Start Zbliżenia Andrzejki i wilkanowski Ogród sztuk

Andrzejki i wilkanowski Ogród sztuk

Andrzejki Waśkiewiczowskie

Każdy, kto wchodzi na Andrzejki Waśkiewiczowskie do Ogrodu sztuk, zatrzymuje się na chwilę przy dużym kamieniu, którego kształt przypomina literę A, oraz zapala świeczkę. To już rytuał. „Dla Andrzeja” – mówi Eugeniusz Kurzawa i podaje zapałki. Koniec listopada bywa chłodny, deszczowy, a nawet mroźny. Spotkanie zaczyna się, kiedy na dworze jest już mrok. Widać jednak niektóre rzeźby Oli. W chatce ogrodnika powietrze rozgrzewa kominek i barszcz Lidii Kurzawowej. Jeszcze kilka dni zapach drewna będzie obecny w swetrach i kurtkach pozostawionych w przedsionku.

Eugeniusz Kurzawa dba, żeby każdego roku na Andrzejkach były osoby, dla których Andrzej K. Waśkiewicz był ważny. Liczba zaproszonych zbliża się zazwyczaj do około dwudziestu osób. Goście przyjeżdżają z różnych stron Polski. Stałymi bywalczyniami są: Anna Sobecka – żona autora Wstępowania, Krystyna Konecka – fotografka i poetka, która poświęca swoje wystawy osobie Waśkiewicza, Elżbieta Musiał i wielu innych. Zazwyczaj obecni są lokalni poeci, prozaicy, badacze i przyjaciele. Od 2013 roku (w 2012 roku zmarł Andrzej K. Waśkiewicz) odbyło się pięć Andrzejek dedykowanych ich literackiemu patronowi. Na każdym z tych spotkań ważnym punktem były wystawy fotografii, książki poświęcone AKW (np. Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1963-2012; Jedzenie jest niezdrowe, ale przyjemne), referaty i zwyczajne rozmowy wokół postaci lubuskiego redaktora i poety. Uruchamiały się w tej atmosferze pomysły i kolejne plany. Wszystko to skrupulatnie odnotowane zostało w kronice, którą goście przekazywali sobie z rąk do rąk, wpisując swoje myśli. Co ciekawe, na karcie ostatnich Andrzejek jest też sygnatura nieżyjącego już Janusza Koniusza i do dziś nie wiadomo, kto podpisał się za poetę (który bywał na Andrzejkach w latach poprzednich). Chciałoby się wierzyć, że sam Koniusz.
Najciekawsze rozmowy odbywają się późną nocą, kiedy zostaje garstka osób i czas trochę zwalnia. Mało takich miejsc, gdzie nie chodzi o zyski, ambicje i interesy. Nie da się porównać Ogrodu sztuk z żadną z zielonogórskich instytucji kulturalnych, bo tylko tu wytwarza się jakaś naturalna i niedzisiejsza więź między uczestnikami wydarzenia. Teraz kilka słów o idei Ogrodu sztuk Kurzawów.

