Start Zbliżenia Na pożegnanie Elżbiety Mikoś

Na pożegnanie Elżbiety Mikoś

Było życie i skończyło się. Wszystkie radości, smutki, spełnienia i niespełnienia. Nie można już mówić o nadziejach ani o dniach lub latach, które przyjdą, o tym, co jeszcze uda się zrobić. Bo już nic się nie uda. Jednego zdania się nie wypowie ani nie napisze. Dzisiaj wtorek, zaledwie w niedzielę, przed południem, wykręciłem znamy mi na pamięć numer telefonu do Elżbiety Mikoś, usłyszałem jej osłabły, cichy głos, a dzisiaj też przed południem dowiedziałem się, że w środku nocy (11 września) niespodziewanie zabrała ją śmierć. Nie minęła nawet doba od mojej rozmowy z nią. Ciężko po takiej wiadomości – szok i żal. Że już nic tego faktu nie odwoła. Że tak za wcześnie. Tak młodo.

Była dobrym człowiekiem, o rzadkiej dzisiaj życzliwości i chęci podawania przyjaznej ręki innym, którym los nie szczędził kłopotów. Sama trudnych doświadczeń doznała też niemało. Pewnie to one zabrały jej zdrowie. Czasami mówiłem, że muszę o niej napisać prozę, bo zasługuje, co odbierała jako żart. Lubiłem jej prostolinijność, zwyczajność i szczerość wnętrza.
Mieszkała w Jabłońcu. Z okna pokoju jej domu można było zobaczyć wiekowe dęby, a dalej pola, za którymi był las, latem obfitujący w jagody. Ukończyła pedagogikę opiekuńczą i terapeutyczną w Zielonej Górze. Wiele lat pracowała w szkole w pobliskim Jasieniu (jego pejzaże wielokrotnie przedstawiała w swoich obrazach), gdzie ceniono jej talent w nawiązywaniu żywego kontaktu z młodzieżą, niekiedy trudną charakterologicznie. Udzielała się społecznie. Była lubiana. Pewnie pamiętają o niej pokolenia wychowanków. Po bliższym poznaniu Elżbiety Mikoś nie byłem jej pasją zdziwiony. Spełniała się w pracy właśnie z młodzieżą, co bez rozumienia jej emocji byłoby niemożliwe. Nie ma takich osób dużo. Toteż, gdy odchodzą, zostawiają pustkę. Ból i smutek. Ich duchowej wartości nagle bardzo brakuje. Ela nie obnosiła się z tym, nie epatowała własną osobą, znała miarę skromności i pokory. Jednak płaciła za tę postawę cenę. Nieuniknioną cenę.
Swoje nagromadzone przemyślenia i przeżycia w pewnym momencie potrzebowała wyrazić w słowie. Wybrała poezję. Poezja pozwoliła jej nie tylko snuć opowieść o sobie, o trudnej codzienności, ale też sięgnąć w regiony wyższych znaczeń, już refleksji wyłącznie poetyckich. Pierwszym krokiem był zbiór Wierszobranie. Miała ambicję doskonalenia języka poetyckiego, żeby wyrazić więcej. Kilka lat temu (2011) zwróciła się do mnie o pomoc przy redagowaniu kolejnego zbioru wierszy, który został opatrzony tytułem Przez odmienność. Ładnie opracowany edytorsko. Czytam teraz: „tak wciąż stoimy na życia zakręcie/ jedną chwilę”. Ostatnio włączyła się w twórcze działania grupy lubskich plastyków MARFO. Efektem tego była zorganizowana w lipcu tego roku w Bibliotece Norwida wystawa malarska również pod jej poetyckim tytułem trafnie opatrzona – Przez odmienność. I zanim nagle znalazła się w żarskim szpitalu, zdążyła przygotować nowy zbiór jeszcze piękniejszych i dojrzalszych wierszy pt. To zostało. Znaczenie tego tytułu okazało się prorocze. To zostało, tylko to po życiu – z przemyśleń, doznań, marzeń i obserwacji dookolnego świata. Została liryka osobista, z bardzo refleksyjnym spojrzeniem na siebie jako kobietę i świat. Warto docenić prostotę językową oraz głębię jej wielu wzruszających utworów. Mam nadzieję, że odejście Elżbiety Mikoś nie stanie się przeszkodą w opublikowaniu tomiku. Wiem, że bardzo tego pragnęła nie dla siebie, bowiem jak napisała: „zmierzam/ do tego co jest zawsze/ przestrzenią i miłością”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

* * *

Pamięci Eli Mikoś

Nie chciałem uwierzyć
Lecz skreślił się czas
Osoba do której dzwonisz
Jest niedostępna albo ma
Wyłączony telefon
A ty byłaś jedno i drugie
Na zawsze już w tym samym
Wyłączona i zniknięta
Tylko drzewo kamień niebo
Zamiast ciebie ściana
Odezwał się pusty głos
Nagrany na taśmie
Któremu twoje życie
i śmierć
Stało się obojętne

Czesław Sobkowiak