Start Zbliżenia On był jeden

On był jeden

Zdzisław Grudzień urodził się w roku 1931 w Rogoźnie koło Poznania. Po ukończeniu technikum mechanicznego uznał, że jego powołaniem jest wykonywanie zupełnie innego zawodu – został aktorem. Dla rodziny zamieszkałej we Wrocławiu była to duża niespodzianka. Na egzaminie zaimponował dowcipem i przytomnością umysłu.

W roku 1959 ukończył Wrocławskie Studium Dramatyczne, przyjechał do Zielonej Góry i został zaangażowany w Teatrze Ziemi Lubuskiej. Temu teatrowi pozostał wierny przez całe zawodowe życie. W dostępnych źródłach znajduję informację, że zagrał w nim ponad sto ról. Zapowiadał się dobrze – już w sezonie 1959/60 w Wieczorze Trzech Króli zaimponował krytykom i publiczności w roli Chudoby. Jego kolejne role – ta tytułowa w Żywocie Józefa Mikołaja Reja, jak i Papkina w Zemście – utrwalają nadzieje na dalsze osiągnięcia.
W roku 1973 został uznany za najlepszego aktora Teatru Lubuskiego. Znaczący wkład w osiągnięcia tegoż teatru wniósł tytułową rolą w sztuce Stanisława Grochowiaka Król IV. Wkrótce otrzymał nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych. Ze zdobytych informacji wynika, że miał udział w sukcesach Teatru Wyobraźni Polskiego Radia w Zielonej Górze. Poza pracą zawodową prowadził niejednokrotnie programy okolicznościowe i koncerty – elegancko i dowcipnie.
Spotykaliśmy się dosyć często, także towarzysko. Prezentował anegdoty teatralne i utwory sceniczne znanych twórców.
Po zakończeniu pracy zawodowej Zdzisław był rzecznikiem praw obywatelskich, dwie kadencje radnym rady miejskiej. Myślę, że dowodem na wysoki poziom jego aktorstwa były odznaczenia – medal „Za zasługi dla miasta”, odznaka „Za zasługi w rozwoju województwa lubuskiego”, Srebrny i Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Dyplomy Ministra Kultury i Sztuki, Nagroda Kulturalna Prezydenta Miasta. O poziomie jego gry aktorskiej świadczą przede wszystkim reakcje widowni.
We wspomnieniach wydanych drukiem, w roku 2001 i 2010, Zdzisław Grudzień sięga do wydarzeń, w których uczestniczył lub których był świadkiem w latach 1965-1992. W obu książkach nie unika związków życia teatralnego z problemami społecznymi.
We wrześniu 1980 roku przygotowywano Skąpca Moliera. Grudzień grał w tej sztuce główną rolę Harpagona. Rzadko tolerował naruszenie reguł etyki aktorskiej. Czasem odważnie wkraczał w sferę osobistych dyskusji. Tak np. między nim a Janiną B. dochodziło na tle obsady ról do różnicy zdań. Później Janinę B. zastąpiła Danuta A. Recenzje teatralne J. J. Dębka, C. Sobkowiaka, Z. Łukasiewicza, M. Piekarskiej były dla niego korzystne. Nie tylko zresztą pochłaniały go role aktorskie, znano go w terenie – jeździł jako konferansjer z grupą muzyków filharmonii po terenie województwa.
17 lutego 1981 roku rozpoczęto próby sztuki Iwona księżniczka Burgunda Witolda Gombrowicza. Obejrzałem ten spektakl i przez dłuższy czas byłem pod jego wrażeniem. Po premierze 28 marca 1981 ponownie przychylne recenzje pojawiły się w naszej prasie wojewódzkiej. Polska w roku 1980 wkroczyła w nowy okres dziejów. Zdzisław nie pozostał obojętny.
Z sympatią uczestniczył 15 września 1980 roku w zebraniu założycielskim NSZZ „Solidarność”. Niestety, reperkusje związane z tworzeniem się ruchu związkowego dotknęły jego rodzinę. Mocno przeżył zwolnienie z pracy córki Małgorzaty. Z czasów stanu wojennego opowiedział mi historię obrony Romana T. i Małgorzaty M. przed zwolnieniem.
W 1983 roku z teatru odeszła dyrektor Krystyna Meissner. Przez jakiś czas z konieczności placówką kierował dyrektor administracyjny Edward Tomczak. Były to czasy, gdy obsada stanowiska dyrektora teatru wymagała rekomendacji partyjnej. Można powiedzieć, że wizyta trójki aktorów ze Zdzisławem na czele przyspieszyła wtedy nominację na nowego szefa Hilarego Kurpanika. Zaproponował on na swojego zastępcę Zdzisława, ale ten wierny powołaniu odmówił przyjęcia stanowiska. Edward Tomczak kierował wówczas przebudową teatru. Trzeba było spełniać m.in. wymogi przeciwpożarowe.
