Start Varia

Varia

Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego. 15 lat istnienia/ Das 15. Jahre Bestehen des Zentrums für die deutsche Sprache und Kultur an der Universität in Zielona Góra

Koncepcja utworzenia Centrum Kultury i Języka Niemieckiego w ramach zielonogórskiej uczelni zrodziła się w 1992 roku w ówczesnej Wyższej Szkole Inżynierskiej w Zielonej Górze. W związku ze zmianami, jakie zaszły w Polsce, Centrum miało stać się ośrodkiem promocji kultury i języka niemieckiego na obszarze polskiego pogranicza z Niemcami. Działania Centrum ukierunkowane zostały na budowanie porozumienia polsko-niemieckiego w myśl zawartych w latach 1990-91 traktatów o potwierdzeniu istniejącej między RFN a RP granicy oraz dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Traktaty te, a także późniejsza umowa kulturalna z 1997 roku między RFN i RP stały się podstawą działań Centrum.

Władze ówczesnej zielonogórskiej WSI, chcąc dostosować obiekt (przeznaczony pierwotnie dla uczelnianego Studium Wojskowego) do wymagań w pełni cywilnych i akademickich, wystąpiły o dofinansowanie prac przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. Fundacja sfinansowała prace adaptacyjno-remontowe i Centrum zyskało w ten sposób swoją siedzibę przy ul. Szafrana 19 (teren obecnego kampusu A Uniwersytetu Zielonogórskiego).

Formalnie, obecne CKiJN UZ jako uczelniana jednostka międzywydziałowa, zaczęło funkcjonować dopiero w 1997 r. w strukturze organizacyjnej ówczesnej Politechniki Zielonogórskiej (PZ). Od początku istnienia CKiJN współpracowało ze Studium Języków Obcych PZ i ze Studium Języków Obcych ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej WSP. Z ogromnym zaangażowaniem współpracę z Centrum podjęły dwie lektorki ze Studium Nauki Języków Obcych Politechniki: Gudrun Lintzel i Danuta Chlebicz.

Centrum nawiązało także kontakt z polsko-niemieckimi gimnazjami pogranicza, przedszkolami, szkołami średnimi, Urzędem Miejskim w Zielonej Górze, ze studenckim Radiem Index, z Wojewódzką i Miejską Biblioteką Publiczną im. C. Norwida, z Muzeum Ziemi Lubuskiej, z Collegium Polonicum w Słubicach (CP), Europejskim Uniwersytetem Viadrina (EUV) we Frankfurcie nad Odrą.

Znaczącym osiągnięciem Centrum było przeprowadzanie corocznych polsko-niemieckich konkursów Żywego Słowa (2000-2009) dla uczniów uczących się języka polskiego w polsko-niemieckich gimnazjach w Neuzelle, Guben, Frankfurcie nad Odrą oraz w Cottbus i dla uczniów zielonogórskich szkół średnich uczących się języka niemieckiego. Laureaci tych konkursów spotykali się przez dziesięć lat na obozach jeździeckich w uczelnianym ośrodku Raculka koło Zielonej Góry w ramach tzw. Spotkań na Dwa Języki (Begegnungen in zwei Sprachen).

Dla studentów uczących się języka w systemie lektoratów organizowane były corocznie – od początku istnienia CKiJN – konkursy Finde Dich in deinem Deutsch zurecht (Odnajdź się w przedstawionej sytuacji). Dzięki kontaktom Centrum z Eckerhardtem Gärtnerem, honorowym obywatelem miasta Zielona Góra, wielkim orędownikiem polsko-niemieckiego porozumienia, studenci, którzy zajęli pierwsze miejsca w konkursach, wyjeżdżali w nagrodę na tygodniowe pobyty do Niemiec (1998 i 1999).

Dzięki kontaktom CKiJN cztery studentki z kierunku Ochrony Środowiska mogły odbyć praktykę za zachodnią granicą Polski, tj. w Cottbus, w 2001 r. Przedstawicielka Centrum uczestniczyła w latach 1997-2007 w wielu konferencjach na temat polsko-niemieckiego szkolnictwa na pograniczu w Guben, Cottbus, Frankfurcie nad Odrą, Neuzelle, a także w spotkaniach poświęconych współpracy transgranicznej w Schwedt, Loknitz, Seelow, Peitz i we Frankfurcie nad Odrą.

W latach 1998-2001 Centrum organizowało przy pomocy Gudrun Lintzel, lektorki zatrudnionej w Studium Nauki Języków Politechniki, kursy przygotowawcze do uzyskania certyfikatów potwierdzających znajomość języka niemieckiego studentów (ZD, DfdB i ZMP). Od początku istnienia CKiJN stałym współpracownikiem Centrum pozostaje starszy wykładowca języka niemieckiego UZ mgr Danuta Chlebicz.

W 1999 roku, obchodzonym jako Rok J. W. Goethego, Centrum zorganizowało wraz z Instytutem Germanistyki ówczesnej Wyższej Szkoły Peda- gogicznej Dni Goethego. W ramach obchodów zorganizowano wystawę oraz koncerty z udziałem słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku, studentów oraz młodzieży szkolnej.

Jedną z pierwszych akcji skierowanych do mieszkańców miasta w roku 1998 były Dni Filmu Niemieckiego zorganizowane w kinie Newa. Działania te były kontynuowane pod hasłem Tydzień Filmu Niemieckiego i zaangażowano w nie zielonogórskie szkoły średnie w 2001 r. Podobnie w 2001 roku zorganizowano międzynarodową konferencję na temat Jak sobie radzimy ze stereotypami i uprzedzeniami, w której wzięło udział około 30 nauczycieli języka niemieckiego i historii ze szkół Zielonej Góry i z Brandenburgii.

Na przestrzeni lat 1997-2005 pracownik Centrum informował w cotygodniowych audycjach studenckiego Radia Index o pracach Centrum i o wydarzeniach kulturalnych odbywających się na pograniczu. W roku 2000 przedstawicielka CKiJN poprowadziła w ramach uczelnianego sympozjum Nauka–Badania–Kształcenie dyskusję panelową na temat polsko-niemieckich szkół pogranicza. W konferencji wziął udział dr Hans Golombek z DAAD oraz przedstawiciele szkół z Polski i Niemiec.

