Start Zbliżenia Pytając o nowego siebie – budując nowy dom

Pytając o nowego siebie – budując nowy dom

Relacja z interdyscyplinarnej konferencji ph. „Miejsce i tożsamość. Literatura lubuska w perspektywie poetyki przestrzeni i antropologii”
W dniach 15-16 listopada 2011 roku miała miejsce pierwsza w dziejach Uniwersytetu Zielonogórskiego konferencja poświęcona twórczości lubuskiej. Jej organizatorami była Pracownia Badań nad Literaturą Regionalną, działająca przy Zakładzie Teorii i Antropologii Literatury w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze oraz Studenckie Koło Literaturoznawców działające w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Obrady konferencji trwały dwa dni. We wtorek, 15 listopada poszczególne sekcje obradowały w gmachu Uniwersytetu Zielonogórskiego przy al. Wojska Polskiego, w środę, drugiego dnia, konferencja odbywała się w budynku Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. C. Norwida. Przedmiotem badawczej refleksji, a także dyskusji, stały się wieloaspektowe związki literatury z miejscem oraz zapisana w utworach autorów lubuskich relacja pomiędzy przestrzenią i tożsamością. Starano się odpowiedzieć na szereg pytań, spośród których najważniejszymi wydają się te, zamieszczone w oficjalnym zaproszeniu skierowanym do potencjalnych prelegentów oraz uczestników: Jak na kartach literatury naszego regionu wyraża się problematyka geograficznie, kulturowo i duchowo zakreślonej przestrzeni? W jaki sposób lubuskość wpisuje się w perspektywę „małych ojczyzn”, a biorąc pod uwagę przeszłość tego miejsca – jak konstytuuje się wobec współistniejących tutaj ojczyzn wielu? Jak w tym kontekście zmieniała się świadomość kolejnych pokoleń? Czy na pisarskie doświadczenie przestrzeni oddziałała sytuacja oraz klimat pogranicza?
W obszarze refleksji naukowców pozostawała głównie przestrzeń – zarówno ta daleka, jak i bliska; obca i oswojona; przechowywana w pamięci i aktualnie doświadczana; zapisywana w językach historii, geografii i poezji. Przyglądano się, jak ta ostatnia przemawia za pomocą metafor i archetypów, legend miejsca oraz narosłych dokoła nich mitów; uobecniona explicite (w nazwach miast, wsi, ulic czy osiedli) i implikowana; będąca bohaterem, tłem i scenerią literackich zdarzeń.
Do udziału w przedsięwzięciu zaproszono nie tylko literaturoznawców, ale także badaczy zjawisk językowych, antropologów, psychologów oraz filozofów. Specjalnymi uczestnikami i gośćmi konferencyjnego spotkania byli przedstawiciele lokalnego środowiska literackiego, m.in. członkowie zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich, który w roku 2011 obchodzi 50-lecie swojego istnienia. Jak zauważyła prof. Mikołajczak w słowie otwierającym konferencję, „nieczęsto się zdarza, aby na sali obrad obecny był zarazem podmiot i przedmiot badań: badacze, krytycy, pisarze i studenci”.
Obejmując badawczą refleksją przestrzeń w literaturze lubuskiej, organizatorzy wyrażali nadzieję, że uda się im zarazem ukazać bogatą i zróżnicowaną przestrzeń tej literatury, zakreślić mapę najważniejszych zjawisk literackich regionu oraz uchwycić klimat miejsca, które w pracach literaturoznawczych wciąż pozostaje obszarem terra incognita. Patrząc z perspektywy zakończonych obrad, mogę z przekonaniem powiedzieć, że nadzieje te zostały spełnione. Co więcej, otwarte zostały nowe ścieżki dla regionalnych badań, wskazane kierunki, w których literaturoznawcza refleksja nad regionem mogłaby dalej się rozwijać.
W swojej relacji nie chciałbym ograniczyć się jedynie do zrelacjonowania przebiegu obrad poszczególnych sekcji czy też wyłuskania głównych założeń wygłoszonych referatów. Proponuję spojrzeć na to naukowe spotkanie w sposób tematyczno- problemowy, wysnuć wnioski, ale też wskazać zagadnienia niejasne, drażliwe, często będące także przedmiotem burzliwych sporów i dyskusji.
