Start Zbliżenia Regionalizm jako humanistyczna awangarda

Regionalizm jako humanistyczna awangarda

Z prof. Małgorzatą Mikołajczak, kierowniczką Pracowni Badań nad Literaturą Regionalną o regionalistycznej antologii, nowym regionalizmie i literaturze lubuskiej rozmawia Mirosława Szott

Mirosława Szott: Rozpocznę może niezręcznym pytaniem (ale słyszę je często, więc może jest zasadne): czy istnieje literatura lubuska?
Małgorzata Mikołajczak: To rzeczywiście kłopotliwe pytanie, gdyż odpowiedź wcale nie jest oczywista – z dwóch powodów. Pierwszy wiąże się z tym, że nie do końca wiadomo, jak w tym wypadku rozumieć „lubuskość”: czy literatura lubuska to taka literatura, która powstaje na obszarze nazywanym Ziemią Lubuską (przy czym należy pamiętać, że zasięg terytorialny Ziemi Lubuskiej nie jest jednoznacznie określony i w przeszłości zmieniał się wraz ze zmianami administracyjnymi, a zatem pojęcie to nie ma jednoznacznego desygnatu), czy jest to raczej twórczość uprawiana przez autorów związanych z regionem (to rozumienie z kolei komplikuje fakt, że ów związek można interpretować na kilka sposobów, biorąc pod uwagę miejsce urodzenia, zamieszkania bądź jako miejsce dłuższego/krótszego pobytu)? Ważniejszy wydaje się jednak drugi, związany z tym, powód. Jeśli bowiem podstawowym wyróżnikiem literatury lubuskiej jest parametr spacjalny (przestrzenny) i trudno wskazać cechy charakterystyczne tej twórczości (przede wszystkim z tego względu, że nie ma tu – jak to się dzieje w wypadku tradycyjnych regionów – kształtowanej przez lata wspólnoty historycznej, kulturowej etc.), to czy jest sens wyróżniania jej jako odrębnego zjawiska? A jednak mówimy o literaturze lubuskiej i istnieje cały szereg zjawisk literackich, które pozwalają się opisywać za pomocą regionalnej sygnatury. Dodatkowym argumentem jest tu dotychczasowa praktyka krytycznoliteracka i literaturoznawcza. Dość wspomnieć liczne prace Andrzeja K. Waśkiewicza, zaopatrzone epitetami „lubuska”, „lubuskie”. Niedawno zresztą w serii uruchomionej przez Pracownię Badań nad Literaturą Regionalną („Historia Literatury Pogranicza”, t. 4) wydana została książka zbierająca teksty Waśkiewicza zatytułowana Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1963-2012. W przeszłości było też wiele innych inicjatyw tego typu, które ugruntowały w świadomości czytelników zbitkę pojęciową „literatura lubuska” i myślę, że dziś – choć z wielu, również niewymienionych tu względów, nie jest to nazwa fortunna – trudno byłoby z niej zrezygnować czy też zastąpić ją jakimś innym określeniem.
Niedawno ukazała się książka Regionalizm literacki w Polsce – zarys historyczny i wybór źródeł pod redakcją Pani Profesor i profesora Zbigniewa Chojnowskiego. Poza obszerną częścią historyczną prezentuje ona też wybór źródeł. Skąd pomysł na odkurzenie częściowo zapomnianych wypowiedzi np. Bronisława Chlebowskiego, Stefana Żeromskiego czy Aleksandra Patkowskiego?
