Start Varia Budować piętrowo

Budować piętrowo

 
Z Przemysławem Grzesińskim rozmawia Janusz Łastowiecki

Janusz Łastowiecki: Jak powstawało 80 lat polsko-niemieckich dziejów teatru w Zielonej Górze. Monografia?
Przemysław Grzesiński: Książka powstała w ramach Funduszu Małych Projektów Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Polska – Saksonia 2007-2013. Najpierw zatem opracowana została wstępna koncepcja książki, następnie projekt, który trafił do przygranicznego Gubina i… niestety, został tam zaakceptowany. Mówię „niestety”, ponieważ projektów złożyliśmy kilkanaście, sądząc, że będą one mogły podlegać weryfikacji na różnych odcinkach pracy.
Tymczasem tytuł 80 lat polsko-niemieckich dziejów teatru w Zielonej Górze. Monografia został wpisany na listę realizowanych przedsięwzięć i w takim właśnie kształcie przyjęty i nie było już możliwości na dokonanie jakichkolwiek zmian, pomimo tego, że w naszym odczuciu byliśmy na etapie planowania. To urok projektu. Po zgłoszeniu projektu nie podlega już nawet zmianie liczba stron i inne ustalenia, których od tej pory należało się precyzyjnie trzymać. Powstał zatem kłopot: jak przy tak małej ilości stron zmieścić wszystko. Z pomocą przyszedł Papkin...

: Papkin nie jest mentorem, to postać nie do końca na serio. Wpisało się to w charakter książki.
PG: Papkin jest tutaj przewodnikiem. Przypomnijmy, że pierwszą premierą w instytucjonalnym zielonogórskim teatrze była Zemsta Fredry. Papkin zatem jak nikt inny wydawał mi się właściwy do roli oprowadzającego po teatrze. Stąd też „monografia wg Papkina”.

: Jaki jest widziany twoimi oczami teatr, którym chciałeś zarazić czytelnika tej książki?
PG: W teatrze piękna jest pewnego rodzaju ulotność i zestawienie wielu elementów: muzyki, słowa, aktorstwa, ruchu, światła. W teatrze, szczególnie, kiedy się w nim pracuje, widać, jak duży, nieprzewidywalny wkład mają osoby z pozoru niewidoczne na scenie. Jest to praca zespołowa. Trudno jednoznacznie stwierdzić, że ten element jest istotny, a tamten nie. Czasami z tekstu genialnego wychodzą przedstawienia słabe i odwrotnie. We wtorek to przedstawienie może być dobre, a w czwartek może być gorsze, bo aktor przeżył jakąś traumę i po prostu zagrał słabiej. Znając od samego początku wkład finansowy, jaki za tą książką stoi, projektowałem ideę, w której tekst jest tylko jedną z części składowych tej opowieści o teatrze.

: I narodził się pomysł z kolorami.
PG: Tak. Każde dziesięciolecie ma tu swoją barwę. Przez wiele godzin naradzałem się w tej sprawie z grafikami. Dzieje teatru nie ograniczają się do „dziania się”, do dziejów czy do życia wokół teatru i do samych spektakli, które były w nim grane. Wiem, że wiele osób, które były związane z teatrem, tego typu publikacja może rozczarowywać z prostego powodu: bo nie znajdą swojego nazwiska w określonym podrozdziale, a być może wtedy wnieśli bardzo istotny wkład w życie teatru. To nie jest tak, że ta publikacja wykreśla inne czy wyczerpuje temat. To jest innego rodzaju spojrzenie, które można traktować jako dopełnienie, a nie zastąpienie. Nie chciałem zastępować innych publikacji naukowych, lecz je dopełnić plastycznie. Dla mnie najistotniejsze w każdej sztuce jest to, czego dowiedzieliśmy się z Pana Kleksa: najważniejsze w świecie baśni to nie pouczać i nie nudzić. Sztuka może być każda, ale nie może być nudna. Jeżeli książka miałaby być nudna, to wolałbym, by w ogóle się nie pojawiła. Gdy patrzę na publikacje naukowe, doceniam ich rolę co do porządkowania pewnych zjawisk, ale są to teksty, do których sięga jedynie wąska grupa specjalistów. One z reguły lądują na półce i stają się istotne dla tych, którzy te książki opracowywali. Dysponując sporymi środkami, chciałem pokazać ludziom różny teatr na możliwie wielu płaszczyznach.

: Futurystyczne komentarze dzieci, które mówią, że domy kiedyś będą w kształcie grzybów, występować będą na morzu, a świat połączy socjalizm są piękne w swojej prostocie.
PG: To jest koloryt. W recepcji naszych zachodnich sąsiadów (a książka jest przecież dwujęzyczna) lata 70. wyglądały nieco inaczej – nawet jeśli mówimy o NRD. Przywołując głosy dzieci, opowiedziana została historia sposobu myślenia młodych Polaków, my zaś mogliśmy przypomnieć sobie, jak to w tej komunistycznej Polsce było. Zależało mi wreszcie na takim spojrzeniu, które przyciągnęłoby ludzi do teatru, nie tylko do tego jednego, konkretnego, ale w ogóle do teatru. Chciałem, by odbiorcy mogli przeglądać tę książkę także fragmentami, a niekoniecznie czytać ją od deski do deski. W tego typu pozycjach wielu czytelników tak robi. Tutaj przyświecała mi zdecydowanie myśl popularyzatorska. Do tego wszystkiego szczypta ciekawostek Papkina, które wydawały mi się na tyle interesujące, że warto było je dodać. Tak samo jest przecież w teatrze – jest powaga, ale jest i śmiech.

