Start Varia

Varia

O pewnym początku

Początkiem była kserokopia eseju O zegarze słonecznym. Została opatrzona odręcznie napisanym nazwiskiem: William Hazlitt. Otrzymałem ją kilka lat temu od sympatycznego kierowcy jeżdżącego wielkimi ciężarówkami po amerykańskich i kanadyjskich autostradach.

Zawodowi kierowcy, chyba nie tylko mi, nie kojarzą się z miłośnikami książek. A jeśli już, to z sensacyjnymi. Ale wiedziałem, że wspomniany kierowca preferuje pozycje filozoficzne, eseistyczne, także klasyczne powieści europejskie i amerykańskie. Kserokopię eseju Hazlitta, po powrocie do domu odłożyłem na półkę, obiecując sobie jego lekturę w niedalekiej, ale nie dającej się bliżej określić, przyszłości. Mijały tygodnie. Aż w końcu sięgnąłem po zachwalany tekst. W trakcie jego lektury przyszła mi na myśl następująca wypowiedź Williama Jamesa:

Więcej…

 

Święto literatury lubuskiej

Wawrzyny 2011 wręczone

Wawrzyny Lubuskie przyznawane za najlepszą książkę literacką oraz naukową roku to nagrody oczekiwane i pożądane, nadające prestiż w środowisku piszących. Jak większość konkursów przysparzają sporo kontrowersji dotyczących tak kryteriów dopuszczających książki do rywalizacji w konkursie, a później trafności wyboru laureatów, niemniej przyjmowane są z sympatią i nadzieją na rozwój talentów literackich i naukowych w regionie.

Lubuski Wawrzyn Literacki jest nagrodą dla autorów prozy i poezji wywodzących się lub mieszkających obecnie na Ziemi Lubuskiej, a także autorów, którzy w mijającym roku wydali książki w lubuskich oficynach. Wawrzyn Naukowy ma na celu promocję książek naukowych oraz popularnonaukowych o tematyce regionalnej, a także dotyczących Środkowego Nadodrza lub obecnych terenów województwa lubuskiego.

W tym roku główni organizatorzy konkursu (Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida w Zielonej Górze, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Z. Herberta w Gorzowie) otrzymali imponująco dużo książek, pretendujących do miana Wawrzynu Literackiego oraz całkiem sporo kwalifikujących się do nagrody Wawrzynu Naukowego. Tak więc jurorzy Lubuskich Wawrzynów podjęli się karkołomnego przedsięwzięcia wyboru spośród całorocznej produkcji wydawniczej tych najlepszych, najwartościowszych książek lubuskich. Ostatnio tego zadania podęli się: prof. UZ dr hab. Małgorzata Mikołajczak (przewodnicząca Jury), Sergiusz Sterna-Wachowiak (prezes SPP), Bohdan Zadura (redaktornaczelny „Twórczości”) jako arbitrzy XVIII edycji Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Natomiast w skład jury VII Lubuskiego Wawrzynu Naukowego weszli: prof. zw. dr hab. Wojciech Strzyżewski (przewodniczący Jury), prof. nadzw. dr hab. Elżbieta Skorupska–Raczyńska (PWSZ w Gorzowie Wlkp.), prof. zw. dr hab. inż. Marian Miłek (PWSZ w Sulechowie), prof. AWF dr hab. Tomasz Jurek (ZWKF w Gorzowie Wlkp.), dr Przemysław Bartkowiak (sekretarz Jury, WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze).

Zgodnie z procedurą regulaminową jurorzy otrzymali od sekretarzy komplety książek zakwalifikowanych do konkursu, spośród których przyznali nominacje do:

• Lubuskiego Wawrzynu Literackiego
– Beata Patrycja Klary, Zabawa w chowanego, „Zeszyty Poetyckie”, Gniezno 2011
– Andriej Kotin, Motyle w motelu, Pro Libris, Zielona Góra 2011
– Eugeniusz Kurzawa, Ćwiczenia z rozpaczy, [brak wydawcy] Wilkanowo 2011
– Czesław Markiewicz, 80. urodziny Marilyn Monroe, Wydawnictwo TAWA, Chełm 2011
– Henryk Urbanek, Iskierki, Drzewo Laurowe, Zielona Góra 2011
– Jerzy Beniamin Zimny, Rubinosa, Okolica Poetów, Poznań 2011

• do Lubuskiego Wawrzynu Naukowego:
– Dariusz Dolański, Zielonogórska droga do uniwersytetu. 10-lecie Uniwersytetu Zielonogórskiego, 46-lecie zielonogórskiego środowiska akademickiego, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2011
– Daniel Koteluk, W nowych realiach. Wieś zielonogórska w latach 1945–1956, „Eternum” Wydawnictwo z Pracownią Humanistyczną, Zielona Góra 2011
– Anitta Maksymowicz, Emigracja z pogranicza Brandenburgii, Śląska i Wielkopolski do Australii Południowej w latach 1838–1914, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2011
– Robert Skobelski, Ireneusz Wojewódzki, Z prądem i pod prąd. Historia zielonogórskiej Elektrociepłowni, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Elektrociepłownia „Zielona Góra” S.A., Zielona Góra 2011

Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w czwartek 23 lutego 2012 r. w siedzibie WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze w trakcie uroczystej gali konkursu. Decyzją Jury Lubuski Wawrzyn Literacki za 2011 rok przyznany został gorzowskiej poetce Beacie Patrycji Klary za tomik poetycki Zabawa w chowanego, zaś Daniel Koteluk otrzymał Lubuski Wawrzyn Naukowy za publikację naukową W nowych realiach. Wieś zielonogórska w latach 1945–1956. Oboje Laureaci otrzymali otrzymali srebrne pióra autorstwa artystki plastyka Anety Pabjańskiej- Moskwy oraz nagrody pieniężne.

