Start Zbliżenia Początki baśni lubuskiej (cz. 1)

Początki baśni lubuskiej (cz. 1)

Pojęcie i kryterium lubuskości, tak istotne dla określenia granic regionu, jest ważne przy omawianiu zagadnień literackich, zwłaszcza w odniesieniu do genezy baśni regionalnej i jej twórców. Dzisiejsze województwo lubuskie, utworzone w styczniu 1999 r. w wyniku reformy administracyjnej kraju, to w zasadzie większość dawnego województwa zielonogórskiego, istniejącego w latach 1950-1975 oraz wyodrębnionych z niego dwóch województw – zielonogórskiego i gorzowskiego, które funkcjonowały w latach 1975-1998. Pamiętać też należy, że obecne województwo lubuskie zajmuje swoim obszarem tereny wcześniej należące do pięciu krain historycznych – Dolnego Śląska (m.in. Zielona Góra, Nowa Sól, Żagań, Sława, Krosno Odrzańskie, Bytom Odrzański, Kożuchów, Szprotawa), Nowej Marchii Brandenburskiej (m.in. Gorzów, Kostrzyn, Sulęcin, Słubice, Strzelce Krajeńskie, Rzepin, Torzym), Łużyc Dolnych (m.in. Żary, Gubin, Trzebiel, Jasień), Wielkopolski (m.in. Świebodzin, Międzyrzecz, Wschowa, Sulechów, Babimost, Kargowa, Zbąszynek) i geograficznej Ziemi Lubuskiej (choć większość tej ziemi dziś leży po stronie niemieckiej wraz z historycznym grodem Lubuszem, niem. Lebus – dawną stolicą diecezji lubuskiej utworzonej w 1133 r.).

Jak wiadomo, historyczna Ziemia Lubuska obejmowała na przestrzeni wieków tereny za Odrą w okolicach miasta Lubusz (Lebus), natomiast po obecnej polskiej stronie jej zasięg był ograniczony linią Kostrzyn – Sulęcin – nieco powyżej Gubina. Gorzów, Międzyrzecz, Świebodzin – należały do Wielkopolski, natomiast Zielona Góra, Żagań, Nowa Sól – do Śląska […]1.

Eugeniusz Paukszta, niestrudzony orędownik lubuskiego piśmiennictwa, w Ziemi Lubuskiej upatrywał – podobnie jak Długosz – początek państwa polskiego i narodziny jego potęgi; państwo to już jako kraj chrześcijański stawiało zbrojny opór Niemcom i Czechom:

Na Ziemi Lubuskiej zaczyna się oficjalna, pisana historia Polski. Mnich saski Widukind zanotował, że Mieszko I, książę Polan, zaskoczony napadem Wichmana i Redarów, został przez nich rozbity. Dzieje nie zawsze bywają łakome dla każdej zresztą ze stron. Bo oto niedługo tenże Mieszko utrwali już swoje władanie nad Ziemią Lubuską po obu stronach Odry, a Bolesław Chrobry jeszcze bardziej poszerzy na zachód swoje dziedziny2.

Trudno precyzyjnie określić, na jaki czas przypada początek baśni i innych utworów, które powstawały tu przez wieki, przechowywane w tradycji ustnej, a potem spisanej przez miejscową ludność. Czy było to jeszcze w XVIII czy XIX wieku, czy też później? W przekazie ustnym zachowały się baśnie ludności polskiej zamieszkującej pogranicze polsko-niemieckie albo mniejszości polskiej, która mieszkała już w Cesarstwie Niemieckim, Republice Weimarskiej, a potem III Rzeszy. Już w wieku XIX Niemcy mieszkający na terenie dzisiejszego województwa lubuskiego wydawali liczne zbiory baśni i legend, związanych z tym rejonem.
Po II wojnie światowej polscy osadnicy zajmujący te ziemie, często w wyniku przymusu przesiedleńczego lub po prostu z potrzeby migracji za chlebem i przygodą „na dzikim zachodzie”, do czego namawiały też tubą propagandową władze komunistyczne, próbowali szukać związków i korzeni z nową dla nich ziemią, traktowaną jak terra incognita. Napływający tu ludzie zaczynali więc tworzyć własną tożsamość, przenosząc do niej motywy z porzuconych domów i regionalnych ojczyzn. Władze zaś pozorowały ogólnonarodowy nastrój triumfu, tworząc mit o znalezieniu się Polski w obozie zwycięzców, a co za tym idzie – o sprawiedliwości dziejowej i powrocie do Macierzy Ziem Zachodnich i Północnych.