Jak wcześniej zauważyłem, Zdzisław sprawdził się w przedstawieniach estradowych. Niezapomniany był np. jego udział w kabarecie. Premiera odbyła się 16 grudnia 1984 roku w teatralnej kawiarence.
Lubił opowiadać o różnych wpadkach teatralnych. W książce wspomnieniowej wydanej przez Pro Libris wraca do perypetii związanych z pomysłem reżysera, aby aktorom uszyć gorsety czy „wsypać” akustyka, który mając nagrany tekst Zdzisława, trzykrotnie nie włączył dźwięku w porę. Aktor po trzech próbach porozumienia się z akustykiem nie wystąpił w ogóle. Inny przykład to kabaret, jaki odegrali aktorzy teatru na branżowe Święto Odlewnika w Nowej Soli. Pojawienie się na scenie striptizerki zburzyło niemal całkowicie scenariusz. Widzowie, będący w większości po piwie, nie zostali usatysfakcjonowani, bo dziewczyna na scenie nie chciała się rozebrać. W innym miejscu aktor opisuje występ perukarki w striptizie dla zebranych na sali kolejarzy.
Na spektaklu Smok J. Szwarca w roku 1985 znowu wykazał swój talent. W. Mystkowski w recenzji zamieszczonej w „Nadodrzu” pisał: „wreszcie aktor ten po ostatnich chudych latach trafił na swoją rolę”. Zdzisław znany był z dużej cierpliwości wobec różnych problemów w pracy i poza nią. Gdy jednak jakieś błędy powtarzały się, potrafił urządzić karczemną awanturę. Tak było w przypadku Basi L., która regularnie spóźniała się na wyjazdy na spektakle w terenie.
W roku 1985 dyrektor Marek Okopiński wystawił na naszej scenie Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego. Uczestniczyłem w spektaklu jako widz, chociaż przyznam, że niewiele z tego czasu pamiętam.
Wielokrotne uczestnictwo w spektaklach pozwoliło mi zatrzymać w pamięci sławnych aktorów, takich jak: Józef Michalcewicz, Józef Fryźlewicz, Zdzisław Grudzień, Halina Winiarska, Jerzy Glapa, Zdzisław Wardejn, Stanisław Cynarski. To tylko część zespołu (na końcu tekstu zamieszczam wykaz członków zespołu za dyrekcji Marka Okopińskiego).
W pewnej znanej sztuce Zdzisław wypowiedział jedno zdanie: „A niech was wszyscy diabli”. Pozostawiam czytelnikom odgadnięcie, jaka to sztuka.
Wykształcenie techniczne i umiejętności Zdzisława pozwalały mu na wykonanie wielu fachowych prac. To on samodzielnie zbudował meble do mieszkania rodzinnego, ale i dla córki – do jej budowanego domu. Umiejętności wykazał też, obsługując samochód trabant. W końcu się go pozbył za sumę bardzo dyskusyjną. Był przez kilka lat udanym Bachusem Winobraniowym. Dobrze radził sobie za granicą. Tak przynajmniej wynika z jego relacji z podróży „artystycznej” na Białoruś i do Szwecji. Był dobrym fotografem. Zdjęcia gromadził starannie w albumach. Wspominając, nieraz wracaliśmy do zatrzymanych w kadrze chwil. Dla rodziny był wrażliwym człowiekiem.
Jak wspomina Katarzyna Jarosz-Rabiej, aktor uwielbiał zupę grzybową. Sam był świetnym kucharzem, a jego andruty z masą kakaową były wyśmienite.
Fizycznie był sprawny, ale przyszły lata, gdy dawać zaczęły o sobie znaki różne choroby. Dzielnie je znosił. Jednak stan zdrowia stale się pogarszał. Sił było coraz mniej. Odszedł 27 kwietnia 2016 roku.
Towarzyszy mu dziś skromna pamięć. W tej profesji to za mało. Czy propozycja uczczenia go nazwą ulicy nie ma silnego uzasadnienia? Przecież niedawno byliśmy świadkami gorszących scen przy zmianie nazwy jednego z traktów miejskich. Myślę, że warto podjąć działania w świetle niekwestionowanych osiągnięć Zdzisława Grudnia.

 

Zielona Góra, 20 marca 2018

Zespół artystyczny za czasów dyrektora Marka Okopińskiego tworzyli: Danuta Ambroż, Stefania Cybulska, Irena Grzonka, Kira Franciszkowicz, Antonina Girycz, Janina Janiak-Garbowska, Sława Kwaśniewska, Halina Lubicz, Amelia Szymańska, Halina Winiarska, Hanna Wróblów, Barbara Zgorzalewicz, Stanisław Cynarski, Maciej Dzienisiewicz,
Józef Fryźlewicz, Roman Garbowski, Zdzisław Grudzień, Zdzisław Giżejewski, Wirgiliusz Gryń, Aleksander Iwaniec, Jarosław Strzemień, Lech Pietrasz, Bogusław Idziak, Bogusław Jerke, Ryszard Jakubowicz, Andrzej Mrozek, Zygmunt Malanowicz, Henryk Machalica, Józef Michalcewicz, Andrzej Rattinger, Zygmunt Szpecht, Hieronim Mikołajczyk, Andrzej Tyralewski, Zdzisław Wardejn.

Jerzy Szewczyk