Start Varia O krytyce krytycznie

O krytyce krytycznie

 

Krytyka lubuska chyba ma się dobrze – spoglądam na liczbę recenzji w ostatnim „Pro Libris”, „Pegazie Lubuskim” (niestety studenckie pismo „LiteraT” nie istnieje już od wielu lat). To cieszy, że pojawiają się różne głosy. W Radiu Zachód niezastąpiona Krystyna Kamińska regularnie (co sobotę) wydaje opinie na temat lubuskich publikacji w audycji Czesława Markiewicza „Kulturalne lubuskie”. Niestety audycja nie jest udostępniania po emisji, więc przepada. Trudno. Chcę pokazać, że pustynnie u nas nie jest. Czy jednak wszystko działa w tej lubuskiej komunikacji literackiej (na linii czytelnik – krytyk – badacz – pisarz)?

 

Krytyka jest rodzajem nerwicy.
Andrzej Kijowski


Kiedyś Andrzej K. Waśkiewicz był dla wielu tworzących autorytetem. Dostrzegał zdolnych debiutantów, drukował pierwsze ich wiersze w „Nadodrzu” (wspomnę tylko o debiucie Anny Tokarskiej w 1964 r. czy Mietka Warszawskiego i Czesława Sobkowiaka w 1967 r.). Oceniał też książki dojrzałych poetów. Dziś najwięcej zasług w tej materii ma Małgorzata Mikołajczak (to z jej inicjatywy mamy Pracownię Badań nad Literaturą Regionalną, Zakład Teorii Literatury i Krytyki Literackiej). Nie można też zapomnieć o Czesławie P. Dutce, który uprawiał badania nad myślą metakrytyczną i nauką o literaturze ze stanowiska socjologicznego1 (był on także rektorem Uniwersytetu Poezji, który powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów w 1995 r.). Nie wykształciła się niestety jakaś lubuska szkoła krytyki, studenci na Uniwersytecie Zielonogórskim mają przedmiot „krytyka literacka” przez zaledwie jeden semestr (30 godzin). Są też „warsztaty kreatywnego pisania”, ale nikt podczas tych zajęć nie chce pisać kreatywnie. Wystarczyłoby podjąć ryzyko (po obu stronach).
Można powiedzieć, że ten tekst powstał na spacerze, przynajmniej jego najważniejsza (koncepcyjna) część. Wracałam ze spotkania, jakimś trafem rozmowa z pewną kobietą zeszła na temat krytyki literackiej. Po co krytyka? – usłyszałam. Nie miałam większych powodów, żeby wątpić w jej sens, bo w obiektywność przecież nigdy nie wierzyłam. Ale tylko na początku wydawało mi się, że odpowiedź jest banalnie prosta. Zastanawiam się, czy krytyka zmienia rzeczywistość. Nie znam żadnego przypadku, żeby pisarz-grafoman stał się geniuszem pod wpływem uwag recenzenta. Działa to także odwrotnie: żaden krytyk nie jest w stanie unieważnić talentu. Zadaję sobie zatem ponownie pytania: czy krytyka literacka jest nam dziś potrzebna? Jeśli tak, to jaka? Identyczne pytania postawiłam kilku osobom z naszego środowiska (Małgorzacie Mikołajczak, Barbarze Annie Dominiak, Jolancie Pytel, Januszowi Koniuszowi, Robertowi Rudiakowi i Czesławowi Sobkowiakowi), które z krytyką mają lub miały wiele do czynienia. Na końcu tego artykułu zamieszczone są ich głosy.
Krótka dygresja. Pamiętam dokładnie, że na jednej z zielonogórskich konferencji książka Czesława P. Dutki Literatura – badacz i krytyk rozdawana była uczestnikom obrad jako dodatek do materiałów konferencyjnych. Egzemplarzy było niewiele, więc dla studentki bez znajomości zabrakło. Kiedy wyszłam z auli, zauważyłam, że ktoś podrzucił ten niechciany prezent na stojak koło wyjścia z budynku. Ucieszyło mnie znalezisko, uznałam to zdarzenie za formę bookcrossingu. Z drugiej strony pomyślałam wtedy, że takie mamy czasy na krytykę. Byle komuś ją podrzucić. Wtedy jakoś lżej. Może jednak tak tragicznie nie jest? W 2011 r. zapytałam Waśkiewicza o krytykę lubuską – co zrobić, żeby nie była tylko krytyką „koleżeńską”, ale rzetelną i autentyczną. Żadnej wskazówki nie usłyszałam, powiedział tylko z typowym dla niego zdystansowaniem, że przecież mogę sama zacząć pisać. Nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekiwałam, jakich rad, diagnoz. Miał rację. Przekonać się o tym można, pisząc.
