Start Zbliżenia Świat Sybiru w lubuskiej pamięci

Świat Sybiru w lubuskiej pamięci

Sfotografowany ma odcienie szarości. Gdyby przedstawić go na tkaninie, byłaby ona z pewnością szorstka i chropowata. Jego dźwięki to męczący stukot kół wagonu i głucha cisza bezsilności. Smak głodu, zapach upokorzenia, dotyk zimna.
 
Sybir – ponura przeszłość represji, katorgi, prześladowań, zniewolenia, martyrologii. Synonim rozegłej krainy ucisku i cierpienia, położonej między Uralem na zachodzie a Oceanem Spokojnym na wschodzie, rozciągającej się od Oceanu Arktycznego na północy aż po stepy Kazachstanu i Mongolii na południu. Do tego świata prowadzi szlak bezimiennych krzyży, usłany ciałami niewinnych ludzi1. „Nieludzka ziemia”, „dom niewoli”, „ziemia przeklęta”, „ziemia milczenia i grozy”, „kraina powolnego konania”, „ziemia wiecznych śniegów i wiecznej tęsknoty”, „lodowate piekło” to nazwy określające rzeczywistość, w której przyszło żyć Sybirakom2.
Pamięć, przez wiele lat tłumiona i tabuizowana, zabiera dziś głos w literaturze faktu, podejmującej różne wątki życia na zesłaniu. Od pewnego czasu dokonuje się proces nobilitacji świadectw, które okazują się bardziej przekonujące niż beletrystyka, ze względu na ukierunkowanie na docieranie do prawdy. Jacques Le Goff uważa, że „pamięć jest pierwiastkiem budującym historię. Mentalna, oralna czy pisemna jest zbiornikiem, z którego czerpią historycy”3. W badaniach literackich dostrzec można zainteresowanie ludzkimi „mikrohistoriami”, które tworzą „polifonię pamięci”4. Artur Hutnikiewicz, opisując młodopolską literaturę faktu zwraca uwagę, że jej powodzenie wiąże się ze swoistą dwuznacznością walorów: „z jednej strony wiarygodne dokumenty, rejestry faktów, z drugiej swoista spowiedź, świat niby rzeczywisty, ale ukazany w zwierciadle przeżyć i doświadczeń konkretnego człowieka, a więc jednostki o jedynej  i niepowtarzalnej osobowości”5.

Tego rodzaju świadectwem czasów wojny i totalitaryzmu są Sybirackie losy. Wspomnienia osób deportowanych do ZSRR, książka wydana w trzech zeszytach (2002, 2004, 2007) przez Gimnazjum Nr 1 w Zielonej Górze, zredagowana przez pasjonata historii Romana Łuczkiewicza wraz z zespołem uczniów. Dwadzieścia siedem opowieści, opatrzonych komentarzem, ilustrującym historyczny i polityczny kontekst, składa się na dokumentalną całość o walorach poznawczych i edukacyjnych. Posiadają one także niezwykłą wartość emocjonalną, będąc nie tylko żywą lekcją historii, ale i wrażliwości.

Nie sposób przejść obojętnie wobec sybirackich losów. Powtarzalność pewnych wątków, która świadczy o wiarygodności i prawdziwości przekazów, nie zmienia faktu, że każda historia jest wyjątkowa i godna wysłuchania. Autorzy opowieści doświadczyli okrutnej rzeczywistości jako dzieci, osoby młode, ale obraz, który przedstawiają po latach jest wszechstronny i pełen szczegółów. Wspomnienia zapisane zostały w słowach prostych, potocznych. Byli zesłańcy nie starają się o efekty estetyczne, są one kwestią poboczną. Ich intencją jest przede wszystkim ukazanie świata autentycznego, przekaz prawdy o życiu, na miarę możliwości obiektywne odwzorowanie realnej rzeczywistości, nawet przy nieuniknionych odcieniach subiektywizmu. Wśród motywów poruszanych w opowieściach niektóre wydają się szczególnie mocno zakorzenione w ludzkiej pamięci. Sybiracy często wracają myślami do czasu sprzed zesłania, do dobrych wspomnień o rodzicach, dziadkach, panującej w ich domach rodzinnych miłości i szacunku, które wzmocniły siłę charakteru i wolę przetrwania syberyjskiej katorgi, które nauczyły też doceniania wartości życia i tęsknoty za Ojczyzną. Odwołują się do zapamiętanych z beztroskiego jeszcze dzieciństwa radosnych chwil codzienności, do smaku czereśni, zapachu bzu, róż i łąkowych kwiatów, śpiewu ptaków, szumu drzew i strumyków.