Ponadto Jury LWL przyznało wyróżnienia w kategoriach:
– dyplom za całokształt twórczości, który otrzymał Andrzej K. Waśkiewicz,
– dyplom za debiut literacki, który trafił do Pauliny Korzeniewskiej za książkę Usta Vivien Leigh,
– dyplom za walory edytorskie książek poetyckich wydanych w 2011 roku w „Serii serdecznej” przyznano wydawnictwu Atelier RED FROG w Deszcznie.

Jury LWN postanowiło też przyznać dyplom za najlepszą książkę popularnonaukową pozycji Wiesława D. Łabęckiego i Stefana Pilaczyńskiego zatytułowaną Alfabet gubińskich ulic. Alphabet der Gubiner Straßen, wydanej przez Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Gubińskiej.

Licznie przybyli na uroczystość przedstawiciele władz samorządowych i miejskich, przedstawiciele lubuskiego środowiska naukowego i kulturalnego, a także miłośnicy literatury składali laureatom gratulacje i obdarzali kwiatami. Uroczystość w WiMBP im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze uświetnił spektakl Żegnaj Książę w wykonaniu aktorów gorzowskiego Teatru im. Juliusza Osterwy i w reżyserii Rafała Matusza. Patronat honorowy nad imprezą objęli Wojewoda Lubuski – Marcin Jabłoński, Marszałek Województwa Lubuskiego – Elżbieta Polak oraz Prezydent Miasta Zielona Góra – Janusz Kubicki, którzy byli także fundatorami nagród.
Ewa Mielczarek
 

Motyle w motelu i braterstwo słów

O debiucie poetyckim Andrieja Kotina

Najnowszą inicjatywą wydawniczą zielonogórskiego Pro Libris jest debiutancki tomik poezji młodego poety Andrieja Kotina. Tomik ten, pod tytułem Motyle w motelu, ukazał się w styczniu 2012 roku. Zawiera wiersze, a także niektóre teksty piosenek debiutanta.

Andriej Kotin urodził się w Moskwie w 1985 roku. Lata szkolne spędził między Berlinem a miejscem swojego urodzenia. W wieku 15 lat wraz z rodzicami osiadł na stałe w Polsce. Dwa lata mieszkał w Słupsku, a od 10 lat jest mieszkańcem Zielonej Góry. Tutaj też w roku 2008 ukończył studia magisterskie w Instytucie Filologii Germańskiej, a obecnie czeka na obronę przewodu doktorskiego dotyczącego narratologicznych aspektów postaci autsajdera literackiego w prozie niemieckiej i rosyjskiej.

Przygodę z poezją i twórczością rozpoczął bardzo wcześnie. Zainspirowany dziewiętnasto- i dwudziestowieczną poezją rosyjską pierwsze utwory pisze w okresie szkoły gimnazjalnej. Początkowo są to wiersze w jego ojczystym języku rosyjskim, ale też pojawiają się pierwsze kompozycje muzyczne w języku angielskim. Jak sam wyznaje, w języku polskim zaczął pisać niedawno. Ciężko nazwać Motyle w motelu debiutem Andrieja Kotina. Ma on bowiem za sobą liczne publikacje w przeróżnych czasopismach, almanachach, periodykach, zarówno niemiecko- jak i rosyjskojęzycznych. Jego opowiadania Papierosy dla Liliany oraz Babcia ukazały się w czasopismach „Fa-Art” i „Akant”, zaś najnowsze opowiadanie Krótki opis życia zostało przyjęte do druku przez rosyjsko-austriackie czasopismo „Wiedeń Literacki”. Młody poeta jako twórca muzyki do własnych tekstów, ma także znaczne osiągnięcia w konkursach piosenki, zarówno tych lokalnych, jak i ogólnopolskich.

Wydanie debiutanckiego tomiku Andrieja Kotina Motyle w motelu stało się możliwe dzięki wspólnej inicjatywie Lubuskiego Stowarzyszenia Miłośników Działań Kulturalnych „Debiut” oraz Biblioteki Norwida w Zielonej Górze. Nagrodą w organizowanym przez nich konkursie „Debiut Poetycki Pro Libris” było właśnie wydanie debiutanckiego tomiku poezji. Konkurs ten odbył się już po raz drugi. W pierwszej edycji laureatem został Jakub Rawski, który opublikował zbiór wierszy pod tytułem Pasaże. W drugiej, zeszłorocznej edycji konkursu, pierwsze miejsce przypadło właśnie Kotinowi.

Jak zauważył podczas spotkania promocyjnego w swoim krótkim przemówieniu dyrektor biblioteki, dr Andrzej Buck, wznowienie wydawania debiutów poetyckich przez oficynę Pro Libris jest przedsięwzięciem mającym na celu promowanie i wspieranie nowych twórców literatury lubuskiej. Przedsięwzięcie to ma także swoje wsparcie w osobie pani profesor Małgorzaty Mikołajczak z Uniwersytetu Zielonogórskiego, która jest kierownikiem Pracowni Badań nad Literaturą Regionalną. To właśnie profesor Mikołajczak poprowadziła rozmowę z autorem nowego tomu poetyckiego.

W wywiadzie z debiutantem poruszone zostały zagadnienia warsztatu poetyckiego, źródeł inspiracji, a także kwestia natchnienia i problematyka utworów młodego poety. Kotin wyznał, że najłatwiej pisze się mu piosenki. Wyznaje zasadę, że przychodzą one same do piszącego z jakiejś przestrzeni idealnej. Rolą piszącego jest więc wsłuchać się w siebie i przelać dźwięki oraz słowa na papier. Taką samą strategię twórczą autor stosuje do swoich wierszy, chociaż jak zauważa, stoją one na drugim stopniu trudności pisarskiej. Profesor Mikołajczak zwróciła uwagę słuchaczy, że w twórczości Andrieja Kotina ta koncepcja poety natchnionego (romantyczna), łączy się z afirmacją radości życia oraz pewną ironią w stosunku do świata, typową dla poetów modernistycznych.

