Start Zbliżenia AKW

AKW

  po wypalonych schodach wypalonego domu
  wchodzi chłopiec
  i tak idzie
  lata mijają a on idzie…*

– doszedł do szczytu schodów. I nie wróci, a znajomi nie wyobrażają sobie, jak dalej będą żyć bez możliwości spotkania z nim, zadzwonienia, porozmawiania, zapytania... Mówił, że u nas poezji nikt nie czyta, ale miesiąc, dwa później publikował jakiś nowy wiersz (lub wiersze).
Nawiązujący do staroarabskich tradycji festiwal poezji Mirbad, na każdym robił wrażenie, bo tam w Bagdadzie nie tylko daktyle leżały na ulicach, ale również prości ludzie słuchali wierszy, setki prostych ludzi czytało wiersze i słuchało wierszy... Zaiste Bagdad bywał miastem z 1001 nocy. Mirbad, 7, na który pojechał Andrzej K. Waśkiewicz, odbywał się w czasie wojny iracko-irańskiej; na Bagdad co parę dni spadała kolejna irańska rakieta, mimo to festiwal został zorganizowany z dużym rozmachem; cóż – Irak był krajem bogatym w ropę! Czasem się zastanawiałam, czemu w Polsce mamy uszy tak niewrażliwe na poezję, podczas gdy na Bliskim Wschodzie poezja nie tylko jest chętnie pisana, ale również chętnie czytana, obecna w codziennym życiu kulturalnym społeczeństwa... Poemat Mirbad, 7 zaczął powstawać bezpośrednio po powrocie Andrzeja K. Waśkiewicza z festiwalu (czyli grudzień ’86 – luty ’87 i tylko nasze warunki spowodowały, że druku doczekał się dopiero w 1991 r.) i jak przy innej okazji określił sam autor, jest poematem autobiograficznym.
Od wielu lat Andrzej K. Waśkiewicz pracował jako redaktor książek i czasopism, bywał w zespołach i radach redakcyjnych, ale wreszcie w 1988 udało mu się założyć „Autograf”. Miał niespotykaną obecnie umiejętność słuchania (i słyszenia) rozmówcy oraz wychwytywania rzeczy pozornie mało ważnych. Przyznaję, że w czytaniu literatury lub prasy szerokim kołem omijałam panegiryki, póki nie usłyszałam o planach umieszczenia takiej rubryki w nowo organizowanym przez niego czasopiśmie. Pomyślałam: to nie możliwe, to się nie uda, a jednak wkrótce zobaczyłam na własne oczy Słońce epoki w pierwszym numerze „Autografu”. W tym miejscu można przywołać późniejsze słowa Andrzeja K. Waśkiewicza: „ze zdobyczy demokracji najbardziej sobie cenię możność gadania, najczęściej gada się głupio, a znacznie rzadziej mądrze”. „Autograf” był jego ukochanym dzieckiem, które mógł ukształtować od początku do końca... I robił to doskonale; każdy, kto miał w ręku egzemplarz „Autografu”, mówił, że już pierwsze wrażenie sprawia bardzo dobre (lata 1988-1991), chwalono zarówno szatę graficzną, jak i zawartość każdego numeru (nawet cudzoziemcy). Człowiek otwarty widzi konieczność poznawania innych kultur, więc naczelny „Autografu” szukał oryginalnych tekstów i zamieszczał przekłady poezji arabskiej czy afrykańskiej w rubryce Słońce epoki, a to prozy (np. egipskiej, noblisty Nadżiba Mahfuza 1988). Zadaniem orientalistów było wybranie odpowiednich tekstów (w epoce przedkomputerowej i przedinternetowej z tekstami orientalnymi w Polsce nie było łatwo), sporządzenie przekładu, ewentualnie namówienie kogoś z kolegów, aby na chwilę odłożył swoje prace i przetłumaczył stroniczkę lub dwie prozy, albo parę strof wiersza. Andrzeja K. Waśkiewicza lubili wszyscy, ktokolwiek się z nim zetknął, więc traktowali go jak przyjaciela, a nie redaktora, który czegoś oczekuje, a tym bardziej żąda. A jednak redaktor Andrzej K. Waśkiewicz przede wszystkim był poetą...
A.K. Waśkiewicz wśród poetów arabskich (trzeci z lewej)
 
  Pytasz o poezję...
  była ze mną nim się spotkaliśmy
  potem opuścila mnie na chwilę... by pójść do kilku
  przyjaciół
  a teraz przychodzi do ciebie
  więc nie zlekceważ jej i nie prześpij... bo krew
  poezji osiedla się na pożarach...
                                                 (Hamid Sa’id, współczesny poeta iracki)

Barbara Wrona

* Fragment poematu Miasto (notatki) Andrzeja K. Waśkiewicza.