Nad tymi „słonecznymi” akcentami dominują jednak ponure wspomnienia wydarzeń i sytuacji, do których niełatwo wracać. Autorzy opowieści wspominają postępowanie bolszewików wobec Polaków, zachowania pełne agresji, tyranii totalitaryzmu, okrucieństwa. Mówią o napadach na dom, rewizjach, grabieżach, zastraszaniu, a wręcz celowym wzbudzaniu trwogi i przerażenia. Przypominają sobie hałas kolb karabinów łomoczących w drzwi. Tylko niektórzy dostrzegają „nieco człowieczeństwa” wśród aktywistów NKWD, podpowiadających zrozpaczonym matkom, pakującym w popłochu rzeczy, co zabrać w daleką podróż.

Już sama wyprawa na Sybir w różnych historiach zgodnie opisywana jest jako droga przez mękę. Godziny w saniach na mrozie i śniegu, a potem dni, tygodnie, a nawet miesiące w bydlęcych wagonach – taki był początek, zwiastujący koszmar, który trwał nierzadko latami. Załadunek odbywał się wśród płaczu, jęków, głośnych modlitw i złorzeczeń, którym towarzyszył wrzask rozzłoszczonych bolszewików -poganiaczy. Zesłańcy cierpieli z powodu głodu, pragnienia, braku higieny, zimna, a zarazem duchoty. Wywożono po kilkadziesiąt osób, stłoczonych w jednym wagonie, w którym za toaletę służył otwór w podłodze. Nocami włosy przymarzały Sybirakom do ścian. Zamarznięte trupy z pędzących wagonów wyrzucano na pobocze w śnieg. Wielu ludzi straciło życie już w trakcie transportu – umierali z głodu, wycieńczenia, mrozu. „Dwa razy w tygodniu (!) – opowiada Helena Kremens – dostawaliśmy tzw. zupę i chleb z łubinem – chleb gorzki jak piołun, jak to życie, które nas czekało” (SL – 2, s. 17).

Nieludzkie warunki panowały także tam, gdzie Polaków deportowano. Najczęściej mieszkali oni w drewnianych barakach lub ziemiankach. Spali po kilka osób, na półkach przykrytych słomą, czasem prześcieradłem. Za kołdrę służyło co popadło, najczęściej jakiś płaszcz. Brakowało ciepłych ubrań i obuwia. Codziennością były wszy, pluskwy i inne insekty. Dzieci marzyły o tym, by najeść się do syta. Aby oszukać głód, zesłańcy do minimalnych racji żywieniowych próbowali dodać zdobyte na własną rękę pożywienie: chodzili po śmietnikach, by znaleźć kartofle lub chociaż obierki czy skórkę chleba, latem zbierali pokrzywy i lebiodę i z tego gotowali strawę, jedli młode pędy sosny, kiszony czosnek, korzenie rzepu, liście osiki – suszone i tłuczone w moździerzu, a następnie pieczone jak placki, brzozową korę, kaszę kukurydzianą, placki smażone z mąki, a także ogryzki po zjedzonych jabłkach i gorzkie ziarenka waty.

Miary cierpienia dopełniała katorżnicza praca. Towarzyszyły jej skrajnie niskie lub wysokie temperatury, obowiązki ponad siły ludzkie. Zatrudniano zesłańców do kołchozów, sowchozów, kopalni, do prac na roli i wielu innych zadań. Nadludzki wysiłek i nieludzkie warunki życia powodowały liczne cho- roby, których nie leczono właściwie, ze względu na brak leków, a także nierzadko z powodu niechęci wobec Polaków. Mnożyły się tyfus, zapalenie płuc, malaria, kurza ślepota, zapalenie stawów kolanowych, owrzodzenia, szkorbut, gruźlica.