Już w pierwszym wykładzie wygłoszonym przez prof. Sławomira Kufla z Uniwersytetu Zielonogórskiego, zatytułowanym Na krańcach mapy, czyli kłopot z tożsamością zaczęły pobrzmiewać kwestie, które powracały jak echo w dalszych debatach. Profesor Kufel zwrócił uwagę na rodzenie się w bólach samego województwa lubuskiego, którego nazwa jest nazwą stosunkowo świeża, a tym samym problematyczne staje się definiowanie Ziemi Lubuskiej jako takiej. W tyglu kulturowym i obyczajowym przesiedleńców z ziem wschodnich, z Polski centralnej i z innych miejsc kraju pierwsze, bardzo wątłe struktury społeczne były tworzone od zera przez władze lokalne. Szczególnie intensywnie promowano rodowód piastowski tych ziem, wszczepiając już dzieciom w szkołach mit piastowski, który na konferencji też stał się przedmiotem rozważań. Na określenie tych zabiegów profesor użył określenia „patriotyzm nazwany” i zapytał: co stało się bazą podstawową dla badań – czy najpierw była świadomość czy nazwa? Nie bez lekkiej ironii prof. Kufel zauważył, że ziemie nadodrzańskie kojarzone były z powiedzeniem „Piasek, lasek i Lembasek” oraz z określeniem „Czerwonej Góry” (z powodu licznych koszarów i fortyfikacji, w których stacjonowały wojska radzieckie). Dlatego poza rozwiązaniem problemu nazewniczo- -tożsamościowego prelegent sugeruje także refleksję nad tworzeniem się tożsamości jako procesem kształtowania społeczeństwa, nie tylko za sprawą czynników zewnętrznych, ale też wewnętrznych. Zauważył również, że lubuska tożsamość to proces ciągle w toku, ciągle dynamiczny.
Kontynuacją rozważań zapoczątkowanych przez prof. Kufla stał się referat prof. Anny Zielińskiej z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk Państwowej. Jego temat, Miejsce i przestrzeń w perspektywie narracji biograficznych najstarszych mieszkańców województwa lubuskiego, dał słuchaczom ogląd czysto antropologiczny, a zarazem naoczny. Pani profesor jest bowiem badaczem terenowym; wędrując przez ziemie pogranicza polsko-niemieckiego, rozmawia z najstarszymi mieszkańcami województwa lubuskiego i zbiera ich wspomnienia. Jak sama zaznaczyła, podczas swoich badań odwiedziła takie miejscowości jak: Pszczew, Dąbrówka Wielkopolska, Zbąszyń, Zbąszynek, Skwierzyna. Zaowocowało to na przestrzeni lat 2009-2011 wywiadami z trzydziestoma osobami urodzonymi jeszcze przed rokiem 1945. Prof. Zielińska zauważa, że aby nie zagubić się w kontinuum czasu i przestrzeni, człowiek potrzebuje odwołań do tożsamości przystającej do warunków, w których się znalazł. Prelegentka przywołuje tutaj pojęcie człowieka pogranicza, spełniające funkcję tożsamościowej identyfikacji z miejscem. Pogranicze jest tutaj rozumiane jako przestrzeń dwujęzykowa; strefa, w której dochodzi do „ścierania się” dwóch nacji, w wypadku ziemi lubuskiej – Polaków z Niemcami. Ludzie z tych terenów często doskonale odnajdują się w obu kręgach kultury, płynnie mówią po niemiecku, a także przechowują liczne pamiątki oraz pielęgnują pamięć o byłych mieszkańcach czy niemieckiej proweniencji zabytków. Nie jest to zjawisko obce także dla mnie, gdyż pochodzę z Lubina. Babcia i dziadek bardzo często w odniesieniu do poszczególnych budynków używali zwrotu „poniemiecki”. Wiąże się też z tym zjawisko określane przez profesor Zielińską jako „bycie ostatnim”. Poczucie takiej przemijalności w odczuciu tych ludzi ewokuje zobowiązanie do przekazania pamięci o tych, którzy byli przed nimi i odeszli. Oto charakterystyczny cytat z omawianych wypowiedzi: „jestem ostatnim landsberczykiem, cesarzową Herminę mam w dwóch szufladach”. Jak jednak zauważa jedna z badanych osób, pojęcie pogranicza zaczyna się zacierać z powodu likwidacji granic: „kiedyś było pogranicze, teraz jest Europa”. Ludzie ci nie chcą jednak wyjeżdżać, co pozwala przypuszczać, że ziemia ta stała się „ich” ziemią. Co ciekawe, a zarazem potwierdzające wątpliwości autora poprzedniego referatu, pojęcie lubuskości, bycia Lubuszaninem, czy w końcu samej Ziemi Lubuskiej dla ludzi z wojennego i powojennego pokolenia są śmieszne i sztuczne. Bliższe zdają się tu nazwy Śląsk i Łużyce, a to otwiera pytania, czy możliwym jest tworzenie nowej tożsamości na starej? Czy może jednak lepiej jest zaszczepiać nowe pierwiastki tożsamościowe na „czystej matrycy”, co daje efekty widoczne w młodym pokoleniu urodzonym już na Ziemiach Odzyskanych.