Pomysł opracowania antologii tekstów regionalistycznych pojawił się już we wstępnej fazie przygotowywania międzyuczelnianego projektu badań noworegionalnych, który od roku 2013 realizujemy w zespole literaturoznawców z ośrodków akademickich w całej Polsce w ramach grantu przyznanego przez Narodowe Centrum Nauki. W założeniu pomysłodawczyni antologii, prof. Elżbiety Rybickiej z Uniwersytetu Jagiellońskiego, miało to być przekrojowe ujęcie, uwzględniające dzieje polskiego regionalizmu od momentu pojawienia się pierwszych wypowiedzi na temat specyfiki literatury regionalnej po dzień dzisiejszy. W trakcie pracy nad książką, którą podjęliśmy wspólnie z prof. Zbigniewem Chojnowskim z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, okazało się jednak, że współcześnie mamy niezwykły „urodzaj” tekstów poświęconych literaturze regionalnej, pisanych z całkiem nowej perspektywy i że chcąc pokazać historyczny rozwój idei, musimy się ograniczyć i zamknąć całość wcześniejszą cezurą. Nasz wybór obejmuje zatem wypowiedzi na temat polskiej literatury regionalnej, powstające od końca XIX do początku XXI wieku. Są tu zarówno teksty naukowe, jak i artykuły o charakterze publicystycznym, zróżnicowane pod względem treściowym i formalnym, bardzo ciekawe i w większości nieznane współczesnemu czytelnikowi. Owe „źródła”, połączone wspólnym tematem „literatury regionalnej”, pokazują, jak kształtowało się i zmieniało na przestrzeni lat myślenie na temat tej literatury, ale też uzmysławiają, że wiele towarzyszących jej przez lata problemów pozostaje dzisiaj aktualnych. Z tego względu antologię można dziś czytać jako wzbogacający się przez lata o coraz to nowe głosy polilog, w którym powracają pewne stałe wątki i problemy. Myślę, że ta książka – pierwsza i jak dotąd jedyna antologia tego typu – to pozycja bardzo dziś potrzebna, przypomina bowiem ważne, często zapomniane głosy dotyczące literatury regionalnej, a także toczące się wokół niej dyskusje, a ponadto pokazuje nie tylko słabo znaną historię literackiego regionalizmu w Polsce, ale też trwałość pewnych związanych z nim kwestii. Dzięki tej lekturze będzie dziś można w nowym świetle spojrzeć na problemy współczesnej literackiej regionalistyki.
Przez wiele lat zajmowała się Pani kwestiami poetyki, interpretacji, antropologii literatury. Znana jest Pani jako badaczka twórczości Zbigniewa Herberta. Dopiero później zainteresowała się Pani literaturą lokalną oraz teoretyczną stroną badań regionalistycznych (w 2010 r. powstała z Pani inicjatywy Pracownia Badań nad Literaturą Regionalną). Czy czuje się Pani nieraz ograniczana regionalizmami, zamknięta w ich kręgu? Nie brakuje Pani Herberta?
To pytanie przypomina ostrzegawcze głosy koleżanek i kolegów literaturoznawców, którzy parę lat temu, gdy powoływałam Pracownię Badań nad Literaturą Regionalną, odradzali mi zajmowanie się regionalizmem, przywołując m.in. ten argument, przy czym formułowali go nieco dosadniej: jak można zajmować się drugorzędną literaturą regionalną, jeśli wcześniej badało się twórczość wyznaczającą najwyższe literackie standardy, tj. poezję Zbigniewa Herberta?! Niektórzy z nich wręcz stwierdzali, że badania literatury regionalnej to strata czasu. A jednak regionalizm okazał się niezwykle ciekawą przygodą intelektualną i dziś, kiedy wracam do Herberta – a przygotowuję właśnie edycję jego wierszy wybranych dla Biblioteki Narodowej – wcale nie jest mi łatwo oderwać się od zagadnień regionalistycznych i zawrócić z gąszcza otwierających się tu pasjonujących ścieżek badawczych. Poznawanie literatury regionalnej wymaga przede wszystkim całkiem innej perspektywy badawczej niżeli interpretacja poezji i o ile w wypadku autora Pana Cogito metoda nie wydaje się aż tak istotna, bo żadna nie oferuje skutecznego klucza do „sowich zagadek” poety, o tyle twórczość regionalna właśnie w świetle metody staje się interesująca. A myślę tu przede wszystkim o nowych orientacjach badawczych, zrodzonych w kręgu kulturowej teorii literatury, głównie o geopoetyce, badaniach postzależnościowych, o memory studies, bioregionalizmie... Twórczość regionalna, czytana z perspektywy tych nowych kierunków, okazuje się niezwykle ciekawym zjawiskiem – z jednej strony elementem sieci, jak to określa Bruno Latour, pozwalającym zrozumieć różne kulturowo-społeczne czy kulturowo-polityczne mechanizmy; z drugiej – zapisem nieznanych opowieści, mikrohistorii, które oferuje inną/alternatywną wobec oficjalnej wersję historii. A wracając do Herberta, to jest również tak, że znajomość jego twórczości bardzo pomaga w badaniu literatury regionalnej, m.in. pozwala zachować właściwą miarę i proporcję, nie ulec presji tzw. lokalnego patriotyzmu, z którego kpił znany wrocławski prozaik i krytyk literacki, Zbigniew Kubikowski, pisząc, że „Regionalni pisarze mają nawet pomniki i stoją na nich brązowi i monumentalni, niedobrzy, ale regionalni. Bo twórczość regionalna jest Poświęceniem i Służbą. Bo ambicją regionu jest mieć swoją literaturę regionalną”. Cały tekst, z którego pochodzi cytowana wypowiedź, nie jest jednak tak ironiczny – można go przeczytać w wyżej wspomnianej regionalistycznej antologii.