Poruszono także kwestię płynności granicy pomiędzy pisaniem wierszy a piosenek. Jak napisałem już wcześniej, sam autor wyjawił, że najłatwiej pisać mu piosenki, trudniej wiersze, które mają według niego inną rytmikę – nie przychodzą razem z melodią. Nie ukrywa też swojej wielkiej fascynacji Bobem Dylanem i wpływu jego utworów na własną twórczość. Do inspiratorów słowno-muzycznych należą też Bułat Okudżawa i Włodzimierz Wysocki. Jedność słów i melodii zdają się także potwierdzać słowa samego Kotina. Mianowicie, że nigdy nie napisał muzyki do gotowych słów. Każda reguła ma jednak swój wyjątek i dla poety-muzyka był to jeden z sonetów Szekspira. Jak sam komentuje ze śmiechem: „No trudno! Zdarzyło się!".

Sam autor, chociaż przyznaje, że najbardziej cieszą go właśnie te natchnione i „szybkie” utwory, to jednak nie odrzuca pracy nad tekstem i nanoszenia w nim poprawek, ulepszeń. Wśród swoich „ojców chrzestnych” wymienia zarówno Szekspira, poetów rosyjskich, jak i Tuwima. Szczególnie u tego ostatniego dostrzega ekstatyczną płynność słów, co przywodzi mu na myśl nieodmiennie polskie krajobrazy, nawet jeżeli treść czytanego wiersza wychwala tłum, miasto czy maszynę. Chociaż nie odwołuje się wprost do żadnych idei funkcjonujących w literaturze, to jednak elementy składowe poszczególnych epok, które stały się siłą inspirującą, są w wierszach wyczuwalne.

Ciekawym poglądem Kotina jest to, że muzyka czy poezja tworzona przez poetę konkretnej narodowości i dorastającego w określonym krajobrazie, prawie zawsze wydobywa na wierzch stereotypowy model postrzegania i opisywania świata wokół siebie. Zagadnienie to bez wątpienia byłoby ciekawym obszarem badawczym nie tylko dla literaturoznawcy, ale też antropologa.

Rozważania tego typu doprowadziły w końcu do postawienia frapujących pytań o dialog z tradycją twórczości młodego poety. Jak wiemy nie istnieje pisanie ahistoryczne; twórczość zawsze jest dialogiem – z kim? przeciwko komu? i w końcu pod czyim wpływem? tworzy Andriej Kotin? Autor Motyli w motelu odpowiada z wielką prostotą: „z każdym, kto docenia czułość i namiętność, wolność i talent”. Nie odczuwa zaś potrzeby występowania poetycko przeciwko komukolwiek czy bardziej radykalnego buntu. Sugeruje jedynie swoim potencjalnym czytelnikom, że nie ma w nim zgody na obłudę i przeciętność.

Twórczość Kotina jest zresztą przesycona odwołaniami do wielu poetów i ich idei. Małgorzata Mikołajczak we wstępie pisze, iż zauważa w debiutanckich utworach swego rodzaju „ducha manifestu napędzanego siłą młodości”. Mimo pewnej naiwności, wynikającej z tej ostatniej, nie brakuje jednak w zbiorku i „wielkich tematów” – miłości, śmierci, pytań o sens istnienia. Tematy te same w sobie są traktowane poważnie przez autora, ale ich sztampowy sposób ukazywania w literaturze czy też toposy funkcjonujące w powszechnej świadomości traktuje z przymrużeniem oka. W pierwszych wierszach obecna jest ironia i „puszczenie oka” do czytelnika. Według mnie to jeden z największych atutów zbiorku.

Kolejnym walorem jest podejmowana niemalże w każdym utworze, od tytułu zresztą poczynając, gra słów. Poeta przyznaje, że odnajduje w niej autentyczną radość twórczą. Dostrzega tu, podobnie jak w rymach i następujących po sobie wersach, braterstwo słów. Podobnego terminu użył też jeden z mentorów poety – Maksymilian Wołoszyn. Momentami dostrzec można pewne potknięcia czy językową nieporadność, jednak są to drobne mankamenty, które zanikają pod kształtem całości.

Dodatkową atrakcją rozmowy był recital debiutanta, który zaprezentował publiczności kilka ze swoich piosenek. Były to: Ani tobie ani mnie, Kręcone włosy Dominiki, Mam czas, Rozmowa, Środki komunikacji, Wrota radości. Ich teksty także zostały zamieszczone w drugiej części tomiku. Kotinowi, grającemu na gitarze, akompaniowała na skrzypcach Katarzyna Pawłowicz. Duet stworzył niesamowity klimat, który w szczególny sposób korespondował z wcześniejszymi słowami poety na temat poezji Tuwima odnośnie wrażeń „ojczyźnianych”, jakie wywołuje jego poezja w czytelniku. W sali klubu Pro Libris dało się odczuć słowiańską tęsknotę i niezmierzoną przestrzeń rosyjskich stepów. Po burzliwych oklaskach, wykonano jeszcze jeden utwór (już spoza debiutanckiego zbioru), w którym autor przeprasza matkę i ojca, po czym „jedzie do Amsterdamu z piękną anarchistką”.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze na czysto osobistą refleksję nad odbiorem twórczości Andrieja Kotina i jego debiutanckiego tomu Motyle w motelu. Nie sposób nie zgodzić się ze słowami wstępu napisanego przez prof. Mikołajczak: „Utwory debiutującego poety to… wiersze- -motyle. Kolorowe i lekkie kołują, wabią swym motylim pięknem; ich taniec odrywa od rzeczywistości i każe wziąć w nawias szarą codzienność i prozę”. Kupiwszy książkę i od razu przeczytawszy większość wierszy, nasunęła mi się jedna, niezwykle pozytywna myśl. Debiutancki tom Kotina to, w moim odczuciu, zapis jego studenckiego życia i młodzieńczych doświadczeń tego okresu. Odnajdujemy w tych wierszach zarówno zauroczenie, szaloną miłość, seks, jak i poczucie rutyny – „od sesji do sesji” – zawarte w tytułowym wierszu. Często też autor posługuje się językiem potocznym, tak dobrze znanym z uniwersyteckich korytarzy i przerw między wykładami. Mamy więc „spoko”, „siema” i „odpowiedź jak w banku”. Może dlatego wiersze młodego debiutanta od pierwszego przeczytania zapadły mi w pamięć i nie miałem problemów z utożsamieniem się z treściami w nich zawartymi.

