Start Zbliżenia Myślenie o Wszechświecie jest tylko funkcją wyobraźni

Myślenie o Wszechświecie jest tylko funkcją wyobraźni

Z Mirą Kużel rozmawia Mirosława Szott

Mirosława Szott: Mieszkasz od kilkunastu lat w Hiszpanii. Wiele podróżujesz, odkrywasz. Czego poszukujesz? Czy jesteś stworzona do „wędrownego” trybu życia?
Mira Kużel: Czego poszukuję w podróżach? Siebie. Każda podróż, bez względu na to, czy wielomiesięczna, jak afrykańskie, czy krótsza, jest drążeniem i napełnianiem siebie. Drążeniem, bo sprawdzam swoje reakcje w zmiennych, nieraz trudnych warunkach i napełnianiem nowymi emocjami, wiedzą o innych kulturach, obyczajach, zachowaniach. Zachwyca mnie różnorodność kultur i obyczajów, podobnie jak wszystkie kolory i odcienie psychiki różniące jednego człowieka od drugiego.
Nawet gdybym jutro wyruszyła w podróż przez nieznane galaktyki, w fascynujący mnie Kosmos – byłaby to kolejna podróż w siebie. Kiedy myślę, że najodleglejsza gwiazda Wszechświata nie jest dalej niż moja myśl o niej, a światło gwiazdy dociera do tej myśli spóźnione o całą wieczność, to wiem, że myślenie o Wszechświecie jest tylko funkcją wyobraźni.
Życie swoje wpisałam w różne drogi świata, od Grecji, Bajkału po Galápagos i saharyjskie piaski, wędrówki w świat Dagonów, Tuaregów, senegalskie wybrzeża i cameruńskie lasy, lecz wszędzie – w petersburskich białych nocach, w zachodach słońca, w Haifie czy w zgiełku Agadiru zawsze przychodzą chwile sentymentalnych powrotów – do kraju dzieciństwa, do pierwszych wzruszeń, pierwszych prób literackich…
Ja to tak czuję – moja ojczyzna jest szersza niż jedno miasto, jeden region, jeden kraj. Oczywiste jest, że korzeniami kulturowymi wyrastam z tradycji i historii Polski. Wychowano mnie w poczuciu więzi społecznej i emocjonalnej z narodem, kulturą i tradycją, lecz podkreślano przy tym konieczną ciekawość świata i poszanowanie innych kultur, innych narodów, innych obyczajów, mówiąc, że naszą ojczyzną jest Ziemia.
Każdego roku jestem dwa, trzy razy w Polsce i zawsze są to, w najlepszym tego słowa znaczeniu, sentymentalne powroty czasowe.
Janusz Koniusz stwierdził kiedyś, że „nie mieściłaś się” w Zielonej Górze ze swoją energią, wdziękiem. Jak wspominasz to środowisko? Czy prowincja była dla Ciebie miejscem zamknięcia?
Prowincja? Bez względu na to, czy mieszkamy w wielkiej metropolii, czy w Osadzie Puszczańskiej, dotykać nas może tylko prowincjonalizm myślenia. Zielona Góra, jaką pamiętam, to bardzo żywe miejsce wielu działań artystycznych, miejsce wolne od prowincjonalizmu, a może nawet bardziej ambitne niż metropolie. Miejsce wspaniałych osobowości twórczych otoczonych życzliwą, wspierającą uwagą. Premiera w teatrze – wydarzenie, koncert symfoniczny – wydarzenie, wystawa plastyczna – wydarzenie, wydanie książki – wydarzenie. Wszystkie grupy twórcze wspierały się, świętowały wręcz rodzinnie wzajemne osiągnięcia.
W Zielonej Górze, na początku kształtującej mnie drogi, byłam wśród twórczych ludzi, literatów, malarzy, muzyków. To oni – Janusz Koniusz, Zdzisław Soliński, Tadeusz Kajan, Henryka i Tadeusz Doboszowie, Klemens Felchnerowski, Marian Szpakowski – tworzyli środowisko ambitne i wzajemnie się wspierające. Wspominam to serdecznie
i nostalgicznie.
W jaki sposób poznanie Andrzeja K. Waśkiewicza wpłynęło na Twoją twórczość? Czy małżeństwo ze znanym krytykiem literackim i poetą utrudniało zaistnienie w środowisku literackim? Czy byłaś postrzegana przez pryzmat Waśkiewicza?
Andrzej był niezwykłym człowiekiem, obdarzonym coraz rzadszym w naszych czasach darem wspaniałomyślności, nieustannie określającym jego działania w kategoriach wielkości ludzi, a nie ich małości.
Nie tworzyliśmy poetyckiej kalki i nie byliśmy w ten sposób postrzegani przez środowisko, choć zapewne nasze poetyki przenikały się, ale podobne przenikanie się można także odnaleźć w poezji Krzysztofa Gąsiorowskiego, Zbyszka Jeżyny czy w początkach poezji Ryszarda Krynickiego i Jerzego Górzańskiego. Uznawaliśmy, nie tylko z Andrzejem, Peiperowskie rozumienie poezji jako „zespołu słów, który budzi w nas zachwyt następstwem i związkiem pojęć”, bo jest zestawianiem i wiązaniem widzeń, którym w świecie realnym nic nie odpowiada, że jest malarstwem poprzez opis w układzie rozkwitania, a metafora przekształca rzeczywistość doznań i przetwarza ją na nową rzeczywistość czysto poetycką.