W latach 2000-2002, dzięki współpracy Centrum ze Stiftung für politische und christliche Jugendbildung, nauczyciele języka niemieckiego ze szkół średnich w ilości pięciu osób wzięli udział w szkoleniu w Strausbergu koło Berlina. Także młodzież ze szkół średnich Zielonej Góry miała możliwość wzięcia udziału w szkoleniu liderów zarówno w Niemczech (Stralsund 2001), jak i w Polsce ( Zielona Góra 2002).

Rok 2001 ogłoszony przez UE Rokiem Języków obfitował szeregiem seminariów na temat nauki języka niemieckiego. A w roku akademickim 2002/2003 miały miejsce nieodpłatne konwersatoria z języka niemieckiego dla studentów pragnących rozwinąć swoje umiejętności językowe.

Na prośbę nauczycielki prowadzącej kurs języka polskiego dla pracowników urzędu miasta Cottbus w latach 2004 i 2005 Centrum zorganizowało weekendowy program kulturalno-językowy.

W 2007 Centrum pilotowało projekt Wegstrecke/Odcinek dwudziestu studentów Wydziału Artystycznego UZ i Wydziału Wzornictwa BTU Cottbus. Powstały projekty mające za zadanie wypełnienie przestrzeni między partnerskimi miastami Cottbus i Zieloną Górą. Projekty pokazano na wystawach w Zielonej Górze, Gubinie i w Cottbus.
Ponadto Centrum od początku istnienia gromadzi różnorodne materiały, takie jak książki, czasopisma, katalogi, plakaty, wycinki prasowe i filmy na temat polsko-niemieckiego porozumienia i współpracy.

Najnowszą inicjatywą CKiJN są organizowane od 2003 roku Dni Niemieckie. Jest to coroczna impreza organizowana pod patronatem rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego z udziałem dzieci, młodzieży szkolnej i studentów. Z tej okazji odbywają się koncerty, warsztaty teatralne, konkursy, spotkania, dyskusje, wystawy, seminaria itp. Imprezy te odbywają się na terenie obu kampusów uczelni oraz w WiMBP im. C. Norwida.

Od roku 2009, z inicjatywy Centrum i Prezesa Euroregionu Sprewa–Nysa–Bóbr Czesława Fiedorowicz, funkcjonuje w naszym mieście Polsko- -Niemiecki Klub Dyskusyjny.

Centrum pomogło zainicjować w 2010 roku współpracę Teatru Lubuskiego z Gerhard Hauptmann-Theater w Zittau/Görlitz i Staatstheater Cottbus.

Władze miasta Zielona Góra i województwa lubuskiego doceniły wkład Centrum Kultury i Języka Niemieckiego UZ w budowaniu pomostów kulturalnych między Polakami i Niemcami, przyznając autorce niniejszego tekstu nagrodę kulturalną miasta Zielona Góra w 2006 oraz Lubuski Laur Oświaty Województwa Lubuskiego w 2010.
Barbara Krzeszewska–Zmyślony


Das Konzept der Entstehung des Zentrums für die deutsche Sprache und Kultur (CKiJN) an der heutigen Universität in Zielona Góra geht an das Jahr 1992 zurück. Die Idee des Zentrums ist an der damaligen Ingenieurhochschule – heute, (seit 2001) Universität entstanden.

Förderung der deutschen Sprache und Kultur gehörten zu den Grundaufgaben des Zentrums. Die Änderungen, die u.a. in dem polnischen Bildungssystem stattgefunden haben, sollten diese Aufgabe erleichtern.

Die Aktivitäten, die sich das Zentrum (CKiJN) als Ziel gesetzt hatte, sollten den Bau der deutsch- polnischen Verständigung und Zusammenarbeit stimulieren.

Die deutsch-polnischen Verträge 1990/91 über die Bestätigung der zwischen den beiden Staaten bestehenden Grenze und über die deutsch-polnische gute Nachbarschaft und Zusammenarbeit bildeten die Grundlage der Arbeitsordnung des Zentrums. Der deutsch–polnische Kulturvertrag vom Jahr1997 bestätigte das Vorhaben.

Das Gebäude, in dem das Zentrum (CKiJN) entstanden ist sollte zuerst als Gebäude für Militärstudium für Studenten genutzt werden. Um den Umbau und die Kosten zu finanzieren, hat sich der Rektor der Ingenieurhochschule für die Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit gewendet. Der Antrag wurde akzeptiert, und das Zentrum hat sein Zuhause, gemeinsam mit der Fremdspracheabteilung in der Szafrana – Str. 19 gefunden (Campus A der heutigen Universität).

Die aktive Arbeit des Zentrums (CKiJN), das als eine Sondereinrichtung des damaligen Polytechnikums ins Leben berufen wurde, begann jedoch erst im Jahre 1997. Von Anfang an arbeitete das Zentrum mit der Fremdsprachenabteilung des Polytechnikums (PZ) und der Pädagogische Hochschule (WSP) zusammen. Zwei Deutschlektorinnen des Polytechnikums Gudrun Lintzel und Danuta Chlebicz haben sich bei den Arbeiten des Zentrums besonders verdient gemacht.

Seit dieser Zeit findet auch die Zusammenarbeitet mit den deutsch–polnischen Gymnasien der Grenzregion, mit den Kindergärten, Grundschulen, Mittelschulen, und mit der Stadtverwaltung der Stadt Zielona Góra, mit der Woiwodschaft und Öffentlicher Stadtbibliothek namens C. Norwid (WiMBP) in Zielona Góra, mit dem Museum Ziemi Lubuskiej, mit CP in Słubice, EUV in Frankfurt/O statt.

In den Jahren 2000-2009 wurde vom Zentrum (CKiJN) der deutsch-polnische Sprachwettbewerb des „Lebendigen Wortes“ für die deutschen Schüler, die in Neuzelle, Guben, Cottbus, Frankfurt/O Polnisch lernen, und für die polnischen Schüler, die Deutsch in Zielona Góra (Lyzeen) ler- nen organisiert. Die Besten dieser Wettbewerbe trafen sich zehn Jahre lang in dem Reitzentrum (neben Zielona Góra) „Raculka“ der Universität zu einem Fremdsprachenlager Spotkania na dwa Języki – Begegnungen in zwei Sprachen zusammen. Für die Studenten, die an der Universität den Deutschunterricht im Lektorat genießen hatten, fand jährlich der Sprachwettbewerb nach dem Motto „Finde Dich in deinem Deutsch zurecht“ statt.

