Start Varia Te nowe pomniki

Te nowe pomniki

Te nowe pomniki… Wciąż mówimy o nich „nowe”. Wciąż próbujemy je oswoić, polubić, zaakceptować lub wręcz przeciwnie – dyskutujemy z ich obecnością, protestujemy, okaleczamy. I porównujemy do ich starszych braci – tych, którzy wrośli już w miejski krajobraz, którzy od dekad stanowią trwały element naszych wspomnień.

W ciągu ostatnich lat Zielona Góra podlega widocznym zmianom, ekonomicznym, demograficznym, rozwój jednych aspektów przeplata się z degeneracją innych. Zmiany zachodzą także w przestrzeni miejskiej, pojawiły się nowe gmachy Filharmonii, Palmiarni, wyrósł oczekiwany tyle lat basen, grobowiec Złotego Domu, gruzy Polskiej Wełny przepoczwarzyły się w Focus, deptak zmienił skórę, a samo miasto urosło, przerastając (terytorialnie) Poznań…
W końcu, po niemal dwóch dekadach bez tego typu realizacji, pojawiły się także nowe pomniki i rzeźby. I od razu wywołały zacięte dyskusje.
Ubiegłe dwudziestolecie długo nie przynosiło wielu realizacji artystów w przestrzeni miejskiej. Zlecenia dotyczące kolorystyki ulic, malarstwa ściennego, przejmowane były przez wyspecjalizowane biura projektowe i agencje reklamowe. Bardzo długo nie powstawały nowe realizacje rzeźbiarskie. Do wyjątków należy symboliczny powrót Robotników – rzeźb autorstwa Henryka Gawanowskiego, zdewastowanych i ukrytych w 1982 roku przez Służbę Bezpieczeństwa, a przypadkowo odnalezionych w 1996 roku.
Znakiem czasu były prace modyfikujące niektóre dzieła powstałe w minionym systemie – orłom dorzeźbiano korony, na pomniku Bohaterów II Wojny Światowej (projektu Anny Krzymańskiej) również dołożono orła w koronie oraz zatarto elementy kojarzące się z Armią Czerwoną na postaciach żołnierzy. W przypadku tego pomnika co jakiś czas pojawiają się nowe koncepcje, mające na celu nadanie mu bardziej „słusznego” wyglądu; tu przykładem może posłużyć choćby dołożenie w ubiegłym roku plastikowej tablicy z godłem państwowym (co zwiększa ilość polskich orłów w ramach jednego monumentu do trzech). O fakcie, że rzeźba stoi na miejscu dawnego radzieckiego cmentarza wojskowego, w towarzystwie się nie wspomina...
Nasi rzeźbiarze okazjonalnie wykonywali tablice pamiątkowe lub statuetki, większe formy realizując dla innych miast. Niekiedy były to prace niezwykle spektakularne, jak choćby Kwadryga Brunonii wykonana przez Artura Wochniaka w Brunszwiku.
Pierwszą jaskółką zwiastującą wysyp nowych obiektów był pomnik Jana Pawła II, autorstwa gdańskiej artystki, Moniki Zadurskiej-Bielak, przy kościele pw. Ducha Świętego w 2006 roku. Brązowy posąg wpisuje się w zjawisko masowego stawiania w całym kraju papieskich pomników, jakie nastąpiło po śmierci wielkiego Polaka.
Jednak na prawdziwą falę nowych realizacji przestrzennych przyszło jeszcze trochę poczekać. Coś drgnęło w roku 2008, kiedy Robert Tomak wyrzeźbił (wygrawszy uprzednio konkurs) pomnik Ignacego Łukasiewicza. Figura stanęła przed siedzibą PGNiG w Zielonej Górze. Pomnik wykonany jest z brązu, początkowo umieszczony został na granitowym cokole wysokości 50 cm, który w 2010 roku wymieniono na nowy, już 140-centymetrowy. Łukasiewicz oddany został w konwencji realistycznej. Wynalazca przedstawiony został w pozycji siedzącej, w prawej dłoni trzyma lampę naftową własnej konstrukcji. Zza jego pleców tryska stylizowany jęzor ropy naftowej. Był to pierwszy od ponad dwóch dekad pomnik dłuta lokalnego twórcy w Zielonej Górze.