Pozostaje mi życzyć Andriejowi Kotinowi kolejnych, jeszcze lepszych, tomów poetyckich. Organizatorom konkursu „Debiut Poetycki Pro Libris” zaś kolejnych równie utalentowanych i dobrze rokujących poetów.
Maciej Lindmajer
 

Muzyka jako urzeczenie

Jest muzyka, której się słucha, by przeżywać.
Jest muzyka, której się słucha, by się zachwycać.
Jest muzyka, której się słucha, by poznawać.
I jest taka, której trzeba tylko słuchać.1


Muzyka i mit
Twierdzenie, że muzyka towarzyszyła ludziom od zawsze, jest truizmem, ale od tego można zacząć. A co łączy ją z mitem – szeroko rozumianym jako „opowieść” o stworzeniu świata i kosmosu, bogach i bohaterach, pierwszych ludziach; „archaiczny światopogląd”; „uniwersalna forma świadomości”? Przede wszystkim, że jest tą częś- cią ludzkiego doświadczenia, które może odnosić się do tego, co transcendentne. Karen Armstrong twierdzi, że: „Mitologia, podobnie jak poezja i muzyka, powinna otwierać nas na zachwycenie, nawet w obliczu śmierci i grozy zagłady” 2. Jak dowodzi badaczka, myślenie mityczne nigdy nie zanikło, zmieniały się jedynie mitologie, by wraz z rozwojem dziejów w nowych formach opowiadać ponadczasowe treści i – co potwierdzają badania antropologiczne – w skrajnie odmiennych kręgach cywilizacyjnych proponować podobne narracje, odnoszące się do najbardziej elementarnych lęków i pragnień człowieka. Zawężając zagadnienie do kręgu kultury śródziemnomorskiej – muzyka i tu odgrywała istotną rolę w obrzędach i religii, dlatego też jest w różnorodny sposób obecna w Biblii oraz mitach Greków i Rzymian. W Piśmie Świętym dotyczy przede wszystkim takich elementów, jak śpiew, psalmy, ekstaza i proroctwa oraz taniec, poza tym w Biblii pojawiają się liczne instrumenty muzyczne, świadczące o kulturze muzycznej Izraelitów3. Tradycja muzykujących aniołów też ma długą tradycję. Starotestamentowe anielskie istoty adorują Boga (mowa tu raczej o modlitwie i odgłosie trzepoczących skrzydeł); w Nowym Testamencie anioły wielbią Nowonarodzonego słowami „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14); głos anielskiej trąby ma poprzedzić Sąd Ostateczny i w końcu ostatnia wzmianka z Janowej Apokalipsy: muzyka aniołów rozlegnie się podczas Niebiańskiej Liturgii. Anielskie śpiewy pojawiają sięw późniejszych apokryfach, pismach ojców Kościoła oraz w wielu literackich i artystycznych wizjach Niebios.

Z kolei z mitologii Greków i Rzymian bodajże najbardziej znanymi są dwa mity muzyczne. Po pierwsze, dzieje Orfeusza, który siłą swego śpiewu sprawiał, że uspokajały się morza, a dzikie zwierzęta łagodniały. Jednakże po stracie ukochanej Eurydyki muzyka nie była w stanie ukoić bólu herosa, a i jemu nie udało się wyprowadzić ukochanej z krainy śmierci. Ta piękna historia doczekała się licznych artystycznych nawiązań i przekształceń, m.in. operowych. Temat cudownego śpiewaka i poety oraz uczucia skonfrontowanego ze śmiercią został odświeżony w rene- sansie i stał się popularny przede wszystkim w muzyce, co nie powinno dziwić. Dzieło nazywane „pierwszą operą” – Orfeusz, baśń muzyczna (L’Orfeo, fovola in musico, 1607) C. Monteverdiego dotyczyło tej właśnie postaci. W kolejnych stuleciach liczni kompozytorzy podjęli się swoich interpretacji mitu, powstały takie opery jak: Orpheus oder Die wunderbare Beständigkeit der Liebe G. Ph. Telemanna, Orfeo ed Euridice Ch. W. Glucka (1762), Dusza filozofa albo Orfeusz i Eurydyka J. Haydna (1791). Ponadto poemat symfoniczny Orfeo (1853–54) F. Liszta czy balet Orpheus (1948) I. Strawińskiego.