Dank den Kontakten des Zentrums konnten im Jahre 2001 vier Studentinnen der Fachrichtung Umweltschutz ein Praktikum in Deutschland (Cottbus )absolvieren.

Die Leiterin des Zentrums nahm in den Jahren 1997-2002 an den Konferenzen zum Thema „Deutsch-polnische Gymnasien in der Grenzregion“ in Guben, Cottbus, Frankfurt/O, und Neuzelle teil. Dazu kam noch die Teilnahme an weiteren Seminaren über die grenzüberschreitende Zusammenarbeit in Schwedt, Loknitz, Sellow und Peitz.

In den Jahren 1998-2001 wurden mit Hilfe von Gudrun Lintzel und Danuta Chlebicz für die Studenten die Sprachkurse Deutsch zum Zertifikat (ZD, DfdB und ZMP) organisiert. Das Zentrum veranstaltete auch in den Jahren 1998-2002 Seminare für Deutschlehrer.

Aus der Initiative des Zentrums wurde auch in Zielona Góra das Jahr 1999 als „Goethe Jahr“ gefeiert. Es gab Ausstellungen und Konzerte mit und für Schüler und Studenten der beiden Hochschulen und der Universität der III. Generation.

Eine der ersten Aktivitäten des Zentrums waren die Tage der deutschen Filme im Kino „Newa“ (1998). Diese Aktion wurde noch im Jahre 2001 als „Woche des deutschen Films“ den Mittelschulen der Stadt Zielona Góra angeboten.

Im Jahre 2001 fand im Zentrum eine dreitägige deutsch-polnische Konferenz zum Thema: „Wie gehen wir mit Stereotypen und Hemmungen um“ statt. An der Konferenz nahmen etwa 30 Deutsch- und Geschichtslehrer aus Zielona Góra und aus Brandenburg teil. Die Konferenz wurde von der Bosch–Stiftung gesponsort.

Die Arbeiten des Zentrums und die aktuellen Ereignisse in der Grenzregion waren auch Thema der Sendungen im Studentenradio Index (1997-2005). An diesen Sendungen nahm die Leiterin des Zentrums einmal pro Woche teil.

Im Jahre 2000 hat die Leiterin des Zentrum im Rahmen des Symposiums „Wissenschaft – Forschung – Bildung“ eine Podiumsdiskussion über die deutsch-polnischen Gymnasien in der Grenzregion geleitet. An der Diskussion nahm Herr Hans Golombek (DAAD) teil.

Die Zusammenarbeit mit der Stiftung für politische und christliche Jugendbildung e.V machte in den Jahren 2000-2002 den Jugendlichen aus den Mittelschulen der Stadt Zielona Góra die Teilnahme an der Schulung für Liderbildung und sowohl in Polen (Zielona Góra) als auch in Deutschland (Stralsund) möglich. Dank dieser Stiftung nahmen fünf Deutschlehrer aus Zielona Góra an der Schulung Deutsch als Fremdsprache in Strausberg neben Berlin teil.

Im „Jahr der Sprachen 2001“ gab es im Zentrum eine Seminarreihe zum Thema Deutsch als Fremdsprache. Für die Studenten, die ihr Deutsch praktisch verwendeten wollten gab es einmal pro Woche im Jahre 2002/2003 ein Konversatorium.

Das Zentrum organisierte auch in Jahren 2004 und 2005 ein Besucherprogramm in Zielona Góra für die Cottbuser Stadtamtangestellten, die in ihrer Stadt Polnischkurs belegen.

Das Zentrum organisierte 2007 mit dem deutschen Künstler Eberhard Krüger und mit dem Professor Jo Acherman aus BTU Cottbus ein Kunstprojekt „Wegstrecke/Odcinek“. An dem Projekt nahmen etwa 20 Studenten aus Deutschland (BTU Cottbus) und Polen (Uniwersytet Zielonogórski) teil.

Das Zentrum sammelt Bücher, Zeitschriften, Kataloge, Plakate, Presseausschnitte, Filme, die dem deutsch–polnischen Dialog und der Zusammenarbeit dienen sollen. Die neuste Initiative, die das Zentrum 2003 ergriff sind die Deutschtage.

Sie werden jeweils im Oktober veranstaltet. In diesem Jahr zum zehnten Mal, sie finden unter der Schirmherrschaft des Rektor des Universität statt. An den Deutschtagen nehmen Kinder, Jugendliche und Studenten teil. Im Programm stehen: Konzerte, Workshops, Wettbewerbe, Autorenlesungen, Begegnungen, Ausstellungen, Seminare und Diskussionen.

Die Veranstaltungen werden in beiden Campen der Universität in den Schulen und in der WiMBP („Norwid“ Bibliothek) gezeigt.

Seit dem Jahre 2009 funktioniert in unserer Stadt ein Deutsch-Polnischer Diskussionsklub als Bürgerinitiative des Zentrums und des Präses des Euroregion Spree-Neisse-Bober, wo über die deutsch-polnische Initiativen gesprochen wird.

Das Zentrum mitinitiierte im Jahre 2010 die Zusammenarbeit des Teatr Lubuski in Zielona Góra mit dem Gerhart Hauptmann-Theater Zittau/ Görlitz und mit dem Staatstheater Cottbus.

Die 15-jährigen Aktivitäten des Zentrums für den Brückenbau zwischen den Deutschen und Polen sind wohl bemerkt worden. Mag.Barbara Krzeszewska–Zmyślony bekam 2006 für ihre Bemühungen den Kulturpreis des Stadtpräsidenten und im Jahre 2010 den Preis Lubuski Laur Oświaty vom Landesparlament der Wojewodschaft Lubuskie.
Barbara Krzeszewska–Zmyślony
 

Tysiąc lat wspólnych dziejów

Wystawa w berlińskim Muzeum Martin Gropius Bau: Obok: Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce była doniosłym wydarzeniem artystycznym, zorganizowanym z okazji pierwszej polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Współorganizatorem wystawy był Zamek Królewski w Warszawie. Eksponaty wypożyczono m.in. z Muzeum Narodowego w Warszawie, The British Museum w Londynie oraz z Biblioteki Watykańskiej.