Czy jest możliwa komparatystyka regionalistyczna? A może jest tak, że każdy z regionalistów mówi swoim językiem (kodem) i płaszczyzna porównania jest nieosiągalna?
Komparatystyka regionalistyczna to na dziś niezrealizowany postulat badań noworegionalnych. Myślę jednak, że właśnie na gruncie tych badań rodzą się podstawy pod taką dziedzinę. Współcześni regionaliści mówią nie tyle własnym językiem, co o własnej, tj. uprawianej w regionie, z którego pochodzą, twórczości – a to pewna różnica. Wspólny język współcześnie prowadzonym badaniom nad literaturą regionalną zapewniają wspomniane wyżej metodologie, gdyż to one oferują badawcze instrumentarium (języki opisu, słownik pojęciowy etc.). I przypuszczam, że już na tym etapie prowadzonych przez nas badań można proponować wstępne analizy porównawcze dotyczące np. regionalnych narracji założycielskich, geografii imaginatywnych, motywów itp. Myślę, że komparatystyka to naturalna droga rozwojowa badań regionalnych, przy czym najbliższa byłaby tu koncepcja komparatystyki rozumianej za Sigbertem Prawerem, jako placing, czyli zderzanie odmiennych kulturowych geografii oraz ich wzajemne naświetlanie. Taką komparatystykę postulowała już na początku badań noworegionalnych Elżbieta Rybicka, a proponowane przez nią ujęcie nie tyle odsłania miejsca wspólne, co uwyraźnia różnice, pokazuje zachodzące na siebie, ale też rozbieżne interakcje między regionalnymi narracjami. Regionalizm, który już sam w sobie stanowi „projekt różnicujący”, „oparty na logice dyferencjacji, wskazującej na wewnętrzne odmienności pozornie, bo odgórnie i centralistycznie zunifikowanej narodowej wspólnoty i literatury”, jak pisze o nim Rybicka, wpisuje się zatem w model uprawiania współczesnej komparatystyki, który nawołuje do śledzenia różnic i niewspółmierności.
Regionalizm jako „projekt różnicujący” już z samej definicji zakłada, że każdy region jest inny, ma inne uwarunkowania geograficzno-przyrodnicze, inną historię, tradycję, kulturę. Czym wyróżnia się region lubuski? Czy uprawiany tu regionalizm różni się od innych regionalizmów?