A potem był Bachus

Już w 2001 roku pojawił się pomysł ustawienia w mieście pomnika Bachusa. Ogłoszono dwukrotnie konkurs rzeźbiarski, lecz efekty nie były zadowalające. Pomysł wrócił w roku 2008, wywołując szeroki odzew mieszkańców i żywiołową dyskusję na łamach lokalnej prasy. Idea budowy pomnika boga wina zyskała rzesze zwolenników, ale ujawnili się także i przeciwnicy protestujący wobec stawianiu w środku miasta pogańskiego bożka. Oponenci domagali się odbudowy przedwojennej Winiarki, widząc w niej nieobarczony ryzykownymi konotacjami religijnymi symbol tradycji Zielonej Góry. Obie postacie – Winiarka i Bachus zostały w toku przeciągającej się dyskusji niejako przypisane do rywalizujących o władzę w mieście opcji politycznych! Dotyczyć będzie to niestety niemal wszystkich nowych pomników...
Wróćmy jednak do Bachusa. Efekty drugiego konkursu dało się już oglądać bez bólu i rzeźba stanęła na deptaku we wrześniu 2010 roku. Konkurs wygrali rzeźbiarze krakowscy – Jacek Gruszecki i Robert Dyrcz. Pomnik Bachusa był też początkiem szerszej dyskusji o nowych pomnikach i rzeźbach plenerowych w Zielonej Górze. Od strony logistyczno-formalnej nad tym i kolejnymi konkursami czuwała powołana przez Prezydenta Miasta Zielona Góra komisja do spraw pomników i form przestrzennych pod przewodnictwem dyrektora Muzeum Ziemi Lubuskiej Andrzeja Toczewskiego.
Bóg wina został ukazany w postaci młodego mężczyzny w wieńcu z winorośli siedzącego na beczce; w jednej z dłoni bożek trzyma szarfę z zielonogórskim herbem. Jako mały projekt Bachus budził skojarzenia z barokową rzeźbą parkową, dynamiczną, lekką i nieco swawolną, jednak po powiększeniu, ponaddwumetrowa muskularna postać o proporcjach dziecka zyskała mroczny rys potworności. Czy było to błędem twórców czy zamierzonym efektem? Niezależnie od odpowiedzi ta ujawniająca się w ostatecznym wyglądzie pomnika zmiana nadała mu wyrazu i charakteru; odlany z brązu Bachus jest dzisiaj centralnym punktem zielonogórskiego deptaka i jednym z symboli miasta. Pomnik już w trakcie powstawania wywołał żywe i momentami kuriozalne dyskusje, w których na pierwszy plan wybijały się kwestie bynajmniej nie estetyczne lecz polityczno-religijne. Z uwagi na zbieżność czasową można się zastanawiać, czy niejako uboczną konsekwencją pojawienia się Bachusa na zielonogórskiej starówce nie były sięgające Watykanu zabiegi (zakończone powodzeniem) uczynienia św. Urbana patronem Zielonej Góry.
Również w 2010 roku zrealizowany został pomnik Wydarzeń Zielonogórskich. Realizacja, autorstwa gdańskiego artysty Roberta Kaji powstała (z inicjatywy prof. Konrada Stawiarskiego) w 50. rocznicę mających miejsce 30 maja 1960 roku wypadków. Monument jest nowoczesny w formie, częściowo włączony w bryłę Filharmonii Zielonogórskiej (dawnego Domu Katolickiego będącego osią Wydarzeń). Autor zestawił surową kamienną bryłę sugerującą więzienne drzwi z opisem wypadków „rzuconym” bezpośrednio na ścianę budynku.
Kolejnym pomnikiem, który powstał w Zielonej Górze, był pomnik Matki Sybiraczki postawiony z inicjatywy Stowarzyszenia Na Rzecz Pomocy Zesłańcom Sybiru. Konkurs wygrał Robert Tomak, a uroczyste odsłonięcie rzeźby odbyło się 17 września 2010 roku. Tu forma jest tradycyjna, nawiązująca do sztuki historycznej XIX wieku, co dodatkowo podkreśla wielowiekowe istnienie kontekstu syberyjskiego w polskich dziejach i losach. Odlana z brązu postać kobiety, matki w łachmanach przygarnia do siebie dwójkę dzieci. Pomnik znajduje się na placu Kolejarza.