Z pewnością nie zamierzam szczegółowo opisywać mapy krytycznoliterackiej regionu. Chciałabym się skupić na krytyce literackiej jako takiej i przedstawić swój prywatny (więc może nieistotny) na nią pogląd. Pożytków z krytyki widzę wiele. Im bardziej różnorodna, spolaryzowana, tym lepiej. Przypominam sobie, że chyba rekordowym odzewem cieszył się tekst Roberta Rudiaka o geriatyzacji środowiska literackiego („Pro Libris” 2013, nr 1). W kolejnym numerze (2013, nr 2) odpowiedziało na tę diagnozę aż sześć osób (Małgorzata Stachowiak-Schreyner, Beata Patrycja Klary, Czesław Sobkowiak, Jakub Rawski, Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk, Janusz Koniusz), a w numerze 4 z 2013 r. swój głos zamieściła także Małgorzata Mikołajczak. Niektórzy może powiedzą, że nic z tego nie wynika, że to jedynie abstrakcyjne dywagacje. Dyskusja jest dla mnie wartością samą w sobie. Środowisko literackie wtedy oddycha, rozwija się. Zastanawiam się też, czy teksty krytyczne w naszych regionalnych czasopismach czytane są przez kogoś innego poza zainteresowanymi autorami. To nie jest takie oczywiste. Jesteśmy egocentrykami.
Porównałabym praktykę krytyczną do działania drzew, które oczyszczają powietrze, dają coś niewidzialnego i niezastąpionego. Czasem może przeszkadzają, rozsadzają korzeniami chodniki. Pewnie niejeden rozpędzony literat mógłby stracić na takim drzewie życie lub niebezpiecznie się pokaleczyć. Ale to niewielki procent. Czy więcej pożytku mamy z drewna w kominku czy z drewna rosnącego w lesie? Oczywiście jestem po stronie działań eko (ekokrytyki też, ale to inna bajka). Więc krytyka, która żyje, odświeża, współtworzy lokalny ekosystem i która powoduje nieoczywistości, jest mi bliska. Nie popieram tym samym krytyki naiwnej, schematycznej, spełniającej jedynie funkcje ozdobne lub reklamowe (np. minirekomendacje na okładce książek). Z drugiej strony obraz krytyki-drzewa wydaje mi się niedokładny, wskazywałby bowiem na takie jej cechy jak: stabilność i długowieczność, podczas gdy krytyka jest dziedziną skrajnie niestabilną, a jej skutki są często doraźne. Poza tym to florystyczne porównanie wymagałoby dookreślenia, kim lub czym są na przykład pozostali uczestnicy życia literackiego – w co oczywiście z braku kompetencji przyrodniczych nie chcę głębiej wchodzić.
Ubrałam okazjonalny kostium metakrytyczki. Ale nie zwracam się tylko do koleżanek-krytyczek i kolegów-krytyków, ale także do autorów i innych uczestników życia literackiego (chyba wszyscy jesteśmy po trosze krytykami). Zarysowuję niepełną wizję krytyki. Piszę też dla siebie, żeby lepiej zrozumieć działalność krytycznoliteracką i wskazać sobie jej cele. Może też po to, żeby jakoś uzasadnić swoje istnienie w tym literackim łańcuchu pokarmowym. Wiele wymagam od literatury. Od krytyki jeszcze więcej. Więc może warto się nad nią chwilę zastanowić.
„Prośby” (nie mogę tego nazwać „radami”, bo taka nomenklatura wywoływałaby mimowolną hierarchizację; piszę oddolnie) zapisałam w formie skróconych punktów. Są to oczywiście pewne uproszczenia, niekiedy może zbyt grubymi nićmi przeszyte. Ale mam świadomość, że przejaskrawienia są czasami skuteczniejsze od złotego środka.
Prośby do krytyka literackiego:

  1. Czytaj recenzje innych krytyków. Zajrzyj do autorytetów (Sandauer, Kijowski, Wyka, Brzozowski, Irzykowski, Peiper, Ważyk, Klejnocki i wielu innych). Chodzi o to, żeby się nie zamknąć w stworzonym przez siebie świecie, wyjść poza narcystyczne skłonności. To nie tylko rozwija patrzenie na literaturę, ale staje się też podstawą polemik. I metakrytyki.
  2. Nie pisz dla przyjaciół, a jeśli już piszesz – nie bądź wobec nich wyrozumiały. Udawane recenzje dla znajomych to niedźwiedzia przysługa. Uwierz, że wprawiony czytelnik wyczuwa puste lub nieszczere sformułowania. I wtedy nie ma nic do rzeczy, że chcesz zrobić panu X przyjemność, bo stracił pracę lub rozjechano mu kota. Czy nie lepiej pójść do niego i porozmawiać zamiast pisać recenzje?
  3. Nie tylko opisuj, ale też staraj się wartościować literaturę (gr. kritik – sztuka oceniania). To jest w końcu jedna z ważnych funkcji krytyki. Karol Irzykowski powie jednak: „prawdziwy krytyk raczej sprawdza niż sądzi”2. Jest w tym wiele racji. Więc sprawdzaj książki na wszystkie znane ci sposoby. A następnie wskazuj czytelnikom dzieła dobre i odradzaj sięgania po słabe (czyli takie, które się nie sprawdzą, okażą się płaskie, gdy zaczniemy oświetlać je z różnych stron). Przykład. Załóżmy, że jesteśmy w restauracji. Wielu z nas chciałoby zapewne, żeby polecono nam coś, co świetnie smakuje. Opis życia kaczki w naturze jest nieprzydatny, jeśli kucharz nie potrafi jej przyrządzić. Niejeden czytelnik podobnie ma z książką – chce przeczytać coś dobrego, a nie coś dobrze opisanego.
  4. Posługuj się rzetelnymi argumentami. Podchodź do książki bez apriorycznych założeń (np. z góry nie zakładaj, że książka A jest świetna, bo napisał ją ktoś, kto zdobył miesiąc temu nagrodę X). Innym błędem krytyków jest szybka identyfikacja pisarza i niewłaściwa argumentacja (np. ktoś stwierdzi, że pisarz reprezentuje linię „Gazety Wyborczej” i koniec dyskusji). Więcej pisze o tym Jerzy Jarzębski3.
  5. Polemizuj. Nie tylko z innymi – ale także ze sobą. Pamiętaj jednak, że polemika dla samej polemiki jest nic niewarta. Psy szczekają, karawana...
  6. Nie bądź schematyczny, ale kreatywny. Naucz się żonglować. Posługuj się metaforami, metonimiami, obrazami. Czy metafora jest zdolna wyrazić pogląd? Nie jestem tego pewna, ale myślę, że pozwala coś lepiej zrozumieć, zobaczyć, zindywidualizować język, zbliżyć krytykę do sztuki. Jacques Derrida nakazywał: „czytać (zawsze) inaczej”. Nie jest też konieczne, żeby wypełniać od lat znany schemat4: prezentacja autora i dzieła, streszczanie utworu, relacja z lektury, wydawanie sądów, klasyfikacja, hierarchizacja. Możesz go uzupełnić na własny sposób, a nawet zlekceważyć.
  7. Czytaj literaturę różnych epok. Podnoś swoje kompetencje. Krytyk nie powinien być monotematyczny, posługiwać się sztafażem tylko kilkunastu sprawdzonych przykładów.
  8. Specjalizuj się w wąskiej dziedzinie (np. poezja, reportaż, kryminał). Moim zdaniem profesjonalny krytyk ma zawężone pole praktyki krytycznej, choć na ten temat pojawiają się różne opinie. Chodzi o to, żeby każdy robił najlepiej to, na czym się zna.
  9. Nie bój się błądzić. Ryzykuj. Nie ma obiektywnych kryteriów. Ale bądź otwarty na nowe zjawiska. Niech błędy nie wynikają z pośpiechu. Czasy ocenią Ciebie (znamy takie spektakularne pomyłki – np. Kazimierz Wyka źle ocenił przed wojną Brunona Schulza).
  10. Pisz zrozumiale. Nie przenaukawiaj swoich tekstów. Nie bełkocz. Nie aplikuj, gdzie tylko można teorii z różnych dziedzin. Krytyk jest pośrednikiem między pisarzem a czytelnikiem. Nie potrzebujemy dodatkowo tłumaczyć krytyka, żeby rozszyfrować pisarza.
  11. Postaraj się odejść od postawy hermeneuty, który szuka jednej prawdy w tekście. Może prawda to złudzenie. Spróbuj lektury performatywnej, energetycznej, nastawionej na doświadczanie i przeżywanie.
  12. Stwórz swój własny styl wypowiadania się, intymny, subiektywny. Ale jednocześnie w pewien sposób przezroczysty (nieskupiający uwagi na samej krytyce).
  13. Nie kieruj się uprzedzeniami, fobiami. Jeśli nie lubisz pani Y, to masz świetną okazję, żeby się sprawdzić. Weź książkę jej autorstwa i znajdź dziesięć atutów. Oddziel pisarza od literatury.
  14. Nie ulegaj mediom, które chciałyby z krytyków zrobić „book jockeyów”5. Przemysław Czapliński mówi w tym kontekście o odmianie karłowatości krytyki6.
  15. Nie włączaj się w spory polityczne. Literatura to nie zastępczy dyskurs polityczny.
  16. Nie załatwiaj za pomocą literatury swoich interesów.
  17. Nie moralizuj7. Nie wpadaj w pułapki opozycji. Rozmontowuj stereotypy.