Region lubuski jest specyficzny, przede wszystkim z tego względu, że jest regionem stosunkowo młodym, został utworzony dopiero po roku 1945 i nie ma wcześniejszych tradycji. Pierwsza społeczność lubuska to ludzie, którzy przybyli tu z różnych stron Polski, w dużej części ze Wschodu; przywieźli na te tereny swoją kulturę, własne obyczaje i tradycje – lubuski pisarz Zygmunt Trziszka pisał o nich, że stali się tu jak jedna rodzina, ale było to myślenie życzeniowe. Pierwszym powojennym latom nierzadko towarzyszyły napięcia i konflikty; wielu przybyszów przez długi czas nie potrafiło się tu zaaklimatyzować, część z nich aż do lat 70. „siedziała na walizkach”, licząc na to, że zmieni się wiatr historii i powrócą do pozostawionych domów. Jednak był w tym również element przygody. Popularne swego czasu określenie tych ziem – „polski dziki zachód”, które w tytule niedawno wydanej książki, bardzo ciekawie opowiadającej o pierwszych powojennych latach na Środkowym Nadodrzu przywołuje Beata Halicka, ma podwójne znaczenie: z jednej strony akcentuje właśnie ową „dzikość” (nieporządek, chaos, niepewność panującą wśród przesiedleńców), z drugiej – współbrzmi z konwencją westernową i apeluje do narracji przygodowo-awanturniczej, przy udziale której tworzono mit zdobywców nowych terenów. Sporo już na ten temat napisano, dlatego nie rozwijając tego wątku, wspomnę tylko o tym, że uprawiany tu regionalizm – podobnie jak regionalizm uprawiany na całym obszarze tzw. Ziem Odzyskanych zdecydowanie różnił się od tradycyjnych polskich regionalizmów. Sytuacja tzw. neoregionów, jak przez pewien czas nazywano tereny przyłączone do Polski po wojnie, była w dużym stopniu uzależniona od decyzji władz centralnych i kolejnych zmian administracyjnych, a ich status do dziś, na co warto zwrócić uwagę, pozostaje wątpliwy i nieustabilizowany. Znamienne, że niekiedy traktuje się te obszary jako „jeden region o wielu cechach wspólnych” i stąd na określenie powstającej tu literatury używa się (i używało w przeszłości) wspólnych pojęć, takich jak „literatura Ziem Odzyskanych/ tzw. Ziem Odzyskanych”, „literatura Ziem Północnych i Zachodnich” czy literatura polsko-niemieckiego pogranicza, a w ostatnim czasie ciekawą propozycję terminologiczną zgłosiła Joanna Szydłowska, proponując nazwę „narracje pojałtańskiego Okcydentu”. Na charakter powstającej tu po wojnie literatury (a warto pamiętać, że na Ziemi Lubuskiej zaczęła ona powstawać stosunkowo późno, bo dopiero od połowy lat 50.), oddziałały w dużym stopniu zobowiązania polityczno-społeczne. Uprawiana tu twórczość miała utwierdzać polskość nowo przyłączonych obszarów, choć oczywiście istniała też pewna swoboda ekspresji, a przebywający tu pisarze nie tylko „z obowiązku”, ale też „z potrzeby serca”, w sposób niejako naturalny zapisywali doświadczenie czasu i miejsca, w jakim się znaleźli. Czesław Miłosz swego czasu apelował, by literatura odpowiedziała na to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie wielkiej migracji, ale wydaje się, że dopiero dzisiaj, dzięki odtabuizowaniu pamięci, a także za sprawą pewnego dystansu, który mamy do tamtych wydarzeń, można o tym pisać. To bardzo interesujące tematy.
Czy chciałaby Pani coś zmienić w sposobie uprawiania badań regionalistycznych? Czy powinny one być bardziej otwarte, wyjść poza mury uczelni? Czy może przeciwnie?
Niewątpliwie marzeniem każdego badacza, nie tylko literaturoznawcy, jest, by jego badania wyszły poza wąski obszar akademickiej recepcji. W przypadku badań regionalnych to przekroczenie ma szczególne znaczenie, gdyż mamy tu do czynienia z wiedzą w pewnym sensie praktyczną – przydatną i potrzebną społecznie. Badania tego typu wzbogacają region, zarówno w jego wymiarze geograficznym, jak i kulturowo-społecznym, np. w ten sposób, że przyczyniają się do gromadzenia i powstawania wiedzy na temat regionalnej przeszłości czy też do integracji społeczności regionalnej. Mogą też uczestniczyć w wytwarzaniu przestrzeni kulturowej regionu, w konstruowaniu jego kapitału kulturowego, aktywizowaniu konkretnych działań kulturalnych, budowaniu tożsamości regionalnej. Podobne oczekiwania wpisane są nie tylko w badania nad literaturą regionalną. Zgodnie z formułą Regional Science, zaprojektowaną przez Waltera Isarda, wiedza regionalna stanowi naukę stosowaną, zaangażowaną w sferę praksis i nastawioną – pisze o tym Zbyszko Chojnicki – na „wyjaśnianie, rozumienie, diagnozowanie, prognozowanie, podejmowanie decyzji w zakresie polityki społecznej, gospodarczej i ekologicznej”. Z pewnością region wiele by zyskał na wprowadzeniu do szkół czy też kulturalnych instytucji (np. do mediów lokalnych) wiedzy z zakresu literatury regionalnej, przy czym zakładam, że korzyści byłyby tu obopólne, bo każde wyjście poza uczelnię, „w region” mogłoby otwierać nowe perspektywy, nowe możliwości badawcze.
