdy już wydaje nam się, że wiemy, kim lub czym są tytułowe syreny, pojawia się fraza „Samotność brzmi jak głos rozlegających się syren” i tracimy pewność, że chodziło o nęcące miłym głosem kusicielki, a zaczynamy

zastanawiać się, czy to jednak nie sygnały alarmowe czasu wojny.

W tomiku tym pobrzmiewają echa muzycznych festiwali, zakrapianych tytułową cytrynówką studenckich imprez, dźwięków wiadomości SMS w aparatach bez polifonii i popiskiwań modemów z początków globalnego podłączenia do internetu. To wszystko doskonale wtapia się w opowieść o współczesności, gdy udzielono głosu dwóm generacjom naraz w wierszu Y, Z, w którym podmiot liryczny nie dzieli ich na stojące w kontraście, jak to ma obecnie miejsce w dyskursie publicznym. Przeciwnie – dla niego więcej ich łączy, niż dzieli. Ci ludzie według niego „Są jedną nogą w trumnie/ Jedną nogą w traumie […] Jedną w prawdziwym świecie/ jedną w Internecie” i jednocześnie „Sami jak pająki”. Trudno o bardziej trafną, a jednocześnie przejmująco smutną diagnozę. Pojawia się tu również tęsknota za przeszłym życiem, które, jak w Vincencie (Abstrakcji), „było wtedy bardziej abstrakcyjne, […] nie tak neuronalne i streszczone”. Twórczość Boska stawia pytania o to, dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej, jednocześnie nie dając żadnych odpowiedzi. Podsuwa wprawdzie pewne sugestie. Za przykład może tu posłużyć ważkie pytanie z Konduktu pogrzebowego: „A co, jakbyśmy jechali z umierającą ciężarną/ Czy byłby to taki sam grzech/ Jak aborcja, przejechać »na czerwonym«?”. Religia zresztą często jest tu na celowniku, jak choćby w krótkiej, a wymownej Fotografii prezbiterium, gdzie czytamy: „[…] to jest kościół/ Tu zawsze będzie ciemno” – stwierdzenie będące kolejną ponurą konstatacją.

Pierwsza cytrynówka Karola Boska to tomik, w którym świadome zastosowanie słownych gier rozbawi czytelnika, wprowadzi do krainy nostalgii, ale też skłoni do refleksji nad współczesnością, która w dużej mierze jest tu przedstawiana w niewesołym świetle. Ze składających się na tę publikację wierszy przebija świadomość twórcza – poeta doskonale wie, co i w jaki sposób chce odbiorcy przekazać. Odnoszę także wrażenie, że – celowo lub nie – aspiruje do stania się głosem pokolenia (a może nawet, momentami, dwóch pokoleń?).

Bez wątpienia jest to ciekawa propozycja czytelnicza. Nie tylko dla pogrążonych w „smętymętach”, nostalgicznych igreków.

Agata Kostrzewska

 

 

Nie zwykliśmy publikować reakcji poetek/poetów na recenzje ich książek, ale często słyszymy, jak bardzo są zaskoczeni tym, co przeczytają lub usłyszą na temat własnych utworów. Publikując książkę, odcinają jakby pępowinę, nie mają już wielkiego wpływu na jej dalsze życie. Czasem zdarza się też tak, że twórca nie wie wszystkiego o swoim dziele. Znając przekorę Karola, wysłaliśmy mu zgrabnie napisane przez Agatę Kostrzewską omówienie jego najnowszego tomiku. Długo nie musieliśmy czekać, bo Karol oczywiście odpisał. Nie chcieliśmy jednak, żeby to było skierowane tylko do nas, więc namówiliśmy go, żeby napisał odpowiedź do kwartalnika.

redakcja

The post Igrekowe smętymęty. Karol Bosek, Pierwsza cytrynówka appeared first on Pro Libris.

