Start Zbliżenia Literacki jest pierworodny

Literacki jest pierworodny

Wtedy, na początku lat 90. poprzedniego wieku, kiedy – jako prezes oddziału Związku Literatów Polskich – zaproponowałem wybór książki roku i przyznawanie Lubuskiego Wawrzynu Literackiego, nie przyszło mi na myśl, że ta nagroda doczeka się braci. W 2005 roku przy podszepcie mojego kolegi jeszcze ze studiów Edwarda Mincera urodził się Lubuski Wawrzyn Naukowy. Osiem lat później rodzina powiększyła się o Lubuski Wawrzyn Dziennikarski.

Po ćwierć wieku starałem się sobie przypomnieć, dlaczego zaproponowałem wybór literackiej książki roku i nagrodzenie jej Lubuskim Wawrzynem Literackim, powołanie wydawnictwa Pro Libris i utworzenie czasopisma „Pro Libris”. Te trzy instytucje ulęgły się w mojej głowie po 1991 roku, kiedy byłem prezesem zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich, do którego należałem dopiero od 1985 roku. Nie dam sobie ręki obciąć, że wpływ na to miało zamknięcie tygodnika „Nadodrze”, który patronował środowiskom twórczym regionu i przyznawał doroczną nagrodę Winiarka, z którym byłem związany jako etatowy publicysta i autor drukowanej tam prozy. Że stało się to z powodu likwidacji Lubuskiego Towarzystwa Kultury, wydawcy książek autorów tworzących w regionie. I że miało to wiele wspólnego z poszukiwaniem nowego miejsca ZLP, organizacji przez część piszących odrzuconej po stanie wojennym.
O, to także mogło podpowiedzieć mi te trzy instytucje. Urodziłem się tam, gdzie Warta wpada do Odry. Już w liceum irytowali mnie ci, którzy twierdzili, że na ziemi od Kostrzyna po Żagań niewiele się dzieje. Pewnie dlatego jeszcze jako student w Szczecinie założyłem Akademickie Koło Lubuszan, które między innymi co roku wybierało najlepszego studenta, przyznając mu tytuł Primo Optimorum Lubusiensum i nagrodę pieniężną. I dlatego Muzeum Ziemi Lubuskiej niedawno zakończyło wydawanie cyklu moich książek z kluczem w tytułach. W tych opowiadaniach-rozmowach przybliżam dzieje prawobrzeżnej części regionu nad środkową Odrą, zaczynając od napadu Scytów na gród w Wicinie przed trzema tysiącami lat. Ci, którzy przeczytali książki z kluczem w tytułach, jak mi mówili, doszli do wniosku, że nad środkową Odrą i dolną Wartą działo się tak samo dużo jak w Wielkopolsce, na Pomorzu czy na Mazowszu i że mieszkali tu ludzie, których osiągnięcia i nazwiska słusznie są zapisane w encyklopediach.
Jesień Narodów, jak określa się wydarzenia po 1989 roku, zastała mnie w zespole redagującym „Gazetę Lubuską”. Jako dziennikarz i organizator tego, co się zalicza do działalności kulturalnej, w tym i życia literackiego, miałem większy dostęp do urzędników. Gdy Zarząd Oddziału ZLP przyklasnął mojej propozycji w sprawie wybierania poetyckiej i prozatorskiej książki roku i nagradzania ich autorów Lubuskim Wawrzynem Literackim, projekt przedstawiłem Piotrowi Kuncewiczowi, prezesowi Zarządu Głównego ZLP. Pomysł mu się spodobał, tym bardziej że Związek szukał swojego nowego miejsca. Była to pierwsza lub jedna z pierwszych regionalnych nagród literackich. Później rozmawiałem z Marią Hołowińską, dyrektorką Biblioteki Norwida, z Mirosławem Ratajem, redaktorem naczelnym „Gazety Lubuskiej”, z Andrzejem Toczewskim, dyrektorem wydziału kultury i sportu w Urzędzie Wojewódzkim i z Edwardem Mincerem, zastępcą prezydenta Zielonej Góry. Może kolejność była inna. Wszyscy byli za. Przedstawiając E. Mincerowi projekt, podpowiedziałem wydawanie miesięcznika lub kwartalnika społeczno-kulturalnego o roboczym tytule „Zielona Góra”. Niedługo po tej rozmowie wyszło kilka numerów czasopisma, tyle że miało ono niewiele wspólnego z moją propozycją. Jego wydawanie zbiegło się z kampanią wyborczą do samorządów. Po wyborach przegranych przez E. Mincera nie rozmawiałem na ten temat z nowym zastępcą prezydenta.
Dopiero w 1994 roku, kiedy dyrektorką Biblioteki Norwida została Maria Wasik, powtórzyłem jej propozycje. Głównym celem konkursu, jak uzasadniłem projekt, jest poinformowanie czytelników o najbardziej wartościowych książkach napisanych przez lubuskich poetów, prozaików, eseistów, dramaturgów, krytyków, badaczy literatury. Już wtedy w naszym regionie ukazywało się dużo publikacji wydawanych przez organizacje pozarządowe czy za pieniądze autorów. Na to, że wiele spośród nich zlekceważyło zasady edytorskie, można było przymknąć oczy. Nie było można pozwolić, żeby do rąk czytelników trafiały książki, które nie spełniały kryteriów stawianych literaturze pięknej. W tym czasie zaczęła maleć sieć księgarska. Był niedostatek informacji o tym, co się ukazało i jaką opinię o publikacjach wydali znawcy. Nieliczne czasopisma społeczno-kulturalne z opóźnieniem drukowały recenzje książek, które nie docierały do tak zwanych przeciętnych czytelników. Zresztą dostęp do nowych periodyków był ograniczony i z powodu ubytku punktów sprzedaży prasy. „Gazeta Lubuska” należała do tych czasopism w latach 90., które w miarę systematycznie informowały o nowych książkach autorów tworzących na Środkowym Nadodrzu.