Wiele osób do tej pory kojarzy badania regionalistyczne z folklorem i małymi ojczyznami. Jak przeciętnemu czytelnikowi najprościej wytłumaczyć różnicę między starym i nowym regionalizmem?
Folkor i małe ojczyzny to istotna część regionalizmu, na oba te zjawiska patrzymy dziś jednak inaczej niż jeszcze parę lat temu. W Polsce Ludowej obowiązywało przekonanie o jednorodności etniczno-kulturowej Polski, dlatego zjawiska regionalne promowano jako przejaw polskiej tradycji ludowej. Publicznie eksponowaną formą regionalizmu był tradycyjny folklor, reprezentowany przez zespoły ludowe, takie jak „Śląsk” czy „Mazowsze”, popularyzowany przez „Cepelię” i łowickie wycinanki, który promował regionalizm folklorystyczny jako element oficjalnej kultury masowej PRL-u. Profesor Andrzej Zawada zwraca uwagę na to, że tak traktowany folklor tracił m.in. swoją funkcję obrzędową czy magiczną, przestawał być folklorem, a stawał się jego imitacją, folkloryzmem. Literaturę regionalną, która była utożsamiana z tym nurtem, traktowano jako endemiczny obszar tradycji ludowej, ostoję myślenia tradycyjnego i część folklorystycznego skansenu, jako relikt będący przedmiotem zainteresowania etnografów i dialektologów. Natomiast małe ojczyzny to późniejsza przygoda literatury regionalnej, która – patrząc z dzisiejszej perspektywy – też nie przysłużyła się regionalizmowi. Nurt małoojczyźniany oskarżano o eskapizm, o nostalgiczne sięganie do przeszłości, „intelektualną łatwiznę”, brak „przepracowania problemu”, minimalizm poznawczy i artystyczny, powtarzanie tych samych chwytów i schematyzm – takie zarzuty formułował m.in. Robert Ostaszewski w głośnym artykule znacząco zatytułowanym Hodowcy lokalnych korzeni. Różnicę między starym i nowym regionalizmem można by objaśnić, pokazując dystans, z jakim współcześni badacze regionalni odnoszą się do obu tych koncepcji, przy czym nie chodzi bynajmniej o ich deprecjonowanie, ale o próbę opisu i wyjaśnienia fenomenów tego typu.
Mówi się obecnie o dwóch głównych gałęziach badań noworegionalnych – w skrócie: jedna nawiązuje do praktyk Kennetha White’a i wiąże się z geopoetyką, a druga – do prac Edwarda Saida i odwołuje się do takich kategorii jak postzależność, polityka miejsca itd. Czy współcześnie pojawia się coś jeszcze, co mogłoby zmienić to binarne myślenie?
Wszystkie tego rodzaju binarne uporządkowania noszą w sobie piętno uproszczeń, choć rzeczywiście jest tak, że we współczesnych badaniach regionalnych najbardziej wyraziście rysują się te dwie opcje: z jednej strony pytania o związek człowieka z przestrzenią, o „aurę miejsca”, poetyckie zamieszkiwanie i związany z tym aspekt przyrodniczy, ekologiczny, z drugiej – o uwarunkowania społeczne, historyczne, polityczne miejsca, kojarzone z tzw. polityką miejsca. Obok nich pojawia się jednak w ramach badań regionalistycznych dużo innych ciekawych propozycji. Jedną z takich propozycji są – mające już długą tradycję – badania z kręgu memory studies, dotyczące mechanizmów pamięci, postpamięci i miejsc pamięci, tabuizacji, zapominania, polityki pamięci czy też biopamięci, czyli pamięci zapisanej w nazwach roślin – podczas ostatniej konferencji noworegionalnej ciekawy referat na ten temat przedstawiła Elżbieta Rybicka. Są też inne interesujące możliwości badawcze, np. bioregionalizm czy autobiografizm wraz z inspirującą kategorią miejsc autobiograficznych, zaproponowaną przez prof. Małgorzatę Czermińską. A pozostając w kręgu badań spod znaku zwrotu topograficznego, można by wskazać różne możliwości badania przestrzennych aspektów regionu, np. jego geografii wyobrażonej, w ramach której można analizować krajobrazy kulturowe, motywy i mity spacjalne czy też „literackie figury przestrzeni”. Można wreszcie pójść w kierunku badania relacji „swój – obcy” i związanych z tym zagadnień z zakresu etnopoetyki czy też zwrócić się ku badaniom transkulturowym/transgranicznym.