Fundamenty wspólnoty
To pierwsza taka wystawa w dziejach stosunków polsko-niemieckich. Jej organizatorzy zmierzyli się z trudnym tematem sąsiedztwa niemiecko-polskiego, z jego powikłaną historią i z pamięcią historyczną obu narodów, niewolną od stereotypów i uprzedzeń. Zorganizowanie tego wydarzenia w Berlinie stało się wyjątkową okazją do przezwyciężenia tych negatywnych emocji i do pogłębienia rozpoczętego po 1989 roku dialogu, ukierunkowanego na budowanie zaufania i współpracę.

Oznaczało to zatem również poruszanie się w kręgu trudnych tematów niemiecko-polskiego sąsiedztwa. Zaakcentowano jednak przede wszystkim to, co przyczyniło się do zbudowania fundamentów wspólnoty kultury, nauki i innych dziedzin, wspólnoty będącej jednym z filarów dzisiejszej Europy. „Bardzo bym chciała – podkreślała Anda Rottenberg, kuratorka wystawy – abyśmy dzisiaj postrzegali naszą europejską tożsamość przynajmniej w takim zakresie, w jakim widział to Wit Stwosz i Kopernik. [...] Oni byli Europejczykami pełną gębą.1 

Do ostatniego eksponatu
Wydarzenie w Martin Gropius Bau cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Gdy zwiedzałam tę wystawę, przed Muzeum widziałam mnóstwo autokarów z Polski. Wśród zwiedzających przeważała polska młodzież w grupach zorganizowanych. Ale nie tylko, bowiem wśród gości było także sporo osób niemieckojęzycznych. Wystawę można było zwiedzać z przewodnikiem lub wypożyczyć bezpłatnie audioguide, dostępny oczywiście również w wersji polskojęzycznej. Berlińska wystawa okazała się zajmująca i ciekawa aż do ostatniego eksponatu, co jest rzadką rzeczą, jeśli chodzi o tego rodzaju wydarzenia, bo na ogół na ostatnie sale nie starcza już sił, przechodzi się je już bez głębszego zainteresowania, z poczuciem przesytu i znużeniem. Tutaj było inaczej, choć ekspozycja była przedsięwzięciem na wielką skalę: pokazano około 700 obiektów w 19 salach o łącznej powierzchni 3 200 metrów kwadratowych. Różnorodność wystawianych eksponatów z pewnością miała tu znaczenie – oprócz obrazów, rzeźb i grafik na wystawie znalazły się także fotografie i filmy (m.in. Ziemia obiecana i Królik po berlińsku).

Największe wrażenie zrobiły na mnie oryginały słynnych dokumentów, było ich na wystawie łącznie 80 rękopisów i 60 starodruków. Tak, na wystawie w Berlinie można było zobaczyć oryginały prawdziwych historycznych „hitów”, doskonale znanych nam z podręczników! Żeby wymienić tylko niektóre: Dagome Iudex – odpis o 100 lat starszego dokumentu, w którym Mieszko I poświadcza oddanie swojego państwa pod opiekę papiestwa. Bulla gnieźnieńska z 1136 roku, w której papież Innocenty II uniezależnia diecezję gnieźnieńską od arcybiskupstwa magdeburskiego. Psałterz floriański, zwany Psałterzem Jadwigi z końca XIV wieku. Akt pokoju toruńskiego z 1466 roku, kończący trzynastoletnią wojnę Polski z Krzyżakami oraz wiele innych dokumentów, będących świadectwami najbardziej doniosłych wydarzeń ze wspólnej niemiecko-polskiej historii.

Postacie z historii
Fundamentalne wydarzenia historyczne, a na ich tle – pamiątki po sławnych postaciach z historii. W jednej z pierwszych sal mszał przypisywany księżnej Rychezie Lotaryńskiej, niemieckiej żonie Mieszka II. Aż trudno uwierzyć, że ta pamiątka liczy sobie około tysiąc lat! Rękopisy Mikołaja Kopernika: listy, dotyczące codziennych spraw związanych z zarządzaniem, które pisał jako biskup warmiński. To było prawdziwe przeżycie móc pochylić się nad tym samym kawałkiem zapisanego papieru, nad którym pochylał się osobiście wielki astronom...

Jest też pierwsza edycja jego epokowego dzieła O obrotach sfer niebieskich, wydanego po raz pierwszy w 1543 roku w Norymberdze. Co ciekawe, egzemplarz pokazany na wystawie pochodził z księgozbioru Johannesa Keplera i był otwarty na stronie, gdzie ten niemiecki matematyk i astronom na marginesie własnoręcznie napisał: certum est! (to pewne!). Spróbowałam się wczytać w skomentowany przez Keplera akapit w dziele Kopernika. Choć bez łacińskiego słownika trudno mi oczywiście było odtworzyć wierne tłumaczenie, bez wątpienia chodziło o rewolucyjne stwierdzenie, iż „Ziemia jest kulą i porusza się dookoła słońca”.

W innym miejscu – świadectwo przyjaznej współpracy pomiędzy literatami niemieckimi i polskimi: rękopis listu Juliana Ursyna Niemcewicza, wysłanego w 1830 roku do Towarzystwa Przyjaciół Nauk z rekomendacją dla Johanna Wolfganga Goethego, który starał się o przyjęcie w poczet członków Towarzystwa.

Jedna z wystawowych sal rozbrzmiewała muzyką. Były to „Tańce polskie” Georga Philippa Telemanna, niemieckiego kompozytora z okresu baroku. W 1987 roku odkryto nieznane dotąd notatki kompozytora, a wśród nich znalazł się nutowy zapis 31 tańców polskich. Zostały nagrane specjalnie na tę wystawę przez zespół pod nazwą Orkiestra Czasu Zarazy.

