Start Zbliżenia Początki baśni lubuskiej (cz. 2)

Początki baśni lubuskiej (cz. 2)

Wielu autorów piszących baśnie i gatunki pokrewne wplatało w swoje opowieści epickie wątki nie tylko zaczerpnięte z kalendarzy i czasopism niemieckich, rękopiśmiennych kronik miejskich, kościelnych i klasztornych lub nawet akt sądowych, nie tylko pochodzące od ludności autochtonicznej, ale też często znane im z ich regionów pochodzenia, np. z Polesia, Podola, Wileńszczyzny czy Wielkopolski. Ten amalgamat motywów i wątków zyskał wielu admiratorów w osobach etnografów czy socjologów, zwłaszcza poznańskich. Za takim upiększaniem motywów optował również główny orędownik powstającej tu literatury – Eugeniusz Paukszta. Od takich rozwiązań nie stroniło też wielu autorów baśni – Tadeusz Jasiński, Irena Solińska czy Izabella Koniusz bazowali zwykle na przekazach ustnych, a z kolei inni, jak Kazimierz Malicki, Helena Rutkowska czy Zygmunt Rutkowski, sięgali po tłumaczenia i przeróbki utworów niemieckich. Można zatem powiedzieć, że w baśniach lubuskich czy też Środkowego Nadodrza – jak to ujął Janusz Koniusz – „wątki baśniowe po prostu wędrują”1. Paukszta zaś temat ten poruszył już przy wydaniu pierwszej lubuskiej baśni, pisząc:

Na Ziemi Lubuskiej, w odróżnieniu np. od Warmii i Mazur czy Powiśla, zarysowuje się od razu pewien bardzo istotny podział: oto tylko część baśni polskich ludności tu zamieszkującej, da się jeszcze uchwycić na żywo, przechowywana w tradycji ludności Babimojszczyzny i krainy międzyrzeckiej. One też wykazują najwięcej analogii z baśnią wielkopolską choć są także i elementy bardzo własne, szczególnie z okresu rozdziału państwowego i tym samym zerwania więzi terytorialnej z macierzystym wielkopolskim zapleczem. W odniesieniu natomiast do zachodnich terenów Ziemi Lubuskiej, gdzie postępy germanizacji zdołały wytępić ludność rodzimą, cech folkloru ludowego w baśni szukać już można nie w tradycji ustnej, a jedynie w przekazach źródłowych2.

Kolejne pozycje z utworami o lubuskiej tematyce pojawiały się niczym przysłowiowe grzyby po deszczu – najpierw w 1960 roku LTK wypuszcza na prawach rękopisu pierwszą baśń dramatyczną pióra Ireny Solińskiej Królestwo dziadka Sławomira. Baśń lubuska dla teatrów lalkowych, składającą z pięciu odsłon i zakończenia (publikacja wyszła w druku maszynowym przeznaczonym do użytku wewnętrznego). Eugeniusz Paukszta o tym pierwszym i jak dotąd jedynym lubuskim utworze scenicznym napisanym z myślą o dzieciach3 w recenzji prasowej napisał:

Brakło dotychczas tekstów transponujących baśń lubuską na widowiska dziecięce, szczególnie dla tak popularnych i ulubionych przez dzieci teatrów kukiełkowych. Irena Solińska, zasłużona w odgrzebywaniu się rodzimych podkładów folklorystycznych w wioskach Ziemi Lubuskiej, utwór osnuła w oparciu o legendarną opowieść o rycerzu Sławomirze, mitycznym władcy bogatego w polskie tradycje miasteczka Trzciel na Ziemi Międzyrzeckiej4.