Andrzej nauczył mnie szacunku do słowa i poszukiwania przystawalności słowa do obrazu emocji czy ich wyobrażenia.
Jak postrzegasz osobę Andrzeja K. Waśkiewicza z perspektywy lat? Co ten kontakt zostawił w Tobie?
Jako bardzo wyjątkowego, prawego człowieka, skupionego na twórczości, otaczającego opieką młodszych poetów, z dobrotliwym poczuciem humoru, z umiejętnością współodczuwania, uczącego dystansu do siebie i rozumienia innych. W naszym domu zawsze było miejsce dla przyjeżdżających i wędrujących poetów, serdeczny i uważny czas na wielogodzinne rozmowy.
Czym jest dla Ciebie sztuka? W jednym z wierszy napisałaś kiedyś: „bo słowo tylko jest pozorem rzeczy/ co w każdym dźwięku od siebie jest dalsza”. Czy dlatego wybrałaś też malarstwo? Aby dookreślić świat? Wiele z Twoich obrazów przedstawia krajobraz kosmiczny. Tęsknota? Pragnienie wolności? Czy obrazy korespondują z poezją, czy raczej stanowią odrębny, rozbieżny sposób wyrażania Twoich myśli?
Poezja, malarstwo, Listy do Przyjaciela są pragnieniem wyrażenia siebie najpełniej – to działania uzupełniające się i współtworzące siebie nawzajem. Odczuwając kruchość słów i pewien typ ich bezradności, sięgam po kolor, a naładowana jego siłą znowu wracam do słów. Takie są formy mego wyrazu i czuję się obdarowana przez los, mogąc wypowiadać się, mogąc przekazywać siebie wielopłaszczyznowo.
Twoja poezja z pierwszych tomików różni się zdecydowanie od tej, która powstaje aktualnie. Jak postrzegasz tę przemianę? Czy poznajesz siebie w wydanych w 1970 roku utworach?
Te różnice są naturalne – ja także różnię się od siebie młodziutkiej, sprzed lat. Cenię mój pierwszy tomik Zaklinania, wydany przez Lubuskie Towarzystwo Kultury, przy tworzeniu którego wielką pomocą były rozmowy z Januszem Koniuszem i Zdzisławem Morawskim, a także z Andrzejem Waśkiewiczem. Rozmowy pełne serdecznej życzliwości, dopingujące mnie, dowartościowujące. Dobrym duchem, opiekunem drugiego tomiku Z białego drzewa był Wiesław Myśliwski i za ten tomik otrzymałam nagrodę miesięcznika Poezja – Książka Roku oraz roczne stypendium Gabinetu Ministra kultury i Sztuki.
Piszesz Listy do Przyjaciela. Zadajesz sobie w nich wiele ważnych pytań: o sens, piękno, dobro itd. Jaka jest Twoja życiowa filozofia?
Coraz mniej lirycznie jest na tym świecie. A to, co pięknym było nazwaniem: „człowiek sentymentalny” – czyli charakteryzujący się wrażliwością i czułością – teraz już coraz częściej oznacza udawanie, oznacza tylko powierzchowny „sentymentalizm stosowany” strojący się w kolejne maski.
Moja wiara w sens życia to takie przeżywanie jego ulotności, kruchości i marzeń, aby stwarzało poczucie trwałości, odczuwania i rozumienia relacji miedzy nimi. Nieustannie ponawiam próbę odpowiedzi na podstawowe zagadnienia sensu świata, sensu naszego w nim miejsca, sensu cierpienia i prób doznawania szczęścia. To pozyskiwania wiedzy prawdziwej o sobie, o tym, co we mnie i wokół. Może to dążenie do zrozumienia uniwersalnego dobra i fenomenu miłości?
A co to jest uniwersalne dobro, jeżeli istnieje? Czy pojęcia takie jak dobro i piękno są uniwersalne? Czy mamy w sobie zakodowane ogólne zasady, którymi posługując się, potrafimy powiedzieć, co jest piękne lub dobre, co sprawiedliwe? Wierzymy, że prawda, dobro, mądrość i piękno, miłość i przyjaźń – to ponadczasowe wartości, uniwersalne, niezmienne historycznie, niezależne od wszelkich przeobrażeń społecznych i kulturowych.
Zapominamy, że nic nie jest nam dane w skończonej formie na zawsze. Młodość, zdrowie, intelekt, uroda, uczucia. Nad wszystkim trzeba się pochylać uważnie, serdecznie, z zachwyceniem. Anthony de Mello powiedział: „istnieją jedynie dwie rzeczy na świecie: Miłość i Strach. Jest tylko jedno zło na świecie – Strach. Jest tylko jedno dobro na świecie – Miłość. Czasami jedynie inaczej są określane. Niekiedy miłość nazywana jest szczęściem, wolnością, pokojem, radością, Bogiem czy zgoła czymś innym”.
Bliskie mi są te słowa.
Jakie Mira Kużel ma najbliższe plany artystyczne?
Wiersze wybrane w języku angielskim, kolejno w języku hiszpańskim, obydwa zbiory w hiszpańskim wydawnictwie. Także nowe wystawy obrazów w Grenadzie i w San Sebastian.
Kiedy przyjedziesz na wystawę lub promocję do Zielonej Góry?
Chciałabym w przyszłym roku, już z nowym tomikiem wierszy i z nowymi obrazami.
Zapraszam Cię i dziękuję za rozmowę.