W Martin Gropius Bau najwięcej znalazło się dzieł malarstwa – aż 250. Między innymi – sławny portret Stanisława Augusta Poniatowskiego w stroju koronacyjnym, pędzla Marcello Bacciarelliego. Świetna parodia Bitwy pod Grunwaldem Edwarda Dwurnika. Luter Wilhelma Sasnala. Najbardziej znanym eksponatem na wystawie był oczywiście Hołd pruski Jana Matejki, pięknie wyeksponowany na zadaszonym dziedzińcu Muzeum. Do obrazu można było podejść bardzo blisko, nawet na odległość około metra.

Wymowne oskarżenie
Na szczególną uwagę zasługują sale poświęcone pamięci II wojny światowej. Tu ekspozycje są oszczędne, niemal bez słów, ale ze szczegółami o wielkiej sile wyrazu. Jednoznaczne. Nie było tu miejsca na grzecznościowe tuszowanie historii. Przejmujące obrazy z cyklu „Rozstrzelanie” Andrzeja Wróblewskiego. Korespondencja więźniów obozów koncentracyjnych z rodzinami. Niemym, ale jakże wymownym oskarżeniem była urna, w której przysłano rodzinie prochy zmarłego w obozie zagłady profesora Stanisława Estreichera. Profesor Estreicher, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w swojej pracy naukowej zajmował się historią prawa niemieckiego i polskiego, interesował się wpływem prawa niemieckiego na średniowieczną Polskę. Zmarł w grudniu w 1939 roku w obozie w Sachsenhausen, aresztowany w trakcie Sonderaktion Krakau, w czasie której wywieziono do obozów koncentracyjnych prawie dwustu krakowskich wykładowców akademickich i studentów.

I czasy powojenne, podzielone na dwa rozdziały: lata przed 1989 rokiem i po tej dacie. Relacje polsko-niemieckie rozdarte pomiędzy dwa niemieckie państwa i rozdzielone żelazną kurtyną. Pamiętna wizyta kanclerza Niemiec Willy Brandta w Warszawie w 1970 roku. Wątek rodzącej się w Polsce „Solidarności” i powrót do normalności w stosunkach niemiecko-polskich po zjednoczeniu Niemiec i wyzwoleniem Polski spod komunizmu.

Zmiana myślenia
Zamierzeniem wystawy Obok: Polska – Niemcy, 1000 lat historii w sztuce było odejście daleko poza, nadal pokutujące u obu narodów, myślenie skażone nacjonalizmem. Stereotypowo, Niemcom i Polakom ciągle jeszcze zdarza się postrzegać siebie nawzajem przez pryzmat postaw etnocentrycznych. Wystawa w znacznym stopniu przyczynia się do zmiany tego myślenia, wyznaczając nowe spektrum dialogu i sąsiedzkich kontaktów. Tysiąc lat dziejów to metafora długiej, wspólnej historii naszych krajów, która ma swoje blaski i cienie. Nie chodzi o to, by usuwać i upiększać cienie, ale – pamiętając o nich – razem podkreślać jasne strony wspólnej historii. Tylko w ten sposób wzajemne zaufanie będzie stałym elementem naszych sąsiedzkich relacji.
Joanna Kapica–Curzytek

1  Sztuka jako świadectwo historii, rozmowa z Andą Rottenberg, „Dialog”, nr 96 (2011).

 

25 lat temu żegnaliśmy na cmentarzu komunalnym w Gorzowie Irenę Dowgielewicz

Powinien to być w naszym województwie lub choćby w Gorzowie rok Ireny Dowgielewicz. Przypadają bowiem w tym roku trzy ważne wydarzenia: 105 rocznica urodzin pisarki, 25 rocznica śmierci, 50-lecie debiutu pisarskiego (Lepszy obiad, Wydawnictwo Poznańskie, 1962). Była to pierwsza książka pisarza Ziemi Lubuskiej, która zwróciła powszechną uwagę krytyki i pozwoliła autorce – cytując słowa Henryka Ankiewicza – „wejść głównymi drzwiami do salonów powojennej polskiej literatury”. Potwierdzeniem tego jest umieszczenie opowiadania Komisja z tego tomu – w zbiorze Polskie opowiadania 1960–63, Czytelnik, 1965.

Jak wspomniałam wcześniej, pierwsza data to – przypadająca w grudniu – 105 rocznica urodzin pisarki (jeśli weźmiemy pod uwagę zapis w dowodzie osobistym). Rok 1917 umieszczony jest na płycie nagrobnej, ale w wielu wcześniejszych opracowaniach (m.in. Leksykon Literatury Gorzowskiej – Wyd. Arsenał; 2003, Pisarze lubuscy – LTK, Zielona Góra, 1981) spotkamy datę 31.12.1921! W pewnym dokumencie rodzinnym, podpisanym przez męża Michała, jest rok... 1918. Pasierbice Ireny Dowgielewicz, obecne na gorzowskiej sesji poświęconej jej twórczości, połączonej z odsłonięciem obelisku (styczeń 1998), skłonne były do akceptacji 1917 roku.

I niech tak zostanie. Warto jednak przypomnieć, że żadnej z tych dat nie prostowała. Dlaczego? „Podczas wojny raz musiałam być młodsza, a innym razem starsza” – wyjaśniała.

Wiązało się to z możliwością podjęcia pracy w czasie okupacji (fabryka drutu, firma budowlana) w Warszawie. W 1937 roku podjęła studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, przerwane wybuchem wojny. Doświadczenia z tych lat przydały się pisarce, kiedy po przybyciu do Gorzowa Wlkp. podjęła w 1946 roku pracę w Witnicy, w Fabryce Mebli; szybko awansując na stanowisko dyrektora. Realia tych trzech lat odnajdziemy w jedynej jej powieści Krajobraz z topolą (Topolnica to właśnie Witnica); Wyd. Poznańskie, 1966.

25 rocznicę śmierci I. Dowgielewicz uczczono w Gorzowie skromnie, ale serdecznie. 21 lutego przy grobie autorki wybitnego opowiadania Przyjadę do Ciebie na pięknym koniu spotkały się delegacje instytucji i placówek kultury, szkół i miłośników twórczości pisarki: Wydział Kultury Urzędu Miasta, Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego, Klubu Kultury „Jedynka”, Medycznego Studium Zawodowego, Zespołu Szkół Budowlanych (od kilku lat opiekuje się grobem) oraz Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa (jedno z inicjatorów i realizatorów budowy pomnika Włodzimierza Korsaka w Parku Górczyńskim odsłoniętego 23 września ub. roku). O tzw. Witnickim okresie I. Dowgielewicz mówił przy grobie Jan Majewski – prezes gorzowskiego Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, które czyni starania o to, by w Witnicy w tzw. Żółtym Pałacyku (lub na zewnątrz budynku), który był siedzibą biura Fabryki Mebli, znalazła się tablica, upamiętniająca pracę późniejszej wybitnej pisarki. Zapłonęło wiele zniczy. Niestety, podczas uroczystości nie było przedstawiciela środowiska literackiego. Zebrani wysłuchali kilku wierszy, które odczytała studentka Małgorzata Murawicka.