Trzeba również dodać, że tego samego roku ukazał się w obiegu ogólnokrajowym zbiór podań i legend polskich Klechdy domowe, które zebrała Helena Kostyrko. W almanachu wydanym przez warszawskie wydawnictwo Nasza Księgarnia znalazły się trzy opowieści lubuskie napisane wspólnie przez Irenę Solińską i Zygmunta Rutkowskiego. O ich utworach napisał Zbigniew Pędziński:

...zostały osnute na wątkach historycznych, by nie rzec patriotycznych. O gubińskich karzełkach, a zwłaszcza O dzielnym rycerzu znad Nysy nawiązują do początków polskich dziejów Ziemi Lubuskiej, do walki z margrafem Geronem, wyraziście odzwierciedlającej zmaganie się na tych terenach żywiołu polskiego i niemieckiego. Nagroda za wierność, a kara za zdradę własnego kraju – oto zgoła niebaśniowy, bo ujęty w kategoriach i motywacjach na wskroś realistycznych, morał tych opowieści, opracowanych zresztą z chwalebną dyskrecją emocjonalnego i lapidarnością artystyczną wyrazu5.

Rok później z kolei ukazała się praca Marii Zientary-Malewskiej Płonące krzaki nad Obrą, wydana przez warszawski PAX. Znalazło się w niej kilka legend ziemi babimojskiej, które autorka poznała, kiedy w latach 1935-1939 pracowała jako nauczycielka w szkole w Nowym Kramsku. Warte przypomnienia są znamienne słowa autorki zamieszczone we wstępie do jej książki:

Największym skarbem ziemi babimojskiej i międzyrzeckiej był i jest lud polski, który mimo wiekowej germanizacji zachował ducha narodowego, zwyczaje i obyczaje, cechy i sztandary – tak samo jak strój ludowy, baśnie, legendy i pieśni. Im bardziej poznawałam historię, zwyczaje i kulturę ludową, tym mocniej przywiązywałam się do ziemi, która stała mi się drugą Ojczyzną. [...] Niechże dadzą świadectwo prawdzie i moje słowa, pisane miłością do ziemi babimojskiej.
Jedynym życzeniem, jakie pragnę tu wyrazić, jest ażeby słowa napisane przeze mnie dotarły do moich miłych rodaków – także do tych, którzy przybyli na teren Babimojszczyzny z innych stron kraju – utwierdzając ich w przekonaniu, że „jeden jest lud polski”. Że ziemia, na której ten lud żył, pracował, cierpiał i walczył, jest polską ziemią6.


Natomiast w 1962 roku w Wydawnictwie Poznańskim wyszedł zbiór Królewska pieczęć, na który złożyły się dwie części – jedna mieszcząca 22 utwory I. Koniuszowej, a druga licząca 12 tekstów H. Rutkowskiej, całość zaś poprzedził wstęp E. Paukszty, a uzupełniły rysunki Marii Heidrichowej. Warto zaznaczyć, że było to pierwsze opracowanie, które posiadało notę bibliograficzną. Paukszta znów odsłaniał słowiański ślad w zgermanizowanej literaturze naszego regionu:

Warto wszakże zauważyć, jak osobliwymi drogami chadza ludowa opowieść. W miejscowościach całkowicie niemal ongiś zgermanizowanych, gdzie osiadła dzisiaj ludność napływowa z innych terenów, nie wiedzieć kiedy zrodziły się pośród niej baśni związane z miejscami nowego zamieszkania. Były potrzebne do zakorzenienie się w tej nowej glebie, dla stworzenia potrzebnego klimatu swojskości. [...] Także przywrócone życiu pradawne nazwy polskie żądają wytłumaczenia. [...] Na różny sposób, najzupełniej często nieoczekiwany, odradza się baśń lubuska, świeżej barwy nabiera związane ściśle z historią podanie. Odradzanie to nie przychodzi bez trudności i oporów. Niejedno w przekazach, zwłaszcza odgrzebywanych z zakurzonych szpargałów, obrosło obcymi, niemieckimi wtrętami, gdzie indziej zostało spreparowane dla potrzeb psychicznych germańskiego odbiorcy, zaprawione innym morałem, wprzęgnięte w kanony odmiennej etyki. Moralnie trzeba dogrzebywać się do nietkniętych pokładów, usuwać sztuczne naloty, w całym blasku ukazywać pierwotny, szczerze słowiański kształt. Tak już musiało być na tych ziemiach, gdzie przez wieki trwały nieustanne zmagania, gdzie szorstką germańską powłokę przesłoniono misterną tkanką polskości, gdzie każda baśń i legenda wspierać się zawsze musiały o patriotyczną postawę, jej służyć, budzić i utrwalać7.