Skończyłam wyliczać. Może najważniejsze jest jednak, żeby nie spełniać czyichś pobożnych próśb. Znaleźć własne proporcje. Każdy w swojej głowie chyba powinien przewartościować pojęcie na ten temat. Poniżej zamieszczone zostały głosy wspomnianych osób, których działalność z wielu względów ważna jest dla tego środowiska literackiego. Oto ich punkty widzenia.

Małgorzata Mikołajczak
: Myślę, że krytyka, pojawiająca się w formie recenzji, not krytycznych, omówień czy polemik, jest potrzebna czytelnikom i krytykom, w mniejszym stopniu autorom, których dotyczy, choć ci ostatni są nią zazwyczaj najbardziej zainteresowani. Dla pisarza głos krytyka stanowi ważny sygnał zwrotny, jest okazją do konfrontacji z czytelnikiem. Autora, który poważnie traktuje pisanie, cieszyć powinna nawet najbardziej krytyczna opinia: oto komuś zechciało się książkę przeczytać, przemyśleć, skomentować – jego wysiłek nie poszedł na marne! Poza tym – banalna to prawda – „talent” musi iść w parze z ćwiczeniem i sporo zawdzięczamy tym, którzy nas „ćwiczą”, nawet wówczas jeśli są nazbyt surowi lub – bo i tak bywa – nie mają krytycznoliterackich kompetencji. Najgorsze jest milczenie krytyki, które dla autora staje się „pocałunkiem śmierci”. A są krytycy, którzy odmawiają pisania krytycznych recenzji, uznając, że szkoda tracić cenny czas i zajmować się tym, co nie ma wartości (jest przecież tyle książek, które można przeczytać w tym czasie).
Korzyści, jakie płyną z krytyki dla czytelnika, tłumaczyć nie trzeba, zwłaszcza w dobie, gdy każdy może publikować wszystko. A krytyk? Ten krytyce najwięcej zawdzięcza. Począwszy od całkiem przyziemnych profitów (są wszak redakcje, które jeszcze za recenzje płacą!) poprzez możliwość włączenia się w życie literackie i uczestnictwa w zinstytucjonalizowanej kulturowej wspólnocie komunikacyjnej, aż po możliwość najcenniejszą, którą nazwałabym ćwiczeniem pióra i gustu. Bo napisanie dobrej recenzji jest sztuką, wcale nie mniejszą – choć oczywiście stopień trudności jest inny – niżeli umiejętność napisania książki. Trzeba posiąść nie tylko tajniki krytycznoliterackiego warsztatu, nie tylko mieć sporą wiedzę na temat literatury (i towarzyszących jej kontekstów), ale też opanować wcale niełatwą umiejętność rozpoznawania i nazywania tego, co w literaturze wartościowe. Nie chodzi tylko o to, żeby dużo czytać, dużo pisać, trzeba to robić... cóż, po prostu dobrze. A co to oznacza? Zamiast odpowiedzi proponuję lekturę opracowanego przez Martę Wykę Dekalogu krytyka:

  1. Zawsze przeczytać książkę, o której zamierza się pisać – jeśli to możliwe, do końca.
  2. Ustalić wewnętrznie, do jakiej konkluzji dążymy – to wpływa na kształt zamierzonego tekstu. Inaczej mówiąc: nie czekać aż konkluzja rozwinie się w trakcie pisania.
  3. W przypadku poezji: nie być poetyckim, nie liryzować.
  4. W przypadku prozy: nie snuć własnych fabuł, ani nie dopisywać możliwych lepszych rozwiązań („ja bym to zrobił tak...”).
  5. W przypadku uzasadnionego gniewu na grafomana dostarczyć dowodów na grafomaństwo – nie tylko wyśmiewać, ale również pouczać (jednak). Litość nie jest wskazana.
  6. Nie zapuszczać się, bez przygotowania, na teren nauk innych: nagminne są obecnie aluzje filozoficzne, oparte często na domniemaniach. Jeśli nie mamy pewności, iż dany pisarz był/jest heglistą, kantystą, egzystencjalistą, deridiańczykiem itd. – lepiej to opuścić. To samo odnosi się do buszowania na terenie nauk społecznych, politycznych, historycznych, a także ścisłych (i to się zdarza).
  7. Powyższe nie oznacza jednak, iż nie należy mieć tzw. ogólnego przygotowania. Owszem, należy o nie zadbać, co oznacza czytanie innych książek niż ta, którą aktualnie recenzujemy, a także sprawdzenie, czy może ktoś inny nie napisał już wcześniej tego samego, co właśnie z mozołem wymyślamy.
  8. Nie poddawać się terrorowi mainstreamu, bowiem mainstream nie zawsze ma rację.
  9. Nie tępić cudzych poglądów: pamflet i paszkwil to bardzo trudne gatunki, trzeba je dobrze opanować.
  10. Krytyk idealny: takiego nie ma, ale do ideału zawsze należy dążyć.


Barbara Anna Dominiak: Wobec wzmożonego zainteresowania działalnością literacką i tym, że coraz więcej osób sięga po pióro, a dostęp do wydawnictw i możliwość publikowania tekstów są coraz łatwiejsze, szczególnie istotna wydaje się rola krytyki literackiej. W odniesieniu do literatury regionalnej krytyka spełnia jeszcze dodatkową funkcję – generuje zainteresowanie wartościową twórczością regionu i integruje środowisko lokalne.

Jolanta Pytel: Krytyka literacka była, jest i będzie potrzebna, aby wskazać twórcy jego błędy i niedociągnięcia, ale także te wartościowe rzeczy, których sam autor dostrzec nie potrafi. Choć przyznam szczerze, że niewielu jest rzetelnych i mających szeroką wiedzę krytyków literackich.

Janusz Koniusz: Trudno sobie wyobrazić literaturę, życie literackie bez autentycznej krytyki. Jest ona niezbędna szczególnie dziś, w epoce nadmiaru książek o przeróżnej, często mizernej wartości. Wydaje każdy, kto ma pieniądze, bez wydawniczej selekcji. Stąd brak dzisiaj polemik literackich, dyskusji. Niemal wszystko, co się ukazuje, jest genialne... Czytelnik zupełnie się gubi.

Robert Rudiak: Krytyka jest potrzebna, zwłaszcza w omówieniu książek niskonakładowych, wydawanych w małych, często regionalnych wydawnictwach. Pozycje drukowane w wielotysięcznych nakładach mają zazwyczaj szeroką reklamę, promocję w ogólnopolskiej prasie, radiu, a bywa, że i w telewizji. Ale to jest biznes wydawniczy, inni na takie pieniądze czy marketing liczyć nie mogą. Zatem, jeśli ma być krytyka, to jaka? Uważam, że słusznie określił formę prowincjonalnej krytyki już w latach 90. ubiegłego wieku prof. Jan Kurowicki, długoletni dyżurny recenzent wydawanych na Ziemi Lubuskiej książek poetyckich, twierdząc, że w takich miastach jak Zielona Góra czy Gorzów Wlkp. potrzebna jest krytyka towarzysząca. Krytyka, która nie zaszkodzi nadpobudliwym i wybujałym ego ludzi pióra, a raczej będzie dlań życzliwa, dopatrzy się dobrych stron w ich twórczości i łaskawie przyjmie wytwory pisane z potrzeby serca. Krytyka ku pokrzepieniu...