Od strony psychologicznej zjawisko wytworzenia nowej tożsamości i adaptacji do nowych warunków przybliżyła dr Urszula Gembara (Uniwersytet Zielonogórski) w referacie zatytułowanym Twórczość artystyczna a zjawisko akulturacji w kontekście migracji powojennej na Ziemi Lubuskiej. Badaczka wyszła od stwierdzenia, że szok emocjonalny, jakim było wyrwanie całej masy ludzi z ich rodzinnego i rodzimego środowiska oraz przerzucenie jej na nowy i nieznany grunt, było często powodem szoku kulturowego (porównywalnego do szoku pourazowego), który jednak nie był w owych czasach ani tak rozpoznawany, ani nazywany. Zmiana kultury i potrzeba wytworzenia czy też przysposobienia nowej to właśnie wspomniane w tytule referatu zjawisko akulturacji. Może ona przybrać formę segregacji, integracji, asymilacji czy marginalizacji, która może prowadzić do alienacji. W swoim wykładzie Gembara po raz pierwszy dotyka kwestii roli twórcy w szerokim spektrum tego pojęcia. Artysta jest na tle społeczeństwa jednostką o wrażliwości wybitnej, wręcz nadwrażliwości. Twórczość artystyczna może być więc dla niego drogą terapii, ucieczką od sytuacji nieznanej, stresowej, w świat bezpieczny i znany. Proces twórczy może stać się też polem i sposobem oswojenia nowej przestrzeni i pomocą w przyswojeniu jej jako swojej. Jednak nie tylko bycie twórcą, lecz także odbiorcą tak pojmowanej sztuki, może doprowadzić do swoistego katharsis i przebudować dawną świadomość. Rola pisarza, malarza, poety jest więc nie tylko tożsamościowo twórcza, lecz także terapeutyczna.
Pierwszą część obrad zamknął wykład Tożsamość miejsca, miejsce tożsamości w utworach wybranych poetów lubuskich dra Karola Maliszewskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego. Stał się on tym samym zamknięciem serii wykładów zarysu historycznego Ziemi Lubuskiej i ogólnoliterackich, a zapoczątkował wykłady skupione już bezpośrednio na literaturze nadodrzańskiej. Wykład ten stał się swoistym podsumowaniem trzech poprzednich. Doktor Maliszewski także podkreślił problem z tożsamością lubuską jako tworem sztucznym i niejako narzuconym przez władze komunistyczne. Dodatkowo zauważył, że nie można mówić o literaturze lubuskiej, gdyż twórczość tutejszych pisarzy to raczej mozaika aniżeli efekt pracy jednej szkoły twórczej czy środowiska tworzącego pod sztandarem wspólnego manifestu. Za wyjściowy do przyjrzenia się bliżej poetom lubuskim uznał jednak fakt wzrostu popularności promowania tzw. małych ojczyzn. Na bazie tego opis pejzażu Ziemi Lubuskiej nieodmiennie jest pejzażem wewnętrznego stanu ducha, odzwierciedlającym uczucia, stan psychiczny, myśli czy nastawienie piszącego, przy jednoczesnej mitologizacji i często uwzniośleniu, szczególnie w kontekście porównań ze stronami rodzinnymi. Poezja tak pojęta jest dla Maliszewskiego ucieczką w siebie i rozpamiętywaniem dawnego urazu przeniesionego na nowy grunt. Ziemia w lirykach lubuskich jawi się jako coś, co do niedawna było obce i wrogie, a więc być może dlatego jest oporna w procesie przyswajania przez nowych osadników. Archetypiczność pewnych obrazów ewokuje pierwotny związek z ziemią, powrót do korzeni, a to z kolei do tradycji przodków i w efekcie do mitu piastowskiego. Budowanie domu na nowej ziemi to wicie gniazda. Gniazda, które jednak ciągle znajduje się na chwiejnym drzewie. Ta poezja to nie tworzenie nowego świata, lecz próba zachwytu nad stanem zastanym, nad nową rzeczywistością. Docenienie tej nowej przestrzeni i czasu to z kolei akceptacja i przyjęcie „w siebie” nowej, nadodrzańskiej tożsamości.
Po pierwszych czterech wykładach nadszedł czas na pierwszą dyskusję. Dyrektor Instytutu Filologii Polskiej UZ prof. Leszek Jazownik podniósł drażliwą kwestię nazywania przesiedleń czy repatriacji ludności „zbrodnią na ludzkości”. Poruszył też zagadnienie zaprzęgnięcia całego aparatu komunistycznego do budowy mitu Ziem Odzyskanych. Trzeba by więc uznać zabiegi te jako prowadzące do sztucznego wszczepienia tożsamości lubuskiej kresowianom. Niezwykle celną była w tym kontekście wypowiedź Wojciecha Jachimowicza. Zwrócił on uwagę, że sugerowanie nowej tożsamości powinno być zabiegiem niezwykle subtelnym i delikatnym. Reklamą, która jednakże pozostawi młodym ludziom możliwość wyboru. Taka postawa jest jednak możliwa dopiero wtedy, kiedy mieszkańcy regionu będą potrafili zdefiniować lubuskość. Tymczasem owa tożsamość jest nieustannie dyskutowana i dookreślana, a zatem jawi się ciągle jako sfera poszukiwania definicji własnej tożsamości.
