Start Zbliżenia Vivat Jubilat!

Vivat Jubilat!

Z Januszem Koniuszem zetknąłem się, gdy był redaktorem naczelnym „Nadodrza”. Na Ziemię Lubuską przybyłem w roku 1960 z wykształceniem, które raczej kolidowało z przygotowaniem zawodowym redaktorów tego czasopisma. Po kilku podejściach w „Gazecie Zielonogórskiej” zdecydowałem się na obszerniejszą publikację z pogranicza świata techniki i humanistyki. O dziwo, tekst został wydrukowany, sprawiając mi wielką satysfakcję. Zachęcony powodzeniem oraz otrzymanym honorarium napisałem jeszcze kilka tekstów.

Dokonania redaktorów zawsze robiły na mnie duże wrażenie, a ich samych darzyłem dużym szacunkiem. Moja ówczesna praca zawodowa i społeczne zainteresowania nie sprzyjały bliskim związkom z literaturą – na dobre zostałem wciągnięty w jej krąg dopiero około roku 2000. Natomiast od dawna w swojej biblioteczce kultywuję Złotą dzidę Bolesława. Podania, legendy i baśnie Ziemi Lubuskiej, książkę wydaną w Poznaniu w 1975 roku, a zawarte w niej treści są ważnym źródłem wiedzy o historii, kulturze i legendach regionu lubuskiego, który pierwotnie był dla mnie nieznanym obszarem kulturowym (wywodzę się z łódzkiego).
Parokrotnie po 2000 roku uczestniczyłem w prezentacji twórczości Janusza Koniusza na spotkaniach, m.in. w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej. Szczególną estymą darzę jego Wiązania pamięci, podskórnie czując nutę zazdrości, gdyż autor wielokrotnie uczestniczył w spotkaniach z tuzami literatury polskiej, potwierdzając silną pozycję w świecie kultury lubuskiej. Pamiętam reprymendę, jakiej mi udzielił w czasie promocyjnego spotkania, w kwestii wyraźnej różnicy między Górnym Śląskiem a Zagłębiem Śląsko-Dąbrowskim. Wiedział dobrze, bo przecież urodził się w Sosnowcu-Niwce, studia odbył w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Katowicach (finalizował na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). Zapewne dlatego nie trącił w jego głosie nigdy akcent regionalny.
Koniusz nie jest człowiekiem, który pragnie głośno demonstrować swoją publiczną obecność i rolę w krajobrazie twórczym Ziemi Lubuskiej. Na literackich spotkaniach jest często obecny, ale rzadko zabiera głos, a jeżeli już, to jest to czysta literacka polszczyzna. Pamiętam jego proste, szczere wystąpienie na wręczeniu Wawrzynu Lubuskiego w 2008 roku.
W dorobku artystycznym posiada ponad 25 książek, jest twórcą i redaktorem zbiorów i antologii, 10 słuchowisk radiowych, aktywnie uczestniczy w pracach Związku Literatów Polskich, juroruje w konkursach poetyckich, wspiera Stowarzyszenie Jeszcze Żywych Poetów i inne organizacje kulturalne.
Współpracująca z nim poetka, aktorka, miłośniczka kabaretu, Halina Bohuta-Stąpel stwierdza, że Koniusz wnosi ważne merytoryczne uwagi przydatne w przygotowaniach do spektakli. Podkreśla, że robi to z finezją i wielką perfekcją, wykorzystując na dodatek nowoczesne media, którymi biegle dysponuje niezależnie od zaawansowanego wieku. Nie jest odosobniona w poglądzie, że Koniusz to człowiek dystyngowany, szarmancki wobec kobiet i życzliwy wobec otaczającego go środowiska. W zamian otrzymuje spore zainteresowanie, jako człowiek i wybitny poeta. Do dziś jedna z wielbicielek jego talentu wspomina wizytę z Henrykiem Szylkinem w Palmiarni, gdzie usłyszała przed 40 laty wiersz o wiejskiej dziewczynie ze słynnymi marchewkowymi obcasami. A obiad u Papuszy? Czyż nie stał się inspiracją wiersza? A wieczór autorski Nadziei Łukaszewskiej w Letnicy – czyż nie ozdobił go dialog z Gustawem Bernaczkiem o smakowaniu rosołu?
W mojej opinii twórczość Janusz Koniusza jest ponadczasowa, zaś aktywność nie wypływa z systemu społeczno-politycznego. Wcześniej jego twórczość była zauważalna, ale to władza nobilitowała ją, przydając sobie funkcje mecenasa kultury.
Janusz Koniusz jest postacią znakomitą, poetycką widokówką Ziemi Lubuskiej. Muzom podziękujmy, że tak jest. Sto lat, Panie Januszu!

Zielona Góra, 25 stycznia 2014

 


Jerzy Szewczyk