W najbardziej związanym z naszym miastem poemacie Rzecz o mieście Gorzowie poetka napisała: „Nie od Rzymu, od domu wszystkie drogi”, bo też dom i rodzina były dla niej priorytetem. W jednej z rozmów powiedziała, że zaskoczył ją temat Rodzina i dlatego zgłosiła swój udział w zamkniętym Konkursie Wydawnictwa Łódzkiego na powieść o tej tematyce. Napisała tylko kilka rozdziałów; ręce odmawiały posłuszeństwa. Nie chciała, bo nie lubiła, pracować z magnetofonem. To, co zostawiła w dorobku pisarskim, daje jej znaczące miejsce w polskiej literaturze współczesnej. Podkreślali to krytycy literatury tej miary, co Witold Nawrocki, Henryk Bereza czy Tomasz Burek. „Pisarstwo I. Dowgielewicz zwró- ciło na siebie uwagę w sposób literacko-autonomiczny” – to zdanie H. Berezy (1966 rok) dobitnie określa walor i miejsce jej twórczości. A słowa Zenona Łukaszewicza: „Jestem pewien, że na zawsze swoimi książkami pozostała wśród nas, w naszej życzliwej pamięci. Jak jej bohaterowie...” są kwintesencją opinii, jaką chciałby mieć niejeden lubuski literat. Może warto w tym szczególnym roku powrócić do pomysłu umieszczenia tablicy z okolicznościową inskrypcją, np. z wiersza Notatki ze szpitala, na willi przy ul. Dąbrowskiego. Może nowej Pani dyrektor Wydziału Kultury uda się zrealizować plan z końca lat 90.? Życzę z całego serca powodzenia. Najbardziej przecież zrosła się z ziemią gorzowską. Tak powiedziała w „Tygodniku Kulturalnym” (1974): „Wszak tu przeżyłam najpiękniejsze lata życia [...], tu moja najbliższa ojczyzna, tu jest mój dom”.
Anna Makowska-Cieleń
 

Skradziony pocałunek (Dramat w jednym akcie)

Kto zdobywszy pocałunek nie sięgnął po nic więcej, jest niegodny i tego, co otrzymał.
                                                                                                                     Owidiusz

Osoby
KRYSTYNA
JOANNA
LISTONOSZ

SCENA PIERWSZA
Krystyna siedzi na taboreciku, na środku pokoju. Jest zamyślona, rozmarzona, uśmiecha się sama do siebie. Joanna chodzi wolnym krokiem wokół niej, co jakiś czas przystając i nerwowo gestykulując.

JOANNA Co ty wygadujesz, kobieto? To śmieszne i żałosne! Opamiętaj się! Gdyby nie ja, zrobiłabyś z siebie pośmiewisko! Jak to dobrze, że mnie się poradziłaś, jak to dobrze… (półgłosem) Ciekawe, jak by cię nazywali w dzielnicy? Może „Całuśna Krycha”? Albo wzięliby cię za… no, za osobę, która proponuje facetom seks. (po chwili) To wstyd, tak nie można!

KRYSTYNA (potakując, nieobecnym tonem) Nie można. Masz rację, nie powinni tak o mnie mówić…

JOANNA I nie mówią, bo jeszcze nie zdążyłaś się ośmieszyć, desperatko ty jedna! Kto to widział, żeby kobieta w twoim… to znaczy w naszym wieku, zaczepiała mężczyzn i pytała: „przepraszam, czy to pan mnie pocałował, kiedy siedziałam na ławce?". Też miałaś pomysł!

KRYSTYNA A co? Co innego mogłabym zrobić, żeby go odnaleźć? Może mam czekać, aż ten mityczny facet sam zadzwoni do moich drzwi?

JOANNA Mityczny! Nareszcie sama przyznajesz, że on nie istnieje! To już jakiś postęp…

KRYSTYNA Nie! Przecież wiem, że istnieje. To jest ten jedyny, stworzony dla mnie… Druga połówka jabłka, moja bratnia dusza… Nie wiem tylko, gdzie go szukać… (w rozmarzeniu) Siadłam sobie na ławce, na podwórku. Było chłodno, ale słonecznie. Dziwna rzecz: nie było deszczu, ale mimo to na niebie pojawiła się przepiękna, kolorowa tęcza. Zamknęłam oczy, trochę się zamyśliłam. I właśnie wtedy to się zdarzyło: ktoś mnie pocałował. Poczułam taką chemię… Tego się nie da wyrazić słowami… Niby to tylko pocałunek, a byłam taka szczęśliwa…

JOANNA Kto to był? Nie chciałaś zobaczyć?

KRYSTYNA Nie otwierałam oczu, bo myślałam, że to tylko sen. Nie chciałam się obudzić. Kiedyś już mi się śniło coś podobnego, ale po przebudzeniu okazało się, że całuję poduszkę… Tym razem było inaczej – w miarę upływu czasu coraz bardziej docierało do mnie, że to się dzieje naprawdę.

JOANNA To ile ten pocałunek trwał? Godzinę?

KRYSTYNA Nie mam pojęcia. Podobno każdy sen trwa tylko dziesięć sekund, ale po przebudzeniu i tak wydaje się, że zajmował całą noc… (wzdycha) Otworzyłam oczy, zerwałam się na nogi, rozglądałam się na wszystkie strony, zajrzałam we wszystkie zakamarki naszego podwórka… Nikogo nie znalazłam.

JOANNA Bo to było tylko złudzenie…

KRYSTYNA Żadne złudzenie! To zdarzyło się naprawdę!

JOANNA Dobrze, przypuśćmy na moment, że się zdarzyło. I co dalej? Co w końcu zamierzasz zrobić?