Nowoczesne badania regionalistyczne uruchamiają różne odczytania literatury, korzystają z wielu XX-wiecznych teorii. Panuje tu dosyć duża dowolność. We wstępie Regionalizmu literackiego w Polsce pisze Pani, że o regionalizmach należałoby mówić cały czas jako o zjawisku niegotowym. Jak to rozumieć? Czy przedmiot badań nadąża za metodologią?
Jest dokładnie odwrotnie! To metodologia nie nadąża za przedmiotem badań. Regionalizm wciąż wymyka się porządkującym, naukowym ujęciom. Okazuje się pod tym względem absolutnie niezdyscyplinowany. Jest z jednej strony bardzo różnorodny, ma wiele rodzajów i odmian, wiele różnych „oblicz”, by sięgnąć po określenie Jacka Kolbuszewskiego, który pisał o „obliczach literackiego regionalizmu”, przy czym nieustannie zmienia się i przeobraża w relacji do zmieniającej się historii i polityki, a także przemian ekonomicznych, kulturowych i społecznych. Z drugiej strony regionalizm jest zjawiskiem szerokim, nie dającym się objąć za pomocą perspektywy oferowanej przez jedną dyscyplinę badawczą. Także literaturoznawstwo pozostaje wobec regionalizmu w pewnym sensie bezradne, sytuuje on bowiem twórczość pisarską w szerokich kontekstach i wobec różnorodnych zagadnień z zakresu sztuki, edukacji, administracji, polityki, ekonomii, gospodarki, handlu. Dlatego literackie badania regionalistyczne wymagają wyjścia poza obszar „czystej literatury”, potrzebne są tu ujęcia metodologiczne obejmujące różne dziedziny badawcze, „inter-” i „transdyscyplinarność” oraz podejście polimetodologiczne. Sądzę jednak, że dzisiaj znajdujemy się jako badacze literatury regionalnej w sytuacji lepszej niż kiedykolwiek wcześniej, gdyż metodologiczna nieokreśloność, która cechuje literacką refleksję regionalistyczną, przestaje być balastem i okazuje się modelowa dla współczesnego literaturoznawstwa, doświadczanego kryzysem wzorców uprawiania nauki. Dlatego propozycje płynące ze strony nowych orientacji, które pojawiają się w nauce o literaturze oraz – szerzej patrząc – w naukach humanistycznych, a myślę tu przede wszystkim o kulturowej teorii literatury i tzw. nowej humanistyce, są również odpowiedzią na ów permanentny kryzys regionalistyki. A odwracając perspektywę, można by powiedzieć, że w świetle nowej humanistyki badania regionalistyczne, przez wiele lat sytuowane na marginesie i w ogonie nauk, zjawiają się niczym humanistyczna awangarda, pośredniczą bowiem między tym, co lokalne i globalne, instytucjonalne i prywatne, badawczo-opisowe i performatywne; integrują różne obszary dyscyplinowe i otwierają się na szerokie konteksty kulturowo-społeczne; a wreszcie stanowią rodzaj wiedzy usytuowanej i afirmatywnej, zasilanej przez regionalistyczny witalizm, o którym pisała niegdyś Stefania Skwarczyńska.
Czy warto byłoby uściślić współpracę uniwersytetów i szkół po kątem badań regionalnych? W jakim kierunku mogłoby to pójść?