Druga część wykładów dotyczyła twórców i poezji kresowej, co uznać można za kontrę dla dotychczasowych rozważań, dającą możliwość spojrzenia na problematykę Ziem Odzyskanych z perspektywy ziem utraconych. Pierwszy referat, wygłoszony przez prof. Tadeusza Bujnickiego z Uniwersytetu Warszawskiego, poświęcony był osobie Henryka Szylkina i poetom wileńskich lat 90. Wykład drugi, Wileńskie miejsca i wileńska tożsamość „santockiego lirnika” – Henryka Szylkina w zamyśle autorki, prof. Katarzyny Węgorowskiej dotykał bezpośrednio osoby samego poety i jego pierwotnej tożsamości. Z kolei prof. Marta Ruszczyńska w referacie Kresowy raj utracony w prozie Zygmunta Trziszki, ukazywała obraz kresowszczyzny, w literackim ujęciu typowym dla autora wspomnianego w tytule. Pozostaje też wyrazić wielki żal, że na konferencję nie dotarł Sergiusz Sterna-Wachowiak ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, który miał wygłosić referat pod tytułem Powidoki utraty i epifanie obecności. Metafizyka pejzażu w liryce współczesnych poetów lubuskich. Przyjrzyjmy się jednak pierwszym trzem wystąpieniom bardziej szczegółowo.
Pierwsze dotyczyło szeroko pojętego środowiska literatów wileńskich, kierunków ich działalności, a także zarysu najważniejszych inicjatyw i nurtów w ich twórczości. Jak zauważa profesor Bujnicki, środowisko literackie skupione w Wilnie często ma rodowód wiejski z naleciałościami szlacheckiej przeszłości. Staje się przez to, jak nietrudno się domyślić, spadkobiercą dorobku romantycznego. Twórczość ta nie ma jednak charakteru polonijnego czy repatriacyjnego. Pisarzy należy postrzegać jako autochtonów, zakorzenionych w litewskiej przestrzeni, niemających przez to potrzeby budowania własnej tożsamości od nowa. Co więcej, po rozpadzie ZSRR owa litewskość i poczucie odrębności od Polski było tak silne, że spotkało się z oporem mniejszych środowisk polonijnych. Zderzyły się w tym miejscu dwa przeciwstawne poglądy ocierające się o nacjonalizm. W postrzeganiu Litwy i Wilna jako ziem utraconych zauważyć można niesłabnącą mitologizację i uwznioślenie. Oparcie zaś na resentymentach i odmiennym rozumieniu historii prowadzi niezmiennie do licznych antagonizmów i rozdźwięków pomiędzy środowiskiem litewskim a polonijnym. Na bazie tego można zauważyć ceremoniał odkrywania i poznawania ziem wschodnich przez Polaków. W poezji o tej tematyce powtarzają się tematy pejzażowe oraz stałe motywy czy symbole wileńskie (Matka Boska Ostrobramska, ulice, zabytkowe budynki czy w końcu cały szereg pamiątek pomickiewiczowskich), przy jednoczesnej, niestety, głębokiej niechęci do odrębności literatury i twórców litewskich. I dodać trzeba, że nieustannie też powstają inicjatywy rewitalizacji środowisk polskich na tych ziemiach. To właśnie te inicjatywy profesor Bujnicki omawia w drugiej części swojego referatu. Nie bez znaczenia jest tutaj osoba Henryka Szylkina, który był jednym z gości honorowych rzeczonej konferencji. Od roku 1985 podjął on na Litwie próby wydawania polonijnych antologii poetyckich. Przez ostatnie lata wyszło ich kilkadziesiąt, często w seriach. Pierwsza z nich Pośród dzikich fal może być postrzegana jako punkt wyjścia do inicjatyw podjętych także na początku lat 90. XX wieku w Zielonej Górze. Znalazły się w nich liczne debiuty, które chociaż spóźnione, w zintensyfikowany sposób przyczyniły się do erupcji poezji wileńskiej. Lata 1990-1998 przyniosły kolejną serię dziesięciu autorów, wśród których znaleźli się także debiutanci; są to m.in.: Bukowska, Kuncewicz, Mieczkowski, Piotrowski, Pszczołowska, Sokołowski czy Komaliszko. Jak w debacie skomentował to sam Szylkin: „Namawiałem ich do pisania. Jesteście młodzi! Zachwyceni życiem! Kochacie! Piszcie o tym!”.