Następną realizacją był monument poświęcony pamięci ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem z 10 kwietnia 2010 roku. Konkurs wygrała Małgorzata Bukowicz, a odsłonięcia pomnika dokonano na zielonogórskiej nekropolii w pierwszą rocznicę tragedii. Forma metalowego monumentu nawiązuje do kształtu skrzydła samolotu i zarazem nagrobnej steli.
Rok 2010 był rokiem prawdziwego wysypu realizacji rzeźbiarskich w przestrzeni Zielonej Góry. Nie zawsze były to klasyczne pomniki. Podczas majówki na deptaku pojawiła się Zielona Góra i to w sensie dosłownym. Rzeźba miała formę gipsowego stożka w kolorze ostrej zieleni. Było to dzieło stołecznych artystów młodego pokolenia, Tymka Borowskiego i Pawła Śliwińskiego, zrealizowane w ramach organizowanego przez Biuro Wystaw Artystycznych pleneru IMPREZA DOBRA I RYZYKOWNA. Zielona Góra budziła skrajne reakcje, od szczerego entuzjazmu po ostry sprzeciw. Dwukrotnie stała się obiektem krytycznych działań performatywnych innych twórców (autorem pierwszej akcji był Aleksander Olejniczak, drugiej – grupa Małe Miejsce Sztuki). Nie okazała się także odporna na działanie warunków zewnętrznych, zielona farba bladła i obłaziła, gips obkurczał się i kruszył. W końcu obiekt zniknął z deptaka w 2013 roku, dziś stoi za budynkiem BWA.
W 2010 roku powstała jeszcze jedna rzeźba, wokół której zrobiło się naprawdę głośno. Kiedy przed wyczekiwanym Centrum Rekreacyjno-Sportowym pojawiła się para sportowców dłuta Agnieszki Wolskiej wybuchł skandal. Rzeźba przedstawia postacie dwojga sportowców, zwróconych do siebie plecami, których ciała tworzą gimnastyczny łuk. Atleci przedstawieni zostali w konwencji realistycznej, mimo że wczesne projekty tego nie zakładały. Zmiana okazała się być brzemienna w skutki. Prezydent Zielonej Góry jako warunku istnienia posągu zażądał usunięcia genitaliów mężczyzny. Autorka podporządkowała się temu, ale… w obecności kamer. Rozgłos, który wybuchł wokół okaleczenia dzieła, miał charakter ogólnopolski, przyćmił także otwarcie samego basenu, wyczekiwanego od lat. Po tygodniu medialnych utarczek prezydent zmienił zdanie i brakujący fragment figury wrócił na miejsce.
Podczas prac nad Bachusem, niejako na marginesie pojawiła się koncepcja „rzeźb towarzyszących”, niewielkich form rzeźbiarskich rozrzuconych w przestrzeni miejskiej. Idea skrystalizowała się w formie bachusików – niedużych, około 30-centymetrowych figurek w pewnym stopniu nawiązujących do pomysłu wrocławskich krasnali. Pięć pierwszych sfinansowało miasto, kolejne prywatni sponsorzy. Pierwsza figurka pojawiła się na zielonogórskim deptaku w 2010 roku. Do dziś powstało ich już 38, kolejne są w drodze. W ciągu pięciu lat bachusiki stały się charakterystycznym elementem naszego miasta, wrosły w jego krajobraz i w pejzaż naszych wspomnień. Choć start miały trudny – niektóre figurki od początku bywały celem chuligańskich ataków, kopane, wyrywane, piłowane, a nawet rozjeżdżane samochodem... Element z początku obcy, tradycja stworzona sztucznie, a jednak w końcu się „przyjęły”, zostały zaakceptowane. Dla dzieci, które dziś bawią się przy figurkach, bachusiki będą fragmentem najwcześniejszych wspomnień, jako coś, co było „od zawsze”. Autorzy rzeźb to lubuscy artyści: Małgorzata Bukowicz, Robert Tomak, Andrzej Moskaluk i Artur Wochniak.