Ogród sztuk


W kwietniu 2016 roku miałam okazję spędzić kilka dni we wschodniej części Polski i poczuć niesamowity, multikulturowy klimat Białegostoku, Sejn czy Krasnogrudy. Spotkałam też osoby, które znały się z Eugeniuszem Kurzawą i dopiero wtedy zaczęłam lepiej rozumieć wilkanowski ogród i jego gospodarzy.
Ogród sztuk powstał fizycznie w Wilkanowie, ale jego mentalnej proweniencji należałoby szukać właśnie na północnym wschodzie kraju. „Ogrody są jak u-topie, nie-miejsca: nie można ich zlokalizować na geograficznej siatce współrzędnych”1 – pisze Elżbieta Rybicka. Z ogrodem wilkanowskim jest podobnie. Mimo że dokładnie ulokowany na mapie, przynależy do wielu geografii (mitycznej, wyobrażonej, zadanej, prywatnej), które wykraczają poza jednostkowe, lokalne loci. Żeby wyjaśnić wschodnie źródło tego miejsca, trzeba przyjrzeć się elementom biografii Eugeniusza Kurzawy – poety związanego nie tylko z Kościanem (miejsce urodzenia), Zbąszyniem (dzieciństwo), Zieloną Górą (studia) oraz Wilkanowem (obecne miejsce zamieszkania), ale także Suwałkami (stamtąd w 1986 roku przeprowadził się do Białegostoku). Znalazł tam zatrudnienie jako dziennikarz w „Krajobrazach”, zaczął też aktywnie działać na rzecz regionu (jak sam przyznaje – przybył z poczuciem misji2). Tam również poznał Andrzeja Strumiłłę – znanego malarza, podróżnika i eseistę, który w latach 1977-1997 organizował w dawnym klasztorze pokamedulskim nad Jeziorem Wigry plenery plastyczne i seminaria pt. Sztuka i środowisko. Kurzawa także w nich uczestniczył (od 1980 roku). Razem ze Strumiłłą wydali po latach monografię Wigry. Kultura i środowisko. Spotkania 1977-19903. Poeta podkreśla, że tamte dyskusje wywarły na nim ogromne wrażenie, które procentuje do dzisiaj: „We mnie utwierdziły już wcześniej przeczuwane wrażenie o ważności piętna, jakie nadaje jakiemuś miejscu twórca. Przez swą działalność, a nawet przez samą tylko obecność”4. To spotkanie zaważyło na dalszym jego rozwoju, a także – już po powrocie5 na zachód Polski w 1991 roku – na powstaniu Ogrodu sztuk w podzielonogórskim Wilkanowie (pierwsze spotkanie, do którego nie doszło6, zaplanowano na rok 1994). Kurzawa pisze o tym w książce pt. Ogród sztuk:

Zdarzenia kulturowe, stojący za nimi ludzie i doświadczenia zatrzymane w pamięci stopiły się w pomysł, który właśnie nazywa się: Ogród sztuk. Idea została zrealizowana na nowej dla mnie i rodziny ziemi, na zachodnich rubieżach kraju. Daleko od północno-wschodnich kresów Polski. Jak wynika z przytoczonych w tej książce opisów – ziemi wcale nie niczyjej. Ostatnim elementem na drodze narodzin idei Ogrodu sztuk było położenie domu: wieś, rzeczywisty ogród, bliskość miasta oraz przeczucie, że przyciągnie to ludzi nadających i odbierających na podobnych falach7.