Dopiero koniec II wojny światowej odmienił wszystko. W granicach Polski nagle znalazły się tereny od XIII-XIV wieku należące do obszaru kultury niemieckiej, którą Piastowie śląscy bardzo szybko przyjęli i uznali za swoją. […] Rok 1945 oznaczał dla Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur zupełnie nową jakość. Najpierw była to jakość pustki. Mieszkający tu Niemcy uciekli lub zostali wywiezieni, a autochtoni, poza nielicznymi wyjątkami, traktowani byli co najmniej podejrzliwie. Pojawili się za to ludzie nowi, których kataklizm II wojny pozbawił dorobku całego życia, pozbawił ich też ojczyzny. Takie losy wypisane były na twarzach przybyszów ziem utraconych – Polesia, Wołynia, Podola. Co łączyło ich z nowym miejscem? Stempel w dowodzie i przejęte po niemieckich gospodarzach budynki3.

Ów mit zwycięzców szybko władze PRL-owskie przekuły w mit piastowski w odniesieniu do „zwróconych” Ziem, określanych mianem Odzyskanych. Już w 1950 r. nieduże, powiatowe miasteczko z wielkimi aspiracjami stało się miastem wojewódzkim, co zadecydowało o jego szybkim rozwoju społecznym, gospodarczym, administracyjnym, naukowym i kulturalnym. W Zielonej Górze tuż po wojnie osiedlił się Alfons Bogaczyk (1905-1986) z Leszna, który od 1945 r. był dyrektorem poniemieckich zakładów graficznych przy pl. Pocztowym (dawniej pl. Lenina), a następnie od 1945 r. miał w mieście pierwszą księgarnię i płatną wypożyczalnię książek „Dom Słowa Polskiego” przy ul. Żeromskiego (przetrwała do 1948 r.). Bogaczyk prowadził później księgarnię SW „Czytelnik” przejętą następnie przez PP „Dom Książki”. Do emerytury pracował zaś w PUPiK „Ruch”4. Niewątpliwie Bogaczyk był jednym z pierwszych animatorów życia kulturalnego w mieście – z jego inicjatywy w 1946 r. goszczono np. znanego aktora Ludwika Solskiego, organizował święta Winobrania, był w końcu inspiratorem powstania utworów literackich związanych z miastem i regionem. Drugą postacią, zainspirowaną przez Bogaczyka do odszukiwania utworów epickich związanych z regionem lubuskim, był Zygmunt Rutkowski, ówczesny pracownik Archiwum Państwowego, a potem prezes oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego, który tłumaczył teksty niemieckich baśni i legend odnajdywanych w kalendarzach i okolicznościowych periodykach. Napisał też zbiór Ze świata baśni, legend i podań ludowych, które niestety, nie zostały wydane. Trzecią osobą szukającą związków nie tylko historycznych Zielonej Góry i regionu z przeszłością staropolską i słowiańską był księgarz Kazimierz Malicki, który od 1948 r. prowadził księgarnię, a później był szefem oddziału „Książki i Wiedzy”, a od 1950 r. dyrektorem „Domu Książki Polskiej”5. Był też autorem pierwszej wydanej w Zielonej Górze książki z baśniami. Jak twierdzi pionier i nestor lubuskiego życia literackiego, Janusz Koniusz, redaktor wydań szeregu lubuskich baśni, podań i legend, osadnicy przybyli na Ziemie Zachodnie, często jak on z nakazem pracy, zmuszeni byli na nieznanym sobie terenie odnajdywać tożsamość, tworzyć ją na nowo, często zaszczepiając w nią obyczaje i kulturę przywiezione z rodzinnych stron. Na tym gruncie powstawały też baśnie o tej ziemi, a więc często określane już mianem „lubuskie”. Sprzyjała temu polityczna moda lansowana przez władze w odniesieniu do terenów poniemieckich, ale też i potrzeba społeczna, bowiem nauczyciele, animatorzy działań kulturalnych, reżyserzy scenicznych przedstawień, bibliotekarze, księgarze, a z czasem i naukowcy postulowali, że chcieliby mieć „coś” swojego, własnego, regionalnego, utwory związane z ich nową małą ojczyzną6. Stąd przekładano i przerabiano utwory niemieckie, adaptując je do nowej rzeczywistości historycznej, zbierano też opowieści autochtonów i ludności rodzimej zamieszkałej na Pograniczu, a zebrany materiał transponowano na język literacki, w czym celowali głównie młodzi i początkujący literaci z ambicjami na kariery pisarskie. Sprzyjała im też polityka wydawnicza ówczesnych władz i społeczne zapotrzebowanie na tego typu twórczość.
Pierwsza, literacka książka wydana na Ziemi Lubuskiej to właśnie zbiór trzech baśni O krasnoludkach, Jagusi i zaklętych rycerzach autorstwa wspomnianego K. Malickiego z posłowiem Z. Rutkowskiego i ilustracjami Romualda Bogaczyka (1910- 1980) – artysty plastyka, brata Alfonsa, który był redaktorem technicznym pozycji liczącej 78 stron i wydanej z podtytułem Z baśni i legend lubuskich (jej druk mógł się odbyć tylko za zezwoleniem Ministra Kultury i Sztuki i zgodą Urzędu Wydawnictw Przemysłu i Księgarstwa). Była to równocześnie pierwsza publikacja wydana przez powstałe tego samego roku Lubuskie Towarzystwo Kultury (i Redakcję Bibliotekę Lubuskiej), która nota bene zapoczątkowała lubuskie baśniopisarstwo7.
W Posłowiu napisanym do baśni Zygmunt Rutkowski zawarł następującą myśl historyczną i ciekawe spostrzeżenia:

Baśnie nasze sięgają swymi korzeniami głęboko w mrok starych, nieraz przedchrześcijańskich czasów. Stworzył je lud, jemu one służyły i służyć mają. Baśnie te istniały długie wieki niepisane, dopiero jakiś nieznany nam kronikarz świecki lub duchowny utrwalił je na papierze […]. Ziemia Lubuska, część Śląska i Łużyc, a więc te tereny, z których składa się dzisiejsze województwo zielonogórskie, są niezmiernie bogate w podania, legendy, baśnie i ciekawe obrzędy ludowe. Wszystko to czaruje bogactwem folkloru i jest niezaprzeczalnym świadectwem polskości tych ziem. Baśnie, legendy i podania zaczynały obumierać na Ziemi Lubuskiej w XIX wieku, dłużej trwały jedynie tam, gdzie polskość pozostawała niewzruszona. Od zupełnego zapomnienia uratowały je wspomniane już kroniki pergaminowe i stare księgi, bądź też czasopisma starannie przechowywane w archiwach państwowych i bibliotekach8.

Książka wydana w rekordowym jak ówczesne czasy nakładzie 40 tys. egzemplarzy od razu cieszyła się wielkim zainteresowaniem, tym bardziej że okładka i rysunki w niej były barwne. Jej druk miał miejsce w Zielonogórskich Zakładach Graficznych, ale ilustracje offsetowe wykonano już w Zakładach Graficznych im. M. Kasprzaka w Poznaniu. Natomiast środki ze sprzedaży książki zasiliły fundusz budowy stacji przekaźnikowej w Jemiołowie9. O tej pierwszej lubuskiej publikacji E. Paukszta napisał:

Problem rodzimej baśni ludowej nabiera jeszcze większego znaczenia przy omawianiu spraw Ziem Zachodnich i folkloru znajdującej się tu, polskiej ludności rodzimej. Chodzi przecież o ukazanie najbardziej typowych i charakterystycznych cech danego regionu właśnie poprzez klechdę i baśń ludową, o rodzimych cechach słowiańskich, wyseparowanych z naleciałości germańskich […]. Albo jakie znów cechy germańskiej mitologii zostały w ciągu wieków przez polską ludność rodzimą przejęte, zasymilowane i przerobione na własną modłę psychiczną, gdzie zaś typowo niemiecki wstręt osłabia obraz rodzimej ludowości?10

Sukces wydawniczy ośmielił młodych literatów skupionych wokół LTK do pisania tego typu utworów. Stąd już dwa lata później oficyna Towarzystwa wydała zbiór dwunastu utworów Złota dzida Bolesława Izabelli Koniusz, z przedmową poznańskiego literata Eugeniusza Paukszty i ilustracjami Alojzy Zacharskiej (później Markola) – malarki i członkini ZPAP, która po ukończeniu Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie zamieszkała w Zielonej Górze, pracując u Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Książka miała zainicjować serię Legendy lubuskie i edytor przypisał jej numer pierwszy. Recenzentem jej był wspomniany E. Paukszta, a druk wykonały Zielonogórskie Zakłady Graficzne za zezwoleniem ministerstwa kultury.
Mniejszy co prawda nakład (8 tysięcy egzemplarzy), ale większa objętość (121 stron) pozycji Koniuszowej przyniosły wymierne efekt w postaci kolejnego triumfu wydawniczego LTK, które w wydaniu tej publikacji wsparło Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich. Baśnie, podania i legendy powstawały teraz niemal lawinowo. LTK organizowało konkursy dla młodzieży autochtonicznej z Dąbrówki, Podmokla i Kramska na spisywanie legend, jak np. konkurs ogłoszony w „Nadodrzu” w 1958 r.11 W ten sposób powstała m.in. adaptacja literacka gwarowej wersji legendy o Dąbrówce. Często zdarzało się, że pisarze adaptowali opowieści miejscowej ludności, zbierając materiały do swoich prac np. od mieszkańców Międzyrzecza (przekaz o dwóch rzekach), wsi Pieski (o przygodzie kasztelana), wsi Ługowo (opowieść o szczurołapie), Łagowa (o czarownicy, kuchciku i sielawach), okolic Sulęcina (o wojaku i diable), Pszczewa (o Jaśku, co skarbów szukał i drzewie nadziei), Podmokli Małych (o królewskiej pieczęci), Jelenina (o spotkaniu diabłów), Żagania (o rzeźbiarzu i diable oraz o domu pod barankiem), Siedliska (o sprawiedliwej lipie) czy też Lubniewic (o rybaku ze wsi Smogóry). Paukszta, który był autorem Przedmowy do książki Koniuszowej, napisał w niej:

Czerpiące z rodzimych pierwiastków ludowych, baśń i legenda Ziemi Lubuskiej nawiązuje częstokroć do motywów wielkopolskich zrozumiałych poprzez pamięć niedalekich powiązań terytorialnych, zabrzmi w nich nieraz nuta śląska, zwłaszcza w tekstach związanych z południową częścią krainy, nie trudno gdzieindziej doszukać się analogii łużyckich, zaszumi nawet kiedyś i echem wierzeń pomorskich, nadlatujących ongiś poprzez nowomarchijską granicę. Ale znajdzie się też niejeden motyw całkiem oryginalny i świeży. Zwłaszcza w baśni pochodzenie wiodącej z Międzyrzecza czy babimojszczyzny12.

Zbigniew Pędziński natomiast, pisząc o charakterze polskiej i lubuskiej baśni w opozycji do brutalnego mitu germańskiego, skonstatował:

Baśnie lubuskie, wybrane i opracowane przez Izabellę Koniusz formułują się chyba nie przypadkiem w ideowej i moralnej opozycji do germańskiego kręgu legend i podań […]. Mimo mieszania się w nich pierwiastków moralitetu i anegdoty humoreski nieledwie – właśnie w tych utworach uplastycznia się najpełniej polski temperament narodowy, sangwiniczno-choleryczny, prawy, krewki i lekkomyślny, niechętny do brutalnego tragizmu, życzliwy dla drugich i świata, bez zresztą nadmiernej konsekwencji w tym względzie13.

Z kolei Andrzej K. Waśkiewicz recenzując książkę Koniuszowej, zauważył: Baśnie Izabelli Koniusz odbiegają nieco od tego, co tradycyjnie określamy tą nazwą. W miejsce rozlewności balladowego tonu, konstrukcji polegającej na licznych nawrotach, powtórzeniach – tu mamy do czynienia ze zwartą narracją. To oczywiście wpływ współczesnej prozy i do jej lektury baśnie Koniuszowej przygotowują znakomicie14.


1 S. Kufel, Lubuska tożsamość, „Pro Libris” 2001, nr 1, s. 7.
2 E. Paukszta, Wstęp, [w:] Odzyskane gniazda. Proza i poezja o Ziemi Lubuskiej, Poznań 1963, s. 7.
3 S. Kufel, Lubuska…, s. 7-8.
4 Zob. A. Bogaczyk, W służbie polskiego słowa, [w:] Mój dom nad Odrą. Pamiętniki i wspomnienia mieszkańców Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra 1971, s. 210-236; G. Chmielewski, Alfons Bogaczyk (1905-1986). Drukarz, księgarz i wydawca, [w:] Znani zielonogórzanie XIX i XX wieku, pod red. H. Szczegóły, Zielona Góra 1999, cz. 2, s. 42-45.
5 Zob. K. Malicki, Droga do księgarstwa, [w:] Mój dom nad Odrą…, s. 201-209.
6 Z zapisu rozmowy z J. Koniuszem z 29 marca 2015.
7 Zob. A.K. Waśkiewicz, Książki dla dzieci i młodzieży, [w:] tegoż, Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1963-2012, Zielona Góra 2014, s. 35.
8 Z. Rutkowski, Posłowie, [w:] K. Malicki, O krasnoludkach, Jagusi i zaklętych rycerzach, Zielona Góra 1957, s. 81.
9 W książce podano, iż pieniądze pozyskane ze sprzedaży nakładu zostaną przeznaczone na Społeczny Komitet Budowy Stacji Telewizyjnej w Zielonej Górze.
10 E. Paukszta, Na tropie baśni lubuskiej, „Rocznik Lubuski” 1959, z. 1, s. 237.
11 Zob. A. Gołek, Pokłosie konkursu, „Nadodrze” 1958, nr 9, s. 11.
12 E. Paukszta, Przedmowa, [w:] I. Koniusz, Złota dzida Bolesława, Zielona Góra 1959, s. 6.
13 Z. Pędziński, Baśnie nie baśnie, „Rocznik Lubuski” 1960, z. 2, s. 331.
14 A.K. Waśkiewicz, Książki dla dzieci i młodzieży…, s. 35.

Robert Rudiak