A skąd w ogóle pojawił się pomysł wpuszczenia bachusików na deptak? Ojcem koncepcji bezapelacyjnie jest Tomasz Czyżniewski, który widzi w nich niesforne potomstwo Bachusa i sumiennie do każdej powstającej figurki dopisuje barwną anegdotę. Może jednak nie tylko... Pamiętam wcześniejsze luźne rozmowy z władzami miasta, podczas których Artur Wochniak i ja rzuciliśmy niezobowiązująco pomysł, by na dużym pomniku Bachusa (który wtedy powstawał) się nie skończyło, że może powinny zafunkcjonować gdzieś jakieś postaci z orszaku, może jakieś satyry, bachantki, syleny... Może więc i my mamy tu jakiś drobny udział i jesteśmy koncepcji, która wykrystalizowała się w formułę bachusików, dziadkami? Bachusiki wywołują różne emocje, dla jednych są sympatyczną atrakcją turystyczną, dla innych kamieniem estetycznej obrazy. Nie wiadomo, ile z nich ostatecznie przetrwa, bo choć wciąż powstają nowe, to jednak nie wszystkie z pierwszej fali udało się ocalić.
Na kolejną rzeźbę musieliśmy czekać do roku 2013. Był to pomnik Dobosza Powstania Wielkopolskiego, postawiony z inicjatywy Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego. Na granitowym cokole stanęła odlana z brązu figura dziecka-żołnierza; ubrany w mundurowy szynel chłopiec daje werblem sygnał do rozpoczęcia Powstania. Autorem rzeźby jest zielonogórski twórca Romuald Wiśniewski. Pomnik usytuowany jest w rogu placu Wielkopolskiego. Lokalizacja rzeźby wydaje się dość dyskusyjna, zasłania ona i dominuje inny pomnik historii – zachowany fragment otaczającego niegdyś miasto muru obronnego.
W tym samym roku powstała pierwsza zielonogórska „ławeczka” – przed gmachem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w 2013 roku zasiadł jej patron. Ławeczka Norwida (autorstwa bydgoszczanina Andrzeja Rittera) jest realizacją nowatorską (i ryzykowną) z dwóch powodów – po pierwsze, ma charakter multimedialny i interaktywny, widz może, wciskając przycisk na trzymanym przez poetę tablecie, usłyszeć nagranie jego wierszy; drugim istotnym aspektem jest użyty do wykonania rzeźby materiał, tradycyjny brąz ustąpił tu miejsca żywicy, równie efektownej, ale i wielokrotnie mniej trwałej.
Pomysł postawienia kolejnego pomnika początkowo wywołał w Radzie Miasta gwałtowny spór polityczny o interpretację naszej narodowej historii. Chodzi o zrealizowany z inicjatywy senatora Stanisława Iwana pomnik Żołnierzy Wyklętych (poświęcony żołnierzom zrzeszenia Wolność i Niezawisłość). Rzeźba, dłuta Roberta Tomaka, nawiązuje w formie do istniejących już w wielu innych miastach pomników związanych z tematem. Przeważnie mają one formę głazu (lub stosu głazów), szczytu, którego strzeże ukoronowany orzeł. Zielonogórski monument był bardzo wyczekiwany także przez tych mieszkańców, którzy nie akceptowali uroczystości państwowych i patriotycznych odbywających się pod historycznie problematycznym pomnikiem na placu Bohaterów. Odsłonięcia rzeźby dokonano 28 lutego 2014 roku, stanęła ona na placu im. majora Adama Lazarowicza (dziadka Stanisława Iwana) przy Winnym Wzgórzu. Pierwszy marsz z pochodniami, zorganizowany m.in. przez Młodzież Wszechpolską i kibiców Falubazu, ruszył pod pomnik dwie noce później.
Przed Urzędem Marszałkowskim stanęła ostatnia, jak dotąd, zielonogórska Winiarka, tym razem drewniana. Rzeźba, autorstwa Jana Papiny, nawiązuje stylistyką do twórczości ludowej.