Wracając zaś do mitologii, drugi najbardziej znany mit muzyczny dotyczył Marsjasza – satyra z orszaku Dionizosa, który wyzwał na muzyczny pojedynek Apolla i przegrał, gdyż bóg zmienił zasady zawodów. Pojedynek Marsjasza z Apollem doczekał się wielu interpretacji, bo nie tylko o wyższość kitary nad aulosem tu chodzi. Według Platona aulusowa muzyka bez „logosu”, emocjonalna i histeryczna przegrywa z harmonijną i opanowaną muzyką Apolla. A na dowód, że boskie zwycięstwo można postawić pod znakiem zapytania – Apollo i Marsjasz Herberta. Ostatecznie to sztukę emocjonalną i autentyczną, reprezentowaną przez pokonanego Marsjasza, trzeba wywyższyć. Choć czy w ogóle można mówić tu o zwycięstwie i klęsce? Opera, w tym kontekście gatunek raczej „apolliński”, spod znaku racjonalnego logosu, może wskazywać na to, co „marsjaszowe”: pierwotne i emocjonalne.

Znakomicie ujął do Jean Starobinski, mówiąc w swoich Czarodziejkach o operze jako terytorium mitycznego doświadczenia. Chodzi o szczególnego rodzaju przeżycie, które może towarzyszyć recepcji muzyki, a zwłaszcza opery, będącej – równocześnie – dziełem scenicznym, muzycznym i wokalno–instrumentalnym. Dziełem na swój sposób totalnym.

Od syren do czarodziejek
Syreny – w greckiej mitologii półkobiety, półptaki były cudownymi kusicielkami. Swym głosem oczarowywały żeglarzy, a potem pożerały ich. Jednak dwaj herosi potrafili uniknąć tego końca. Podczas wyprawy Argonautów po złote runo Orfeusz uratował żeglarzy, zagłuszywszy zwodniczy syreni śpiew własną muzyką. Pieśń i gra na lirze boskiego śpiewaka były silniejsze niż czary. Ciekawszy jest przypadek Odysa, bo on wysłuchał pieśni syren. Dzięki przypisywanej Homerowi Odysei wiemy, o czym „pieszczącymi głosami” śpiewały morskie bóstwa:

– Zbliż się, chlubo Achiwów, Odysie z Itaki!
Zbliż się do lądu! Posłuchaj, jak śpiewamy cudnie!
Nikt tu jeszcze na czarnym lądzie nie przemknął się sudnie,
Żeby się nie zatrzymał na dźwięk naszych pieni;
Owszem, wszyscy śpiewaniem tym rozweseleni,
Oświeceni mądrością płyną sobie dalej.
Wiemy, co niegdyś Grecy, Trojanie doznali
Nieszczęść, z bogów naprawy, na Ilionu polach,
Wiemy o wszystkich ziemskich dolach i niedolach.4

Czyżby Syreny chciały wyśpiewać Iliadę? Nie tylko ich słodkopłynny głos jest kuszący, ale i treść jaką oferują: poznanie wszystkich dziejów. Odyseusz jest postacią mitologiczną, a zarazem toposem ludzkiego życia, które jest ciągłą wędrówką, a jeśli u jej kresu czeka dom i (nadal wierna) Penelopa, to lepszego rozwiązanie nie można sobie wyobrazić. Spośród wielu przygód, których doświadcza bohater w czasie dziesięcioletniego powrotu, spotkanie z Syrenami stało się jednym z wątków podejmowanych w sztuce kolejnych epok, bo i sama przygoda mówi o pewnej ludzkiej potrzebie oczarowania, a raczej: o kontrolowanym uleganiu pokusie.

Od syreny z obrazów A. Bocklina, rzeźby A. Rodina, nokturnu C. Debussy’ego poprzez herb Warszawy i Małą Syrenkę H. Ch. Andersena – rozciąga się różnorodne wykorzystanie motywu, niemniej ciekawsze jest to, co sprawiło, że pół-kobieca postać pociąga wyobraźnię twórców różnych epok. O to urzeczenie chodzi. Zresztą nie tylko syreny, ale i wszystkie rusałki, nimfy wodne i kusicielki, których pełna jest demonologia ludowa, oczarowują i sprowadzają na manowce.

Dziś przygoda z syrenami jest możliwa tam, gdzie czary legendarnej przeszłości przemieniają się w rzeczywiste oczarowanie, doświadczane „tu i teraz”, któremu ulegamy naprawdę, wiedząc, że to świat cudowności – czyli w operze. Mówił o tym Jean Starobinski: „Swoistość opery polega na tym, że proponuje nam ona cielesną obecność postaci, które mają przedstawiać losy już przesądzone. Dzięki ich fizycznej obecności to, co jest teraz, góruje nad tym, co było niegdyś, a odległa przeszłość przenika teraźniejszość. Najpiękniejsze przedstawienia operowe dają nam odczuć podwójną energię pamięci, która zachowuje, i wyobraźni, która stwarza”5.

Opera – twór sztuczny – wskrzesza antyczne przymierze słowa i muzyki. Jak gatunek muzyczny nie powstała spontanicznie. W drugiej połowie XVI wieku członkowie Cameraty Florenckiej chcieli przywrócić sztuce dramatycznej wielkość starożytnej tragedii, i tym powrotem stał się styl sztuczny, a muzyczną recytację uznano za „najdoskonalszy środek dramatycznego wyrazu”6. Od początku tematyka mitologiczna, wątki biblijne, epopeiczne, historyczne i rycerskie były często wykorzystywane w operze. „Opera – pisze Starobinski – odkryła nowego rodzaju przyjemność w tym zgodnym połączeniu wyobraźni i konkretu, przypomnianej legendy i zmysłowej bliskości”7. Oczywiście już pierwsze opery aluzyjnie nawiązywały do czasów sobie współczesnych, a na widowni czy w kuluarach załatwiano rozmaite sprawy: polityczne, ambicjonalne czy uczuciowe – mniejsza o to. Ważniejsza jest ta prawda emocji kryjąca się w związku między tym, co dawniej, a tym, co teraz – w owym połączeniu kryje się ponadczasowość i uniwersalność.