]]>
Gorzki nektar słów Bartosz Konopnicki, Zapisy promieniowania https://prolibris.net.pl/gorzki-nektar-slow-bartosz-konopnicki-zapisy-promieniowania/ Thu, 05 Jun 2025 07:00:54 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=16189 Agata Kostrzewska

The post Gorzki nektar słów Bartosz Konopnicki, Zapisy promieniowania appeared first on Pro Libris.

]]>

Gorzki nektar słów

Bartosz Konopnicki, Zapisy promieniowania, Wydawnictwo Anagram, Warszawa 2024, 66 s.

Kilka tysięcy razy na minutę. Tak często macha skrzydłami fruczak gołąbek, zwany polskim kolibrem. Tyle razy zapewne myślimy o sprawach nieistotnych, a czasem to „nieistotne” kryje w sobie gryzącą esencję. Gdzieś w tym cichym trzepocie myśli kryje się ta niewygodna prawda o codzienności. Zapisy promieniowania – najnowszy tomik poezji Bartosza Konopnickiego przynosi takich prawd brutalną ilość, podaną jednak z subtelnością kolibra spijającego kropla po kropli nektar z gorzkich kwiatów.

Okładkę tomiku zdobi czarno-białe zdjęcie schodów. Być może jest to przejście podziemne, być może prowadzą one do dworca. Dwie postaci, które widzimy tylko od wysokości połowy tułowia, idą w górę – w mrok – rozdzielone metalową poręczą jak granicą. To dość wymowny obraz, a do tego intrygujący tytuł. Słowo „promieniowanie” kojarzy się przecież zarówno z radioaktywnością, jak i z bólem, który od jednego miejsca rozciąga się na inne, infekując je nieprzyjemnym odczuciem. I rzeczywiście, będzie się ono odbijało echem raz po raz, promieniując na odbiorcę refleksjami. Te strzępki chwil ilustrują tu także wykonane przez autora czarno-białe fotografie, których kilka kadrów znajdziemy załączonych niejako „między wierszami”.

Wejście w poetycki świat tego tomiku nie jest lekkie. Dominantą jest tu przemijanie, konfrontacje z trudnymi chwilami, zawiedzione nadzieje oraz chęć powrotu do przeszłości. Szarość i „zwyczajność” przeplata się tu z intensywnością wspomnień i aktualnych doświadczeń (jak w wierszu Nie wiesz, gdzie czytamy: „Dziś było pogodnie/ szare latawce przecinały niebo […]/ niedaleko ziemia pije krople krwi […]/ gdy chwilę z Tobą rozmawiałem/ byłeś przytłoczony/ jak nadłamane drzewo”). Autor serwuje czytelnikowi bezkompromisową wizję świata, bez znieczulenia i pocieszenia. Rzeczywistość wyzierająca z wierszy Konopnickiego zdaje się kąsać. Z pozoru lekko, ale gdy dzieje się to regularnie, nie tylko nie przyzwyczajamy się do bólu, ale jest nam w tych słowach coraz mniej wygodnie.

Czy to znaczy, że czytanie tej poezji jest bolesne? To nie tak. To bardzo dobrze napisany tom, z wyraźną świadomością słowa i odpowiedzialnością za przekaz. Nie ma tu miejsca na bezrefleksyjny, czytelniczy „przelot” przez wersy. W każdym z utworów okaże się, że jakiś okruch będzie nas lekko uwierał, a czasem nawet wiercił dziurę w pamięci, nie pozwalał na obojętność i zamiecenie sprawy pod przysłowiowy dywan. Czy w związku z tym to tomik, który mówi o rzeczach tak ważkich, że cała ludzkość zostaje rozliczona ze swoich zbrodni? Nie. To poezja codzienności – jej szarych odcieni, które, niby to drobnostkami, ale budują ją i kształtują nas jako osoby. To zbiór opowiadający o tym, jak przemijamy, jak się zaplątujemy w schematy, ale także o tym, o czym milczymy, płacząc bezgłośnie do wewnątrz z bezsilności. To „cisza rozsypanych emocji” – jak czytamy w poruszającym utworze Fujka.