Do tego komentarza nawiązała w swoim wykładzie kolejna prelegentka, profesor Katarzyna Węgorowska z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jak sama zaznaczyła, jej analiza z racji uprawianych badań ma charakter czysto językoznawczy. Dostrzegła ona poprzez analizę środków stylistycznych w twórczości Szylkina ewokowanie elementów zapamiętanego krajobrazu. Toponimia Litwy i Wilna jest w wierszach poety uwznioślona, zmitologizowana zupełnie jak w twórczości Mickiewicza. Do stałego elementu krajobrazu należy litewska wieś i wszystko to, co dookoła niej się znajduje: rzeki, lasy, pola, zwierzęta, ptaki i rośliny. Jak zauważa pani profesor, santocki lirnik oddaje ten koloryt i różnorodność z dokładnością wnikliwego badacza – botanika, zoologa, ornitologa. Takie ujęcie i kreacja w poezji małej ojczyzny to przejście od geografii politycznej do geografii emocjonalnej, uczuciowej. Poezja ta jest potwierdzeniem poglądu, że wybór małej ojczyzny tożsamej z naszym wewnętrznym „ja” to często decyzja nas samych. To zachowane w sercu doznania, zapachy, obrazy i smaki. Oderwania od nich często zaś zmuszają do wspominania tego, co minęło, owocują odczuciami smutku, a nawet rozpaczy. Ratunkiem od tego, jak pięknie podsumowuje prelegentka, jest „owocowanie poezją”.
Z poglądami przedmówców korespondował ostatni z wygłoszonych w części wspólnej wykład prof. Marty Ruszczyńskiej, która scharakteryzowała twórczość kolejnego lubuskiego autora na podstawie jego dwóch utworów: Wielkie świniobicie oraz Żylasta ręka ojca. W tych opowiadaniach Trziszka powraca do czasów dzieciństwa. Barwnie opisuje zapamiętaną okolicę dolnego biegu Noteci oraz Puszczy Noteckiej, które nazywa „pierwszą ziemią”. Takie nieustanne powracanie do lat dzieciństwa i utraconego domu rodzinnego sam Trziszka uważał za genetyczne obciążenie przesiedleńców. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Charakterystyczne dla Trziszki, według profesor Ruszczyńskiej, jest jednak brak mitologizacji i uwzniośleń. Posługuje się on natomiast groteską i ironią, na wzór Gombrowicza (z którym jest zresztą porównywany). Taka przekora i spojrzenie na ziemie kresowe w krzywym zwierciadle stają się dla pisarza sposobem i metodą szukania własnej lubuskiej tożsamości i zmierzenia się z wewnętrznym problemem wykorzenienia. Pojęcie ziemi obiecanej, do której pisarz przybył, tchnie w jego twórczości śmiercią, strachem i chaosem. Jest to ziemia demoniczna, diabelska – jest „ludzką babraniną”; podczas gdy utracony dom – dziełem Boga. Dopiero zaoranie nowej ziemi, zasianie jej i wzięcie we władanie może być punktem startowym do tworzenia nowej tożsamości. Trziszka uważał, że nie może być autentycznej kreacji literackiej właśnie bez tego „zaklęcia i zniewolenia pierwszej ziemi, pierwszego języka i pierwszej matki”. Wtedy to nowa przestrzeń staje się Itaką u kresu swoistej odysei w życiu człowieka i – jak pisze Trziszka – zbawiennym więzieniem.
Jak wspomniałem, zabrakło Sergiusza Sterny- -Wachowiaka, który miał wygłosić referat pod tytułem Powidoki utraty i epifanie obecności. Metafizyka pejzażu w liryce współczesnych poetów lubuskich. Stratę tę powetował jednak Henryk Szylkin, który odwołując się do wygłoszonych referatów, przedstawił barwnie i niezwykle żywo punkt widzenia bezpośredniego uczestnika. Zaznaczył też ze śmiechem, że nie do końca historia i twórczość wyglądały tak, jak odmalowali je prelegenci, co z kolei wywołało śmiech na sali. Tak to jednak w świecie literatury często (o ile nie zawsze) bywa – słowa interpretowanych i interpretujących, ich wnioski i oceny nie zawsze idą w parze, a pomysły badaczy rozmijają się z zamysłem twórców.
Po przerwie obiadowej poszczególni prelegenci oraz słuchacze obradowali w dwóch sekcjach. Niestety, mogłem uczestniczyć tylko w jednej z nich, która zdominowana została przez doktorantów i studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Obrady otworzył wykład doktor Katarzyny Taborskiej z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim pod tytułem Literatura i literackość w tożsamościowych periodykach miejsca „Ziemi Gorzowskiej (1945) i „Ziemi Lubuskiej” (1945/46). Jako punkt wyjścia obrane zostały trzy pytania: Jak na kartach literatury lubuskiej wyrażają się różne przestrzenie? Jak lubuskość wpisuje się w nurt „małych ojczyzn”? Jak na takie wyrażanie wpływa świadomość pogranicza? Ziemia Lubuska, jak zauważa doktor Taborska, była na początku postrzegana jako miejsce niechciane i narzucone siłą. Do tego było to miejsce niedawno jeszcze zamieszkane przez wroga. Swoją obcością zaś według repatriantów nie pozwalała ona wyrażać się według dawnej tożsamości. Poczucie to potęgowane było przez głębokie przeświadczenie o tymczasowości pobytu w tym miejscu. Wobec takiej postawy nowo osiedlonego społeczeństwa obowiązek stworzenia nowej tożsamości spadł na barki propagandy świeckiej i Kościoła. Powstawanie licznych periodyków, felietonów, szkiców, obrazków miało na celu jak najszybszą integrację Ziem Odzyskanych z tymi, które uchodziły za przedwojennie polskie. Szczególną rolę pełniły tutaj artykuły quasi-historyczne, odwołujące się do mitu piastowskiego. Na fundamencie tego mitu kreowano nową rzeczywistość, zakorzenioną w starych podaniach. Co ciekawe, władze komunistyczne doskonale sobie zdawały sprawę z faktu, że bez wsparcia i działania kapłanów katolickich nie będą w stanie zaszczepić ludziom nowej tożsamości, a tym samym stworzyć stałych struktur społecznych. Zastąpiono też dość szybko określenie „kresy” nazwą „ziemie utracone”, które było nacechowane mniej sentymentalnie. Podtrzymywano natomiast długo niechęć do wszystkiego, co niemieckie, zezwalając często na niczym nieuzasadnione akty wandalizmu. Tępiono i odrzucano wszelkie przejawy niemieckiego świata zastanego.