Biała magia widowiska
„Słowo: przyporządkowane rzeczy. Dźwięk: swawolnik, posłaniec krnąbrny, chimeryczny. Słowo stąpa po ziemi. Dźwięk niczym mgiełka gotów zdać się na kaprysy wiatru. Jest w stanie słowo »świat« ogarnąć ogrom wszechistnienia. Cóż może unieść mgiełka wysnuta z piszczałek bądź strun?” 8 – pyta Piotr Wierzbicki i udziela tajemniczej odpowiedzi: dźwięk–mgiełka wskazuje na coś, co mgłą jest spowite; na coś najdalszego i najgłębiej zanurzonego w minionym. „Do wrót puka niepojęte: istnienie, jego początek, jego sens” 9. W ten sposób można też wyrazić sens baśni mimicznej Bolesława Leśmiana zatytułowanej Skrzypek Opętany. Baśń wyrażona słowem (na poziomie tekstu) opowiada o czymś, czego wyrazić się nie da (na poziomie problematyki). Ot, paradoks. Leśmianowska „pieśń bez słów”, która odnosi się do refleksji filozoficznej zawartej w szkicach literackich poety (m.in. w Przemianach rzeczywistości autor pytał „Czym jest ów ton? Czym owa pieśń bez słów?”10), ma kilka egzemplifikacji w jego twórczości, która nie daje jasnej odpowiedzi, tylko mnoży pytania i wątpliwości: wiersz Słowa do pieśni bez słów – wyraz metafizycznego niepokoju; balladowy Matysek, który na skrzypcach z jedliny umie wygrać „płacz zmarłej dziewczyny” (Matysek); obłędna gra dębowego upiora, wzruszająca samego Boga (Dąb); a przede wszystkim Urgela – cudowna postać z Przygód Sindbada Żeglarza symbolizująca muzykę, sztukę, piękno i niewyrażalne. A tak swój status ontologiczny wyjaśnia sama bohaterka: „Nie jestem. Nie ma mię wcale. Nie istnieję. Nie umiem istnieć. Umiem tylko śnić się tym, którzy są snu spragnieni. […] A lutnia moja jest dziwna: dość pieśnią wzruszyć jej struny, aby żarzyły się blaskiem rozmaitym, który wszelkie mroki rozwidnia”11. Gra Urgeli to muzyka, której trzeba tylko słuchać. Biała magia dźwięków, które urzekają. Nic więcej. Motyw baśniowej lutnistki został pięknie rozwinięty właśnie we wspomnianym Skrzypku Opętanym, bowiem Rusałka Leśna, której pieśń silniejsza jest od śmierci, wskazuje na transcendencję. Tak więc zachwyt i oczarowanie to nie tylko emocje wpisane w sferę odbioru fascynującej twórczości Leśmiana, lecz przede wszystkim kategorie, które – podejrzewam – ją poprzedziły. W elementach wskazujących na muzykę (czy to w warstwie środków artystycznych, czy też samej treści) poeta wkracza w obszar doświadczenia mitycznego. W ten sposób w twórczości poetyckiej dokonuje się przymierze słowa i muzyki.

Jeszcze inny rodzaj przeżycia estetycznego oferuje opera, ona bowiem jest w stanie zaangażować większą liczbę zmysłów. XVII–wieczny eseista francuski, Jean de La Bruyère, pisząc o operze, twierdził, że „Istotą tego typu widowiska jest to, iż powinno w równym stopniu zachwycać umysł, oczy i uszy” 12. W tych zdaniu, będącym quasi-definicją opery, ważne i trafne jest wszystko. Opera jest widowiskiem, czyli sztuką dziejącą się przed publicznością. Opera ma zachwycać, czyli wprawiać w urzeczenie, zawłaszczać uwagę dzięki swojej niezwykłości. Opera równocześnie angażuje rozum i zmysły – tu tkwi istota jej totalności i to ją zbliża do sfery mythos. Manfred Lurker, badacz symboli w mitach, kulturach i religiach pisał: „Obraz, słowo i dźwięk odsyłają poza siebie”13. W każdym z nich może kryć się treść symboliczna wskazująca na pierwotniejszy od siebie archetyp, cóż dopiero mówić o zawłaszczeniu przez dzieło sztuki tych wszystkich władz umysłowych i zmysłowych. Recepcja dzieła sztuki może mieć w sobie dużo z postrzegania świata przez dziecko albo człowieka pierwotnego, chodzi o to doświadczanie bezpośrednie, o którym z tęsknotą mówił Leśmian14 . Słusznie więc Starobinski nazywa operę terenem, w którym można doświadczyć mitu. W tym gatunku łączy się nowa forma z obrzędowością („Obrzęd to powtarzanie akcji, która wydarzyła się w zamierzchłej przeszłości” 15).

Po wyjściu z sali…
Parafrazując znany wiersz Szymborskiej: niektórzy lubią operę, niektórzy – czyli nie wszyscy. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do polubienia tego gatunku. Niemniej pełne widownie świadczą, że tym niektórym opera jest do czegoś potrzebna. I niektórym z niektórych może dać przeżycie podobne do tego, jakie było oferowane uczestnikowi antycznej tragedii. Katharsis jest możliwe. Kilkugodzinne zawłaszczenie przez muzyczno–wizualne widowisko nie rozwiąże spraw codziennych, ale może dać to wyjątkowe oczyszczenie, o którym mówił Arystoteles w Poetyce.