Z pewnością warto. Myślę, że przyniosłoby to wiele pożytków, o niektórych z nich była już mowa. Tu trzeba jeszcze dodać, że współpraca tego typu mogłaby się przyczynić nie tylko do lepszego poznania regionu, jego geografii, kultury, historii etc., ale też do zgłębienia swoich korzeni czy rodzinnych historii. Pamiętam, ile satysfakcji dawało studentom, piszącym prace magisterskie i licencjackie na temat literatury lubuskiej, odkrywanie „nieznanego kraju”, który znajduje się na wyciągnięcie ręki. Niektórzy z nich dopiero zajmując się literaturą osadniczą, zaczynali odkrywać i poznawać historie swoich dziadków – przesiedleńców, to może być naprawdę fascynująca przygoda. Idealnie by było, gdyby w szkołach odbywały się osobne lekcje dotyczące historii, kultury (w tym literatury) regionalnej, gdyby uczniowie byli włączani w projekty badawcze pozwalające lepiej poznać i zrozumieć region – przy czym nie chodzi o jakieś wielkie odkrycia czy specjalistyczne badania naukowe, ale np. o prace dokumentacyjne, pozwalające zrekonstruować lubuskie mikrohistorie; o wyprawy krajoznawcze, które mogłyby owocować ciekawymi obserwacjami na temat lokalnej geografii, przyrody, historii... Z pewnością współpraca na tym polu uniwersytetu i szkoły mogłaby przynieść bardzo dobre owoce, może też przyczyniłaby się do silniejszego związania młodych ludzi z Ziemią Lubuską, dziś bowiem marzeniem wielu z nich jest, by stąd wyjechać do większych, atrakcyjniejszych ich zdaniem, ośrodków.
Czy dzisiejszy świat potrzebuje regionów?
Jak najbardziej. Zachodzące współcześnie przemiany relacji czasoprzestrzennych i form doświadczania rzeczywistości, usieciowienie, procesy globalizacyjne, rozpad tradycyjnych struktur społecznych i reorganizacja relacji społecznych, które wcześniej oparte były w znacznej mierze na przynależności lokalnej czy przestrzennej – te oraz inne procesy i czynniki sprawiają, że region pełni dzisiaj dodatkowe funkcje, ale też staje się na nowo potrzebny w sytuacji odczuwanego powszechnie zagrożenia, braku stabilizacji. Dzisiejszy świat na pewno potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i region może stanowić dlań taką bezpieczną enklawę, przy czym w postawie eskapizmu zawiera się pewne niebezpieczeństwo. Amerykański literaturoznawca, Roberto M. Dainotto w książce zatytułowanej Place In Literature. Region. Culture. Communities stawia niepokojącą diagnozę, interpretując regionalizm jako próbę wskrzeszenia kilku szczególnych nacjonalistycznych ideałów. Jego zdaniem regionalizm tylko na pierwszy rzut oka ma wiele cech wspólnych z dyskursem postkolonialnym i multikulturowym i tylko pozornie przejawia „ten sam opór przeciwko nacjonalizmowi, totalitaryzmowi, hegemonii, to samo nakłanianie do przepisywania map i kreowania »literatury zdecentralizowanej«”, w rzeczywistości bowiem w swoim waloryzowaniu etnicznej czystości sięga po ten sam język, te same nacjonalistyczne pragnienia, „zarazem dziecinne i groźne”, jak je nazywa Dainotto, czystości i autentyczności. Między innymi z powodu tych pragnień przedwojenny niemiecki regionalizm został wykorzystany politycznie („literatura krwi i ziemi” stała się jedną z inspiracji ideologii faszystowskiej) i po roku 1945 nie cieszył się dobrą sławą. Warto o tym pamiętać, mimo że w warunkach polskich nie grozi nam, jak myślę, nawet w obecnej sytuacji kryzysu migracyjnego, takie regionalne zamknięcie. Warto także pamiętać o podatności idei regionalistycznej na różnego typu zinstrumentalizowanie. Towarzyszący tej idei „zapęd realizacyjny”, o którym pisała swego czasu Stefania Skwarczyńska w pierwszym studium poświęconym polskiemu regionalizmowi (Regionalizm a główne kierunki teorii literatury), można łatwo wykorzystać, ale można go też spożytkować w dobrych celach i najczęściej tak właśnie się dzieje.
Dziękuję za rozmowę.