Wśród takich cierpień Polacy usiłowali zachować godność i polskość, której ostoją była katolicka wiara. Kościół był miejscem łączącym ludzi na wspólnej modlitwie, gdzie śpiewano po polsku pieśni religijne. Jednak i w te najgłębsze dla zesłańców wartości, uderzano. Mieczysław Podgórski opowiada, jak już po 17 września 1939 roku funkcjonariusze NKWD burzyli pomniki pamięci narodowej. „Zniszczono pomnik nieznanego żołnierza. Nocą ścięto krzyże przydrożne. Kamieniami rozbito figurę Matki Bożej. Zdarzały się odosobnione przypadki profanacji kościoła. Umundurowani funkcjonariusze NKWD wchodzili na nabożeństwa w czapkach, z papiero- sem w ustach. Zabroniono używania dzwonów cerkiewnych i kościelnych” (SL – 2, s. 83).

Zadaniem szkoły na Sybirze było wychowanie uczniów na dobrych komsomolców. Zakazywano mówienia o Polsce, obchodzenia polskich świąt, noszenia medalików, modlitwy. Pani Zakrzewska, która zorganizowała w konspiracji harcerstwo, uczyła patriotycznych piosenek, polskich wierszy i pacierza, a także przygotowała wraz z dziećmi „polską Wigilię” z opłatkiem „na niby”, kolędami i choinkowym drzewkiem pełnym kolorowych ozdób, została skazana na 5 lat za „wywrotową działalność”. Natomiast gdy szkoła urządziła bal przy choince na Nowy Rok, polscy uczniowie musieli udawać, że znają pieśni śpiewane przez dzieci rosyjskie: o cioci Krupskiej, dziadku Kalininie i Stalinie. Wielu Sybiraków podkreśla rolę pamięci o katolickich świętach podczas pobytu na Sybirze, a także znaczenie wiary w Boga, która dawała nadzieję i siłę przetrwania. Piotr Miechowicz z rozrzewnieniem wspomina nieforemne kostki cukru – prezent od Świętego Mikołaja, świąteczną modlitwę i cienki placuszek z mąki, którym jego rodzina podzieliła się jak opłatkiem. Czuł wtedy radość, nie rozumiał szlochu matki. Przypomina również sobie wielkanocny przysmak – gorące ziemniaki w mundurkach okraszone masłem. Opowiada:

W Barnaule nie było kościoła, chociaż już wówczas było to miasto, w którym zamieszkiwało ponad 500 tysięcy ludzi. Udział we mszy nie był więc możliwy. (...) Zbieraliśmy się wokół stołu. Nim jednak zabraliśmy się do konsumpcji, młodsi klękali, dziadkowie, którym nie starczało sił, opierali się o stół. Mama lub jeden z wujów, którzy potrafili czytać, odczytywali na głos kilka modlitw, a my za nimi powtarzaliśmy. Na środku stołu ustawiliśmy krucyfiks z ukrzyżowanym Chrystusem, który zabraliśmy z naszej rodzinnej wioski. Towarzyszył nam podczas całego pobytu na tej nieludzkiej ziemi i wraz z nami dotarł do Krosna Odrzańskiego, gdzie teraz mieszkamy. Śpiewaliśmy różnego rodzaju religijne pieśni. Każda modlitwa i każda pieśń była dla nas wielkim przeżyciem, dodawała otuchy i wiary na przetrwanie (SL – 2, s. 74).

Tadeusz Marcinkowski przywołuje natomiast pamięć o „kołchoźniku” – głośniku radiowym, z którego w czasie powitania gen. Sikorskiego w Moskwie w 1941 r. dał się słyszeć „Mazurek Dąbrowskiego”. Zebrani na transmisji Polacy wówczas wstali, a z ich oczu popłynęły łzy. Miłość Sybiraków do Ojczyzny i znaków polskości odzwierciedla się także w mówieniu o ojczystych książkach, takich jak choćby Potop Henryka Sienkiewicza, darzonych niezwykłą czcią.