KRYSTYNA No, chcę odszukać tego faceta… Chcę poznać prawdę!

JOANNA (z ironią) Ciekawe, jak to zrobisz. Dasz ogłoszenie?

KRYSTYNA (ożywiona) A wiesz, że to całkiem dobry pomysł?

JOANNA To wcale nie był pomysł! To był żart…

KRYSTYNA Tylko ten, żaden inny! Muszę go odnaleźć!

JOANNA (śmieje się) W takim razie zrób tak, jak planowałaś: poświęć resztę życia na wypytywanie i całowanie wszystkich facetów po kolei! Pocałunek prawdę ci powie, dzięki niemu odnajdziesz tego jedynego… (obejmuje Krystynę, całuje ją w policzek) A teraz już na poważnie, Krysiu! Kiedy spotkasz faceta, który – jak sądzisz! – mógłby ewentualnie być tym, o kim mi mówiłaś, to w trakcie rozmowy dyskretnie, niby tak mimochodem, pół żartem pół serio, opowiedz mu o tym, co ci się przydarzyło. Ale nie mów o sobie – powiedz, że to się zdarzyło twojej przyjaciółce. Wtedy zobaczysz, jak on zareaguje, jak się zachowa, co na to powie. I od razu będziesz wiedziała, czy to ten. Nawet bez całowania.

KRYSTYNA A jeśli znajdę tego jedynego, a on będzie brzydki, stary i biedny? Co wtedy?

JOANNA No, nie wiem… (po chwili zastanowienia) Uważasz, że mogłabyś poczuć tę chemię do kogoś brzydkiego, starego i biednego?
KRYSTYNA Raczej nie…

JOANNA Sama widzisz… Zresztą ideałów na świecie nie ma, istnieją tylko zwykli ludzie, którzy nie są doskonali i mają wady. Tak naprawdę to nie kocha się za zalety, kocha się pomimo wad.

KRYSTYNA Pewnie masz rację…

JOANNA Wiesz co? Musisz w końcu wyjść z tej depresji, odprężyć się trochę. Co powiesz na małą wyprawę do centrum handlowego?

KRYSTYNA Kiedy?

JOANNA Teraz!

KRYSTYNA Dobrze. Ale wiesz, nie mam za dużo pieniędzy do wydania…

JOANNA Ja też nie mam, ale się nie martwię: czego nie kupimy, na to przynajmniej popatrzymy. Nic tak nie koi nerwów, jak zakupy!

KRYSTYNA Zgoda. (wstaje) Musimy też pójść na kawę.

JOANNA Nareszcie zaczynasz gadać do rzeczy. Chodź, tylko załóż coś na siebie, bo jest chłodno.

KRYSTYNA Czego bym nie ubrała i tak nie będę wyglądać jak Bożena. Tej to dobrze…

JOANNA Chciałabym być taka, jak ona. Nie tylko po to, żeby mieć jej urodę, ale wiesz… Żeby mieć w sobie to coś, co sprawia, że wszyscy cię uwielbiają. Tego się chyba nie da wszczepić…

KRYSTYNA Niestety… Wychodzą z pokoju. Przez chwilę słychać ich krzątaniną w przedpokoju, a potem kroki i zgrzyt klucza w zamku.


SCENA DRUGA

Krystyna stoi przed lustrem, czesząc i układając włosy. Potem odkłada grzebień i dokładnie przygląda się swojej twarzy, szukając ewentualnych defektów urody. Dzwoni telefon. Krystyna podchodzi do sofy, sięga po torebkę i wyciąga z niej komórkę. Przykłada telefon do ucha.
KRYSTYNA Aśka? Dobrze, że dzwonisz! (z radością) Słuchaj… Ja już… Już znalazłam! Jak to kogo? No tego… Tego, który mnie wtedy pocałował… (siada na sofie) Nie, nie znałam go wcześniej. On jest akwizytorem czy przedstawicielem handlowym, nie wiem, jak to się nazywa… Robi pokazy sprzętu w mieszkaniach klientów, dlatego często bywa u nas w dzielnicy… Jakieś odkurzacze, maty, lampy czy coś takiego… (z przejęciem) Żebyś wiedziała, jaki jest wygadany! Spotkałam go, jak wychodził akurat z pokazu u sąsiadów. Przywitał się szarmancko i zapytał, czy może ja też bym chciała taki pokaz. Coś mnie tknęło, że może to jest ten, który mnie wtedy pocałował, więc zaprosiłam go do domu; niby po to, żeby uzgodnić datę pokazu. Na pokaz się rzeczywiście umówiłam, ale przedtem opowiedziałam mu tak mimochodem całą historię. Nie, nie, oczywiście, że nie mówiłam o sobie, tylko o przyjaciółce… Tak, tak, pewnie, że byłam dyskretna i zdystansowana. Chociaż tak naprawdę to serce podchodziło mi do gardła z emocji… Wtedy taktownie dał mi do zrozumienia, że to był właśnie on. I wprost mi powiedział, że to ja byłam tą przyjaciółką, o której opowiadałam… (wzdycha) Żebyś ty wiedziała, jaka jestem szczęśliwa… Zgadłaś, zaczęliśmy się spotykać… Czy się całowaliśmy? Pewnie… (filuternie) Nie, nie było tak jak wtedy na ławce. No wiesz, wtedy to było coś jednorazowego i niepowtarzalnego! Ale nie mogę narzekać, teraz też jest wspaniale. On jest naprawdę dobry w tych sprawach… Coś ty, na pewno nie będę o tym mówić przez telefon! Chyba sama rozumiesz… Czy jest romantykiem? Raczej tak, chociaż czasem mi mówi, że miłość jest przereklamowana, że zawsze daje mniej, niż od niej oczekujemy. A poza tym, ma na imię Roman… (śmieje się) Jak on wygląda? Sama zobaczysz. Dał mi swoje zdjęcie, pokażę ci… Nie, nie jest ani brzydki, ani stary, ani biedny… Jesteś teraz w domu? Super! To czekaj, przyjdę zaraz do ciebie i wszystko ci opowiem… Na razie!

Krystyna chowa komórkę do torebki, a później lekkim, radosnym krokiem wychodzi z pokoju. Przez chwilę słychać jej krzątaniną w przedpokoju, a potem kroki i zgrzyt klucza w zamku.