W dalszej części głos zabrali doktoranci i magistranci Uniwersytetu Zielonogórskiego. Pierwsza z nich, Maria Roszak, w niezwykle żywy i ciekawy sposób ukazała konwencjonalne przedstawienie Ziemi Lubuskiej we współczesnych (wydanych po 2000 roku) przewodnikach turystycznych. Wskazywała ona na szczególne docenienie kultury materialnej oraz przyrody. Opisom poszczególnych zabytków czy pomników przyrody nieodłącznie towarzyszą, jak pokazała, modulanty podkreślające wyjątkowość, oryginalność, niepowtarzalność regionu. Typowe są tu także dyrektywy wywołujące w odbiorcy wrażenie przymusu odwiedzenia Ziemi Lubuskiej.
Referat Doroty Pośledniej „Odzyskane gniazdo”. Budowanie tożsamości regionu w narracji historycznej autorów piszących o Ziemi Lubuskiej po raz kolejny w trakcie obrad powrócił do zagadnień nowej tożsamości. Pamięć indywidualna, jak dowodzi Poślednia, trwa w tożsamości, pamięć zbiorowa zaś odbija się w dziejach świata i ludzkości. Zdają się o tym mówić Odzyskane gniazda pod red. Eugeniusza Paukszty (1963), które stanowią ówczesny przegląd twórczości związanej z literaturą lubuską. Poprzez wspomnienia tworzą one nową tożsamość. Co jednak zrobić, kiedy wspomnienia te są bolesne? – pyta referentka. Należy stworzyć nowe, które pozwolą się ponownie zakorzenić w nowej przestrzeni. Wielki sukces na tym polu odniósł cały szeregu baśni, mitów i podań sięgających w głąb historii narodu polskiego, aż do czasów piastowych. Tak przekształconej historii uczono też w szkołach.
Samych repatriantów kreowano na entuzjastycznych kolonizatorów Ziem Odzyskanych. To propagandowe „zarażanie entuzjazmem na siłę” miało na celu jak najszybszą odbudowę i rekonstrukcję polskiego społeczeństwa na ziemiach do niedawna niemieckich. W zastanej tutaj ziemi i kamieniu zapisana jest przecież piastowska historia, jednak z całkowitym pominięciem „epizodu niemieckiego” tych krain. Kamień to też granica, która krwawiąc pod jarzmem niemieckiej niewoli, oczekuje wyzwolenia. Zabieg ten dowiódł, że o ile kamień pamięci trwa, to jednak ludzka tożsamość bardziej przypomina piaskowiec – daje się zmieniać, ulega przeobrażeniom.
Trzeci wykład, Jakuba Rawskiego oparty został na Majuskułach Czesława Markiewicza i polegał na wyłuskaniu z nich gier intertekstualnych z twórczości tego poety. Majuskuły, według Rawskiego, wymagają od czytelnika niesamowitej erudycji i oczytania, są lekturą niebywale trudną. Kiedy jednak odbiorca przebije się przez warstwę hipotekstualną, transtekstualną, hipertekstualną, być może zauważy, że poeta podejmuje polemikę np. z twórczością Zbigniewa Herberta, utożsamiając się z buntem sobie współczesnych, Bursy czy Wojaczka. Jest to dramat poszukiwania własnej tożsamości oparty na poetyce Nowej Fali, a w okresie późniejszym, Nowej Prywatności.
Ostatni tego dnia odczyt należący do dr Iwony Żuraszek-Ryś (Uniwersytet Zielonogórski) noszący tytuł Zielonogórskie nazwy ulic w pisarstwie Henryka Ankiewicza, był interesującą podróżą sentymentalną, szczególnie dla starszych mieszkańców Zielonej Góry. Pani doktor w swoim referacie analizuje trasy Przechadzek zielonogórskich Ankiewicza, opisujące nazwy starych ulic, ich klimat, charakter, a nawet znaczenie dla miasta. Jest to swoista spłata długu wobec miasta i społeczności, w której dorastał autor. A on sam stworzył niezwykle żywą i barwną legendę miasta.