Nieopodal, w Parku Tysiąclecia, 25 września 2014 roku stanęła rzeźba zupełnie inna – czarna, płaska sylweta ogromnego kruka z wygodnym hamakiem zawieszonym w jamie wydrążonego brzucha. Ptak Basi Bańdy, zielonogórskiej artystki młodego pokolenia, początkowo budzi lęk i niepokój, by następnie je oswoić i zaprosić widza do chwili relaksu. Inspiracją dla artystki były ponoć kołujące nad pobliskim szpitalem kruki... Ptak zaprasza do interakcji, nie jest rzeźbą wyłącznie do oglądania. Można doszukać się tu nowoczesnej i poszerzonej idei „ławeczki”.
W maju 2015 roku Basia Bańda zrealizowała także (przy współpracy Tomasza Relewicza) amorficzne „siedziska” przed zielonogórskim BWA. Praca powstała w ramach wystawy Tu jesteśmy zorganizowanej w 50-lecie placówki.
Inna „ławeczka” zakończy (jak na razie) listę nowych obiektów. 6 listopada 2015 roku na skwerze przed Muzeum Ziemi Lubuskiej pojawił się stolik z dwoma krzesłami. Na jednym rozsiadł się Klemens Felchnerowski (1928-1980), legenda lubuskiego środowiska kulturalnego, artysta malarz, wojewódzki konserwator zabytków, dyrektor zielonogórskiego muzeum, drugie krzesło pozostaje wolne, zaprasza, by dosiąść się do stolika artysty. Wykonana z brązu rzeźba, autorstwa Artura Wochniaka, nawiązuje do ulubionego stolika malarza w Ratuszowej, gdzie często przesiadywał. Jest to zarazem pierwszy pomnik poświęcony mieszkańcowi powojennej Zielonej Góry.
Pomysłów na kolejne rzeźby jest sporo; największą grupę stanowią oczywiście propozycje o charakterze martyrologicznym i historycznym, to tematy wciąż „zaległe” – mówi się o potrzebie uczczenia marszałka Józefa Piłsudskiego czy generała Sikorskiego. Pojawił się pomysł na nowy obelisk smoleński, tym razem usytuowany w centrum miasta (skontrowano go wnioskiem, by zamiast niego postawić pomnik skręta marihuany, ale to oczywiście polityczne harce i psoty). Na swoją kolej oczekuje św. Urban, patron Zielonej Góry, a także wielu zasłużonych mieszkańców naszego miasta. W przeprowadzanych przez lokalne gazety rankingach pojawiają się propozycje upamiętnienia choćby Władysława Korcza, Tadeusza Kuntze, Mariana Szpakowskiego, Hilarego Gwizdały, ks. Kazimierza Michalskiego, Stanisława Cynarskiego, Andabaty, zielonogórskich czarownic... Lista będzie się tylko wydłużać. Obok tradycyjnych pomników czekają i nowoczesne rzeźby plenerowe – w Parku Tysiąclecia Fundacja Salony proponuje umieścić stalowy płomień – Catch Fire Oskara Zięty.
Wciąż powraca też pomysł rekonstrukcji przedwojennej Winiarki. Mimo że zawsze przyjmowany jest życzliwie, jego realizacja, w obliczu innych koncepcji, odkładana jest tradycyjnie na przyszłe lata. Choć w pewien sposób Winiarka jednak wróciła; jej pomniejszoną wersję można oglądać w założonym na terenie Winnicy Julia (Stary Kisielin) w 2012 roku Parku Miniatur Obiektów Winiarskich. Uznajmy to za jakiś początek.
Te nowe pomniki… Bardzo powoli wtapiają się w naszą świadomość, wciąż są „nowe”, trochę obce; jakby ich obecność wciąż była nieostateczna. Porównujemy je do tych wcześniejszych, szukamy ciągłości, ale linia podziału nadal jest wyraźna. Rzeźby powstałe w latach 60.-80. pozostają punktem odniesienia i porównań, raczej dla nowych obiektów niekorzystnych i niekoniecznie sprawiedliwych. Po części wynika to z pewnej mitologizacji zielonogórskiego życia artystycznego sprzed kilku dekad, po części z oczywistego faktu, że wśród nowych obiektów obok realizacji udanych (Wydarzenia Zielonogórskie, Matka Sybiraczka, część bachusików) znalazły się też wpadki (Dobosz, część bachusików). Jednak wydaje się, że główny powód trudnego odbioru naszych współczesnych pomników leży gdzie indziej.