Tematem poruszanym we wspomnieniach byłych zesłańców są również relacje międzyludzkie. W nieludzkich warunkach starano się wzajemnie wspierać, jednak nie było to łatwe, ponieważ każdy musiał walczyć o własne życie i przetrwanie. Dlatego przede wszystkim troszczono się o rodzinę, najbliższych. Siła więzi potrafiła pokonać wiele trudów.

Polacy wspominają także gesty solidarności, których doświadczyli podczas deportacji od swoich rodaków, ale także od Rosjan czy Ukraińców, przynoszących im trochę cukru czy mąki. Podkreślają człowieczeństwo silniejsze niż wprowadzone przez politykę podziały narodowościowe. Mieczysława Kurzawa mówi: „Sam naród rosyjski nie jest zły. My nie doznaliśmy żadnej krzywdy od ludności cywilnej. Niejednokrotnie pomagali nam. Zła była władza radziecka, która uciskała zarówno swój naród, jak i inne narody” (SL – 3, s. 77).

I wreszcie temat, który nie mógł zostać w opowieściach pominięty – powrót do Ojczyzny. Nadzieja stała się rzeczywistością. Nawet bydlęce wagony nie były w stanie odebrać radości tym, którym udało się wrócić do Polski. Niestety wielu rodaków nigdy nie wydostało się z Sybiru – wśród nich ci, którzy podpisali narodowościową listę radziecką, ale przede wszystkim ci, którzy tam ponieśli śmierć w wyniku głodu, zimna, wyczerpania, chorób.

Do refleksji zmusza opowieść Jadwigi Tuczyńskiej, a nawet sam jej tytuł: Świat zapomniał (SL – 1, s. 39). Wspominanie okrucieństw przeszłości przychodzi Sybirakom z trudem. Jednak Bronisława Steczkowska i Zofia Hołodowska twierdzą zgodnie: „Jesteśmy przekonane, że należy o tym mówić, aby został ślad, aby pamięć o tych, co nie wrócili, a także o nas, przetrwała. To ważna sprawa w dziejach nie tylko naszej rodziny, ale i narodu. Niech pamięć wylanych łez przetrwa i będzie symbolem nie tylko męki, ale i zwycięstwa!” (SL – 3, s. 109)  

Ten cel realizują w pełni dzieła krajowe, takie jak Na nieludz­kiej ziemi Józefa Czapskiego6, czy lubuskie publikacje. Wśród nich wymienić można choćby cytowane już Matki Sybiraczki – losy i pamięć. Polskie kobiety zesłane w głąb ZSRR autorstwa Doroty Bazuń, Izabeli Kaźmierczak-Kałużnej i Magdaleny Pokrzyńskiej przy współpracy Związku Sybiraków – Oddział Zielona, Koło nr 8 – i Romana Łuczkiewicza, Wspo­mnienia z wywózki i pobytu na Sybirze w latach 1949-1946 Rodrycjusza B. Gerlacha7, Syberia: poza życiem. Relacje, przeżyciai pamiętniki witnickich Sybiraków, pod red. Macieja J. Dudziaka8. Jan Paweł II w książce Pamięć i tożsamość, będącej pewnego rodzaju szukaniem Bożej głębi dla całej, również tragicznej historii, napisał, że „zła doznanego nie zapomina się łatwo. Można je tylko przebaczyć.   A co to znaczy przebaczyć? To znaczy odwołać się do dobra, które jest większe od jakiegokolwiek zła. Ostatecznie takie dobro ma swoje źródło tylko w Bogu”9. Mieczysław Podgórski przyznaje, że ciężko jest wykreślić z pamięci zniewagi i krzywdy. Pozostały myśli o „głodzie, wstrętnych potrawach, polarnej zamieci, zimnie przechodzącym przez łaty w ubraniu, północnej grobowej ciszy, pracy ponad siły” (SL – 2,  s. 108). Autor tych wspomnień, jak i wielu innych Sybiraków, przeszedł przez piekło śledztw, cierpień więziennych, obozowych, fizycznych i duchowych. Jak mówi: „Czas okazał się mądrzejszy. Zadane rany i sińce zagoiły się. Pozostały blizny przypominające okres nasilonego terroru, pogardy, nienawiści” (SL – 2, s. 105). On sam nie zapomniał, lecz podczas swojej pielgrzymki do Sankt Petersburga, stanąwszy przed ikoną Chrystusa Zbawiciela dokonał symbolicznego aktu przebaczenia, modląc się słowami:

Boże Wszechprawosławnej Rosji, przebacz Twym wyznawcom i nieuznającym Ciebie, którzy w trakcie mego pobytu na Syberii i w innych miejscowościach zadawali wiele mąk, poniewierali, głodzili, poniżali, karmili pomyjami, nie uznawali za człowieka, pogardzali... ...odpuść mi winy, jako i ja im odpuszczam (SL – 2, s. 108).

Dziś, na skwerze przy Placu Kolejarza w Zielonej Górze stoi pomnik Matki Sybiraczki. Jest on symbolem doznanych krzywd i cierpień narodu polskiego, patriotycznym znakiem pamięci narodowej o poniesionych ofiarach w walce o niepodległość oraz świadectwem historii. Rzeźba przedstawia dumną matkę, która chroni swoje dzieci – chłopca i dziewczynkę – przed syberyjskim wiatrem i mrozem. Może także przed okrucieństwem nieludzkiego człowieka. „Aby nigdy nie powtórzyło się takie barbarzyństwo” (SL – 3, s. 55).

1 Por. słowa z hymnu Sybiraków: „Mogiłami i bezimiennymi krzyżami znaczyliśmy polski trakt”, [w:] Sybirackie losy. Wspomnienia osób deportowanych do ZSRR, red. R. Łuczkiewicz et cons., Zielona Góra 2007, zeszyt 3., s. 44.
Cytowane w tym artykule fragmenty książki opatrywać będę następującymi skrótami zapisywanymi w nawiasach wraz z numerem strony,     z której pochodzi cytat: SL – 1 Sybirackie losy. Wspomnienia osób deportowanych do ZSRR, red. R. Łuczkiewicz et cons., Zielona Góra 2002, zeszyt 1; SL – 2 Sybirackie losy. Wspomnienia osób deportowanych do ZSRR, red. R. Łuczkiewicz et cons., Zielona Góra 2004, zeszyt 2;      SL – 3 Sybirackie losy. Wspomnienia osób deportowanych do ZSRR, red. R. Łuczkiewicz et cons., Zielona Góra 2007, zeszyt 3.
2 Por.: Bazuń D., Kaźmierczak-Kałużna I., Pokrzyńska M. przy współpracy Związku Sybiraków – Odział Zielona Góra, Koło nr 8 – i Romana Łuczkiewicza, Matki Sybiraczki – losy i pamięć. Polskie kobiety zesłane w głąb ZSRR, Zielona Góra 2012, s. 9.
3 Le Goff J., Historia i pamięć, przekł. A. Gronowska, J. Stryjczyk, wstęp P. Rodak, Warszawa 2007, s. 26.
4 Por. R. Traba, Polifonia pamięci, w: Przeszłość w teraźniejszości. Polskie spory o historię na początku XXI wieku, Poznań 2009.
5 Hutnikiewicz A., Młoda Polska, Warszawa 2002, s. 376.
6 Czapski J., Na nieludzkiej ziemi, Warszawa 1990.
7 Gerlach R. B., Wspomnienia z wywózki i pobytu na Syberii w latach 1940-1946, Lubsko 1998.
8 Syberia – poza życiem. Relacje, przeżycia i pamiętniki witnickich Sybiraków, pod red. M. J. Dudziaka, Witnica 1999.
9 Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków 2005, s. 24.

Katarzyna Krysińska

(na podstawie wspomnień zatytułowanych Sybirackie losy)