Start Varia Fenomen czy farciarz?

Fenomen czy farciarz?

Jest fenomenem czy wyrachowanym karierowiczem? Waldemar Pawlikowski pracuje jako kierownik galerii sztuki. Z wykształcenia jest plastykiem, po Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Najczęściej stosowana przez niego w twórczości malarskiej technika to pastel, a inspirujące go barwy to szarości. I to jest właśnie fenomen, że w szarościach znajduje inspiracje do działania. Paleta jego inspiracji jest szeroka. Potrafi w rozmowach z ludźmi odnaleźć pomysły na działania artystyczne i niejednokrotnie buduje wielkie wydarzenia o dużym ładunku emocjonalnym. Jest również muzykiem i autorem tekstów, stał się bardem poezji śpiewanej, jest organizatorem cyklicznego projektu „Poetyckie Rubieże”. W pierwszych działaniach postawił na znajomych z konkursów poezji śpiewanej, w których niejednokrotnie zdobywał czołowe miejsca. To dało impuls do zaproszenia poznanych tam artystów, jak i sąsiadów z pobliskich Niemiec. Gdy zorganizował drugą edycję konkursu, zaprosił artystów o znanych nazwiskach: Zbigniewa Zamachowskiego, Krzysztofa Kiljańskiego, jak również tych, którzy nie zawsze mogą przebić się na szczyty: Chwila Nieuwagi, Bieguni, Jarek Gościkiewicz.
Waldemar Pawlikowski

Wielokrotnie sam występuje, jest chętnie słuchanym artystą. Grał na wielu charytatywnych koncertach, wystąpił w studiu Agnieszki Osieckiej, w Programie Trzecim Polskiego Radia. Wielu znajomych zachęca go do nagrania płyty, lecz on pozostawia to czasowi.
Jednym z kolejnych projektów zaskoczył mieszkańców pogranicza – były to rozmowy o przeszłości w „Spotkaniach bliskich nieznajomych”. Wydarzenie niosło wielkie emocje, bo spotykali się tam ludzie z sąsiedztwa, z ogromnym bagażem życiowych doświadczeń – Polacy i Niemcy. Opowiadali swoje koleje losu, które ich przywiodły na pogranicze, gdzie przez lata budowali swoją małą ojczyznę. Pozwalał im opowiadać, konfrontować ich wyznania, by sprowokować wzajemne zrozumienie i przybliżenie w sąsiedztwie, sprawił, że przestali być anonimowi i zostali dobrymi znajomymi, poznali swe życiowe drogi i wspólnie budują lepsze relacje.
Waldemar nie poprzestaje na koronnych cyklicznych projektach, lecz podejmuje wiele pomniejszych działań mówiących o pograniczu, o Gubinie, organizuje wystawy lokalnych twórców, jak i uznanych artystów, czynnie uczestniczy w plenerach i warsztatach artystycznych. Jest aktywny w pozyskiwaniu środków na organizowanie swych działań, którymi udowadnia, że można w małym ośrodku organizować życie kulturalne nie tylko jego mieszkańców, lecz również sąsiadów zza rzeki.
Można podejrzewać, że te działania są skutkiem jego tułaczki po Polsce, gdzie poznawał życie i kultury różnych społeczeństw. Sam opowiada, jak przez prawie rok przebywał wśród Cyganów i poznawał ich specyficzne podejście do życia. Na jego drodze znalazł się również Toruń i Bydgoszcz, gdzie spędził kilka lat. Wielokrotnie mówił, że szuka swego miejsca na ziemi. Stwierdzenie wydaje się być zaskakujące, bo sądzić by można, że jest związany z miejscem swojego działania – Gubinem. Waldemar jest typem wędrowca. Najchętniej odnajduje się tam, gdzie może się realizować artystycznie. W swoich działaniach potrzebuje muzy, która byłaby jego natchnieniem. Jeśli taką odnajduje, wtedy stara się pokonać wszystkie wyzwania i bariery, staje się człowiekiem czynu. Lecz – jak to w świecie artystów bywa – nie jest wolny od humorów, które czasem są przeszkodą, a czasem napędem. Od paru lat daje sygnał, że chce pozostać w Gubinie, od kiedy zaczął remont we własnym domu i nadal organizuje spotkania poezji śpiewanej. Zaczyna utożsamiać się z miejscem, imprezami, które trudno byłoby przenieść w inne środowisko, z ludźmi, z którymi pracuje i których zaprasza do udziału w przeprowadzanych działaniach. Tu ma fanów, swoich zwolenników i paru przeciwników, ale czuje się u siebie. Swymi działaniami wpisał się w koloryt domu kultury, Gubina, a nawet Ziemi Lubuskiej.

Florian Firlej