Kurzawa nazywa ten związek pograniczy „niewidzialną nicią przeciągniętą w poprzek kraju” i dodaje, że jej koniec chciał zawiesić w swoim ogrodzie8. Co ważne, prawie w tym samym czasie (rok 1990) na północnym wschodzie Polski Krzysztof Czyżewski staje się pomysłodawcą Fundacji „Pogranicze”, a nieco później po przeprowadzce do Sejn inicjatorem słynnego Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”. Czyżewski z Kurzawą znali się, spotykali, być może mieli podobne pomysły na różne pogranicza. Sejneńska idea wyraża pogranicze, które przekracza bariery (narodowości, kultur, religii), podobnie (lecz na mniejszą skalę) wilkanowski ogród to próba stworzenia takiej jednoczącej przestrzeni dla artystów i jednocześnie odprowincjonalizowanie prowincji.
Wilkanowski ogród jest w pewnym sensie azylem przed światem. Jako debiutant Kurzawa napisał – jak sam to określa – „wiersz konkretny”. Sformułował on i przestrzennie rozmieścił w tym wierszu swoje obecne i przyszłe niepokoje:
To młodzieńcze (w chwili wydania arkusza poeta liczył 25 lat), neurotyczne pragnienie odizolowania się zostaje przewartościowane w następnych latach, kiedy Kurzawa odkrywa na wschodzie Polski inną rzeczywistość, która go pochłania, fascynuje i otwiera. Dlatego na chwilę ten wiersz-kwadrat przestaje mieć znaczenie. Może inaczej – wiersz ten zaczyna odgrywać zupełnie inną rolę. Czas młodzieńczego otwierania się, wyjazdów, poznawania ludzi z całej Polski przywiódł poetę do lokalnej społeczności, świata w skali mikro, wreszcie do swojego wnętrza oraz do koncepcji ogrodu.
Miejsce to dalekie jest od idei klasyków, dla których ogród „[...] był figurą kosmosu. Symbolizował idealny świat, w którym wszystkie sprzeczności znajdowały rozwiązanie w mitycznej harmonii”9. Bliżej jest mu wyraźnie do romantycznej nieregularności i swobody. Przestrzeń ogrodu jest miejscem działań. Jest to nie tylko wydzielona część rzeczywistości, wytwór intelektu, figura poetyckiej ekspresji czy nostalgicznie przywołana przeszłość, ale i „przestrzenna realizacja miejsca”10.
Ogród ten stanowi specyficzną metaforę, w której mieściłby się czas przeszły (naznaczony oczywiście konkretnym momentem życia, jego atrybutami są: młodość, naturalność, nieskrępowane myślenie). Kurzawa stworzył własne, regionalne archiwum, w którym gromadzi książki, listy, czasopisma, zdjęcia i przedmioty – np. popiersie Juliana Tuwima otrzymane od Dominika Paukszty (syna Eugeniusza Paukszty), kamienie, które przynoszą ze sobą zaproszeni, obrazy, rzeźby i przedmioty z lat studiów (byłam niemal pewna, że widziałam tam też wiosło, ale gospodarz zapewnia, że to niemożliwe). To wszystko tworzy klimat, który pozwala uwierzyć, że czas rzeczywiście zatrzymał się przed furtką jego ogrodu. „Po co to zbieram i dlaczego o tym opowiadam?” – pyta Kurzawa i zaraz udziela sobie odpowiedzi: „Głównie, żeby sobie, może jeszcze komuś uprzytomnić bezsens tego rodzaju działalności. Ujawnić istnienie idealizmu w czystej postaci”11. A ja tylko dopowiem, że Ogród sztuk już dziś traktuję jako jedno z najważniejszych własnych doświadczeń środowiska literackiego i – być może podobnie jak Kurzawa zafascynowany Wigrami – będę ten „bezsens” idealizować. W pamięci mam nawet nieistotne szczegóły: powrót z Wilkanowa w środku nocy w burzy i ulewie, a innym razem w śnieżnej zamieci. Ktoś mnie i Janusza wtedy zgarnął z drogi jako nieroztropnych autostopowiczów. W jednym z wierszy poeta oddaje prawdę wilkanowskiego miejsca, więc niech to będzie podsumowaniem:

Wejdźcie przyjaciele.
Siadajcie.
Nic nie mówcie.
Porozmawiajmy.

 


1 E. Rybicka, Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich, Kraków 2014, s. 374.
2 E. Kurzawa, Obrazki prowincjonalne prozą, Wilkanowo – Zbąszyń 2014, s. 161.
3 Tenże, A. Strumiłło, Wigry. Kultura i środowisko. Spotkania 1977-1990, Warszawa 1991.
4 Tenże, Spotkanie pierwsze. Którego nie było, [w:] L. i E. Kurzawowie, Ogród sztuk, Zielona Góra 2000, s. 57.
5 Choć Kurzawa podkreśla, że nie wrócił, bo nigdy nie był stąd: „Przyjechałem po raz drugi, ot co”. Por. L. i E. Kurzawowie, dz. cyt., s. 15.
6 Kurzawa wyjaśnia to tak: „Miałem jego zgodę i deklarację przyjazdu. Ponieważ jednak nie byłem w stanie »udźwignąć« finansowo transportu z Warszawy ciężkich jego rzeźb (odlewów pt. Pasje) poprosiłem o współudział BWA. A potem powoli wystawa zaczęła nam »odjeżdżać«. [...] I w efekcie pewnego pięknego dnia wystawa Zemły odbyła się w... Gorzowie”. E-mail od E. Kurzawy z 7 lutego 2016.
7 E. Kurzawa, Czym jest Ogród sztuk?, [w:] L. i E. Kurzawowie, dz. cyt., s. 5.
8 Tamże.
9 R. Przybylski, Ogrody romantyków, Kraków 1978, s. 151.
10 Por. M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, przeł. K. Thiel-Jańczuk, Kraków 2008, s. 99.
11 L. i E. Kurzawowie, dz. cyt., s. 17.

Mirosława Szott