Start Zbliżenia

Zbliżenia

Jubileusz dwóch panów K., czyli z humorem i bardzo prywatnie o Koniuszu i Kurzawie

Już dziś nie potrafię powiedzieć, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Januszu Koniuszu, ale wiem na pewno, że szybciej dowiedziałem się o jego żonie, autorce lubuskich legend i baśni. A było to w szkole podstawowej, kiedy omawialiśmy utwór o wbijaniu słupów granicznych przez Bolesława Chrobrego nad Odrą, autorstwa właśnie Pani Izabelli Koniusz. Będąc w szkole średniej, wiedziałem już, kim jest Pan Koniusz, jak pewnie każdy, kto miał w ręce „Nadodrze”. Osobiście z autorem Tempa krążenia zetknąłem się w trakcie studiów, kiedy należałem do Klubu Literackiego LTK oraz gdy zanosiłem wiersze do redakcji „Nadodrza” na deptaku i... kiedy spotykałem go na spacerze z psem, gdy dostojnie przechadzał się al. Niepodległości lub w Parku Tysiąclecia, w pobliżu którego wówczas mieszkałem. Nasze kontakty zacieśniały się, bowiem widywaliśmy się coraz częściej – na spotkaniach członków RSTK, w redakcji komercyjnego miesięcznika „Zachód”, w redakcji dwumiesięcznika „Serce i Troska” przy ZG PTWzK, na spotkaniach autorskich, na zebraniach literatów...

Więcej…

 

O Januszu Koniuszu nielaurkowo

Kiedy człowiek dożywa późnego wieku, np. 80 lat, to – kolokwialnie ujmując – w ciemno można założyć, że wiele już za nim doświadczeń, przeżyć, uwikłań, potknięć, spotkań z ludźmi (niekoniecznie prostej proweniencji), no i dokonań, zwłaszcza jeśli to był ktoś przez cały czas aktywny, np. jako pisarz, działacz, artysta, polityk. Janusz Koniusz (ur. 1 lutego 1934 roku w Sosnowcu-Niwce) jest właśnie w takiej sytuacji.

Więcej…

 

Vivat Jubilat!

Z Januszem Koniuszem zetknąłem się, gdy był redaktorem naczelnym „Nadodrza”. Na Ziemię Lubuską przybyłem w roku 1960 z wykształceniem, które raczej kolidowało z przygotowaniem zawodowym redaktorów tego czasopisma. Po kilku podejściach w „Gazecie Zielonogórskiej” zdecydowałem się na obszerniejszą publikację z pogranicza świata techniki i humanistyki. O dziwo, tekst został wydrukowany, sprawiając mi wielką satysfakcję. Zachęcony powodzeniem oraz otrzymanym honorarium napisałem jeszcze kilka tekstów.

Więcej…

 

Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy na Ziemi Lubuskiej w latach 1961-1981 (część III)

Historię zielonogórskiego oddziału KKMP można niejako podzielić na dwa etapy – pierwszy, obejmujący lata 1962-1975 (od chwili przenosin z Gorzowa do momentu nowego podziału administracyjnego kraju i utworzenia województwa gorzowskiego) i drugi, przypadający na lata 1976-1981, tj. od momentu przejęcia ośrodka przez ZSMP, aż do rozwiązania jego struktur wraz z ogłoszeniem stanu wojennego. W 1978 roku Klub wyszedł z jedyną inicjatywą, która znalazła swój szczęśliwy finał w postaci wydania zbiorowej publikacji wierszy swoich członków. Okazją do tego była I Wojewódzka Konferencja Sprawozdawczo- Wyborcza ZSMP i właśnie delegatom tej konferencji dedykowano czterdziestostronicowy almanach poetycki zielonogórskiego ośrodka KKMP zatytułowany Zachłannie porywa nas czas, wydany przez Zarząd Wojewódzki ZSMP przy pomocy finansowej Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Zielonej Górze.

Więcej…

 

Juwenilia. O niewykorzystanym potencjale twórczości lubuskiej

Kiedy Redakcja „Pro Libris” zaprosiła mnie do dyskusji wywołanej artykułem Roberta Rudiaka (Stan literatury lubuskiej w pierwszej dekadzie XXI wieku, czyli diagnozy i prognozy, „Pro Libris” 2013, nr 1), wybierałam się na Kongres Dydaktyki Polonistycznej do Krakowa. I teraz, pisząc te słowa w pociągu relacji Kraków – Zielona Góra, myślę, że trudno byłoby rozprawiać o kondycji twórczości lokalnej bez uwzględnienia tych pytań, które przez cztery dni Kongresu stawiali sobie jego uczestnicy (a byli wśród nich pisarze – Stefan Chwin, Olga Tokarczuk, Wojciech Bonowicz). Przytoczę dwa, które wydają mi się tu najbardziej istotne: „Czy w świecie późnej nowoczesności literatura jest jeszcze potrzebna?”, „Czy książka to produkt atrakcyjny dla »cyfrowych tubylców«, »lekturowych emigrantów«, którzy masowo uciekają dziś w świat nowych mediów?”.

Więcej…

 
Więcej artykułów…