I jeszcze dygresja filmowa: Sala samobójców – film w reżyserii Jana Komasy, szeroko komentowany w 2011 roku. Tak zwana dobra rodzina, chowany pod kloszem Dominik, studniówka, zbliżająca się matura – etap przełomowy w życiu, za chwilę zaczną się poważne wybory, decyzje… A jednak wcale nie dochodzi do wejścia w dorosłość, nagle wydarza się coś, z czym Dominik nie jest sobie w stanie sam poradzić, w konsekwencji nie chce rzeczywistości, wciąga go świat wirtualny. Jedna z pierwszych scen filmu dzieje się w operze, miejscem ostatniej – gdy już zdarzyło się nieodwracalne i rodzice głównego bohatera muszą się z tym uporać – również jest opera. Poza złożoną i niezwykle aktualną problematyką filmu, dla mnie też ta kompozycyjna klamra jest wymowna. Wirtualne życie może zawłaszczyć to rzeczywiste, ale czas sztuki jest czasem mythos, a to, co oferuje opera, nigdy nie zastąpi realności, jedynie da od niej odetchnienie. Dlatego też, bez względu na własne, indywidualne przeżycia można oczekiwać od opery tego samego, co być może bohaterowie Sali samobójców: chwilowego oczarowania.

***
Karol Swann – jeden z bohaterów dzieła Prousta W Poszukiwaniu straconego czasu miał swoją ulubioną sonatę, która przy nielicznych możliwościach wysłuchania wyzwalała w nim moc przeżyć, urastając wręcz do symbolu miłości, jaką żywił do Odety. Może gdyby Swann mógł wysłuchiwać tej sonaty wielokroć, w końcu znudziłaby mu się jak radiowy hit lata. Możliwości techniczne dały nam niebywałą jeszcze sto lat temu możliwość wielokrotnego wysłuchiwania swojej ulubionej muzyki, nie na żywo. Czy muzyka dziś nadal ma związek z mitem? Myślę, że tak, choć można by raczej mówić o micie zdegradowanym, czyli pozbawionym swojej pierwotnej, sakralnej funkcji. Odbiór muzyki to kwestia bardzo indywidualna, realizująca rozmaite ludzkie potrzeby, ale jeśli recepcja wiąże się z oczarowaniem, to muzyka – posługując się słowami E. T. A. Hoffmanna „pozwala człowiekowi odgadnąć jego wyższą zasadę, wprowadza go z niedorzecznej krzątaniny powszedniego życia, wprowadza do świątyni Izydy, gdzie Natura rozmawia z nim świętym, nigdy niesłyszanym, a mimo to zrozumiałym językiem” 16. Takie urzeczenie to czyste katharsis.
Joanna Wawryk

  1 P. Wierzbicki, Muzykalny kosmos, Warszawa 2010, s. 63.
  2
K. Armstrong, Krótka historia mitu, tłum. I. Kania, Kraków 2005, s. 11.
  3   Wszystkie   te   elementy   opisał   Robert   Rachuta   w   pracy   doktorskiej   Muzyka   w   Biblii.   Dostęp:   https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/1348/1/Praca%20doktorska%20Robert%20Rachuta.pdf [odczyt 12.12.2011].
  Homer, Odyseja, tłum. L. Siemieński, wstęp Z. Abramowiczówna, oprac. J. Łanowski, Wrocław 1992, s. 244.
  J. Starobinski, Czarodziejki, tłum. M. Ochab, T. Swoboda, Gdańsk 2011, s. 13.
6   E. Łetowska, Przedmowa, [do:] P. Kamiński, Tysiąc i jedna opera, Kraków 2008, s. 8.
J. Starobinski, dz. cyt., s. 15.
8  P. Wierzbicki, dz. cyt., s. 289.
9  Tamże, s. 290.
10  B. Leśmian, Utwory rozproszone. Listy, oprac. J. Trznadel, Warszawa 1962, s. 184.
11 Tenże, Przygody Sindbada Żeglarza, Poznań 2002, s. 149.
12  Cyt. za: J. Starobinski, dz. cyt., s. 16.
13  M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Kraków 2004, s. 92.
14 Leśmian mówił o bezpośrednim postrzeganiu, pozbawionym przepaści między wolą o czynem: „On – ów człowiek pierwotny dążył do tego, ażeby obrazy, które widział, stały się jego myślami. My zaś przeciwnie – staramy się o to, ażeby myśli nasze stały się obrazami… My – obrazujemy myśli. On przemyśliwał obrazy” (Szkice literackie, oprac. J. Trznadel, Warszawa 1959, s. 47).
15   J. Starobinski, dz. cyt., s. 18.
16  Cyt. za: J. Starobinski, dz. cyt., s. 33.
 

Londyńskie święto sztuki

PoEzja OCALA – takie było hasło imprezy artystycznej, która odbyła się w Londynie w weekend z 31 marca na 1 kwietnia. W stolicy Wielkiej Brytanii spotkali się ludzie sztuki z dziesięciu krajów. Podczas konferencji, zatytułowanej „Rola poezji we współczesnym świecie”, dyskutowali o miejscu sztuki w naszym życiu.

Artyści (poeci, muzycy, a także malarze i fotograficy) mieli okazję zaprezentować swoją sztukę przed szeroką publicznością. Większość z nich już wcześniej dała się poznać w Londynie. Jednak i debiutanci otrzymali szansę na przedstawienie swoich prac.

Głównym organizatorem imprezy była grupa artystyczna PoEzja Londyn. PoEzja OCALA stała się oficjalną prapremierą polskiej edycji Światowego Dnia Poezji, pod patronatem UNESCO. Wydarzenie to szczyci się już dwunastoletnią tradycją. Jego główne obchody mają miejsce dwudziestego pierwszego marca w Paryżu. W większości krajów pierwszy dzień wiosny również jest świętem poezji. Choć zdarzają się wyjątki. Między innymi w Polsce, gdzie Światowy Dzień Poezji odbywa się w kwietniu.