Wtedy, w 1994 roku, uzgodniłem z Marią Wasik, że szczegółowe zasady przebiegu konkursu na najwartościowszą książkę zapiszemy w regulaminie. Ponieważ Oddział ZLP nie prowadzi własnej księgowości, nie zatrudnia pracowników, utrzymuje się ze składek członkowskich, głównym gospodarzem konkursu będzie Biblioteka Norwida. Co roku komisja złożona z reprezentantów współorganizatorów, w skład której powinni wchodzić przede wszystkim krytycy, badacze, bibliotekarze, literaci, będzie wybierała najwartościowszą książkę poetycką i prozatorską, napisaną po polsku, wydaną w roku poprzedzającym rok przyznania nagrody. Komisja będzie brała pod uwagę wyłącznie książki autorów mieszkających i tworzących na Środkowym Nadodrzu, które ukazały się w nakładzie przekraczającym sto egzemplarzy i zostały opatrzone identyfikatorem ISBN. Granice Środkowego Nadodrza nie zostały wyraźnie określone, co oznaczało, że do konkursu mogli zgłaszać swoje utwory autorzy mieszkający w województwach gorzowskim i zielonogórskim oraz głogowianie i wschowianie. Nagrodą był złoty listek, wykonany przez jubilera, fundowany przez „Gazetę Lubuską”, dyplom i pieniądze w wysokości równej średniej miesięcznej płacy krajowej, przekazane przez Urząd Miasta i Urząd Województwa w Zielonej Górze. Uroczystość miała się odbywać w ostatni czwartek lutego w budynku biblioteki. Za jej przygotowanie, zaproszenie laureatów, gości i czytelników była odpowiedzialna Biblioteka Norwida i „Gazeta Lubuska”. Ponadto „GL” zobowiązała się do przedstawienia na swoich łamach zwycięskich książek oraz informacji o przebiegu konkursu.
W regulaminie nie było tego, czym jeszcze przekonałem dyrektorkę biblioteki do przeprowadzenia konkursu. Mówiłem, że jeśli „GL” poinformuje czytelników, które książki zwyciężyły, będą tacy, którzy zechcą je przeczytać. Jedni pójdą do księgarni, drudzy do biblioteki. Pytania spowodują, że księgarze sprowadzą nagrodzone książki do swoich punktów sprzedaży. Kupią je czytelnicy i bibliotekarze.
W styczniu 1995 roku zebrała się komisja, która miała wybrać najwartościowszą książkę poetycką i prozatorską, spośród nadesłanych na konkurs. Przewodniczącym komisji był prof. dr hab. Jan Kurowicki – krytyk literacki, poeta, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Jej członkami byli: Eugeniusz Kurzawa – poeta z ramienia ZLP, Artur Łukasiewicz – krytyk, reprezentujący Urząd Miasta, Alfred Siatecki – prozaik, w imieniu Urzędu Wojewódzkiego i „Gazety Lubuskiej” i Maria Wasik – bibliotekarka, dyrektorka książnicy im. C. Norwida. Autorzy, wydawcy, bibliotekarze i czytelnicy nadesłali 26 zbiorków poetyckich i cztery książki prozatorskie.
Podsumowanie pierwszego konkursu było bardzo skromne. Odbyło się w czytelni prasy Biblioteki im. Norwida (obecnie sala im. Andrzeja K. Waśkiewicza) z udziałem około 40 osób. Wśród gości był wojewoda zielonogórski prof. dr hab. Marian Eckert i ambasador Rzeczypospolitej w Berlinie Andrzej Byrt. Lubuski Wawrzyn Literacki w kategorii poetyckiej otrzymał Krzysztof Federowicz z Zielonej Góry za zbiorek Apokryfy i fragmenty, wydany przez zielonogórskie wydawnictwo AND Andrzej Buck. Nominowani do tej nagrody byli: Jerzy Hajduga z Drezdenka za książkę Zamilczenia (WiMBP w Gorzowie), Agnieszka Kopaczyńska z Zielonej Góry za zbiorek Ze światłem w kieszeni (AND Andrzej Buck), Wojciech Śmigielski z Zielonej Góry za tomik Hymn (Arlekin) i Czesław Sobkowiak z Zawady za książkę Wszystko tu jeszcze (Wydawnictwo Dolnośląskie). Laureatem w kategorii prozatorskiej został Janusz Koniusz z Zielonej Góry za zbiór wspomnień Kamień z serca, wydany przez zielonogórską WiMBP.
Pomimo tego, że podsumowanie pierwszej edycji konkursu było skromne, przez obecnych na uroczystości zostało uznane za bardzo ważne. Być może na taką opinię miała wpływ obecność wojewody Eckerta. Ambasador Byrt stwierdził, że jest zaskoczony przebiegiem tego, czego był świadkiem.
Następne podsumowania odbywały się w wypełnionym po brzegi Klubie Pro Libris. Zawsze uczestniczyli w nich wojewodowie zielonogórscy i prezydenci miasta.

PS
Od 2010 roku każdy laureat otrzymuje statuetkę Srebrne Pióro, dyplom i pieniądze. Moim marzeniem jest, żeby wrócił złoty listek. Ten listek ze złota, który zaświadcza, że chodzi o wyjątkową nagrodę. Żeby ten, kto zdobędzie najwięcej listków, mógł upleść z nich literacki wieniec laurowy.

Alfred Siatecki