: W książce zastosowana jest klamra niemiecka. Z jednej strony rzeki jest zamysł budowy niemieckiego teatru, a z drugiej wystawienie sztuki Trash story, która uzdrawia trochę napięcia polsko- -niemieckie.
PG: Myślenie w teatrze Brechta i wokół Brechta z okresu międzywojnia oraz myślenie towarzyszące Trash story bardzo dobrze mi ze sobą korespondowały ze względu na społeczne i pacyfistyczne akcenty. Zielonogórski teatr nosi imię Leona Kruczkowskiego, autora ważnej sztuki Niemcy. Trash story Magdy Fertacz to opowieść o tych ziemiach, tzw. ziemiach odzyskanych. Opowieść o trudnej historii polsko-niemieckiej pogranicza. Czy uzdrowienie złożonych relacji jest możliwe? Kruczkowski już w 1949 roku sygnalizował w swoim dramacie, że nie wolno utożsamiać wszystkich Niemców z fanatycznymi wyznawcami hitleryzmu. Tekst Fertacz, choć interesujący, stoi natomiast na pograniczu niebezpiecznego dla Polaków rewizjonizmu historycznego. Jeśli spotkać się pośrodku tych różnych spojrzeń, to myślę, że uzdrowienie jest możliwe. Sztuka łączy. Miejmy nadzieję, że ta publikacja także.

: Monografia przewrotna. Tak należałoby o tej pozycji mówić?
PG: Powodów do tego, by robić bardzo poważną monografię nie było. To zresztą zadanie dla naukowców – historyków, kulturoznawców. Niedawno dyrektor Robert Czechowski rzucił pomysł, by jednak przygotować monografię „po bożemu”, przedstawiającą dodatkowo szczegółowe sylwetki reżyserów, dyrektorów. Wtedy można by się skupić na wykresach, analizie gatunków i tekstów, jakie królowały w Zielonej Górze. Być może powstanie zatem publikacja naukowa – praca nad taką pozycją to jednak robota na dwa lata. Zobaczymy.

: Projekt zakładał wydanie monografii wg Papkina, ale tej książki nie mogliście wypuścić na rynek.
PG: To jest urok projektu, z którego skorzystaliśmy. Możemy książkę rozdawać tylko w celach promocyjnych. Przekazaliśmy egzemplarze naszym partnerom w Gerhart Hauptmann-Theater, bibliotekom w całej Polsce, Instytutowi Teatralnemu, a reszta nakładu czeka jako prezent dla gości teatru.

: Okazałe, bogate wydanie pokazuje nakład pracy, jaki włożyliście w redakcję.
PG: Jest to efekt pracy zespołu pracującego nad książką. Grafików, tłumaczy i mojej – autora wyboru, opracowania i koordynatora.

: Jaki był pierwszy odbiór tej książki, z jakimi opiniami się spotykaliście?
PG: Reakcja była różna. Pierwsze wrażenie było takie, że książka prezentuje się bardzo dostojnie. Znajduje się w niej bardzo wiele zdjęć, każde poddane artystycznej obróbce graficznej, bogata jest w detale, takie jak telegram od Czesława Niemena, ciekawostki z życia wokół teatru, zdjęcie teatru odbite w kałuży, które dzieli, ale i łączy w połowie książki teatr polski i niemiecki (po odwróceniu książki „do góry nogami” mamy przekład niemiecki). Tutaj wszyscy byli zgodni. Odbiór treści zawsze uzależniony jest od oczekiwań. Nie każdemu ten sposób opowiadania o sztuce odpowiada. Podstawą do zrozumienia monografii wg Papkina stanowi wstęp. Można się z nim zgodzić i podróżować z Papkinem, można odmówić udziału w tej podróży. Ujmując rzecz całościowo, mogę stwierdzić, że odbiór ludzi spoza teatru był bardzo pozytywny. Docenili świeżość, koloryt pomysłu. Na tym nam najbardziej zależało.

: Z tych peregrynacji z Papkinem wychyla się nowe myślenie o sztuce, jej promocji. Na czym polega idea, która tobie przyświecała?
PG: Moim zdaniem klucz tkwi w budowaniu piętrowym, ponieważ są różne płaszczyzny odbioru. Każdy z odbiorców powinien móc odnaleźć coś ciekawego dla siebie. Im inteligentniejszy, wrażliwszy, tym więcej pięter pokona. Jestem przeciwnikiem sztuki elitarnej, gdzie zaczyna się budowanie od czwartego piętra, a schodów brak – w myśl zasady „jak jest za głupi, to niech się douczy”. Mam nadzieję, że 80 lat polsko-niemieckich dziejów teatru w Zielonej Górze. Monografia wg Papkina będzie pretekstem do podróży w świat teatru. Zarówno teatru rozumianego jako budynek, jak i każdego innego. Nawet jeśli tę podróż rozpoczniemy z parteru.