Na tym zakończyły się obrady pierwszego dnia konferencji. Warto jednak nadmienić, że o godzinie 18 w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. C. Norwida miało miejsce spotkanie jubileuszowe z okazji 50-lecia zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich, a po nim uroczysty bankiet dla uczestników. Drugi dzień konferencji, którego obrady miały miejsce w gmachu biblioteki, upłynął pod znakiem właśnie owego jubileuszu. Był tedy okazją do przyjrzenia się temu, co już minęło oraz kierunkom dalszego rozwoju.
Dwa pierwsze wygłoszone referaty dotyczyły bezpośrednio zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich oraz lubuskich środowisk twórczo- -literackich. Andrzej K. Waśkiewicz w wystąpieniu zatytułowanym O lubuskim środowisku literackim – z perspektywy uczestnika i obserwatora wspominał początki i rozwój ZLP z perspektywy nie tylko biernego obserwatora, ale przede wszystkim czynnego uczestnika. Jak sam zatytułował swoje subiektywne wspomnienia: „co było wielkim, małym się wydało”. Wspominał jednak ciepło, optymistycznie, z entuzjazmem. W dyskusji, która się potem wywiązała, zwrócił też uwagę, że w tak małym środowisku nieuniknione jest „wzajemne się głaskanie” i „krytyka układowa”. Krytykę może uprawiać każdy, „zawieszając wartości na kołku”, pozostaje tylko wtedy pytanie – po co?
Bardziej historyczny charakter miał odczyt dra Roberta Rudiaka ze Związku Literatów Polskich, który omawiał i charakteryzował pokrótce literacką mapę Środkowego Nadodrza (pisarze, ugrupowania i zjawiska paraliterackie w latach 1945-2000). Jak zauważył, nie możemy mówić w wypadku województwa lubuskiego o zawodowym środowisku literackim, lecz raczej o skupisku osób piszących. Badacz wymienił trzy enklawy, które do dnia dzisiejszego są siedzibą największych tego typu ugrupowań: Zieloną Górę, Żary oraz Gorzów Wielkopolski. Opisując ich powstawanie, rozwój i działalność, wskazał dodatkowo kilka mniejszych ośrodków, które jednak swoje istnienie zawdzięczały wydarzeniom epizodycznym. Są to: Gubin, Nowa Sól, Świebodzin, Żagań oraz należący wcześniej do tego okręgu Głogów.
Szczególnie ciekawy – ze względu na moje miejsce pochodzenia i zamieszkania – był dla mnie wykład prof. Małgorzaty Mikołajczak „Kropla potu ze Śląska”. Trop autobiograficzny w poezji Janusz Koniusza. Twórca ten został namaszczony przez samego Juliana Przybosia jako kontynuator jego spuścizny. Tym samym wyrósł na ikonę poezji lubuskiej. Dwa skrzydła poezji Koniusza to, jak twierdzi prof. Mikołajczak, estetyzm i materia życia. Co prawda poeta terminował w szkołach awangardy, „krążąc wokół słowa”, jednak w ostatecznym rozrachunku wybrał drogę estetyki poetyckiej. W okręgu tematycznym tej poezji pozostaje Biblia i mitologia, a najczęstsze tropy autobiograficzne to ojciec, górnik, kopalnia. Ten pierwszy znajduje się niezmiennie w centrum tematycznym poezji Koniusza, ewokuje to natomiast refleksję nad rytmem śmierci i dramatyzmem górniczego losu. Poeta, w rozumieniu Koniusza, pracuje w materii słowa niczym górnik, a proces twórczy to ciężka i znojna praca – jak w kopalni.
W drugiej części, odbywającej się już w sekcjach, w sekcji A jako pierwszy swój wykład wygłosił profesor Leszek Jazownik. Zwrócił on uwagę słuchaczy na sylwetkę i twórczość zapomnianego i zepchniętego na margines lubuskiego twórcy, Eugeniusza Łastowskiego. Ów autor zadebiutował dopiero w roku 2005 w wieku 86 lat. Tak późny rok debiutu warunkowany był najpierw ograniczeniami cenzury, a potem brakiem zainteresowania tematyką utworów, poprawnością polityczną i komercjalizacją ruchu wydawniczego. Jazownik wspomina trzy utwory Łastowskiego odnoszące się do trzech etapów jego życia. Pierwszy, Widma, to opowiadanie oparte na wspomnieniach związanych z Berezweczem i ewakuacją tamtejszego więzienia. Drugi, Szumiały lasy, to z kolei swoisty zbiór wspomnień z działalności w AK, z walk w lasach koło wsi Myszki. Ostanie wspomniane opowiadanie, Ptaszek na kracie relacjonuje pobyt w socjalistycznym wiezieniu za czasów Polski powojennej. Nadodrze w tej prozie jawi się nieodmiennie jako tygiel kulturowy. Z jednej strony pełen otwartości na inne kultury, z drugiej zaś przesycony swoistą ksenofobią i niemożnością otwarcia. Nie da się też nie zauważyć dojmującej „amnezji tożsamościowej” w otaczającym pisarza społeczeństwie. Problem podniesiony został mimochodem w wykładzie prof. Jazownika, wskazuje jednak, jak wielki potencjał może tkwić w lubuskich twórcach piszących niejako do szuflady. Może warto byłoby się zastanowić nad odszukaniem i wydawaniem właśnie takich, zapomnianych i wiekowych twórców?