SCENA TRZECIA

Krystyna stoi przed lustrem, czesząc i układając włosy. Potem odkłada grzebień i dokładnie przygląda się swojej twarzy, szukając ewentualnych defektów urody. Słychać dzwonek do drzwi.

KRYSTYNA Chwileczkę! (wychodzi z pokoju, żeby otworzyć drzwi) Kto tam?

LISTONOSZ Poczta!

KRYSTYNA Już otwieram! (słychać, jak otwiera drzwi) Ma pan coś dla mnie?

LISTONOSZ Oczywiście. Zaraz poszukam…

KRYSTYNA To zapraszam do pokoju.

Oboje wchodzą do pokoju. Listonosz sięga do torby, przegląda plik listów.

LISTONOSZ Polecony jest jeden, a zwykłe listy są dwa. Proszę bardzo! (wręcza listy Krystynie) Tylko trzeba tu podpisać…

Listonosz kładzie pokwitowanie na stoliku, wskazuje miejsce na podpis i daje Krystynie długopis.

KRYSTYNA (podpisuje, a potem oddaje Listonoszowi pokwitowanie i długopis) Proszę bardzo… (ogląda koperty swoich listów) Rachunki, jak zwykle rachunki… Mój ojciec zawsze mawiał, że rachunki to najpewniejsza rzecz na tym świecie: życie na ziemi przestanie istnieć, a one nadal będą przychodzić.

LISTONOSZ (z uśmiechem) Chyba coś w tym jest. (zamyka swoją torbę) Drugą tak pewną rzeczą jest miłość.

KRYSTYNA Miłość? (po namyśle) Jest przereklamowana, zawsze daje mniej, niż od niej oczekujemy.

LISTONOSZ Dawać nic nie musi, wystarczy, że jest… (z wahaniem) A skoro już o tym mowa, to ja jeszcze chciałbym…

KRYSTYNA Tak, słucham. O co chodzi?

LISTONOSZ Ja z góry panią przepraszam, bo... (speszony) Proszę mi obiecać, że pani się na mnie nie obrazi.

KRYSTYNA (zaskoczona) Dobrze, nie obrażę się… Ale zupełnie nie wiem, o co chodzi.

LISTONOSZ Bo ja… Ja pocałowałem panią, kiedy pani siedziała któregoś dnia na podwórku.

KRYSTYNA Co? Co takiego?

LISTONOSZ Pamiętam, że było wtedy chłodno, ale słonecznie. Nie padało, ale mimo to na niebie pojawiła się tęcza. Gdybym miał czas, to siadłbym sobie wtedy, żeby odpocząć, ale zostało mi jeszcze sporo listów… Zobaczyłem, że pani siedzi na ławce, taka zamyślona, rozmarzona, piękna… Nie mogłem się oprzeć: podszedłem, pocałowałem panią i ulotniłem się.

KRYSTYNA (z oburzeniem) Po co pan mi to opowiada? Co to za insynuacje? Co pan sobie w ogóle myśli?

LISTONOSZ Szybko odszedłem, żeby pani mnie nie zauważyła. Ale poczułem wtedy – proszę wybaczyć śmiałość! – że właśnie pani jest moją bratnią duszą, drugą połówką jabłka… Poczułem taką bliskość… Tego się nie da wyrazić słowami.

KRYSTYNA Jak pan może! Że niby ja nie zauważyłam, jak ktoś mnie pocałował? Uważa pan, że to w ogóle byłoby możliwe? Co za pomysł! To jakiś absurd!

LISTONOSZ Nie, no… Ja tylko…

KRYSTYNA To dopiero bezczelność! Nie spodziewałam się tego po panu! To jest pańska metoda na podrywanie samotnych kobiet?

LISTONOSZ Nie, kiedy ja naprawdę… Jeśli tak, to bardzo przepraszam.

KRYSTYNA Niech pan zachowa swoje urojenia dla siebie. Jeśli pan jeszcze raz kiedykolwiek będzie plótł takie bzdury, to zadzwonię do pańskich zwierzchników. Powiem im, że pan mnie dręczy swoimi obcesowymi zalotami i zażądam, żeby zmienili listonosza w naszym rejonie.

LISTONOSZ (zrezygnowany) Proszę się nie martwić. Może to wszystko naprawdę mi się tylko przywidziało. Obiecuję, że ani z panią, ani z nikim innym nie będę już na ten temat rozmawiał. Sprawa jest zamknięta… (zarzuca torbę na ramię) Do widzenia. I raz jeszcze przepraszam.

KRYSTYNA Żegnam…

Listonosz wychodzi z pokoju, po chwili słychać, jak zamyka za sobą drzwi wejściowe.

KRYSTYNA (sama do siebie, półgłosem) Coś takiego!

Przez chwilę oddycha głęboko, ale potem uspokaja się. Gładzi dłonią włosy, robi parę kroków. Wyciąga z torebki zdjęcie Romana, trzymając je w dłoni siada na taboreciku, na środku pokoju. Uśmiecha się sama do siebie. Ogląda z czułością zdjęcie, a potem je całuje.
Lech Brywczyński


 

Milczenie

Poza granice języka
Komunikując się z innymi, koncentrujemy się przede wszystkim na słowach i wypowiadanych zdaniach. Staramy się dobierać słowa, aby wyraziły możliwie jak najlepiej to co chcemy wypowiedzieć. Świat pełen jest słów, zapełnianie nimi pustki tylko dla samego mówienia jest cechą naszych dzisiejszych czasów. Przekaz medialny nie znosi ciszy, odzwyczaja nas od niej. Słowa toczą się łatwo i szybko, przez co tracą na swoim znaczeniu. Dlatego zbyt mało wokół nas i w nas milczenia. Coraz mniej jesteśmy z nim oswojeni. W ciszy coraz częściej czujemy się nieswojo, dlatego by ją przerwać – wolimy powiedzieć cokolwiek, by milczenie nam nie ciążyło i nie przeszkadzało. Rzadko też zastanawiamy się nad istotą i wartością milczenia. Nie zauważamy jego sensu i nie doceniamy siły jaką może ono mieć.

Więcej…

 
Więcej artykułów…