Czesław Sobkowiak: Krytyka literacka jest służącą literatury. Literatura jest bowiem ważną personą. Nigdy jej nie może zastępować ani nawet z nią konkurować. To byłoby wielkie nadużycie, które czasem się zdarza. Jest służącą i musi taką rolę uznać za właściwą. Literatura bowiem (wszelka sztuka najogólniej) sama w sobie jest dość bezradna, wyraża, przemawia do odbiorcy, zawiera w swoich obrazach, konstrukcji i znakach symbolicznych wszystkie znaczenia, w które twórca ją wyposaża, ale niekoniecznie do końca sam twórca ich sensów jest świadomy. I zadaniem krytyki literackiej na każdym jej poziomie (od recenzji do eseju) jest te wszystkie rzeczy odczytać, odkopać – poukrywane bardzo często – nazwać, sklasyfikować i jakoś możliwie najpełniej odnieść do sfery wartości ogólnych czy np. biografii (losu) twórcy. Zadanie jest ważne, ale i trudne. W pytaniu ukryta jest wątpliwość odnośnie do potrzeby istnienia krytyki literackiej dzisiaj. Nie wiem, z czego bierze się ta ewentualna sugestia, ale wiem, że zwłaszcza teraz, gdy co autor, to odrębność, osobność, jakaś gloryfikowana oryginalna indywidualność świata, sobie tylko wiadomymi prawami się rządząca, musi być ktoś (krytyk literacki), kto wszystkie osobliwości określi, także dopełni wyjaśnieniami. Żyjemy bowiem w kulturze pozbawionej jednolitego paradygmatu. I zaprowadzanie jakiegoś, choćby w minimalnym stopniu, porządku staje się wielce konieczne, jeśli jeszcze chcemy pamiętać o społecznym odbiorze twórczości. Poza tym – co chyba najważniejsze – jej zadanie ciągle polega na hierarchizowaniu, ustalaniu poziomu ważności. Jeśli tego nikt nie zrobi i z tego się zrezygnuje, to sens tworzenia utraci swój główny atut. Trzeba pamiętać, że nie wszystkie dzieła są tak samo istotne. Nie autor może to wskazać, ale już wyłącznie najbardziej świadomy czytelnik, czyli krytyk literatury. W tej chwili najbardziej użyteczna i potrzebna może być krytyka towarzysząca i środowiskowa.

 


 

1 Można wspomnieć niektóre jego prace: Literatura – badacz i krytyk, Zielona Góra 2000; Słowo peryferyjne: eseje, szkice literackie i recenzje, Zielona Góra 1999; Krytyka i badacza postawy fundamentalne, Wrocław 1982.
2 K. Irzykowski, Godność krytyki, [w:] „Kartografowie dziwnych podróży”. Wypisy z polskiej krytyki literackiej XX wieku, red. i wstęp. M. Wyka, Kraków 2004, s. 40.
3 J. Jarzębski, Krytyka: kilka słów wstępu, [w:] Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Między rynkiem a uniwersytetem, Kraków 2007, s. 5-9, 411-446.
4 Maria Cyranowicz ujmuje te elementy w schemat akcji: ekspozycja, retrospekcja, retardacja, kulminacja, puenta. Por. M. Cyranowicz, Jak krytyka nie służy krytykowi..., [w:] Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Między rynkiem a uniwersytetem, Kraków 2007, s. 240-241.
5 Literatura w uścisku mediów. Rozmowa redakcyjna z udziałem P. Czaplińskiego, K. Dunin, J. Jarzębskiego, D. Nowackiego, P. Śliwińskiego i M. Zaleskiego, „Res Publica Nowa” 2000, nr 7, s. 49-60.
6 P. Czapliński, Żwawy trup. Krytyka literacka 1989-2004, [w:] tegoż, Powrót centrali, Kraków 2007.
7 Edward Balcerzan na początku lat 90. pisze, że w krytyce literackiej „spotężniały dwa żywioły: moralizatorski i marketingu. [...] Dla moralisty publiczność to jakby ława przysięgłych, dla przedsiębiorcy – tłum w supersamie” – E. Balcerzan, Zmiana stanu, „Teksty Drugie” 1990, nr 2.

 

Mirosława Szott