Referat Kamili Gieby, magistrantki Uniwersytetu Zielonogórskiego, Realizacja mitu piastowskiego w zbiorze baśni, podań i legend o Ziemi Lubuskiej „Złota dzida Bolesława” rozwijał poruszane i wspominane już we wcześniejszych referatach zagadnienie budowania mitu piastowskiego w świadomości osiedleńców Ziem Odzyskanych. Zbiór Złota dzida Bolesława miał scalić i zintegrować wielokulturowe społeczeństwo repatriantów. Odwoływano się do stwierdzenia zawartego w kronikach Galla Anonima i Długosza, że ziemie lubuskie to „klucz do królestwa polskiego”. Założenie to próbowano utrwalić w świadomości ludzi za pomocą wydanego w 1970 roku pod redakcją Janusza Koniusza zbioru mitów, legend i baśni pod wyżej wspomnianym tytułem. Tworzono legendy zupełnie nowe, ale też adaptowano i tłumaczono stare legendy i podania niemieckie, które wpisały się w pejzaż tych krain. Nieodmiennie jednak kreowano w nich stereotyp głoszący, że to, co polskie, jest proste i dobre, to zaś co niemieckie złe, podstępne i okrutne. Tego typu zabiegi były też charakterystyczne dla naukowych publikacji historycznych tego okresu. Tendencje te, jak tłumaczy Gieba, znajdują swoje potwierdzenie już w samej etymologii słów „Niemiec” i „Słowianin”. Ten pierwszy to przecież ktoś niemy, ktoś, z kim nie można się porozumieć, a więc jest on tajemniczy i niezrozumiały. Słowianin zaś wywodzący swą nazwę od „słowa”, to ktoś swojski, władający rodzimym językiem, ale też człowiek słowny, na którym można polegać.
Niezwykle ciekawe było też wystąpienie Wojciecha Jachimowicza na temat zabytku w literaturze i świadomości społeczności Środkowego Nadodrza, jakim jest dwór w Szybie. Jachimowicz, który jest właścicielem budynku, stworzył wokół dworu cały szereg inicjatyw. Od renowacji popadającego w ruinę dworku, poprzez wystawę instrumentów muzycznych, aż po wydawanie gazety „Merkuriusz Regionalny” oraz założenie wydawnictwa Ryzolit. Jego nakładem ukazały się zaś Legendy Wzgórz Dałkowskich, które pisarz stworzył na potrzebę chwili, aby promować swój region. Jak jednak sam nie bez uśmiechu zauważa, małe dzieci opowiadają je jako stare legendy lokalne, z pełnym przekonaniem o ich lubuskiej, starodawnej tożsamości.
Ostatnie trzy wykłady zamykające konferencję Miejsce i tożsamość – Literatura lubuska w perspektywie poetyki przestrzeni i antropologii wygłoszone zostały przez dr Marię Jazownik z Uniwersytetu Zielonogórskiego (Topika przestrzenna w „Sonetach ostrobramskich” Henryka Szylkina), Wolfganga Bryllę także z Uniwersytetu Zielonogórskiego (Narracja przestrzeni. O lubuskich krajobrazach w twórczości Hansa Fallady) oraz Janusza Łastowieckiego (O heterotopii w reportażu Radia Zachód i specyfice miejsc lubuskich).
Wszystkie te wykłady nawiązywały do przestrzeni Ziemi Lubuskiej czy też Wileńszczyzny. Po raz kolejny podnosiły kwestie akceptacji, oswojenia i przyjęcia jako własnej nowej tożsamości wynikającej z egzystencji w nowej przestrzeni. To szczegółowe przyjrzenie się jeszcze raz zagadnieniom przewijającym się przez cały bieg konferencji stanowiło jej piękne zwieńczenie.
Podsumowując tę relację, relację niepełną, gdyż zabrakło w niej sprawozdania z dwóch sekcji, w których nie miałem możliwości uczestniczyć, chcę wyrazić nadzieję na jak najszybszą publikację książki. Książka ta stanie się niewątpliwie cennym kompendium dotyczącym literatury naszego regionu. I z pewnością pomoże lepiej poznać miejsce, w którym przyszło nam żyć, z którym każdego dnia zrastamy się coraz bardziej i które przyjmujemy jako swoje bez względu na zapis w metryce urodzenia. Dodam ponadto, że to wspólne – uniwersyteckie i biblioteczne przedsięwzięcie powinno mieć swój ciąg dalszy i stać się przedmiotem szczególnej troski władz lokalnych jako niepowtarzalna okazja promowania regionu.

Maciej Lindmajer