To kwestia czasu oddziałująca na kilku płaszczyznach.
Nowe rzeźby odzwierciedlają już inną (wciąż kształtującą się) epokę. Widać to nie tyle w doborze tematów, co w samej formie. Stylistyka stała się na powrót tradycyjna, realistyczna, wyraźnie historyzująca, ten trend reprezentują niemal wszystkie omówione obiekty (za wyjątkiem pomnika Wydarzeń Zielonogórskich Roberta Kaji i monumentu smoleńskiego Małgorzaty Bukowicz). Odbija się w tym zmiana w relacji sztuki i społeczeństwa, jaka zaszła w ostatnim ćwierćwieczu – podczas prac nad pomnikami w kwestii ich ostatecznego kształtu silniejszy głos mają inicjatorzy i fundatorzy przedsięwzięcia, osłabła natomiast pozycja środowisk twórczych.
W stosunku do poprzedniej epoki, zmieniły się proporcje ilościowe dźwigających poważny temat pomników do „niezaangażowanych” rzeźb plenerowych, tych drugich powstaje dziś (nie licząc oczywiście bachusików) zdecydowanie mniej. Inny niż kiedyś jest materiał – dominuje brąz, wciąż obecny jest granit i sztuczny kamień, pojawił się kształtowany w nowoczesny sposób metal, a zabrakło z kolei popularnych kiedyś realizacji ceramicznych.
W nowych pomnikach odbijają się też dzisiejsze polskie spory – o historię, religię, światopogląd i są to spory zajadłe, niedające już nadziei kompromisu, naznaczające także i sztukę przynależnością polityczną. Postawienie pomnika staje się symbolicznym wbiciem sztandaru w zdobyte terytorium, narzuceniem własnej wersji historyczno-politycznej narracji. To z kolei czyni nowe obiekty wrażliwymi na zmieniające się wiatry historii, potencjalnie nietrwałymi.
Warto zwrócić uwagę też na ilość obiektów artystycznych w przestrzeni miasta po 1989 roku. W ciągu dwóch ostatnich dekad postawiono ich niemal tyle, co przez cały okres PRL-u, gdybyśmy doliczyli bachusiki byłoby dużo więcej. Obfitość rzeźbiarskich realizacji widoczna jest zwłaszcza w centrum Zielonej Góry. Z jednej strony podkreśla to rekreacyjny, „spacerowy” charakter starówki, z drugiej być może warto o kolejnych obiektach myśleć już poza kontekstem deptaka. To zresztą już się dzieje, wystarczy spojrzeć na prace trwające w Parku Tysiąclecia. Obiekty o charakterze artystycznym, raczej rzeźby plenerowe niż pomniki indywidualizowałyby także rosnące przestrzenie blokowisk i osiedli mieszkaniowych.
I jeszcze raz kwestia czasu – rzeźby powstałe w mieście w poprzednim okresie należą już do etapu zamkniętego, mają jednak nad „nowymi” przewagę długiej obecności w naszych wspomnieniach, utrwalanej przez dekady istnienia. Nowe pomniki będą to przez dziesięciolecia nadrabiać. To już się dzieje, wspinające się na kolana Bachusa dzieci zapamiętają go jako stały, odwieczny (dla nich) element mapy dzieciństwa.
Nie wiem, czy wszystkie obiekty przetrwają, ani jak będziemy je przerzeźbiać pod dyktando zmieniających się wiatrów historii. Nie wiem też, jak zostaną zapamiętane – jako obojętne kształty na skraju pola widzenia, czy też któremuś z nich uda się skraść nasze serca na taką skalę, jak robi to od ponad półwiecza należący do jeszcze innego czasu Chłopiec ze źrebięciem Hansa Krückeberga stojący na Winnym Wzgórzu.
Nie udało się to jak dotąd żadnej powojennej rzeźbie…


Igor Myszkiewicz