Szeroko na temat wątków baśniowych występujących w poszczególnych utworach obu autorek Królewskiej pieczęci pisał także Andrzej K. Waśkiewicz na łamach „Tygodnika Kulturalnego”, wskazując na konotacje, formę, etiologię czy inspirację wykorzystanymi motywami ludowymi:

Izabella Koniusz czerpała motywy do swoich baśni głównie z przekazów ustnych mieszkańców regionu Kramska, Podmokli i Dąbrówki, a więc terenów, na których polskie tradycje przetrwały najdłużej. Natomiast Helena Rutkowska głównie z opracowań niemieckich. To po trosze tłumaczy różnice. Motyw okrucieństwa tak częsty w baśniach pochodzenia germańskiego (bracia Grimm), a występujący również w baśniach Rutkowskiej to niewątpliwie obca naleciałość – nie ma jej natomiast w baśniach Koniuszowej. [...] O ile baśnie Koniuszowej adresowane są raczej do młodszego czytelnika, o tyle baśnie Rutkowskiej obliczone są głównie na dziecko starsze. Są one przede wszystkim dłuższe, mają znacznie bardziej rozbudowaną akcję, więcej – występuje tu czasem równoległość akcji8.

Z kolei recenzujący ten tom w „Nadodrzu” Feliks Fornalczyk zwracał uwagę zwłaszcza na intencję autorek i sam wymiar ich dzieła w nurcie powstającej tu literatury i jego roli w kształtowaniu postaw lokalnego patriotyzmu: „Intencją autorów [...] było dać dzisiejszym mieszkańcom Nadodrza wzory baśni powstałych na tych ziemiach przed wiekami. Wprowadzić je niejako na nowo w obieg, przypomnieć”9.
W roku następnym Wydawnictwo Poznańskie wydało kolejną pracę zbiorową lubuskich autorów – Odzyskane gniazda. Proza i poezja o Ziemi Lubuskiej. Wyboru tekstów dokonał oraz wstęp napisał niestrudzony propagator idei piastowskiego powrotu do ojcowizny Ziem Zachodnich i Północnych, Eugeniusz Paukszta. W jego wyborze znalazło się również kilka baśni, podań i legend lubuskich, zarówno udanych adaptacji literackich (I. Koniuszowa, H. Rutkowska), jak i opowiadań historycznych (T. Jasiński) czy ludowych opowieści, np. Franciszka Golza czy Marii Zientary-Malewskiej. Obok utworów literackich i gwarowych zamieszczono wiele artykułów popularnonaukowych o tematyce historycznej, archeologicznej, wspomnieniowej i społeczno-politycznej oraz fragmenty kronik i dzienników (Widukinda, Galla Anonima, J. Długosza i J.Ch. Paska), całość uzupełniły zaś reportaże, publicystyka i wiersze zielonogórskich poetów, m.in. Bolesława Solińskiego, Romualda Szury, Henryka Szylkina, Zdzisława Morawskiego i Janusza Koniusza oraz poetów starszego pokolenia – M. Zientary-Malewskiej i Lecha Malbora (ps. Franciszka Jujki). Gloryfikując chłopa polskiego, który najdłużej stawiał opór germanizacji, a jednocześnie wytrwale i z uporem bronił wiary, tradycji i języka ojców, Paukszta napisał:

Dzieje Ziemi Lubuskiej są dziejami walki. I tej dźwięczącej uderzeniami mieczów, trwożącej grozą pozorów, głuszącej wszystko bitewnym rozgwarem, i tej cichszej, kto wie, czy przecież nie bardziej heroicznej i bohaterskiej. Walki znaczącej się na starych cmentarzach polskimi napisami, zapisującej się w księgach kościelnych i miejskich polskim brzmieniem imion, dobiegającej niemal do naszych czasów polskimi nabożeństwami w kościołach, żyjącej w legendzie, klechdzie ludowej, w stroju i obyczajach, w kurczowym trzymaniu się „ojców wiary, mowy”. Jak zawsze i wszędzie najzajadlej, najdłużej, w niejednym miejscu aż po dzisiejsze zwycięstwo, najbardziej i najwytrwalej trzymał się chłop polski. Szlachta najpierwsza uległa germanizacji, miasta zalewał nadciągający z zachodu żywioł niemiecki, tylko w najbiedniejszych warstwach mieszkańców żywe i wciąż odradzające się trwało Słowo polskie. Chłop jeden nie uległ. Walczył i trwał. Gdy już nie mógł poradzić, cofał się w z natury obronne, niedostępne obszary, jak te wioski w pasie bagien, błot i moczarów obrzańskich, gdzie nawet nocne ogniki, duszki i elfy unoszące się cichym powietrzem były słowiańskie, były polskie, po dziś żyją w umysłach i sercach mieszkańców Babimojszczyzny czy Międzyrzeckiego, zezwalają bez przerwy dzierzgać długą i trudną nić naszej historii10.

Pomijając aspekt ówczesnego upolitycznienia mitu piastowskiego, Paukszta najwyraźniej zwracał głównie uwagę na wymiar historyczno-dziejowy, sprawiedliwe wyrównanie krzywd, odwołując się zarazem do odnajdywania polskości i swojej tożsamości przez młodych mieszkańców województwa zielonogórskiego. Stąd autor Wstępu pisał:

„Tysiąc lat historii niemieckiej...”, to znaczy na Ziemi Lubuskiej tysiąc lat naporu, germanizacji, nieprzebierania w środkach dla zdławienia polskości bez reszty. I to zarazem tysiąc lat zmagania, hartu woli, ukochania największego własnej narodowości [...]. Po tysiącu lat Ziemia Lubuska jest młoda, prawie połowa jej mieszkańców urodziła się na tym terenie, dla tych wszystkich chłopców i dziewcząt jest już ziemią rodzimą. Stąd to pragnienie poznania przeszłości, stąd tęsknota do świadomości minionych dziejów, stąd wreszcie duma z osiągnięć rosnących każdego dnia11.


1 Z treści e-maila od J. Koniusza z 15 marca 2015.
2 E. Paukszta, Na tropie baśni lubuskiej, „Rocznik Lubuski” 1959, z. 1, s. 237-238.
3 Zob. A.K. Waśkiewicz, Książki dla dzieci i młodzieży, [w:] tegoż, Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1963-2012, Zielona Góra 2014, s. 35.
4 E. Paukszta, Baśń-widowisko, „Rocznik Lubuski” 1962, z. 3, s. 373.
5 Z. Pędziński, Ziemia Lubuska w klechdach polskich, „Rocznik Lubuski” 1962, z. 3, s. 369.
6 M. Zientara-Malewska, Zamiast wstępu, [w:] Płonące krzaki nad Obrą, Warszawa 1961, s. 5-6.
7 E. Paukszta, Wstęp, [w:] I. Koniusz, H. Rutkowska, Królewska pieczęć, Poznań 1962, s. 6.
8 A.K. Waśkiewicz, Z baśni i legend lubuskich, „Tygodnik Kulturalny” 1963, nr 7, s. 5.
9 F. Fornalczyk, Losy baśni, „Nadodrze” 1963, nr 4, s. 10.
10 E. Paukszta, Wstęp, [w:] Odzyskane gniazda..., s. 9.
11 Tamże, s. 16.

Robert Rudiak