Mimo iż jest tu często niewygodnie, ogarnia niepokój, gdy okaże się, że choć „wypowiadasz/ sierść słów/ z dobrą dykcją/ nikt cię nie słucha/ mówisz prawdę” (Gdy mówisz) lub że „teraz po tylu latach/ znów jesteś dzieckiem/ i nie możesz/ mówić” (Koło), to można się w tych wierszach odnaleźć poprzez zbieżność doświadczeń podmiotu lirycznego i czytelnika. To natomiast może 

przynieść ulgę, ponieważ czytając o podobnych odczuciach, możemy doznać katartycznego wymiaru tej poezji. W tym zakresie szczególnie mogą odnaleźć się czytelniczki, gdyż perspektywa kobieca występuje tu bardzo często. Ma to miejsce choćby w jednym z moich faworytów, jakim są opowiadające o wierze w słowa Inne bajki, gdzie słyszymy podmiot liryczny mówiący: „Miało być inaczej/ sprzedałeś mi słowa/ a ja uwierzyłam […]/ pojawiałeś się coraz rzadziej/ z coraz bardziej wymyślnymi konstrukcjami słów/ a ja gryzłam każdą sekundę”. Bartosz Konopnicki jest bowiem jednym z poetów obdarzonych wyjątkową wrażliwością i empatią, za którymi idzie umiejętność poprowadzenia wiarygodnej narracji kobiecym głosem.

Zapisy promieniowania to kolejny już tomik autorstwa Bartosza Konopnickiego, będący potwierdzeniem jego twórczej dojrzałości i wypracowanego warsztatu. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten wykwintny, choć nieraz gorzki nektar słów.

Agata Kostrzewska

 

 

The post Gorzki nektar słów Bartosz Konopnicki, Zapisy promieniowania appeared first on Pro Libris.

]]>
Minimum słów, maksimum smutku – o dwóch tomikach poetyckich Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Czarne motyle; Przebudzenia) https://prolibris.net.pl/kostrzewska-marcinkowska/ Wed, 15 Nov 2023 13:08:01 +0000 https://prolibris.net.pl/?p=10809 Agata Kostrzewska

The post Minimum słów, maksimum smutku – o dwóch tomikach poetyckich Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Czarne motyle; Przebudzenia) appeared first on Pro Libris.

]]>

Minimum słów, maksimum smutku –
o dwóch tomikach poetyckich Joanny Marcinkowskiej

Joanna Marcinkowska, Czarne motyle, Ridero, [bez miejsca wyd.] 2021, 58 s.; taż, Przemilczenia,  Ridero, [bez miejsca wyd.] 2023, 81 s.

Co może nam dać porównanie dwóch tomików tej samej autorki? Jaki może być sens takiego podejścia? Taka analiza z pewnością pozwala dostrzec kształtujący się styl danej osoby. Zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy możliwość porównania debiutu i kontynuacji drogi twórczej. W przypadku obu wydawnictw autorstwa Joanny Marcinkowskiej – Czarnych motyli oraz Przemilczeń odnajdziemy punkty styczne, ale także różnice, dzięki którym buduje ona oryginalny rys swojej twórczości. Przyjrzyjmy się im zatem bliżej.

W 2021 roku ukazał się pierwszy tomik o tytule Czarne motyle. Okładkę zdobi czarno-biała fotografia górskiej, leśnej ścieżki (autorstwa Joanny Marcinkowskiej). Głównie w takiej kolorystyce poruszamy się w świecie słów podmiotu lirycznego, co uzupełniają także zdjęcia znajdujące się wewnątrz wydawnictwa. Natkniemy się tutaj na ogrom smutku i tęsknoty za drugą osobą. Przerażający brak przekłada się tu na krajobrazy, które tracą kolory i przejmują chłodem jak w wierszu Wdech: „skuty lodem ogród/ jutro jest nieprawdopodobne/ nie pamiętam koloru nieba/ wtedy nad naszymi głowami”. Samotność jest nie do zniesienia i powoduje reakcje całego ciała: „chcesz wiedzieć więcej/ popatrz na dłonie/ one drżą” (Oczy), „płuca zwinięte w rulon/ przeklęte uczucia” (Iluzja). Jaka jest ta poezja? Dojrzała, celna, intensywnie cielesna, ale także bardzo uniwersalna w swoim ascetycznym niemal przekazie. Ten zbiór wierszy wzrusza, odsyła do tematów trudnych, wartych przepracowania, powodujących reakcje tak psychiczne, jak i fizyczne. Obcując z tymi lirykami, nie raz zdarzy się pomyśleć, że przecież już kiedyś się to przeżyło, czuło ten lęk i ogłuszający ból rozstania czy bezsilność i ciężar trosk świata.