PoEzja Londyn zorganizowała londyńską prapremierę już po raz drugi. W 2011 roku odbyła się ona w lutym. W wypełnionym po brzegi POSKowym Jazz Clubie zaprezentowano wtedy ponad dwudziestu artystów. Zarówno poetów, jak i muzyków, wywodzących się głównie z brytyjskiego środowiska polonijnego. W bieżącym roku było to dużo większe wydarzenie, trwające dwa dni. Miało również o wiele bardziej międzynarodowy charakter, niż ubiegłoroczna impreza. W sobotę, trzydziestego pierwszego marca, miłośnicy sztuki spotkali się w polskim kościele na Devonii, w londyńskim Islington. Oprócz konferencji „Rola poezji we współczesnym świecie” oraz przedstawienia poetów (na liście znalazło się około ponad dwadzieścia pięć nazwisk) oraz muzyków – solistów i zespołów – miało miejsce spotkanie z Krzysztofem Zanussim. Na przykładzie fragmentów swoich obrazów, reżyser przedstawił przestrzeń, jaką szeroko rozumiana poetyckość zajmuje w jego filmach. Po zakończeniu prezentacji Krzysztof Zanussi brał udział w dyskusji z przedstawicielami publiczności i odpowiadał na pytania padające z sali.

Podczas oficjalnego otwarcia imprezy nastąpiło wręczenie nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dyplom „Za szczególne zasługi w popularyzowaniu literatury i kultury polskiej na ternie Wielkiej Brytanii” otrzymał Adam Siemieńczyk, założyciel i lider PoEzji Londyn. Nagrodę wręczał przybyły z Warszawy Aleksander Nawrocki, poeta, wydawca magazynu literackiego „Poezja Dzisiaj” oraz organizator obchodów Światowego Dnia Poezji w Polsce. Kolejnym wyróżnieniem otrzymanym przez Siemieńczykaa była Nagroda Światowego Dnia Poezji (Award World Poetry Day UNESCO 2012). Składa się na nią między innymi druk tomu poetyckiego po polsku i angielsku.

Z kolei w niedzielę, pierwszego kwietnia, w galerii znajdującej się w Greenwich Market miał miejsce wernisaż wystawy Emanacje. Swoje prace wystawiali fotograficy i malarze z kilku krajów. Również i tutaj nie obyło się bez nagród. W imieniu Słowiańskiej Akademii Literatury i Sztuki przybyła z Bułgarii założycielka i prezes Akademii, poetka Ełka Niagołova, wręczyła Adamowi Siemieńczykowi legitymację członkowską.

Oceniając zakończoną imprezę, można śmiało powiedzieć, że poezja faktycznie ocala. Wydarzenia ubiegłego weekendu pokazały wyraźnie, że „polski Londyn” ma się dobrze. Co więcej – w ciągu kilku lat, jakie minęły od wejścia Polski do UE i przybyciem do Wielkiej Brytanii wielu nowych artystów i ludzi sztuki – życie polonijne ponownie nabrało rozpędu. Po nieco chudszych latach sprzed naszej akcesji, znów zaczynamy być zauważani jako silna grupa. Zarówno w samej Anglii, jak i w Polsce. A także – w coraz większej mierze – w krajach, w których o istnieniu polskiej diaspory w UK do tej pory niewiele się mówiło. Między inny- mi za sprawą PoEzji Londyn polscy twórcy mają szansę szerzej zaistnieć w europejskim kręgu artystycznym.

Poniżej prezentuję listę gości zaproszonych do wzięcia udziału w PoEzja OCALA:
Zagranica
• Ełka Niagołova (Bułgaria), poetka, prezes Międzynarodowej Akademii Literatury i Sztuki Słowiańskiej
• Liubica Raichici (Rumunia), poetka, organiza- torka Festiwali Poezji Europejskiej
• Gizella Czisztay (Węgry), pisarka, laureatka Nagrody „Poezji dzisiaj” za przekłady z literatury polskiej
• Henryk Stefan Zajonz (Niemcy), poeta, fotograf, tłumacz, autor kilkuset tekstów o sztuce
• Tomasz Wybranowski (Irlandia), poeta, dzien- nikarz.
Do Londynu przybyli także zaproszeni twórcy z Polski:
• Aleksander Nawrocki poeta, redaktor „Poezji dzisiaj”, tłumacz, autor „Poezja polska – antologia tysiąclecia”
• Barbara Jurkowska (Polska), poetka, laureatka Nagrody Prezesa Polskiej Akademii Nauk
• Barbara Gruszka-Zych (Polska), poetka, dziennikarka
• Karol Samsel (Polska), poeta, krytyk literacki.
Gościem specjalnym był Krzysztof Zanussi.

Poeci biorący udział w PoEzja OCALA:
Adam Siemieńczyk, Alex Sławiński, Anna Maria Mickiewicz, Artur Tomaszewski, Bożena Mazur- Nowak, Joanna Szlagor, Łukasz Olszewski, Maria Jastrzębska, Marta Brassart, Norbert Durał, Jacek Wąsowicz, Jerzy Niemyjski, Grzegorz Spis, Wojciech J. Pawłowski, Tomasz Wybranowski, Paulina Krzyżaniak, Tomasz Michał Wieliczko, Marcin Łuczak Czarny, Piotr Kasjas, Grażyna Winniczuk, Kasia Pętkowska, Marlena Weber, Barbara Molska i inni.
Muzycy:
Monika Lidke, Maria Kudełka, Sabio Janiak, Jacek Osior, Marzena Rychlik, Anna Maria Hyży, Włodek Fenrych i inni.
Alex Sławiński
 
Więcej artykułów…