Start Zbliżenia

Zbliżenia

Nie do końca umarł (o Marku Grewlingu)

Każda śmierć, a śmierć człowieka szczególnie, radykalnie zaburza porządek istniejących rzeczy, które nam w biegu życia towarzyszą, tworząc obraz i skład otaczającego świata. Śmierć dokonuje zubożenia. Zostawia wyrwę, ranę, miejsce puste, pustkę. Niemożliwą do zapełnienia. Tak właśnie czuję ten czas, te dni, po nagłym odejściu Marka Grewlinga 19 lipca, w Gorzowie, nie na plebanii, lecz w domu swoich rodziców. Miał 53 lata. Nagle szeroki krąg ludzi dotknął fakt jego ostatecznej nieobecności. Znamienne jest i nieprzypadkowe, że wszystkie lubuskie media jego śmierć odnotowały. I były telewizyjne migawki z pogrzebu. Niewątpliwie ta śmierć stała się natychmiast wstrząsającym wydarzeniem. Sensacją w środku lata. Przyszła stanowczo za wcześnie, bowiem Marek wkroczył dopiero co w szóstą dekadę życia. I mógł wiele jeszcze dokonać, ale życie skończyło się. Nie dało mu szansy. Nie podało już pomocnej ręki. Teraz ani jeden wiersz, telefon lub e-mail z jego strony.

Więcej…

 

Furman ante portas

Wokół twórczości i postaci Kazimierza Furmana narosło sporo obiegowych opinii, które z jego twórczością i jego osobą mają tyleż wspólnego, co dyskusyjnie obcego bądź obojętnego. Ale jednocześnie wszystkie te opinie mogą okazać się przynajmniej prawdopodobne. Więc z pozoru był i jest poetą łatwo się definiującym.

Więcej…

 

Myślenie o Wszechświecie jest tylko funkcją wyobraźni

Z Mirą Kużel rozmawia Mirosława Szott

Więcej…

 

Jubileusz dwóch panów K., czyli z humorem i bardzo prywatnie o Koniuszu i Kurzawie

Już dziś nie potrafię powiedzieć, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Januszu Koniuszu, ale wiem na pewno, że szybciej dowiedziałem się o jego żonie, autorce lubuskich legend i baśni. A było to w szkole podstawowej, kiedy omawialiśmy utwór o wbijaniu słupów granicznych przez Bolesława Chrobrego nad Odrą, autorstwa właśnie Pani Izabelli Koniusz. Będąc w szkole średniej, wiedziałem już, kim jest Pan Koniusz, jak pewnie każdy, kto miał w ręce „Nadodrze”. Osobiście z autorem Tempa krążenia zetknąłem się w trakcie studiów, kiedy należałem do Klubu Literackiego LTK oraz gdy zanosiłem wiersze do redakcji „Nadodrza” na deptaku i... kiedy spotykałem go na spacerze z psem, gdy dostojnie przechadzał się al. Niepodległości lub w Parku Tysiąclecia, w pobliżu którego wówczas mieszkałem. Nasze kontakty zacieśniały się, bowiem widywaliśmy się coraz częściej – na spotkaniach członków RSTK, w redakcji komercyjnego miesięcznika „Zachód”, w redakcji dwumiesięcznika „Serce i Troska” przy ZG PTWzK, na spotkaniach autorskich, na zebraniach literatów...

Więcej…

 

O Januszu Koniuszu nielaurkowo

Kiedy człowiek dożywa późnego wieku, np. 80 lat, to – kolokwialnie ujmując – w ciemno można założyć, że wiele już za nim doświadczeń, przeżyć, uwikłań, potknięć, spotkań z ludźmi (niekoniecznie prostej proweniencji), no i dokonań, zwłaszcza jeśli to był ktoś przez cały czas aktywny, np. jako pisarz, działacz, artysta, polityk. Janusz Koniusz (ur. 1 lutego 1934 roku w Sosnowcu-Niwce) jest właśnie w takiej sytuacji.

Więcej…

 
Więcej artykułów…