Natomiast w 2023 roku w ręce czytelników trafił drugi tomik o tytule Przemilczenia. Na szarej okładce widnieje kolorowa grafika przedstawiająca serce (zarówno ta, jak i wszystkie wewnętrzne grafiki są autorstwa BIOSME x BROCKI). Zdaje się ona zapraszać do świata nie tak pozbawionego kolorów, jak w przypadku pierwszego zbioru. Czy tak jest rzeczywiście? Podzielone na trzy części wydawnictwo opowiada o różnych stanach wewnętrznych, ale tym razem podmiot liryczny mówi głosem zarówno kobiecym, jak i męskim – „po prostu chciałem/ żebyś była obok/ ja też” (Spojrzenia). Powstaje ciekawa opowieść, odrobinę kronika, rodzącej się więzi, pełna również tęsknoty i lęku, będąca niekiedy gorzkim podsumowaniem kolei życia, jak w utworze Islandia: „o cierpienie/ nikt nie prosi każdy dostaje/ bez sensu”. Ponownie za pomocą minimum słów wyrysowane zostają emocjonalne krajobrazy, po których czytelnik porusza się niczym w pełnej wspomnień i uniwersalnych odczuć przestrzeni. Dominującym doświadczeniem jest tu ponownie chłód, ale są także chwile, w których sytuacja zmienia się diametralnie za sprawą bliskości, jak w wierszu Wyzwanie, gdzie liryczne „ja” mówi: „jak ze snu/ wynurzamy się z siebie/ woła nas ciepło i światło”. W zbiorze tym odnajdziemy, znaną już z poprzedniego, dojrzałość spojrzenia na świat, umiejętność oddziaływania na zmysły, a także wiele wzruszających i zmuszających do refleksji wersów.

Zestawiając te dwa tomiki, możemy zauważyć bardzo wiele zbieżności, ale także subtelne różnice (chociażby w doborze szaty graficznej, będącej ilustracyjnym uzupełnieniem dla słów autorki). Zapewne na pierwszy rzut oka w drugim możemy wyczuć odrobinę mniejszy ładunek smutku niż w pierwszym. W żaden sposób nie znaczy to jednak, że nowsze wydawnictwo jest utrzymane w dużo weselszym tonie. Tematyka obu jest zbliżona, ale to nie powoduje, że otrzymujemy te same opowieści. Przekazywane treści są zróżnicowane zarówno pod względem opowiadanych historii, jak i komponowanych obrazów i wrażeń emocjonalnych. To, co się tu powtarza, to zasada minimum słów dla wyrażenia maksimum treści. Warto także zauważyć, że w przypadku obu zbiorów metodą publikacji był self-publishing, co z pewnością pozwoliło na dużo szybsze wydanie oraz całkowitą swobodę w zakresie stworzenia szaty graficznej, na co nie zawsze pozwalają wydawcy działający pod konkretnym szyldem. Podjęcie się takiego zestawienia pozwoliło zauważyć, że w przypadku Joanny Marcinkowskiej mamy do czynienia z interesującą osobowością twórczą, która zaczyna konsekwentnie konstytuować swój sposób artystycznego wyrazu.

 

Agata Kostrzewska

Okładka książki przedstawiające las.
Okładka książki przedstawiająca serce.

The post Minimum słów, maksimum smutku – o dwóch tomikach poetyckich Joanny Marcinkowskiej (Joanna Marcinkowska, Czarne motyle; Przebudzenia) appeared first on Pro Libris.

]]>